Opowieść inna, niż inne - rozdział 12

Opowieść inna, niż inne - rozdział 12Przepraszam, że tyle trwało wstawianie nowego rozdziału, ale byłam na wakacjach w Polsce i nie bardzo był czas, by pisać, a po robocie jestem tak padnięta, że nawet nie mam siły, by myśleć nad dalszymi perypetiami moich bohaterów :-( mam jednak nadzieję, że ten rozdział się spodoba :-D  



Chwyciłam nerwowo Sebastiana za rękę, gdy tylko usiedliśmy na kanapie w salonie. Obecna była również cała rodzina Marco. Wszyscy ubrani w odświętne stroje, bo właśnie skończyła się stypa zorganizowana przez Pescarrę dla uczczenia zmarłego.
- Skurwiel mądrze się zabezpieczył i niestety ma wbite w paszporcie, kiedy i gdzie przekraczał granicę — powiedział Marco. - Niby i można by go zabić dla świętego spokoju, ale facet jest byłym komandosem i nie bardzo chcę tu mieć jednostki specjalne na karku...
- Więc co zrobimy? - zainteresowałam się smutno.
- Tego jeszcze nie wiem...
- Ale przecież zawsze istnieje jakaś szansa, że prosty turysta gubi się w nieznanym mu kraju, prawda? - mruknęłam.
- Zgadza się, lecz wątpię, by w jego przypadku uwierzono w zbieg okoliczności... Zastanawiają mnie jednak twoje słowa. Czyżbyś mieniła zdanie? - zapytał Vincenzo.
- Na temat tego, co chcecie zrobić Michałowi?... Nie, raczej się z tym pogodziłam, choć nie bez pewnego bólu w sercu. W końcu kiedyś był mi bliski... Ale po prostu podejrzewam, jakie kroki możecie podjąć — powiedziałam spokojnie.
- Chyba zacznę się zastanawiać, czy przez przypadek nie należysz do jakiegoś wywiadu...
Spojrzałam na niego z lekkim politowaniem i odparłam sucho:
- Tak, należę do wywiadu, jestem strasznie zakonspirowana i mam za zadanie was zniszczyć!
Włosi spojrzeli na mnie uważniej, a Sebastian próbował powstrzymać śmiech, wobec czego prychnęłam tylko:
- Pogrzało was? Nie należę do żadnego wywiadu! Musiałabym chyba zgłupieć, by ładować się w takie kretyństwo!
- Spokój! - powiedział Marco, nalewając sobie alkoholu do szklanki. - Nie wierzę, by dziewczyna była jakimś zakonspirowanym agentem, synu... Sytuacja wygląda jednak tak, że nie możemy ani go niestety zabić, ani tym bardziej stąd wypuścić. Wie, kim jesteśmy, wie, że Sebastian żyje i gdzie obecnie się znajduje, więc może te informacje sprzedać HYDRZE, a my niestety nie jesteśmy jeszcze gotowi na bezpośrednią konfrontację z nimi... Nie przyjmę go też w swoje szeregi, to raczej jasne...
- Więc może zróbmy coś, by o nas zapomniał — zaproponował Bucky.
- Ale co? - odezwała się Monique. - Chcesz go opłacić?
- Nie, ten pomysł odpada w przedbiegach, bo z czasem może żądać coraz wyższej ceny za swoje milczenie.
- Więc co proponujesz? - zapytała nerwowo Bianka.
- Vincenzo... Masz swoich chłopaków, prawda?
- Mam i co z tego? - zdziwił się blondyn.
- A lubią się bić? - kontynuował Sebastian, zaciskając dłonie w pięści.
- C-co?! - jęknęłam. - O czym ty mówisz?
- O walce. - Bucky aż zgrzytnął zębami. - O jego walce, której nie wygra!
- Zabijesz go?!
- Nie, kochanie. Chcę tylko, by stracił pamięć.
- Skąd pewność, że zapomni akurat to, na czym nam zależy? - zapytał Marco.
- Zapytamy go po wszystkim, co pamięta.
- Może skłamać...
- A wy chyba macie dostęp do czegoś takiego jak wykrywacz kłamstw, prawda?
Marco i Vincenzo spojrzeli po sobie zdumieni.
- Jesteś gotowy w taki sposób zatańczyć ze swoim przyjacielem? - zdziwił się starszy z mężczyzn.
- On już nie jest moim przyjacielem!
- Ale to przecież barbarzyństwo! - zaprotestowałam. - Przyprowadzicie go, jak cielę do rzeźni!
- Jeśli tego wymagać będzie twoje bezpieczeństwo, to tak. Jestem gotowy to zrobić! - powiedział twardo. W tym momencie znów widziałam w nim Zimowego i wcale mi się nie podobało. Bałam się, że on wraca, nawet bez kodu aktywacyjnego! - Mycha, Michał znęcał się nad tobą, a tego mu nigdy nie wybaczę, rozumiesz? Podejrzewałem, że on się tobą zaopiekuje, gdyby mnie coś się stało, bo widziałem, jak na ciebie patrzył, ale nigdy nie przypuszczałbym, że wyjdzie z niego taki skurwysyn!
- Ale on nigdy nic mi nie zrobił! - zaoponowałam.
- Nie fizycznie... Nie dopuszczę do tego, by wymigał się od kary, jaka mu się należy za to, co ci zrobił. I błagam, nie patrz na mnie takim przestraszonym wzrokiem. Wciąż jestem Buckim, nie Zimowym Żołnierzem! - spojrzał mi głęboko w oczy, a ja czułam, że mówi prawdę.
- Więc wygląda na to, że sprawa Michała została ostatecznie załatwiona — ucieszył się Marco.
- Czy przed tym wszystkim mogłabym jeszcze z nim porozmawiać na osobności? - zapytałam.
- A po co? - warknął natychmiast Sebastian.
- Jakbyś zapomniał, mam z nim dziecko, niestety... - odparłam smutno. - Chcę szczerze z nim pogadać, bez emocji, które towarzyszyły nam wszystkim, kiedy się tu wdarł.
Sebastian westchnął, przeczesując dłonią długie włosy.
- Musisz? - kiwnęłam głową. - I prawdopodobnie nie mam cię co nawet prosić, byś zrezygnowała, bo i tak mnie nie posłuchasz, prawda?
- Bucky... Wybacz, ale muszę wyjaśnić sobie z nim parę rzeczy — odparłam.
- Jesteś cholernie uparta, wiesz? - pogładził mnie po policzku. - Dobrze, jeśli Marco nie będzie miał żadnych zastrzeżeń...
- Nie... Chyba rozumiem twoją partnerkę... Będziecie mieć na to półtorej godziny. A gdy już z nim skończymy i będziemy pewni, że nie pamięta tego, co dla nas ważne, naszprycujemy go jeszcze narkotykami i odstawimy na granicę. Zorganizuję jego bezpieczny przewóz do Polski. I obiecuję wam, że już nie pojawi się w waszym życiu!
- Dobrze — jęknęłam, wtulając się w garnitur Sebastiana, łzami mocząc mu przód drogiej koszuli.

Dwa dni później.


- Wiktoria! Jak miło, że wreszcie zawitałaś do swego ukochanego! - syknął Michał, patrząc na mnie tak, że o mały włos stamtąd nie uciekłam. Przemogłam się jednak w sobie i usiadłam na krześle naprzeciw niego.
- Nie jesteś moim ukochanym — poprawiłam go zimno, odważnie patrząc mu w oczy, w których płonęła nieodparta żądza mordu.
- No cóż, priorytety się zmieniają... Czego tu chcesz?
- Porozmawiać...
- O tym, jak uciekłaś? Jak raczyłaś zostawić mi tylko pierdolony list i pierścionek, na który odkładałem naprawdę długo, bo chciałem, byś z dumą nosiła go obok obrączki ślubnej? - warknął, wychylając się w moją stronę. Choć był przykuty do krzesła przytwierdzonego do ziemi, mnie przeszły ciarki strachu po plecach. - Naprawdę musiałaś postąpić aż tak okrutnie? Wiki, kochałem cię przecież!
- Oszukiwałeś! Nie raczyłeś powiedzieć mi nic o tej sprawie o molestowanie, obrażałeś mnie, groziłeś, że mnie zniszczysz, gdy nadal będę mówić o Sebastianie — powiedziałam.
- Przecież on nie żył! Przez sześć lat nie dał żadnego znaku życia. Wspólnie opłakaliśmy jego stratę, widzieliśmy, jak trumna z jego ciałem składana jest do grobu. Osobiście niosłem jego trumnę z kaplicy cmentarnej! Wiktoria, Sebastian przecież dla ciebie umarł! Pogodziłaś się z tym. Nie bez problemów, ale jednak! Wiesz, jak bardzo wystraszyłem się, gdy znów zaczęłaś o nim mówić przy każdej możliwej sytuacji? Zacząłem podejrzewać, że wariujesz...
- I dlatego, zamiast mnie wspierać, postanowiłeś mi grozić? - jęknęłam, zaciskając mocno zęby.
- Myślałem, że taka reakcja szokowa pomoże ci się pozbierać. Jak widać, myliłem się...
- Jak widać, to tylko puste słowa! - warknęłam, na nowo odzyskując swoją pewność siebie. - Obchodziłam cię tylko pod względem zabezpieczenia, jakie będąc twoją partnerką, dawałam ci w jednostce!
Michał uśmiechnął się nieprzyjemnie. — Muszę przyznać, że byłaś niebywałą kurewką i bardzo przyjemnie było zabawiać się twoim kosztem — syknął. Łzy napłynęły mi do oczu. - Ten bachor — lekceważącym ruchem głowy wskazał na mój brzuch — to akurat mi się udało, nie powiem...
- To, o czym mówisz z taką pogardą, jest tylko i wyłącznie moim dzieckiem i jeśli kiedykolwiek jeszcze usłyszę choćby jedno słowo z twoich parszywych ust na jego temat, to z prawdziwą przyjemnością skręcę ci kark! - warknęłam doprowadzona do furii jego słowami. - I pomyśleć, że kiedyś cię kochałam! Nie żałuję tego, że odeszłam do Sebastiana, żałuję, że przeszkodziłam mu wtedy w zabiciu cię pod tamtym wiaduktem!
Twarz Michała zbladła gwałtownie. Szarpnął się, a ja ze strachu cofnęłam się niemal pod same drzwi.
- Jeszcze gorzko pożałujesz tego, że nie zostałaś przy mnie! Sprawię, że cierpieć będziesz tak, jak jeszcze nigdy do tej pory! - syknął, a na jego twarzy malowała się chora satysfakcja.
- A żebyś zdechł! - krzyknęłam, nie powstrzymując już łez. Szarpnięciem otworzyłam drzwi i pobiegłam wąskim korytarzem ku schodom, a następnie nimi na osłonecznione patio, z którego wchodziło się do piwnicy. Vincenzo, gdy tylko zobaczył moją zapłakaną twarz, kazał swoim ludziom pilnować Michała. Wiedział bowiem, że Sebastian go zabije, gdy tylko dowie się, co ten skurwiel mi powiedział...

2 221 czyt.
100%172
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1646 słów i 9212 znaków, zaktualizowała 31 sty 2017.

2 komentarze

 
  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 · 30 sty 2017

    Extra♥

  • Lalli

    Lalli · 30 sty 2017

    Super