Za bardzo - Rozdział 25

Kuchnia moich przyjaciół sprawia wrażenie zbyt małej by pomieścić całą naszą trójkę. Krzysiek stoi oparty o szafkę i spogląda na mnie spode łba, zaciskając palce na kubku. Maja siedzi zgarbiona na krześle, a od męża oddziela ją kurtyna włosów. Znowu wygląda na wyczerpaną. Za każdym razem, gdy widzi, że na nią patrzę, wysila się na uśmiech. Uśmiech, który nigdy nie dosięga jej oczu. Jestem sfrustrowana, bo widzę, że dzieje się coś złego, ale ona milczy.

Kilka minut temu skończyłam opowiadać o problemach z Szymonem. Krzysiek nie potrafił się powstrzymać i co chwilę ciężko wzdychał, a Maja patrzyła na niego błagalnie. Nic z tego nie rozumiałam i dalej nie rozumiem.

Obracam głowę w stronę męża przyjaciółki.

– Wszystko gra? – pytam, chociaż doskonale znam odpowiedź.

– Jasne – odpowiada drwiąco. – Nie zauważyłaś?

– Przestań – szepcze Maja.

– Dlaczego? – Krzysiek przenosi wzrok na żonę. – Dlaczego mam przestać, do cholery? Przychodzi tutaj zawsze, gdy ma problemy.

– Krzysiek, proszę...

Maja jest bliska płaczu.

Marszczę brwi, bo coraz mniej rozumiem.

– Nie do końca wiem, co się właśnie dzieje, więc może mógłbyś mi wytłumaczyć, o co ci chodzi?

– O nic – kpi.

Biorę głęboki oddech.

– Nie zachowujesz się normalnie – mówię spokojnie.

– Nawet mnie nie znasz.

Jego słowa są jak policzek. Zauważam kątem oka, że Maja ukrywa twarz w drżących dłoniach.

– Możesz nas zostawić? – zwracam się do przyjaciółki, a ona gwałtownie kręci głową. – Dlaczego?

– Nie słuchaj go – szepcze.

Wyraz twarzy Krzyśka ulega zmianie. Jeszcze przed chwilą widziałam na niej wściekłość, ale teraz dostrzegam tylko ból. Patrzy na swoją żonę tak, jakby jej w ogóle nie znał, jakby była mu obca.

– Albo ktoś mi zaraz powie, co się tu wyprawia, albo...

– Albo co? – przerywa mi chłodno Krzysiek. – Wyjdziesz stąd? Tupniesz nogą? Znowu ponarzekasz na swoje okropne życie? Obgadasz wszystkich facetów, przed którymi rozkładałaś nogi? – Przewraca teatralnie oczami. – Straszna sprawa.

Maja już płacze, a ja jestem bliska wybuchu. Krzysiek nigdy nie odzywał się do mnie w ten sposób. Zawsze traktował mnie dobrze, dlatego z czasem zaczęłam uważać go jak przyjaciela, ale teraz? Kim jest? Co ja mu takiego złego zrobiłam, że nagle postanowił mnie nienawidzić?

Przyjaciółka chyba nie wytrzymuje presji, bo nagle wstaje i wychodzi, wycierając dłońmi policzki z łez.

Biorę kolejny głęboki oddech i wstaję. Podchodzę do Krzyśka z założonymi rękami, bo mam ochotę go uderzyć.

– Dlaczego ranisz swoją żonę?

Prycha lekceważąco.

– Obchodzi cię to?

Zaciskam usta, bo nie mam zamiaru się z nim kłócić.

– Tak, obchodzi, bo jesteście moimi przyjaciółmi i widzę, że coś nie gra, ale żadne z was nie chce mi niczego powiedzieć.

– To może zastanów się, dlaczego tak jest? – Przekrzywia głowę i przygląda mi się uważnie. – Masz problem z łączeniem faktów, prawda? Faceci zrobili ci pranie mózgu i nie myślisz o niczym innym, tylko o sobie, co?

– Jesteś niesprawiedliwy – odpowiadam sfrustrowana.

– Dlaczego? – Unosi brwi, ale doskonale wiem, że to tylko udawane zdziwienie. – Bo mówię prawdę?

– Ta rozmowa nie ma sensu – stwierdzam, wycofując się. – Idę do twojej żony, bo ktoś powinien przy niej teraz być.

– Na pewno nie ja – rzuca lodowato i odwraca się do mnie plecami.

– Wiesz, myślałam, że jesteś porządnym facetem i na nią zasługujesz, ale teraz... – Urywam, bo nie jestem pewna, czy powinnam to mówić. – Nieważne – ucinam. – W tej chwili obchodzi mnie tylko moja przyjaciółka.

Nie daję mu czasu na reakcję, bo od razu głośno wychodzę z kuchni.

Maja nie poszła daleko. Znajduję ją w salonie. Siedzi zapłakana na kanapie. Cała drży, a moje serce pęka. Co się dzieje w tym domu? Dlaczego nikt mi nic nie mówi?

Siadam obok przyjaciółki i obejmuję ją ramieniem.

– Jestem tutaj, wiesz? – szepczę.

Niespodziewanie wtula się we mnie.

– Nigdy byś mnie nie zostawiła, prawda?

Marszczę brwi.

– Ale dlaczego miałabym cię zostawić?

Nie uzyskuję odpowiedzi, a płacz Mai staje się głośniejszy.

***

Rano z trudem powstrzymuję się od nieprzyjemnych komentarzy. Maja snuje się po kuchni jak duch. Wymiotowała nad ranem, a teraz przypomina zombie. Co chwilę przytrzymuje się szafki, bo ją mdli. Stara się jak może, żeby to ukryć, ale nie jestem ślepa.

– Wyglądasz na chorą. Może powinnaś się położyć?

Maja kręci energicznie głową, posyłając mi wymuszony uśmiech.

– To minie. Jestem ostatnio trochę przemęczona, a mój organizm bardzo źle to znosi. Potrzebuję tylko odpoczynku, to wszystko.

– Ale...

– A co do Szymona – przerywa mi Maja – może powinnaś zabrać go do swoich rodziców? – sugeruje. – Mówiłaś, że Hania ma dla ciebie niespodziankę, więc zapytaj go, czy nie pojedzie tam razem z tobą.

Krzywię się.

– Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł.

– Ale dlaczego? – Maja delikatnie podnosi głos. – Może on nie czuje się pewnie przez tę sytuację z Kubą i wciąż niedostatecznie mocno ci ufa, dlatego zwleka z powiedzeniem o tobie rodzinie?

Wzdycham.

– Nie sądzę.

– Ale nie można tego wykluczyć, prawda? – drąży. – Uważa, że Kuba cię kocha, czego również nie można wykluczyć.

Unoszę dłonie, bo nie mam zamiaru słuchać tych bredni.

– Moment, bo się zapędzasz! – ostrzegam ją.

– Zapędzam? – pyta, pocierają dłonią czoło. – Po prostu próbuję go zrozumieć.

– Bronisz go?

– Nie, oczywiście, że nie, ale... – Urywa i bierze głęboki wdech. – Wydaje mi się, że on może wcale nie jest taki zły, tylko czuje się niezrozumiały. Kuba jest dla ciebie bardzo ważny i najwyraźniej Szymon nie potrafi sobie z tym poradzić. – Wzdycha. – Sama mówiłaś, że uważa, że nie jesteś jego.

Przymykam na chwilę powieki, bo próbuję zebrać myśli. Nie sądziłam, że to akurat Maja stanie po jego stronie.

– Kuba naprawdę jest tylko kolegą.

Przyjaciółka siada naprzeciw mnie i przygląda się uważnie mojej twarzy.

– Czyli nigdy nie chciałaś go pocałować?

Już otwieram usta, aby zaprzeczyć, ale w ostatniej chwili się powstrzymuję. Kogo chcę, do cholery, okłamać?

– Prawda jest taka, że przy nim czuję się inaczej, swobodniej – odpowiadam niepewnie, trochę wymijająco. – Lubię, gdy mnie przytula. Świetnie się dogadujemy. I to ciepło... – urywam, bo wiem, że o tym akurat nie powinnam w ogóle wspominać.

– Ciepło? – pyta zaskoczona Maja.

Wywracam oczami.

– To nic takiego – rzucam, machając niedbale dłonią. – Po prostu nie powinnam przy nim pić i tyle.

– No powiedz – prosi.

Przygryzam wargę, bo może, gdy powiem przyjaciółce prawdę, to i ona odwdzięczy się tym samym?

– Chodzi mi o ciepło pod skórą, gdy jest obok. To takie dziwne uczucie i mam je tylko przy nim. Czasami... mam wrażenie, że widzę błysk w jego oczach, gdy na mnie patrzy. – Wzdycham ciężko. – Ale to nic takiego. Wino szkodzi.

Maja nie wygląda na przekonaną, ale tak, jakbym powiedziała coś dziwnego.

– Jego oczy świecą na twój widok, a ty dalej sądzisz, że jest tylko kolegą? – pyta zdziwiona. – Niewiarygodne.

– Mówiłam ci, że to wina alkoholu – bronię się.

– Ale to nie jest jednorazowa sytuacja, prawda?

Kiedy nie odpowiadam, Maja zaczyna się histerycznie śmiać.

– On cię naprawdę kocha, a ty dziwisz się Szymonowi, że nagle mu odwala?

– Kuba...

– ... przy nim to ideał i on musi zdawać sobie z tego sprawę – wpada mi w słowo.

Kręcę głową.

– Kuba nie jest ideałem – upieram się.

– Jasne, że nie – drwi. – Trzyma ręce przy sobie, chociaż pewnie...

– Dość – przerywam jej szybko, zanim powie o dwa słowa za dużo. – Koniec tematu. Kuba nie patrzy na mnie w ten sposób!

– Czyli, gdybyś miała wgląd do jego myśli, to...

– Powiedziałam już: koniec tematu.

Maja wzrusza ramionami.

– Jak tam chcesz – szepcze.

Nasza rozmowa sprawiła, że wróciły jej kolory, ale spojrzenie pozostaje smutne. Chcę zapytać o Krzyśka, ale ona wybiega nagle z kuchni.

Po odgłosach dochodzących z łazienki już wiem, że znowu jest jej niedobrze.

***

Wracam do pustego mieszkania. Niewielka część mnie miała nadzieję, że Szymon znowu będzie na mnie czekał. Niestety, powitała mnie cisza. Jakoś niespecjalnie jestem tym faktem zaskoczona.

Idę do siebie, bo muszę przespać cały ten syf, którego doświadczyłam w domu przyjaciół. Nie wiem, co tam się dzieje, ale to nic dobrego. Okropna atmosfera, wyczerpana Maja, wkurzony Krzysiek... Przecież zawsze tworzyli zgrane i kochane małżeństwo. Kochali się, starali o dziecko, a teraz co?

Chociaż zazdrościłam im tej miłości, to wcale nie cieszę się z ich problemów. Chciałabym, żeby znów było tak jak dawniej. Maja współczująca Szymonowi to najlepszy dowód, że coś jest z nią nie tak.

Dlaczego milczą?

A na dodatek... jakbym miała zbyt mało problemów, przypominam sobie o Kubie i tej wyimaginowanej miłości, którą widzą wszyscy wokół – poza mną.

Skąd mają pewność, do cholery, że on mnie kocha? Kuba taki nie jest. Mieliśmy swoje zasady, a żadne z nas nie dało im terminu ważności. Zawsze był wobec mnie szczery, więc z pewnością nie ukrywałby uczuć. Nie jest też typem męczennika.

Mylą się. Oni po prostu muszą się mylić.

***

Dopiero po tygodniu natrafiamy na siebie w kuchni. Szymon je w ciszy frytki, a ja stoję na środku pomieszczenia i nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Czuję ciężar komórki z nieodczytaną wiadomością od Hani w kieszeni bluzy. Pyta, czy będę sama, a ja nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie, dlatego zwlekam. Teraz mam możliwość, ale boję się usłyszeć odpowiedź.

Szymon nie zaszczyca mnie spojrzeniem. Wpatruje się w swój talerz, jakby był ósmym cudem świata. Wiem, że kocha frytki, ale teraz ewidentnie mnie unika. To boli, ale zaczynam mieć nadzieję, że może Maja miała rację i Szymon potrzebuje zapewnień, jakiś cholernych obietnic.

– Mogę zająć ci chwilę? – pytam niepewnie.

Powoli podnosi głowę i świdruje mnie niezidentyfikowanym spojrzeniem.

– O co chodzi?

Przestępuję z nogi na nogę, bo kompletnie nie wiem, jak zacząć. Szymon niczego nie ułatwia. Wpatruje się we mnie i dekoncentruje.

– Moja siostra zaprasza mnie na rodzinne spotkanie, bo przygotowała pewną niespodziankę i tak pomyślałam... – urywam, przygryzając wargę. – Może wybrałbyś się tam ze mną? Spotkanie jest pojutrze i...

– Nigdzie nie jadę – przerywa mi.

Mrugam zaskoczona.

– Słucham?

Odkłada widelec i wstaje.

– Powiedziałem, że nigdzie nie jadę – mówi stanowczo.

– Dlaczego? Hania jest bardzo miła, to przecież moja siostra. Nie różnimy się aż tak bardzo. – Zakładam nerwowo kosmyk włosów za ucho. – Moi rodzice też nie są straszni. Mama może zadawać dużo pytań, ale tata...

– Natalia – mówi upominająco Szymon.

Milknę i zaciskam usta, bo zaczyna mi drgać dolna warga.

– Nie jesteśmy nawet razem – dodaje.

Jego słowa to cios, którego się nie spodziewałam. Do moich oczu samoistnie napływają łzy. Chcę z siebie cokolwiek wydusić, ale nie potrafię. Stoję jak idiotka na środku kuchni i gapię na niego, kompletnie nic z tego nie rozumiejąc. A on nie zamierza niczego wyjaśniać. Rzuca mi ostatnie, dziwne spojrzenie i wychodzi.

Chcę się ruszyć, pójść do swojego pokoju i zacząć płakać, ale... nawet tego nie potrafię. Moje nogi chyba wrosły w tę przeklętą podłogę.

Próbuję przeanalizować ostatnie wydarzenia, ale nie zauważam nic podejrzanego. Przecież Szymon zawsze przepraszał i chciał wszystko naprawiać, prosił, żebym nie rezygnowała. A teraz? Co się wydarzyło, że całkowicie sobie odpuścił? I dlaczego nic mi o tym nie wiadomo? Dlaczego ze mną o tym nie porozmawiał?

Zrozumiałabym. Chyba... A przynajmniej w pewnym sensie. Doceniłabym szczerość, nawet jeśli złamałaby mi serce.

Może powinnam pójść za nim i zadać mu tonę pytań, ale nie robię tego. Nie mam zamiaru go gonić, błagać o wyjaśnienia... Kim byłabym, gdybym tak się poniżyła? W imię czego?

Przecież mnie nie kocha.

Może seks ze mną go już znudził? Może znalazł sobie już inną dziewczynę? Może chodzi o Justynę?

Nie powiedział o mnie swoim rodzicom, ani kolegom, ani pewnie nikomu innemu. Byłam jego malutką tajemnicą, głupią laską do pieprzenia...

Nie chcę o tym myśleć, ale jakoś nie potrafię.

Wyciągam telefon i odczytuję wiadomość od Hani – znowu. Żołądek zawiązuje mi się w supeł, bo wiem, że muszę jej odpisać. Oczami wyobraźni widzę zatroskaną minę siostry i to jej jednoznaczne spojrzenie, gdy szepcze pod nosem: „Biedactwo".

Zdobywam się na odwagę i piszę: „Przyjadę sama, do zobaczenia".

Blokuję ekran i obracam głowę w stronę wejścia do kuchnia, ale nikogo tam nie ma.

I już pewnie nigdy nie będzie.

***

W domu rodzinnym panuje dziwna atmosfera. Niby wszyscy się cieszą, wylewnie witają, ale coś jest nie tak. Hania wyściskała mnie, zanim zdążyłam wejść do środka. Kamil ścisnął dłonią moje ramię i poklepał po plecach. Uśmiechnęłam się do niego, bo wiedziałam, że w taki sposób okazuje swoją sympatię.

Wreszcie siadamy do stołu. Mam wciąż ściśnięty żołądek po ostatniej rozmowie z Szymonem, dlatego nie odczuwam głodu. Wymowne spojrzenie mamy mówi jednak, że nie mam wyboru i muszę spróbować wszystkiego – jakbyśmy byli na kolacji wigilijnej, a nie na zwykłym późnym obiedzie.

– Jak dobrze, że przyjechałaś – mówi tata. – Brakowało nam ciebie.

– Tak! – piszczy Hania. – Jak mogłaś tak od nas uciec i się odciąć? Żeby siostra musiała wpisywać się w grafik? – rzuca rozbawiona. – To po prostu niewiarygodne.

– Pewnie miała dużo pracy – wtrąca się Kamil, za co jestem mu wdzięczna. – Wiesz, jak to jest. Nie zawsze można mieć pełną kontrolę nad swoim życiem.

Zgadzam się z nim w pełni.

– Ale teraz jest z nami – mówi mama.

Nadrabiam uśmiechem, chociaż mam kiepski nastrój, co szybko zauważa. Jej spojrzenie staje się ostrzejsze, ale wiem, że się powstrzyma – przynajmniej tutaj, gdy siedzimy wszyscy razem.

– Co to za niespodzianka? – zmieniam temat, patrząc siostrę.

Rzuca swojemu mężowi porozumiewawcze spojrzenie, a ten sięga pod krzesło i wyciąga pudełko. Nagły skurcz żołądka podpowiada mi, co zobaczę w środku. Wysilam się na uśmiech i unoszę delikatnie wieko.

Niebieskie śpioszki i malutkie, białe buciki.

Podczas gdy ja nie potrafię poradzić sobie ze swoim życiem, moja siostra idzie naprzód. Najpierw wielka miłość, potem zaręczyny, ślub, a teraz... dziecko. Pełna rodzina. Coś, czego wciąż nie mam i chyba nigdy nie będę mieć. Kilka łez spływa po moich policzkach. Szybko przyklejam uśmiech na twarz i wyciągam śpioszki. Rozkładam je, a moim oczom ukazuje się napis: „Najlepsza ciocia na świecie!".

– Wiemy, że to trochę wcześnie, ale chcemy cię prosić, żebyś została matką chrzestną dla naszego dziecka – mówi cicho Hania.

Nie potrafię oderwać wzroku od niebieskiego kawałka materiału. Gdybym nie znała swojej siostry, pewnie pomyślałabym, że chciała mi zrobić na złość i zranić, ale wiem, że to nieprawda. Hania pragnie, żebym cieszyła się razem z nimi.

Chcę stąd wyjść, ale wiem, że nie mogę. Nie zasłużyli sobie na moje humorki. To nie ich wina, że znowu jestem sama.

Przytulam śpioszki i uśmiecham się przez łzy – tym razem szczerze.

– Jasne, że tak – szepczę zapłakana.

Kątem oka widzę, że mama oddycha z ulgą. Czego się spodziewała? Awantury? Ignoruję ją i uważnie przyglądam się Hani oraz Kamilowi. Uśmiechnięci, trzymają się za ręce i patrzą sobie w oczy.

– Który to miesiąc?

– Czwarty – odpowiada niepewnie Hania, nagle przenosząc na mnie wzrok. – Zamierzałam powiedzieć ci wcześniej, ale nie chciałam tego robić przez telefon – tłumaczy się.

Kiwam głową ze zrozumieniem.

– Nic się nie stało – rzucam niedbale. – Cieszę się razem z wami!

– Pierwsze dziecko w rodzinie – mówi rozemocjonowanym głosem tata. – Jeszcze go z nami nie ma, a już go kochamy.

– Teraz tylko pytanie: będzie wnuczek czy wnuczka? – pyta mama.

Hania wzrusza ramionami.

– Będzie kolejna niespodzianka.

Mama wywraca oczami, a my parskamy śmiechem.

Mimo bólu w sercu, cieszę się szczęściem mojej rodziny, a przynajmniej staram się to robić. Zasługują na to.

***

Stoję zgarbiona w kuchni moich przyjaciół. Maja śpi, więc nie miałyśmy okazji porozmawiać, a Krzysiek wydaje się mniej wkurzony niż kilka dni temu. Stoi bokiem do mnie i bawi się drzwiami lodówki.

– Dlaczego nie wróciłaś do siebie? – pyta, chociaż nie sądzę, by go to interesowało.

Wzruszam ramionami.

– Przez Szymona – odpowiadam cicho. – Nie jesteśmy razem.

Krzysiek unosi wysoko brwi.

– Maja mówiła, że...

– Szymon nie chciał pojechać ze mną do rodziców – przerywam mu. – I dał jasno do zrozumienia, że nic nas nie łączy. Powiedział, że nie jesteśmy nawet razem. To chyba jednoznaczne stanowisko, prawda? – pytam gorzko.

– I dlatego...

– Nie. – Biorę głęboki wdech, a w moich oczach pojawiają się łzy. – Pojechałam do rodziców sama i... dowiedziałam się, że moja siostra ma znów coś, czego pragnę najmocniej na świecie: prawdziwą rodzinę.

Widzę, jak Krzysiek się cały spina.

– Co to znaczy?

– Hania jest w ciąży – odpowiadam cicho.

– O Boże – szepcze. Pociera dłonią twarz i kręci głową z niedowierzaniem. – Boże, nie.

Wpatruję się w niego zaskoczona. Wątpię, aby aż tak przejął się moją reakcją.

– Co jest?

Krzysiek obraca się do mnie przodem i uderza dłonią w blat.

– Maja wcale nie śpi – wyrzuca z siebie z trudem.

Mrugam nerwowo.

– Dobra, niewiele z tego rozumiem.

Zaciska szczękę, a potem wbija wzrok w podłogę.

– Ona jest w ciąży.

Przytrzymuję się dłonią krzesła, żeby nie upaść z wrażenia. Jeśli potrafiłam się w miarę powstrzymać przy rodzinie, to teraz nie mam już na to siły. Z moich oczu zaczynają cieknąć łzy. Jest ich tak dużo, że przysłaniają mi obraz.

Jak mogłam tego nie zauważyć? Przecież... Maja była wyczerpana, blada, zmęczona i miała mdłości. Jestem jej przyjaciółką! Powinnam zauważyć każdą zmianę i dokładnie ją przeanalizować!

– Który to tydzień?

– Ósmy.

Kiwam głową.

– Dlaczego mi nie powiedzieliście? – pytam z wyrzutem, ścierając palcami łzy.

– Właśnie dlatego – odpowiada, wskazując na mnie dłonią. – Zabolała cię ta wiadomość, a Maja nie chciała cię ranić.

Nie ufa mi. Moja własna przyjaciółka mi nie ufa.

– Jakoś nie wyglądałeś na szczęśliwego przyszłego tatusia – wyrzucam mu.

– Bo nie chciała ci powiedzieć prawdy. Stres wpływał na nią bardzo negatywnie i w końcu... – Milknie, a w jego oczach pojawia się ból. – Ciąża jest zagrożona.

Opadam na krzesło i ukrywam twarz w dłoniach, a potem wplątuję je we włosy, mocno za nie ciągnąc. Jak mogła mi nic nie powiedzieć?! Przeze mnie...

– Czyli to moja wina? – pytam zdławionym głosem. – Boże, prawie...

– Nie – zaprzecza szybko Krzysiek, podchodząc do mnie. Kuca i kładzie dłoń na moich plecach. – To moja wina. Potrzebowała mnie, a ja ją odpychałem. Złościłem się, że stawia wyżej miłość do przyjaciółki niż miłość do mnie. Nie rozumiałem, że jesteś dla niej ważna, że cię potrzebuje równie bardzo, co mnie.

Odwracam się w jego stronę, niedbale ocierając policzki z łez.

– Dlaczego sam mi nie powiedziałeś?

– Prosiła, a ja chciałem jej pokazać, że cię nie obchodzi.

Zaciskam mocno powieki.

– Jak mogłeś!

– Wiem – szepcze, a jego oczy stają się szkliste. – Tak cholernie mocno ją kocham, a prawie zabiłem nasze dziecko.

Kręcę energicznie głową.

– Ja też jestem winna. – Nabieram gwałtownie powietrza do płuc. – Tak się skupiłam na sobie i prywatnych dramatach, że nie naciskałam... Boże, ale jesteśmy beznadziejni!

– Nie można zaprzeczyć.

Krzysiek zaczyna płakać, więc nawet się nie zastanawiam, tylko przytulam go. Po moich policzkach spływają kolejne łzy. Zapominam o wszystkim, co od niego usłyszałam. Zawaliliśmy oboje. Przerzucanie na siebie winy nie ma sensu.

Jak mogliśmy do tego dopuścić?

– Co wy robicie?

Odsuwamy się od siebie i wstajemy. Maja stoi w progu kuchni. Wygląda jeszcze gorzej niż ostatnio.

Zapłakana, podbiegam do niej i zarzucam jej ręce na szyję, prawie dusząc.

– Jak mogłaś mi nie powiedzieć – rzucam z wyrzutem.

Przyjaciółka niepewnie wtula się we mnie.

– Bałam się.

Odsuwam ją od siebie na chwilę i przyglądam się jej z niedowierzaniem.

– Dlaczego?

– Nie jesteś zła? – pyta cicho.

– Jestem, ale na siebie – odpowiadam szczerze i znowu ją przytulam. – Nie pozbędziecie się mnie teraz stąd.

Nagle sobie o czymś przypominam. Odsuwam się do Mai i obrzucam ją nieprzychylnym spojrzeniem.

– Chyba powinnaś leżeć, prawda? – pytam surowo.

Maja już otwiera usta, ale ubiega ją Krzysiek, podchodząc do nas.

– Popieram – rzuca i bierze ją na ręce.

Na twarzy przyjaciółki pojawia się uśmiech. Przytula policzek do klatki piersiowej męża i rzuca w moim kierunku spojrzenie pełne wdzięczności.

– Masz przerąbane – ostrzegam ją.

Śmieje się cicho.

– Chyba jakoś to przeżyję.

Czuję, że Krzysiek na mnie patrzy, więc podnoszę na niego wzrok. W jego wyrazie twarzy dostrzegam mnóstwo emocji, głównie radość i skruchę.

Może nie jestem szczęśliwa, ale chcę sprawić, żeby bliscy mi ludzie byli. Posyłam przyjaciołom uśmiech, cały czas nie zapominając o skurczu w żołądku, który boleśnie mi uświadamia, że jestem sama.

Ale dzisiaj to nie jest ważne.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3728 słów i 22273 znaków.

6 komentarzy

 
  • agnes1709

    "Nigdzie nie jadę" - WRRR. A siekierę do tego? No co za chłop, zmienić lekarza, leki. Bystro!  :krzeslo: Jak ja go nie lubię :weapon:

  • Fallen

    <3 świąteczny cud pojednania.

  • elorence

    @Fallen to jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe :)

  • Mała Mi

    Coraz mniej lubię Natalie. Ona nie zachowuje się jak człowiek rozumny. Ok, przyszła do mieszkania wcześniej, zastała rodzinę Szymona. Dlaczego od razu założyła, że Szymon chciał ją ukryć? Ile razy było tak że wpadali bez zapowiedzi? Może tym razem też tak było. W ogóle jak można przez tydzień nie rozmawiać ze swoim chłopakiem, po tym jak umówiła się z nim na wieczór, a nie wróciła do domu. Ta postać jest mocno odrealniona. Każda kobieta by się skonfrontowała, nawet jeśli nie od razu to na drugi lub trzeci dzień. Czy nawet po tym tygodniu, a ona od razu, bez próby wyjaśniania czegokolwiek, co ona myślała, co on myślał, co czuli, zaprasza go do rodziców. Nie znam nikogo aż tak pozbawionego zdolności myślenia i analizowania sytuacji. Sorki, ale ten odcinek mi się nie podobał. Natalia, owszem jest nierozgarnięta, nie wierzy w siebie itp. Ale nie była aż tak tępa. Jakoś przy Łukaszu zaczynała go usprawiedliwiać w głowie po każdej krzywej akcji, a teraz Szymona traktuje z góry jak wroga. Jak kogoś kto chce dla niej tylko źle. To się nie trzyma kupy. A poza tym, kobiety mają w sobie chęć oczyszczania sytuacji, skoro między nimi było dobrze na drugi dzień po kłotni, dlaczego wtedy nie zapytała o co chodzi z ukrywaniem jej przed bratem czy kolegami. No poprostu nie. Natalia nie jest Natalią. Postać nie jest prowadzona równo. Jej zachowania w podobnych sytuacjach są skrajnie różne. Np brak nawet pomyślenia nad sytuacją Mai. Już mogę uwierzyć że nie widzi jadalnych oczu Kuby, ale nie zobaczyć że koleżanka jest w ciąży, zwłaszcza, że się starała i narzekała że nie mogą zajść w ciążę. Temat nagle znikł. No kurczę! Jestem baaaardzo na nie. Troche jak w brazylijskiej telenoweli opierającej sie tylko na niedomowieniach i niczym innym.  Trzymam kciuki za kolejne odcinki, żeby były bardziej prawdopodobne.

  • Mała Mi

    Miało być "maslanych oczu" nie "jadalnych"

  • elorence

    @Mała Mi hmm, no widzisz, poznałam w swoim życiu kilka takich Natalii i... daleko im do chęci skonfrontowania się albo oczyszczania sytuacji, dlatego prowadzą takie życie, a nie inne, dlatego też wiele rzeczy im nie wychodzi. To prostu taki typ kobiety :) Obwiniają świat, że nie mają tego, co by chciały, a nie dostrzegają w sobie żadnych wad.  
    Gdybym była na jej miejscu, z pewnością doprowadziłabym do ekspresowej konfrontacji, ale ona nie jest mną. Doskonale zdaję sobie sprawę, że Natalia jest głupia, bo to prawda. Taka miała być i bardzo cieszę się, że to mi się udało :)  
    Znam ludzi, którzy mieszkają ze sobą długie miesiące, a potrafią nie odzywać się do siebie tygodniami - bo praca, bo kłótnia, bo coś tam.  
    Co do Kuby - tak, można nie zauważyć maślanych oczu innego faceta (jestem tego idealnym przykładem) 😅 A co do ciąży Mai, to Natalia była tak skupiona na sobie, że całkowicie zignorowała zauważalne pierwsze objawy. Egoiści potrafią takie rzeczy - niestety.  
    A teraz tak zapytam (z czystej ciekawości), dlaczego tyle związków się rozpada? Często wina leży po stronie braku komunikacji, niedomówieniach, nierealnych wyobrażeniach itd.  

    To wyżej, to tylko mój pogląd na tę historię :)  

    Bardzo dziękuję Ci za komentarz ❤ Cieszę się, że dzielisz się ze mną swoimi przemyśleniami :)

  • Mała Mi

    @elorence związki rozpadają się z wielu powodów, moim zdaniem głównym powodem jest chęć dopasowania się do partnera/partnerki i tłamszenie w sobie prawdziwego "ja". Tak wiele jest mężczyzn, którzy nie wyjadą z kolegami nawet raz w miesiącu, bo żona nie pozwala, albo kobiet, które nie wracają do pracy po porodzie, bo mąż na nas zarobi, a ja powinnam zająć się dzieckiem. Ludzie są wygodni, leniwi i w danym momencie wygodne są dla nich powyższe wymówki, ale po roku, dwóch, trzech, okazuje sie ze juz nie są sobą, partner też już nie chce być  tą nową wersją bo pokochal(a) człowieka niezależnego, z pasją, z ambicjami. Drugim powodem jest egoizm. Ktoś ma się dopasować do mnie, ja nie muszę do nikogo, bo jestem taka zajebista. Trzeci - brak wychodzenia z inicjatywą (i moim zdaniem w tym opowiadaniu ten przypadek wystepuje w połączeniu z przypadkiem drugim). Opowiadania oparte na niedomowieniach i nadinterpretacjach są fajne, ciekawe, ekscytujące (uwielbiam Bridget Jones, która jest chyba królową gaf i niedopowiedzeń), ale ją dało się lubić. Natalii się nie da lubić. W sumie nie ma w twoim opowiadaniu żeńskiej postaci, którą bym polubiła, Hania jest za mało opisana, ale chyba bylaby moim numerem 1, bo wiadomo o niej tak niewiele, że nie zdążyłam mieć do niej jakichkolwiek odczuć, Karolina jest bardzo oficjalna, również niewiele o niej wiadomo, ale skoro zdarza się jej podnosić głos na podwładnych i wprowadzać gęstą atmosferę to już jest skreslona, dziewczyny z biura są przedstawione jako glupiutkie plotkary... Maja wydawala mi sie normalna do momentu ukrywania ciazy przed przyjaciolka "bo bedzie jej przykro" i jeszcze stresowania sie tym, ze jej nie mowi. Kobieta w ciązy na pierwszym miejscu stawia dziecko i dobro dziecka, zwlaszcza kobieta, ktora dlugo na tą ciąze czekała.  
    Nie czytałam Twojej powieści "Śnieżka", ale weszłam na komentarze na lubimyczytać i również tamta bohaterka nie była łatwa do polubienia przez odbiorców. Czy prywatnie, jako kobieta, uważasz kobiety jako gorsze od mężczyzn? Taka myśl przeszła mi po przeanalizowaniu postaci w tym opowiadaniu i komentarzy do książki.  
    Super, że postaci nie są tylko czarne lub tylko białe. Mają wiele odcieni szarości. Ale jakby wypisać pozytywne cechy Natalii to wychodzi na to, że jest ładna, miła, umie dobrze gotować i piec oraz ma lekkość pisania felietonów. Jej wady to egoizm, brak pewności siebie, nie szanuje się (mam na myśli seks z Szymonem kiedy tylko on ma ochote, czego tuż przed i niedługo po żałuję, ale wielokrotnie schemat się powtarza, a z jej historii wiemy, że podobnie wyglądały jej poprzednie relacje. Może niech sobie kupi wibrator to będzie rozsadniejsza, bo narazie zachowuje się jak napalony nastolatek). Natalia jest też mega płaksą. Ciągle płacze, to jest aż dziwne. Kolejna rzecz na minus to niby tak pragnie założyć rodzinę ale nie jest w ogóle rodzinną, nie odwiedza rodziców, nie rozmawia ze siostra, jest to kolejna niekonsekwencja w tej postaci. Ogolnie Natalia jest nijaka z zalet i wkurzająca z wad. Teraz czas na Szymona, którego plusy to głównie wygląd i poczucie humoru. Nie wiele o nim wiemy pod względem ambicji czy wykształcenia. Lubi pająki, ok, na plus bo to pasja. Jego wady to jest hipokrytą, jest mściwy, również głupi (mówi że jego koledzy opowiadali głupoty o nim Justynie, po czym od tych samych kumpli słyszy rewelacje na temat Natalii i im wierzy, btw. skąd w mieszkaniu, kilka odcinków temu, wzięła się Justyna skoro nie chce Szymona widzieć i go unika, kolejna tak samo naiwna jak Natalia?, ten wątek też był naciągany). Szymon jest bardzo tajemniczy i moze się to podobać, ale jest też bardzo uparty i zawziety. A i mimo, że się nie przyznaje to już on jest bardziej rodzinny niż Natalia. Szymon też jest bardziej otwarty w mówieniu o uczuciach. Powiedział Natalii, że mu na niej zależy. A ona chyba tego nie usłyszała.  
    Czytałam kiedyś taka książkę "5 języków milosci" , zdecydowanie moglaby wpaść w ręce Natalii lub Szymonowi ;)
    Przepraszam za słowa krytyki, ogólnie jestem osobą, która lubi analizować i zawsze staram się szukać dziury w całym ;)  
    Na pewno opowiadanie wzbudza emocje, jest interesujące, jednocześnie widać, że gdyby miało być kiedyś książką to wiele musi jeszcze przejść. Ogólnie bardzo podziwiam chęć pisania trochę jak Sienkiewicz, w odcinkach ;)

  • elorence

    @Mała Mi zacznę od końca :)  
    Dlaczego przepraszasz? Za co? :) Kontruktywna krytyka jest u mnie jak najbardziej mile widziana, dlatego analizuj ile tylko chcesz :) Przyznam szczerze, że nie czyta się takich rzeczy łatwo, ale są bardzo pomocne. Sama analizuję każdą przeczytaną książkę, więc doskonale Cię rozumiem :)  

    Jestem w długoletnim związku (9 lat) i jestem też mamą. To ważne info, bo zaraz się do tego odniosę :)

    Gdyby Natalia była mną, to już dawno miałaby faceta na stałe, ale również szczęśliwą rodzinę. I to też nie jest prawda, że jeśli ktoś pragnie założyć rodzinę, to jest dobry dla rodziców, rodzeństwa itd. Przykład mam tuż przed nosem. Znam tych ludzi kilka lat i przeczą sami sobie. Niby pragną mieć własną rodzinę, ale olewają tą, która już istnieje. Brzmi komicznie, ale to autentyczny przypadek. A Natalia nie odwiedza rodziców, bo jej mama ciągle pyta o jedno i to samo. Taka rozmowa nawet była gdzieś na początku.  

    Maja nie ukrywała ciąży, bo będzie przykro, ale bardziej na zasadzie: "Mam wszystko, czego pragnie moja przyjaciółka: męża, a niedługo na świat przyjdzie nasze dziecko. Ona sobie z tym nie poradzi, stracę ją, bo będzie wolała odejść niż mnie nienawidzić z powodu zazdrości." Mniej więcej tak to widzę. Maja zna ją kilka lat. I pewnie czuła, że Natalia jest zazdrosna. Wielokrotnie powtarzała, że nie chce, aby cierpiała. A czy patrzenie jak wszystkim się wokół udaje, a jej nie, nie jest cierpieniem?

    Co do samej ciąży. Nie każda kobieta ma tak, że stawia od razu dziecko na pierwszym miejscu. W ogóle wrzucanie wszystkich ludzi do jednego worka nie jest dobre. Moja polonistka wybiła mi z głowy używanie słów: "wszyscy" i "każdy" (ale i tak czasami ich użyję 😅). Dowiedziałam się o ciąży w drugim tygodniu, czyli bardzo wcześnie. I przez pierwsze dwa miesiące (tyle czekaliśmy z ogłoszeniem tej wiadomości) panikowałam, jak ludzie to przyjmą. To nie jest tak, że każda kobieta, gdy dowiaduje się o ciąży, to nagle w głowie ma tylko "dziecko, dziecko, dziecko". Nawet ta, która starała się o dziecko, a nie mogła zajść w ciążę. Każdy podchodzi do tematu inaczej. Nie lubię okropnie stereotypów, dlatego próbuję ich nie używać :)

    Trudno powiedzieć cokolwiek o Justynie, gdy nie ma narracji Szymona :) A to, że tak niewiele wiadomo o Szymonie ma sens w kontekście tego, co będzie dalej. Pisząc tę historię, muszę też wybiegać do przodu i planować to, co dopiero będę pisała za jakiś czas. Nie lubię też wielu rzeczy wyjaśniać od razu :)

    I nie, nie uważam, że kobiety są gorsze od mężczyzn :) Nie piszę żeńskich postaci pod presją "czytelnicy muszą ich polubić". Kilka osób już zauważyło, że pewnie muszę bardzo lubić Kubę, bo to podobno widać 😅 To prawda, pewnie dlatego jest bardziej lubiany. Natalia miała być głupia i nie myślałam o tym, czy będzie lubiana czy nie (chociaż podejrzewałam, że nie). A co do "Śnieżki". Wiki jest skomplikowaną postacią i irytującą - też taka miała być. Nigdzie jej nie bronię, wręcz przeciwnie... rozumiem oburzenie 😀 Ale w drugim tomie pojawia się np. Klaudia, którą czytelnicy od razu polubili. W "Perseidzie" jest Letycja, która też w sumie cieszy się sympatią. W "Kiedyś będziesz mój" jest Patrycja, która też raczej jest lubiana. Piszę różne postacie, unikam powtarzania. Drażni mnie przeogromnie, że teraz jest moda na "silne" bohaterki, ale tak naprawdę żadna z nich nie jest silna. Siła nie tkwi w wulgaryzmach, pyskowaniu, zachowywaniu się jak rozwydrzone dziecko. Siła to zupełnie coś innego. Chcę też pokazać, że nie ma kobiet idealnych, nieskazitelnych itd. Na tyle kobiet ile poznałam... Wow, większość to jednak jedno robi, drugie myśli, trzeci mówi. Moje postaci mają dużo cech ludzi, których poznałam na przestrzeni całego mojego życia. Nie mam absolutnie żadnego problemu z faktem, że ktoś nie lubi danego bohatera. Nie na tym mi zależy :)

    I to też nie jest tak, że jak skończę tę historię, to od razu mam zamiar rozesłać do wydawnictw. "Perseidę" skończyłam w kwietniu i po rozmowach z czytelnikami, analizowaniu, mam zamiar dodać kilka scen i pozmieniać kilka rzeczy. Minusem jest pisanie na spotana :) Ale ja nie potrafię napisać całej książki i dopiero potem publikować po jednym rozdziale 😅 Dlatego pewnie "Za bardzo" po skończeniu będzie czekało 2-3 miesiące na pierwsze poprawki. Twoje przemyślenia i analizę na pewno będę brała pod uwagę. Jestem Ci za nie przeogromnie wdzięczna! I naprawdę nie chcę, żebyś za cokolwiek przepraszała :)

    I jak widać... lubię też dyskutować 😅

  • AlexAthame

    @Mała Mi Miłość to bardzo dziwna rzecz. Tak sobie poczytałem Twój komentarz i jak widać opinnie masz zgoła inną na temat odcinka niż ja. Związek może się wydawać super, bum i po małżeństwie.W innym, cały czas się sypie i trwa. Moim skromnym zdaniem Elorence pisze bardzo realne historie. Jak w tym i w innych, można mieć różne opinie.Pozdrawiam :smile:

  • Mysza

    Zastanawia mnie czemu Szymon taki jest i czemu odmówił. Mało go w tym rozdziale i ciężko się nawet domyśleć o co może mu chodzić bo to jednak Szymon. Jedna wielka niewiadoma. Dobrze, że przyjaciółka Natki w końcu może mieć dziecko. Co prawda ciąża zagrożona nie wróży nic dobrego ale nikt nie mówi, że od razu ma się nie udać. Nati...pora wrócić na ziemię bo inni też mają problemy i to większe od niej. Cieszę się, że w tym rozdziale nie było Kuby. Same wzmianki o nim nie są niczym złym 😂

  • elorence

    @Mysza na pewno będziecie wiedzieć, o co chodziło Szymonowi :) Szykuję dla Was bonusowy rozdział :)  
    Natalia naprawdę powinna się ogarnąć, bo ludzi wokół mają gorsze problemy, a ona tylko dokonuje niewłaściwych wyborów.
    Nie potrafię się przyzwyczaić, że jest ktoś, kto nie lubi Kuby 😂 Nie wiem, czy spodoba Ci się kolejny rozdział 😅

  • Mysza

    @elorence Wyczuwam Kubę 😂 Cóż, jakoś to chyba zniose 😂😂

  • Mała Mi

    @Mysza dlaczego Szymon miałby się zgadzać? Sytuacja z jego perspektywy jest taka, że umówil się z Natalia na wieczór, ona nie przyszła, nie odzywa się przez tydzień, A potem wyskakuje z zaproszeniem na weekend do rodziców. Nie zdziwiłbym się gdyby to on czuł się wykorzystywany jako fuckboy.

  • elorence

    @Mysza przepraszam 😅

  • Mysza

    @Mała Mi Oczywiście ale jednak warto czasami schować dumę, nie kryć urazy. Jak na Nati to i tak bardzo dużo, że zaproponowała. Ani ona nie jest święta ani on. W każdym razie to był jego wybór.

  • Mysza

    @elorence Liczę na jakieś wynagrodzenie 😂

  • Iga21

    A tamtemu znowu odbija. Szymonowi.  
    Ja bym na miejscu dała sobie z nim spokój.  
    Skupiła na przyjaciółce i siostrze.  
    A kretyna olała.

  • elorence

    @Iga21 niewiele rozdziałów zostało do końca :) Może będziesz usatysfakcjonowana zakończeniem :)

  • Iga21

    @elorence analizować na głos nie będę tym razem :)
    Ale chyba się domyślam jak będzie.  
    Te niewiele Rozdziałów mnie nie usatysfakcjonowuje bo znowu będzie koniec, a ja będę chciała więcej :D  
    Bo co dobre za szybko się kończy.
    Zawsze.

  • Iga21

    @elorence a pamiętasz jeszcze o Oldze z poprzedniego opka?  :)  
    A tu się jeszcze nie zdecydowałam czyją historię chciałabym poznać.
    Może ostatnie rozdziały coś zmienią :)

  • elorence

    @Iga21 koniecznie daj znać, co sądzisz o zakończeniu, gdy się pojawi :) Hmm, będziesz chciała więcej? :) To ja zamilknę i nie będę spoilerować!  
    A co do Olgi... Mam jedynie zarys historii, a to trochę mało na zbudowanie całej fabuły, więc czekam na olśnienie 😅

  • AlexAthame

    Część śliczna :zakochany:  :zakochany:  :zakochany: Cóż wiedziałem, że Maja jest w cìąży tylko myślałem, że Krzysiek jest nie tak. A to tylko stres. Podejrzewałem...Cóż, Natalia może nie jest mądra, ale to dobra osoba i ma moje uczicie. Nie wiem co wszechmogący wymyślił i pewnie nie weźmie pod uwagę prośby czytelnika i nie zmieni losu swoich stworzeń, ale kto wie, może się wszytko potoczy po mojej myśli. Dzięki za tę część <3

  • elorence

    @AlexAthame na pewno Natalia nie jest mądra, ale chce jak najlepiej - z różnym skutkiem, ale liczą się chęci :) Rozpiska jest, więc nie przewiduję żadnych zmian w zakończeniu :)

  • AlexAthame

    @elorence  Dzięki :smile: