To nie powinno się wydarzyć cz 18

Po tak cudownej nocy wcale nie miałem ochoty wstawać z łóżka, a świadomość, że dziś czekała nas poważna rozmowa z dziećmi wcale tego nie ułatwiała. Dochodziła siódma rano, dzieci pewnie jeszcze odsypiali nocne eskapady bo w pokoju obok wciąż było cicho. Dorota spała miarowym, spokojnym snem a ja oparłem się na łokciu i patrzyłem jak spokojnie oddycha. W tym momencie była taka spokojna, wolna od wszystkich tych problemów dnia codziennego. Chciałem uwiecznić ten obraz, ale wiedziałem, że nie da się zatrzymać tej chwili. Nadal czułem jej namiętne pocałunki, przysiągłbym, że nadal czułem jej dotyk, jej delikatne muśnięcie warg. Uwielbiałem budzić się obok niej po spełnionej nocy, uwielbiałem pełen zmęczenia, ale zadowolony zasypiać w jej ramionach i czuć ciepły oddech. Uwielbiałem jej muśnięcia warg na moich plecach, tak bardzo brakowało mi żony. Dopiero nie tak dawno zdałem sobie sprawę z tego, że żyliśmy razem, ale tak naprawdę jakby osobno. Byliśmy rodziną, ale każdy z nas zatopił się we własnych problemach, we własnym świecie i tak naprawdę żyliśmy jakby obok siebie. Teraz miałem natomiast wrażenie, jakbyśmy na nowo odnaleźli tą samą drogę, jakbyśmy kroczyli razem w te samą stronę. To uczucie było fascynujące i przerażające jednocześnie. Zrozumiałem jak miłość bywa krucha, jak łatwo można wszystko stracić, jak łatwo można zapomnieć się, zniszczyć nawet najlepszy związek. Poświęcaliśmy sobie za mało czasu, poświęcaliśmy go za mało dzieciom i przez to stało się to co się stało. Nasza córka wciąż spędzała mi sen z powiek. Nie mogłem przestać o tym wszystkim myśleć, chciałem wyłączyć myślenie, chciałem skupić się na obecnej chwili, ale nie mogłem. Moja mała córeczka, kiedy dorosła i dlaczego ja tego nie zauważyłem? Dlaczego nigdy nie przyłapałem syna na papierosie? Odpowiedź jest banalnie prosta, ale przerażająca jednocześnie. Bo nigdy nie miałem dla nich odpowiednią ilość czasu. Tak bardzo pochłonął mnie romans z Sebastianem, że zostawiłem dzieci same sobie. Zapomniałem o nich. Może gdyby sprawiały jakieś problemy, może jakbym był wzywany do szkoły to przypomniałbym sobie o tym by poświęcić im więcej czasu, ale nie. Boże kochany co by było, gdybym zjawił się trochę później? Czy moja piętnastoletnia córka straciłaby dziewictwo na naszym wakacyjnym wyjeździe? Nie chciałem nawet o tym myśleć, nie mogłem. Usłyszałem kroki i zorientowałem się, że któreś z dzieci już wstało. Opuściłem pokój z zamiarem zrobienia dla wszystkich śniadania. Nie chciałem budzić Doroty, ale dzień był tak ładny, że żal było go przespać.  
- Dzień dobry Aniu - wyznałem cicho do córki. Spojrzałem na piętnastolatkę i zdałem sobie sprawę, że urosła szybciej niż się spodziewałem. Nie wyglądała na swój wiek i nie dziwiłem się temu chłopakowi, że zjadł rozum. Naprawdę wyrosła na ładną dziewczynę, ale zdecydowanie zbyt młodą na takie amory. - Głowa boli? - spytałem cicho w milczeniu przyglądając się jak wypija niemal całą półlitrową butelkę wody. Kac chyba był największą karą jaką mogła dostać.  
- Tato przepraszam. Nie wiem co we mnie wstąpiło - odezwała się po chwili wyraźnie zawstydzona. Nie odpowiedziałem. Chciałem odgryźć się, że po prostu się upiłaś, ale milczałem. Czułem na sobie jej uważny wzrok, ale zignorowałem go. Nie wiem czy zrobiłem to by ją ukarać, czy może po prostu sam nie wiedziałem co mam jej powiedzieć. Skupiłem się na przyrządzaniu jajecznicy, obiecując sobie, że po śniadaniu wrócę z córką do rozmowy.
- Obudź pozostałych dobrze? - poprosiłem córkę, a sam zacząłem nakrywać do stołu.

Nie wiem jak długo patrzyłam na córkę, czując na sobie jej uważne i smutne spojrzenie. Po tak wspaniałej nocy ostatnie na co miałam ochotę to wczesna pobudka, śniadanie i czekająca mnie rozmowa z dziećmi. Jednak rzeczywistość wyrwała mnie z wspomnień i zdałam sobie sprawę, że rozmowa z Anią wcale nas nie minie. Kuby nie było obok mnie, za to z kuchni dobiegały wspaniałe zapachy jajecznicy i kakaa. Poczułam się głodna i nie walczyłam długo z sobą by podnieść się z łóżka. Poszłam się ogarnąć a w tym czasie Ania obudziła starszego brata. Po kwadransie wszyscy razem siedzieliśmy przy jednym stole i w milczeniu zjadaliśmy posiłek. Atmosfera w powietrzu gęstniała z każdą minutą, ale nikt nie przerwał tej ciszy. Tylko my z Kubą od czasu do czasu patrzeliśmy na siebie w głupim uśmieszku, chyba oboje mając ochotę na powtórkę z nocy. Ania niepewnie zerkała a to na tatę, a to na mnie, a to na brata, który widać było, że jest dość rozbawiony całą tą sytuacją, że to o dziwo po raz pierwszy nie on narozrabiał tylko jego młodsza siostrzyczka. Po zjedzonym śniadaniu wciąż w milczeniu pozmywaliśmy z Kubą naczynia. Od czasu do czasu czułam na sobie jego gorące spojrzenie i uśmiechałam się, nie mogąc doczekać się ponownie nocy. Dzieci znikły przed domem. Przez okno obserwowałam jak siedzą na małej ławce obok siebie, ale każdy pogrążony we własnym świecie.  
- To co pora chyba na rozmowę co? - odezwał się Kuba, a ja widziałam, że tak jak ja próbuje jeszcze przesunąć to co przecież było nieuniknione. Rozmowa zbliżała się wielkimi krokami, a ja chciałam, naprawdę chciałam uciec stąd i zapomnieć o tym wszystkim.
- Ty z nim ja z nią, czy wszyscy razem? - zapytałam Kuby wycierając ostatni talerz, który już od kilku minut był suchy i trzymając w ręce ściereczkę, która zrobiła się już mokra. Odłożyłam ścierkę wraz z talerzem, przegryzłam warkę, chcąc chociaż na chwilę ukryć moje przerażenie i wreszcie odnalazłam w sobie na tyle odwagi na ile pozwoliła mi całą ta sytuacja i trzymając Kubę za rękę, jakby to mogło jeszcze w czymś pomóc ruszyliśmy w stronę dworu, gdzie czekały na nas dzieci. Czułam się jakbym po raz pierwszy miała iść do szkoły, albo co najmniej na przesłuchanie o pracę. Próbowałam w głowie zebrać jakieś myśli, próbowałam ułożyć jakiś dialog, ale nie potrafiłam znaleźć ani jednego słowa. Chciałam być surowa, ale nie potrafiłam.  
- Mamo, tato ja Was przepraszam - odezwała się Ania ze łzami w oczach. Chyba nic nie rusza bardziej matki jak płacz jej dziecka. Zamiast porozmawiać z nią, zamiast nakrzyczeć na nią po prostu podeszłam i przytuliłam córkę, kołysząc ją w ramionach. - Chyba zdajecie sobie sprawę, że to było złe? - odezwał się Kuba zdając sobie sprawę, że ja jestem na przegranej pozycji. Miałam za miękkie serce by okazać im złość, czy niezadowolenie. Zawsze byłam miękka dla dzieci, ale prawda była taka, że ja tak samo jak Kuba byliśmy też winni tej sytuacji.  
- Córeczko ty naprawdę chciałaś zrobić to w tym wieku? Nie sądzisz, że jesteś na to trochę za młoda? - odezwałam się cicho. Starałam się by mój głos był łagodny, ale wiedziałam, że muszę zrobić coś, by więcej nic podobnego nie przyszło jej do głowy. - A Ty Bartku też się nie popisałeś. Nie piłeś, widziałeś co się dzieje i nie zareagowałeś. Po Tobie spodziewałam się większego rozsądku - zwróciłam się do syna. - Na obu was się zawiodłam. Na tobie Ania za to, że wypiłaś i coś takiego przyszło Ci do głowy, a na Tobie synku, że nie pilnowałeś siostry. Rozumiem, że nie jesteś jej niańką, ale mogłeś po nas przyjść. Widziałeś co się dzieje, czego on od niej chce i nie zareagowałeś - wyznałam. Nie panowałam już nad tonem własnego głosu, chociaż było szkoda mi dzieciaków, złość okazała się silniejsza. Kuba patrzył to na Anię to na Bartka i pokręcił głową.
- A ty synku od kiedy palisz? - odezwał się po minucie. Spojrzałam blada ma Kubę i po chwili skierowałam wzrok na syna, który siedział ze spuszczoną głową.
- A co Was to obchodzi? Od kiedy interesujecie się naszym życiem?! Kiedy zapytaliście się co u nas? Obchodziły was tylko wasze sprawy i zdrada ojca. Nie skupialiście na nas uwagi a teraz nagle udajecie świętych rodziców i jeszcze do nas macie pretensje? Jesteście cyniczni - usłyszałam. Stałam jak skamieniała patrząc na rozzłoszczone oczy syna. Chciałam coś powiedzieć, ale milczałam bo doskonale wiedziałam, że syn ma rację. Powiedział tylko to, co sami z Kubą myśleliśmy. Nie poświęcaliśmy im wystarczająco uwagi i przez to stało się to wszystko.
- Bartek proszę - wyznała szeptem Ania kompletnie nie wiedząc jak się zachować. Kuba patrzył na niego chłodnym wzrokiem blady na twarzy, ale nie powiedział nic. Po plecach przeszedł mi nie przyjemny dreszcz. Nagle poczułam uczucie zimna, chociaż był środek lata i gorący upalny poranek. Jak bardzo musieliśmy zaniedbać relacje z dziećmi, że wydarzyło się to wszystko? Jak bardzo musieliśmy zawieźć jako rodzice.
- Mamo on tak nie myśli - Ania podjęła próbę łagodzenia rodzinnego konfliktu, ale było na to za późno. Słowa padły jak ostrze raniąc nasze serca. Bałam się by Kuba nie powiedział o kilka słów za dużo, ale on podobnie jak ja próbował panować nad emocjami.
- Pójdę nas pakować - odezwał się po chwili, gdy otrząsnął się z szoku.  
- Jasne uciekaj! - krzyknął za nim Bartek, a ja spiorunowałam go wzrokiem.  
- Wystarczy - rzekła cicho Ania i położyła bratu rękę na ramieniu.

Siedziałem w pokoju ze spuszczoną głową i próbowałem zebrać myśli. Rozglądałem się tępo po pokoju za porozrzucanymi rzeczami zastanawiając się co do jakiej walizki schować. Wziąłem pierwszą rzecz jaka wpadła mi w ręce i patrzyłem tępo przed siebie. Rzuciłem koszulą o podłogę i schowałem twarz w dłoniach. Czułem się tak bardzo upokorzony przez własnego syna i bezradny. Jednak bardziej martwiłem się tym,że to ja upokorzyłem Dorotę moim wyskokiem w bok i świadomością,że dzieci o wszystkim wiedziały.
- Wszystko w porządku? - zapytała czule nie spuszczając ze mnie wzroku.  
- Tak. Po prostu musiałem ochłonąć. Gówniarz wytrącił mnie z równowagi,ale nie powiedział niczego co by nie było prawdą. Miał rację jestem do niczego i kiepskim ojcem - wyznałem. Popatrzyła na mnie w milczeniu. Zastanawiałem się, czy też tak uważa, skoro nic nie mówi i wcale nie miałem jej tego za złe. Za to jak zachowywałem się, za to jak ją potraktowałem miała prawo uważać mnie za łajdaka.  
- Wybaczyłam Ci tamte zachowanie, a Bartek nie ma prawa w ten sposób odzywać się do ojca, do nas. A co do naszego zachowania to co tu kryć oboje polegliśmy jako rodzice. I tylko my razem możemy to naprawić. Chcę odbudować relację z dziećmi Kubo. I Potrzebuje do tego twojej pomocy - usłyszałem. Miała rację. Oboje nawaliliśmy i oboje musimy  to naprawić tylko jak? Jak mamy trafić do dzieci, skoro własny syn czuł do nas tyle gniewu i niechęci? - Wracajmy. Pokaż mu,że nie jesteś tchórzem Kubo. Bo nie jesteś prawda? - spytała. Zawahałem się. Czasami naprawdę czułem się jak tchórz, jak pieprzony tchórz, który najchętniej uciekłby gdzie pieprz rośnie, ale miałem rodzinę. Ukochaną żonę, która znaczyła dla mnie tak wiele i którą za wszelką cenę nie mogłem stracić, ukochane dzieci, które były dla mnie całym światem i mimo tego co powiedziały nadal byłem wstanie oddać za nich wszystko. Na tym polega rodzicielstwo, nie wiadomo jak bardzo mogą Cię ranić, nie wiadomo co możesz usłyszeć a i tak zawsze im wybaczysz i cały czas będziesz kochał je bezwarunkową miłością. Ja tak właśnie kochałem moją rodzinę. Bezwarunkowo. Kilka chwil później wróciliśmy z Dot na podwórko, gdzie dzieci siedzieli ze spuszczoną głową.
- Tato,przesadziłem wiem. Wcale tak nie myślę. Kocham Was, po prostu mam trudny okres. Wiem nie powinienem i bardzo was za to przepraszam - odezwał się Bartosz. - Po prostu no bo ja, no bo ja - stał ze spuszczoną głową i patrzył na Anię, jakby u niej szukał ratunku. - Będę ojcem - wyznał nagle. - Wczoraj dowiedziałem się,że moja dziewczyna jest w ciąży - powiedział w końcu CDN

agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2349 słów i 12308 znaków, zaktualizowała 3 lut 2018.

2 komentarze

 
  • wolna

    rozwijasz się <3

  • agusia16248

    @wolna Nie prawda kochana. Właśnie kiedyś lepiej pisałam <3

  • cukiereczek1

    Czekam na kolejną z niecierpliwością dodaj!!  :* :* :) :)