To nie powinno się wydarzyć cz 15

Tej nocy nie mogłam zasnąć, leżałam obok ukochanej osoby i patrzyłam jak Kuba miarowo i spokojnie śpi. Jego oddech był spokojny, płytki, a ja nie mogłam przestać na niego patrzeć. Chyba tak naprawdę wciąż nie wierzyłam w to co się stało, w to gdzie jestem i z kim w jednym łóżku. Kuba był moim mężem, więc dla innych to był oczywisty fakt, że spaliśmy razem, ale dla mnie było to coś niesamowitego. Upojna noc sprawiła, że nie mogłam zasnąć, wciąż przypominałam sobie nasze pocałunki, dotyk i jego pieszczoty. Tak bardzo tęskniłam za namiętnością, której tak bardzo brakowało ostatnio w naszym życiu, za jego spojrzeniem, za jego uwagą. Robiłam wszystko by mnie zauważył, ale on jakby był ślepy na to co działo się między nami. Później oznajmił, że chce odejść, że ma dziecko z inną, a ja straciłam już nadzieje. Teraz natomiast leżałam obok niego, słuchałam jego spokojnego, równego bicia serca i wiedziałam, że teraz w tym momencie należał do mnie, był mój. Chciałabym dowiedzieć się jak dalej będzie wyglądało nasze życie, ale nie miałam czarodziejskiej kuli i wiedziałam, że tylko od nas i od dokonanych wyborów zależy nasza przyszłość. A ja już wybrałam. Wybrałam mężczyznę, który zadał mi tyle bólu, ale także podarował lata szczęścia. Wstałam z łóżka i podeszłam w stronę okna. Spojrzałam na księżyc, który lśnił otoczony milionami gwiazd.
- Boże co mam zrobić? - zadawałam sobie setny raz to samo pytanie, chociaż wiedziałam, że tylko ja mogę podjąć jakąś decyzję. Nałożyłam na siebie szlafrok i wyszłam przed dom. Była piękna czerwcowa noc. Powietrze na dworze było świeże i lekkie, a ptaki śpiewały swoją melodię. Usiadłam na progu i zamknęłam oczy, dałam się ponieść wspomnieniom.  
- Dot - cichy niemal niesłyszalny głos mojego męża wyrwał mnie z wspomnień. Spojrzałam na niego na pół przytomnym wzrokiem, nie mogąc odgadnąć, czy to sen czy jawa, ale po chwili, gdy poczułam jego ciepłe dłonie na swoich ramionach zrozumiałam. - Gdy obudziłem się, a Ciebie nie było, gdy zostałem puste łóżko przeraziłem się - wyznał szczerze.
- Chciałam po prostu w spokoju pomyśleć. Musiałam zaczerpnąć świeżym powietrzem - rzekłam cicho.
- Na dworze? Musiałaś pomyśleć na dworze? - zmarszczył brwi. Podszedł i delikatnie podniósł mnie z ziemi. Zaprowadził do mieszkania i posadził przy stole. - Może powinnaś czegoś się napić. Zmarzłaś - zauważył. Kiwnęłam głową. Miał racje, dopiero teraz zorientowałam się, że trochę mi zimno. Widocznie noce wcale nie były takie ciepłe jak sądziłam, albo ja spędziłam tam więcej czasu niż myślałam. - I co postanowiłaś? - zapytał po kilku minutach, stawiając kubek z ciepłą herbatą tuż przed moją twarzą. - Pij - nakazał. Zabrał jedną moją dłoń w swoje ręce i masował delikatnie próbując mnie rozgrzać. Nie mogłam skupić się na zawartości kubka, bo coraz bardziej poddawałam się jego pieszczotą. - Kub - mój głos drżał. Nie byłam wstanie dokończyć zdania, ani też jego imienia, bo czułam jak rozpala mnie od środka. - Kuba - oddychałam płytko i szybko, a on nic sobie z tego nie robił. Przerwał na chwilę po to bym mogła w spokoju wypić herbatę, a gdy odłożyłam kubek, wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni.  
- Cii nic nie mów - poprosił, a ja nie śmiałam już protestować.


Nie słyszeliśmy niczego prócz dwóch przyspieszonych bicia serc. Staraliśmy się wyrównać oddechy, ale nie zdążyliśmy bo znów moje ciało jej zapragnęło. Nie wiem który to już raz kochałem się tej nocy z moją żoną, ale wcale nie było mi dość. Moje ciało pragnęło jej za każdym razem, gdy chwilę odpoczywaliśmy po kolejnym wspaniałym spełnieniu.
- Kocham Cię - szepnęła między orgazmami i bezwładnie upadła na moje ciało. Schowała swoją twarz w dłoniach jakby zawstydziła się tego co mówiła i robiła. W tej chwili przypominała małą przerażoną, zagubioną dziewczynkę. Znieruchomiałem by po chwili podnieść ją i zmusić by na mnie spojrzała.
- Ja też Cię kocham Dot - rzekłem cicho i przywarłem ustami do jej warg. Nasze języki szalały taniec miłości, a nasze pocałunki z każdą kolejną chwilą stawały się bardziej namiętne i upragnione. - Chyba mnie wykończysz - zaśmiałem się, gdy po raz kolejny tej nocy, a właściwie tego poranka poczułem jak znów mi stoi.
- Chyba pora na kilka godzin snu - powiedziała zmęczona, ziewając raz po raz. Uśmiechnąłem się do żony i pokiwałem głową. Miała racje. Czekał nas ciężki dzień. Chciałem szczerze z nią porozmawiać nim pojedziemy po dzieci, musiałem zadać jej kilka ważnych pytań, bo ta niepewność zabijała mnie od środka. Chciałem, pragnąłem tego by dała nam szanse, by znalazła w sobie na tyle siły żeby wybaczyć mi to co robiłem i zacząć wszystko od nowa. Kochałem ją.
- Śpij słodko kochanie - wyznałem czule ją całując. Przytuliłem się do niej, chowając ją w swoich ramionach i wdychając zapach jej włosów, mocno tuląc do siebie jakbym w ten sposób miał ją zatrzymać pozwoliłem jej na kilka godzin snu. Sam też starałem się zasnąć by chociaż na chwilę nie myśleć o tym co spotka nas rano. Starałem się nie myśleć o czekającej nas rozmowie. Sebastian miał rację, ona nie zasługiwała na takie cierpienie, nie zasługiwała na to jak się zachowywałem. Mylnym przekonaniem, że ratuję ją przed sobą o mało nie zabiłem ani siebie ani jej. Potrzebowaliśmy się, przysięgaliśmy być razem na dobre i złe. Gdybym jeszcze nie kochał tej kobiety, ale ja kochałem ją. I własnie dlatego postanowiłem zrobić wszystko by ratować nasze małżeństwo. W imię miłości do tej kobiety i dla niej, dla mojej ukochanej żony.

Zbudził mnie  zapach pochodzący z kuchni. Otworzyłam pomału oczy i rozejrzałam się po mieszkaniu. Dopiero po chwili przypomniałam sobie wydarzenia minionej nocy i poczułam jak oblewam się wstydem. Miniona noc była tak magiczna, wyjątkowa,że niemal czułam ból na samą świadomość,że czas zmierzyć się z rzeczywistością. Poczułam burczenie w brzuchu i uśmiechnęłam się. Prawda była taka,że byłam głodna jak wilk i zjadłabym nawet konia z kopytami.
- Dzieńdoberek - przywitał mnie Kuba przynosząc do łóżka na tacy pięknie pachnące śniadanie. - Twoje ulubione - powiedział zadowolony z siebie, a ja uśmiechnęłam się. - Spałaś tak smacznie,że nie miałem sumienia Cię budzić. Dałem Ci troszkę pospać, bo w nocy - zaśmiał się.  
- Zjesz ze mną? - zmieniłam szybko temat, bo wciąż czułam jak palą mnie policzki. Czułam jeszcze coś pod cienkim materiałem koszuli nocnej, ale nie chciałam tego dać po sobie poznać. Przecież tam kilka ulic stąd czekały na nas nasze dzieci.
- Zjemy wspólnie śniadanie, ogarniemy się i pojedziemy po dzieci, zgoda? - rzekł. Kiwnęłam tylko głową na znak zgody, bo usta miałam zajęte zjadaniem tego wszystkiego. Nurtowała mnie świadomość,że musimy zacząć ze sobą szczerze rozmawiać i pytania na które tak bardzo oczekiwałam odpowiedzi. Chyba czuł to samo, bo w pewnej chwili spoważniał, a po uśmiechniętych oczach Kuby nie było nawet śladu
. - Co z nami? - Zapytaliśmy jednocześnie wybuchając śmiechem. Chociaż żadnemu z nas nie było do śmiechu, miło było wiedzieć,że jeszcze nadajemy na tych samych falach.  
- Ja bym chciał byście do mnie wrócili - odezwał się pierwszy Kuba. Chciałam powiedzieć a ja bym chciała wrócić pod warunkiem,że nas zechcesz, ale nie powiedziałam nic. Wstałam i rzuciłam mu się na szyję, bo tak wielką poczułam ulgę. Bałam się,że nas nie zechce,że znów odtrąci mnie od siebie, ale nie. Tym razem wrócił mój Kuba, mój ukochany Kuba, za którym tak bardzo tęskniłam przez ten cały czas. - Jeśli tylko chcesz pójdę na terapię, pójdę do psychologa, zgodzę się nawet na terapie małżeńską, tylko zostać ze mną Dot - jego głos zmiękł tak bardzo,że poczułam coś niewiarygodnego.
- Bałam się,że nie będziesz mnie chciał. Bałam się,że to co było w nocy to raczej wypity alkohol niż stęsknione twoje serce,że rano usłyszę chce się rozwieźć - przyznałam szczerze sama przed sobą.  
- Starałem się żyć bez Ciebie, ale widziałaś wczoraj co z tego wyszło. Jesteś moim powietrzem, bez Ciebie nie umiem funkcjonować - wyznał. Moglibyśmy tak w nieskończoność, ale tam w mieszkaniu mojej siostry czekały dzieci, który dość przeszły i które tęskniły za prawdziwą rodziną, domem i poczuciem bezpieczeństwa. - Zabieram Cię dziś na kolację, na której sobie wszystko wyjaśnimy. Jak myślisz Iza zostanie wieczorem z dziećmi? - zapytał Kuba, sprzątając po naszym śniadaniu. Kiwnęłam głową, nie mogąc już doczekać się wieczora. Poszłam wziąć szybki prysznic, przebrałam się i uczesałam i byłam już po chwili gotowa jechać po nasze skarby. Tęskniłam za dziećmi, za stabilizacją i spokojem w naszym życiu. Tyle było niewypowiedzianych słów, tyle przeszkód, które wciąż czekały na rozwiązanie.
- Z tym dzieckiem - rzekł cicho Kuba, gdy tylko odpalił samochód.  
- Nic nie mów - poprosiłam czując jak łzy zbierają się w moich oczach.  
- Nie ma żadnego dziecka - powiedział w końcu po kilku minutach uciążliwej ciszy, gdy wreszcie dojechaliśmy pod dom Izy. -Kłamałem - rzekł przepraszająco wychodząc z samochodu. Nie drążyłam dalej tematu, bo lada moment mieliśmy zobaczyć się z dziećmi.  
- Przyjechali! - zawołali radośnie rzucając się nam w ramiona.  
- Zabieram Was do domu - rzekł Kuba tuląc do siebie nasze dzieci... CDN

agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1874 słów i 9824 znaków, zaktualizowała 4 sty 2018.

1 komentarz

 
  • cukiereczek1

    Czekam na kolejny z niecierpliwością !! ????????????????

  • agusia16248

    @cukiereczek1 Już nie długo kochana :*