To nie powinno się wydarzyć cz 11

Wpuściłem Sylwię do domu i nalałem jej wody. Sam piłem spory łyk szkockiej z lodem, ale przez stan w którym znajdowała się moja znajoma nie mogłem poczęstować jej alkoholem.
- Co teraz masz zamiar zrobić? - spytała cicho. Machnąłem rękoma. Nie miałem pojęcia jak wybrnąć z zaistniałem sytuacji, nie wiedziałem co teraz będzie z moim życiem, z moim małżeństwem.
- Powiedziałem jej prawdę. Przynajmniej tą, którą mogłem - spojrzałem na nią.
- Powinieneś powiedzieć jej wszystko. Słyszysz wszystko! - rozzłościła się Sylwia. Spojrzałem na jej brzuch. Położyłem rękę na brzuchu i poczułem solidne kopnięcie. Poczułem złość na myśl, że dziecko będzie wychowywać się bez ojca, na myśl, że nigdy nie pozna taty.  
- Będę płacił Ci Alimenty - powiedziałem cicho. Opałem na łóżko i spojrzałem na kobietę, dając jej znak by usiadła obok mnie.
- Wiesz, że tego nie musisz. Nie masz wobec nas żadnego długu Jakubie - powiedziała cicho. Spojrzałem przed siebie. Zamknąłem oczy próbując pozbyć się poczucie winy, która wciąż we mnie rosło. Ile kobiet skrzywdziliśmy? ile kobiet zraniłem? chyba bym nie zliczył.  
- Owszem muszę. Może i nie muszę, ale chce. Jestem Wam to winien - podniosłem na nią wzrok. - Znajdę go. Przysięgam, że znajdę tego sukinsyna i zrobię wszystko by wziął odpowiedzialność za to co się stało - wyszeptałem. Nie chciałem być sam, ale teraz wiedziałem, że przyjazd kobiety do mnie to nie był dobry pomysł. Bałem się samotności, poczucia winny, bałem się tego, że zostanę sam. Bałem się koszmarów, które towarzyszyły mi przez lata.Jednak mimo stanu upojenia, mimo złości i rozgoryczenia nie mogłem i nie chciałem zdradzić Doroty. Kochałem ją. Nie mogłem powiedzieć jej wszystkiego, nie mogłem powiedzieć jej nie których spraw, ale nadal ją kochałem i wierzyłem, że jak ochłonie, jak to wszystko przemyśli wróci do domu byśmy na spokojnie mogli porozmawiać.
- Pójdę już. Nie powinnam tu przychodzić Jakubie. Nie powinniśmy się spotykać, przynajmniej na razie - usłyszałem. Miała rację. Obiecałem, że zawsze jej pomogę, obiecałem, że zawsze ona i dziecko będą mogli na mnie liczyć, ale nie mogła tu być.
- Przepraszam Cię - dotknąłem jej policzka, czując jak przeszywa mnie dreszcz. Pragnąłem kobiety, pragnąłem ciepłego ciała, ale nie jej. Już dość wyrządziłem jej krzywdy. - Ty i to dziecko nie jesteście sami, macie przecież mnie - powiedziałem cicho wciąż czując solidne kopniaki dziecka. Uśmiechnąłem się, ale po chwili spoważniałem uświadamiając sobie, że przez grzechy mojej rodziny kobieta została sama. Sama z dzieckiem, sama ze strachem. Było mi jej żal, zapragnąłem zachować się jak porządny mężczyzna, wziąć za nich odpowiedzialność i pomóc im. Nie wiedziałem jak, ale zapragnąłem im pomóc.  
- Dorota Ci wybaczy. Widziałam jak na Ciebie patrzy. Kocha Cię - powiedziała cicho.
- Ty tak kiedyś patrzyłaś, prawda? - spytałem. Nic nie odpowiedziała, a ja nie zadawałem więcej jej pytań. - Uważajcie na siebie - poprosiłem i odprowadziłem do samochodu. Stałem jak dureń, patrząc jak kobieta odjeżdża.


Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Byłam oszołomiona po tym czego dowiedziałam się o dawnym życiu Kuby. Chociaż było to przed tym nim się znaliśmy, nie wiedziałam czy będę jeszcze potrafiła mu wybaczyć. Kochałam go. Nie miałam co do tego wątpliwości. Nasze małżeństwo od dawno przechodziło kryzys, po tym czego się dowiedziałam w ostatnich dniach, po tym jak zdradził mnie z własnym bratem ja wciąż żywiłam do niego ciepłe uczucia. Wiem może postępowałam jak idiotka, może już dawno powinnam się z nim rozwieść, może nie można było już tego wszystkiego nazwać związkiem małżeńskim, ale cały czas go kochałam i nie chciałam tego tak po prostu przekreślać.  
- Dot - usłyszałam głos Izy. Spojrzałam na siostrę, która stała obok mnie i głaskała mnie po włosach, a ja starałam się nie rozpłakać.
- Nic nie mów - poprosiłam chowając twarz w dłoniach. Nie wytrzymałam. Mimo tego jak bardzo się starałam, jak bardzo próbowałam być silna i nie rozkleić się, nie pokazywać swojej słabości, nie mogłam wytrzymać. Łzy leciały ciurkiem z moich oczu, a w głowie roiło się od pytań i wątpliwości. Co teraz z nami będzie? Jak będzie wyglądało nasze małżeństwo? czy będę potrafiła mu wybaczyć? zapomnieć o tym co zrobił? gdy Sebastian przyjechał po mnie, gdy powiedział mi o tym, że Kubie grozi niebezpieczeństwo, serce stanęło mi w gardle. Nie wahałam się ani chwili tylko pojechałam wraz z nim. Gdy słyszałam strzały, a potem zobaczyłam jak wyprowadzają Jakuba, strach zmieszał się z radością i ulgą. Tak niewiele brakowało. Przecież mogło tam dojść do niemal wszystkiego. Mógł zostać ranny, mógł zginąć. Gdy upewniłam się, że żadna zabłąkana kula nie trafiła w jego ciało, gdy nie miał żadnego śladu rany, czy krwi strach znikł, a pojawiła się radość. Wtedy obiecałam sobie, że już nigdy nie pozwolę mu zaryzykować ani odejść, że już nigdy nie stracę go na nowo. A teraz? co czułam teraz?
- Co zamierzasz zrobić? Wiesz, że to nie jest zły człowiek. Kocha dzieci, kocha Ciebie Dot - usłyszałam cichy głos siostry. Spojrzałam na nią, ale nie odpowiedziałam. Nie chciałam słuchać tych głupich pytań co masz zamiar teraz zrobić? nie chciałam słuchać mądrych rad ludzi, których kochałam i szanowałam. Nie wiedziałam. Sama nie wiedziałam jaką podejmę jeszcze decyzję, czy będzie ona mądra, czy nie, czy będę jej żałować. Bolała mnie głowa. Chciałam chociaż na chwilę skupić się na myśleniu o czymś innym.
- Nie wiem. - wyznałam przytulając się do siostry. - Nie wiem Iza - dodałam i wybuchłam niepohamowanym płaczem.


Stałem starając się kontrolować uderzenia serca, nie wiedziałem właściwie co ja tutaj robię, dlaczego przyjechałem, po co? ostatni czasie działałem tak bardzo nieracjonalnie,że sam zacząłem się sobie dziwić, zacząłem sam w siebie wątpić. Nie poznawałem siebie. Już chciałem odejść, już doszedłem do wniosku,że popełniłem kolejny duży błąd, gdy drzwi otworzyły się.
- Witaj - zadrżałem. Mężczyzna długo przyglądał się mojej twarzy nim otworzył drzwi i pozwolił mi wejść. Wiedziałem zmieszanie i zakłopotanie w jego oczach i zrozumiałem,że przyszedłem w nie w porę. Już chciałem wyjść, już chciałem złapać za klamkę od jego drzwi, gdy poczułem na ramieniu męską dłoń.
- Zostań - poprosił Sebastian, a ja odwróciłem się do niego twarzą. - Chcę byś kogoś poznał - powiedział cicho. Po chwili do salonu wszedł ubrany mężczyzna, a ja dopiero teraz zrozumiałem. Sebastian nie był sam. - To mój przyjaciel Igor a to - spojrzał mi w oczy tak jakby zastanawiał się kim mnie nazwać. Po chwili westchnął zrezygnowany i zamilkł.
- Jestem mężem siostry Sebastiana - odezwałem się za niego. Mężczyzna popatrzył na mnie przez chwilę jakby badał grunt. Nie wiedziałem,czy Seba wspominał mu kiedyś o mnie, ale w jego dziwnym błysku w oczach domyślałem się,że tak.  
- Pójdę już. Macie sobie pewnie wiele do powiedzenia - rzekł mężczyzna i zabrał swoją kurtkę. Przytulił Sebastiana i mierząc mnie surowym spojrzeniem wyszedł z mieszkania zatrzaskując za sobą drzwi.
- Przepraszam nie wiedziałem,że miałeś gościa - powiedziałem cicho. Sebastian zbył moje słowa milczeniem. Usiadł obok mnie i kładąc swoją dłoń na moim kolenie spojrzał mi w oczy.
- Co się stało,że przyszedłeś do mnie? nie byłeś tu od - zawiesił się i spuścił wzrok.  
- Przyszedłem do Ciebie by Ci podziękować. Z tego wszystkiego zapomniałem zrobić to od razu. Dziękuję za to,że wezwałeś policję, uratowałeś mi życie Sebastianie - powiedziałem cicho.  
- Też byś tak postąpił. Nie wiesz jak bardzo się o Ciebie bałem. Jak bardzo drżałem o twoje życie Jakubie - jęknął.
- Przyjechałem do Ciebie bo chyba tak naprawdę nie chciałem być sam. Powiedziałem Dorocię prawdę, przynajmniej część niej - wyznałem. Jego ręka powędrowała wyżej. Poczułem jak serce przyspiesza.
- Nie wiem czy postąpiłeś rozsądnie! Jak ona to przyjęła? - odsunął się ode mnie i stanął przy oknie. Spojrzał w okno, jakby szukał tam odpowiedzi na zadane mi pytanie.  
- Źle. Pojechała do Izy. Boję się,że dojdzie do rozwodu - stanąłem tuż za nim. Byłem tak blisko niego,że czułem zapach jego perfum. Zbyt blisko. - Nie wiem co mam robić - powiedziałem do jego ucha. Odwrócił się i nasze spojrzenie się spotkało.
- Walcz o nią - powiedział mi prosto w oczy. Odszedłem od niego. Usiadłem zrezygnowany na kanapie i oparłem głowę, która bolała niemiłosiernie.
- Długo go znasz? - Nie wiem dlaczego zadawałem te pytania. Dlaczego tak bardzo interesowałem się jego życiem, ale poczułem ukłucie zazdrości. Już sam siebie przestałem rozumieć, powinno cieszyć mnie to,że Sebastian układał sobie życie, powinno cieszyć to,że ne załamał się po naszym zerwaniu,że sobie radzi,a zamiast tego zachowywałem się, czułem się jak zazdrosny kochanek.  
- Czego Ty właściwie chcesz?! Sam zakończyłeś to co nas łączyło, więc nie masz prawa zadawać mi takich pytań! - zdenerwował się Seba.
- Długo? - spytałem ponownie.
- To nie twój biznes - zirytował się mężczyzna. - Zamówię Ci taksówkę - ruszył do pokoju w poszukiwaniu komórki. Nie wiem dlaczego to zrobiłem. Chyba tak naprawdę nawet nie wiedziałem co robię. Poszedłem za nim. Zastałem go siedzącego w pokoju, czerwone oczy zdradzały to,że płakał.
- Seba - usiadłem obok niego. - Nie chciałem tego, nie chciałem by do tego doszło - złagodniałem. Zamknąłem za sobą drzwi i położyłem mu rękę na ramieniu. - Tęsknie za Tobą - wyszeptałem mu do ucha. CDN

agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1914 słów i 10062 znaków, zaktualizowała 6 cze 2017.

1 komentarz

 
  • cukiereczek1

    Rewelacyjna część czekam na kolejną z niecierpliwością :* :)