Opowieść inna, niż inne - rozdział 23

Opowieść inna, niż inne - rozdział 23- Jak się czujesz, maleńka? – zapytał mnie czule Sebastian jakiś czas później, gładząc mnie po głowie z troską.
- Zmęczona i obolała, ale cholernie szczęśliwa – odparłam słabo. – Chociaż dziecko urodziło się za wcześnie, to jestem rada, że jest już z nami.
- Tak, ze swoją kochającą mamusią i ze mną – powiedział z uśmiechem.
- Z tobą – ze swoim tatą – poprawiłam go, odwzajemniając uśmiech. – Nie pozwolę ci inaczej myśleć, jasne?!
- Nie odrzucisz mnie już? – zapytał trochę lękliwie. – Kocham cię, Mycha, to się nie zmieni i nigdy mnie już nie aktywują! Zniszczę HYDRĘ, a wraz z nią pozostałych Zimowych i Żelaznych Żołnierzy. Już nigdy nas nikt nie zaatakuje. Wrócimy do Polski, pokażemy małą rodzicom, jestem przekonany, że ucieszą się, gdy ją zobaczą... Może wtedy już nie tylko ją, bo...
Zaciął się, a ja poczułam, że łzy napływają mi do oczu.
- Wiem, kochanie, wiem – powiedziałam miękko, by przed chwilę walczył z emocjami.
- To dobrze – odparł nad wyraz zachrypniętym głosem i przytulił mnie mocno. Wciągnęłam głęboko powietrze do płuc, wdychając jego mocne perfumy.
- Będzie dobrze – wyszeptałam, a uścisk Bucky’iego jeszcze się wzmocnił. Po chwili poczułam, jak delikatnie oparł brodę na mojej głowie.

Dwa miesiące później.
Spojrzałam współczująco na Marco, który od trzech godzin nerwowo przemierzał salon. Co jakiś czas przenosił gwałtownie wzrok na drzwi biegnące na korytarz, bo to z niego dochodziły ans coraz częstsze wrzaski i jęki Sylvii, która też właśnie rodziła, tyle że w odróżnieniu ode mnie, robiła to we własnej sypialni, pod nieobecność domowego lekarza, a nie w skrzydle szpitalnym... Poród coraz mocniej się przeciągał i szczerze powiedziawszy, nawet ja byłam już zdenerwowana!
- Ile to może trwać?! – warknął niespokojnie Włoch, rozpoczynając kolejne kółeczko w pomieszczeniu.
- Dobrze wiesz, że nawet kilka godzin – odparłam najłagodniej, jak tylko potrafiłam. Spojrzał na mnie spod oka, ale nie odezwał się ni słowem.
Westchnęłam delikatnie, by nie obudzić śpiącej na moich rękach kruszynki, którą w końcu przed tygodniem wypuszczono z obserwacji, bowiem z inkubatora została wyciągnięta już po półtora miesiąca przebywania w nim.
Moje zdenerwowanie jednak potęgował fakt, że nie było z nami Sebastiana, który przed dwoma dniami wybył z ludźmi Vincenzo na zwiad, który miał przy okazji osłabić co pomniejsze, lecz równie ważne jednostki HYDRY. Już siedmiokrotnie w tym czasie podawano w wiadomościach, że Zimowy Żołnierz znów rozpoczął swoją działalność, lecz tym razem najwyraźniej zwrócił się przeciwko swoim "właścicielom”. Kilka rządów natychmiast wydało swe oświadczenia, by bez względu na to, jak dużo dobrego teraz ów człek robi, schwytać go i postawić przed sądem. Niektórzy jednak zaczęli popierać działalność Sebastiana i tych, na całe nasze szczęście była przeważająca ilość. Nie mniej jednak takie bezczynne oczekiwanie na jego powrót, gdy w żaden sposób nie mogłam się z nim skontaktować, było naprawdę przerażające. I przytłaczające...
W końcu jednak drzwi do salonu otwarły się gwałtownie, tylko cudem unikając zderzenia ze ścianą i do środka wpadł zdenerwowany Vincenzo.
- Jest! – wysapał, ledwo mogąc złapać oddech. Obooje znieruchomieliśmy, nie bardzo wiedząc, o co właściwie mu chodzi.
- Ale co? – zapytałam nad wyraz głupio.
- Dziecko – wychrypiał. – Mam syna!
Uśmiechnęłam się do niego szczerze, nagle zdając sobie sprawę, że od kilku chwil faktycznie nie słyszeliśmy już krzyków Sylvii...
- Gratulacje – powiedziałam, podchodząc do niego z małą na rękach i ściskając go ostrożnie.
- Dziękuję – bąknął. – Teraz już wiem, jak musiał czuć się Sebastian, gdy urodziłaś.
- "Byłem ogłupiały ze szczęścia!” – usłyszeliśmy od strony korytarza i po chwili w salonie pojawił się mój ukochany we własnej osobie. Podszedł do mnie szybko, ściągając maskę z twarzy.
- Jestem już – zawiadomił mnie stosunkowo pogodnie, tak jakbym sama tego jeszcze nie zauważyła. – I nic mi nie jest.
- Inaczej oberwałbyś jeszcze ode mnie! – warknęłam, czując jak puszczają mi napięte nerwy, co objawiało się u mnie słabością w kolanach.
- Już dobrze, jestem przy tobie – objął mnie jedną ręką, a drugą spojrzał na wciąż uśmiechniętego Vincenzo. – No i czego tu tak stoisz, kretynie? – zapytał go mało uprzejmie. – Idźże do niej i dziecka!
Młody Włoch jakby nagle przypomniał sobie, że jego żona urodziła wreszcie i prawie rozbijając się o framugę drzwi, wybiegł do sypialni.
- Wszystko poszło tak, jak planowaliście? – zapytał z kolei Marco, patrząc na Sebastiana uważnie.
- Jak najbardziej, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że za moją głowę HYDRA zdążyła wyznaczyć już dość dużą nagrodę. Udało mi się nawet spotkać z jednym z zaczajonych na mnie płatnych zabójców...
- Proszę?! – zapytałam złowieszczo, zdając sobie nagle sprawę z tego, co właśnie Bucky oznajmił z tym swoim stoickim spokojem.
- Kochanie, nic mi nie jest. Ani nikomu z mojej drużyny. Facet nie miał szans. – Sebastian próbował mnie uspokoić. Z marnym skutkiem notabene, bo już po chwili otrzymał ode mnie mocnego kopniaka w kostkę. Syknął z irytacją.
- To są te twoje oznaki miłości? – zapytał z przebiegłym uśmieszkiem.
- To są oznaki zdenerwowania, kretynie! Wiesz, jak się o ciebie martwiłam?!
- Nic mi już nie grozi – westchnął, opierając brodę na mojej głowie.
- Z wyjątkiem rzeszy płatnych zabójców – zaśmiał się Marco. Sebastian machnął jedynie lekceważąco ręką.
- To patałachy. Podobnie do HYDRY. Najwyraźniej sądzą, że większą liczbą zamachowców zdołają mnie pokonać – prychnął z wyraźnym rozbawieniem, za co natychmiast dostał ode mnie kuksańca w bok.
- Mógłbyś przestać zgrywać się z tak poważnej sprawy? – zapytałam ponownie rozzłoszczona. – Masz dziecko, zapomniałeś? Nie możesz do tego wszystkiego podchodzić tak na odwal się!
- Kochanie...
- Nie! Sebastian, czy ty nie rozumiesz, że jeśli ci zabójcy zawiodą, to HYDRA może nasłać na ciebie innych Zimowych Żołnierzy? A może nawet i Żelaznych? Sam mówiłeś, że z tamtymi nie wygrywałeś! Ja tam nie chcę cię znów stracić, lecz tym razem już bezpowrotnie!
- Mycha...
- Sebastian... – odezwał się niespodziewanie Marco. – Wiktoria ma rację. – Zbyt beztrosko do tego podchodzisz. Musisz zrobić tak, by to nie na ciebie polowali, rozumiesz? By odechciało im się cię gonić. Musisz pokazać im, że jesteś od nich zdecydowanie lepszy!
Bucky spojrzał na niego z ukosa, a następnie na mnie i dziecko i westchnął ciężko.
- Chodźmy do pokoju – zaproponował, patrząc na mnie czule. Kiwnęłam głową, podejrzewając, że rodzina Pescarrów będzie chciała zostać teraz sama, i pomimo tego, że nas lubili, nie dobrze było wchodzić im w tę intymną chwilę, jaką były narodziny kolejnego członka rodziny mafijnej. Poza tym oni też nas wtedy tak samo zostawili i mieliśmy tych kilka dni wyłącznie dla siebie. To był prosty i pełen szacunku układ. Obydwie strony pomimo tego, że praktycznie się ze sobą zaprzyjaźniły, doskonale pamiętały, jaka sprawa je połączyła...
Gdy wyszliśmy na korytarz, Sebastian odebrał mi dziecko z rąk i w doskonałym humorze podążył ku naszym apartamentom, a ja za nim, z bardziej grobową miną. Na miejscu zaniósł małą do jej łóżeczka i wrócił do mnie. Mina mu natychmiast zrzedła, gdy zobaczył, że patrzę na niego spod mocno przymrużonych powiek, co niemal zawsze gwarantowało u mnie wybuch złości. A tego nauczył się już niemal po mistrzowsku unikać.
- Kochanie – zaczął miękko, a nie widząc jak na razie wrogiej reakcji z mojej strony, kontynuował łagodnie, zbliżając się do mnie krok po kroku. – Ja naprawdę nie umniejszam problemu, po prostu chcę go złagodzić, byś tak bardzo się nie martwiła. Przez całą drogę tutaj zastanawiałem się, jak o tym ci to powiedzieć i doszedłem do wniosku, że najprościej będzie chyba obrócić to delikatnie w żart. Wiem, jak denerwujesz się o mnie za każdym razem, gdy wyjeżdżam na tego typu akcje. Staram się ze wszystkich sił, by nie odnieść tam ran, ale sama dobrze wiesz, że niestety nie zawsze mi się to udaje. – Sebastian nawiązał do jego ostatniego wyczynu, z którego wrócił z tak mocno obitymi żebrami, że miał niebywałe szczęście, że ten ktoś mu ich nie połamał. Oczywiście chciał to przede mną ukryć, lecz sprawa wydała się, gdy ściągał akurat koszulkę, starając się nie jęczeć z bólu i przez przypadek dojrzałam jego siniaki! Dostał wtedy ode mnie potężny opieprz i od tamtej pory zachowywał się już bardziej racjonalnie. – Nie dam się zabić. Nie po tylu przejściach. Obiecuję ci to!
Nagle zdałam sobie sprawę, że nawet tego nie zauważając, cofam się przed nim. Oświeciło mnie, gdy plecami dotknęłam zimnej ściany.
- Jesteś moja, Wiki – powiedział cicho, a ja mimowolnie zadrżałam, słysząc narastające pożądanie w jego głosie. Przelotnie rzuciłam okiem na jego spodnie i spore wybrzuszenie w kroku zdradziło mi, że się wcale nie myliłam w ocenie sytuacji, a fakt ten potwierdziły jeszcze kolejne słowa i czyny Bucky’iego. Chwycił mnie za ręce, nieco boleśnie ściskając je w swoich szerokich dłoniach i uniósł mi je nad głowę, pochylając się jednocześnie do mojego ucha. – Mała śpi, więc zamierzam się dziś z tobą pieprzyć. I nie kochać, Mycha. Pieprzyć, ostro. Będziesz krzyczeć moje imię – wyszeptał lubieżnie, a mnie przeszedł dreszcz rozkoszy i przerażenia jednocześnie, bo z jego niebywałą siłą, nie miałam pojęcia, co wykombinuje.
Tymczasem jednak jednym ruchem lewej dłoni podsunął mi sukienkę powyżej linii majtek i dotknął mnie, sunąc palcami po udzie. Moim ciałem znów strząsnął dreszcz, gdy poczułam chłód jego bionicznej ręki na swej rozgrzanej podnieceniem skórze.
– Poczujesz ją nie tylko tutaj – zapewnił mnie, po czym niemal brutalnie wpił mi się w usta, wpychając mi język głęboko do środka. Sapnęłam, starając się dostosować do jego szybkości, lecz nie było to łatwe, bo nie pozwalał przejąć mi inicjatywy. Musiałam przyznać, że takim go jeszcze nie znałam! Następnie zerwał ze mnie kosztującą całkiem nie mało sukienkę i wziąwszy mnie na ręce, zaniósł do sypialni, gdzie ułożył mnie na szerokim łóżku i nachylił się nade mną. – Szykuj się na nieznane sobie dotąd odczucia!

1 793 czyt.
100%164
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe, użyła 1917 słów i 10873 znaków, zaktualizowała 7 maj 2017.

4 komentarze

 
  • Fanka

    Fanka · 24 maj 2017 · 202628533

    Swietnie piszesz Kiedy kolejna czesc? Juz nie moge sie doczekac! Jest inna od wszystkich i inna niz inne ;-)

  • Lalli

    Lalli · 8 maj 2017

    Super. Masz talent. Czekam na next

  • Caryca

    Caryca · 8 maj 2017 · 193196172

    Masz niesamowity talent do pisania ,rewelacja ,brawo,

  • zabka815

    zabka815 · 7 maj 2017

    Jak zawsze świetne    jak już pisałam kocham kocham