Opowieść inna, niż inne - rozdział 10

Opowieść inna, niż inne - rozdział 10

***
-" Mycha! I jak? Zdałaś ten angielski?" - usłyszałam przyjazny głos za swoimi plecami. Odwróciłam się szybko i uśmiechnęłam delikatnie.
- Tak, zdałam — odparłam.
- Ja też... Masz ochotę na wyjście do kawiarni... z przyjacielem?
- Z przyjacielem... Zawsze!
Wyszliśmy ze szkoły i wsiedliśmy do jego lekko rzęchowatego opla.
- Dlaczego ciągle używasz mojego przezwiska? - zapytałam, gdy wyjechaliśmy na drogę.
- A przeszkadza ci to? - zerknął na mnie z ukosa.
- Nie, po prostu wciąż jestem przyzwyczajona do tego, że to głównie Sebastian go używał, to wszystko — odparłam.
- Rozumiem... Jeśli chcesz, to mogę...
- Nie, nie, spokojnie... Możesz go używać — przerwałam mu szybko.
- Jesteś tego pewna?
- Tak!
- Ok... A powiedz mi... Dalej masz te nocne koszmary?
- Yhm, niestety tak. Ciągle budzę się w nocy zlana potem.
- Co ci się śni?
- Sebastian. Że umiera mi na rękach — mruknęłam, odwracając głowę, by nie dostrzegł moich łez, które nagle napłynęły mi do oczu. - Tak bardzo chciałabym już przestać to widzieć — chlipnęłam.
- Biedactwo — mruknął, gładząc mnie po głowie. - Chodź, pogadamy...
Weszliśmy do przytulnej kawiarenki. Usiedliśmy w lekko zacienionym kącie.
- Co chcesz? - zapytał.
- Najlepiej coś wysoko kalorycznego — zaśmiałam się. Kiwnął głową i poszedł złożyć zamówienie.
- Proszę... - powiedział, stawiając po chwili na stoliczku kawę i orzechowo-waniliowe ciastko. - I za nami ostatni dzień matury... Teraz tylko musimy poczekać na resztę wyników, a potem składać papiery.
- Yhm... Tyle że wciąż nie mogę zdecydować się na odpowiedni kierunek.
- A to masz aż tyle wariantów? - zdziwił się.
- Dwa — uśmiechnęłam się lekko.
- Faktycznie, to problem... A jakie to kierunki?
- Pedagogika i dziennikarstwo.
- Ale wiesz, że w końcu będziesz musiała wybrać jedną opcję?
- Tak... Ale może znajdę trzeci kierunek i jego wybiorę — wzruszyłam ramionami.
- Heh, mądra decyzja — obdarzył mnie czułym uśmiechem. - Mycha? Mogę zadać ci pewne pytanie?
- Jasne.
- Pamiętasz, co powiedziałem ci jakiś czas po śmierci Sebastiana?
- Pamiętam — przytaknęłam, nie bardzo wiedząc, do czego on zmierza. - Powiedziałeś mi, że też mnie kochasz i że zawsze przy mnie będziesz...
- Dokładnie... Nie wiem, czy to odpowiednia chwila, ale... Ale może zgodziłabyś się zostać moją dziewczyną, co? Pomogę ci uporać się ze śmiercią Buckiego...
Prawdopodobnie spojrzałam na niego wtedy, jak na wariata, bo Michał wyraźnie się strapił i powiedział szybko:
- Zrozumiem, jeśli nie chcesz.
- Michał, to nie o to chodzi... Po prostu nie wiem, czy to ja potrafię być taką partnerką, jakiej pewnie po mnie oczekujesz — odparłam, patrząc zupełnie gdzie indziej i bezmyślnie dźgając ciasto widelczykiem.
- Wikuś, wiesz przecież, że rozumiem to, jak bardzo cierpisz po jego stracie, ale może to właśnie nowy związek pomoże ci się pozbierać, co?
- Tego nie wiem — wzruszyłam ramionami i wreszcie na niego spojrzałam. - Ale możemy spróbować — obdarzyłam go dość szczerym uśmiechem.
- Ale nie robisz tego z litości dla mojej osoby, co? - upewnił się jeszcze.
- Nie, Michał. Nie jestem tak wredna — odparłam, a już po chwili zatonęłam w słodkim smaku jego miękkich ust. W swoich włosach poczułam jego dużą, ciepłą dłoń.
***

- Sebastian... Być może powiesz, że jestem głupia, ale miałam dzisiaj wrażenie, że byłam przez kogoś śledzona! - powiedziałam bez żadnych wstępów natychmiast po wejściu do naszego apartamentu.
- Przez kogo? - Bucky wyglądał na poważnie zaniepokojonego.
- Nie mam pojęcia — pokręciłam głową. - Ale ewidentnie łaził dziś za mną i Bianką, gdy byłyśmy na rynku.
- Jak wyglądał?
- Niższy od ciebie, łysy i w okularach. Ogółem zbytnio nie wyróżniał się z tłumu. Wyglądał na zwykłego turystę...
- Więc być może nie masz się czym przejmować... - powiedział.
- Nie, nie rozumiesz! Facet robił mi zdjęcia!
- Co?! Gdzie?
- Prawie wszędzie, a przecież w miasteczku nie ma aż tylu ładnych miejsc, by pstrykać tyle fotek! - zdenerwowałam się.
- Faktycznie, dziwna rzecz... - strapił się.
- Myślisz, że to może być sprawka Michała?
- A niby skąd miałby dokładnie wiedzieć, gdzie jesteś? Nie, nie wydaje mi się, by to był on...
- A skąd wiesz, że nie? Pamiętasz, co mówiła moja mama, gdy z nią rozmawiałam? Że Michał odszedł ze służby i że cały czas mnie szuka! Być może właśnie teraz wpadł na mój trop! - jęknęłam, łapiąc go za przód koszulki.
- Jeśli się tu zjawi i będzie choćby próbować namówić cię do powrotu lub – co gorsza – ci grozić, to osobiście ukręcę mu łeb przy samej dupie! Nie żartuję! - syknął zdenerwowany Sebastian.
- Mam nadzieję, że nigdy mnie nie znajdzie! - mruknęłam, trzęsąc się ze strachu.
- Hej, jestem przy tobie. Ten skurczysyn nie zrobi ci nic złego, przysięgam! - wyszeptał mi do ucha.

Dwa dni później

Obudziłam się i lekko zaspana rozejrzałam po sypialni. Sebastiana nigdzie nie było, więc wstałam powoli i przeszłam do salonu. Zastałam go siedzącego przy komputerze... No oczywiście spał w najlepsze! Podeszłam do niego i energicznie potrząsnęłam za ramię.
- Wstawaj! - nieomal krzyknęłam, budząc go z błogiego snu. Podskoczył na krześle, jak oparzony, zatrzymując na mnie mętne spojrzenie.
- Czego się drzesz? - mruknął, krzywiąc się.
- Bo obudziłam się w pustym i zimnym łóżku! Myślałam, że koło mnie śpisz! - zgłosiłam pretensje.
- Przepraszam, nie mogłem usnąć, dlatego siadłem przy komputerze. Wyszukałem dzięki temu kilka ważnych i interesujących mnie informacji — wyjaśnił.
- Jakich? - chciałam wiedzieć?
- O naszym drogim przyjacielu.
- Mówisz o Marco?
- Nie... Mówię o Michale. Widzisz to, co mi o nim opowiedziałaś z czasów, gdy zaszłaś w ciążę, mocno mnie zaintrygowało, bo facet był paranoicznie wręcz o ciebie zazdrosny... Zacząłem więc szukać jakichś informacji o nim i spójrz, co udało mi się znaleźć.
Puścił mnie na swoje miejsce. Zagłębiłam się w artykuł. Gdy skończyłam czytać, moja mina wyrażała wszystko, czego nie byłam w stanie wyrazić słowami. Gdy się wreszcie odezwałam, głos mi drżał:
- Michał był oskarżony o molestowanie koleżanek z jednostki? Dlaczego nigdy mi o tym nie powiedział?
- Bo najpewniej się tego wstydził, chociaż oskarżenie było nieprawdziwe... Zwykły, brzydki żart... Co nie zmienia faktu, że smród za Michałem długo się jeszcze ciągnął... Więc pewnie, by pokazać wszystkim, że nie jest żadnym pieprzonym maniakiem seksualnym, za wszelką cenę próbował utrzymać cię przy sobie. Pech jednak w tym, że gdy ty zniknęłaś, facetowi odbiło.
- Skąd o tym wiesz? - zdumiałam się.
- Z innego artykułu. Wiem też, dlaczego odszedł ze służby. A właściwie, dlaczego go wyrzucili. Dowództwo dostało zgłoszenie, że facet chciał cię ubezwłasnowolnić.
- Skąd się tego dowiedzieli?
- Od lekarza, który cię wtedy leczył. Nagrania z kamer wszystko potwierdziły, a Michał... No cóż, jeśli by w stu procentach wierzyć temu materiałowi, to nawet nie próbował się tłumaczyć. Nie poprosił o naganę, czy zwolnienie na własną prośbę, nic. Więc go zwolnili... I wiesz... Wydaje mi się teraz, iż mogłaś mieć rację, mówiąc o tym facecie, który cię śledził. To mogła być robota tego kretyna, więc proszę cię, nie wychodź nigdzie przez kilka dni, a przynajmniej nie sama, dobrze? Porozmawiam o tym z Marco, musi wiedzieć, że może grozić ci niebezpieczeństwo... Osobiście najchętniej bym go zabił, gdyby tylko się tu zjawił, ale wiem, że ty tego nie chcesz... Lecz jeśli swoją postawą mnie do tego zmusi, to obiecuję ci, że nie będę patrzył na to, iż jest ojcem twojego dziecka, tylko wpakuję mu pełen magazynek w jego głupi łeb!

Tydzień później obudził nas hałas dobiegający z dołu. Zdecydowanie nieprzyjemny hałas!
- Co się dzieje? - przestraszona wtuliłam się w Sebastiana.
- Nie mam pojęcia, kochanie... Postaram się dowiedzieć. Zostań w łóżku!
Kiwnęłam niepewnie głową, patrząc, jak Sebastian naciąga szybko spodnie, koszulkę i na wszelki wypadek sięga po broń. Wyszedł do salonu. Usłyszałam po chwili otwierane i zamykane drzwi. Leżąc pod cienką kołdrą, trzęsłam się ze strachu, bo nie miałam kompletnie pojęcia, cóż mogły oznaczać te krzyki na dole. Nie chcąc jednak tak bezczynnie leżeć i czekać nie wiadomo na co, sięgnęłam po swoje ubranie leżące na krześle obok łóżka. Gdy zakładałam spodnie, usłyszałam, jak drzwi do naszego apartamentu otwierają się. Sięgnęłam po bluzę i gdy przeciągałam ją przez głowę, mruknęłam:
- Co tam się działo?
Gdy nikt mi nie odpowiedział, otworzyłam oczy i oniemiałam kompletnie, bo pierwszym, co pojawiło się w moim polu widzenia, był wylot lufy pistoletu wycelowanego wprost we mnie, a następnie zimne i niebywale wściekłe spojrzenie... Michała! Zamarłam, gdy ten ruszył w moją stronę...

1 491 czyt.
100%102
elenawest

opublikowała opowiadanie , aktualizowała 8 sty, 0:59 w kategorii miłosne, użyła 1692 słów i 9242 znaków. ·

Komentarze (2)

 
  • Juliaaajl

    Juliaaajl 8 stycznia

    Kochana! Przeczytałam całą tą serię w godzinę i niesamowicie się wciągnęłam. Jest genialna i faktycznie inna, niż inne. Jednym słowem C-U-D-O!!! Nie mogę się doczekać daleszych losów tej historii

  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 8 stycznia

    Whaaaat? Gdybyś widziała moją minę. Kocham to !