It wasn’t meant to be like this – "Kurwa, nie mieszaj się w to!"

It wasn’t meant to be like this – "Kurwa, nie mieszaj się w to!"– Sprzedał ją – oznajmił obojętnie Sick.
Obojętne mu to chyba jednak nie było, o czym świadczyło agresywne łomotnięcie drzwiami samochodu.
– Wiedziałem, kurwa, wiedziałem – warknął Kris. – Ale jak…? – mruknął i się zaciął.
James spojrzał na niego pytająco.
– No jak, kurwa, skąd taka cipa ma dostęp do Leo? A może to nie Leo? Widziałeś auto, nie znam go – wyjaśnił brunet.
– Poczekamy – rzekł sucho James.  
– Na co?
– Oni zaraz tu przyjadą? – sprostował, po czym opowiedział przyjacielowi przebieg rozmowy.
Kris parsknął pogardliwie.
– Nie przyjadą. Co, myślisz, że koleś zadzwoni po tym, jak był u niego pies i być może nadal krąży po okolicy? No i ten wyskok z porwaniem, on już wie, że nie powiedziałeś tego bez powodu, że coś wiesz i zapewne chciałeś sprawdzić jego reakcję.
– On jest na to za tępy – odparł Sick.
– Ale oni nie są. Nie przyjadą.
– Poczekamy. Albo… Po co mnie, kurwa, w ogóle tu przywiozłeś?
– Właśnie po to.
– Wiec bądź kurwa, grzeczny i siedź na dupie. Nie, nie siedź; idź, kup jakiś alkohol, a ja posłucham radia – James wyszczerzył zęby, wyciągając z kieszenie mały głośniczek z pokrętłem, którym od razu zaczął kręcić. Zaszumiało cicho. Kris gapił się na to, nie kapując, dlaczego nie skorzysta z radia w samochodzie.
– Co ty opierdalasz? – zapytał w końcu, widząc, że Sick bezcelowo grzebie się z urządzeniem już dobrą minutę.
– Podłożyłem mu pluskwę – odparł przyjaciel, nie odrywając się od pracy. – Idź po tą wódkę, to stary sprzęt, chwilę potrwa, póki znajdę częstotliwość.
– Kurwa, to dopiero teraz mówisz? – wkurzył się brunet. – Już pewnie coś przegapiliśmy.
– Teraz to on chodzi spanikowany z kąta w kąt i zastanawia się, co robić – Sick wymownie się uśmiechnął.
– Kurwa! – zagrzmiał Kris i wysiadł. – No kurwa, co za… – mruczał pod nosem, wkurzony.
Szybko kupił alkohol i jeszcze szybciej wrócił do auta. James już złapał falę i postawił głośniczek na desce rozdzielczej.
– I co? – Kris podał mu butelkę.
– Na razie cisza. Ale to już niedługo, zaufaj mi – rzekł Sick i pociągnął wyczekiwany łyk.
– On nie zadzwoni – upierał się Kris.
James w odpowiedzi jedynie zapalił papierosa.



„Jakiś gliniarz, py… Nie wiem, kurwa, a jeś… …oczekam i przyjadę, będę ostro…” – usłyszeli i zapadła cisza.
– Kurwa, mógłby nie łazić. Gdzie podłożyłeś tą baterię?
– W salonie.  
– No to dużo żeśmy się dowiedzieli.
– Wiemy wystarczająco – Sick wymownie spojrzał na kumpla. – Wiemy, że się do nich wybiera, nie wiemy tylko, o której. Poczekamy. Skoro już mnie tu przywlokłeś, doprowadzimy sprawę do końca – zadecydował mężczyzna, otworzył pakiecik i po chwili panowie byli już po aplikacji.
Czekali bardzo długo, wypijając całą wódkę i kupując w międzyczasie drugą. Z wolna dochodziła dwudziesta i zrobiło się ciemno jak w grobie. Punkt ósma drzwi się otworzyły i Willy, rozglądając się nieufnie, wsiadł do samochodu i wyjechał z podjazdu. Znudzony Kris natychmiast się ożywił i ruszył za granatowym Nissanem, trzymając bezpieczną odległość. Przejechali przedmieścia, centrum i gdy dojechali do oddalonego o kilka kilometrów lasu, Willy skręcił i niedługo potem zatrzymał wóz przy jednej z dużych willi. Okolica była opustoszała, stało tam zaledwie kilka domów, wszystkie jednak były bardzo luksusowe.  
Brama się otworzyła i Nissan zniknął na posesji.
– Kurwa, nie mogłeś podrzucić mu tej pluskwy do kurtki – fuknął Kris.
Sick tylko spojrzał spode łba.
– Kurwa, co to za miejsce? Nie znam go. I co ma do tego Leo? Przecież to on zgarnął dziewczynę, nie rozumiem… – rzekł Blackie.
– Zrób zdjęcie – poprosił Sick. – Dowiemy się, co to za melina.
Kris telefonem zrobił kilka fotek i ponownie napił się wódki. Nerwy nosiły go całego. Miał już być w klubie, przy dziewczynie, a jeździ po jakimś zadupiu i na dodatek niewiele się dowiedział.
Upłynął niecały kwadrans, kiedy Nissan wyjechał zza ogrodzenia i ruszył w drogę powrotną. Jechał dość szybko i ku zdziwieniu obu panów, dojechał do centrum i zatrzymał się przy komisariacie.
– Kazali mu, sam, kretyn, nie wpadłby na to. Zresztą nie zrobiłby niczego bez ich instrukcji, to oczywiste. Tylko chłopak ma teraz problem, na pewno zapytają, dlaczego nie zgłosił wcześ… Nie, no jasne! – krzyknął nagle James – przecież oni mają tam szczura, on wszystko załatwi. Sick, obudź się – mężczyzna poklepał się po policzku, nie odrywając wzroku od budynku komendy.
Kris się nie odzywał, zupełnie się pogubił i postanowił zdać się na przyjaciela. Sick miał doświadczenie w tych sprawach, chłopak wiedział, że zrobi wszystko, co trzeba i jak trzeba.
Willy załatwił sprawę zadziwiająco szybko i kilka minut po dwudziestej pierwszej znów stali naprzeciw domu Cassie.
– Spadamy, nic tu po nas – rzekł James, gdy po upływie kolejnych minut nic się nie działo.
Kris nie odpowiedział, tylko w milczeniu odpalił silnik i odjechał. Był maksymalnie wkurwiony i już bardzo zmęczony.



– Do zobaczenia – Roxy podała mężczyźnie dłoń i ruszyła na górę.
Spojrzała na pojemniczek – pusty.
– Grzeczna dziewczynka – rzuciła do przestraszonej Cassandry, lecz już nie miała uśmiechu na twarzy. – Prześpij się, wrócę jak najszybciej – oznajmiła, zabrała opakowanie i wyszła.
Żal jej nie opuszczał, wręcz przeciwnie, teraz, gdy zobaczyła jeszcze bardziej rozbitą dziewczynę, niemalże szarpnęło ją od środka. Wyjęła komórkę i wykręciła numer Leo. Czekała i czekała, lecz bez powodzenia, zadzwoniła więc do Marco. Tu odniosła sukces.
– Gdzie jesteście? – zapytała zimno; nadal była na nich wściekła.
– Mamy interes do załatwienia. Coś się stało?
– Nic – fuknęła i się rozłączyła.
Wiedziała już, co chciała wiedzieć, a mianowicie – że panów nie będzie co najmniej do wieczora. Pół godziny później stała już pod prysznicem, nie mogąc odgonić od siebie myśli o Alex i Cassie. W oczach uparcie stała jej pobita twarz nastolatki, siniaki i cięgi na plecach – młodsza wersja brunetki.  
Szczekanie psa wybudziło ją z transu.  
– No tak, trzeba coś zjeść – pogłaskała pupila, ubrana już w biały szlafrok.
Nałożyła mu pokarmu, zrobiła potężnego drinka i zasiadła przy barze. Dziewczyny powróciły ze zdwojoną siłą, lecz teraz to Cassie wierciła blondynce dziurę w głowie, w końcu przecież ona jeszcze żyła.
– Kurwa, nie mieszaj się w to! – huknęła nagle, ze złością strącając szklankę z blatu, po czym oparła głowę na dłoniach i zamarła w bezruchu.

1 548 czyt.
100%125
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i erotyczne, użyła 1164 słów i 6889 znaków, zaktualizowała 19 sie o 22:12.

5 komentarzy

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 23 sie 8:09

    Zamyslila się

  • kaszmir

    kaszmir · 23 sie 7:53

    Śledztwo trwa i kończy się na komisariacie. Czy rzeczywiście mają wtykę na policji? Czy Willy zgosił zaginięcie dziewczyny? Ni i koniec zatrwożył?... zamarła w bezruchu?

    Pozdrawaim

  • angie

    angie · 20 sie 11:04

    No i jest w końcu wena! I w jakości i w ilości   Pluskwa na plus!

  • AnonimS

    AnonimS · 20 sie 9:18

    Co to dziewczyna w sobie ma i że i Rocie i chłopak tyle dla niej ryzykują? Pozdrawiam

  • BlackCrowe

    BlackCrowe · 19 sie 21:55 · 211927144

    Moja £apa pierwsza!  
    Nie, no chcesz wykończyć? A tak poważnie - masz coś wspólnego z królikami?
    Mało, że dużo, to jeszcze dobre, niestety....  
    Jednak kupiłaś w tym lidelu te dwa kilo weny....!