Opowieść inna, niż inne - rozdział 11

Opowieść inna, niż inne - rozdział 11- Cześć, Wiki! Jak miło, że wreszcie się widzimy! Ile to już miesięcy minęło, odkąd uciekłaś, co? Trzy? – powiedział cicho, a mnie dreszcz trwogi przeszedł po plecach.
- Co ty tu robisz? – pisnęłam, mimo woli wtulając się mocniej w kołdrę.
- Przyjechałem, by sprowadzić cię z powrotem do Polski, do domu. Tam, gdzie jest twoje miejsce! I mojego dziecka...
- To moje dziecko!
- A kto ci je zrobił, co?! – ryknął. – Ja jestem ojcem i mam do niego pełne prawo!... Jak w ogóle mogłaś? Jak śmiałaś ode mnie odejść? Wiesz, co zrobiłaś? Co przez ciebie musiałem przejść?
- O czym ty pieprzysz? – jęknęłam.
- Przez ciebie wypieprzyli mnie z wojska, suko! Ale teraz ja się na tobie odegram!... Gdy urodzisz, sprawię, że nie otrzymasz żadnych praw do tego bachora! – doskoczył do mnie i chwycił mnie mocno za rękę. Choć próbowałam mu się opierać, a nawet ugryzłam go w rękę, zdołał wyciągnąć mnie z pościeli. Zachciałam się, gdy mocno przyciągnął mnie do siebie.
- "Puść ją” – usłyszeliśmy nagle złowrogi głos zza pleców Michała. Poczułam, jak mężczyzna drętwieje, rozpoznając głos nieżyjącego przyjaciela.
- Myślałem, że nie żyjesz! – prychnął Michał, choć widziałam, że minę miał lekko niewyraźną.
- Odejdź od niej! – zażądał Bucky.
- A to dlaczego? – zezłościł się brunet, choć nie odwrócił się jeszcze w stronę drugiego mężczyzny. – To moja kobieta i moje dziecko!
- Michał, odejdź od niej, bym nie musiał zrobić czego, czego zrobić nie chcę!
- Nie jesteś w stanie nic mi zrobić! – zakpił mężczyzna.
- Zatłukę cię! – syknął Sebastian. Usłyszeliśmy odgłos odbezpieczanej broni.
- Najwyraźniej nie wiesz, że przed wycelowaniem w człowieka, należy odbezpieczyć broń, a nie po – zaśmiał się Michał i dopiero wtedy odwrócił się, ciągnąc mnie za sobą. W pokoju zapadła głucha cisza. Patrzyłam na wściekłego Buckiego i widziałam w nim Zimowego Żołnierza. W jednej sekundzie zrozumiałam, że jeśli dojdzie o pojedynku, mój ukochany nie okaże miłosierdzia. Michał nie miał wygrać tego starcia. – Zimowy Żołnierz? – odblokowało go wreszcie.
- W rzeczy samej! A teraz puść ją, skurwielu! Albo podziurawię ci ten pusty łeb!
- Miałeś szansę zrobić to wtedy pod wiaduktem! – zaśmiał się Michał nieprzyjemnie, a ja rozpoznałam w tym śmiech szaleńca, który w obecnej chwili nie ma nic do stracenia.
- I wiesz co? Żałuję, że wtedy cię nie zabiłem. Teraz przynajmniej nie straszyłbyś Wiktorii!
- Sebastian! Przecież ty byłeś martwy! Cała klasa cię opłakała. A ty co? Wstąpiłeś do HYDRY? Jak mogłeś to zrobić kobiecie, którą kochałeś, jak sam mówiłeś?
- Masz zamiar prawić mi kazania na ten temat? Jakby cię to interesowało, nie bardzo miałem wybór! Nawet nie wyobrażasz sobie tego, jak wiele straciłem!... A teraz, jeśli chcesz nadal żyć, odejdź od Wiktorii i zostaw ją i moje dziecko w spokoju!
- To moje dziecko! – syknął Michał.
- Chciałbyś! Ale zaprzepaściłeś szansę na bycie z Wiktorią i maluchem w momencie, gdy zacząłeś ją oszukiwać! Trzeba było od razu powiedzieć jej, że byłeś oskarżony o molestowanie koleżanek w pracy!... Zaskoczony? W Internecie krąży już opinia o tobie i kilka artykułów. Nie jesteś zbyt lubiany.
- Sebastian! Mógłbyś tę pogawędkę zostawić na inny czas? – poprosiłam cicho za strachem. Spojrzał na mnie tak, że aż kolana się pode mną ugięły, a potem spojrzał na naszego przyjaciela.
- Jesteś przegrany, Michał! Zabiłeś członków mafii, ludzi człowieka, który się nami tu opiekuje. Nie pożyjesz długo, nawet jeśli ja cię teraz puszczę wolno. A niespecjalnie mam na to ochotę! Odsuń się, a być może nie zrobię ci zbyt wielkiej krzywdy!
Michał spojrzał na mnie z ukosa i zacisnął mocniej dłoń na mojej talii.
- Nikt nie odbierze mi Wiki! A zwłaszcza ty! – warknął.
- Jak chcesz... – syknął Bucky, spokojnie naciskając spust. Wrzasnęłam, gdy Michał zwalił się bezwładnie na ziemię, lecz już po chwili zatonęłam w opiekuńczych i drżących ramionach Sebastiana.
- Zabiłeś go! – jęknęłam.
- Nie, kochanie – zaprzeczy. – Tylko unieruchomiłem na jakiś czas. Nie będzie nam bruździł, a gdy się obudzi, porozmawiamy z nim sobie spokojnie. Chętnie dowiem się, jak cię znalazł...
Gdy pół godziny później do posiadłości zjechał zaalarmowany Marco, od razu chciał zabić Michała, lecz udało nam się namówić go na wcześniejsze przesłuchanie. Zgodził się, choć bardzo niechętnie i dłoń cały czas trzymał na kaburze noszonego przy pasku spodni pistoletu.
- Jakim sposobem nas tu znalazłeś? – zapytał po angielsku Bucky, gdy Michał odzyskał już przytomność, a lekarz skończył zakładać mu prowizoryczny opatrunek, by nam nie zszedł z upływu krwi.
- Nie było to proste, przyznaję, bo doskonale potrafisz zacierać wszelkie ślady i początkowo zupełnie nie miałem pojęcia, gdzie szukać Wiktorii, lecz gdy w końcu Kinga się złamała i powiedziała mi o Bukareszcie, miałem jakiś punkt zaczepienia.
- Złamała się? Coś ty jej zrobił, skurwielu? – zezłościłam się.
- Kiedyś inaczej mnie nazywałaś, pamiętasz? Krzyczałaś głośno moje imię, gdy cię pieprzyłem!
- Stul pysk! – Sebastian uderzył go w szczękę. – Co zrobiłeś Kindze?
- Nic... W końcu sama nie wytrzymała i napisała do mnie. Pogadałem z nią na skypie i wtedy wszystko mi opowiedziała – odparł, patrząc na nas spod byka. – Jak mogłaś ode mnie odejść po tym, jak się tobą opiekowałem, kochałem cię, cieszyłem się z tego, że zostanę ojcem...
- Zabroniłeś mi wspominać Buckiego!
- Bo te wspomnienia ciągnęły cię na dno! To przez nie chciałaś popełnić samobójstwo i gdyby nie ja, teraz byś tu nie siedziała!
- Michał! – ryknęłam. – Dobrze wiedziałeś, co czuję do Sebastiana, a pomimo to kazałeś wymazać mi go z pamięci, zapomnieć o nim. Powiedziałeś, że jeśli tego nie zrobię, to wtrącisz mnie do czubków, a dziecko zabierzesz! Wiesz, jak się wtedy poczułam? Poza tym nigdy mnie nie kochałeś prawdziwie. Razem z dzieckiem staliśmy się twoim pieprzonym zabezpieczeniem przed kolejnymi oskarżeniami o molestowanie koleżanek w pracy niczym więcej!
Michał już otwierał usta, by odezwać się jakoś nieprzyjemnie, gdy nagle do rozmowy wtrącił się milczący dotąd Vincenzo:
- Dobrze ci radzę, zastanów się, co chcesz teraz powiedzieć, bo znając mojego przyjaciela – wskazał na wściekłego Sebastiana – to zabije cię gołymi rękami, gdy obrazisz jego kobietę...
- Wiktoria jest moja! – związany mężczyzna szarpnął się mocno na krześle. – Ona i to dziecko! A ten martwy kretyn mi ją odebrał!
- Sam ich sobie odebrałeś! Gdyby ci naprawdę zależało na Wice, to zorientowałbyś się, że ukrywa przed tobą fakt, że rozpoznała mnie w Zimowym Żołnierzu wtedy przy wiadukcie. A potem zorientowałbyś się, że planuje ucieczkę! Bardzo łatwo dałeś się podejść – prychnął Sebastian. – Nie jest to zachowanie godne żołnierza GROM-u... Poza tym Wiki zawsze była moja, ty stanowiłeś dla niej tylko marny substytut mnie!
Przymknęłam oczy, widząc przejmujący ból w spojrzeniu mego dawnego kochanka.
- Wiki, powiedz, że to nie prawda! – jęknął.
- Byłeś kretynem... Zamiast mnie do siebie przyciągać, ty z dnia na dzień coraz mocniej mnie odpychałeś. Pozwoliłeś, bym odeszła z innym, a walkę o mnie rozpocząłeś mocno spóźniony na starcie. Nie wrócę do ciebie, rozumiesz? Sebastian żyje, dzięki zwykłemu przypadkowi to odkryłam i teraz bynajmniej nie mam zamiaru zrezygnować z niego! – powiedziałam powoli, patrząc mu w oczy. – Nigdy nie narobisz tej przewagi, jaką ma nad tobą. Zniszczyłeś mi kilka miesięcy życia, nie chcę tego powtarzać! Proszę, zniknij wreszcie z mego życia!
- Dobrze wiesz, że to niemożliwe! Nawet jeśli oni mnie zabiją, jakaś moja cząstka nadal będzie żyć w tym dziecku, które nosisz pod sercem.
- To akurat przeboleję, bo to dziecko jest najwspanialszym darem, jaki od ciebie dostałam i akurat za nią ci dziękuję. I tyle. A teraz się stad wynoś, jeśli łaska!
- Wyniesie się – powiedział spokojnie Marco. – Ale na inny świat.
- Nie! Proszę, nie zabijajcie go! Niech wyrzuty sumienia oraz smutek i tęsknota zrobią swoje. Myślę, że taka psychiczna kara będzie la niego o niebo lepsza, niż śmierć.
- Kobieto! On zabił dwójkę moich ludzi!
- Wiem to i bardzo nad tym boleję. Ale zabijając go, nie przywrócimy im tym życia – odparłam, patrząc poważnie na Włocha.
- Twoja kobieta wodzi m nie za nos, żołnierzu! – prychnął Marco z udawaną powagą, patrząc na Sebastiana, który objął mnie mocno w pasie. – Niech ci będzie! Nie zabiję go...
- Dziękuję – rzuciłam mu się na szyję.
- Wikuś, czy ty czujesz coś jeszcze do tego palanta? – zapytał mnie cicho Bucky po polsku. Michał spojrzał na mnie uważniej, ale ja stanowczo zaprzeczyłam.
- Nie, Bucky. Jedynie pogardę, ze zniżył się do takiego poziomu. I żal, że kiedyś byłam na tyle głupia, że uwierzyłam w jego piękne słówka i związałam się z nim – wyjaśniłam.
- Wiktoria! Ja nadal cię kocham! – krzyknął Michał. Podeszłam do niego i strzeliłam go z liścia.
- Nie istniejesz już dla mnie, rozumiesz? – wycedziłam przez zaciśnięte zęby. – Nie próbuj się już ze mną nigdy więcej kontaktować, bo własnoręcznie skręcę ci kark! Identycznie będzie w wypadku, gdybyś pojawił się w życiu mojego dziecka. Wtedy ci już nie daruję!
Obróciłam się na pięcie i wyszłam z pomieszczenia, trzaskając drzwiami.
- Nie wiem, co ona powiedziała tego skurwysynowi, ale raczej nie chciałbym, by takim tonem odezwała się do mnie... – powiedział Vincenzo, klepiąc Sebastiana po ramieniu.

2 173 czyt.
100%123
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1775 słów i 10035 znaków, zaktualizowała 15 sty 2017.

3 komentarze

 
  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 · 15 sty 2017

    Mega  

  • Lalli

    Lalli · 15 sty 2017

    Mega

  • Juliaaajl

    Juliaaajl · 15 sty 2017

    Super , kochana. Cieszę się, że przerwałaś ten przestój w pisaniu. Więcej czasu życzę i mniej nocek w pracy