Iluzja – rozdział 4

Iluzja – rozdział 4GAVIN MYERS: Dzień dobry, Auroro. Dziękuję, że zaakceptowałaś zaproszenie. Chciałbym się z Tobą spotkać, gdy będziesz miała czas. Napisz mi, proszę, jaki termin Ci odpowiada. Pozdrawiam.
Wpatrywałam się tępo w wiadomość, nie bardzo wiedząc, jak powinnam na nią zareagować. Pisał do mnie tak oficjalnie, że wyglądało to jak pismo z urzędu.
Czego on mógł ode mnie chcieć? Po co chciał się spotkać? Nie wyjaśnił, skąd znał moje nazwisko. Czułam się niekomfortowo nawet czytając wiadomość. Nie wyobrażałam sobie spotkania z nim sam na sam, gdzie nie dzieliłaby nas lada w kawiarni.
Żeby dać sobie czas do namysłu, wyszłam z czatu i wybrałam opcję „Oznacz jako nieprzeczytane”. Nie chciałam, by zobaczył, że wyświetliłam wiadomość i nie odpisałam. Miałam pustkę w głowie. Musiałam pomyśleć.
Pasek czatu z dziewczynami miał wyciszone powiadomienia, więc przez chwilę patrzyłam, jak co chwilę wskakują nowe wiadomości i zastanawiałam się, czy powinnam im przesłać wiadomość od Gavina. Już dawno przestałam dzielić się z nimi swoimi osobistymi sprawami, ale w tym momencie potrzebowałam jakiejś rady. Byłam ciekawa, co dziewczyny o tym myślały. A w końcu nie musiałam im mówić całej prawdy, jedynie to, co chciałam.
Wysłałam na czat zrobiony przed chwilą zrzut ekranu, ignorując wcześniejsze wiadomości.
AURORA: Właśnie dostałam taką wiadomość od klienta kawiarni. Co robić? Spotkać się z nim?
Czekałam chwilę, ale dziewczyny chyba były nieaktywne, wobec tego postanowiłam przejrzeć profil Gavina. Sporo informacji miał ukrytych, więc musiałam zadowolić się samymi zdjęciami profilowymi. Na każdym wyglądał niemalże tak samo – wysoki, postawny, elegancki pracownik korporacji, z tym swoim stanowczym wzrokiem i gładką, ogoloną twarzą, gotową na spotkanie. Nigdzie nie było wydarzenia typu „Zaręczyny”. Chciałam znaleźć w znajomych jego narzeczoną albo może Harveya, ale listę znajomych także miał ukrytą. Czułam irytację. Chciał się ze mną spotkać i od razu oczekiwał, że się zgodzę, a jednocześnie ukrywał każdy, nawet najmniejszy strzępek informacji o sobie i nie mogłam się niczego o nim dowiedzieć.
Nagle na ekranie wyskoczył mi dymek czatu. Danielle odpisała:
DANIELLE: Przystojny?
Wywróciłam oczami. Mogłam przewidzieć, że tylko to ją zainteresuje.
AURORA: Jakie to ma znaczenie? Ostatnio szykowałam dla jego dziewczyny pierścionek na talerzu z deserem.
DANIELLE: Buuuuuuu.
KELLY: Skoro jest zaręczony, czemu prosi cię o spotkanie?

Nie mogłam się powstrzymać i znowu wywróciłam oczami.
AURORA: Właśnie tego nie wiem. Dlatego pytam was, co mam robić.
KELLY: Może chce ci podziękować za przyszykowanie tego pierścionka?

Trochę dziwny powód do spotkania, ale właściwie realny. Nie widziałam żadnego innego, dla którego ktoś taki jak Gavin chciałby się ze mną widzieć.
EMILY: A kogo to obchodzi, czego on chce? Przejrzałam jego profil, wygląda na bogatego. Idź! Może dostaniesz darmową kolację albo chociaż kawę.
Westchnęłam cicho, wiedząc już, że zapytanie „koleżanek” o zdanie nie było dobrym pomysłem. Nie powiedziały nic odkrywczego. Odłożyłam komórkę i wbiłam wzrok w sufit. Chyba za dużo o tym wszystkim myślałam. Jeśli odmówię Gavinowi, już zawsze będę się zastanawiać, jaką miał do mnie sprawę. Jeśli się z nim spotkam, nie stanie się przecież nic złego, a może choć odrobinę przybliży mi to prawdę o dziwnym trójkącie między nim, jego narzeczoną i Harveyem.

Umówiliśmy się w kawiarni w środku miasta. Było mi trochę dziwnie iść do konkurencji, ale z drugiej strony – u Darrena czułabym się jeszcze gorzej. Byłam strasznie zdenerwowana i pociły mi się ręce. Bardzo długo szykowałam się na to spotkanie. Najpierw stałam przed szafą przez długie pół godziny, nie wiedząc, co założyć. W końcu wybrałam jedną z moich lepszych sukienek. Później wyprostowałam włosy i pomalowałam się. Na ogół wystarczał mi sam tusz do rzęs, ale nie wiedzieć czemu, chciałam zrobić wrażenie na Gavinie. Musiałam się jakoś prezentować. Niedoskonałości przykryłam podkładem, na powiekach położyłam stonowany, acz pięknie błyszczący się srebrny cień i namalowałam czarne cienkie kreski. Ręka mi drżała, ale wyszły całkiem ładne. Przez chwilę przyglądałam się sobie w lusterku. Na pewno wyglądałam dużo inaczej niż zwykle. W kawiarni często miałam byle jak związane włosy i ślady zmęczenia na twarzy. Dziś jednak chciałam wyglądać ładnie. Jak kobieta. W końcu Gavin zawsze był taki elegancki – nie mogłam być gorsza.
Weszłam do lokalu i rozejrzałam się dookoła. Mimo że do spotkania zostało jeszcze parę minut, on już tam czekał. Siedział przy stoliku z, oczywiście, laptopem, na którym coś szybko pisał. Przyglądałam mu się przez chwilę, próbując doszukać się w jego twarzy tego, co mnie czekało, ale nie zdradzał się niczym. Zrobiłam parę kroków w jego stronę i wtedy mnie zauważył. Zdążyłam dostrzec zaskoczenie na jego twarzy, ale zaraz odchrząknął, przybrał oficjalną minę, zamknął laptopa i wstał.
– Witaj, Aurora. – Gestem zaprosił mnie do stolika. – Bardzo się cieszę, że przyszłaś.
– Nie ma sprawy – odparłam cienkim głosem, siadając naprzeciwko niego. Też usiadł i poprawił krawat.  
– Czego się napijesz? – zapytał, a ja mimowolnie przeniosłam wzrok na małą, opróżnioną już filiżankę po espresso, która stała na stoliku. – Wybacz, że na ciebie nie zaczekałem, mam ciężki dzień w pracy i potrzebowałem energii. – Lekko pochylił się w moją stronę. – Ale chętnie wypiję z tobą jeszcze jedną kawę.
– Jasne – powiedziałam, speszona. Czułam się niekomfortowo na tym spotkaniu, a nie zdążyło się nawet rozpocząć. – Też poproszę espresso. – Nieszczególnie je lubiłam, ale nie wiedzieć czemu, chciałam się mu przypodobać.
Gavin machnął ręką, jakby trzymał w niej różdżkę i nagle obok nas pojawiła się młoda dziewczyna, kelnerka. Nawet nie zauważyłam, kiedy do nas podeszła. Nieco mnie to zdziwiło, może dlatego, że byłam przyzwyczajona do składania zamówień przy ladzie, a nie krążenia po lokalu. To nie była restauracja. Popatrzyłam na dziewczynę, ale ona miała utkwiony w Gavinie maślany wzrok.
– Poprosimy dwa espresso – powiedział spokojnym tonem i posłał delikatny uśmiech w jej stronę. Skinęła energicznie głową i oddaliła się. Przez chwilę odprowadzałam ją wzrokiem, aż w końcu spojrzałam na Gavina, który przypatrywał mi się uważnie.
Miałam tyle pytań, że nie wiedziałam, które zadać najpierw i czy w ogóle powinnam odzywać się pierwsza, ale nie mogłam znieść tej pełnej napięcia ciszy.
– Skąd zna pan moje nazwisko? – zapytałam najpierw, bo to mnie nurtowało od samego początku.
Jego uśmiech odrobinę się poszerzył.
– Popytałem tu i tam.
– Co to znaczy? – drążyłam temat. Co takiego mógł ode mnie chcieć, że aż musiał „pytać tu i tam”?
– Darren jest moim starym znajomym. Chętnie podzielił się ze mną twoim nazwiskiem.
Oczywiście. Przeklęty Darren.
To tyle, jeśli chodziło o ochronę danych osobowych w miejscu pracy.
– I tak po prostu przyszło panu do głowy, by zaprosić mnie do znajomych?  
– Zaakceptowałaś. – Wbił we mnie zdeterminowany wzrok. – Dlaczego?
– Bo byłam ciekawa, czego pan może ode mnie chcieć – wymamrotałam, starając się mówić pewnie, ale niezbyt mi to wychodziło. – Czy chodzi o zaręczyny?
Zabrzmiało to tak, jakbym to ja spodziewała się od niego pierścionka.
Zaśmiał się krótko, ale to nie był pogodny śmiech.
– Poniekąd.  
– Więc niech pan wyjaśni…
– Mów mi Gavin, proszę – przerwał mi, po czym westchnął. – No dobrze, w takim razie przejdźmy do konkretów. – Nagle obok nas znowu pojawiła się dziewczyna z dwoma filiżankami parującego espresso. – Jak zapewne pamiętasz, prosiłem cię o umieszczenie pierścionka…
– Tak, pamiętam. – Tym razem ja mu przerwałam. – A pana… twoja dziewczyna chętnie się zgodziła.
– To prawda. Szkoda tylko, że nie wszystko jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Zakładam, że znasz wersję pana Kinga?  
Jaką wersję? Kogo?
– Kogo? – Zmarszczyłam brwi.
On też.
– Harveya. – Niemal wypluł to imię.
Czy w końcu miałam się dowiedzieć, o co chodziło tej trójce? Chyba tak. Ale dlaczego zakładał, że znałam jakąś jego wersję?
– Nie znam nawet Harveya – powiedziałam w końcu. I przecież nie skłamałam.
– Nie? – Brwi Gavina podjechały do góry. – To jakiś żart? Wybiegłaś za nim z kawiarni.
– By dać mu kawę, za którą zapłacił. – Usiłowałam nie spłonąć rumieńcem.
– I tylko dlatego?
– Tak, tylko dlatego.
– Nie pijesz swojej kawy – powiedział spokojnie, czym wytrącił mnie z rytmu. Drgnęłam i podniosłam do ust filiżankę, choć w żołądku kiełkowało mi nerwowe uczucie. To była bardzo dziwna rozmowa. – Czyli… w ogóle go nie znasz? Nie wiesz, kim on jest?
– Nie wiem o nim absolutnie nic – podkreśliłam z lekką irytacją.
– Więc trafiłaś do jego serwisu naprawy laptopów całkowitym przypadkiem?
Zatkało mnie. Przez parę sekund wpatrywałam się w Gavina i usiłowałam ogarnąć rozumem to, co właśnie powiedział.
– Skąd pan… skąd wiesz, że tam byłam?
– Świat jest mały.
– Śledzisz mnie?! – Już podnosiłam się z krzesła.
– Nie ciebie – rzucił sucho. – To nie ty jesteś na moim celowniku, lecz Harvey.
Zabrzmiało to złowrogo. Zaczynałam żałować, że zgodziłam się na spotkanie.
– Pobiłeś go.
– Podobno nic o nim nie wiesz.  
– Widziałam w kawiarni jego oko. I twoją rękę. – Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej. – Nie jestem głupia, dodałam dwa do dwóch.
– Właśnie widzę. – Miałam wrażenie, że jego oczy prześwietlały mnie na wylot. – Może jednak wiesz więcej, niż ci się zdaje.
– Natychmiast powiedz mi, o co tu chodzi albo wychodzę – oświadczyłam, a jego oczy pociemniały. Mocno zacisnął szczękę.
– Dobrze więc – odparł po chwili. Upił łyk espresso i ciągnął dalej: – Pan King jest starym znajomym mojej narzeczonej, Kiry. Tak przynajmniej utrzymywała – że są tylko znajomymi. Tymczasem on, w przeddzień naszych zaręczyn, uznał za stosowne poprosić ją o spotkanie. Słuchałem ich dyskusji. Pan King zdawał się wierzyć, że łączyło ich coś więcej, a już na pewno więcej, niż Kira mi opowiedziała. Będę szczery, brzmiał jak szaleniec. W kółko powtarzał, że nie może ze mną zostać i że to jego przecież kocha. – Każde słowo Gavina było przesiąknięte pogardą. – Więc tak, użyłem pięści, by dobitnie mu oznajmić, że ma zostawić nas w spokoju. Tymczasem on zjawia się w kawiarni, w której się zaręczyliśmy, prześladuje nas! To dało mi do myślenia. Skoro Kira utrzymuje, że nic ich nie łączyło, że wszystko sobie wymyślił, a on, mimo gróźb i fizycznej przestrogi wciąż próbuje się z nią skontaktować i pozostać w jej życiu, być może było między nimi coś więcej. Być może… – Jego głos nagle stał się chrapliwy. – Być może narzeczona mnie okłamała.
Milczałam przez chwilę, usiłując poukładać sobie w głowie to, co właśnie usłyszałam. Czyli Harveya i Kirę podobno łączyło coś więcej, niż zwykła znajomość, ale Kira temu zaprzeczała. Tymczasem wyglądało na to, że Harveyowi na niej zależało i nie chciał pozwolić jej odejść. Gavin podejrzewał, że narzeczona go okłamuje.
To wiele wyjaśniało, ale…
– Co ja mam z tym wszystkim wspólnego?
Westchnął przeciągle.
– Nagle okazuje się, że praktycznie nic. Spotkałem się z tobą, bo byłem przekonany, że znasz pana Kinga i że pomożesz mi dojść do prawdy.  
To spotkanie robiło się coraz dziwniejsze.
– Jak już powiedziałam, nie znam go – oświadczyłam. – Widziałam tylko, że pobiłeś mu oko i że razem z Kirą traktowaliście go jak ofiarę.
– Łazi za moją narzeczoną – rzucił ostro Gavin. – Musiałem jakoś zareagować.
– A może to nie jego wina? Może faktycznie Kira kłamie? – zasugerowałam.  
– Właśnie dlatego chcę odkryć, kto mówi prawdę, a kto nie. Byłem pewien, że mi pomożesz… – Znowu westchnął i przez chwilę milczał. Po minucie wyprostował się gwałtownie, a w jego oku pojawił się pewien błysk. – Istnieje jednakże inne rozwiązanie tego problemu.
– Niby jakie?
Zajrzał mi głęboko w oczy, aż zadrżałam.
– Musisz zaprzyjaźnić się z Harveyem. Odkryć, czy mówi prawdę o Kirze. To nie będzie trudne, zważywszy na to, że zaniosłaś mu do naprawy laptopa. Masz już przygotowany grunt.
Mało nie roześmiałam mu się w twarz.
– Słucham? – zapytałam z niedowierzaniem. – Ty tak na poważnie? Mam udawać przyjaźń z obcym człowiekiem tylko po to, żeby zaspokoić twoją ciekawość?
– Tu nie chodzi o ciekawość, tylko o mój związek, który ma trwać resztę życia. Muszę wiedzieć, czy narzeczona mnie okłamuje, zanim wywalę masę pieniędzy na organizację wesela.
– To twój problem, nie mój – fuknęłam ze złością. – Po co się zaręczać z kimś, komu nie ufasz?
Westchnął głęboko, jakbym była nieposłusznym dzieckiem.
– Kira… ma za sobą pewne przeżycia. Nie musisz o nich wiedzieć. Nie musisz dociekać, czy jej ufam, czy nie. Powinnaś tylko zdobyć informacje od…
Ja powinnam? A z jakiej racji? Skąd pewność, że to zrobię? – Byłam coraz bardziej zła. Gavin był bezczelny. Zachowywał się tak, jakby już wszystko sobie ustalił, tylko chyba w tym wszystkim umknęła mu gdzieś moja zgoda na to szaleństwo.
– Cóż… – Wyjął z kieszeni portfel i zajrzał do środka. Zobaczyłam grube pliki banknotów. – Wiem trochę od Darrena o twojej… – Odkaszlnął. – Sytuacji domowej. Bardzo mi przykro z powodu twojej siostry. Przykro mi też, że wydaliście z rodzicami tyle pieniędzy na leczenie, które okazało się nieskuteczne. Dostaniesz ode mnie dziesięć tysięcy, jeśli uda ci się zbliżyć do Harveya i wyciągnąć z niego potrzebne mi informacje. – Wyjął kilkanaście banknotów i pchnął je w moją stronę. – Potraktuj to jako zaliczkę. – Schował portfel i utkwił we mnie wzrok. – Więc jak będzie? – zapytał pogodnie.
Z wściekłości i upokorzenia prawie nic nie widziałam przez łzy w oczach. Wiedziałam, że gdy je potrę, natychmiast rozmaże mi się makijaż. Idiotka – szykowałam się dla niego, chciałam mu się przypodobać. Gavin był nienormalny. Uważał, że pieniędzmi załatwi wszystko. Chciał mnie przekupić, inaczej nie dało się tego nazwać. W dodatku traktował mnie jak małą biedną dziewczynkę, która za kasę wykona wszystko, co powie. Poczułam się jak dziwka. A Darren? Co za skurwysyn! Jak mógł rozpowiadać innym o mojej sytuacji domowej! Zwierzyłam mu się raz, w tajemnicy, gdy potrzebowałam zwolnienia na parę dni, by pożegnać się z siostrą i zaplanować pogrzeb. Jak widać, miał gdzieś mnie, moją rodzinę, sam fakt, że ta sytuacja była bolesna i nie należało o niej rozpowiadać innym.
Odepchnęłam pieniądze w stronę Gavina tak, że aż spadły ze stolika i rozsypały się po bokach.
– Wsadź sobie głęboko te swoje pieniądze – wysyczałam, z całych sił starając się nie rozpłakać. Chwyciłam za pasek torebki i wstałam. – Jesteś obrzydliwy. Jeśli myślisz, że możesz mnie kupić, to…
– Każdego da się kupić – przerwał mi spokojnie. – Zaufaj mi. Nigdy nie wiesz, co życie przyniesie. W pewnych drastycznych sytuacjach życiowych… – Zaczął spokojnie zbierać pieniądze. Czułam, że ludzie się na nas gapili. – …ludzie uciekają się do drastycznych środków.
Nie mogłam dłużej tego słuchać.
Wybiegłam z kawiarni, jakby gonił mnie sam diabeł.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 2806 słów i 16232 znaków.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    :woot: No nieźle, co za dupek  :krzeslo: