Iluzja – rozdział 15

Iluzja – rozdział 15W końcu nadeszły Święta. Coraz częściej myślałam o Olivii, ledwo powstrzymując łzy, bo nie wyobrażałam sobie przygotowań do nich bez siostry. To zawsze z nią dekorowałam dom i piekłam ciasta. Zwyczajnie nie chciałam tego robić sama. Te Święta były dla mnie podwójnie ciężkie, ale usilnie starałam się o tym nie myśleć. Próbowałam skupiać się na pozytywach – na tym, że tata miał nową pracę, z której bardzo się cieszył. Dopiero się wdrażał, ale gdy przychodził wieczorem do domu, opowiadał o ludziach, o firmie i jego oczy aż błyszczały z ekscytacji. Chcąc nie chcąc, moja wdzięczność wobec Gavina rosła. Może i nasze początki były złe – wręcz tragiczne – ale naprawił to. Nie mógł znaleźć lepszego sposobu.
Harvey milczał. Ja też. Sama nie wiedziałam, czy powinnam była oddzwonić, ale co miałabym mu powiedzieć? I co on miałby powiedzieć mi? Wszystko już było jasne. Żałował tego pocałunku. Potraktował mnie tak, jak to sobie zaplanował. Dopiero teraz okazało się, jak bardzo się pomyliłam w stosunku do niego. To bolało, ale nie winiłam tylko jego; także siebie. To też była moja wina. Zaangażowałam się w to, wiedząc, że jego serce i umysł zajmuje inna kobieta. Przez chwilę pozwoliłam sobie na popuszczenie wodzy wyobraźni. Widziałam nas jako ludzi, którzy razem mogli stworzyć coś pięknego, ale… Tak, to była tylko wyobraźnia.
Co do Gavina także się pomyliłam. Gdy uwolnił się już od Kiry, stał się innym człowiekiem. Broniłam się przed tym, ale to było oczywiste. Wciąż oponowałam przeciwko „przyjęciu go” do naszej rodziny, ale moi rodzice bardzo go polubili. Sama też wciąż myślałam o tym, że – tak jak mówiła mi mama – Gavin był sam. Do tej pory pewnie wszystkie święta lub ważniejsze dni spędzał z Kirą – a teraz? Jeśli nie miał rodziców, rodzeństwa, kogoś, kogo by go kochał… Musiał czuć się okropnie samotny. Rozumiałam to aż nadto.  
Nie chciałam, by był sam. Nie chciałam też być sama. Dlatego, może popełniając błąd, zgodziłam się na propozycję mamy, by Gavin przyszedł do nas na świąteczną kolację. Zmęczyło mnie ciągłe odmawianie i krzywienie się na samą jego obecność. Były Święta, a więc chciałam dać mu drugą szansę.
Nie bez wahania wybrałam jego numer, który skopiowałam z telefonu taty, i czekałam, aż odbierze. Gdy w końcu usłyszałam jego głos, wydawał się zaskoczony.
– Cześć – powiedziałam, a język plątał mi się z nerwów. – Tu Aurora.
– Poznaję cię. – Wyczułam, że się uśmiechał. – Ale nie wiem, skąd masz mój numer.
– Wzięłam od taty, bo… Mam dla ciebie propozycję. Także moi rodzice. My wszyscy. – Z nerwów nie potrafiłam się wysłowić. – Jeśli nie masz innych planów na Święta, możesz przyjść do nas. Będzie nam bardzo miło. Oczywiście, jeśli chcesz.  
Zapadła cisza. Już miałam się wycofać ze swojego pomysłu, ale nagle Gavin powiedział:
– Jestem dość… zaskoczony. Ale bardzo chętnie do was przyjdę. Dziękuję – odchrząknął. Miałam wrażenie, że się wzruszył, choć to uczucie nie pasowało mi do Gavina. Starałam się jednak pamiętać, że tak naprawdę wcale go nie znałam. – Skoro tak… co obecnie robisz?
– Teraz? – Omiotłam wzrokiem kuchnię. – Zabieram się do robienia pierniczków.
– Poczekaj z tym pół godziny.
– Dlaczego?
– Przyjadę ci pomóc – rzucił i po tych słowach się rozłączył. Lekko spanikowana i oszołomiona, zerknęłam na komórkę, zbierając myśli. Zamierzał tu przyjechać? Pomagać mi robić pierniczki? Aż zaśmiałam się na wyobrażenie Gavina w dresach, zawzięcie wałkującego ciasto. Mimo wszystko cieszyłam się, że przyjedzie. Że nie będę sama.  
Gdy przyjechał, moja mama oblała się rumieńcem i nerwowo przygładziła włosy. Widać było, że wciąż jej imponował. Taty nie było, bo był na zakupach. Przywitałam Gavina w kuchni, gdzie akurat wiązałam włosy i wyjmowałam potrzebne składniki.
– Cześć – przywitałam się, obrzucając go krótkim spojrzeniem. Nie miał dresów – w odróżnieniu ode mnie – ale zwykłe dżinsy i ciemny sweter. Nie chciałam tego przyznać przed samą sobą, ale w tej wersji podobał mi się dużo bardziej, niż w garniturze. Wtedy pozował na poważnego pracownika korporacji, sztywnego, z dystansem. W tej wersji wyglądał… bardziej ludzko.  
– Hej. – Posłał mi nerwowy uśmiech i rozglądał się dookoła, jakby nie wiedział, gdzie się znajduje i co ma ze sobą zrobić. – No więc…
– Chcesz kawy? Herbaty? – Weszłam mu w słowo, żeby ukrócić jego niezręczne próby rozpoczęcia rozmowy.
– Herbaty. Czarnej. – Usiadł przy stole z zagubioną miną. Gdy zaczęłam się krzątać po kuchni, czułam na sobie jego wzrok, ale nic nie mówiłam. Musiałam się przyzwyczaić do tej nowej sytuacji. – No więc… – Boże, o czym ja miałam z nim rozmawiać? – Lubisz Święta?
Wybrałam najgorsze pytanie z możliwych. Jak mógł lubić Święta, skoro był sam i nie miał nikogo?
– Hm… lubię jeść świąteczne rzeczy – odpowiedział, a gdy się odwróciłam w jego stronę, uśmiechnął się niepewnie. – Ale nie umiem gotować. Mam dwie lewe ręce. Dlatego może moja oferta z pomocą przy pierniczkach nie była najrozsądniejsza…
– Pierniczków nie da się zepsuć – stwierdziłam, stawiając na stole szklankę z herbatą. No dobrze, może i się dało, ale Gavin w tym momencie wyglądał jak małe przestraszone dziecko.  
– Najwyżej będę wsparciem moralnym. Obawiam się, że gdybym kiedyś samodzielnie ci coś przygotował, od razu byś uwierzyła w mój brak umiejętności.
Po jego słowach coś w środku mnie zabolało. Przypomniały mi się słowa Harveya. Kiedyś spróbuję zrobić przy tobie jakąś zupę, to sama się przekonasz…
– No dobra. To od czego zaczynamy?
Wyrzuciłam z głowy Harveya – przynajmniej na ten czas. Włączyłam świąteczną playlistę i gdy kuchnię wypełniło Last Christmas, zabraliśmy się do pracy.
Wyrobienie ciasta poszło zaskakująco dobrze, głównie dlatego, że robiłam je ja – potem jednak mało nie pękłam ze śmiechu, obserwując minę Gavina, gdy podałam mu wałek i zimną kulę ciasta, wyjętą z lodówki.
– I… co ja mam z tym zrobić? – wymamrotał.
– Rozwałkować – odpowiedziałam, starając się powstrzymać śmiech.
– Takie wielkie coś?
– Możesz przekroić na pół, będzie łatwiej. – Podałam mu nóż, czując się, jakbym robiła pierniczki z dzieckiem. – Jak będzie się kleiło do wałka, posyp mąką. Ja poszukam foremek.
Zostawiłam go z tym ważnym zadaniem i zaczęłam przeszukiwać szuflady. Gdy w końcu znalazłam odpowiednią torebkę i wróciłam, ciasto było w połowie porozrywane, a druga połowa rozwałkowana we wszystkie strony świata, i to dość grubo. Po raz kolejny stłumiłam śmiech.
– No dobrze, to ja jeszcze trochę rozwałkuję, a ty wybierz foremki. – Podsunęłam mu torebkę, z której wyjął foremkę w kształcie renifera.
– Jest straszny – mruknął, patrząc na niego.  
Wywróciłam oczami.
– Nie bądź taki sztywny. Przecież cię nie zje. To my go zjemy. – Wyciągnęłam rękę. – Daj mi go. Zobacz, staraj się wciskać foremki zawsze przy krawędzi, żeby zostało jak najmniej ciasta, bo potem znowu trzeba będzie formować je w kulę i… – Nie dokończyłam, bo Gavin z miną zbuntowanego dziecka wcisnął renifera w sam środek masy. – Co ty robisz?
– Powiedziałaś, żebym nie był taki sztywny. – Wyszczerzył się jak nastolatek. – Zaczynam się wczuwać w swoją rolę.
Po raz pierwszy przy nim wybuchnęłam śmiechem – głośnym i szczerym. Znikła cała niezręczność. W tym momencie nie widziałam już przed sobą bogatego snoba, tylko mężczyznę, który był absolutnie do bani, jeśli chodziło o pieczenie i gotowanie, ale na widok pierniczków cieszył się jak małe dziecko.
I takiego wolałam go sto razy bardziej.

Koniec końców, ten dzień był bardzo udany. Pierniczki wyszły bardzo dobre, a Gavin cieszył się jak dziecko, dekorując ze mną resztę domu i piekąc ciasto. Chyba jeszcze nigdy tego nie robił, co z jednej strony mnie zasmuciło, ale z drugiej cieszyłam się, że byliśmy tu razem. Życie przybrało dziwaczny obrót, ale nie chciało mi się nad nim zastanawiać. Wolałam w końcu płynąć z prądem.
Szłam na ostatnią zmianę przed zamknięciem kawiarni na okres świąteczny i miałam zaskakująco dobry humor. Wiedziałam, że nie muszę tu już tak harować i ta wiadomość przyniosła mi ulgę. Znowu zaczynałam się czuć jak kiedyś, kiedy jeszcze jako nastolatka miałam dużo wolnego czasu i momentami nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Potem te czasy zostały zdominowane przez pracę i problemy finansowe – teraz jednak zaczynaliśmy odbijać się od dna.  
Krzątałam się wesoło po kawiarni, życząc każdemu klientowi wesołych świąt. Z głośnika sączyły się świąteczne piosenki, nadając przyjemny nastrój. Brian zawiesił na ścianach lampki choinkowe i parę ozdób, więc całość wyglądała naprawdę ładnie. Nuciłam cicho pod nosem, realizując zamówienia w swoim zwykłym tempie, choć i tak miałam wrażenie, że ruszałam się wolniej, a i poza mną wszyscy się jakoś wyciszyli. Wszystko byłoby dobrze aż do końca, gdybym w pewnym momencie nie zerknęła na komórkę i nie odczytała wiadomości:
HARVEY: Możemy się spotkać?
Serce od razu mi przyspieszyło. Czego mógł ode mnie chcieć? Po tylu dniach ciszy nagle postanowił się znowu odezwać? Nie wiedziałam, co mu odpisać. Chciałam go zobaczyć, ale to wynikało z faktu, że moje serce za nim tęskniło. Umysł wiedział swoje. Potraktował mnie okropnie, upokorzył. Nieważne, ile razy by przepraszał, chyba już bym nie mogła mu uwierzyć w żadne słowa.  
Nie chciałam jednak zostawiać go bez odpowiedzi, tak jak ostatnio, więc odpisałam:
AURORA: Jestem w pracy.
HARVEY: W takim razie przyjdź po pracy na chwilę do parku. Chcę porozmawiać.

Dosłownie parę kroków od kawiarni znajdował się park, z czego często korzystali klienci i szli tam popijać kawę na wynos, gdy pozwalała na to pogoda. Z jednej strony ulżyło mi, że nie przyszedł do kawiarni – nie wiedziałabym, jak zareagować, gdybym go zobaczyła – ale z drugiej przynajmniej byłoby to spontaniczne. Teraz zrobiło się z tego umówione spotkanie i już zaczynałam się denerwować. Wiedziałam, że tym razem już go nie zignoruję.
AURORA: Ok.
Nie stać mnie było na nic więcej. Zaczęło mnie ssać w żołądku. Wciąż zadawałam sobie pytanie, o czym chciał rozmawiać. Czułam się dziwnie, ale część mnie cieszyła się, że go zobaczy.
Uczucia były cholernie zdradliwe.
Gdy wyszłam na zimne powietrze po posprzątaniu i zamknięciu lokalu, padał śnieg. Aż przystanęłam, wpatrując się w wirujące nade mną płatki. Było zimno, nawet bardzo, ale wpatrywałam się w ten krajobraz jak zaczarowana. Uwielbiałam śnieg, nawet za cenę mrozu.
Już miałam ruszyć w stronę parku, gdy nagle ktoś zawołał mnie po imieniu.
– Aurora?  
Odwróciłam się ze zdumieniem w stronę Gavina, który machał do mnie z samochodu.
– Co ty tu robisz? – zapytałam, podchodząc do niego.
– Twój tata wspominał mi, że pracujesz dziś do późna, a zaczął padać śnieg. – Wyszedł z samochodu i stanął obok, nie gasząc silnika. Samochód cicho pracował. – Nie chciałem, żebyś wracała na nogach i znowu była chora, więc przyjechałem po ciebie.
Przyjechał po mnie? Po co? Zamrugałam, czując się, jakby mówił do mnie w innym języku. Nie podobało mi się, jaki obrót obierały sprawy między nami.
– To miłe z twojej strony, ale… – Miałam mu powiedzieć, że spotykam się z Harveyem? O nie. – Nie wracam jeszcze do domu.
– Jest późno. – Zmarszczył brwi. – Co masz do roboty o tej porze?
Nie podobał mi się pomysł tłumaczenia mu się, więc wzięłam głęboki oddech i powiedziałam możliwie jak najspokojniejszym tonem:
– Gavin… Nie musisz przyjeżdżać po mnie do pracy. Wiem, że ostatnio się zbliżyliśmy, ale to już przesada. Choć jestem ci wdzięczna za to, co zrobiłeś dla mojej rodziny, nadal nie wiem, czy ci ufam. Nie jestem też małym dzieckiem, które trzeba odprowadzać do domu – mówiłam dalej, mając wrażenie, że sprawiam mu przykrość, ale musiałam zaznaczyć granice. – Zobaczymy się na kolacji wigilijnej, ale… – Chciałam powiedzieć, że nie jest częścią naszej rodziny, ale to już chyba byłoby zbyt brutalne. Nie chciałam go ranić. – Ale poza tym nie musimy tak często ze sobą rozmawiać i się spotykać.  
Wyglądał… na dogłębnie urażonego. Przez chwilę patrzył na mnie chłodno, po czym wsiadł do samochodu i zatrzasnął drzwi, nic nie mówiąc. Z piskiem wyjechał z miejsca parkingowego i po chwili zniknął mi z oczu.  
Szczerze mówiąc, w tym momencie poczułam się okropnie. Ten facet właśnie przyjechał odwieźć mnie do domu, bym nie zmarzła, wracając pieszo. Czy coś się za tym kryło – nie wiedziałam. Z Gavinem nigdy nie mogłam mieć pewności. Mimo wszystko, to był uroczy gest, który odrzuciłam i spieprzyłam sytuację, tylko po to, by spotkać się z Harveyem i by Gavin się nie dowiedział.
Nieoczekiwanie zapiekły mnie gorące łzy, ale gwałtownie je otarłam. Teraz nie było co płakać – musiałam po prostu go przeprosić. Zachowałam się jak suka.  
Emanujesz tym, czym się otaczasz.
W dużo gorszym nastroju w końcu ruszyłam w stronę parku. Szybko dostrzegłam Harveya, który stał przy samym wejściu, kilka metrów od kawiarni. Chyba nie przyjechał motocyklem, bo nigdzie go nie widziałam. Stał z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej. Ciężko mi było określić jego wyraz twarzy. W końcu stanęłam przed nim, biorąc głęboki oddech.
– Przyszłam – powiedziałam, a z moich ust wydobył się kłębek pary. Zaczynałam się trząść z zimna. – O czym chciałeś porozmawiać?
Przeszył mnie długim spojrzeniem, po czym powoli wzruszył ramionami.
– Cóż, chciałem cię zapytać… czy możemy zacząć od nowa.
Tego się nie spodziewałam. Zawiesiłam wzrok na jego zaroście i zadałam sobie pytanie, co w tej chwili czułam. Czy to była kolejna zasadzka? Kolejna gierka, by zemścić się na Kirze?
– Od nowa – powtórzyłam.  
– Tak. Chciałem ci powiedzieć, że Kira to przeszłość. Że długo mi zajęło, by to pojąć, ale teraz…
– Co teraz? Co się zmieniło? – przerwałam mu. – Kira cię odrzuciła, więc zwracasz się do mnie?
Zacisnął mocno szczękę.
– Chciałem powiedzieć, że za tobą tęskniłem – powiedział, ale zabrzmiało to cholernie chłodno. – I chciałem ci wytłumaczyć, że ciężko było zapomnieć o kimś, kogo kochało się przez parę lat. Miałem zamiar powiedzieć, że jej kłamstwa to zniszczyły…
– Więc gdyby nie jej kłamstwa, to nadal byś z nią był – znowu mu przerwałam. – Kłamstwa wymazały ci tylko chęć bycia z nią, czy także uczucia?
– Nie tylko jej kłamstwa. Poznanie ciebie również – powiedział, ale jego ton nadal był oschły, a od tego, jak na mnie patrzył, robiło mi się tylko zimniej. – Więc… chciałem zrobić to wszystko. Chciałem zaprosić cię na randkę. Ale widzę, że już się pocieszyłaś. Największym chujem na tej planecie.
Nagle w sekundę stało się jasne, dlaczego miał taki rozwścieczony wzrok i lodowaty ton głosu. Widział mnie z Gavinem.
Cholera.
Gdyby nie było tak zimno, pewnie bym się zaczerwieniła. Ogarnęło mnie jeszcze większe poczucie winy, choć teoretycznie nie zrobiłam nic złego. Nie powiedziałam mu, że go znałam, ale on…
– Nie wierzę – warknął nagle Harvey, gdy nie odpowiedziałam. – Akurat ze wszystkich facetów musiałaś wybrać jego? Przecież wiesz, co mi zrobił!
– Nie wybrałam go – zaczęłam się bronić. – To prawda, nie powiedziałam ci, że go znam, ale nic mnie z nim nie łączy.
– Jakoś w to nie wierzę – rzucił zimno, a jego oczy rzucały błyskawice. – Nic cię nie łączy i dlatego tu przyjechał?
Westchnęłam ciężko. A więc w końcu nadszedł moment prawdy.
– Dobrze. Skoro tak… powiem ci wszystko. Tak jak powinnam była już dawno. – Wzięłam głęboki oddech. – Kojarzyłam go z kawiarni. Nic o nim nie wiedziałam. Potem poprosił mnie o umieszczenie w deserze pierścionka zaręczynowego dla Kiry. – Obserwowałam jego twarz, ale pozostawała niezmieniona. – Później poprosił mnie o spotkanie. Domyślał się, że Kira go okłamywała, że łączyło was coś więcej, niż mówiła. Myślał, że cię znam i… zaoferował mi pieniądze w zamian za zbliżenie się do ciebie. – Głos automatycznie mi się załamał, gdy zobaczyłam, jak wyraz twarzy Harveya gwałtownie się zmienia, a oczy pociemniały. – Miałam się do ciebie zbliżyć i wyciągnąć z ciebie prawdę o Kirze.
– Żartujesz sobie ze mnie? – warknął.  
Zrobiłam krok do tyłu, nieco przerażona jego wściekłością.
– Nie zgodziłam się na to – powiedziałam drżącym głosem. – Rzuciłam w niego tymi pieniędzmi i wyszłam… potem co prawda mi je przysłał, a ja użyłam ich tylko po to, by pomóc rodzicom i przeżyć do następnej wypłaty…  w końcu mu je oddałam.
– I mam ci uwierzyć? Akurat wtedy, jak go poznałaś, nagle przyszłaś akurat do mnie z naprawą laptopa? Szpiegowałaś mnie dla niego? – Zaczynał krzyczeć. – Udawałaś niewinną i ciekawską, a ja, jak idiota, podałem ci wszystko na tacy!
Nie. Nie miałam zamiaru pozwolić, by na mnie krzyczał. Nic nie rozumiał. Sam nie był bez winy. Ja też miałam powody, by mu nie ufać.  
– Nie krzycz na mnie. Nie masz prawa. Nie zgodziłam się na to – powtórzyłam, cedząc przez zęby. – Przysłał mi te pieniądze, a ja byłam zdesperowana, więc użyłam ich tylko po to, byśmy mieli za co kupić jedzenie! Później harowałam jak wół, by wszystko mu oddać! Od razu powiedziałam, że się na to nie zgodziłam, że nie będę wykorzystywać ludzi dla jego zachcianek! Wiem, jak to wygląda – rzuciłam, widząc, że chciał coś powiedzieć. – Ale bardzo łatwo przychodzi ci ocenianie innych, Harvey. Nie byłeś nigdy w trudnej sytuacji finansowej? – Po policzku spłynęła mi łza. Cholera. – Nigdy nie zastanawiałeś się, jak przeżyjesz następny miesiąc? Nie pracowałeś dzień i noc, by tylko nie wyłączyli ci prądu?
Na jego twarzy widziałam coś na kształt wstydu, ale wyraźnie nie chciał odpuścić, bo powiedział złośliwym tonem:
– Rzuciłaś w niego pieniędzmi, ale chyba ci się spodobał, skoro nadal się z nim spotykasz. Aurora, on rozpieprzył mi życie! Już zapomniałaś? Pobił mnie, trzymał Kirę w tym związku, był cholernie zazdrosny i miał obsesję…
– Ach, czyli Kira jest niewinna, tak? – wtrąciłam, wściekła. – On ją trzymał w tym związku? Już zapomniałeś, że to ciebie odrzuciła, bo najwyraźniej wolała zostać z nim? – Nie patrzył jasno. Był zazdrosny i wolał zwalić wszystko na Gavina, niż na swoją ukochaną kobietę. – Sam dopiero mówiłeś, że jej kłamstwa wszystko zniszczyły! Więc nie krzycz i nie oceniaj mnie, bo nie jesteś lepszy! Kochasz kogoś, kto cię nie szanuje, kto cię okłamuje i zdradza! – Kolejna łza. – Przy okazji potraktowałeś mnie jak zabawkę – warknęłam. – Jeśli o mnie chodzi, to na chwilę obecną z was dwóch to Gavin jest tym lepszym. – Po tych słowach odwróciłam się i odeszłam. Usłyszałam jeszcze, jak coś grzmotnęło – chyba kopnął w pobliską latarnię – ale się nie odwróciłam. Serce biło mi tak szybko, że ledwo oddychałam, ale chciałam jak najszybciej oddalić się od Harveya. Gdy tylko odeszłam na bezpieczną odległość, po prostu się rozpłakałam, wciąż mając przed oczami jego wściekłą twarz.
Kiedy moje życie stało się właśnie takie?  

Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Czułam się fatalnie. W kilkanaście minut zdążyłam zrujnować swoje relacje zarówno z Harveyem, jak i z Gavinem. Zastanawiałam się chwilę nad ostatnim zdaniem, jakie powiedziałam do Harveya. Nie chciałam w to wierzyć, bo brzmiało to idiotycznie, ale było prawdą – to Gavin teraz wydawał się porządniejszym człowiekiem. Harvey bawił się mną i najwyraźniej Kirą. Gavin z kolei naprawdę starał się zachowywać i postępować dobrze. Czułam się jak między młotem a kowadłem.
Sama też źle się zachowałam i chyba z tym czułam się najgorzej.  
Gdybym od razu powiedziała Harveyowi o Gavinie, nasza kłótnia sprzed chwili nie miałaby miejsca.
Gdybym była mądrzejsza, nie poczułabym nic do Harveya.
Gdybym od początku była szczera, nie musiałabym właśnie ochrzanić Gavina za to, że chciał uchronić mnie od śniegu i zabrać do domu.  
Musiałam to naprawić. Nie wyobrażałam sobie siedzieć z Gavinem przy jednym stole po tym, co mu powiedziałam.
Wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer Gavina. Miałam nadzieję, że odbierze, mimo tego, co dziś ode mnie usłyszał. W końcu usłyszałam jego zmęczony głos:
– Tak?
– Przepraszam – powiedziałam prosto z mostu. – Przepraszam za to, co powiedziałam. Nie powinnam tak reagować. Chciałeś zrobić coś miłego, a ja… Przepraszam.
Westchnął cicho.
– Nie ma sprawy. Może rzeczywiście się zapędziłem. Nie przyjaźnimy się. Nawet się nie znamy.
Z jakiegoś powodu brzmiało to dziwnie boleśnie.
– Może powinniśmy to zmienić – stwierdziłam z zaciśniętym gardłem.
– Przecież nawet mnie nie lubisz.
Kolejny skurcz w żołądku.
– To nie tak. Po prostu nie wiem, czy ci ufam…
– Wypomnisz mi po raz tysięczny nasze początki? Bo doskonale je pamiętam. Nie musisz mi ich przypominać – powiedział ze znużeniem w głosie. – Jeśli chcesz, możemy pozostać w kontakcie, ale przestań ciągle trzymać dystans. Jeśli chcesz, mogę pozostać tylko niemiłym wspomnieniem i kimś, kto pracuje z twoim tatą. Wybór należy do ciebie.
Decyzję podjęłam w ułamku sekundy.
Czy dobrą?
Miałam to gdzieś.

– Cholera – wymamrotałam pod nosem, rozglądając się dookoła.
W sumie nie byłam zaskoczona. Już wcześniej przeczuwałam, że Gavin mieszkał w jakimś luksusowym apartamentowcu, ale to, co zobaczyłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Ogromne pomieszczenie, które pomieściłoby w sobie cały mój dom, składało się z ogromnej kuchni i czegoś na kształt salonu. Penthouse miał ogromne okna, ozdobione szarymi długimi zasłonami. Szyby były tak wielkie i przejrzyste, że można było podziwiać całe miasto i jego wysokie budynki. Nieco dziwiły mnie rozmiary tej kuchni, skoro Gavin nie gotował. Zamiast stołu była długa lada jak w barze, z wysokimi barowymi stołkami. W salonie stały duże zielone rośliny, ozdobne lampy, beżowe kanapy, wielki, dębowy stolik. Dopiero po dłuższej chwili zauważyłam drzwi, pomalowane na taki sam kolor jak ściana, co sprawiało, że były prawie niewidoczne.
– A co jest tam? – Wskazałam na nie.
Gavin tylko uśmiechnął się tajemniczo.
– Zapraszam. – Podszedł do drzwi i nacisnął na klamkę. Weszłam do ciemnego pokoju, a gdy Gavin zapalił światło, moim oczom okazała się pokaźna biblioteczka z ogromnym fotelem, który nieco kontrastował z mini barkiem znajdującym się obok. Na środku pokoju stał stół bilardowy.  
– Oczywiście – mruknęłam.
– Co?
– Nic takiego. – To miejsce nie mogło bardziej różnić się od mojego domu czy choćby kawalerki Harveya. Czułam się dziwnie w takich luksusach; prawie jak wtedy w restauracji. – Masz piękne mieszkanie. Musisz czuć się tu jak jakiś grecki bóg.
Parsknął śmiechem.
– Masz ochotę zagrać? – zapytał, widząc, jak wbijałam wzrok w potężny stół bilardowy.
– Nie umiem. – Wzruszyłam bezradnie ramionami.
– Nic trudnego. Nauczę cię. – Ze specjalnej podstawki na kije wyciągnął dwa i podał mi jeden z nich, uśmiechając się. – No, dawaj – dodał, gdy się zawahałam. – Tchórzysz?
– Nie tchórzę – zaprzeczyłam.
– Tchórz. – Wydawał się bardzo rozbawiony. – Patrzysz na ten kij, jakby miał cię ugryźć.
– Ty patrzyłeś tak samo na foremkę renifera.
– A więc pokaż, że jesteś lepsza i uczysz się szybciej niż ja.  
Łypnęłam na niego spode łba i chwyciłam kij, lekko się uśmiechając. Mój zły nastrój mijał, a zastępowała go ekscytacja.  
Gavin zaczął mi tłumaczyć zasady gry, a później technikę uderzania w bile. Starałam się słuchać uważnie, ale gdy pochyliłam się nad stołem i usiłowałam wycelować, ruszyłam kijem tak, że tylko upadł mi na stół.  
Gavin rozkasłał się, zapewne próbując zamaskować śmiech.
– Bardzo dobra pierwsza próba. Teraz spróbuj faktycznie trafić w bilę.
– Dobrze się bawisz, prawda? – Znowu spróbowałam. Trafiłam w bilę, ale nie potoczyła się do łuzy, a jedynie wykonała dziwny podskok i z hukiem opadła parę centymetrów dalej. – Jak ja to zrobiłam?
– Za nisko uderzasz.
– Przed chwilą zrobiłam to za wysoko i nawet nie dotknęłam kuli – jęknęłam.
– Poczekaj, pokażę ci, bo inaczej będziemy tu stać do rana. – Z szerokim uśmiechem stanął za moimi plecami. – Pochyl się.
Nagle niewinna gra stała się… dziwnie seksualna. Pochyliłam się nad stołem, a Gavin cały czas stał za mną. Dotknął moich ramion i prawej ręki, próbując ustabilizować kij. Doleciały do mnie jego perfumy i nagle poczułam coś w rodzaju pożądania. Nie czułam go już od wielu miesięcy; większość uczuć wyłączyła się po śmierci Olivii, przysłonięta żałobą… teraz jednak znowu poczułam się jak kobieta. Gdy lekko opierał na mnie swoje ciało, uderzyła we mnie fala gorąca. Wzięłam głęboki wdech, a w głowie pojawiały mi się niecenzuralne myśli. Pragnienie, by przysunął się bliżej. By posadził mnie na tym stole.
Boże, o czym ja myślałam? Przecież to był Gavin!
Chyba wyczuł, że nagle zesztywniałam, bo się ode mnie oderwał, a ja usiłowałam uspokoić oddech i wychodzące rumieńce.  
– Co się stało? Nie chcesz już grać? – zapytał, marszcząc brwi.
Przyglądałam się przez chwilę jego przystojnej twarzy i usiłowałam odepchnąć od siebie myśli o seksie na stole bilardowym. Przecież to Gavin. Musiałam się opanować. Co ja wyprawiałam?
– Pójdę już – wydusiłam z siebie. – Jest późno.
– Okej… – Nadal mnie obserwował. – Odwiozę cię.
– Złapię taksówkę.
Nagle westchnął i odłożył kij na miejsce. Potem znowu wbił we mnie pytający wzrok.
– Dlaczego nie chcesz dać mi szansy? – zapytał cicho, stając przede mną na lekko rozstawionych nogach, tak, że oparłam się o stół i nie miałam jak uciec.
– Jakiej szansy?  
– Daj spokój, na pewno nie tylko ja czuję… to, co jest między nami. – Przybliżył się jeszcze bardziej. – Chodzi o nasze początki? O Kirę? Bo to wszystko jej wina. Już ci to mówiłem. Staram się, próbuję się zmienić… myślę, że to widzisz.
– Widzę, ale… – Traciłam jasność myślenia, gdy był tak blisko.
– Daj mi szansę – powtórzył, wpatrując się we mnie swoimi intensywnie niebieskimi oczami.
Wyłączyłam myślenie. Płynęłam z prądem.  
Wyprostowałam się, zanurzyłam dłoń w jego włosach i pocałowałam go.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4909 słów i 27796 znaków.

3 komentarze

 
  • agnes1709

    To rozpustnica, no!:nunu: Harvey mnie wkurwił. To ona ma się z Gavinem nie widywać, bo Harveyek ma z nim spinę? Nie jest jego dziewczyną, znają się chwilę, więc z jakiej racji ona ma się w to wciskać? Obrońca uciśnionych czy siostra miłosierdzia? No kur**, ależ mnie zjeżył:krzeslo: Miesza panna, tu mokro i tu mokro, i co teraz? Już się zaraziła Kiłą? :lol2: Szybko. Choroba jest groźniejsza, niż sądziłam:D No bo jej zachowanie, to takie... kiłowate:D Szybciej kolejną proszę, bo czekać nie znoszę  :ciuch:

  • candy

    @agnes1709 hahah "tu mokro i tu mokro" - jebłam XDD no tak się biedna wmieszała w to wszystko, że chciała jednego, a coś poczuła do dwóch  :rotfl: ale Kiła jednak wszystko robiła z premedytacją, to najważniejsza różnica xd

  • agnes1709

    @candy No właśnie, a kiedy Kiła? Bo będzie, prawda? <maślane oczy> :kolobok:

  • candy

    @agnes1709 będzie!

  • agnes1709

    @candy  :dancing:

  • aile

    Ostatnio zmieniłam zdanie odnośnie teamu, w którym byłam, jednak teraz znów wrócę do teamu Harveya.
    Coś przyciąga mnie w tej postaci, dlatego po cichu liczę na jakieś małe zamieszanie 😅

  • candy

    @aile u mnie zawsze się jakieś znajdzie 😃😈

  • aile

    @candy będę czekać 😁

  • Mysza

    Huraaa!! Gdybym była psem to kręciłabym się wokół własnego ogona 😍😍 Mam nadzieję, że później nie zacznie tego żałować bo tamten palant...uh, ciężko tak wybrać kogo się woli

  • candy

    @Mysza haha :D no zrobiłam trochę zamieszania :D już nikt nie wie, w którym teamie ma być :)

  • Mysza

    @candy nie nie, ja wiem kogo wolę ale pytanie kogo ona woli...chyba żałuję, że to nie ja jestem bohaterką opowiadania