Opowieść inna, niż inne - rozdział 26

Opowieść inna, niż inne - rozdział 26Trzy tygodnie później.

- W tej sukni wyglądasz jak księżniczka! - zachwyciła się Bianka, przyglądając mi się z zachwytem. Ponownie obejrzałam się w lustrze i niechętnie musiałam przyznać przyjaciółce rację, bo osobiście wolałam coś dużo węższego i skromniejszego.
- No nie wiem — mruknęłam, oglądając się na wszystkie strony.
- Czego nie wiesz? - obruszyła się natychmiast Sylvia. - Wyglądasz zjawiskowo! Bucky będzie zadowolony!
- Nie twierdzę, że wyglądam brzydko — odparłam szybko. - Ale to nie jest mój typ sukni. Czuję się w niej bardzo ociężale, jest jej jakby za dużo. Chyba zdecyduję się na coś lżejszego i mniej wystrzałowego.
- Ale... - chciała zaprotestować Bianka, ale przerwała jej Monique, mówiąc ostro:
- Uspokój się! Wiktoria woli skromniejszą suknię i taką właśnie wybierze, a ty nie masz prawa wtrącać się do jej decyzji!
Bianka spuściła głowę, pomamrotała coś cicho pod nosem i przeprosiła mnie szybko.
- Nic się nie stało — uśmiechnęłam się do niej szczerze, bo bynajmniej nie uraziła mnie niczym i z pomocą ekspedientki i Sylvii ściągnęłam suknię, by następnie poprosić o skromniejszą kreację.
- Cudna — wyszeptałam wzruszona, ponownie się przeglądając w kilku wysokich lustrach ustawionych półkolem wokół postumentu, na którym stałam.
- Muszę się z tobą w pełni zgodzić! - zaśmiała się panna Pescarra, oglądając mnie jak manekina. - Jestem przekonana, że Sebastian nie będzie mógł oderwać od ciebie wzroku!
Zachichotałyśmy wszystkie cicho i znów spojrzałyśmy na moje odbicie.
- Sylvia, a może ty kupisz tamtą suknię? - zaproponowałam. - Mówiłaś, że z Vincenzo chcecie odnowić ślub...
- Tak, zwłaszcza że zbliża się, jak wszyscy podejrzewamy, to decydujące starcie pomiędzy naszymi siłami a HYDRĄ. Chciałabym, by Vince ponownie stał się moim mężem — powiedziała poważnie. Kiwnęłam głową ze zrozumieniem.
Gdy suknię i dodatki do niej miałam już kupione, a Sylvia cieszyła się z własnego zakupu, pojechałyśmy do restauracji na obfity i gustowny obiad.
- Jestem ciekawa, jak Sebastianowi idzie szkolenie naszych ludzi... - powiedziała Monique w czasie deseru, który składał się z ciasta, dużej ilości lodów i przepysznej kawy.
- Tak, też mnie to lekko nurtuje. Wiem, jak Seba ćwiczy i szczerze powiedziawszy, trochę się obawiam stanu chłopaków po tym szkoleniu — powiedziałam. Kobiety spojrzały na mnie lekko niepewnie i zarządziły natychmiastowy odwrót do rezydencji. Wpakowałyśmy się więc z zakupami do samochodu i ruszyłyśmy w drogę powrotną. W domu byłyśmy już po kilkunastu minutach. Panowała w nim cisza. Nienaturalna wręcz i mocno niepokojąca. Najpierw pognałyśmy do pokoju Bianki, by ukryć kreacje, a potem natychmiast rozpoczęłyśmy poszukiwania chłopaków, bo fakt, że nigdzie nie było nawet naszych zaufanych ochroniarzy, wzbudzał niemały niepokój. Jednakże nigdzie nie było widać żadnych śladów jakiejkolwiek walki i właśnie to jeszcze bardziej wzmogło naszą czujność. W naszym apartamencie spokojnie siedziała tylko opiekunka z Leną i to wszystko. W całej willi ani żywego ducha!
- Może trenują w piwnicy? - zaproponowała w końcu Monigue. Na to nie wpadłyśmy! A przecież piwnica była wygłuszona i pewnie dlatego, nie słyszałyśmy żadnych hałasów!...
Zeszłyśmy więc schodami w dół i niemal, gdy tylko otworzyłyśmy drzwi do pomieszczenia treningowego, do naszych uszu doleciał odgłos tłukących się facetów. Weszłyśmy do środka akurat w doskonałym momencie, by być naocznymi świadkami tego, jak Sebastian ich szkoli. Akurat atakował jakiegoś postawnego blondyna, który starał się ze wszystkich sił bronić przez niemal rozjuszonym Buckim... Z lekkim przerażeniem patrzyłam, jak Seba łapie mężczyznę za przód koszulki i obija go o ścianę.
- Bucky, nie! - wrzasnęłam, bo wystraszyłam się, że Żołnierz bierze nad nim kontrolę. Wszyscy momentalnie odwrócili się w naszą stronę, bo wcześniej jakoś nie zauważyli naszego wejścia, zajęci obserwacją treningu i nagrywaniem go. - Nie! - powtórzyłam, podchodząc do zdumionego Sebastiana.
- Co nie? - zapytał głupio, wciąż zaciskając lewą dłoń na koszulce "przeciwnika".
- Zostaw go — poprosiłam cicho i błagalnie. Seba spojrzał na mnie krzywo i rozluźnił uchwyt.
- Skończmy na dzisiaj — zdecydował Marco.
Bucky kiwnął mu głową i objął mnie mocno w pasie.
- Idziemy? - zapytałam cicho.
- Tak — potwierdził i wyszliśmy na górę. Zwolniliśmy opiekunkę do domu i dopiero wtedy się odezwałam:
- Co ty wyprawiasz?
- Niby co? - zapytał, ściągając bluzę.
- To, wszystko! - machnęłam ręką zniecierpliwiona. - Przecież jeszcze chwila i ten facet leżałby pod gruzem po drugiej stronie ściany! Zapomniałeś, że jesteś dużo silniejszy, niż inni?
- Nie — odparł natychmiast. - I to nie był mój pomysł, bym walczył tak, jak normalnie, tylko Marco...
- Po cholerę? - zdziwiłam się.
- Bo gdy dojdzie już do walki, to bardzo wątpię, by żołnierze HYDRY wstrzymywali bądź osłabiali swe ciosy tylko dlatego, że przyszło im walczyć ze zwykłymi ludźmi — powiedział, podchodząc do mnie i obejmując mnie mocno. Niemal zaborczo. Nachylił się nade mną i pocałował mnie w szyję tuż za uchem. - Mam na ciebie ochotę — wymruczał, gładząc mnie po plecach i schodząc dłońmi coraz niżej. Mój oddech przyspieszył, gdy poczułam, jaki Sebastian jest napalony. Gwałtownie przywarłam wargami do jego ust, zarzucając mu ręce na szyję. Złapał mnie za tyłek i uniósł do góry. Objęłam go nogami w pasie. Kiedy już legliśmy na łóżku, nasze ekscesy przerwało nagle kwilenie obudzonej Lenki. Jęknęłam, bo Sebastian zdążył mnie już do połowy rozebrać!
- Ja się nią zajmę — zdecydował Seba i podniósł się z łóżka, obdarzając mnie jeszcze długim pocałunkiem.
Po chwili płacz małej ustał, a Seba wrócił do mnie i położył się obok.
- No i całe podniecenie szlag trafił! - mruknął, wywołując u mnie cichy chichot.
- Teraz już tak będzie — odparłam, gładząc go po torsie. - Umyłbyś się, co? Cuchniesz!
- Ale przez to jestem jeszcze bardziej pociągający! - puścił mi oczko i poruszył sugestywnie brwiami.
- Fuj!
- A przed chwilą to sama byłaś napalona — zaśmiał się i znów znalazł się tuż nade mną. - Czyż nie? - podniósł mi ręce do góry, tak że znalazły się nad moją głową i przytrzymał lewą ręką.
- Co robisz? - zaśmiałam się.
- Rozpalam cię, kochanie — powiedział uwodzicielsko, rozpinając spodnie, a następnie podciągając mi bluzkę aż pod szyję.
- Seba... A jeśli mała znów się obudzi?
- To zajmie się nią Bianka — odparł, całując mnie po płaskim brzuchu.
- Zaniosłeś ją do niej? - zdziwiłam się, coraz mocniej drżąc w jego objęciach.

Dwie godziny później podjęłam przerwaną rozmowę z Sebastianem.
- Boję się o ciebie, Bucky — wyszeptałam, leżąc przytulona do jego klatki piersiowej.
- Czemu? - zapytał.
- Bo znów zachowujesz się tak, jakby przejmował nad tobą kontrolę — odparłam smutno.
- Kochanie — mruknął, obejmując mnie mocno — obiecałem ci, że już nigdy się w niego nie zmienię. Gdyby jednak miało się tak stać z jakiegoś powodu, obiecuję, że nigdy cię nie zapomnę! Nie musisz się obawiać, że mnie utracisz...
- Kocham cię!
- A ja ciebie, Mycha. Tylko ciebie i Lenkę. Obiecuję ci, że zniszczę HYDRĘ i wszystkie wytwory ich chorej działalności, a wtedy oboje zaznamy spokoju i już nic i nikt nam nie będzie zagrażał.
- Wrócimy do Polski? - zapytałam nieco płaczliwie.
- Oczywiście! - przytaknął natychmiast, a jego głosie wyczułam lekkie drżenie. Wiedziałam, że on także bardzo tęskni za rodzicami i przyjaciółmi. Pogładziłam go po policzku i oparłam brodę na jego piersi, patrząc mu głęboko w oczy.
- Wrócimy! - przytaknęłam.

1 322 czyt.
100%152
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe, użyła 1469 słów i 8074 znaków.

2 komentarze

 
  • Fanka

    Fanka · 27 cze 2017 · 202628533

    Swietne! Gratuluje dziewczyno! Mam nadzieje ze szybko dodasz kolejna Pozdrawiam!

  • zabka815

    zabka815 · 27 cze 2017

    Super część jak wszystkie wiesz, że uwielbiam te opowiadanie. Super warto było czekać tyle czasu . Dziękuję