Za bardzo - Rozdział 1

Rozglądam się po ogromnej kuchni i jestem w szoku. Odwracam się w stronę pana Kazimierza – wynajemcy tego cudownego mieszkania. 

– Na pewno podał mi pan dobrą cenę? – upewniam się. – Nie ma żadnych ukrytych kosztów? Opłatę za media naprawdę można zamknąć w…

– Spokojnie. – Pan Kazimierz posyła mi niepewny uśmiech. – W umowie nie ma żadnych kruczków prawnych. Wiem, że cena jest wyjątkowo niska za wynajem, ale obecnie znajduję się w dość krytycznej sytuacji, a poprzednia lokatorka… – Poruszył się nerwowo i patrzy na mnie błagalnie. – Spadła mi pani z nieba! Dosłownie! 

Nie jestem przekonana. Maja, moja przyjaciółka, wielokrotnie ostrzegała, że nie powinnam jeździć sama na spotkania z wynajemcami. Ciągle powołuje się na moją dziecinną naiwność, ale nawet jeśli ma rację, to przecież nie ma nic złego w byciu optymistką. 

Nie każdy człowiek chce nas skrzywdzić. Nie za każdym zakrętem czeka przeszkoda nie do przeskoczenia. Nie każdy upadek to porażka. 

– Mogę zobaczyć swój pokój? – pytam, chociaż wiem, że i tak wezmę to mieszkanie. 

Pan Kazimierz wygląda na zaskoczonego, ale szybko reflektuje się i posyła mi uśmiech. Prowadzi mnie z powrotem do małego przedpokoju i wskazuje na drzwi. Nad klamką jest kilka naklejek z kwiatowym wzorem. Wchodzę do środka i zamieram. Czysto i schludnie. Nie czuję się rozczarowana, ale z moich żeber spada niewidzialny ciężar. Chyba trafiłam na okazję! Mieszkanie za pół ceny i takie świetne warunki!

– Biorę – mówię głośno i odwracam się w stronę do pana Kazimierza. – Ale zanim przejdziemy do formalności i innych mało interesujących rzeczy… – Przygryzam wargę, wychodzę z pokoju i wskazuję na drugie drzwi. – Kto tam mieszka? 

Wynajemca pociera dłonią czoło. Znowu jest nerwowy. Chcę go o to zapytać, ale w porę się powstrzymuję. Relacje z najemcami bywają różne, bo i tak to pieniądze mają pierwszeństwo. 

– Tam mieszka pan Szymon. Bardzo porządny i ułożony. Cały dzień spędza poza domem, więc będzie miała pani całe mieszkanie dla siebie. 

Porządny i ułożony? Oddycham z ulgą. To miła odskocznia po zwariowanej Urszuli, z którą musiałam się rozliczać nawet z użycia papieru toaletowego. 

– On wie o…

– Oczywiście – zapewnia pan Kazimierz. – Rozmawiałem z nim na ten temat. 

– Nie chce mnie poznać? Upewnić się, że będziemy dobrymi współlokatorami? 

– Zapewniam, że pan Szymon nie jest wymagający.

Unoszę brew. Czuję nieopisaną radość. 

– Skoro tak pan twierdzi… – Uśmiecham się delikatnie. – Muszę wiedzieć coś jeszcze?

Wynajemca spuszcza gwałtownie wzrok na papiery. Zauważam, że trzęsą mu się dłonie. To bardzo dziwne, bo przecież zamierzam podpisać z nim umowę. Sama nie mam specjalnych wymagań. Warunki są świetne, a lokator wydaje się idealny. Z jakiego powodu pan Kazimierz może być zdenerwowany? 

– To co? – pyta, wciąż na mnie nie patrząc. – Podpisujemy?

Chcę zapytać o powód zdenerwowania, ale odpuszczam. Rozglądam się jeszcze raz po mieszkaniu, a w moim sercu kiełkuje nadzieja. 

Może tym razem wszystko się uda. 

***

Muszę co chwilę poprawiać koka, bo niesforne kosmyki włosów wypadają z niego i wchodzą mi do oczu oraz ust. Krzysiek, mąż Mai, śmieje się ze mnie i kolejny raz wymija. Jestem mu wdzięczna za pomoc, ale mam również wyrzuty sumienia. Miał mi pomóc, a nie wnosić wszystko sam. Wraca do samochodu i patrzy na mnie znacząco, a po jego ustach błądzi uśmiech pełen satysfakcji. 

– Dlaczego nie zadzwoniłaś do Łukasza? – pyta.

Obracam się bokiem i opieram o bagażnik. 

– Jest zajęty. Mówiłam ci już – odpowiadam niechętnie. 

– A wie chociaż o lokatorze? 

Słyszę w jego głosie nutkę rozbawienia, więc posyłam mu ostre spojrzenie. 

– Czy to coś zmienia? – syczę. – Łukasz nawet mnie nie pocałował! Zazdrość pewnie dla niego nie istnieje. 

– Spotykacie się miesiąc, a on dalej nic. – Marszczy brwi. – Nie wydaje ci się to… dziwne?

Zakładam ręce na piersi. 

– Musicie mnie w kółko dobijać? – jęczę.

– Może trzymasz go na dystans? – sugeruje Krzysiek. – Wiem, że robisz to dla swojego dobra i całkowicie rozumiem, ale może za bardzo przesadzasz? 

– Przy nim nie jestem sobą. Zresztą… nie mam czym się martwić. Powiedział mi, że zależy mu na mnie. Wierzę mu. 

Krzysiek unosi dłonie. 

– Jak uważasz! 

– Mam z nim zerwać, bo nie dobiera się do mnie jak wcześniejsi faceci? Co jest w tym takiego złego? 

– Nic – ucina Krzysiek. – Wracajmy do przeprowadzki. 

Wzdycham ciężko i podnoszę karton. 

***

Układam swoje rzeczy w kuchennych szafkach i zachwycam się porządkiem. Chociaż bardzo próbuję, to jednak nie potrafię przestać myśleć o współlokatorze. Zastanawiam się, jaki jest i co lubi robić. Nie poznałam go jeszcze, ale wiem, że to musi być świetny facet. Skoro nie ma go całymi dniami w domu, to z pewnością bardzo dużo pracuje. Porządek w mieszkaniu mówi sam za siebie. Pan Kazimierz nie powiedział nic złego na jego temat, a to naprawdę wiele znaczy. W uszach wciąż słyszę głos Mai, że powinnam na siebie uważać. 

Przecież uważam. 

Właśnie dlatego związałam się z Łukaszem – totalnym przeciwieństwem moich poprzednich facetów. Miły, poukładany, szarmancki i przystojny. Czekam z niecierpliwością na jego ruch. Osiem randek za nami. Miałam naprawdę pokręconą współlokatorkę, dlatego zawsze spotykaliśmy się na mieście. Uparcie wierzę, że Łukasz nie lubi okazywać uczuć w miejscach publicznych, tym bardziej cieszę się, że wynajęłam wreszcie coś nowego. 

Podobno mam mieć często całe mieszkanie dla siebie, dlatego nie widzę żadnych przeciwwskazań do zbliżeń. Jestem tylko ciekawa, co na to Łukasz. 

Słyszę trzask drzwi, więc się odwracam. W kuchni pojawia się… chyba ten cały pan Szymon. Lustruję go szybko wzrokiem i przeklinam w duchu. Wyobrażałam go sobie zupełnie inaczej. Wszystkie dobre cechy, które wcześniej wymieniłam w mojej głowie, wiązałam z mało atrakcyjnym kolesiem. Może nie tyle nie atrakcyjnym, ale takim, którym sama nigdy nie będę zainteresowana. I niespodzianka. 

Mam przed sobą wysokiego, umięśnionego faceta. Ma brązowe włosy i delikatny zarost zakrywający kwadratową szczękę. O nie. 

– Hej? – mówi niepewnie. – Jesteś nową lokatorką czy mam wezwać policję?

Wysilam się na uprzejmy uśmiech. 

– Hej. Jestem Natalia, ta nowa. 

– Szymon – rzuca obojętnym tonem, a potem wycofuje się i znika. 

Mrugam nerwowo, bo jestem zaskoczona. 

Przechodzi mi przez myśl, że to może nawet lepiej. Nie próbuje nawiązać bliższych kontaktów, więc mieszkanie z nim pewnie będzie łatwe. Oddycham z ulgą. Może wygląd nie ma nic wspólnego z charakterem? Nie znam żadnych wyjątków, ale przecież od zawsze uważam się za magnes, który przyciąga tylko nieodpowiednich facetów. 

Tym razem na pewno będzie inaczej.

Już chcę się odwracać, gdy nagle w kuchni znów pojawia się Szymon. Obrzuca mnie nieodgadnionym spojrzeniem i unosi kącik ust. 

– Wychodzę – mówi, ale nie rusza się z miejsca. – Jestem naprawdę bezproblemowym gościem. Rób sobie co chcesz, tylko nie wchodź do mojego pokoju. I tak zamykam go na klucz, ale nawet nie próbuj otwierać drzwi, bo szybko pożałujesz. 

Mrugam. 

– Pożałuję? – powtarzam wolno. 

Puszcza do mnie oko. 

– W przenośni, mała. 

Mała? 

– Słucham? – pytam lekko poirytowana. 

– Inna sprawa, masz chłopaka?

Zamieram, a moje policzki robią się czerwone. 

– Co to za pytanie? 

Znowu puszcza do mnie oko. 

– Nie jestem zainteresowany, mała.

– To po co pytasz?

– Czyli masz – mówi rozbawiony, ale nagle poważnieje. – Zero seksu w kuchni, dobra? Masz swój pokój. Wara od kuchni. 

Marszczę brwi. Jeszcze przed chwilą go nie znałam, a teraz prawi mi kazania na temat seksu. Nieprawdopodobne. 

– Jasne, da się zrobić – odpowiadam zgryźliwie. 

Nie, żeby Łukasz coś chciał. Seks na kuchennym stole jest przyjemny. Niektóre blaty w kuchni też się do tego nadają, ale… Potrząsam głową. 

O czym ja myślę, do cholery?

Szymon klaszcze w dłonie. 

– Skoro ustaliliśmy już zasady, to ja wychodzę. – Znowu puszcza do mnie oko. – Wrócę późno, więc nie dostań zawału, mała. 

Wychodzi i trzaska drzwiami, a moje dłonie odruchowo zaciskają się w pięści. Nienawidzę, gdy ktokolwiek tak mnie nazywa. Nie jestem niska ani nawet szczupła – przez te przeklęte zaokrąglone biodra. Delikatne loki podobno sprawiają, że wyglądam niewinnie, ale aż tak? Nie, to jakieś nieporozumienie. 

Biorę kilka głębokich wdechów. 

Wmawiam sobie, że to nic takiego. Porozmawiam z Szymonem i powiem mu, że ma mnie tak nie nazywać. Tyle. 

***

Łukasz siedzi przy stole i rozgląda się po kuchni. Nie powiedziałam mu, ile będę płaciła za wynajem. Nie chcę słuchać wykładów. 

– Całkiem tu ładnie – mówi. – A twoja współlokatorka? 

Zamieram. 

– To facet – prostuję. – Nazywa się Szymon. 

Przez twarzy Łukasza przechodzi cień. 

– Mieszkasz z facetem? 

– To chyba nie jest dla ciebie problem?

Unosi kącik ust. 

– Nie, oczywiście, że nie – zapewnia. – Nic nie wspominałaś, dlatego jestem zaskoczony. Nic więcej. 

Siadam obok niego i uśmiecham się szeroko. 

– Nie ma go całymi dniami, więc nie ma powodu do zmartwień. 

– Podwieźć cię jutro do pracy? 

– Nie chcę…

– To żaden problem – mówi, kładąc dłoń na moich plecach. – Może przy okazji poznam twojego współlokatora?

Przyglądam mu się uważnie. Jest zazdrosny? 

– Nie wiem. Nie pytałam go o rozkład dnia – rzucam z rozbawieniem. 

Łukasz uśmiecha się w dziwny sposób i delikatnym ruchem odgarnia kosmyk włosów z mojej twarzy. 

– Jesteś śliczna – mówi i niespodziewanie całuje mnie w usta. 

Jestem zbyt zaskoczona, żeby od razu zareagować. Łukasz szybko chce się odsunąć, ale zarzucam mu ręce na szyję i przyciągam z powrotem do siebie. Rozkoszuję się jego gorącymi ustami, czując przyjemne uczucie w okolicach żołądka. 

Słyszymy trzask drzwi, więc gwałtownie odsuwamy się od siebie. 

– Nie przeszkadzajcie sobie – mówi Szymon i znika. 

Łukasz prycha.

Chcę wrócić do całowania, ale w przedpokoju znowu pojawia się Szymon. Rzuca mi znaczące spojrzenie, a jego usta szybko się poruszają.

Zero seksu w kuchni?

Unoszę brew, a on mruży gniewnie oczy. 

Łukasz obraca głowę akurat w momencie, w którym Szymon zamyka za sobą drzwi. 

– Nie lubi ludzi czy co?

Wzruszam ramionami. 

– Jakoś niespecjalnie mnie to obchodzi. – Uśmiecham się i patrzę na jego usta. – Możemy…

Nie kończę, bo Łukasz zamyka mi usta pocałunkiem. 

***

Wieczorem wciąż jestem szczęśliwa, a z moich ust nie schodzi uśmiech. Piję ciepłą herbatę i opieram się o blat. Nie potrafię nacieszyć oczu. Mam piękne mieszkanie, cudownego faceta i świetną pracę. Co prawda, jestem tylko raczkującą dziennikarką, ale przecież zawsze mogę zmienić redakcję, jeśli znudzi mnie pisanie recenzji o restauracjach. 

Nagle w kuchni pojawia się Szymon. 

– Nauczyłeś się ciszej zamykać drzwi? – pytam drwiąco. 

Marszczy brwi. 

– Przeszkadza ci moje trzaskanie? – Uśmiecha się szeroko. – Jesteś bliska zawału, mała?

Piorunuję go spojrzeniem.

– Mógłbyś tak mnie nie nazywać? 

– Nie, mała. 

Zaciskam usta. 

– Dlaczego? – pytam chłodno. – Podobno jesteś bezproblemowy. 

Przeczesuje dłonią włosy, a na jego twarzy pojawia się głupi uśmiech. 

– Mówiłem prawdę.

– Bardzo porządny i ułożony, no i niewymagający – dorzucam. – To prawda czy tylko marketingowa papka?

– Wszystko się zgadza, mała – mówi rozbawiony. – Jestem idealny. 

Otwieram usta. 

– Idealny w czym? – drążę. 

– W byciu idealnym.

Wywracam oczami. 

– Bądź poważny – besztam go.

– Przecież jestem. 

Ta rozmowa nie jest na moje nerwy. Chcę pójść do swojego pokoju, ale zatrzymuje mnie głos Szymona:

– To był twój chłopak, tak?

Powoli się odwracam.

– Tak.

– Zastosowaliście się do naszych zasad? 

Nie panuję nad rumieńcami, które pojawiają się na moich policzkach. Szymon śmieje się krótko, a następnie patrzy na mnie z politowaniem. 

– Jeszcze nie poszliście do łóżka – stwierdza. 

– To chyba nie jest twoja sprawa?

– Pewnie dlatego jesteś taka ostra, mała. – Puszcza do mnie oko. – Dać ci parę wskazówek…

– Nie – wpadam mu w słowo. – I koniec tematu. 

– Na pewno nie. – Ma bezczelny uśmiech na twarzy. – Jeszcze do tego wrócimy. 

Zaciskam zęby i idę do pokoju. Sama trzaskam drzwiami. Czuję się wyprowadzona z równowagi. 

Idealny współlokator?

Śmiechu warte. 

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 2119 słów i 12836 znaków.

4 komentarze

 
  • AlexAthame

    Pewnie się powtórzę. Sublokator do bani.Bardzo dziwny. Pan Kazimierz coś ukrywa, może się to łączy z  Szymonem, a może z czymś innym. To okropne, że ludzie muszą z kimś mieszkać. Napisałem, że sub jest do bani,  ale to mało. Takie teksty na dzień dobry? Może psychol.?Mała...Zero sexu w kuchni...Normalny człowiek nie posyła takich tekstów pierwszego dnia. No ale nie chce wysuwać zbyt pochodnych wniosków. Skoro to ma być coś lekkiego...Podpatrzylem komentarze.... :)

  • elorence

    @AlexAthame dziwny? Znam kilku takich kolesi 😂 Tak, to ma być coś lekkiego, ale pewnie takie nie będzie, bo już mam całą rozpiskę 😊

  • AlexAthame

    @elorence A mówią, że kobiety są dziwne.  :swoon: No to czekamy, czym nas  zaskoczysz :)

  • Iga21

    Dobre 🤗
    Bezproblemowy gość z poczuciem humoru 😃
    Zestaw na tak. Pisz dalej tą historię zobaczymy co ciekawego tym razem się wydarzy 😃
    A i tak wiem, że coś będzie 😃

  • elorence

    @Iga21 oj, na pewno się będzie działo! 😄

  • andkor

    Bardzo jestem na TAK <3

  • elorence

    @andkor dziękuję!

  • agnes1709

    :eek:Grubo! "Hej. Jestem Natalia, ta nowa". Tekst miesiąca  :lol2: Nie będę się powtarzać, że bomba! :D

  • elorence

    @agnes1709 hahaha 😂 Po historii Leti i Kostka pora na coś lżejszego 😀