Opowieść inna, niż inne - rozdział 29

Opowieść inna, niż inne - rozdział 29*+18*

Jęknęłam, gdy Konrad zaczął się poruszać jeszcze szybciej.
- Dobrze ci? - zapytał, całując moje nagie piersi.
- Mmm, nie przestawaj, proszę!
Wedle rozkazu — zaśmiał się i zagryzł lewy sutek. Syknęłam z rozkoszy i oplotłam go nogami. Wszedł jeszcze głębiej, a ja miałam wrażenie, że zaraz spadnę w bezdenną przepaść. Po chwili poczułam, jak we mnie drga.
- Zrób to! - poprosiłam go ochryple. Zamknął mi natychmiast usta mocnym pocałunkiem. Nasze języki połączyły się w szaleńczym tańcu. W końcu jednak jęknął i poczułam, jak wewnątrz mnie rozlewa się gorący strumień spermy. Opadł na mnie po chwili. Nasze ciała lśniły od potu, a w powietrzu unosił się mocny zapach odbytego stosunku.
*+18*

- Jesteś niesamowita — powiedział, gdy już był w stanie złapać oddech.
- Raczej ty — zaśmiałam się, całując go w nos.
- Co teraz będzie? - zapytał, kładąc się obok. Wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem. Jak na razie chyba nie chcę myśleć o konsekwencjach — przyznałam.
- Powiesz Sebastianowi?
- Mówię ci, że nie wiem. Ale raczej nie.
- Dlaczego? Zostawisz go tak bez słowa?
Podniosłam się na łokciu i spojrzałam na niego uważnie.
- Nie, nie zostawię. To, co właśnie zrobiliśmy... Poniosło nas. To nie powinno się nigdy wydarzyć.
- Czemu? Oboje przecież tego chcieliśmy. Nie zmusiłem cię ani nie zgwałciłem, więc czemu teraz to tak nagle przekreślasz?
Nie odpowiedziałam od razu, tylko usiadłam na łóżku.
- Popełniliśmy błąd, Konrad — odparłam w końcu. Mężczyzna podniósł się do siadu i objął mnie od tyłu.
- Nie myślmy o tym na razie, co? - powiedział, przytulając twarz do moich włosów. Obróciłam się w jego stronę i momentalnie zatonęłam w głębi jego spojrzenia, bezczelnie spychając w głąb wyrzuty sumienia. Uśmiechnął się, widząc moją zagryzioną wargę.
*+18*
- Ktoś tu chyba ma jeszcze ochotę — mruknął, pociągając mnie tak, że znalazłam się na nim.
- Masz rację — uśmiechnęłam się lubieżnie. - Ale teraz pobawimy się inaczej!
Przekrzywił lekko głowę, nie bardzo wiedząc, co mam na myśli, ale kiedy zsunęłam się do jego podbrzusza, zaśmiał się, mówiąc:
- Oh, ty niegrzeczna dziewczynko! Nie każ mi dłużej czekać!
Po chwili jęknął tak głośno, że wystraszyłam się, czy aby nie zrobiłam mu niechcący krzywdy. Kiedy jednak machnął ręką, że wszystko jest w porządku, kontynuowałam. Jakiś czas później oderwał mnie jednak od siebie i przewrócił na plecy.
- Nie tak szybko, kochanie. Wiem, co chciałaś zrobić, i ja to zrobię, ale w twojej słodkiej dziureczce — powiedział, wchodząc we mnie gwałtownie. Tym razem był ostrzejszy i już wkrótce nasze ciała zaperliły się od potu, a oddechy stały się spazmatyczne. Doszliśmy w tym samym czasie, niemal krzycząc z rozkoszy. Między nogami czułam spływające strumyczki lepkiej spermy.
- Kocham cię, Wiki — wyszeptał mi do ucha kilka chwil później. - I nawet nie wiesz, jak bardzo bym chciał, byś ze mną po tym zaszła.
Uśmiechnęłam się tylko delikatnie i zapadłam w sen.
*+18*

Gdy obudziłam się rano, bo Lena zaczęła płakać, Konrad nadal spał. Zerknęłam na niego, gdy karmiłam małą i musiałam przyznać, że był bardzo pociągający. No i przede wszystkim miał obydwie ręce, chociaż bioniczne ramię Bucky'iego nie przeszkadzało mi jakoś specjalnie. Westchnęłam i przeniosłam wzrok na córeczkę. Piła mleko, patrząc na mnie tymi swoimi dużymi, niewinnymi oczami. Targnęły mną wyrzuty sumienia. Nie powinnam była tego robić! Dziecko zasługiwało na szczęście i stabilizację, a nie na taką szarpaninę, w jaką się wplątałam. A miałam poważne przypuszczenia, że jeśli Sebastian się o tym dowie, zrobi się mało przyjemnie!...
- Martwisz się — usłyszałam. Odwróciłam się w stronę łóżka i zauważyłam, że Konrad uważnie mi się przygląda.
- A ty się nie martwisz? - zapytałam.
- Nie — pokręcił głową. - Nie martwię się, bo jestem niemal pewny, że wszystko będzie dobrze.
- Skąd w ogóle możesz to wiedzieć?
- Podpowiada mi to intuicja, skarbie. - wstał i podszedł do mnie, spoglądając czule na Lenkę. - Wiesz dobrze, że moglibyśmy stworzyć szczęśliwą rodzinę...
- Konrad, proszę cię. Nie komplikuj tego jeszcze bardziej, dobrze? - jęknęłam. Pogładził mnie po policzku.
- Kochanie, ja nie chcę niczego komplikować, wręcz przeciwnie! Chcę, by wszystko ułożyło się jak najlepiej!
- Niby dla kogo?
- Dla nas oczywiście! Weźmiemy ślub, wszystko będzie tak, jak być powinno.
- Nie uważasz, że odrobinę się zapędziłeś? Ślub, Konrad, to ja biorę z Sebastianem i tego nic już nie zmieni — przypomniałam mu.
- Gadanie! Zawsze i wszystko może się zmienić...
- Taaa, jasne... A co z Buckim?
- Wytłumaczę mu wszystko!
- Wątpię, byś miał szansę. Jeśli dowie się o naszym romansie, wpadnie we wściekłość i wybacz mi, ale wątpię, byś cało wyszedł z tego pojedynku!
- Aż tak bardzo we mnie nie wierzysz? - obruszył się. Pokręciłam głową.
- To nie jest brak wiary w ciebie, tylko znajomość możliwości Sebastiana. Uwierz mi, on wtedy nie będzie się hamował i wcale bym się nie zdziwiła, gdyby kontrolę nad nim przejął Zimowy Żołnierz bez żadnego kodu aktywacyjnego! A wtedy nie będzie co zbierać!
- Ten człowiek jest niebezpieczny! Nie powinnaś dłużej z nim być. Dla dobra swojego i dziecka. Skąd wiesz, czy kiedyś w przypływie złości nie wyrządzi wam jakiej krzywdy? - za wszelką cenę próbował przekonać mnie do swoich racji.
- Konrad, idź już. Jeśli nas ktoś nakryje...
- Obronię cię!
- Konrad! - huknęłam na niego, bo mnie zirytował. - Idź, naprawdę!
- Dobrze — skapitulował wreszcie, ubrał się pospiesznie i wymknął na korytarz, uprzednio sprawdzając, czy nikogo tam nie ma. Ja natomiast natychmiast wywietrzyłam sypialnię i doszłam do wniosku, że nie pociągnę tego dalej. Udało mi się nawet utrzymać Konrada z daleka od siebie, ale to głównie dlatego, że więcej czasu spędzałam z Sylvią. Pod koniec piątego dnia Konrad nie wytrzymał. Wszedł za mną do mojego apartamentu, taszcząc mi torby z zakupami, na które wybrałyśmy się z dziewczynami.
- Co jest? - zapytał, odstawiając pakunki.
- Wtorek — odparłam, udając, że nie wiem, o co mu chodzi.
- Wiktoria! Bardzo cię proszę, nie zgrywaj się ze mną, jasne?! Dlaczego tak nagle zaczęłaś mnie unikać?
- Bo to wszystko nie ma sensu i przede wszystkim nie powinno się nigdy zdarzyć, rozumiesz? - zezłościłam się. - Nigdy!
- A pomyślałaś o tym, co będzie, jeśli zajdziesz ze mną w ciążę? Być może nawet już jesteś, tylko jeszcze o tym nie wiemy?! - powiedział, obejmując mnie niespodziewanie.
- Nie będzie żadnego dziecka, Konrad! - syknęłam. - Wybij to sobie z głowy, jasne?!
Puścił mnie.
- Dlaczego tak bardzo nie chcesz przyznać, że też coś do mnie czujesz? - zezłościł się. - Dlaczego tak zapamiętale się bronisz przed tym, co nas połączyło?
- Nic nas nie połączyło! To był jeden wyskok, nic więcej... Poza tym ja nie zdradzam ukochanego z pierwszym lepszym facetem!
- Tak, oczywiście! - prychnął. - Zdaje się, że... Michał miałby coś innego do powiedzenia na ten temat!
Tego było dla mnie już zdecydowanie za dużo! Trzasnęłam go w twarz, aż mlasnęło!
- Wynoś się stąd! - syknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Jeszcze do mnie wrócisz! - odparł i wyszedł.
Westchnęłam ciężko, starając się opanować buzujące we mnie emocje, co aktualnie wcale nie było łatwe. Dlatego też szybko sprawdziłam, czy mała nadal śpi, a potem wskoczyłam pod bardzo letni prysznic. Gdy tylko poczułam spływające po mnie strugi wody, poczułam się zdecydowanie lepiej, choć oczywiście nerwy nadal miałam zszargane...
Ranek następnego dnia przyniósł nam trochę niespodzianek, bowiem gdy zeszłam do jadalni na śniadanie, z kuchni dobiegły mnie głosy wszystkich domowników. A gdy zajrzałam do środka, ujrzałam Sebastiana siedzącego na jednym z krzeseł. Nieopodal niego stał wściekły Konrad. Rzuciłam mu triumfalne spojrzenie i wpadłam w objęcia Bucky'iego, całując go namiętnie. Był co prawda poobijany, ale cały.
- Jak się czujesz? - zapytałam Sebę.
- Poobijany, ale nad wyraz szczęśliwy. Udało mi się zlikwidować dwóch Żelaznych Żołnierzy.
- Nie żartuj! - no to mnie zaskoczył!
- Nie żartuję — uśmiechnął się blado. - Choć wcale nie było łatwo, dałem im radę.
- Jak? - zapytał cierpko Konrad. Spojrzeliśmy na niego jednocześnie z Sebastianem — on w miarę przyjaźnie, ja przeciwnie.
- Jestem lepiej wyszkolony — udzielił wymijającej odpowiedzi.
- Wcześniej sądziłeś coś innego...
- Miałem farta, ok? Nie wiedzieć czemu, oni walczyli uczciwie, ja nie! Taka odpowiedź cię satysfakcjonuje?
Konrad kiwnął tylko głową i nie powiedział już nic. Zezłościło mnie to, że podważał słowa Bucky'iego, ale nie chciałam się odzywać, by nie wszczynać awantury, w czasie której mogło wyjść kilka brudnych rzeczy!
Nie rozwinęliśmy jednak dalszej dyskusji, bo zanim ktokolwiek z nas zdążył się odezwać, na schodach dał się słyszeć rumor szybkich kroków i do kuchni wbiegł wzburzony Paulo, trzymając coś podłużnego w ręce. Bianka, która ledwo nań spojrzała, zbladła gwałtownie. W milczeniu, jakie zapanowało, w napięciu wpatrywaliśmy się w młodego Włocha.
- Kto? - zapytał poważnie, patrząc na Biankę, która zachowywała się tak, jakby miała ochotę stamtąd uciec.
- Nie wiem, o czym mówisz! - próbowała się bronić.
- Bianka! - huknął na nią, aż podskoczyła, w ogóle nie przejmując się tym, że w pomieszczeniu są jej rodzice. - Nie rób ze mnie idioty! Czemu to wyrzuciłaś? I po raz ostatni pytam: kto?
- Ty — przyznała cicho.
- Więc?...
- Tak — zwiesiła głowę i nagle zaczęła płakać.
- Co jest? - zapytał mnie cicho Sebastian po polsku.
- Jest w ciąży — wyjaśniłam szeptem.
- Skąd wiesz? - zdziwił się.
- Widzisz ten biały "długopis" w ręku Paulo?... To test ciążowy. Dziwi mnie tylko, że wyrzuciła go do kosza w pokoju Paulo — odparłam. Tymczasem Marco wpatrywał się w przedmiot trzymany przez jego człowieka i twarz mu coraz bardziej purpurowiała.
- Ty! - ryknął w końcu, dopadając do chłopaka. Sebastiana i Vincenzo natychmiast podniosło z miejsc, Konrad oderwał się od blatu wyspy kuchennej, po raz pierwszy autentycznie zapominając o mojej obecności. - Jak śmiałeś?
- Marco, spokojnie! - Monique próbowała go uspokoić, ale zdaje się, że mąż nawet jej nie słyszał, próbując udusić Paulo. Gdy ten w końcu mocno zsiniał, chłopcy zdecydowali się zainterweniować. Z niejakim trudem odciągnęli impulsywnego Pescarrę od przyduszonego Paulo. Sebastian dodatkowo odgrodził ich od siebie, stając pomiędzy nimi. A ze swoją wagą ponad stu kilogramów, był praktycznie nie do ruszenia, jeśli się zaparł.
- Żyjesz? - zapytał Paula, gdy ten łapał spazmatycznie powietrze za jego plecami, wspierany przez wciąż płaczącą Biankę.
- Ja jej nie opuszczę! - wychrypiał, wyglądając zza Sebastiana. - Kocham ją i na pewno nie namówię jej do żadnej głupoty typu usunięcie ciąży, czy oddanie dziecka do adopcji.
- Więc co chcesz zrobić? - zapytała łagodnie Monique.
- Ożenić się z nią i mieć więcej dzieci.
- To dobrze...
- Paulo, naprawdę nie jesteś na mnie zły? - zapytała dziewczyna.
- Oczywiście, że nie. Raczej smutny, że mi nie zaufałaś i nie powiedziałaś od razu o ciąży.
- Przepraszam...
- Seba, chodźmy. Niech załatwią to między sobą. Nie jesteśmy im tu do niczego potrzebni — powiedziałam cicho, nachylając się do jego ucha. Kiwnął głową i zabierając talerz kanapek i sok pomarańczowy, wróciliśmy na górę.
Po wejściu do naszego apartamentu Bucky natychmiast podszedł do Lenki i wziął ją na ręce, a następnie bardzo delikatnie przytulił.
- Tak bardzo się za wami stęskniłem — poinformował mnie, całując czule.
- A my za tobą, kochanie. Dobrze, że znów tu jesteś.
- Za dwa tygodnie znów wyjeżdżam... Mamy w planach trochę zakłócić bal głównych założycieli i dyrektorów HYDRY oraz zniszczyć pewne drogie im zapasy i bazę w Rosji.
- Wiesz, że pakujesz się w paszczę lwa? - zapytałam zaniepokojona.
- Kociaku, tylko w ten sposób zapewnię wam bezpieczeństwo, o które przecież najbardziej mi chodzi! - przytulił mnie mocno jedną ręką i mruknął ukontentowany. - Jak dobrze być przy tobie... Ile jeszcze pośpi?
- Pewnie z pół godziny, a co?
- A bo mam na ciebie ochotę i chciałbym się z tobą trochę pokochać, wiedząc, że się tak prędko nie obudzi — wyjaśnił. Zaśmiałam się przez ściśnięte gardło.
- Więc idź wziąć prysznic, najlepiej taki długi, a ja w tym czasie ją przewinę i nakarmię. A potem będę już w całości dla ciebie. Pasuje? - zaproponowałam.
- Oczywiście!

*+18*
Godzinę później uśmiechnęłam się szeroko, gdy Sebastian jęknął głośno w czasie seksu oralnego.
- O tak! Nie przestawaj, skarbie! - wycedził przez zęby, wplatając palce w moje włosy. Przyspieszyłam ruchy. - Wystarczy! - wyszeptał, co mnie zdumiało, bo wyraźnie czułam, jak blisko już był. Podniósł się i polecił mi, bym klęknęła na łóżku.
- Na pieska, co? - domyśliłam się natychmiast.
- Dokładnie! - zaczął całować mnie po szyi i plecach, a potem położył obydwie dłonie na moich biodrach i wszedł we mnie płynnym, gwałtownym ruchem. Syknęłam z czystej rozkoszy. Poruszał się szybko i niebywale głęboko, za każdym razem uderzając jądrami o moje wypięte pośladki. Po chwili poczułam, jak jego palec wędruje do mojego najczulszego punktu. Mruknęłam zadowolona.
- Obiecuję, że będzie ci jeszcze lepiej! - wydyszał, przyspieszając.
I miał stuprocentową rację, bo po wszystkim przez niemal godzinę leżeliśmy niemal bez tchu, a Konrad poszedł w zapomnienie.
- Kocham cię — powiedziałam, całując go w obdrapany policzek.
- A ja ciebie i już wprost nie mogę się doczekać, kiedy weźmiemy ślub i zostaniesz moją żoną.
- Jesteś wspaniały, Bucky!
*+18*

Następne dwa tygodnie pomimo licznych zajęć Sebastiana, który szkolił licznych rekrutów mafii, coraz więcej czasu znajdowaliśmy dla siebie i przynajmniej przez ten czas nie musiałam korzystać z ochrony Konrada, co było mi bardzo na rękę. Niestety znów miało się to zmienić, bo chłopcy przecież wyjeżdżali!
- Dobrze, że Konrad będzie cię pilnować — powiedział Sebastian w dniu wyjazdu bardzo wcześnie rano.
- Zdecydowanie wolałabym, abyś to ty przy mnie był! - prychnęłam, ale wiem, że masz swoje zadania i musisz się z nich wywiązać. Jakoś przeboleję.
- Nie lubisz go? Jest przecież całkiem w porządku — zdziwił się.
- Lubię — przyznałam. - Po prostu wtedy, gdy on jest przy mnie i Lenie, drżę cały czas o twoje życie. I choć jest miły, nie potrafi mnie uspokoić - odparłam, wyjawiając tylko część prawdy.
- Spokojnie — objął mnie mocno. - Gdy ta akcja się nam powiedzie, przypuszczam, że niewiele czasu już zostanie do zniszczenia HYDRY, a wtedy nic nas nie rozdzieli i Konrad nie będzie już potrzebny... Hej, obiecuję ci, że wszystko będzie dobrze, jasne?
- Dobrze.
- Pogadam z nim jeszcze, bo mam kilka ważnych spraw. Idziesz ze mną?
- Idę!

- Konrad, ufam ci i wiem, że przy tobie obydwie moje dziewczyny są bezpieczne, ale mimo to, bardzo cię proszę, uważaj na nie — powiedział w kilka minut później Seba, gdy w trójkę staliśmy na korytarzu.
- Zawsze uważam i nie spuszczam z nich wzroku! - odparł z tak mocnym podtekstem, że aż byłam zdumiona, że Bucky go nie wyczuł.
- Obecnie musisz być podwójnie ostrożny, bo będziemy zbyt daleko, by dotrzeć tu na czas w razie jakiegoś niebezpieczeństwa, a HYDRA może wtedy zaatakować dom. Dlatego, gdybyś w którymkolwiek momencie uznał, że są zagrożone, wywieź je stąd w bezpieczne miejsce. Zostaw mi wiadomość o tym w kawiarni przy fontannie na rynku, a ja was odnajdę.
- Oczywiście...
- Nigdzie nie pojadę! - obruszyłam się, bo rozmawiali tak, jakbym wcale nie stała obok.
- Pojedziesz! - warknął Sebastian.
- Jakoś sobie poradzę — zapewnił go Konrad. Bucky odciągnął mnie na odległość i wyszeptał:
- Nie mogę cię stracić, rozumiesz? Dlatego, jak tylko powie ci, że masz się pakować, zrób to i nie oglądaj się na nic! Ja was potem odnajdę, nawet gdybym nie dostał informacji, gdzie was zabiera!
- Kocham cię!
- A ja ciebie, Mycha...

- Znów zostaliśmy sami — zauważył Konrad, gdy samochody zniknęły za bramą, a domownicy gdzieś się rozleźli.
- Zgadza się — przytaknęłam, patrząc w dal.
- Dalej masz zamiar tak mnie unikać? - zapytał, delikatnie nachylając się w moją stronę.
- Tak, dokładnie!
- Więc jak mam cię chronić?
- Na odległość?! - zdenerwowałam się.
- O takim sposobie jeszcze nie słyszałem i śmiem wątpić, by odniósł on jakieś efekty... Wiki, nie bądź taka uparta, proszę!
- Bo co mi zrobisz? - zapytałam natychmiast. Pokręcił ze zrezygnowaniem głową i pociągnął mnie do domu.
- Wejdźmy do środka. Nie chcę, byś tu stała dłużej, niż jest to konieczne. Zamierzam w pełni wypełnić polecenie Sebastiana, nawet jeśli się o to na mnie obrazisz!
- To pewnie i tak cię nie odstraszy — prychnęłam, walcząc z dziwną falą nagłych mdłości. - I nadal będziesz chciał, bym do ciebie odeszła, prawda? - wyszeptałam. Kiwnął głową.
- Nie zrezygnuję z ciebie, Wiki! - mruknął, zatrzymując mnie na korytarzu. Rozejrzał się w obawie, czy nikt nas nie podsłucha. - Zakochałem się w tobie, jak głupi szczeniak, a jestem o całe sześć lat starszy od ciebie!
- Podobno wiek nie zna granic, gdy ludzie prawdziwie się kochają — odparłam cicho, odwracając się do niego. Uśmiechnął się, więc natychmiast skorygowałam. - Ale ja kocham Sebastiana. Nie ciebie.
Zmarkotniał.
- Jak ja mam cię do siebie przekonać, co?
- Wątpię, by ci się to udało. Cudnie się z tobą rozmawia, ale tutaj nie może być mowy o żadnej miłości, Konrad. Moje serce jest już zajęte! I nie zmusisz mnie, bym przestała kochać Sebastiana.
- Nie, nie zmuszę — przyznał. Ale być może kiedyś sama się do mnie przekonasz. Będę czekać. I zawsze cię kochać!
- Konrad! - jęknęłam, ukrywając twarz w dłoniach. - Namieszałeś mi w głowie!
- Czyli co? Nie wiesz, którego z nasz tak naprawdę kochasz?
- Kocham Sebastiana! - nieomal krzyknęłam, wycofując się nagle, bo poczułam, że powiedziałam już zbyt dużo. - I nic już nie wiem! Idź już, dobrze? Chcę pobyć sama.
- A ja pomimo wszystko wciąż muszę cię pilnować...
- Więc siedź pod drzwiami!
- Stamtąd nie będę cię widzieć.
- Właź! - warknęłam, wpuszczając go do środka. - Idę pod prysznic, a ty nie podglądaj i niczego nie ruszaj!
Gdy wyszła z łazienki, ujrzałam go siedzącego na jednym z krzeseł i trzymającego na rękach Lenę.
- Co ty robisz? - zapytałam ze strachem.
- Dałem jej mleka, bo płakała.
- Skąd wiedziałeś jak?
- Nie raz, nie dwa widziałem, jak ty to robiłaś... Jest słodka. I taka grzeczna. Wiesz dobrze, że byłbym dla niej cudownym ojcem.
- Tak, no cóż... Dziękuję — speszyłam się, bo tak uroczo wyglądał z małą na rękach. I trzymał ją tak czule, jakby faktycznie był jej biologicznym ojcem, którym przecież Sebastian również nie był...
- Oddaj mi ją — poprosiłam i gdy to robił, przez przypadek dotknęłam jego dłoni. Przeszedł mnie dreszcz, gdy nasze oczy i usta się spotkały. Niemal uciekłam do jej pokoju. Poszedł tam za mną.
- No i znów przez ciebie wszystko poszło w pizdu! - zgłosiłam pretensje, usypiając córeczkę.
- Przeze mnie? A kto mnie teraz pocałował?
- To przez te twoje oczy! One tak na mnie działają!
- To dobrze — odparł i przytulił mnie mocno, całując w czubek głowy.

Cztery dni później, w czasie których dwukrotnie się kochaliśmy, wrócił Sebastian. Był wyjątkowo zły.
- Co się stało? - zapytałam go delikatnie.
- Wpadliśmy w zasadzkę. Zginęło troje moich ludzi, a Vincenzo jest ranny. A za dwa dni znów wyruszamy. Czuję się tak, jakbym tracił grunt pod nogami — wyjaśnił, ukrywając twarz w dłoniach.
Przytuliłam się do niego, co zawsze dodawało mu otuchy. Teraz chyba również, bo uśmiechnął się blado, gdy głaskałam go po włosach.
- Dziękuję, że tu jesteś — wyszeptał, całując mnie mocno.

Przez trzy kolejne tygodnie, w czasie których Sebastian przyjeżdżał na dwa, góra trzy dni, niejednokrotnie jeszcze kochałam się z Konradem. Było nam razem dobrze, poczułam się jeszcze mocniej kochana, Lena ewidentnie też go polubiła, bo już nie płakała, jak na chwilę ją z nim zostawiałam, ale na nieszczęście wszystko to zauważyła Bianka. Przyszła nawet w tej sprawie do mnie pewnego dnia.
- Konrad, wyjdź! - powiedziała niemal od progu. Oboje bardzo zgodnie wytrzeszczyliśmy na nią oczy, bo prawdę mówiąc, nie bardzo miał gdzie wyjść, skoro siedzieliśmy w ogrodzie.
- Gdzie? - zapytał zaskoczony. - Poza tym nie wolno mi jej spuszczać z oczu!
Bianka westchnęła i rozejrzała się wokoło.
- Idź pod tamtą brzozę — wskazała kierunek dłonią. - I nie podchodź tu przez jakiś czas!
- Oczywiście — odparł i posławszy mi zdumione spojrzenie, odszedł, jak mu kazała. Spojrzałam na nią zdumiona.
- Co?...
- Siedź cicho, teraz ja będę mówić! - warknęła i stanęła przede mną, wsparta pod boki. - Co ty najlepszego wyrabiasz?!
- Ale co?...
- Co? Ty się pytasz co? Ja ci zaraz powiem! A to, że jak tylko Sebastian wyjeżdża, ty lecisz do Konrada! Na mózg ci już siadło, dziewczyno? Naprawdę jesteś tak perfidna?
Zmieszałam się lekko, ale postanowiłam podnieść rękawicę i odparłam pewnie:
- Konrad jest moim ochroniarzem, więc to chyba normalne, że spędzamy ze sobą dużo czasu, jak nie ma Seby?!
- Nie mydl mi oczu! Masz z nim romans! - tego się nie spodziewałam, więc zatchnęło mnie na chwilę. - Zaprzeczysz?
- Skąd w ogóle pomysł, że spotykam się z Konradem?
- Bo widzę, jak na siebie patrzycie! Myślisz, że jestem idiotką?! Paulo patrzy na mnie tak samo, jak Konrad na ciebie! Wiki, o ile pamiętam, to uciekłaś z Polski właśnie dlatego, by być z Sebastianem! A teraz co? Tak to wszystko nagle przekreślasz? Rozumiem, że brak ci Bucky'iego, a Konrad jest naprawdę atrakcyjnym facetem i niejednej pewnie zamieszał w głowie, ale daj spokój! Przez własną głupotę chcesz to wszystko zaprzepaścić? Wiesz, co Sebastian zrobi, gdy dowie się o tym romansie? Zemści się i to w taki sposób, że nie chciałabym wtedy być nawet w tym samym mieście, co on!
Zgrzytnęłam zębami, bo Bianka miała naprawdę sporo racji i pod jej wpływem w mojej głowie po raz pierwszy od pewnego czasu znów odezwały się wyrzuty sumienia. Zwiesiłam głowę i mruknęłam:
- Masz rację, to głupie...
- No właśnie! Więc może z łaski swojej w końcu się odseparujesz od niego w łóżku, co? Nie mówię, że masz go zwolnić z funkcji ochroniarza, ale ustaw go do pionu! - powiedziała. - Idę, a ty sobie to przemyśl!
Odeszła, a ja z powrotem klapnęłam sobie na leżak ogrodowy, ukrywając twarz w dłoniach. Nie chciałam w tej chwili płakać, bo wiedziałam, że Konrad natychmiast przyleci mnie pocieszać! A faktycznie powinnam sobie dać spokój i skupić się na przygotowaniach do własnego ślubu, który przecież miał się odbyć już za trzy miesiące! Westchnęłam, z trudem powstrzymując łzy i łkanie, kiedy podszedł do mnie niepewnie Konrad.
- Wszystko w porządku? - zapytał cicho, siadając obok. - Chyba jeszcze nigdy nie widziałem jej takiej wzburzonej!
- Nie, nic nie jest w porządku! - warknęłam. - I od kilku tygodni nie jest!
- Co? O czym ty mówisz? - zapytał, całkowicie zbity z tropu.
- O tym, Konrad, że wszystko, co było między nami, jest już skończone! Raz na zawsze!
- Znowu masz wahania nastroju? - mruknął, kręcąc głową.
- Nie! - warknęłam. - Nie mam żadnych wahań! Po prostu to dalej już nie może trwać! To zbyt niebezpieczne dla nas wszystkich!
- I nagle tak sama do tego doszłaś, co? - prychnął ze złością.
- Nie, Bianka otworzyła mi wreszcie oczy!
- Bianka? - zdziwił się. - A co ona ma do tego wszystkiego?
- Wie o nas — wyjaśniłam ponuro. Wytrzeszczył na mnie wzrok i zamarł.
- Żartujesz, tak? Powiedz mi, że żartujesz!
- Przykro mi, ale nie... Wybacz, ale tym razem, to już naprawdę koniec. Było mi z tobą naprawdę dobrze i myślę, że nigdy tego nie zapomnę, ale nie będę ryzykować. Wybacz.
Spojrzałam w jego smutne oczy i uciekłam do posiadłości.
Na drugi dzień chłopcy wrócili na dłuższy czas, a Konrad poprosił Marco o urlop, by zaopiekować się umierającą matką. Wyjechał kolejnego dnia, a ja zdumiona tym, że znów nie dostałam okresu, zrobiłam sobie test ciążowy. Wynik mnie dobił. Dwie kreski! Byłam w ciąży i nawet nie wiedziałam, czy z Sebą, czy może jednak z Konradem?!!!...

1 918 czyt.
100%145
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe i miłosne, użyła 4707 słów i 25419 znaków, zaktualizowała 21 sie 2017.

5 komentarzy

 
  • Almach99

    Almach99 · 31 maj 2018

    W koncu jakis glos rozsadku. Bravo Bianca. Nie cierpie zdrady. Nie mozna budowac trwalego zwiazku Na klamstwie I zdradzie. Nie wiem czy dokoncze czytac opowiadanie.

  • kamson1324

    kamson1324 · 24 sie 2017 · 287366597

    Czekam na następną część *o*

  • Fanka

    Fanka · 21 sie 2017

    No to ja jestem ciekawa kto bedzie tatusiem Ale mam nadzieje ze jednak Seba :-) I ze wybaczy jej to zachowanie Pozdrawiam

  • zabka815

    zabka815 · 21 sie 2017

    Robi się ciekawie Super część ja zawsze czekam na kolejną   .

  • Caryca

    Caryca · 21 sie 2017 · 193949593

    Witam kolejna część rewelacyjna jak zawsze zresztą oj biedni Ci bohaterowie    ale jak znam życie   wyprostujesz ich ścieżki    pozdrawiam i nie przestawaj pisać..... pozdrawiam