Opowieść inna, niż inne - rozdział 27

Obudziłam się nagle i zerknęłam na miejsce, gdzie z zasady spał Bucky. Nie było go tam... Zerwałam się na równe nogi i wyskoczyłam spod kołdry. Zajrzałam do Lenki, ale u niej również go nie było. Podobnie jak w łazience i salonie. Teraz też był pusty. Zaniepokoiłam się mocno i z małą na rękach wyszłam na korytarz. Przeszukałam cały dom, nawet siłownię chłopaków, ale nie znalazłam go! Nie zauważyłam też nigdzie Vincenzo ani kilku jego ludzi, którzy z zasady gdzieś się plątali po willi. Natrafiłam w końcu jednak na Monique, która w kuchni paliła papierosa. Był to o tyle niecodzienny widok, że aż przystanęłam w drzwiach, bo ona przecież nigdy nie paliła!
- Eeee, Monique? Co się dzieje? Gdzie są chłopcy? – zapytałam, wchodząc do środka. Kobieta zerknęła na gustowny zegarek zdobiący jej nadgarstek i westchnęła.
- Przypuszczam, że o tej porze powinni być już w Austrii – powiedziała.
- W Austrii? – powtórzyłam zdezorientowana. – A po co?... O, Boże! – dotarło do mnie. – HYDRA, tak?
- Niestety – przytaknęła. – I jest to o tyle przerażające, że zrobili to niczego nam nie zdradzając. Pełna konspiracja, o której nie miałyśmy bladego pojęcia!
- Jak tylko Sebastian wróci, zatłukę go! – aż zgrzytnęłam zębami ze złości, tuląc do siebie córeczkę. – Pożałuje tej nieodpowiedzialności!
Monique uśmiechnęła się do mnie delikatnie.
- Kiedy wrócą? – zapytałam jeszcze po chwili.
- Może za kilka dni...
- Skąd o tym wiesz?!
- Marco zostawił mi list – wyjaśniła.
- A dlaczego Seba tego nie zrobił? – zdenerwowałam się natychmiast. – Poza tym nie rozumiem tej całej konspiracji. Dlaczego niczego nie powiedział?
- Bo wiedział, że będziesz się złościć i go nie puścisz... A przecież trzeba w końcu zlikwidować HYDRĘ. Jeśli tego nie zrobimy, będzie naprawdę źle.
Zamyśliłam się i już miałam coś odpowiedzieć, gdy do kuchni wbiegły Bianka z Sylvią. Obie były naprawdę mocno podenerwowane.
- Gdzie oni są?! – wydarła się natychmiast Sylvia.
- W Austrii – odparłam, na co ona z jękiem opadła na najbliższe krzesło.
- Po powrocie będę mogła ich zabić, co? – warknęła.
- Jasne! Nawet ci w tym pomogę! – syknęłam, siadając nieopodal niej i kołysząc śpiącą Lenę. Uśmiechnęłam się do Włoszki łagodnie, ale była tak zdenerwowana, że nawet tego nie zauważyła...

Tego dnia snułyśmy się po domu niczym duchy, nie bardzo wiedząc, co ze sobą począć, bo i nie miałyśmy od nich żadnych wiadomości. Niejaką ulgę przyniosło nam dopiero wieczorne wydanie dziennika informacyjnego w państwowej telewizji, w którym podano wiadomość o niespodziewanym i przede wszystkim udanym zamachu na jedną z austriackich siedzib HYDRY, przez nieznanych sprawców, którzy uciekli, zanim na miejsce przybyły odpowiednie siły porządkowe. Te zajęły się natychmiastowym gaszeniem pożaru i wyciąganiem z ruin poparzonych niedobitków obsługi tajnego laboratorium.
Niedługo potem, właściwie, gdy już kładłam się spać, otrzymałam sms-a z nieznanego mi numeru.
"Jestem cały. Wszystko ok. Nie pisz. S.”
Rozbudziłam się wtedy natychmiast i momenty, kiedy Lena zaczynała płakać, przyjmowałam niemal z pocałowaniem ręki, bowiem pozwalały mi one oderwać się od stałego rozmyślania o Sebastianie. O tym, czy jest obecnie bezpieczny, gdzie właściwie jest, jak długo to wszystko jeszcze potrwa...
Okazało się finalnie, że bez naszych mężczyzn musiałyśmy się męczyć jeszcze ponad trzy dni. Wrócili w nocy, cichaczem, kiedy dawno już głęboko spałyśmy...

Przebudziłam się rano, z przyjemnością wtulając się w umięśniony tors Sebastiana i wyczuwając jego gorzkawy zapach żelu pod prysznic. Uśmiechnęłam się jeszcze przez sen, gdy delikatnie objął mnie lewym ramieniem... ZARAZ! JAKIM RAMIENIEM?! JAKI SEBASTIAN?!
Z wrażenia otwarłam szeroko oczy, budząc się całkowicie i usiadłam na łóżku, tępo wpatrując się w ukochanego, który rozwalony na swojej części, błogo spał. Wyglądał naprawdę niewinnie, jeśli nie liczyć kilku krwiaków na jego ciele i w normalnych warunkach bym go nie budziła, ale teraz warunki były dalekie od normalnych, więc wydarłam się na tyle, na ile pozwalała mi na to śpiąca w drugiej sypialni Lena.
- Sebastian?!!!
Mruknął tylko coś pod nosem, że niepotrzebnie robię hałas, a w sekundę później przyciągnął mnie do siebie w ten sposób, że znalazłam się pod nim.
- Nie krzycz – wyszeptał. – Jestem już przy tobie i nic mi nie jest, kochanie.
- Ale te siniaki!... – zaprotestowałam.
- Nic wielkiego. Nie umrę od nich, a HYDRA została pozbawiona jednej z większych baz i dużej ilości danych, które idioci przechowywali tylko tam.
- Skąd to wiesz? – zainteresowałam się, zapominając, że miałam być na niego zła!
- Bo znam tę bazę. Widziałem, jak pracują – wyjaśnił, zaczynając całować mnie po szyi.
- Jesteś pewny, że nie zrobili kopii po twoim zerwaniu się im?
- Istnieje taka ewentualność, owszem – przytaknął, gładząc mnie po włosach. Uśmiechnął się szeroko, widząc moją minę i zjechał ręką na moje udo. – Ale chwilowo się tym nie przejmuję – wyszeptał, gdy wyczuł, że oddech mi przyspieszył. – Chciałbym teraz trochę odreagować po tym wszystkim, kochając się z moją ukochaną, przyszłą żoną – oznajmił, brutalnie zrywając ze mnie moją koszulkę nocną z cholernie drogiej satyny. Zaśmiałam się, chociaż niezmiernie żal było mi pięknego materiału i dałam się ponieść namiętności.

1 059 czyt.
100%123
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe, użyła 1019 słów i 5685 znaków, zaktualizowała 31 lip 2017.

3 komentarze

 
  • Fanka

    Fanka · 1 sie 2017

    Jest i kolejna czesc Rewelacja Mam nadzieje ze uda Ci sie dodac szybciej kolejna czesc Pozdrawiam

  • Caryca

    Caryca · 31 lip 2017 · 193196181

    Jak zwykle przeszłaś sama siebie  wspaniała część

  • zabka815

    zabka815 · 31 lip 2017

    Nareszcie szkoda tylko że taka krótka, ale to nic czekam na następną część i mam nadzieję że będzie szybciutko i dłuższa