It wasn’t meant to be like this – "Jesteś idiotą!"

It wasn’t meant to be like this – "Jesteś idiotą!"Rozpaczała bardzo długo, za nic nie mogąc się opanować. Ból dolnych okolic, do tego pieczenie pociętych pleców, które Sandra podrażniła jeszcze bardziej, siłą ściągając z dziewczyny szlafrok, bardzo dawały jej się we znaki. No i ten nieszczęsny telefon, przecież miała zadzwonić. Wiedziała, że Rita będzie wściekła, jeśli tego nie zrobi, lecz bojąc się jednocześnie zemsty dziewczyn, nie dała rady podjąć jakiejkolwiek konkretnej decyzji. Mniemała, że jeśli Sandra odważyła się zaatakować ją raz, może to zrobić też drugi raz. Przecież dziś nie wyglądała, jakby bała się konsekwencji.
Sięgnęła pod materac i wyjęła komórkę, wertując możliwe opcje. Po chwili schowała ją jednak na miejsce, dochodząc do wniosku, że jeśli nie da niczego po sobie poznać, Roxy o niczym się nie dowie i nie będzie musiała martwić się dziewczynami.
Płacz ustał i po kilku minutach dziewczyna doszła nieco do siebie; i stało się to w odpowiedniej chwili, bo sekundy później drzwi otworzyły się hukiem i do pokoju wtargnęła Roxy, operując demoniczną miną.  
Cassie natychmiast usiadła, sparaliżowana potężnym strachem.



„No co za babsko” – podsumowała Rita, zasiadając za kierownicą granatowego Bmw. Rozbawiła ją postawa Pauliny – jak zawsze zresztą – gdy ta biegała przy niej jak piesek, będąc gotową spełnić każdą zachciankę dziewczyny.
Już miała ruszać, gdy nagle coś sobie uświadomiła. Wysiadła i wróciła do lokalu. Właścicielka oczywiście w mig się przy niej pojawiła, szczerząc zęby na całą szerokość twarzy.  
– Zapomniałaś czegoś? – zaświergotała irytująco. Rita tylko przewróciła oczami.
– Daj mi kartę – poprosiła sucho.
Otrzymała ją równie szybko.
– To jakaś nowa zupa? – zapytała, pukając palcem w kartkę.  
– Tak. Bisque – francuska zupa z homara, mamy nowego kucharza. Jest znakomita – Paulina usilnie podlizywała się do blondynki.  
– Sześćdziesiąt pięć dolców? Masz coś z głową? – syknęła Roxy.
– Do tego dajemy grzanki z Caciocavallo, dlatego potrawa jest taka droga.
Rita nic nie zrozumiała, gapiła się więc na kobietę, oczekując wyjaśnień.
– Ten ser przekracza 3,500 dolarów za kilogram, dlatego taką cenę ustaliłam. Sprowadzamy go z południa Włoch, więc sama rozumiesz… – tłumaczyła się zmieszana Paulina.
– Chcę jej spróbować – poinformowała Roxy.
– Nic z tego, gotujemy ją dopiero wieczorem, kiedy schodzą się goście – odparła Paulina, wyraźnie już zmieszana faktem, że nie może zaspokoić zachcianki dziewczyny.
Rita kolejny raz zrobiła dość wymowna minę, maniera kobiety zaczynała ją powoli drażnić.
– Dlaczego mi nie powiedziałaś, że macie coś nowego? A żebym nie zwróciła na to uwagi? – warknęła Roxy.
– Przepraszam… wyleciało mi z głowy – miauknęła Paulina.
– Chyba nie tylko to – zadrwiła Rita i podniosła się z miejsca. – No dobrze, więc zrób mi dwie porcje i za trzy godziny przywieźcie ją do Alfy. Spróbujemy, może dodam do menu. Zadzwoń, jak dostawca wyjedzie z restauracji – rozkazała twardo i zniesmaczona zachowaniem kobiety, szybko opuściła lokal.



– Rico! – krzyknęła, kucając i za moment już tuliła brązowego Labradora. – Tęskniłeś?  
Piesek był tak szczęśliwy powrotem dziewczyny, że o mało nie wlazł jej na głowę. Za moment z pokoju obok wyszła średniego wzrostu młodziutka rudowłosa dziewczyna.
– Był grzeczny? – zapytała Roxy, uśmiechając się do sąsiadki.
– Jak zawsze – odparła nastolatka, podając gospodyni klucze.
– Dzięki – Rita wręczyła dziewczynie dwieście dolarów.
– Zawsze do usług – rudowłosa wygięła usta, z zadowoleniem przyjmując banknoty.
– Piwo? – zapytała Roxy, otwierając lodówkę.
– Nie bardzo, śpieszę się do pracy.  
– Nadal pracujesz u tego grubasa?
Nastolatka skinęła głową.
– Kurwa, Wendy, przecież ci powiedziałam… – westchnęła blondynka. – A nie chcesz do knajpy? Dają ładne napiwki.
– Ale ja sobie nie poradzę, nigdy nie pracowałam jako kelnerka. To umiem robić – mruknęła dziewczyna.
– Gadasz głupoty, nauczysz się. To jak? Przecież u tego spoconego frajera nic nie zarobisz. Szkoda zdrowia – fuknęła Roxy, dając Wendy do zrozumienia, jaką sympatią pała do właściciela małego, znajdującego się w centrum fast-foodu.
– Śmierdzi tam i mało płacą. A dają ci chociaż coś na ząb w godzinach pracy? – drążyła Roxy.
Wendy parsknęła śmiechem.
– Więc sprawa załatwiona. Pogadam z właścicielką, weźmie cię na staż, poduczy. To cholernie droga knajpa, z samych napiwków zgarniesz przez dzień więcej niż u tego chuja przez tydzień. To jak?
– Ale ja nie wiem – Wendy się spłoszyła.
– Dziewczyno, tu się nie ma nad czym zastanawiać. Spróbuj – nalegała Rita. – Wieczorem dam ci adres, pojedziesz jutro, zobaczysz lokal, szefową i wtedy zdecydujesz. Dobrze? – Roxy przecięła nastolatkę wymownym spojrzeniem.
Wendy przytaknęła w milczeniu.
– No, to rozumiem. A teraz piwo – zarządziła wesoło gospodyni, chwytając dwie zimne butelki.



– Roxy? Sandra poszła z Izabelą do nowej. I ja nic zrobić nie mogłem, bo mnie wygoniła – usłyszała w słuchawce pocieszny, zabiedzony głos Igora.
– Co?! Jak to „wygoniła”? To ty, wielki jak góra facet, dałeś się wygonić jakieś suchej kurwie? – Rita od razu się zdenerwowała.
– Bo ja… bo ja ja nie zdążyłem nic, ona mnie wypchnęła i zamknęła drzwi – tłumaczył się chłopak.
– No kurwa mać. Już jadę – warknęła Rita i się rozłączyła. – Rico, wychodzimy!
Piesek wybiegł z pokoju i w pełnym pędzie skoczył na drzwi.
– Już… chwila – zganiła go Roxy, chowając do torebki papierosy.  
Piesek najwyraźniej nie mógł się już doczekać, bo gdy tylko dziewczyna uchyliła skrzydło, wyrwał z miejsca i ruszył po schodach, w sekundę znikając właścicielce z oczu.
– RICO! –  
Pośpiesznie wyszła z kamienicy. Pupil grzecznie stał przy aucie i czekał.
– Nie uciekaj mi tak, rozumiesz?! – gorzko skarciła psa, wystawiając mu palec przed nosem.
Odpowiedzią było zamaszyste wymachiwanie ogonem.



Pod Alfę dojechała po kwadransie i ostro wkurwiona, żołnierskim krokiem ruszyła do środka. Igor przywitał ją w progu.
– Ja nie…
– Gdzie one są?! – zagrzmiała, nie dając chłopakowi dojść do słowa.
– Nie wiem, chyba u siebie.
– Jesteś idiotą! – fuknęła i w towarzystwie Rico ruszyła w kierunku znajdujących się na tyłach budynku pokoi.
Pociągnęła za klamkę – zamknięte.
– Otwieraj! – huknęła, bębniąc pięścią w drzwi.
Bez efektu.
– Kurwa, otwieraj powiedziałam! Ale już!
Za moment zatrzeszczał zamek i Roxy zamaszyście łupnęła drzwiami, po czym jak burza wpadła do pokoju.
– No tak… – podsumowała pogardliwie, zatrzymując się w miejscu; obraz, który zobaczyła, mówił sam za siebie.

***

Wiem, że przeciągam kreśleniem od A do Z, ale inaczej nie umiem

4 169 czyt.
100%175
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i erotyczne, użyła 1201 słów i 7121 znaków, zaktualizowała 14 lip o 18:38.

5 komentarzy

 
  • AnonimS

    AnonimS · 16 sierpnia

    Młoda ma przejechane. Bez względu na to co wymyśli Róży i jakie ma wobec niej zamiary.

  • kaszmir

    kaszmir · 17 lipca

    Witam
    Wydawało mi się, że byłam i zostawiłam koment..  

    Rozbestwiło się towarzystwo, a Roxy nie potrafi trzymać wodzy. Czy dziewczyny zostaną ukarane i czy to nie rzuci cień na Cassie. Pozdrawiam.

  • Somebody

    Somebody · 14 lipca

    No, kochana... Ty wiesz  

  • angie

    angie · 14 lipca

    Dajesz czadu, bejbe! Ludzkie odruchy, wow! Nawet pies się załapał. Teraz będzie jazda!

  • seth666

    seth666 · 14 lipca · 210949599

    Pogubiłem się już, która to Roxy, a która to Rita, bo mam wrażenie, że momentami to jedna i ta sama osoba.