Opowieść inna, niż inne - rozdział 22

- Sebastian, błagam cię, uważaj na siebie, dobrze? – mruknęłam.
- Nie martw się. Ni mi nie będzie. Obiecuję ci to! – powiedział, obejmując mnie delikatnie.
Uśmiechnęłam się do niego półgębkiem, ale zaraz moją twarz wykrzywił grymas bólu.
- Ała! – jęknęłam, czując jakieś dziwne rewelacje w brzuchu. Czyżby zaczął się już poród?!
- Co się dzieje? – zaniepokoił się natychmiast Bucky, a wszyscy spojrzeli na nas uważnie.
- Boli – miauknęłam, łapiąc się za brzuch. – Sebastian, coś się dzieje! Chyba rodzę...
- Co?! – Seba wyglądał, jakby właśnie miał zamiar dostać zawału. – Ale jak to? Przecież to dopiero siódmy miesiąc!
- No co ty nie powiesz? – warknęłam zła, bo zaczynało mnie boleć coraz mocniej i poczułam, jak jakaś ciecz spływa mi po nogach, najpewniej brudząc również mebel. – Zrób coś!
- Siedź! – powiedział Vincenzo twardo. – Lece po naszego lekarza. A ją ułóż w pozycji horyzontalnej! I niech się nie rusza! – dodał jeszcze od drzwi i już go nie było. Sebastian razem z Marco ułożyli mnie na drogiej kanapie. Obok mnie uklękła Monique i złapała mnie za rękę.
- Nie bój się, wszystko będzie dobrze. Poród to nic strasznego, wszystko odbywa się naturalnie. Musisz się tylko odprężyć – powiedziała.
- Chodźmy stąd – zaproponował szef Conty, współczująco patrząc na mnie i wyprowadził z pomieszczenia swoich ludzi. Zaraz za nim wyszedł również Marco. Sylvia i Bianka zostały przy mnie.
- Ściągnijcie jej spodnie i bieliznę! – zażądała Monique, patrząc na córkę i synową.
- Co? Nie! – zaprotestowałam słabo, bo i tak było mi już wystarczająco głupio.
- Kochanie, nie masz się co spierać. Jeśli dziecko zdecydowało się, że już teraz chce się urodzić, nie powstrzymasz tego. Musisz mu za to dopomóc, rozumiesz?
- Ale ja nie chcę! – jęknęłam. – To jeszcze zbyt wcześnie!
- Nieraz bywa tak, że silne emocje wywołują wcześniejszy poród. Nie masz się czego obawiać, nasz lekarz ze wszystkim sobie poradzi! – powiedziała spokojnie, podczas gdy dziewczyny delikatnie mnie rozbierały. Sebastian w tym czasie gładził mnie nerwowo po głowie i już na pierwszy rzut oka widać było, że go to wszystko porządnie rozchwiało!
Po chwili do salonu wpadł Vincenzo poprzedzany przez zaaferowanego lekarza, który ostrym tonem nakazał dziewczynom odsunąć się ode mnie.
- Połowa siódmego miesiąca – mruknął, nachylając się między moimi nogami. – Proszę się cieszyć, że dziecko nie zechciało urodzić się na przykład za miesiąc, bo teaz ma dużo większe szanse na przeżycie... tak, jest rozwarcie, będzie musiała pani rodzić!
- Co?! – wrzasnęłam, niemal siadając na sofie, ale w porę przytrzymał mnie Sebastian.
- Podejrzewam, że ostatnie silne przeżycia doprowadziły do tego, ale proszę się nie martwić, zrobimy wszystko, by poród przebiegł jak najłagodniej. – zwrócił się następnie do Monique. – Proszę zabrać ze sobą córkę i przyszykować do porodu salę porodową i gabinet zabiegowy. Wie pani, czego potrzeba?
- Wiem. Bianka, chodź!
Gdy obie niemal wybiegły, wrzasnęłam, bo zabolało mnie dużo mocniej, niż wcześniej.
- Niech pan to powstrzyma! – wyjąkałam. – To boli!
- Wiem, kochana, wiem, lecz musisz przez to przejść, nie ma już odwrotu!... Panie Sebastianie – zwrócił się Buckiego. – Proszę teraz wziąć się w garść, bo będzie mi pan potrzebny!
Seba spojrzał na niego krótko, a potem kiwnął głową.
- Co mam robić? – zapytał. Usłyszałam, jak drży mu głos.
- Przede wszystkim się nie denerwować, bo wszystko mam pod kontrolą. Muszę państwa jednak uprzedzić, że istnieje szansa, że coś pójdzie nie tak.
- Znaczy co? – warknął Bucky.
- Dziecko może urodzić się w zamartwicy lub owinięte pępowiną i potrzebna wtedy będzie natychmiastowa reanimacja. Może zdarzyć się również tak, że dziecko nie przeżyje. Czy wobec tego życzycie sobie, by sprowadzić tutaj księdza?
Spojrzałam przerażonym wzrokiem na Sebastiana. Też wyglądał na poważnie przejętego, gdy zapytał mnie cicho po polsku:
- Kochanie, jaka jest twoja decyzja?
- Sprowadźcie księdza – mruknęłam, a po moich policzkach spłynęły łzy i to bynajmniej wcale nie spowodowane bólem. – Mała będzie nosić twoje nazwisko.
- Dziękuję, skarbie. – pochylił się nade mną i pocałował mnie w spocone czoło. – Nie dopuszczę, by mała od nas odeszła, rozumiesz? Zrobię wszystko, by dziecko zostało z nami!
- Dziękuję – wyszeptałam. – Czy to musi tak boleć? – warknęłam, gdy przeszył mnie kolejny prąd bólu.
- Obawiam się, że niestety tak – potwierdził lekarz. – Jaka jest państwa decyzja?
- Sprowadźcie księdza – powiedział Sebastian do Vincenzo, który natychmiast opuścił pomieszczenie, wymijając się w drzwiach z Bianką.
- Wszystko gotowe – oznajmiła.
- Znakomicie... Teraz poproszę pana, by wziął pan ostrożnie małżonkę na ręce i poszedł za mną.
Sebastian wstał z klęczek i pochylił się znów nade mną. Delikatnie wziął mnie na ręce i ruszył za lekarzem.
- Wszystko będzie dobrze – wyszeptał, gdy niósł mnie do przygotowanej w obszernej dobudówce porodówki. – Ani tobie, ani naszemu dziecku nic się złego nie stanie!
Jęknęłam tylko w odpowiedzi, bo z bólu niemal zgięło mnie wpół!
Gdy tylko zostałam położona na stole, Monique zbliżyła się do mnie z niewielką ilością pianki do golenia i maszynką.
- Wiem, że nie spodziewałaś się, że to będę akurat ja, ale muszę cię ogolić – powiedziała miękko, zza maseczki chirurgicznej, którą musiała założyć, podobnie, jak Sebastian i Bianka. Kilka chwil później ginekolog ponownie pochylił się między moimi nogami.
- To może jeszcze chwilę potrwać, bo rozwarcie nie jest jeszcze wystarczające, lecz gdy powiem pani, by pani parła, musisz zrobić to najlepiej, jak tylko potrafisz, rozumiesz? – powiedział, patrząc na mnie uważnie.
- Tak – odparłam cichutko, słowa popierając odpowiednim ruchem głowy.
- Nie przyj wcześniej, tylko dopiero, gdy ci powiem, jasne?
- Tak!


- Przyj! – wydarł się kolejny raz lekarz. Wrzasnęłam, niemal miażdżąc malce Sebatianowi, który przez cały czas trzymał mnie za ręce i skupiłam się, by tylko to wszystko wreszcie się skończyło. Poród trwał już godzinę i byłam wykończona, a dziecko jak na złość nie bardzo chciało jednak ze mnie wyjść!
- Dobrze, dobrze, jeszcze jeden raz i powinno być po wszystkim. Proszę teraz zdobyć się na największy wysiłek!
Warknęłam cicho po polsku coś mało pochlebnego o tym idiocie, wobec czego Sebastian miał problem, by nie parsknąć śmiechem i ze wszystkich sił zaczęłam przeć. Po chwili poczułam się tak, jakby ktoś gwałtownie wyciągnął ze mnie trochę za duży korek i niemal, jak przez mgłę usłyszałam płacz dziecka. Wtedy rozluźniłam chwyt na palcach Seby. Po policzkach spłynęły mi łzy radości, gdy ujrzałam umorusaną w krwi i resztkach wód płodowych tę maleńką istotkę, którą przez tyle miesięcy nosiłam pod sercem. W chwilę później maleństwo zostało mi delikatnie ułożone na piersi, a ja poczułam niewyobrażalną radość i miłość do tego brzdąca.
- Silna córeczka. Najbliższe kilka tygodni spędzi w inkubatorze, ale jej życiu nie zagraża żadne poważne niebezpieczeństwo – oznajmił lekarz. Wyczułam, że się uśmiechał, gdy to mówił i radosna spojrzałam na Buckiego. Wtedy po raz pierwszy chyba widziałam w jego oczach łzy.
- Jest idealna – wychrypiał przez mocno ściśnięte gardło, gdy ostrożnie pochylił się, by dokładniej przyjrzeć się córce.
- I jest tylko nasza – wyszeptałam, gdy doktor odebrał ją ode mnie, by ja wytrzeć i umieścić w inkubatorze. Uśmiechnęłam się delikatnie i westchnęłam.
- Teraz dostanie pani środek znieczulający, po którym nie wolno pani przez godzinę zasnąć, a ja zajmę się pani pękniętym kroczem. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to za jakieś dwa, trzy tygodnie rana powinna już się pięknie zasklepić.
- Dziękuję – powiedziałam. – Dziękuję, że pan tu był.
- To mój obowiązek... Proszę teraz wyjść, gdy skończę, będzie mógł pan zobaczyć się z żoną i córką.
Sebastian kiwnął mu tylko głową, oszołomiony i pocałowawszy mnie w policzek, wyszedł na korytarz, gdzie czekali już na niego członkowie rodziny Pescarrów.
- Zostanie pani tutaj pod moją obserwacją przez kilka dni. Dziecko zostanie w inkubatorze do końca dziewiątego miesiąca, byśmy mieli pewność, że wszystko rozwinęło się w niej prawidłowo.
Kiwnęłam głową, czując, jak ogarnia mnie błogość spowodowana „głupim jasiem” i uśmiechnęłam się tylko szeroko. Czułam, że od teraz wszystko zmieni się na lepsze...

1 531 czyt.
100%174
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe, użyła 1568 słów i 8948 znaków.

4 komentarze

 
  • Megi

    Megi · 27 kwi 2017 · 287366670

    Nie spodziewalam sue tak szybkiego obrotu wydarzeń????czekam na nastepna część!!!

  • Lalli

    Lalli · 24 kwi 2017

    Jejku ale słodko.  Mam nadzieję że teraz będzie tylko lepiej. Cudownie piszesz

  • zabka815

    zabka815 · 24 kwi 2017

    Świetna część zresztą jak wszystkie, będę pisać to za każdym razem kocham te opowiadanie      

  • Caryca

    Caryca · 23 kwi 2017 · 193945238

    Wow ,wspaniale budujesz napięcie ,coś oszałamiającego ,cudo!!!!!!☺