Za bardzo - Rozdział 14

Patrzę z uśmiechem jak Szymon pochłania drugą porcję naleśników. Jego mina jest bezcenna. Dźgam widelcem kawałek kiełbasy, bo wciąż próbuję dojść do siebie. Nie miałam w planach żadnych pocałunków. Chciałam jedynie pozbyć się pająka. Zachowanie Szymona wcale mi nie przeszkadzało, chociaż powinno – przecież on nie chce dziewczyny. Ale z drugiej strony... dlaczego mnie w ogóle pocałował?

– O czym myślisz? – pyta, wbijając we mnie wzrok. – Milczysz.

– Godzinę temu miałam bliskie spotkanie z krwiożerczym pająkiem – odpowiadam wymijająco. – Na twoim miejscu nie oczekiwałabym jakiegoś cudu...

– I to tak wytrąciło cię z równowagi? – Unosi brew. – A co do pająka, to już ci mówiłem, że miałaś szczęście. Smiti jest naprawdę niegroźny. Jego jad można porównać do jadu pszczoły.

– Super, bo naprawdę kocham pszczoły – drwię.

– A co one ci zrobiły?

– Owszem, są pożyteczne, ale co z tego? Żądlą, a potem umierają. To przecież nie ma sensu – mówię rozgorączkowana. – Wystarczy, że dostaną bodziec zwiastujący niebezpieczeństwo. Nie sprawdzają tego. Atakują i giną.

– Współczujesz im – kwituje.

– Nieprawda! Po prostu ich nie rozumiem. To coś innego.

Szymon unosi kącik ust i nie spuszcza ze mnie oczu.

– Na pewno?

– Poświęciłbyś całe swoje życie za coś niepewnego? – pytam bezpośrednio, odkładając widelec. – Dziwne, że wciąż żyją.

– Chyba naprawdę przeżywasz spotkanie z jednym z moich pająków. – Puszcza do mnie oko. – A pszczoły zawsze atakują w słusznej sprawie. Niebezpieczeństwo to niebezpieczeństwo. Po co je przesadnie analizować?

Unoszę gwałtownie dłonie.

– Nie chcę spotkać reszty. – Specjalnie pomijam wzmiankę o pszczołach. Szymon wygląda na rozbawionego, dlatego dodaję: – Mówię poważnie! Od samego początku nie zamierzałam wchodzić im w drogę, a teraz to tym bardziej. – Kręcę głową. – Kto normalny hoduje pająki?

– Od razu widać, że jesteś ekstrawertyczką – mówi z nutką ironii w głosie.

Marszczę brwi.

– Co to ma do rzeczy?

– Nie masz psa ani kota, ani żadnego innego zwierzęcia. – Uśmiecha się z satysfakcją. – Wolisz towarzystwo ludzi.

– Nieprawda – obruszam się. – Kocham psy.

– Nie masz żadnego.

Mierzymy się spojrzeniami.

– Moi rodzice byli na „nie”.

– Teraz już z nim nie mieszkasz – zauważa. – A jednak wciąż coś cię powstrzymuje.

Wywracam oczami.

– Chcesz powiedzieć, że ekstrawertycy nie lubią pająków?

– Nie – odpowiada szybko. – Wolicie zwierzęta, którymi trzeba się codziennie zajmować. Karmić, bawić się i głaskać. Nie kupujecie rybek, bo dla was to nuda.

– Ej!

– Żadne „ej”, bo to prawda. – Posyła mi wymuszony uśmiech. – Pająki są inne. Nie potrzebują towarzystwa. Chyba podświadomie wiedzą, że to tylko niepotrzebne komplikacje. – Odsuwa pusty talerz. – Pewnie wiesz, ale niektóre samice zabiją samce po kopulacji.

Otwieram szeroko oczy.

– Co? Zabijają swoich partnerów?! – piszczę, natychmiast odkładając widelec.

Szymon parska śmiechem.

– Partnerów? Myślisz, że pająki tworzą związki? Łapią się za odnóża i wspólnie plotą pajęczyny? – kpi. – Samiec i samica nie potrafią wytrzymać zbyt długo w swoim towarzystwie. To chyba mówi samo za siebie, prawda?

Kręcę głową z niedowierzaniem.

– Dlatego je masz? Bo są samotnikami?

Wzrusza niedbale ramionami.

– Mniej więcej. Pająki z jednej strony są bardzo wymagające, ale z drugiej... – Wzdycha. – Po co ci o tym mówię, skoro i tak to cię nie obchodzi – burczy pod nosem.

– Nie! – wyrywa mi się. Biorę głęboki oddech i przygryzam wargę. – Staram się zrozumieć fenomen hodowli takich krwiożer... – Zauważam ostrzegawcze spojrzenie Szymona, więc przewracam oczami. – Staram się zrozumieć fenomen hodowli takich pająków – poprawiam się. – Robisz to, bo one nie chcą niczego w zamian?

– Nie do końca. – Krzywi się. – Trzeba się nimi zajmować, ale wystarczy zrobić porządne rozeznanie i tyle. Ani one mi się nie narzucają, ani ja im. To naprawdę świetna relacja, której nie zamieniłbym na nic innego. Nie mógłbym mieć psa, bo musiałbym go wyprowadzać minimum trzy razy dziennie, już nie wspominając o zabawie.

– I to byłoby takie problematyczne? Psy są kochane i bardzo oddane. To przyjaciele człowieka. – Uśmiecham się szeroko. – Nie ma porównania między nimi a... – Wypuszczam głośno powietrze z płuc. – Nie zamierzam się kłócić, ale sam rozumiesz. Pająki nie są zbyt lubiane, więc ludzie...

– ... nie będą chcieli mieć ze mną nic wspólnego? – dokańcza za mnie, nie spuszczając oczu z mojej twarzy. – To masz na myśli? – kpi. – Myślisz, że zależy mi na opinii innych? Unikam ludzi. – Uśmiecha się nieszczerze. – Mówię to, bo nie wiem czy zauważyłaś, ale nikt mnie tutaj nie odwiedza.

– Czyli pająki mają odstraszać ludzi, którzy...

– Nie – syczy, uderzając dłonią w stół. – Nie lubię ludzi.

Przyglądam mu się podejrzliwie.

– Dlaczego szukałeś współlokatorki?

– Nie szukałem – odpowiada znudzony.

Opuszczam ramiona.

– Niewiele z tego rozumiem.

– Bo nie chcesz rozumieć – mówi twardo. – Jesteś przyzwyczajona do ludzi, którzy kochają towarzystwo i nie potrafią być sami.

– A może potrafią, ale nie chcą? – odbijam piłeczkę. Nachylam się nad stołem i patrzę prosto w orzechowe tęczówki. – Co jeśli samotność wcale nie jest taka fajna? Może ludzie potrzebują innych? Nie pomyślałeś o tym?

– Ludzie chcą tylko dyrygować innymi – burczy, krzyżując ramionami. – Chcą kontrolować wszystko i wszystkich. Nienawidzą też ludzi takich jak ja.

– Takich jak ty? – kpię. – Możesz ich nie lubić, ale nie możesz oczekiwać, że wszyscy będą to akceptować.

– Mówisz jak moja matka – mówi zrezygnowany.

– Dlatego nie chcesz dziewczyny? – drążę. – Bo sądzisz, że będzie chciała cię kontrolować?

Odchyla się na krześle i posyła mi zmęczone spojrzenie.

– Nie. Nie chcę dziewczyny, bo nie potrafiłbym się o nią zatroszczyć. Nie byłbym dla niej księciem z bajki. Sprawiałbym tylko ból – wylicza.

Patrzę na niego i niczego nie rozumiem. Pocałował mnie, a teraz wygaduje takie bzdury! Skoro nie zależy mu na nikim, to dlaczego pokazuje coś odwrotnego?

– Skąd to możesz wiedzieć? – pytam, bo czuję potrzebę, żeby poznać wreszcie prawdę. – Byłeś kiedyś w związku?

Opuszcza wzrok na talerz.

– Nie, ale próbowałem i nie wyszło.

– Mam za sobą kilka nieudanych związków, ale to nie znaczy, że się poddam.

– Na twoim miejscu już dawno bym to zrobił – mówi cicho.

Cios poniżej pasa. Przygryzam wewnętrzną część policzka, żeby się nie rozpłakać.

– Nikt nie mówił, że życie jest proste – szepczę drżącym głosem.

– Ale nikt też nie powiedział, że wszyscy muszą pragnąć tego samego, prawda? – pyta, podnosząc wzrok. Nasze spojrzenia krzyżują się ze sobą.

Długo nie odpowiadam, bo wiem, że ma rację. Nie każdy chce tego samego od życia. Ludzie powinni szanować wybory innych – wiem o tym, ale nie potrafię...

– A nie wziąłeś pod uwagę faktu, że pająki przerażają. I to też może być powód, dla którego ludzie nie chcą mieć z tobą zbyt wiele wspólnego?

– Nie obchodzi mnie zdanie innych – odpowiada stanowczo. – Nie będę żył tak, jak się innym podoba. Nie pozbędę się pająków, bo jakiejś lasce to nie odpowiada. – Nachyla się nad stołem. – Może przypomnieć mi jak brzmi przysięga małżeńska?

Wybucham śmiechem.

– Serio? – syczę. – Ślub nie ma z tym nic wspólnego.

– Pragniesz wiecznej miłości, a nie znasz warunków – drwi.

Ukrywam twarz w dłoniach.

– Kiedy nasza rozmowa zeszła na tak... poważne tematy? – pytam zdezorientowana.

– Sama zaczęłaś.

Wstaję i zbieram talerze, żeby od razu je pozmywać.

– A teraz jeszcze uciekasz – dodaje.

– Wyraziłeś się jasno: nie chcesz dziewczyny, bo nie chcesz żadnego związku. – Odwracam się do niego plecami, żeby nie mógł zauważać mojego wyrazu twarzy. Jestem rozczarowana, chociaż wcale nie powinnam. Przecież informował mnie o tym wcześniej. – Nie martw się, nie jestem dziewczyną, która po jednym pocałunku wyobraża sobie małżeństwo z gromadką dzieci – mówię i od razu żałuję, bo to kłamstwo.

– Dlaczego odnoszę wrażenie, że nie jesteś ze mną szczera?

– Wydaje ci się – ucinam, wyrzucam resztki obiadu do kosza, a następnie wkładam naczynia do zlewu. – Zmieńmy lepiej temat, bo robi się nieprzyjemnie.

– Sama zaczęłaś – powtarza.

– Niech ci będzie – burczę pod nosem. – Dalej cię nie rozumiem, ale nie zamierzam żądać pozbycia się pająków.

Parska cichym śmiechem.

– I tak bym cię nie posłuchał.

Odkręcam wodę i skupiam się na zmywaniu, bo podejrzewam, że Szymon nikogo nie słucha. Wystarczyło jedno krótkie spotkanie z jego rodzicami, żebym zrozumiała, na czym mniej więcej polega ich relacja. Odwiedzają się, ale nikt nie wchodzi sobie w drogę – może za wyjątkiem Bartka, ale taką ma już osobowość, więc nic nie da się z tym zrobić.

***

Siedzę przy swoim biurku i kątem oka obserwuję wąski korytarz, po którym ciągle ktoś chodzi. Najpierw była Baśka, potem Anka, a na samym końcu Brygida. Czuję dłoń na ramieniu, więc odruchowo podskakuję na krześle. Obracam głowę i wbijam niezadowolone spojrzenie w twarz Kuby.

– Co ty wyprawiasz? – syczę. – Chcesz, żebym dostała zawału?

– Od rana się tu kręcą – mówi, wskazując podbródkiem korytarz. – Wiesz może, o co im chodzi?

– Nie? – Unoszę brwi. – Powiedziałeś komuś, że byliśmy razem u Konrada?

Kuba unosi kącik ust.

– Nikt o tym nie wie.

Mrugam nerwowo.

– Moment! – Biorę głęboki wdech. – Jak to nikt nie wie?! – syczę. – Miałeś załatwić rozliczenie rachunku z Karoliną!

Wzrusza niedbale ramionami, nie odrywając wzroku od mojej twarzy. Jestem trochę skrępowana, bo dzieli nas zbyt mała odległość.

– Nie zrobiłem tego – przyznaje.

– Bo?

Patrzę na niego wyczekująco, ale on jedynie uśmiecha się delikatnie.

– To był naprawdę miły wieczór. Nie chciałem go spieprzyć i przylepić mu łatkę „służbowego wyjścia”.

Odwracam wzrok, bo teraz czuję się maksymalnie niezręcznie.

– Zapłaciłeś za całą kolację. To nie jest fair – przypominam mu.

– Kumple też mogą chodzić na kolacje.

– Ale ja... – Rumienię się. – Jezu, doskonale wiesz, że nie o to mi chodziło! – obruszam się. – Naprawdę chcesz mnie zabrać...

– Tak – przerywa. – Bo muszę powiedzieć ci coś ważnego.

Wzdycham i bardzo powoli obracam głowę, żeby móc znów na niego spojrzeć.

– Mam się bać? – pytam żartobliwym tonem.

Poważnieje.

– Nie. Ale chcę, żebyś dowiedziała się jako pierwsza.

Moje serce zamiera. Chcę dopytać, ale nagle przy moim biurku pojawia się Brygida. Patrzy na mnie znacząco, wyginając usta w kpiącym uśmiechu.

– Po pracy idziemy z dziewczynami na drinka. Dołączysz do nas?

Kuba wraca na swoje miejsce. Przeczesuję dłonią włosy i uśmiecham się serdecznie, bo doskonale zdaję sobie sprawę, że nie warto zadzierać z Brygidą. Pracuje tutaj najdłużej.

– Dzisiaj jestem już umówiona.

– Wybieracie się gdzieś z Kubą?

Zamieram. Za plecami słyszę zduszony śmiech.

– Z Kubą? – Marszczę brwi. – Dlaczego akurat z nim?

– Oj, Brydzia – woła Kuba. – Ten koleś nazywa się Szymon.

Brygida przygląda mi się uważnie.

– To ten, z którym pomyliłaś Konrada?

Wywracam oczami.

– Możecie wreszcie o tym zapomnieć? – pytam błagalnie.

– Nigdy w życiu! – woła Kuba zza moich pleców. – Naprawdę chciałbym zobaczyć minę Szym... Konrada podczas czytania recenzji.

Nawet Brygida wygląda na rozbawioną. Zaciskam zęby, bo na usta cisną mi się mało cenzuralne słowa.

– Szkoda, że cię nie będzie – mówi, próbując brzmieć szczerze. – Ale w takim razie życzę upojnego wieczoru Szymonem. Musi być niezły, skoro przy nim zapominasz o genialnej kuchni samego Konrada. – Puszcza do mnie oko. – Może następnym razem uda nam się wspólnie napić, co?

Kiwam głową.

– Jasne, może następnym razem.

Patrzę jak Brygida odchodzi i czekam, aż wejdzie do swojego biura, a potem odwracam się w stronę Kuby i celuję w niego palcem.

– Nie żyjesz – mówię całkowicie poważnie. – Po co wplątujesz w to Szymona?

Kuba wzrusza ramionami.

– Wplątuję? – powtarza zdumiony. – To nie ja go pomyliłem z Konradem.

Przymykam na chwilę powieki i biorę kilka głębokich oddechów.

– Udam, że wcale tego nie słyszałam – mówię wzburzona, obracając się na krześle. – Wracajmy do pracy.

Wbijam wzrok w swoje notatki. Staram się na nich skupić – bezskutecznie.

– Nati?

Wywracam oczami i odwracam się.

– Co? – burczę.

– Szymon nie jest tylko kolegą, prawda?

Wpatruję się w niebieskie tęczówki Kuby i niczego nie rozumiem.

– To mój współlokator – odpowiadam wymijająco. – Już ci o tym mówiłam.

– Nie kłam – ruga mnie. – Chciałabyś czegoś więcej, prawda?

Kręcę głową z niedowierzaniem.

– Daj temu spokój – syczę. – I naprawdę lepiej będzie, jeśli teraz wrócimy do pracy. Nie skończyłam pisać tej przeklętej recenzji, bo w głowie mam ciągle twoje zachwyty nad grillowanym tuńczykiem. – Wzdycham ciężko. – Mógłbyś mi z tym pomóc?

Czuję dłoń na plecach i znów podskakuję. Próbuję zmrozić Kubę spojrzeniem, ale ten tylko wybucha śmiechem.

– Uwielbiam twoje miny – kwituje ze śmiechem. Nagle poważnieje. – I nie wierzę ci w sprawie Szymona.

– Nie musisz.

– Wiem – mówi cicho, spuszczając wzrok na moje kartki. Przysuwa jedną z nich i parska cichym śmiechem. – „Grillowany tuńczyk to kawałek nieba, wyrwany samemu Bogu”? Kto to pisał?

Przygryzam wargę, żeby nie zabić go śmiechem.

– To twoje słowa.

Kuba macha dłońmi, próbując mnie uciszyć. Nic sobie z tego nie robię i wybucham głośnym śmiechem. Chłopak przygląda mi się uważnie, a po jego ustach błąka się delikatny uśmiech.

– Ładnie się śmiejesz – podsumowuje. – A co do tej recenzji... usuń to przeklęte zdanie! Słyszałaś w ogóle o prawach autorskich?

***

Siedzę przy kuchennym stole i próbuję połączyć w całość moje notatki z komentarzami Kuby. Muszę wytężyć wzrok, żeby się rozczytać, ale i tak bardzo jestem mu wdzięczna za pomoc. Bez niego pewnie męczyłabym się z tym tekstem kilka dni. O wiele łatwiej napisać negatywną recenzję niż pozytywną.

Mija kilka minut i nagle zdaję sobie sprawę, że wracam wspomnieniami do ostatniej rozmowy z Szymonem. Naprawdę starałam się nie myśleć o naszym pocałunku, ale wspólne mieszkanie tylko to utrudnia. A ta głupia rozmowa zrobiła mi sieczkę z mózgu.

Jak mógł mnie pocałować, skoro nie wierzy w związki? Skoro uważa, że w ogóle się do tego nie nadaje? Mówi, że nie potrafiłby zatroszczyć się o dziewczynę, ale zmartwiła go moja reakcja na ucieczkę jednego z pająków. Pocałował mnie, bo rzekomo przestałam oddychać. Przecież to nie ma sensu!

Przez chwilę myślę o Kubie. Nawet on uważa, że coś jest na rzeczy, ale ja tego nie dostrzegam. Nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Szymon jest dla mnie zagadką. Nigdy nie widziałam przy nim żadnej dziewczyny – faktycznie nikt go nie odwiedza. Może gdybym wiedziała, jak się zachowuje przy innych... może wtedy...

Pocieram twarz dłońmi i jęczę przeciągle.

Czy ja naprawdę potrzebuję dodatkowych problemów?

***

Poranki zawsze są trudne. Kawa w kubku wygląda naprawdę dobrze, a jednak jakoś nie potrafię po nią sięgnąć, bo ciało odmawia posłuszeństwa. Najchętniej pospałabym dłużej, ale Karolina oznajmiła, że teraz w każdą środę będziemy mieli zebranie. Nikt nie widzi w tym sensu, oprócz samej redaktorki, ale również nikt głośno się nie sprzeciwił. Kuba tylko wywrócił oczami. Brygida, Anka i Baśka nie odrywały od nas oczu, ale nic sobie z tego nie robiłam. Nie jesteśmy bliskimi koleżankami, żeby ze wszystkiego się sobie zwierzać.

Nagle do kuchni wpada Szymon. Jest bez koszulki. Moje zdradzieckie oczy zatrzymują się najpierw na umięśnionej klatce piersiowej, a potem wolno suną w dół, aż docierają do brzucha. W mojej wyobraźni obrysowuję palcami każdy, najdrobniejszy zarys mięśni. Zaintrygowana, przyglądam się jak przygotowuje sobie kawę.

– Źle wyglądam? – pyta Szymon, przeczesując dłonią zmierzwione włosy. – Wstałem za późno, więc teraz muszę szybko się ogarnąć i lecieć.

– Też powinnam, ale nie mam siły – mówię szczerze. – Łóżko mnie woła, ale moja redaktorka raczej nie zaakceptuje takiego usprawiedliwienia.

– Z pewnością nie. – Niespodziewanie odwraca się w moją stronę. – A co do Kuby... przeproś go w moim imieniu.

Zaskoczona, unoszę wysoko brwi.

– Przeproś? – powtarzam wolno. – Naprawdę mam go przeprosić? – dopytuję. – Dobrze się czujesz?

– Zachowałem się jak idiota i doceniam, że nie powiedział nic Konradowi, bo raczej nie skończyłoby się to zbyt dobrze. – Na jego twarzy pojawia się grymas. – Przynajmniej dla mnie.

– Może powinieneś mu to powiedzieć osobiście? – sugeruję. – I przyznaję, byłeś chamski.

Śmieje się krótko.

– Chamski? – prycha. – Łagodne określenie.

– Dlaczego?

Upija łyk kawy i unosi brew.

– Dlaczego tak się zachowałeś? – ponawiam pytanie.

– Bo tak – odpowiada, wzruszając ramionami. – Przez chwilę myślałem, że to kopia Łukasza. Niespecjalnie miałem ochotę gościć w swoim mieszkaniu kolejnego debila, dlatego zachowałem się dość... niegrzecznie.

Kręcę głową z niedowierzaniem.

– Kuba jest fantastycznym facetem. Jak mogłeś w ogóle porównać go do... – Przewracam oczami. – Ale nieważne. Przekażę Kubie przeprosiny.

– Dzięki – burczy pod nosem. – A teraz spadam do pracy, bo Konrad naprawdę nienawidzi spóźnialskich. Nie chcę mu podpaść.

– Ma trzy restauracje, a przebywa ciągle w jednej?

Szymon wzrusza ramionami.

– To jego ulubiona. Nasza menadżerka mówiła, że jesteśmy również jego ulubionym zespołem, ale ile w tym prawdy to nie wiadomo. – Unosi kącik ust. – Na razie.

– Cześć.

Szymon bierze kubek z kawą i wychodzi z kuchni.

Wciąż jestem w szoku. Przeprosił Kubę. Prycham. Naprawdę chodziło mu o Łukasza. Nie był zazdrosny, tylko zatroskany...

Ale czy tak zachowywałby się facet, któremu nie zależy? Przecież to nie jego sprawa z kim się spotykam – nawet jeśli z kopią tego dupka. Skoro tak bardzo nie lubi ludzi, dlaczego dla mnie robi wyjątek?

Kładę ręce na stole i ukrywam między nimi głowę. Naprawdę nienawidzę poranków.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3112 słów i 19140 znaków, zaktualizowała 11 paź 2020.

4 komentarze

 
  • agnes1709

    Jestem i nadrabiam. Za długo sobie bimbałam i autorka pewnie myśli, że ją porzuciłam. :redface: Nie ma takiej opcji.:kiss: A co do opka – te podchody strasznie długo trwają, czas zedrzeć z kogoś koszulkę... :lol2:

  • elorence

    @agnes1709 nie pomyślałam o tym :) Ale cieszę się, że wróciłaś ❤❤❤

  • Andzia1514

    Kiedy kolejna część

  • elorence

    @Andzia1514 dzisiaj ❤

  • Convallaria

    No dobra, przybyłam sprawdzić czy jest kolejny rozdział bo się nie mogę doczekać 😍 zgadywanie o co tym bohaterom chodzi nigdy mi nie wychodzi więc nie będę próbować 😆

  • elorence

    @Convallaria ooo, miło Cię tu znów widzieć ❤ Kończę rozdział, który pojawi się jeszcze dzisiaj :)

  • AlexAthame

    Probuję rozgryźć tego Szymona,a co do Natali, dlaczego nie zapyta wprost.Czemu mnie całujesz?Tylko by pewnie odpowiedział: Bo chcesz, ewentualnie, bo chcę.Za pierwszą wersję żółta kartka, za drugą czerwona.A tak naprawdę to czego chce Natalia?Jest zdana tylko na to co Szymon zrobi? Oto skutki wspólnego mieszkania chłopaka i dziewczyny.Jak widzisz moje nastawienie do miłośnika pająków jest niestałe.Lubię jasne sytuacje.Całowanie dziewczyny to może nie spanie z nią, ale zobowiązuje.  :smile:

  • elorence

    @AlexAthame zapytała go ostatnio i jakoś niespecjalnie chciał odpowiedzieć :) Szymon to jedna wielka niewiadoma, może z czasem wyjdzie na jaw, o co temu kolesiowi tak naprawdę chodzi :)

  • AlexAthame

    @elorence No właśnie. Zwykle kolesiom chodzi o jedno. A on tylko buzi. Dalej się nie posuwa, a chyba wie, że mógłby. Pozostaje czekać :smile: