Opowieść inna, niż inne - rozdział 31

Opowieść inna, niż inne - rozdział 31Trzy tygodnie później.

- Zostaw mnie wreszcie w spokoju! Rozumiesz, co się do ciebie mówi?! - syknęłam krańcowo już rozjuszona, gdy Konrad znów do mnie przylazł, gdy przez chwilę byłam sama. - Mnie i moje dziecko!
- Nasze dziecko! - warknął, łapiąc mnie mocno za ramię, gdy chciałam odejść.
Spojrzałam na niego, jak na wyjątkowo paskudnego robala i wycedziłam przez zaciśnięte zęby:
- Zostaw choćby najmniejszy ślad na mojej skórze, a gwarantuję ci, że po tobie zostanie tylko mokra plama, gdy Sebastian z tobą skończy!
Wzdrygnął się i skrzywił, bo wiedział doskonale, że w walce wręcz nie ma szans sam na sam z Buckim. Rozluźnił uchwyt, a ja szybko wyszarpnęłam ramię, czując nieprzyjemne pulsowanie skóry w miejscu, gdzie zbyt mocno zacisnęły się palce mojego ochroniarza. Konrad nie dał jednak za wygraną, tylko nachylił się w moją stronę i łapiąc mnie brutalnie za tyłek, wysyczał mi konspiracyjnie do ucha:
- Jeszcze zobaczysz, złotko, że dopnę swego!
- "Spierdalaj od niej!" - usłyszeliśmy za naszymi plecami. Oboje podskoczyliśmy zaskoczeni. Konrad zdjął dłoń z mojego tyłka i oboje obróciliśmy się niepewnie w stronę źródła dźwięku. Paulo, patrzył na Konrada wściekłym wzrokiem. - Nie pamiętam, byś był w tak zażyłych relacjach z Wiktorią, byś mógł tak bezceremonialnie chwytać ją za tyłek!
- Jestem jej ochroniarzem i mam pełne prawo przebywać w jej pobliżu! - odparł Konrad.
- Co nie zmienia faktu, że nie wolno ci jej macać! - powiedział młody Włoch. - Poza tym twoim zadaniem jest chronić ją tylko w przypadku, gdy jej męża nie ma w posiadłości, a z tego, co wiem, to Sebastian w tej chwili jest tutaj, więc możemy go zawołać... Jestem bardzo ciekaw, co z tobą zrobi, gdy powiemy mu, że obmacywałeś jego żonę!
- Oni nie są małżeństwem! - przypomniał Konrad jadowicie, a ja poczułam pewne ukłucie w sercu.
- Ale są narzeczeństwem, więc to mówi samo za siebie... Konrad, lubię cię, stary, ale naprawdę nie radzę ci zaczynać z Sebastianem. Widziałem tego gościa w akcji i nie chciałbym stawać mu na drodze. Tobie też bym raczej nie radził...
- Grozisz mi? - Konrad natychmiast się spiął jak do ataku. Paulo pokręcił zrezygnowany głową i westchnął.
- Nie, ostrzegam — mruknął. - Jeszcze po przyjacielsku... Zjeżdżaj i zostaw Wiktorię i jej dziecko w spokoju!
- Przecież ja kompletnie nic od nich nie chcę...
- Spieprzaj, stary! - ryknął Paulo, a ja w tym momencie ucieszyłam się, że Sebastian znów trenuje młodych adeptów.
Konrad tymczasem roześmiał się w bardzo nieprzyjemny sposób i odszedł, po drodze trącając mnie jeszcze boleśnie ramieniem. Skrzywiłam się i spojrzałam niepewnie na Paulo, który nie spuszczał wzroku z Konrada, dopóki ten nie zniknął w głębi willi.
- Skąd?...
- Chodź, musimy poważnie pogadać! - powiedział, delikatnie ujmując mnie za rękę i prowadząc gdzieś. Szybko się okazało, że do pokoju jego i Bianki. W środku siedzieli już także Sylvia z Vincem.
- Ooo, to jakieś spotkanie rodzinne? - mruknęłam niepewnie. - To ja tu chyba raczej nie jestem potrzebna...
- Stój! - powiedziała łagodnie Bianka. - Tu właśnie chodzi o ciebie.
- A o co konkretnie? - zapytałam, czując, jak robi mi się zimno.
- O twój romans — wypalił Vince, a ja zamarłam. - To prawda? Zdradziłaś Sebastiana z Konradem?
- Powiedziałaś im? - jęknęłam, patrząc w stronę Bianki.
- Musiałam, bo ten idiota zaczął się zbyt blisko ciebie kręcić i to w sposób, który nie spodobał się mojemu bratu. Wiki, nie chciałam robić ci na złość, czy coś, tylko chronić. Ciebie i twój związek z Sebastianem! - wyjaśniła, uśmiechając się do mnie łagodnie. - Konrada trzeba ukrócić!
- Bianka ma rację — odparł Vincent, patrząc mi poważnie w oczy. - Miałaś z nim romans?
- Tak - burknęłam niechętnie, spuszczając wzrok. - Byłam głupia, dałam się ponieść chwili, gdy Seby tu nie było!
- Mnie się nie tłumacz, Wiki. Mnie nie obchodzi, czemu to zrobiłaś — przerwał mi Vince. - Chociaż mnie to boli, bo polubiłem twojego partnera i traktuję go niemal jak brata... Nie mniej jednak, jak powiedziała Bianka, Konrada trzeba ukrócić. Facet ma poronione pomysły i jedynie Bóg raczy wiedzieć, na co ten kretyn jeszcze wpadnie. Nie chciałbym, by cię porwał... A tak dla pewności całkowitej... To jego dziecko?
- Nie wiem — odparłam, wzruszając ramionami.
- Cholera! - warknął Paulo. - To mocno komplikuje sprawę...
- Wiem — przyznałam. - Vince, jak się domyśliłeś?
- Przez przypadek... Kiedyś podsłuchałem go, jak mówił sam do siebie. Wydało mi się to dość niepokojące, bo mówił o tobie i swoim dziecku. Skojarzyłem fakty... Teraz mnie posłuchaj. Gdy Seby nie będzie tu z tobą i Konrad będzie musiał cię chronić, postaraj się, jak najwięcej czasu spędzać z Bianką i Sylvią. W ten sposób nie będzie mógł dopaść cię samej. Zgoda?
- Zgoda — przytaknęłam i spojrzałam na milczącą dotąd Sylvię. - Pewnie uważasz mnie za ladacznicę, co?...
- Nie — odparła, podchodząc do mnie. - Każdy ma jakieś swoje chwile słabości, twoją okazał się Konrad, która potrwała zbyt długo, niestety...

- Coś ty taka przygaszona? - zapytał mnie Sebastian, gdy po skończonym treningu wyszedł z naszej łazienki.
- Co?... Nieee, wydaje ci się...
- Wiki, znam cię nie od dzisiaj i wiem, kiedy coś cię trapi. Stało się coś? Zrobiłem coś nie tak? Może źle się czujesz? - powiedział, siadając obok mnie i czule obejmując ramieniem. - Powiesz mi, co się dzieje? Myszka?...
- Po prostu się martwię — wyjaśniłam, czując, jak ściska mi się gardło.
- Czym, skarbie?
- Tym, że to wszystko tak długo trwa, że się narażasz. Nigdy przecież nie mam stuprocentowej pewności, czy wrócisz. Siedzimy tu jak na szpilkach, wiadomości i brak kontaktu z wami tylko pogarszają sprawę... Boję się, że pewnego dnia zostanę sama z dziećmi. Ten strach mnie niejednokrotnie paraliżuje! A nie mam nikogo, na kim mogłabym polegać! A nie wrócę do Michała! - wyjaśniłam. Po moich policzkach zaczęły mi spływać łzy. Przytulił mnie mocniej, uważając, by nie ucisnąć brzucha i wymamrotał w moje włosy:
- Wybacz, że wciągnąłem cię w to bagno. Miałem nadzieję, że wszystko potrwa krócej... Nie będę dobrym mężem...
- Nie marudź, tak?! - chlipnęłam, uśmiechając się do niego blado i dając mu lekkiego kuksańca w bok. Już chciał odpowiedzieć, gdy nagle do naszych drzwi ktoś gwałtownie zapukał i bez zaproszenia do środka wszedł podenerwowany Vince.
- HYDRA została zaatakowana! - wydyszał, zginając się wpół. Widać było, że naprawdę się spieszył.
- Co?! - Bucky zerwał się na równe nogi. - Jak to zaatakowana?!
- Nie wiem, nikt jeszcze tego nie wie. Dopiero co podali to w wiadomościach!
Spojrzeliśmy na siebie z Sebą dość niepewnie.
- Co teraz? - zapytałam.
- Ojciec uważa, że my też powinniśmy zaatakować. Są osłabieni — powiedział Vince.
- My również. Ty jeszcze nie wyleczyłeś się w pełni! Nie mamy tylu ludzi, by to miało szansę się udać!
- Ale jeśli teraz zaatakujemy, nie damy im potrzebnego czasu na pozbieranie się. Teraz muszą się przegrupować, są w rozsypce. Po co czekać, aż znów zejdą się do kupy? - zauważył przytomnie blondyn.
- Masz rację, ale może w tym przypadku mądrze byłoby porozumieć się z innymi mafiami i zgrać jeden duży atak? Wątpię, by HYDRA spodziewała się czegoś takiego!
- Więc chodźmy do mojego ojca! Trzeba przedstawić mu ten plan! - zdecydował Włoch i w chwilę później zostałam sama w apartamencie.
Poszłam do Leny, przewinęłam ją i z lekkim trudem wzięłam na ręce. Ruszyłam w stronę schodów na końcu korytarza, które prowadziły ku tylnemu wyjściu z domu. Konkretnie na jeden z tarasów. Gdy tylko zrobiłam pierwszy krok, usłyszałam śmiech kobiety dobiegający mniej więcej z pokoju zajmowanego przez Konrada. Gdy dochodziłam do jego drzwi, te otwarły się niespodziewanie i wyszła przez nie młoda blondynka w sukience, która ledwo zakrywała jej pośladki. Minęła mnie, nie zaszczycając nawet spojrzeniem i zbiegła po schodach. A ja mimochodem zajrzałam do pokoju Konrada. Stał pośrodku tylko w bokserkach. Nie zauważył mnie, lecz podniósł wzrok, gdy Lenka zagaworzyła. Nasze oczy się spotkały i coś zimnego dźgnęło mnie w serce, gdy maluch w moim brzuchu obrócił się gwałtownie. Przesunęłam wzrokiem po jego nagim torsie i zagryzłam lekko wargę, gdy Włoch uśmiechnął się do mnie. Jęknęłam i nie patrząc już na niego, ruszyłam dalej. Byłam już na schodach, gdy kątem oka dostrzegłam, jak wypadł ze swojej sypialni, w pośpiechu zakładając koszulę i usłyszałam jego krzyk.
- Hej!
Obejrzałam się i przystanęłam.
- Czego chcesz? - zapytałam cierpko, gdy podbiegł do mnie.
- Przeprosić — powiedział, zatrzymując się. - Nie powinienem był dzisiaj tak ostro reagować. Jesteś przecież w ciąży i nie wolno ci się denerwować...
- Masz rację, nie powinnam się denerwować — bąknęłam, niecierpliwie przestępując z nogi na nogę, bo brzuch i Lena na rękach zaczęły mi strasznie ciążyć. - Coś jeszcze?
- Tak... Tamta kobieta... Ona nic dla mnie nie znaczy, to był tylko seks.
- Konrad, nie obchodzi mnie, co robisz ze swoim ciałem — mruknęłam.
- Kiedyś było inaczej, nieprawdaż? - zapytał, kierując wzrok na mój brzuch.
- Wszystko, co było między nami, jest jedną wielką pomyłką. I to nie ty jesteś ojcem, tylko Sebastian! I proszę cię, zostaw mnie wreszcie w spokoju, dobrze? - jęknęłam, bo jego wzrok, głos i odsłonięta klata znów zaczęły na mnie wywierać niepożądane wrażenie. Zeszłam kilka stopni niżej. - Zapomnij o mnie! - mruknęłam jeszcze i uciekłam.

1 405 czyt.
100%112
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe i miłosne, użyła 1848 słów i 9973 znaków.

2 komentarze

 
  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 · 15 paź 2017

    Mimo wszystko nadal myślę, że Wiki to niezła ladacznica. Ach, tak bardzo nie mogłam się doczekać kolejnej części

  • Caryca

    Caryca · 15 paź 2017 · 201439554

    Witam,jak zwykle część fantastyczna szkoda tylko że tak rzadko dodajesz kolejne części  ale rozumiem obowiązki,pozdrawiam