Iluzja – rozdział 2

Iluzja – rozdział 2Gdy moja zmiana w końcu się skończyła, odetchnęłam z ulgą. Czułam, że mam podkrążone oczy i po całym dniu biegania zwyczajnie nie miałam siły na sprzątanie. Brian na szczęście był na tyle miły, że postanowił wyręczyć mnie w większości rzeczy do zrobienia.
– Dość się już dziś namachałaś, idź. Przecież widzę, że jesteś zmęczona – powiedział, po tym jak trzeci raz odmówiłam.
– Jestem – przyznałam. – Ale przecież nie zostawię ci całego sprzątania.
– Już i tak posprzątaliśmy ponad połowę. Idź, ja dokończę. Zresztą, nadal wiszę ci przysługę za to, że mnie zastąpiłaś dwa tygodnie temu. Będziemy kwita.  
Odpuściłam. Podziękowałam mu wylewnie, chwyciłam torebkę i w końcu wyszłam na świeże powietrze. Dochodziła dwudziesta pierwsza. Kiedy myślałam, że będę tylko na porannej zmianie, planowałam iść na cmentarz, ale w obecnej sytuacji… Było już trochę późno. Obiecałam sobie w duchu, że pójdę tam jutro.
Wracałam do domu pieszo, choć padałam z nóg. Po drodze wstąpiłam jeszcze do małego sklepu obok parku – rano zobaczyłam, że skończyły nam się płatki owsiane, a moja mama nie jadła nic innego. Weszłam, póki był jeszcze otwarty. Po wyjściu zamierzałam skierować się prosto do domu, ale moją uwagę przykuł czyjś krzyk. Odruchowo spojrzałam w prawo, w stronę parku. Przy jednej ze ścieżek, jakieś dziesięć metrów ode mnie, stał jakiś chłopak ubrany cały na czarno. Opierał się o potężnie wyglądający motor i zawzięcie dyskutował z dziewczyną, która stała naprzeciwko niego. Przyglądałam mu się przez chwilę. Na jego twarz padało ostre światło latarni. Nieco się zdziwiłam, bo nie wyglądał na typowego faceta, który jeździł na motorze. Gdyby nie ten ubiór – czarne poszarpane spodnie i skórzana kurtka – uchodziłby za kogoś pokroju Gavina.  
Dziewczyna znowu krzyknęła. Przez chwilę się przestraszyłam, że robił jej krzywdę, ale wyglądało na to, że tylko się kłócili. W pewnym momencie zrobiła zamach i z donośnym plaśnięciem dała chłopakowi w twarz. Uniosłam wysoko brwi, ale szybko stwierdziłam, że nic tu po mnie. Pospiesznie się oddaliłam, marząc o położeniu się do łóżka.

Mimo zmęczenia sen nie chciał do mnie przyjść. Kręciłam się w pościeli i myślałam o zaręczynach, których byłam dziś świadkiem. Dość oryginalny sposób, to na pewno. Dziewczynie też wyraźnie się spodobał, mimo że ani razu nie widziałam jej w kawiarni razem z Gavinem. Może to miejsce nic dla nich nie znaczyło, może potrzebował tylko ładnej scenerii i dobrego deseru?
Przykro było na to patrzeć, zwłaszcza jeśli samemu nie miało się nikogo bliskiego. Już nie pamiętałam, kiedy ostatnio kogoś miałam, kiedy kogoś całowałam. Przez ostatnie miesiące moje życie wypełniała moja młodsza siostra Olivia – i tylko ona. To z jej powodu nie ukończyłam studiów. Przerwałam je, ponieważ musiałam iść do pracy. Chciałam dokładać się każdą zarobioną złotówką do kosztów jej leczenia.
Rak szyjki macicy – gdy usłyszeliśmy tę diagnozę, mama od razu zaczęła płakać. Tata zaciskał usta, jakby za wszelką cenę próbował powstrzymać się od płaczu. Ja instynktownie ścisnęłam rękę Olivii, która była blada jak śmierć. Z jej oczu nie wypłynęła jednak ani jedna łza. Gdy wróciliśmy już do domu, powiedziała spokojnym tonem:
– Wygram tę walkę. Zobaczycie.
I wyglądała, jakby naprawdę w to wierzyła – ale nie udało jej się. Rak był złośliwy i wykończył ją dużo szybciej, niż się tego spodziewaliśmy. Choć odmawialiśmy sobie niemalże wszystkiego, by każde pieniądze przeznaczać na jej leczenie – nie udało się nam. Olivia zmarła osiem miesięcy temu.
Na samą myśl o siostrze z oczu popłynęły mi łzy. Nie chciałam płakać, bo wiedziałam, że Olivii by się to nie spodobało. Zawsze była pełna energii, żywiołowa, odważna – przeciwieństwo mnie. Ja byłam raczej cicha i spokojna. Stąd wziął się nawyk mojego obserwowania ludzi – wolałam snuć własne domysły o ich życiu, niż z nimi rozmawiać.  
Olivia kazała mi przysiąc, że nie będę po niej płakać. Obiecałam jej, ale jak mogłam dotrzymać tej obietnicy? Nie dało się. To była naturalna reakcja organizmu. Tęskniłam za swoją siostrą. Tęskniłam za jej śmiechem, za tym, jak ze mnie żartowała. Ubolewałam nad tym, że odeszła z tego świata dużo za wcześnie.
Choć ból czasem był mniejszy, nie znikał. Zawsze musiałam mieć jakieś zajęcie, coś, co zajmowało mi myśli, bym nie mogła za dużo rozmyślać o zmarłej siostrze. To był kolejny powód, by zatrzymać pracę u Darrena i darować sobie skończenie studiów – praca w gastronomii zabierała tyle energii, że czasem już mi jej nie starczało na wspominanie dawnych lat. Poza tym… leczenie Olivii pochłonęło większość naszych oszczędności. Przez jakiś czas musieliśmy zacisnąć pasa. Nadal to robiliśmy. Próbowaliśmy wyjść na prostą.  
W takich chwilach chciałam mieć obok siebie kogoś, kto by mnie przytulił, kto zrozumiałby mój ból. Kogoś, na kim mogłabym polegać. Kto dałby mi pierścionek i powiedział, że jestem dla niego najważniejsza na świecie.

Następnego dnia czułam się odrobinę lepiej. Dzień był cieplejszy niż wczoraj, więc pozwoliłam sobie na założenie cienkich czarnych rajstop i do tego sukienki z motywem liści. Porządnie wyszczotkowałam włosy i związałam je w koka na czubku głowy, odsłaniając szyję, którą przyozdobiłam złotym naszyjnikiem z zawieszką w kształcie kolibra – prezentem od Olivii na osiemnaste urodziny.  
Rodziców nie było w domu od rana, a ja szłam na popołudniową zmianę. Idąc do kawiarni, nuciłam pod nosem piosenkę. Słońce przyjemnie grzało mnie w twarz i zdecydowanie miałam lepszy humor, którego nie mógł zepsuć nawet Darren.
Na miejscu przywitałam się z Julie i ekspresowo przebrałam w czarny fartuch. Chciałam jak najszybciej uwinąć się ze swoją zmianą i tym razem pójść na cmentarz. Zostałam wysłana do kuchni, gdzie przez następne dwie godziny robiłam jajecznicę, omlety, kanapki i sałatki. Wszystkie przepisy były wywieszone na ścianie, razem ze zdjęciami poglądowymi, tworząc mały kolaż, ale znałam już wszystkie proporcje i ułożenia na pamięć. Nasza „kuchnia” była mała, ciężko było się tu pomieścić we dwie osoby. Julie co chwilę donosiła brudne naczynia, zlew się przepełniał, ale ilekroć zabierałam się za mycie talerzy, napływały nowe zamówienia. Wkrótce zaczęło burczeć mi w brzuchu.
Nagle Julie wpadła jak bomba do kuchni, aż podskoczyłam.
– Co jest?
– Muszę się tu schować – syknęła. – Wyjdziesz do przodu? Błagam. Phil przyszedł.
Phil – były chłopak Julie. Z tego, co wiedziałam o ich związku, nie skończył się szczęśliwie.
– Jasne. – Właściwie to wolałam iść na kasę. Przygotowywanie napojów nie było tak wyczerpujące jak bieganie po kuchni. Szybko wyszłam, gdzie Phil już czekał ze znudzoną miną. Chyba nawet nie wypatrywał Julie. Przyjęłam zamówienie i odeszłam, by zrobić mu kawę. Gdy zaniosłam mu ją do stolika, przy którym się rozsiadł i wróciłam do kasy, stał tam już następny klient.
Gdy jego wzrok błądził po wypisanym na tablicach menu, ja od razu skierowałam swój na lewą połowę jego twarzy. Miał podbite oko, siny policzek. Wyglądało na to, że uderzenie było świeże. Momentalnie poczułam się dziwnie, bo nie przywykłam do takich klientów w naszej spokojnej kawiarni.
Po chwili przesunęłam spojrzenie niżej, a jego ubiór wydał mi się dziwnie znajomy.
Czarne poszarpane spodnie, czarna skórzana kurtka. Ponownie spojrzałam na jego twarz, lekko marszcząc brwi. Byłam niemal absolutnie pewna, że był to facet, którego widziałam wczoraj wieczorem przy parku. Opierał się o motor. Kłócił się z dziewczyną, która dała mu z liścia.
Ale czy uderzenie w policzek otwartą dłonią zrobiłoby takie limo? Chyba dostał w twarz nie tylko od niej.
Z zamyślenia wyrwał mnie jego głos:
– Poproszę duże latte. – Zaczął wyciągać z kieszeni portfel.
– Podać też lód? – zapytałam odruchowo.  
Mężczyzna zmarszczył brwi, cicho syknął, jakby zapomniał, że połowa jego twarzy była pobita i zapytał:
– Słucham?
W milczeniu wskazałam głową na jego twarz. Może nie powinnam była proponować tego tak bezpośrednio, ale to pytanie samo ze mnie wyleciało.
– No tak. – Westchnął ciężko. – Nie, nie trzeba. Sama kawa wystarczy. Ale… dziękuję za propozycję.
Gdyby Darren tu był, niechybnie by mnie zabił za tracenie czasu na rozmowy z klientem o lodzie, podczas gdy za jego plecami tworzyła się już kolejka.
Odeszłam w stronę ekspresu. Szybko zrobiłam latte i z wysoką szklanką wróciłam do kasy. Myślałam, że facet w skórzanej kurtce już przeniósł się do któregoś stolika, ale nie, nadal stał w tym samym miejscu. Nagle się odwrócił, a na jego twarzy pojawił się grymas. Z powrotem odwrócił się w moją stronę i mruknął:
– To latte jednak będzie na wynos.
Nie zdążyłam zareagować, bo nagle rozległ się pełen jadu głos:
– Mogłem się spodziewać, że nie dasz nam spokoju.  
Zamrugałam gwałtownie, bo znałam ten głos. Słyszałam go już wiele razy.
Gavin przepchnął się przez parę osób na początek kolejki, co wywołało parę protestów, ale jedno jego spojrzenie wystarczyło, by wszyscy dookoła umilkli. Mężczyzna w skórzanej kurtce wpatrywał się w niego hardo. Był nieco wyższy od Gavina, ale nie dało się ukryć, że to on był tu ofiarą. Spojrzałam na prawą rękę Gavina, która też była lekko sina.  
Kompletnie zapomniałam o swojej roli baristki i po prostu gapiłam się na rozgrywającą się przede mną scenę.
W tym momencie obok Gavina pojawiła się nagle dziewczyna, którą rozpoznałam z wczorajszego wieczora. Na jej palcu błyszczał pierścionek, który ułożyłam we wzorku z czekolady. Posłała mi lekceważące spojrzenie i zwróciła się do mężczyzny od motoru:
– Nigdzie indziej nie sprzedają kawy? Czy może aż tak za mną tęsknisz, że musisz mnie śledzić?
Nie miałam pojęcia, o co tu chodziło, ale bałam się, że przed moimi oczami rozegra się zaraz kolejna bójka. Gavin i jego narzeczona wpatrywali się z pogardą w stojącego przed nimi mężczyznę, który nagle warknął:
– Pierdolcie się oboje.  
Gwałtownie odepchnął się od blatu i skierował się do wyjścia, przepychając się przez ludzi. Stałam tam jak rażona piorunem, niepewna, co teraz robić. Nie wziął kawy, ale przecież za nią zapłacił – zdążyłam już wystukać odpowiednią kwotę na terminalu, z którego wystawał teraz rachunek.
Podjęłam decyzję w ułamku sekundy. Szybko wzięłam duży kubek do kawy na wynos i przelałam do niego zawartość szklanki. Nie wyglądało to zbyt estetycznie, ale póki Darrena nie było w pobliżu, mogłam sobie na to pozwolić. Przykryłam ją wieczkiem i wypadłam zza blatu, by dogonić tajemniczego mężczyznę, który zdążył już wyjść na zewnątrz i oddalał się szybkim krokiem.
– Proszę poczekać! – zawołałam, a on się zatrzymał i odwrócił. Dobiegłam do niego, nieco zdyszana. – Pańska kawa. – Wyciągnęłam ją w jego stronę. Wydawał się zaskoczony.  
– Szczerze mówiąc, zdążyłem o niej zapomnieć. – Znowu westchnął, ale wyciągnął rękę i wziął ode mnie ciepły kubek. – Ale doceniam gest.
Spodziewałam się, że odejdzie, ale on stał i wpatrywał się we mnie przez chwilę. Skorzystałam z tej okazji, by też mu się przyjrzeć. Czarne, grube brwi, czekoladowe oczy, w których dominował smutek. Miał czarne gęste włosy, które, choć krótko przycięte, tworzyły ciemną czuprynę. Pojedyncze pasmo opadało mu na czoło. W przeciwieństwie do Gavina, który zawsze był świeżo ogolony, on miał na szczęce kilkudniowy zarost. Ogólne wrażenie nieco burzył jego ostry wzrok, który jednak nieco złagodniał, gdy na mnie patrzył.
– Muszę już iść – powiedziałam w końcu, bo zaczęłam czuć się niezręcznie. – Zapraszam ponownie…
Zamilkłam, bo po raz kolejny z moich ust wyrwało się samoistnie coś, czego nie chciałam powiedzieć. On i Gavin mało nie pobili się drugi raz na moich oczach, a wyleciał ze mnie jedynie slogan, którym Darren nas zamęczał?
W odpowiedzi dostałam jedynie słaby uśmiech. Pędem wróciłam do kawiarni, zauważając, że zarówno Gavin, jak i jego blond narzeczona zniknęli. Obsługując kolejnych klientów analizowałam w myślach scenę, której właśnie byłam świadkiem. Dopiero teraz skojarzyłam fakty i osoby – to narzeczona Gavina była tą, która wczoraj dała w twarz facetowi od motoru. Gavin najwyraźniej był we wszystko wtajemniczony i to on podbił mu oko. Co łączyło tę trójkę? Mogłam się tylko domyślać. Zwykle nie byłam wścibska, ale bardzo chciałam poznać tę historię.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 2402 słów i 13210 znaków, zaktualizowała 23 gru 2020.

2 komentarze

 
  • lolowiec

    Mogę zapytać o ilustrację dołączoną do książki? Wygląda na bardzo profesjonalnie przygotowaną. Jak prawdziwa okładka do prawdziwej książki. Okładka przygotowana specjalnie to tego konkretnego romansu.
    Moje pytanie - sama ją zrobiłaś? W jakimś Photoshopie czy może w otwartoźrodłowym GIMPie?

  • candy

    @lolowiec niestety, nie ja ją robiłam, więc nie odpowiem na to pytanie :sad:

  • agnes1709

    Nieładnie wtykać nos w nieswoje sprawy :nunu::lol2:

  • candy

    @agnes1709 jeszcze go nie wetknęła, oni sami odwalili przed nią przedstawienie xd

  • agnes1709

    @candy Ale już kombinuje, jak tu kulfona zapuścić:lol2: