It wasn’t meant to be like this – "Mam cię, gnoju"

It wasn’t meant to be like this – "Mam cię, gnoju"Sick.



Otworzył bagażnik.
– Kurwa – syknął, gdy po przewaleniu połowy bajzlu nadal nie znalazł pożądanego przedmiotu.
– Co jest? – obok pojawił się Kris.
– W porządku, już mam – rzekł James, sprawdzając magazynek i zakładając po chwili szelki z kaburą, a następnie czarną, skórzaną kurtkę.  
– Kiedy to tu schwałeś? – zapytał zszokowany Kris, nie mając pojęcia, że wozi że sobą kontrabandę.
– Wracaj do wozu i się rozglądaj, bo jak podjadą prawdziwe psy, nie będzie miło – Sick zignorowal chłopaka, pukając dłonią w miejsce, gdzie znajduje się broń i ruszył w kierunku domu.
Kris bez słowa zasiadł za kółkiem i przeparkował auto na drugą stronę ulicy, w tym czasie Sick zdążył już podejść do schodów. „Kurwa, Blackie, znowu pakujesz się w kłopoty” – warknął w myślach, pomyślawszy o Antonie i konsekwencjach w razie wpadki.
Agresywnie zapukał. Czekał i czekał, lecz Willy nie kwapił się do otwarcia drzwi. Zniecierpliwiony załomotał jeszcze mocniej, jak na policjanta przystało i dopiero teraz zazgrzytał zamek i skrzydło się uchyliło.  
– Dzień dobry. Detektyw Walters, wydział śledczy – rzekł sucho Sick, machnąwszy blachą przed nosem Willy’ego tak szybko, że ten raczej nie zdążył się przyjrzeć. – Czy tu mieszka Cassandra McAdams?  
– Tak, a o co chodzi?
– Chciałbym z nią porozmawiać, mam kilka pytań. Kim pan jest?  
– Will… Will Arrow, jestem jej partnerem – wystękał chłopak, był wyraźnie zmieszany i zaniepokojony, co Sick w okamgnieniu zauważył.
– Czy mogę wejść? – zapytał „policjant”.
– Nie ma jej w tej chwili.
– A gdzie jest?
– Nie wiem, wyszła.
– Mimo to chciałbym wejść – kontynuował srogo James, operując pełną powagi miną.
– Ale w jakiej sprawie? – bronił się Willy.
– Czy pan tu mieszka?
– Tak.
– W takim razie wejdę i porozmawiam z panem – naciskał James, wkładając ręce do kieszeni, aby pokazać Willowi broń.
– Dobrze, proszę – niezbyt zachwycony chłopak odsunął się od drzwi. – O co chodzi? – zapytał, gdy już obaj znaleźli się w salonie.
– Zaginęła młoda dziewczyna, tu, w okolicy. Chciałem porozmawiać z panią McAdams, może coś widziała, słyszała… Może ją zna – Sick wypalił z grubej rury.
– Dziewczyna? – wystękał Willy.
– Tak, Jessica Raynolds – Sick na poczekaniu wymyślił nazwisko. – Zna ją pan?
– Raczej nie – wydusił Willy, który wyraźnie zaczynał się denerwować.
– A pan? Może pan zwrócił na coś szczególną uwagę – ciągnął James, przechadzając się po pokoju i oglądając wszystko jeszcze raz. Być może coś mu umknęło.
– Nie, nic podejrzanego nie widziałem.
– A gdzie jest pańska dziewczyna, jeśli można wiedzieć? – Sick w końcu przeszedł do sedna, wlepiając w chłopaka czujny wzrok.
Willy jakby zbladł, w okamgnieniu się jednak pozbierał.
– Nie wiem, wyszła.  
– Dawno? O której będzie można ją złapać? To jest pańska dziewczyna? – zapytał James, podnosząc z kominka zdjęcie brunetki.
– Tak.  
– Sympatyczna – Sick podburzał atmosferę. – A więc? O której mogę ją zastać?
– Nie wiem, nie pytałem, o której wróci. Może po południu – odparł Willy, któremu język zaczynał się powoli plątać.
Sick wyglądał jak policyjny twardziel lub jakiś niezrównoważony bandyta, nie dziw więc, że chłopak zaczął z wolna panikować.
– No dobrze. A wracając do sprawy, niech pan się dobrze zastanowi, może jednak widział pan coś dziwnego, jakieś obce, podejrzane osoby, kręcące się auta? Może ktoś obserwował okolicę? – drążył chłodno Sick, nie odrywając wzroku od chłopaka.
– Nie, cały dzień pracuję i jestem dopiero wieczorem, niczego nie widziałem – wycedził Willy.
– Dlaczego się pan denerwuje? – wyjechał nagle James, widząc błyszczące już na czole przesłuchiwanego ślady potu.
– Nie denerwuję się, po prostu trochę mnie pan zaniepokoił. Czyli mam rozumieć, że Cassie ma być ostrożniejsza? – rzekł Willy, nieudolnie próbując zmienić temat.
– Oczywiście. I najlepiej nie wychodzić po zmroku. Rozpracowujemy szajkę handlującą ludźmi i podejrzewamy, że to właśnie oni mogą stać za zaginięciem tej dziewczyny.
Willy się wyciszył, gapiąc się niepewnie na „policjanta”. Ręce mu drżały, co także nie umknęło uwadze mężczyzny.
– No dobrze, więc na razie to chyba wszystko. Czy mógłby pan dać mi numer telefonu do pańskiej dziewczyny? – poprosił Sick.
– Oczywiście.
W okamgnieniu otrzymał małą karteczkę i nie chcąc dłużej przeciągać tej szopki, wolno ruszył do drzwi.  
– Aha, i jeszcze jedno – rzekł, gdy już przestąpił próg. – Tu jest mój numer, jakby się panu coś przypomniało –  podał Willy’emu wizytówkę. – Proszę też poinformować o mojej wizycie panią McAdams. Zajrzę jeszcze wieczorem, pewnie już ją złapię.
– Pewnie tak – wystękał ciężko Willy.
– Dobrze, więc do zobaczenia – rzucił beznamiętnie James, po czym odwrócił się na pięcie i nie śpiesząc się zbytnio, ruszył w kierunku centrum miasta. „Mam cię, gnoju” – pomyślał, zniesmaczony.
Kris podjechał do niego po chwili…



Delikatnie objęła brunetkę, aby za moment zetknąć się z nią ustami. Cassandra kolejny raz poczuła się bardzo nieswojo, nie miała jednak odwagi zaprotestować.
– Spokojnie – mruknęła Roxy, po czym nie odrywając od niej warg, zsunęła szlafrok z ramion dziewczyny i dłoń powędrowała na pierś.
Cassie mocno się napięła, wiedziała, do czego zmierza ta zabawa.
– Spokojnie – powtórzyła Rita, z pełnym zaangażowaniem masując krągłość brunetki.  
Dotyk miała delikatny i miękki, nie pomogło to jednak w odepchnięciu od siebie stresu, który nasilał się z każdą chwilą. Cassie czuła się coraz bardziej wyobcowana, przy czym dzieła zawstydzenia dopełniał fakt, że przecież pieści ją kobieta.  
– Wstań – poprosiła nagle Roxy i Cassie jak żołnierz po wydaniu rozkazu, w okamgnieniu podniosła się do pionu.
Okrycie zjechało w dół i Rita, kładąc dłonie na ramionach dziewczyny, ponownie posadziła ją na łóżku, a następnie ułożyła na wznak. Cassie poczuła, jak jej ciało zaczyna się powoli trząść, leżała jednak jak kłoda, zachowanie Rity zablokowało jej wszystkie reakcje. Blondynka szybko legła obok i usta powędrowały na szyję, a dłoń powróciła na pierś. Całowała Cassandrę czule i z pełnym zaangażowaniem, w końcu ręka ruszyła w dół i zatrzymała się w miejscu przeznaczenia. Cassie cicho westchnęła; mimo zdenerwowania zabieg okazał się niesamowicie przyjemny.  
–  Rozluźnij się – rzuciła Rita, wędrując ręką od góry do dołu.  
Subtelnie ruchy palców sprawiły, że napięcie powoli znikało, a oddech z każdą sekundą przyśpieszał.  
– Jesteś boska – wydusiła cicho podniecona Roxy, ponownie ucałowała szyję kochanki i ruszyła w dół.  
Gdy dotarła do celu, Cassie głośno wciągnęła powietrze, zaciskając palce na prześcieradle. Roxy zdawała się nie zwracać uwagi na reakcje dziewczyny, bo natychmiast przeszła do działania. Nie patyczkowała się, język od razu zaczął szalony taniec, wydobywając z Cassandry coraz głośniejsze jęki. Blondynka tak przykładnie zabrała się do pracy, że Cassie nie odczuwała już wstydu, a jedynie czystą ekstazę, z chwili na chwilę zagłębiając się coraz bardziej w otchłani rozkoszy.
Stękała coraz głośniej, czując, jak Rita sumiennie cmokcze ją i zasysa, wywołując coraz większe wariacje organizmu, lecz gdy po chwili w ciało dziewczyny wtargnął palec, Cassie cicho jęknęła. Ból nie ustępował.
Nieproszony gość w okamgnieniu zniknął, aby język mógł przyśpieszyć. Nie trwało to jednak długo, brunetka skończyła kilka chwil później, wydając z siebie donośny odgłos i wginając się na łóżku jak gimnastyczka. Roxy dokończyła dłonią czekając, aż Cassie przestanie dygotać, po czym legła obok i kolejny raz ucałowała dziewczynę.  
– Jesteś słodka – uśmiechnęła się, patrząc brunetce prosto w oczy. – Mówiłam, że cię przelecę – dodała, chichocząc.
Zawstydzenie powróciło i Cassie natychmiast spuściła wzrok.  
– Ale teraz też coś chyba musisz dla mnie zrobić, nie uważasz? – oznajmiła wymownie Rita, gapiąc się na nową podopieczną.  
Cassandrze powietrze zatrzymało się w przełyku.
– Wyluzuj, żartowałam! – Roxy głośno się roześmiała, pogłaskała dziewczynę po policzku i wstała.
– Zjedz zupę i odpocznij, wrócę za kilka godzin – nakazała, po czym ucałowała brunetkę w usta i wyszła, delikatnie zamykając za sobą drzwi.
Cassie odetchnęła z ulgą. Czuła się wniebowzięta.

1 627 czyt.
100%114
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i erotyczne, użyła 1497 słów i 8884 znaków, zaktualizowała 18 sie o 14:21.

4 komentarze

 
  • kaszmir

    kaszmir · 23 sie 7:23

    Dwa obrazy i jedna właścicielka... Cassie. Pierwszy bardzo służbowy i zaskakujący. Policjant i strach chłopaka Cassie coś znaczy. Czy Stic odnajdzie sens i powód jej zaginięcia? Czy nie pociągnie ten wybieg konsekwencji... przecież Willy może mieć powiązania.
    Druga w części przewidywalna, bo Roxy od dawna miała na nią chęć, ale reakcja Cassie to już zaskoczenie. Podobało jej się. Miłosna ekstaza i delikatność zawładnęła dziewczyną.  

    Świetna część. Pozdrawiam

  • angie

    angie · 19 sierpnia

    Świetne! Część z policjantem mega, ale wyprawa do raju...  

  • BlackCrowe

    BlackCrowe · 18 sierpnia · 211927144

    Rzeczywiście Aga wróciła "do żywych"!   
    Napisane jak zwykle fajnie, aż się chce czytać!   
    Pozdrawiam 👍

  • AnonimS

    AnonimS · 18 sierpnia

    Czuła się niebowzięta...jakoś łatwo przeszła z piekła do nieba.. bardzo dobra część. Dobrze że wróciłaś z wakacji . Pozdrawiam