Opowieść inna, niż inne - rozdział 19

- "Wiktoria, możemy porozmawiać?" - usłyszałam za swoimi plecami, gdy stałam na ogólnym tarasie, z przyjemnością obserwując zachodzące nad morzem słońce. Natychmiast spięłam się i ze złości zacisnęłam dłonie na balustradzie.
- Czego chcesz? - zapytałam cicho, nie odwracając się w jego stronę. Zerknęłam w lewo, gdy stanął obok mnie.
- Przeprosić cię — powiedział, patrząc na mnie smutno. - Nie chciałem cię skrzywdzić, Mycha! Wiem, że to pewnie zajmie ci trochę czasu, ale proszę cię, Wikuś, wybacz mi!
- Nie potrafię — odparłam, odwracając głowę, by nie dostrzegł moich łez. - Chciałeś mnie zabić!... Tego się nie wybacza, nikomu!
- Wiktoria, ja nie byłem sobą, nie pamiętałem cię, nawet nie wiedziałem, że cię kocham.
- Wiem... Niestety.
- I nawet pomimo tego nie wybaczysz mi? - jęknął, opierając się ciężko o balustradę. - Wiesz, jak mocno zawsze cię kochałem! Cierpię, bo nie pozwalasz mi ze sobą być...
- Dziwisz mi się? Próbowałeś mnie zabić! - warknęłam.
- Wiem! - uniósł się. Cofnęłam się.
- I widzisz? Warczysz na mnie! Zimowy Żołnierz nadal w tobie jest i bardzo wątpię, by udało ci się go już w sobie zniszczyć. On zbyt mocno siedzi w twojej psychice. Kodu nie da się usunąć, zawsze będzie istnieć szansa, że ktoś cię znów aktywuje — powiedziałam smutno. Spojrzał na mnie uważnie i powiedział cicho:
- Wiem, że wciąż stanowię zagrożenie. Ale zrobię też wszystko, by zniszczyć HYDRĘ i jestem pewny, że przy ich pomocy — ruchem głowy wskazał dom, co bezbłędnie zrozumiałam, że chodzi mu o Pescarrów i mafię — mi się to uda! Wiktoria, zrozum, proszę, że ja bez ciebie nie potrafię żyć! Kocham cię!
- Ale złamałeś mi serce! - odparłam.
- Teraz chcę to naprawić... Daj mi szansę, a razem staniemy szczęśliwi przed ołtarzem! - podszedł do mnie i delikatnie chwycił mnie za ramiona, patrząc mi w oczy. - Kocham cię i będę walczyć o to, byś znów mnie pokochała!
- Nadal cię kocham - bąknęłam. Wyraźnie zbiło go to z tropu.
- Co?! - zapytał zaskoczony.
- Powiedziałam, że nadal cię kocham, niestety... Ale nie potrafię ci już zaufać - wyznałam.
- Mycha, błagam, nie przekreślaj nas!
- To ty nas przekreśliłeś, Bucky! Nie ja...
- Powtórzę po raz kolejny i zdania nie zmienię - nie chciałem tego! Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak wściekły na HYDRĘ jestem za to, co próbowała moimi rękami uczynić... Gdybym tylko był w stanie, to sam samotnie stawiłbym im czoła. Ale niestety nie jestem nieśmiertelny i mnie też można zabić... Już raz "umarłem", nie chcę tego powtarzać... Chcę wrócić do Polski, do domu, powiedzieć rodzicom, że żyję, że nie muszą już mnie dłużej opłakiwać. Chcę wrócić tam z tobą i naszym dzieckiem.
- Nie jest twoje... - szepnęłam. - Ale z drugiej strony ty zrobiłeś dla niego o wiele więcej niż jego prawdziwy ojciec... Sebastian to wszystko... To wszystko wydarzyło się tak nagle... Tak mocno mnie zraniłeś, choć wiem, że nie byłeś tego świadom... Nie wiesz nawet, jak cierpiałam w szpitalu, rozmyślając nad tym, że być może już nigdy mnie nie rozpoznasz, że już nigdy cię nie przytulę, nie pocałuję, nie powiem ci, że cię kocham... - spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam w nich wielki ból.
- Wiktoria... - szepnął, pochylając się w moją stronę i zbliżając do siebie nasze usta. Gdy dzieliły je już tylko milimetry, szybko odwróciłam jednak głowę. Wyprostował się i puścił mnie.
- Dlaczego tak bardzo ranisz sama siebie, co? - zapytał. - Widzę przecież, że cierpisz... Wiem, że trudno mi będzie odbudować twoje zaufanie, ale proszę, nie zamykaj się na moje próby, błagam cię!
- Nie mogę ci niczego obiecać - skapitulowałam w końcu pod wpływem serca, które coraz bardziej się do niego rwało. - Próbuj, a być może kiedyś ci przebaczę... Nie chcę jednak, byś znów ze mną sypiał.
- Zaakceptuję każde twe żądanie, by tylko być przy tobie. I dziękuję.
- Za co? - zdumiałam się.
- Że dajesz mi szansę - odparł.
- Nie daję ci szansy, tylko możliwość walki o nią. To duża różnica - sprostowałam.
- A więc dzięki i za nią - powiedział i szybko pocałował mnie w policzek. Wzdrygnęłam się leciutko i uśmiechnęłam półgębkiem.
- Idź już - poprosiłam łagodnie. - Chciałabym jeszcze pobyć sama.
- Kocham cię - rzekł i wrócił do domu, z którego po chwili wyszła Monique. Uśmiechnęłam się do niej blado i ponownie zapatrzyłam na zachodzące słońce.
- Pogodziłaś się z Sebastianem? - zagadnęła mnie niemal natychmiast.
- Nie, dałam mu możliwość walki o kolejną szansę.
- Trochę to skomplikowane... - mruknęła. - Ale chyba rozumiem. Nie zapominaj jednak, że chłopak prawdziwie cię kocha i cierpi.
- Ja też to przeżywam - przypomniałam jej smutno. - To ja prawie straciłam życie i dziecko dzięki niemu...
- Życie i miłość nie takie rzeczy potrafi wybaczyć - powiedziała, patrząc na mnie poważnie. - Nie jestem twoją matką, ale jesteś naprawdę sympatyczną młodą kobietą i szczerze leży mi na sercu twoje dobro, więc mogę co najwyżej prosić cię, byś dała mu szansę. On jej nie zmarnuje i zapewniam cię, że już nigdy nie dopuści do tego, by znów go aktywowano, a nawet jeśli zajdzie kiedyś taka potrzeba, bo różnie w życiu bywa, to jestem przekonana, że nie pozwoli, by odebrano mu pamięć.
- Skąd może pani mieć tego pewność? - zapytałam beznadziejnie.
- Widzę, jak na ciebie patrzy. On naprawdę cierpi, a ty teraz już tylko bronisz się przed kolejnym bólem, pomimo tego, że chcesz, by Bucky do ciebie wrócił.
- Nie ma pani pojęcia, co dzieje się wewnątrz mnie.
- Wiem, że rozwija się w tobie cudny dar życia. Dziecko, które tak samo, jak ciebie, potrzebować będzie również kochającego ojca... Nie jakiegoś pierwszego lepszego glancusia, który kasą zastąpi ci uczucie, tylko wartościowego mężczyznę, który tobie i maleństwu odda całe swoje serce. I bynajmniej nie mówię teraz o biologicznym ojcu dziecka...
Spojrzałam na nią zdumiona, bo Monique raczej nie mieszała się do naszych spraw i ta rozmowa wyraźnie mnie zaskoczyła. Nie wyczułam w niej jednak żadnego podstępu.
- Bucky namówił panią na tę rozmowę? - zapytałam lekko podejrzliwie.
- Nie - pokręciła przecząco głową. - Robię to, bo nie mogę już patrzeć, jak się straszliwie szarpiesz. Idź za głosem serca, dziecko. Ono często lepiej wie, co dla nas jest lepsze. I częściej dobrze podpowiada nam, niż rozum - uśmiechnęła się do mnie szeroko.
- Pozwoli pani, że się w spokoju zastanowię nad pani słowami?
- Oczywiście... I przestań wreszcie mówić do mnie "pani", mów mi po imieniu tak jak wcześniej. Nie wiem, czemu wróciłaś do tej oficjalnej formy... - zaśmiała się.
- Tak wydawało mi się poprawnie. W końcu przecież jestem tu tylko gościem... - odparłam.
- Jesteś domownikiem i proszę, byś się do tego wreszcie przyzwyczaiła - przytuliła mnie delikatnie, a mnie zrobiło się ciepło na sercu, bo potraktowała mnie niemal jak rodzoną córkę. Zatęskniłam za rodzicami... I Sebastianem. Za tym, jak było dawniej...

1 688 czyt.
100%184
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1369 słów i 7323 znaków, zaktualizowała 6 kwi 2017.

4 komentarze

 
  • Lalli

    Lalli · 8 kwi 2017

    Brawo jest cudne czekam na next

  • Juliaaajl

    Juliaaajl · 6 kwi 2017

    Super rozdział! Potrafisz grać na emocjach nie tylko bohaterom. Mam jedną uwagę ( oprócz tego, że krótka, ale czekam na następną w weekend): Coś dobrego dzieje się dzięki komuś, a złego przez. Zatem to, że prawie straciła życie i dziecko było przez Buckyego, a nie dzięki Reszta genialna

  • zabka815

    zabka815 · 6 kwi 2017

    Uwielbiam to opowiadanie jest super za każdym razem czekam z niecierpliwością na kolejną część Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się losy tych dwojga zakochanych

  • Caryca

    Caryca · 6 kwi 2017 · 193949658

    Wspaniała     część  , jedyny  mankament  to  tylko  to że  jest  taka  krótka  ,  ale  emocje       pokazane są  na wysokim poziomie   Brawo!!!!!!!!!!!!!