Iluzja – rozdział 9

Iluzja – rozdział 9Tak jak powiedział Harvey, przed spotkaniem z nim porządnie się wyspałam. Nie było to nawet trudne. Byłam tak zmęczona, że zasnęłam, ledwie moja głowa dotknęła poduszki. Nic mi się nie śniło – albo tego nie pamiętałam, bo podobno zawsze się coś śni – i przespałam budzik, który miałam ustawiony na dziewiątą rano. Obudziłam się dopiero o jedenastej, kompletnie zdezorientowana, z sianem na głowie. Na szczęście miałam czas, z Harveyem byłam umówiona dopiero na szesnastą.  
Wyjątkowo nie musiałam się nigdzie spieszyć i to było cudowne uczucie. Leżałam jeszcze trochę w łóżku z Olivierem, który mruczał, opierając swoje ciepłe ciało na moim; potem wzięłam długą kąpiel, zastanawiając się, kiedy ostatnio miałam na nią czas. Moje życie byłe wypełnione szybkimi prysznicami. Później stanęłam przed szafą i zadałam sobie pytanie – w co się ubrać? Nadal nie znałam definicji rozrywki według Harveya, więc wolałam nie ryzykować z sukienką. Sięgnęłam po dopasowane dżinsy i luźniejszy sweter w kolorze malinowym. Włosy związałam w kucyk, ale darowałam sobie makijaż. Pociągnęłam rzęsy tuszem, założyłam srebrne nausznice i stwierdziłam, że nie ma co przesadzać.  
Mama była w pracy, a tata gdzieś wyszedł, więc zrobiłam obiad tylko dla siebie; później starczyło mi czasu tylko na herbatę, umycie zębów i już była szesnasta. W pewnym momencie usłyszałam warkot motocykla i natychmiast poczułam ściskanie w podbrzuszu. Denerwowałam się? Ale czym? Chodziło o Harveya czy o to, co mieliśmy robić?
Pokręciłam głową. To zabrzmiało jakbyśmy co najmniej jechali uprawiać seks.  
Przygładzając nerwowo włosy, założyłam dżinsową kurtkę, zasunęłam ją i wyszłam przed dom. Harvey siedział na motocyklu i wyglądał… cholernie seksownie. Nigdy nie uważałam motocykli za coś fascynującego, ale chyba zaczynałam zmieniać zdanie.  
– Hej – przywitałam się, idąc do niego na miękkich nogach.
– Cześć. – Podniósł do góry drugi kask. – Gotowa?
– Chyba tak. – Uśmiechnęłam się nerwowo. – Poczekaj, tylko zamknę drzwi.
Miałam dobry humor, naprawdę dobry, po raz pierwszy od dawna. Byłam ciekawa, co takiego Harvey zaplanował. Cieszyłam się, że się wyspałam i że jednak spędzę z nim czas.  
Uśmiech jednak szybko zniknął mi z twarzy, gdy podeszłam do Harveya, a on podał mi kask, z którego wystawał długi blond włos. Kiry?
Czułam, że zbladłam. Natychmiast założyłam kask, starając się, by Harvey niczego nie wywnioskował z mojej miny. Czy ten włos już tam był, gdy ostatnio jechaliśmy razem na motocyklu czy może spotkał się z nią po raz kolejny? Próbowałam wytężyć pamięć, obejmując go jednocześnie w pasie, ale wydawało mi się, że poprzednio tego włosa tam nie było.  
Dlaczego tak mocno to na mnie wpłynęło? Nie wiedziałam, ale nagle mój dobry humor gdzieś uleciał. Wszystko wskazywało na to, że spotkał się z nią jakoś niedawno. Dlaczego? Czego chciała ta kobieta? Upiec dwie pieczenie na jednym ogniu? Najpierw go upokorzyła, zrobiła z niego wariata, a on…
Pohamowałam nieprzyjemne myśli. Nie miałam prawa go oceniać. Sama nie byłam ideałem. Było mi jednak przykro. Kim dla niego byłam? Zastępstwem? To z jej powodu nie miał czasu spotkać się wcześniej?
Byłam tak zamyślona, że nawet nie patrzyłam, dokąd jechaliśmy. W końcu Harvey zatrzymał się przed dużym budynkiem, w którym, jak mi się zdawało, znajdowała się kręgielnia. Schodząc z motocykla, zmarszczyłam lekko brwi.
– Przyjechaliśmy na kręgle? – zapytałam, starając się, by mój głos brzmiał normalnie.
– Nie do końca. – Harvey także zsiadł i zdjął kask. – Tu mają nie tylko kręgle. Chodź. – Wykonał zapraszający gest. Zdejmując kask, weszłam do środka i szłam za Harveyem przez jakieś korytarze. Nigdy tu nie byłam. W końcu moim oczom ukazało się duże pomieszczenie, w którym na kanapach siedziało kilkanaście osób, a obok była duża lada. Nadal nie rozumiałam, o co tu chodziło.
– Lasery.
Przeniosłam wzrok na Harveya, który właśnie pakował nasze kaski do małej szafeczki.
– Lasery? – powtórzyłam.
– Nigdy nie byłaś? Tym lepiej. – Uśmiechnął się. – Będziesz się dobrze bawiła.
Coś mi się chyba kojarzyło. Popatrzyłam na bez drzwiowe pomieszczenie z boku i zobaczyłam wiszące kamizelki z pistoletami laserowymi, które mieniły się różnymi kolorami. Wydawało mi się, że ktoś kiedyś wspominał mi o tej grze. Może Brian?
– Czy to ta gra, w której dzielisz się na drużyny, zakładasz te kamizelki z pistoletami i strzelasz jakimiś laserami w przeciwników?  
Harvey lekko się roześmiał.
– Tak, dokładnie. Choć to bardzo uproszczony opis. Ale masz rację, gra odbywa się na specjalnej arenie, która jest labiryntem. Oczywiście, jest ciemno, jedyne światła to kamizelki twojej drużyny oraz przeciwników. Kamizelki są wyposażone w bezprzewodową kontrolę wi–fi. Sensory na kamizelkach reagują na strzały. Jeśli zostajesz trafiona, umierasz na pięć sekund, później system się restartuje.
Nie śmiałam mu przerywać, ale czułam, jak gwałtownie pobladłam po jego słowach. Umierasz na pięć sekund – nie mógł wiedzieć, jak działają na mnie te słowa, bo niby skąd? Do oczu jednak napłynęły mi łzy. Olivia. Gdyby tylko ona mogła umrzeć na jedyne pięć sekund, a później wrócić do życia… gdyby życie było tak proste jak ta gra…
Nie chciałam się jednak przed nim rozpłakać. Niemal słyszałam w głowie głos siostry – ogarnij się! Nie rycz przed fajnym facetem, tylko weź się w garść i idź się bawić!
Tak, to brzmiało jak fajna zabawa. Nie mogłam się teraz rozkleić. Moja siostra nie żyła, ale ja tak; i wiedziałam, że kopnęłaby mnie w tyłek, gdyby mnie teraz widziała. Chciała, bym się dobrze bawiła.
– Brzmi fajnie – powiedziałam po chwili. – Będziemy sami?
– To zależy od ciebie. Możemy dołączyć się do którejś grupy, możemy też iść sami. Jak wolisz.
Sama z Harveyem w ciemnym labiryncie? Chyba nie czułam się jeszcze na to gotowa. Wciąż myślałam o tym długim blond włosie w kasku.
– Możemy się do kogoś dołączyć, jeśli to nie problem.
– Załatwione. – Podszedł szybko do kobiety za ladą.  
Nowa gra zaczynała się już za dziesięć minut, więc mieliśmy jedynie chwilę na siedzenie na kanapie; zaraz później zostaliśmy wprowadzeni do pomieszczenia, w którym wisiały kamizelki. Razem z nami było sześć osób w różnym wieku – widziałam starszego mężczyznę z dziećmi, dwójkę nastolatków i jakąś dziewczynę, na oko dwadzieścia lat. Nawet cieszyłam się z tego zróżnicowania – zapowiadała się fajna gra. Podczas gdy były tłumaczone zasady gry, przyglądałam się kamizelkom. Wybrałam tę, która świeciła się na niebiesko, a Harvey – tę zieloną. Mrugnął do mnie, zakładając ją.
– Porywalizujemy. Będzie ciekawie. – Podniósł pistolet i wycelował go we mnie, a ja parsknęłam nerwowym śmiechem.
– …na kamizelkach znajdują się punkty, w które musicie celować, by trafić przeciwnika. Nie celujcie na oślep. Uważajcie na pułapki, które mają za zadanie was zmylić. Gra trwa dwadzieścia minut. Miłej zabawy.
Zostaliśmy wpuszczeni do ciemnego i wypełnionego gęstą mgłą labiryntu, z głośników buchnęła energiczna muzyka, a ja poczułam przypływ adrenaliny. Wszyscy rozpierzchli się po labiryncie, który był faktycznie bardzo ciemny – jedynym światłem byli poruszający się ludzie oraz fluorescencyjne graffiti na ścianach. Były też jakieś drewniane beczki, opony, skrzynie oraz mnóstwo zakrętów i zaułków.  
Każdy zajął swoją pozycję, a z głośników popłynął niski głos:
– Uwaga! Gra rozpocznie się za 3… 2… 1… START.
Dreszcz emocji przeszył moje ciało. Nagle wokół zaczęły strzelać promienie. Schyliłam się gwałtownie, ale chyba niezbyt szybko, bo nagle moje światła zgasły. Moja kamizelka wydała z siebie przeciągły jęk i oznajmiła, że zostałam trafiona. Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam, że Harvey stał niedaleko z wycelowanym we mnie karabinem i uśmiechał się od ucha do ucha.
Ok, już załapałam, jak się w to grało. Z równie szerokim uśmiechem ukryłam się za filarem, podczas gdy moja kamizelka na nowo ożyła. Przemykając na ugiętych nogach między korytarzami, wypatrywałam zielonego światła. Przez chwilę myślałam, że kogoś trafiłam, ale okazało się, że to było jedynie zielone światło z lampy UV, którą ktoś postawił na wydrążonej dziurze w ścianie. Zmyłka.  
Trzeba było się szybko orientować i dużo biegać, ale do tego byłam przyzwyczajona. Nierzadko w kawiarni biegałam równie szybko. Zostałam trafiona jeszcze dwa razy, ale sama też strzeliłam do kilku osób z przeciwnej drużyny. Praktycznie nie widziałam Harveya, chyba dobrze się ukrywał. Obrałam sobie za punkt honoru strzelić do niego chociaż raz. Zaczęłam go niemalże tropić, co szybko zauważył i uciekał przede mną. Uciekłam do ciemnego korytarzyka, z którego miałam widok na całą arenę i czekałam, aż Harvey się pojawi.
– Niespodzianka. – Usłyszałam nagle za plecami i gwałtownie się odwróciłam. Serce mi skoczyło, ponieważ Harvey stał bardzo blisko mnie – dużo bliżej niż się spodziewałam. Poczułam jego oddech, który pachniał miętą. Przełknęłam ślinę, wpatrując się w jego oczy, kiedy moja kamizelka nagle zgasła, a Harvey uśmiechnął się szeroko. – Musisz być bardziej uważna – rzucił i już go nie było. Odbiegł w przeciwną stronę i byłam przekonana, że właśnie się śmiał.
Zdeterminowana, ruszyłam za nim, by tym razem w końcu go załatwić, ale serce wciąż biło mi nieznośnie szybko po tym, jak się do mnie zbliżył. Zrobił to tylko po to, by dezaktywować moją kamizelkę czy kryło się za tym coś więcej?
Wykorzystałam moment, gdy strzelał akurat do niebieskiego przeciwnika i też zaszłam go od tyłu, celując dokładnie w jeden z sensorów. Jego kamizelka zgasła i jęknęła, a on odwrócił się błyskawicznie w moją stronę.
– Musisz być bardziej uważny – zażartowałam, po czym uciekłam, zanim jego kamizelka się ponownie aktywowała. Czułam na sobie jego wzrok.
Wkrótce gra się skończyła – jak dla mnie, o wiele za szybko. To była dobra zabawa, nawet jeśli się nabiegałam. Dopiero pod koniec poczułam, jak sucho mam w gardle. Endorfiny buzowały jednak w całym moim ciele i czułam się naprawdę szczęśliwa.
– To było fantastyczne – powiedziałam z wypiekami na policzkach, gdy wyszliśmy na zewnątrz i smagnęło nas chłodne powietrze. – Dziękuję.  
– Miałem przeczucie, że ci się spodoba. – Podał mi kask, a ja znowu pomyślałam o tym głupim włosie. Nie chciałam o nim myśleć. Wybawiłam się za wszystkie czasy i nadal czułam ekscytację. Nie chciałam jej sobie psuć. – Ale teraz chętnie czegoś bym się napił. I może coś zjadł.
To była propozycja?
– Ja właściwie też – powiedziałam ostrożnie. – Masz na myśli konkretne miejsce? – Może miał ulubioną restaurację, tak jak kawiarnię.
– Tak. – Spojrzał mi prosto w oczy. – Mieszkam niedaleko. Możemy pojechać do mnie. Zamówić coś.
Do niego? Mocno się zawahałam. To było dziwne, dopiero nie chciał się spotkać, a teraz chciał mnie zawieźć do swojego mieszkania… teraz, gdy wiedziałam, że prawdopodobnie nadal spotykał się z Kirą, wcale nie byłam taka chętna, by stać się częścią jego życia. Miałam wrażenie, że źle się to skończy.
– Jeśli nie chcesz, nie ma problemu – powiedział po chwili Harvey, przypatrując mi się. – Po prostu pomyślałem, że moglibyśmy na spokojnie coś zjeść i trochę się poznać, ale jeśli to ci nie odpowiada…
Chciałam. Chciałam go poznać. A przecież to, że nadal spotykał się z dziewczyną, która – jak sam wspominał – zrobiła z niego wariata, nie powinno wpływać na moją decyzję.
– Odpowiada – powiedziałam i stanowczo założyłam kask. – Jedźmy do ciebie.  

Mieszkanie Harveya było małą, ale przytulną kawalerką. Widać było, że mieszka tu facet, choć i tak panował względny porządek. Mały przedpokój mieścił w sobie szafę, pokój był dużym salonem połączonym z kuchnią. Nigdy nie mieszkałam sama, tym bardziej w kawalerce, więc musiałam się przyzwyczaić do widoku kuchni parę metrów od łóżka, ale uznałam, że to nawet wygodne. Jego łóżko było ogromne – szara, szeroka kanapa ze sporym narożnikiem. Naprzeciwko znajdowała się biała szafka, na której stał telewizor. Stół, który mógł pełnić równocześnie funkcję biurka, stał przy kuchni, a na nim walały się przeróżne rzeczy. Kuchnia była biała, średniej wielkości, ale wydawało się, że dla mężczyzny wystarczająca. Był też mały balkon, jasne ściany, drewniane podłogi. Czułam się tam dość swobodnie.
Harvey nalał nam soku jabłkowego, usiadł przy stole i włączył laptopa.
– Co powiesz na pizzę? – zapytał, zerkając na mnie.
– Na pizzę zawsze odpowiadam: tak – powiedziałam, sadowiąc się na łóżku po turecku, uważając, by nie wylać soku. – Możesz zamówić jaką chcesz. Lubię wszystkie.
– I to jest muzyka dla moich uszu. – Zaczął przeglądać ofertę pizzerii, a ja spojrzałam na lekko skołtunioną pościel. Spał sam? Czy tutaj też była Kira? Nie chciałam dopatrywać się kolejnych blond włosów. Spojrzałam ukosem na Harveya, kiedy nagle zza ściany buchnęła głośna muzyka. Aż podskoczyłam.
– Co to? – wyjąkałam, a Harvey westchnął teatralnie.
– Poznaj moją uroczą sąsiadkę i jej codzienny koncert.
– Codzienny…?
– Tak. Codziennie, mniej więcej koło osiemnastej, włącza muzykę albo jakieś wiadomości, które dudnią tak, jak teraz. Za każdym razem zasypia przed telewizorem, więc nie wyłącza go przez całą noc, dopiero rano.  
– O mój Boże – mruknęłam.
– Kiedyś próbowałem jej wytłumaczyć, że mi to przeszkadza, bo w odróżnieniu od niej słuch mam idealny i nie mogę przez to spać, ale… – Machnął ręką. – Powiedziała, że jest głucha i absolutnie musi mieć taką głośność, bo inaczej nie słyszy wiadomości. Zadziwiające, ale jak na korytarzu pojawiają się czyjeś kroki, to nagle ta głuchota jej mija i od razu słyszy, kto idzie, jakim tempem i do których drzwi.
Czyli typowa staruszka, która nie ma nic lepszego do roboty niż irytowanie i podglądanie sąsiadów. Słuchałam przez chwilę dudnienia zza ściany i uśmiechnęłam się pod nosem.
– I jesteś w stanie przy tym spać?
– Da się przyzwyczaić. – Wstał od stołu z uśmiechem. – Zamówiłem campanę. Pasuje ci?
Uśmiechnęłam się, bo nagle zaczęło mi się to podobać – siedzenie w mieszkaniu z Harveyem, picie soku, oczekiwanie na pizzę. Coś, czego od dawna nie doświadczałam. Brakowało mi takich kontaktów z ludźmi. Za bardzo się zamknęłam, wiecznie tylko biegając po kawiarni, unikając rozmów. Musiałam się otworzyć. Musiałam korzystać z życia, by nie zwariować.
– Pasuje – potwierdziłam. – Wszystko tutaj mi pasuje. – Posłałam w jego stronę delikatny uśmiech, a on zrobił to samo.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 2764 słów i 15519 znaków.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    Zazdrosna, a on? Szybko na kwadrat zaciągnął, nununu:nunu::D p.s. Myślałam, że coraz krótsze, ale paczę - 15 tysi z kawałkiem. Coraz szybciej mi się kończy, albo czytam za szybko:lol2: Powaga, że nie wiem, kiedy pojawiła się ta nieszczęsna, pieprzona tabelka na dole :weapon: :p

  • candy

    @agnes1709 no ja nie wiem, wszyscy mówią, że za krótkie, może muszę pisać minimum 15 stron  :rotfl:

  • agnes1709

    @candy O tak! :danss:  :przytul:

  • agnes1709

    @candy p.s. A to zależy jeszcze, jaką czcionką, chytrusko, bo można napisać piętnaście, a czytania będzie na trzy minuty :lol2:

  • candy

    @agnes1709 fakt xd ja często zmieniam czcionkę, bo jak co jakiś czas wskoczy inna to mi się lepiej pisze :D

  • agnes1709

    @candy To też jakiś sposób, jak susza w dyńce :D Choć, jak widać, idziesz jak burza. Tak 3-m :D