It wasn’t meant to be like this – "Zabawiasz się tu, szmato?!"

It wasn’t meant to be like this –  "Zabawiasz się tu, szmato?!"Piknął zegarek, informując, iż minęła siódma. Chłopak chwycił telefon i wykręcił numer.
– Alfa Club. Słucham.
– Igor? Czy chłopaki wróciły?
– Tak, ale ich nie ma.
– Zaglądałeś do nowej?
– Nie.
– To idź, zobacz, co u niej. Zaraz przyjadę.
– Ale ja… ja muszę być tu, tak kazał Leo.
– Jebać Leo, idź, sprawdź, co z dziewczyną! – nakazał sucho Kris.
– Tam była Sandra. Rano była, godzina temu, ale już poszła. I Roxy, biega jak szalona od jakiś czas, chyba coś się stało – plątał jak zwykle pociesznie Rosjanin.
– Idź do Cassie, już jadę – rzucił poddenerwowany Kris, wciągnął kolejną krechę, chwycił kluczyki i wyszedł.
Jechał szybko, nie będąc zadowolonym, że Sandra złożyła wizytę Cassandrze. Znał jej chamskie zagrywki i zamiłowanie do wywyższania się przed nowymi, dlatego też domyślał się, że dziewczyna dokuczyła brunetce, do tego w dość przykry sposób. Miał tylko nadzieję, że Roxy była na miejscu i przytemperowała wredną podopieczną.
– Cześć – uśmiechem powitał rozpartego w fotelu przy barze Igora i szybko pomknął na górę.
Cassie już nie spała, co nie zdziwiło młodego faceta. Siedziała z podkulonymi nogami i gapiła się w ścianę, lecz gdy tylko Kris otworzył drzwi, drgnęła cała i spojrzała na niego szeroko otwartymi z przerażenia oczyma.
– Wyluzuj – warknął, siadając obok; nagle opanowała go jakaś niezrozumiała złość. – Kto tu był?
– Nie wiem… Był… był Leo i jakaś dziewczyna – wystękała ciężko Cassandra.
– I…?
Cisza.
– Bił cię? – ciągnął Kris, nie odrywając oczu od dziewczyny, która już spuściła głowę.
– Nie.
– Na pewno? Spójrz na mnie.
Oczy porwanej zaszły łzami.
– Mów prawdę.
– Nie… naprawdę, krzyczał tylko, a potem wyszedł.  
– Roxy nie było?
Potwierdziła ruchem głowy.
– No widzisz? Muszę wszystko z ciebie wyciągać?
Cassie nie wytrzymała i znów zaczęła chlipać.
– Nie płacz. Chodź, wykąpiemy cię i może teraz spróbujesz coś zjeść – rzekł Kris i nagle coś zauważył.  
Po chwili już miał w dłoni brodę dwudziestodwulatki, wpatrując się bacznie w jej twarz. Źrenice były tak wielkie, że niemalże zasłaniały piwny odcień jej oczu.
– No kurwa! – warknął, robiąc kwaśną minę. – Wstań, idziemy pod prysznic – nakazał, chwytając rękę dziewczyny…  



– Pobudka, ruro. Dość leżakowania, miałaś na to całą noc! Czas zacząć na siebie zarabiać! – usłyszała nad głową i zamarła, nadzieja na chwilę spokoju w towarzystwie Roxy lub Krisa uleciała bezpowrotnie.
Wystraszona natychmiast usłuchała i ignorując ból, szybko usiadła na łóżku.
– Jesteś głodna? – Leo złośliwie się uśmiechnął, pokazując jej strzykawkę.  
Zdrętwiała. Panicznie bała się wpaść w nałóg, do czego droga była coraz krótsza. Leo bez słowa chwycił przedramię dziewczyny i wstrzyknął narkotyk, który już po chwili rozpełzł się po całym ciele, dając cień ulgi, ale i strachu; dziewczyna czuła się bardzo dziwnie.
– Pokaż – Facet boleśnie ścisnął policzki brunetki, zadzierając do góry jej głowę.  
Nie śmiała nawet pisnąć, bała się.
– I po co ci to było? – prychnął mężczyzna, tak agresywnie odpychając twarz dziewczyny, jakby się jej brzydził. – Będziesz już grzeczna?
– Taak.
– No, mam nadzieję…
Otworzyły się drzwi i w pokoju pojawiła się średniego wzrostu farbowana blondynka, dziewczyna bardzo ładna, aczkolwiek o niezbyt miłym wyrazie twarzy. Już sam nałożony w przesadnej ilości makijaż świadczył o tym, z jakiego kręgu jest to osoba, więc jej cwaniacka, pewna siebie mina tylko dopełniała wizerunku wrednej suki. Cassie przelotnie spojrzała na nieznajomą i zaraz spuściła wzrok. Czuła, że to nie będzie sympatyczne spotkanie.
– Niezła – Sandra zawisła nad poszkodowaną, roztaczając wkoło zapach ładnych perfum. – Wstań! – syknęła.
Zlękniona Cassie podniosła się z miejsca i stanęła przed dziewczyną ze spuszczoną głową. Nie wiedziała już, czy w tej chwili boi się bardziej Leo, czy jej.  
Sandra bez słowa zdjęła z dziewczyny szlafrok, który opadł na podłogę i odsunęła się o krok, podziwiając jej ciało z miną wielkiego znawcy. Cassie trzęsła się już cała, tym bardziej, że zrobiło jej się zimno.
– Czemu ją tak zlałeś? – blondynka zapytała kolegę.
Leo jedynie cwaniacko zachichotał, wtedy Sandra podeszła do Cassandry, chwyciła ją za pierś, po czym powędrowała w dół, złapała brunetkę za włosy i odchyliwszy mocno jej głowę, wsunęła w dziewczynę dwa palce. Teraz ofiara już cicho jęknęła, dobitnie poczuła w sobie długie, szarpiące ją od środka paznokcie dziewczyny.
– Cicho! – warknęła Sandra. – Ciasna – zaśmiała się, spojrzawszy na Leo, który stał z założonymi rękoma i z gracją popalał papierosa. – I sucha – dodała, boleśnie ruszając się w ciele przerażonej Cassandry.  
– Ale cycki ma fajne – rzekł Leo.
– Racja – przyznała Sandra, dotkliwie ściskając prawą krągłość dziewczyny.
Cassie  stęknęła jeszczcze głośniej, wtedy Sandra wepchnęła swoje palce do samego końca, zaciskając dłoń na szyi ofiary.
– Nie słyszę cię, rozumiesz? – fuknęła, dusząc biedną dwudziestodwulatkę. – Przydałoby się podgolić – zachichotała złośliwie, głaszcząc kciukiem wzgórek łonowy brunetki. – Byłaś dziewicą?
Cassie zaprzeczyła w milczeniu, wtedy blondynka uwolniła dziewczynę i także odpaliła papierosa. Zadzwonił telefon Leo i mężczyzna wyszedł z pokoju. Cassie zbladła, bo mimo że panicznie bała się faceta, zostanie sama na sam z nieprzyjemną nieznajomą jeszcze bardziej przerażało dziewczynę.
– Ubieraj się – zarządziła prześladowczyni, stojąc jak posąg przed ofiarą.  
Cassandra z niemałym trudem podniosła szlafrok i z jeszcze większym założyła go na obolałe ciało.
– Jak ci się u nas mieszka? – zadrwiła Sandra.
– Dobrze – wydusiła Cassie, starając się nie podskakiwać.
– Dobrze?! – blondynka zaśmiała się w głos. – Naprawdę? – szydziła.
Cassandra zamilkła.
– Niezła suczka z ciebie, całkiem przyzwoita. Tylko te siniaki… Nie powinnaś się stawiać, wiesz o tym, prawda? Jebanie i tak cię nie ominie, ale tak przynajmniej lepiej na tym wyj…
– Co tu się dzieje?! – w progu rozbrzmiał nagle złowrogi głos i Sandra natychmiast się wyciszyła. – Co tu robisz?! Zabawiasz się tu, szmato?! – warknęła Roxy, stając z podopieczną twarzą w twarz.
Z Sandry nagle jakby uszło całe powietrze, bo stała jak słup i milczała, nie patrząc na Ritę.
– Cass, w porządku? – zapytała łagodnie Roxy.
– Tak.
– Na pewno? – dziewczyna chwyciła twarz poszkodowanej, po czym odwróciła się do Sandry i huknęła ją z liścia w twarz. – Nie masz zajęcia?! – ryknęła. – Więc zaraz możemy to zmienić.
– Nic nie zrobiłam – zajęczała Sandra, na odległość widać było, jak duży respekt czuje przed Ritą.
Cassandrze momentalnie ulżyło.
– Wypierdalaj! I żebym cię tu więcej nie widziała! – nakazała gorzko Rita, wskazując palcem drzwi i Sandra w okamgnieniu ulotniła się z pokoju. – Siadaj, nasmarujemy cię – dodała sucho i odkręciła małą tubkę.
Cassie ciężko odetchnęła, poczuła się o wiele bezpieczniej.

7 581 czyt.
100%164
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i erotyczne, użyła 1265 słów i 7480 znaków, zaktualizowała 5 maj o 20:02.

4 komentarze

 
  • kaszmir

    kaszmir · 29 czerwca

    Cassie jest nowa, ale wszyscy urządzają do niej pielgrzymki i się zadowalają. Nie ma w tym przybytku żadnej dyscypliny. Roxy ma prestiż, ale kiedy się dowie o Krisie i jego pociągu do Cassie to nie wiadomo?  

    Miłego

  • Somebody

    Somebody · 6 maja

    Przynajmniej jedna dobra rzecz dzisiaj mnie spotkała - możliwość przeczytania  

  • angie

    angie · 5 maja

    Jak zawsze świetne i mocne. Łapka w górę. Tylko czemu tak rzadko?!  

  • AnonimS

    AnonimS · 5 maja

    Podoba mi się to co piszesz.  Choć nawet ci lepsi jak Krris i Roxy to tak samo oprawcy...