Opowieść inna, niż inne - rozdział 30

Opowieść inna, niż inne - rozdział 30- Jezu! - jęknęłam, wychodząc z przychodni. Lekarz potwierdził wynik testu — byłam w ciąży! Na początku piątego tygodnia! Czyli faktycznie ojcem dziecka mógł być albo Sebastian, albo – co gorsza – Konrad...
Niczym zjawa wróciłam do posiadłości i natychmiast poszłam na górę.
- Wikuś, co ty taka jesteś jakaś nieswoja? - zaniepokoił się Sebastian niedługo potem. - Stało się coś?
W mgnieniu oka podjęłam decyzję.
- Stało — przytaknęłam cicho. - Jestem w ciąży...
Bucky'iego centralnie zamurowało. Stał tylko i wpatrywał się we mnie w totalnym osłupieniu.
- Co? - wyszeptał w końcu.
- To, co przed chwilą powiedziałam. Jestem w ciąży, Sebastian.
- Ze...ze mną... - wystękał, robiąc chwiejny krok w moją stronę.
- Nie, z samochodem Marco! - prychnęłam zirytowana, choć w środku cała się trzęsłam. - Oczywiście, że z tobą.
- Wiktoria! - ryknął uradowany, z impetem padając przede mną na kolana. - Szczęście ty moje największe! Jak ja mam ci dziękować?...
- Nie daj się zabić, co? - mruknęłam, gładząc go ostrożnie po i tak już zmierzwionych włosach. - I puść mnie, bo dusisz...
- Wybacz! Po prostu... Po prostu jestem taki szczęśliwy! - wymamrotał, wstając z klęczek. - Nie sądziłem, że jeszcze zajdziesz w ciążę, chociaż tak bardzo tego chciałem.
- No i się spełniło, chociaż też się nie spodziewałam — odparłam przez coraz mocniej ściśnięte gardło.
- Tak, ale przecież kochaliśmy się bez żadnego zabezpieczenia, więc cały czas istniała szansa, że zajdziesz w ciążę...
- Wiem — mruknęłam, ponownie się w niego wtulając. - Tak bardzo się cieszę.

Nazajutrz rano, gdy tylko zeszliśmy do jadalni na śniadanie, wszyscy zauważyli, że Sebastian jest wyjątkowo radosny.
- Stało się coś? - zapytał go jakiś czas później Marco. Zerknęłam na Sebę. Nasze oczy się spotkały. Kiwnęłam mu głową, pozwalając mówić.
- Wczoraj Wiktoria poinformowała mnie, że ku mojej niebywale wielkiej radości, że jest ze mną w ciąży — powiedział, uśmiechając się tak radośnie, jak jeszcze chyba nigdy. Również delikatnie się uśmiechnęłam, gdy objął mnie mocno, a wszyscy natychmiast zaczęli nam gratulować. I tylko mina Bianki powiedziała mi, że dziewczyna ma chyba identyczne wątpliwości, jak ja...

- Sebastian, czy Konrad? - zapytała mnie szeptem, gdy stałyśmy później na tarasie, rozkoszując się ciepłym dniem i cudnym zapachem świeżo ściętej trawy. Spojrzałam na nią z ukosa i dostrzegłam, że nie jest na mnie wściekła tak, jak wtedy, gdy odgoniła Konrada ode mnie, lecz raczej zmartwiona.
- Nie mam pojęcia — powiedziałam szczerze. - To początek piątego tygodnia, a między nimi był chyba dzień różnicy...
- Co zrobisz, gdy się jednak okaże, że to nasz ochroniarz jest ojcem?
- Załamię się... Nie wiem, Bianka. Póki co jestem porządnie skołowana i przestraszona. Ty masz lepiej. Przynajmniej wiesz, że to Paulo jest ojcem twojego dziecka.
- Masz rację, ale wcale nie jest mi tak łatwo, bo ojciec dalej się na nas wścieka, że się nie zabezpieczyliśmy — wyznała z westchnieniem.
- Powiedz mi, czy ten mój romans z Konradem był aż tak widoczny, że do mnie przyszłaś? - zapytałam równie cicho.
- Z tego, co wiem, to tylko ja to zauważyłam. I Paulo, ale on myślał, że Konrad tylko do ciebie zarywa — wyjaśniła.
- Więc... Więc nikt o tym nie wie? - jęknęłam z niebywałej ulgi. Pokręciła głową.
- Oprócz naszej trójki nikt... Ale wiesz, że gdy on wróci i zobaczy, że jesteś w ciąży, będzie chciał wiedzieć, czy to jego dziecko?... A wtedy wszystko może się sypnąć...
- Wiem — przyznałam. - I tego się chyba najbardziej obawiam, ale póki go tu z nami nie ma, zamierzam cieszyć się faktem, że wewnątrz mnie rozwija się nowe życie. A ty powinnaś się ze swojego dziecka cieszyć...
- I cieszę — jej oblicze rozjaśnił szeroki uśmiech. - I to nawet nie wiesz, jak bardzo, nawet biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności.

Trzy miesiące później.
- Ja się jednak cieszę, że wybrałam tę suknię, bo nie wyglądam przynajmniej jak wieloryb — powiedziałam, przeglądając się w lustrze.
- Wyglądasz ślicznie — mruknął, wchodząc do łazienki i obejmując mnie delikatnie. - Jak tam nasza mała, będzie dzisiaj grzeczna?
- Oczywiście — uśmiechnęłam się do jego odbicia w lustrze i wtedy zauważyłam, co zrobił z włosami. - Serio?! - jęknęłam. - Kucyk i żel? Na ślub? Nie przesadziłeś?
- Czep się — burknął, łaskocząc mnie lekko. - Na nasz zetnę włosy, obiecuję.
- No dobrze — mruknęłam, pocałowałam go szybko i wyszłam do sypialni. Mój wzrok natychmiast padł na leżący na łóżku jego strój Zimowego Żołnierza. - Musisz go zabierać?
- Wiesz, że ten kombinezon wzmacnia moją siłę ręki, więc tak, muszę go zabrać. Pomimo tylu ochroniarzy istnieje przecież ryzyko, że ktoś zostanie zaatakowany... - odparł, szybko chowając strój do specjalnego worka. - Ale obiecuję ci, że będę starał się hamować.
- Wolałabym, byś w ogóle nie musiał go zakładać...
- Liczmy na to, że nie będzie takiej potrzeby! A teraz chodźmy, nie wypada przecież się spóźnić. - wyciągnął do mnie rękę, w drugą chwycił worek i wyszliśmy, zostawiając Lenę w towarzystwie opiekunki i gromady ochroniarzy.

Pół godziny później spokojnie zaparkowaliśmy już przed pięknym gotyckim kościołem Św. Dominika. Ceremonia była stosunkowo długa, piękna i niebotycznie wzruszająca, prowadzona przez samego arcybiskupa, który chętnie zgodził się ją poprowadzić w zamian za słony datek na wyżej wspomniany kościół. Gdy uszczęśliwiona Bianka będąca już wtedy w siódmym miesiącu ciąży, została delikatnie pocałowana przez szczęśliwego Paulo, starymi murami wstrząsnął ryk radości i oklasków tak wielki, że nie powstydziłby się tego wyczynu nawet stadion wypełniony po brzegi kibicami footballu amerykańskiego. A tutaj gości było raptem tylko pięciuset...
Później po dość sprawnym przemieszczeniu się do Pałacu Książęcego, gdzie odbyć się miało huczne wesele, rozpoczęły się długie godziny składania młodym życzeń. I jakże w tamtej chwili cieszyłam się, że to nie ja jestem świadkową i nie muszę stać obok młodych.

Konrad

Śluby jakoś nigdy mnie nie fascynowały, choć to niewątpliwie podniosła i piękna ceremonia, więc wyszedłem przed kościół, by wewnątrz nie robić niepotrzebnego tłoku wśród i tak, jak na mój gust, zbyt wielu gości. Rozmawiałem akurat z Simonem, gdy kątem oka dostrzegłem dwie bardzo znajome mi sylwetki — Sebastiana i co ważniejsze, mojej Wiktorii. Niestety tłum przybyły wraz z nimi skutecznie zasłonił mi widoczność i straciłem ją z oczu, chociaż przez ten krótki czas widziałem, że się uśmiechała... Tak bardzo za nią tęskniłem przez te trzy miesiące, że teraz nieomal do niej podbiegłem, niepomny tego, że nie jest sama. Szczerze powiedziawszy, zdenerwował mnie fakt, że przyszła razem z nim, bo cały czas żywiłem nadzieję, że jednak spędzę ten wieczór z nią. Powstrzymałem się jednak i kiedy Simon zaproponował, byśmy w dwójkę pojechali na salę, sprawdzić, czy wszystko jest przygotowane tak, jak być powinno, przyjąłem tę propozycję niemal z pocałowaniem ręki i z wielką ulgą.
Moją miłość ujrzałem ponownie, gdy wchodziła do Pałacu wraz z innymi gośćmi, lecz że znajdowałem się pół piętra niżej, niedane mi było dojrzeć jej całej sylwetki. Zauważyłem jednak, że jakby trochę przytyła, co absolutnie nie umniejszało jej urody. I przefarbowała włosy. Na jakiś blond, czy coś.
Kiedy dotarłem na górę i złożyłem już młodym nad wyraz szczere życzenia, moja piękność siedziała już przy jednym z okrągłych stolików, obejmowana czule przez swego partnera. Na to zgrzytnąłem już zębami i zająłem miejsce tak, by móc cały czas ją obserwować, samemu nie będąc przez nich zauważonym. Początkowo nie zauważyłem niczego niepokojącego ani niezwykłego w jej zachowaniu, czy też tego palanta, pół cyborga — Sebastiana. No, może tylko to, że Wika nie piła alkoholu, ale w sumie jeszcze nigdy nie widziałem jej pijącej... Wszystko jednak zmieniło się dosłownie w jednej sekundzie, gdy oboje podnieśli się, by iść na parkiet. Ona mnie nie dostrzegła, lecz ja zauważyłem pewien ważny detal w jej wyglądzie — sporych rozmiarów brzuch. Jezusie, Wiktoria była w ciąży! Na oko, grubo ponad czwarty miesiąc, więc... Zrobiłem szybkie obliczenia w pamięci. Matko Przenajświętsza! To było moje dziecko!!!

Wiktoria
Uśmiechnęłam się szeroko do Sebastiana, gdy delikatnie trzymał mnie w ramionach w czasie jakiegoś wolnego utworu. Ze względu na mój stan mogliśmy tańczyć właściwie tylko takie. Gdy obrócił mnie powoli, z przerażeniem dostrzegłam w tłumie gości te doskonale znane sobie oczy, dla których kiedyś tak nieopatrznie straciłam głowę. Na weselu był Konrad! Nieomal stanęłam w połowie piosenki, ale na pewno musiałam lekko zzielenieć, bo Bucky to zauważył.
- Co się dzieje? - zapytał, rozglądając się po sali, lecz nie miał pojęcia, że chodzi o mojego ochroniarza.
- Po prostu źle się poczułam, to normalne — zełgałam natychmiast. - Muszę tylko odpocząć, przewietrzyć się.
- Chcesz wyjść na zewnątrz?- zapytał z troską. Przytaknęłam i wyszliśmy na krużganki. Odetchnęłam głęboko zdrowym powietrzem, starając się opanować ogarniający mnie strach.
- Może chcesz wrócić do domu? - zapytał, przyglądając mi się, gdy spacerowałam wte i wewte.
- Nie — machnęłam niecierpliwie ręką. - Jest już dobrze! - w duchu zdecydowałam, że bez względu na wszystko zostanę i stawię Konradowi czoła. I wyprowadzę go z błędu, jeśli tylko powie, że to jego dziecko! - Możemy wracać.
- Jesteś pewna? Jesteśmy tu zaledwie chwilę... Może jeszcze trochę zostaniemy, co?
- Nie, nie. Naprawdę już wszystko ok, po prostu trochę mnie zemdliło od tych tańców. Spokojnie — obdarzyłam go szczerym uśmiechem. Podszedł do mnie i nachylił się lekko, obejmując mnie w talii.
- Jesteś taka śliczna — wyszeptał, składając na moich ustach czuły, namiętny pocałunek. - Wybacz, że tyle razy naraziłem cię na taki stres i niebezpieczeństwo — powiedział, gdy tylko się ode mnie oderwał.
- Nic nie szkodzi. Najważniejsze, że jesteś obok.
- Jestem i zapewniam cię, że nikt mi ciebie nie odbierze. Ani naszych dzieci — mruknął, a ja zaczęłam się zastanawiać, czy aby on o wszystkim już nie wie... - Nie wypuszczę cię już nigdy z rąk, skoro cię odzyskałem — dopowiedział i czule objęci wróciliśmy na wesele. Niemal natychmiast Bianka porwała mnie do swojego stolika, przy którym wyjątkowo nikt nie siedział.
- Jest tutaj — powiedziała złowieszczym szeptem.
- Zauważyłam...
- Obciął włosy...
- Yhm...
- Ciągle się na ciebie gapi!
- Nie da się ukryć... Wkurza mnie to! - wyznałam od serca i zacisnęłam dłoń w pięść. Normalnie, gdybym nie była w ciąży, walnęłabym sobie kieliszek lub dwa, by ukryć zdenerwowanie, lecz teraz nie mogłam. Mogłam tylko patrzeć, jak Sebastian swobodnie z nim rozmawia, jak z Konradem piją, jak on posyła mi niby to niewinne, a jednak bardzo wymowne spojrzenie. - Zatłukę go! - warknęłam, wygrywając z nim walkę na spojrzenia.
- Powinnaś — przytaknęła Bianka, tak samo, jak ja patrząc na ochroniarza. - Ale wtedy Sebastian o wszystkim się dowie!
- I to jest niestety największy mankament tego wszystkiego! - jęknęłam. - No nic - podniosłam się z miejsca. - Idę ich rozdzielić, by ten palant niczego nie chlapnął...
Powolnym krokiem ruszyłam w stronę chłopaków. Wyglądali na całkiem zakumplowanych i to mnie dobijało.
- Cześć — powiedziałam, stosunkowo swobodnie witając się z Konradem. - Fajnie, że przyjechałeś na ślub Bianki.
- Wróciłem — poprawił mnie. Zrobiło mi się zimno. - Nie mam kim się już opiekować.
- To przykre — powiedziałam szczerze.
- A tobie, jak widzę, za jakiś czas powiększy się rodzinka — zagadnął Sebastiana.
- Tak, nawet nie wiesz, jak bardzo się z tego cieszę! - powiedział Bucky, szczerząc się jak głupi. Przełknęłam ślinę, modląc się w duchu, by Konrad nic nie powiedział i popatrzyłam na niego błagalnie. Chyba zrozumiał, bo uśmiechnął się tylko łagodnie i powiedział:
- A więc życzę wam jeszcze więcej szczęścia!
Podziękowaliśmy grzecznie i pociągnęłam Sebę w stronę naszego stolika.
Przez niemal resztę wesela Konrad nie zawracał mi już głowy, ale i tak byłam bardzo spięta i cały czas czułam na sobie jego wwiercające się w mój ciążowy brzuch spojrzenie. Choć dobrze się bawiłam, a dziecko było stosunkowo spokojne, nie potrafiłam tak całkowicie się odprężyć, co Bucky przez cały czas zrzucał na karb ciążowego samopoczucia. Kiedy miałam już nadzieję, że wszystko skończy się dobrze, przynajmniej tego dnia, większość tego spokoju trafił szlag, gdy pomimo głośnej muzyki usłyszeliśmy odległe strzały karabinowe. W jednej sekundzie wszystko zamarło, ktoś krzyknął, chyba jakaś kobieta. Dopadłam do Sebastiana i zacisnęłam kurczowo palce obydwu dłoni na jego bionicznej ręce.
- Bucky! - ryknął Vincenzo, przepychając się pomiędzy gośćmi.
- Tutaj! - Seba pomachał mu ręką i już po chwili dołączył do nas młody Włoch.
- Jesteś nam potrzebny.
- Co się dzieje?
- Ruska mafia atakuje nasze punkty w klubach. Trzeba by wesprzeć chłopaków — wyjaśnił szybko blondyn.
- HYDRA? - zapytał Bucky.
- Nie mam takich informacji, ale nie zdziwiłbym się, gdyby to była ich akcja.
- Ok, za chwilę będę gotowy.
- Tylko się pospiesz, samochód będzie czekał na ciebie na parkingu.
- Nie potrzebuję — odparł, już rozglądając się wkoło.
- Co chcesz zrobić? - zapytałam przestraszona.
- Teraz zapewniam ci bezpieczeństwo... Konrad!!! - wydarł się ponad moją głową. Skrzywiłam się, bo zadźwięczało mi w uszach i popatrzyłam w stronę Włocha akurat, gdy ten odwracał się w naszą stronę. - A potem zamierzam im pomóc — powiedział Seba i pocałował mnie dokładnie w momencie, gdy Konrad do nas podszedł. - Zabierz ją stąd i zapewnij jej maksimum bezpieczeństwa!
- Co? Nie! - zareagowałam gwałtownie.
- Nie kłóć się! - warknął Bucky i niemal wepchnął mnie w ramiona Konrada. - Zabierz ją stąd! - powtórzył z naciskiem.
Konrad złapał mnie stanowczo za ramiona i nie mówiąc nic, pociągnął mnie w stronę jednego z wyjść.
- Nigdzie z tobą nie idę! - syknęłam, wyrywając mu się z uścisku i zawracając w stronę Seby. Ale tam go już nie było. Ani na sali zresztą.
- On ci nie zapewni bezpieczeństwa, ja owszem! - powiedział ochroniarz, szarpnięciem odwracając mnie tak, że stanęłam z nim twarzą w twarz. - Poza tym chyba musimy wyjaśnić sobie parę rzeczy, nieprawdaż? Idziemy!
- Gdzie?... Poza tym niczego nie muszę ci tłumaczyć! - zaprotestowałam.
- Przeciwnie, wszystko musisz! - warknął, wspinając się ze mną na wyższe kondygnacje budynku. Otworzył jakieś drzwi, gdy tupot kroków za nami już ucichł i wepchnął mnie do środka. Wszedł tuż za mną i przekręcił klucz. - Znowu sami, kochanie! - uśmiechnął się. - Nie musisz już grać.
- Niczego nie gram!
- Oczywiście... Tak bardzo za tobą tęskniłem. Każdego dnia myślałem o tym, jak nam razem było dobrze — mruknął, podchodząc do mnie i obejmując mnie, zanim zdążyłam jakoś zareagować. - Dziękuję ci — wyszeptał, całując po szyi.
- Przestań! - zadrżałam w jego objęciach. - Błagam cię!
- Dlaczego? - zdziwił się, a potem nie czekając na pozwolenie, wpił się zachłannie w moje usta. Mruknęłam zaskoczona i chciałam się wyswobodzić, ale był na to zbyt silny. Niemal brutalnie wepchnął mi język do ust, a dłonie zacisnął boleśnie na moich ramionach. - Dlaczego mam przestać, kochanie? - wymruczał z ustami przy moich, gdy wreszcie się ode mnie odkleił. - Przecież nie stoi nam nic na przeszkodzie!
- Stoi! - warknęłam, wyrywając mu się z objęć. - Nie jesteśmy razem! Nic nas nie łączy!
- Oj, kochanie... A ten brzuszek? Przecież nie powstał z niczego... Oboje mieliśmy w niego wkład! Nie wyprzesz się.
- Nie jest to twoje dziecko! - powiedziałam dumnie, patrząc, jak mina mu rzednie. - Ojcem jest Sebastian!
- Doprawdy? - zapytał chłodno. - A który to miesiąc?
- Piąty...
- No właśnie. A wtedy jeszcze trwał nasz romans, o ile dobrze pamiętam. I równie dobrze, to ja mogę być ojcem tego dziecka, nieprawdaż? - powiedział, mrużąc niebezpiecznie oczy. Chyba po raz pierwszy widziałam go tak zdenerwowanego. W tak zimny sposób.
- Nie, ojcem jest Seba!
- Takaś tego pewna? - zadrwił. - Jeśli tak, to chyba nic nie szkodzi, jeśli po porodzie zrobimy testy o ustalenie ojcostwa, prawda?... Seba na pewno się ucieszy.
- Nie mieszaj go w to! - ostrzegłam.
- Boisz się? Ach, więc nie powiedziałaś mu o tych słodkich nocach, które spędzaliśmy razem w łóżku, gdy on wyjeżdżał na kolejne akcje? Nie opowiedziałaś, jak krzyczałaś moje imię i błagałaś, bym nie kończył? Jak niejednokrotnie rżnąłem cię niemal do upadłego, jak...
Nie skończył. Strzeliłam go otwartą dłonią w twarz.
- Jeszcze jedno słowo, a przysięgam, że uproszę Sebę, by cię zabił! Jak w ogóle śmiesz?...
- Bo chcę, byś do mnie wróciła! Daj mi prawo cię kochać! Daj mi prawo być twoim mężczyzną i ojcem naszych dzieci! - powiedział, rozcierając czerwony policzek. - Wiem, że też mnie kochasz, nie marnuj tego!
- Czy ty nie mógłbyś wreszcie uzmysłowić sobie, że zawsze w moim sercu był i będzie tylko Sebastian? - warknęłam poważnie poirytowana jego durnym zachowaniem. - To on jest ojcem dziecka, które w sobie noszę, to jego kocham. Nie ciebie, Konrad! Byłeś tylko moją słabością, pomyłką...
- Pomyłką! - prychnął. - Pomyłką! - z impetem siadł na jednym z foteli i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Spojrzałam na niego krytycznie, gdy zamierzał go zapalić i powiedziałam:
- Mógłbyś? Jestem w ciąży!
- Co?... A, no faktycznie... Wybacz, nie pomyślałem. Przecież nie chcę zaszkodzić swojemu dziecku!
- To dziecko nie jest twoje! - ryknęłam. - Nigdy nie było i nie będzie!
- Wiktoria, Wiktoria, Wiktoria... - pokręcił głową. - No i dlaczego tak bardzo się wzbraniasz, co?
- Nie wzbraniam! Powtarzam ci tylko, że nic do ciebie nie czuję. To aż tak trudno zrozumieć?
- Tak, jeśli pod sercem nosisz moje dziecko! - wrzasnął, zrywając się z miejsca. - Nie wmówisz mi, że jest inaczej! Ja po prostu wiem, kto jest biologicznym ojcem i koniec!
- Lecz się! - prychnęłam, bo nie miałam ani ochoty, ani tym bardziej sił na tę bezsensowną potyczkę słowną. - Myśl sobie, co chcesz, tego ci nie zabronię, ale wara ci ode mnie i Sebastiana! Piśnij choćby słowo, a to nie on cię zabije!
Konrad zdumiony jadem w moim głosie spojrzał na mnie krótko, a potem westchnął. Do końca nie zamieniliśmy ze sobą już ani słowa, jeśli nie liczyć jego pytania, czy nie potrzebuję czegoś.

W końcu jednak Sebastian i reszta wrócili, więc mogliśmy zejść z powrotem do sali bankietowej. Bucky odwrócił się w naszą stronę, gdy wchodziliśmy. Na szczęście nic mu nie było!
- Wszystko w porządku? - zapytał, gdy podeszłam.
- Tak. A u ciebie?
- Przeliczyli się. Nie mieli pojęcia, że będzie tu tyle ludzi z innych włoskich mafii. Teraz już jednak mamy pewność, że ruskie mafie wspierają HYDRĘ. Nie wiemy tylko, czy z własnej woli, czy nie bardzo... Konrad, dziękuję — kiwnął mu lekko głową.
- Jasne — powiedział tamten, wypuszczając z ust obłok dymu z zapalonego papierosa. Pomachałam niecierpliwie dłonią, by go rozwiać, wobec czego odszedł na drugi koniec sali.
- Nie palił chyba przy tobie? - zaniepokoił się Sebastian.
- Nie, nie, spokojnie — obdarzyłam go anemicznym uśmiechem. - Wracamy?
- Jasne!

Konrad
Wściekły odszedłem na drugi koniec sali, by dym papierosowy nie szkodził Wiktorii ani naszemu dziecku i złapałem za szklankę whisky, którą opróżniłem jednym haustem. Emocje buzowały we mnie niczym wulkan i byłem pewny, że jeśli czegoś nie zrobię, najpewniej wybuchnę! Miałem ochotę wrzeszczeć z ogarniającej mnie bezsilności, a musiałem trzymać fason! Wkurwiało mnie to, że ten jełop jeszcze nie zginął! Wszystkie moje plany wobec Wiki trafiał szlag, aczkolwiek musiałem szczerze przyznać, że coś jednak mi się udało — była przecież w ciąży z moim dzieckiem i czułem z tego powodu niewyobrażalną dumę. I choć czułem, że dzisiaj zbyt mocno na nią nacisnąłem, ta niesamowita kobieta będzie jeszcze moja i w czwórkę, razem z Lenką stworzymy cudowną rodzinę, a ten zjeb, który ośmiela się przy niej spać, będzie w krótkim czasie gryźć wreszcie ziemię!

1 629 czyt.
100%143
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe i miłosne, użyła 3876 słów i 21232 znaków.

3 komentarze

 
  • kamson1324

    kamson1324 · 28 sie 2017 · 287366597

    Jesteś niesamowita! Moglabys spokojnie książkę napisać :-D

  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 · 28 sie 2017

    Wiktoria... ale ona ma tupet. Ma dziecko z byłym, bierze ślub z Sebastianem, a zdradza go z Konradem. Do tego jest w ciąży i nie wie kto jest ojcem. Denerwuje mnie ta dziewucha Ale opowiadanie uwielbiaaam

  • Caryca

    Caryca · 28 sie 2017 · 193949585

    Witam, jak zwykle przeszłasz samą siebie,nie wie czy to w ogóle możliwe ale z kolejną częścią tego opowiadania jest coraz więcej emocji  pozdrawiam