Iluzja – rozdział 11

Iluzja – rozdział 11Denerwowałam się spotkaniem z Gavinem, ale z drugiej strony chciałam je mieć jak najszybciej za sobą. Stałam przy fontannie, kurczowo trzymając torbę, w której znajdowała się zaklejona koperta z pięcioma tysiącami. Czekałam, aż zobaczę wysokiego mężczyznę w garniturze, będę mogła oddać mu jego pieniądze i pójść do domu wolna od tego ciężaru. Postanowiłam chwilowo odpuścić sobie szalone prace w kawiarni, skoro mieliśmy pomoc finansową. Póki co. Po prostu potrzebowałam odpoczynku.
– Aurora?
Odwróciłam się gwałtownie na dźwięk jego głosu. Dawno go nie widziałam i jego osoba wywołała u mnie pewien szok. Próbowałam jednak pozostać niewzruszona. Wiał lekki wiatr, który targał mu ułożone włosy.
– Gavin. – Po raz pierwszy wypowiedziałam jego imię. – Dzięki, że przyszedłeś. To będzie szybkie spotkanie… – Sięgnęłam do torby i z niewysłowioną ulgą wyciągnęłam z niej kopertę. – Zeszło mi się z oddaniem tego, ale jest tam cała kwota, którą mi dałeś. Nawet nie będę pytała, skąd wziąłeś mój adres i dlaczego…
– Przepraszam – przerwał mi beznamiętnie, biorąc kopertę i miętosząc ją w dłoni. Zamrugałam gwałtownie. Czy on właśnie mnie przeprosił? – To było głupie. Teraz to wiem.
Coś w jego głosie sprawiło, że przyjrzałam mu się uważniej. Jego twarz nie była tak gładko ogolona jak zawsze, oczy miał podkrążone. Nie przypominał już tego pewnego siebie biznesmena. Co się zmieniło?  
– Dobrze się czujesz? – zapytałam odruchowo.
Potrząsnął głową i wsunął kopertę z pieniędzmi do teczki, którą trzymał.
– Nie. Nie czuję się dobrze – westchnął i spojrzał na mnie niebieskimi oczami, które straciły swój blask. – Skoro już cię w to wciągnąłem, równie dobrze mogę ci opowiedzieć finał tej historii. Zerwałem z Kirą. – Opadł ciężko na ławkę obok fontanny, a ja zastanawiałam się, jak na to zareagować. Czyli jednak dowiedział się, że kłamała. Ale jak?  
To pewnie dlatego dzwoniła wtedy do Harveya. Bo Gavin z nią zerwał. W końcu była wolna i nie musiała kłamać.
– To… niespodziewane. – Też usiadłam, choć raczej niechętnie. – Co się stało?
– Nie musisz tego słuchać. Wiem, że masz o mnie nienajlepsze zdanie po tym, co ci zaoferowałem… ale musisz zrozumieć, że byłem zdesperowany. Zresztą… nieważne. – Machnął ręką i chciał wstać, ale z jakiegoś powodu przytrzymałam go za nadgarstek.
– Opowiedz mi o tym.
Wypuścił cicho powietrze, tak jakbym samymi słowami sprawiła mu ulgę. Widać było, że potrzebował to z siebie wyrzucić.
– Miałem dość. Moja cierpliwość się skończyła. Czułem, że mnie okłamywała, czułem to w każdym jej spojrzeniu i dotyku. Wciąż zadawałem sobie pytanie: jak kobieta, którą pokochałem, mogła mnie tak potraktować? Nie było rzeczy, której bym jej nie dał. Nie było rzeczy, której bym dla niej nie zrobił. A ona…  
– Jak się dowiedziałeś? – przerwałam mu. – Bo na pewno nie ode mnie.
– Nie. Dałem jej ostatnią szansę powiedzenia prawdy, ale ona jak zwykle wybrała kłamstwo. Więc zapłaciłem znajomemu, by założył podsłuch na jej komórce i dał mi dostęp do jej maili i wiadomości…
Przygryzłam wargę, by przypadkiem czegoś nie powiedzieć.
– I wtedy wszystko było jasne. Tysiące smsów. Zapewnienia o miłości. Co z tego, że zrobiła z niego wariata, on wszystko jej wybaczył! Wystarczyło, że napisała, że go kocha i żałuje tego, co zrobiła… – Wyciągnął komórkę, odblokował ją, wszedł w galerię i zaczął pokazywać mi zrzuty ekranu, na widok których coś przekręciło mi się w żołądku.

HARVEY: Nienawidzę cię. Jak mogłaś zrobić ze mnie wariata?! Powiedzieć, że wymyśliłem sobie to wszystko? Jak możesz mi to robić?
KIRA: Spanikowałam. Musiałam coś wymyślić! Gavin nie mógł się o nas dowiedzieć.
HARVEY: Kompletnie przestałem się dla ciebie liczyć?
KIRA: Błagam, przestań. Zaręczyliśmy się. Musisz zostawić mnie w spokoju.

HARVEY: Kira, do cholery, odbierz ode mnie telefon. Nie możesz tego skończyć w ten sposób. Przynajmniej miej odwagę powiedzieć mi to prosto w twarz.

HARVEY: Mam dosyć. Nie będę się więcej za tobą uganiał. Zniszczyłaś mi życie.  

KIRA: Harvey… przepraszam za wszystko. To był błąd. Źle zrobiłam, przyjmując oświadczyny Gavina. To ciebie kocham. Błagam, odpisz. Powiedz, że nie jest za późno.
HARVEY: Teraz ci się przypomniałem? Złamałaś mi serce. Myślisz, że tak łatwo o tym zapomnieć?
KIRA: Wiem, że nadal mnie kochasz. Tylko ja znam twoje sekrety. Tylko ja naprawdę znam całego ciebie. O tym też nie tak łatwo zapomnieć.

Sekrety? Jakie sekrety? Boże, co dokładnie ich łączyło? Z każdą kolejną wiadomością czułam się coraz gorzej. Miałam wrażenie, że zwymiotuję, ale Gavin przewijał dalej.
KIRA: Gavina dziś nie ma. Kolejne super ważne spotkanie. Wpadniesz?
HARVEY: Chciałbym, ale dziś nie mogę.
KIRA: Tęsknię za tobą.  
HARVEY: Ja za tobą też. Napisz, gdy Gavin znowu będzie zajęty. Postaram się wpaść.

Uświadomiłam sobie, że to były wiadomości z dnia, kiedy Harvey zaprosił mnie do siebie do mieszkania po naszej laserowej grze.  
Nie mógł się spotkać z Kirą, bo był w tym czasie ze mną, ale chciał być z nią. To cud, że nie zostawił mnie samej w jego mieszkaniu i do niej nie pobiegł.
– Sama widzisz… – Głos Gavina był przepełniony goryczą. – Okłamywała mnie tygodniami. Co ja mówię, miesiącami! Nie mogłem dłużej sobie na to pozwalać. – Zablokował ekran. – Musiałem z nią zerwać. Co wcale nie było łatwe.
Nagle odzyskałam głos.
– Naprawdę to zrobiłeś?
– Co?
– Naprawdę po raz kolejny użyłeś pieniędzy jako rozwiązania problemu? – rzuciłam ostro. – Najpierw zapłaciłeś mi pięć tysięcy, a później jakiemuś znajomemu, żeby naruszył jej prywatność? To dla ciebie rozwiązanie uniwersalne? Rzucić pieniądze i czekać na rezultat?
Zmarszczył groźnie brwi.
– A co, twoim zdaniem, miałem zrobić? – warknął. – Pytałem ją tysiąc razy o to, czy jest ze mną szczera. Pytałem ją o Harveya. Kłamała za każdym razem. Miałem ją przywiązać do krzesła i torturować?
Cóż… Nie chciałam tego przyznać, ale poniekąd miał rację. Skoro Kira tak zawzięcie kłamała… chyba nie było innego sposobu. Sam powiedział, że był zdesperowany. Byłam w stanie to zrozumieć. Tylko że… te wiadomości zabolały mnie bardziej niż myślałam. Spuściłam wzrok na swoje dłonie, kurczowo zaciśnięte na pasku torebki.
– Nieważne – mruknął po chwili Gavin, przeczesał włosy i wziął głęboki oddech. – Chciałem cię tylko przeprosić za to… co zrobiłem. Rozumiem, jak mogłaś się poczuć, ale to nie miało być tak. Wiedziałem, że nie mogę niczego od ciebie żądać, ale z pomocą pieniędzy… Może masz rację, może to jest moje uniwersalne rozwiązanie – dorzucił ironicznie. – Chciałem pomóc! A ty pomogłabyś mi. Proste. Mimo wszystko szanuję, że masz zasady, że nie przyjęłaś tych pieniędzy i mi je oddałaś. Po prostu… Źle mnie zrozumiałaś. Ale ja też źle zrobiłem. – Uciekł wzrokiem. – Kira zamydliła mi oczy.
Analizowałam przez chwilę tę sytuację w myślach, ale nie wiedziałam, co miałabym na to odpowiedzieć. Zachował się tragicznie, ale przeprosił. W dodatku… rozumiałam, do czego mógł posunąć się zdesperowany człowiek.
Właściwie nie miałam po co tu dłużej siedzieć. Oddałam pieniądze. Zostałam zwolniona z ciążącej odpowiedzialności. Mogłam ruszać dalej.
Jednocześnie zastanawiałam się, czy był sens mówić Harveyowi o Gavinie. Chciałam to zrobić, chciałam w końcu być z nim szczera, ale… po co? On miał w głowie tylko Kirę. Nie mógł się na mnie otworzyć, nawet jeśli czasami był uroczym chłopakiem podgrzewającym mi makaron i grającym ze mną w grę dla par. To, że nie dzwonił, choć obiecywał, to, jak pisał do Kiry… to bolało. Bardziej, niż się spodziewałam. To oznaczało, że zaczęłam coś do niego czuć – a nie mogłam sobie na to pozwolić, jeśli on nadal kochał inną.
Poprawiłam torebkę i wstałam.
– Przykro mi z powodu rozpadu twojego związku – powiedziałam delikatnie. – Oby następny był lepszy. Na mnie… już czas.  
– Poczekaj. – Wstał gwałtownie i chwycił mnie za nadgarstek, ale automatycznie się mu wyrwałam. Wyglądał na speszonego. – Może proszę o zbyt wiele, ale… czy nie poszłabyś ze mną na kolację?
– Na kolację? – powtórzyłam z lekką ironią.
– Tak. W ramach przeprosin za to, jak cię potraktowałem. Próbuję być lepszy. – Skrzywił się, jakby samo wypowiedzenie tego na głos go zabolało. – Zgódź się, proszę. Jedna kolacja. Potem dam ci spokój. Chcę ci po prostu wynagrodzić swoje zachowanie.
Kolacja z Gavinem. Nie wiedziałam, co o tym sądzić. Nie miałam na to zbytniej ochoty, ale rozumiałam, że chciał odpokutować. Nie był idealny, to na pewno, ale przynajmniej zrozumiał swój błąd. Przeprosił. Nagle zrozumiałam, że idealizowałam Harveya przez te parę dobrych cech i przez to, że został odmalowany jako ofiara. Niewątpliwie nią był i z początku mu współczułam, ale teraz wyglądało na to, że wygrał tę wojnę i mógł mieć Kirę dla siebie. Być może w tym momencie przytulali się w jego łóżku, a ja mogłam iść w odstawkę.  
Nie zamierzałam szukać nowego chłopaka, ale Gavin w tym momencie wyglądał na tak zranionego i przybitego jak ja, więc chcąc nie chcąc, poczułam z nim jakąś więź.
I, ostatecznie, czy jedna kolacja była czymś złym?
– W porządku – powiedziałam, wzruszając lekko ramionami.  

Znając Gavina, zabierał mnie na pewno do jakiejś ekskluzywnej restauracji, ale tym razem nie chciało mi się stroić. Bo i po co? Założyłam prostą czarną sukienkę, jednocześnie chwilę rozmyślając nad tym, co mówiła Olivia, gdy odkryliśmy, że mimo chemioterapii, miała już raka w zaawansowanym stadium.
– Nie noś czerni – powiedziała delikatnym głosem, patrząc na mnie karcąco. – Wiesz, że tego nie lubię. Żałobę ma się w sercu, a nie na pokaz.
– Olivia… – Wtedy jeszcze nie dopuszczałam do siebie myśli, że moja siostra w ogóle umrze. Wolałam zaprzeczać, wolałam myśleć, że będzie żyła jeszcze wiele lat, że razem się zestarzejemy, będziemy siwymi babciami, które nadal spotykają się na plotki i alkohol. – Nie mów takich rzeczy.
– Ja umieram, Aurora – powiedziała z naciskiem. – Pogódź się z tym.
– Jak mam się pogodzić ze śmiercią siostry? – wyjąkałam. – Zbyt wiele ode mnie wymagasz.
– Wymagam od ciebie tylko dwóch rzeczy. – Wyciągnęła do mnie rękę. Była przeraźliwie zimna. – Nie płacz za mną. Nie noś czerni. Dla ciebie wciąż będę żywa.
Więc nie nosiłam czerni, a przynajmniej nie intencjonalnie. Po prostu lubiłam ten kolor i gdy miałam ochotę, to go zakładałam, jednak nie ze względu na żałobę. To było ostatnie życzenie Olivii i zamierzałam je spełnić.  
Tak więc wciągnęłam na siebie czarną sukienkę, pomalowałam rzęsy tuszem, rozczesałam włosy i związałam je w koka, wyciągając parę kosmyków, by opadały po bokach mojej twarzy. Do ubioru standardowo dodałam mój złoty naszyjnik z kolibrem. Tyle. Dostałam już nauczkę, gdy ostatnio stroiłam się na spotkanie z Gavinem. I po co? Dlatego, że on zawsze był tak elegancki, a zawsze widywał mnie w kawiarni spoconą i zmęczoną? Chciałam ładnie wyglądać, ale wtedy go nie znałam. Teraz już wszystkiego mi się odechciało.
Proponował, że po mnie przyjedzie, ale stanowczo odmówiłam. To nie była randka. Umiałam sama dotrzeć do restauracji. Zamierzałam posiedzieć godzinę i wrócić do domu.
Harvey milczał. Zastanawiałam się, czy był z Kirą. Czy leżeli w łóżku, przytuleni, ciesząc się, że w końcu są wolni i bez przeszkód mogą być razem. Za każdym razem, gdy ta myśl pojawiała się w mojej głowie, czułam ucisk w żołądku. Nie mogłam uwierzyć, że zaczęłam coś do niego czuć. Że byłam tak głupia i wpadłam w to, choć od początku wiedziałam, że kochał Kirę.
Wystarczyły dwa spotkania w mieszkaniu, odrobina włoskiego jedzenia, trochę whisky, by bolało mnie to, że był zakochany po uszy w kobiecie, która tak się wobec niego zachowała.
Czym w takim razie byłam ja? Odskocznią? Kimś, kto zajął mu czas?  
Gdy dotarłam do restauracji, przez chwilę byłam zagubiona. Nigdy nie byłam w tej części miasta. Wejście do środka nie pomogło; wnętrze było po prostu ogromne i nie sposób było kogokolwiek zauważyć. Aż stanęłam w miejscu, będąc pod wielkim wrażeniem wystroju sali i jej rozmiarów. Mogło się tu pomieścić chyba z pięćset osób. Podłoga była beżowa, stoliki wykonane z jasnego drewna i z czarnymi nogami; każde z nich było otoczone czymś w rodzaju okrągłej beżowej kanapy, co dawało dużo miejsca do siedzenia oraz pewną prywatność. Z sufitu zwisał jakiś abstrakcyjny ogromny żyrandol, pełen niezidentyfikowanych kształtów w kolorze złota. Ściany restauracji były przeszklone, wysokimi oknami dając widok na miasto. Najbardziej jednak zaskoczył mnie sufit – był pokryty czymś w rodzaju beżowej figury geometrycznej. Całość wyglądała pięknie, ale na chwilę odebrała mi mowę.
Kiedy szok mi minął, po dłuższej chwili szukania udało mi się zlokalizować Gavina, który siedział przy jednym ze stolików z napiętą twarzą. Podeszłam do niego, czując, jak z każdym krokiem wzrasta moje zdenerwowanie. Zaczynałam żałować, że zgodziłam się na tę kolację. Czułam się nie na miejscu będąc w tak ogromnym pomieszczeniu pełnym przepychu. O czym ja miałam gadać z wysokim, smukłym, eleganckim biznesmenem, z którym nie miałam nic wspólnego?
Na mój widok Gavin poderwał się jak oparzony.
– Aurora. Witaj. Cieszę się, że przyszłaś. – Wskazał kanapę, a ja dziwiłam się, dlaczego był tak zdenerwowany. Na ostatnim spotkaniu był tak pewny siebie, że aż robiło mi się od tego niedobrze. Czy to kłamstwa Kiry tak go osłabiły? Nie przypominał siebie.
– Przyszłam. Zgodnie z obietnicą. – Usiadłam w pewnej odległości od niego, a w tym momencie przy stoliku pojawił się wysoki mężczyzna w białej koszuli i czarnej kamizelce, trzymając w ręku butelkę czerwonego wina.
– Pozwoliłem sobie zamówić. Jedno z lepszych roczników. – Gavin spojrzał na mnie pytająco. – Mam nadzieję, że ci odpowiada.
Z tego co widziałam, było wytrawne. Nie lubiłam takich. Wolałam tańsze, słodsze wina, ale jak miałam odmówić i wydziwiać, gdy byliśmy w takim miejscu?
– Może być. – Skinęłam głową, a kelner natychmiast zaczął wlewać czerwony płyn do kieliszków. Sięgnęłam po menu, by coś zrobić z rękami. W pierwszej chwili nie wiedziałam jednak, na co patrzę. Wszystkie dania były tak skomplikowane, tak wyrafinowane… Bałam się, że wezmę coś, co mi nie będzie smakowało. Na co dzień jadałam znacznie prostsze rzeczy. Patrzenie na cenę było kolejnym szokiem. Zdumiewało mnie, że ktokolwiek byłby w stanie tyle zapłacić za jakiekolwiek danie. Ale chyba ta restauracja i jej wygląd do czegoś zobowiązywały…
Czułam się okropnie, jak prostaczka, którą zapewne byłam. Tu nie było dla mnie miejsca. Dla Gavina takie posiłki były pewnie chlebem powszednim, tymczasem ja głowiłam się nad niektórymi daniami, bo nie byłam nawet w stanie wyobrazić sobie ich wyglądu ani smaku. Tak, żałowałam, że tu przyszłam. Planowałam zamówić zupę, szybko ją zjeść, rzucić jakąś wymówkę i wyjść.
– Czego sobie życzysz? – Padło nagle tak oficjalne pytanie, że aż się wzdrygnęłam. Zorientowałam się, że ten kelner nadal tu stał, a Gavin patrzył na mnie wyczekująco.
– Poproszę… – Jeszcze raz zerknęłam na menu. – Krem z pomidorów z mozzarellą i bazylią. – Jedno z nielicznych dań, które brzmiało znajomo.
Gavin wyglądał na zawiedzionego. Dlaczego? Bo wybrałam najprostszą potrawę z możliwych, zamiast czegoś wyrafinowanego? On zamówił pieczoną kaczkę z karmelizowanym jabłkiem. Chyba w życiu bym tego nie przełknęła.
– Wydajesz się spięta – powiedział nagle, gdy kelner odszedł. – Dlaczego?
– Czy to nie oczywiste? – rzuciłam. – Ledwo cię znam. Zaoferowałeś mi pieniądze w zamian za…
– Tak, wiem. – Uniósł rękę, by mnie uciszyć. – Proszę, nie wracajmy do tego. Powiedziałem ci, że żałuję.  
– Co nie znaczy, że tak łatwo jest o tym zapomnieć – powiedziałam z lekkim przekąsem, niezamierzenie cytując sms Harveya do Kiry. Po chwili przypomniałam sobie siną rękę Gavina, gdy pobił Harveya. Nie chciałam sobie nawet tego wyobrażać. Fakt, że tak stonowany, elegancki mężczyzna był zdolny do takiej agresji, nie wróżył niczego dobrego.
– Masz rację. Może w takim razie powiem ci, jak to wyglądało z mojej perspektywy. – Upił łyk wina. – Uważam, że emanujesz tym, czym się otaczasz. To dlatego wszystkie poradniki każą nam myśleć pozytywnie, jeść zdrowo, unikać toksycznych osób. To wszystko źle na nas wpływa i wkrótce przejmujemy te złe cechy. A jednak… dałem omotać się Kirze. Oto, co miłość robi z ludźmi. – Przejeżdżał palcem po obwodzie kieliszka. – A miłość toksyczna… potrafi wyniszczyć. Jej ciągłe kłamstwa. Moja wewnętrzna bitwa, czy powinienem bardziej jej ufać, czy jednak ją sprawdzić, skoro podejrzenia nie dawały mi spokoju. Obwiniałem się, że niewystarczająco ją kochałem. Że to była moja wina. Że powinienem jej ufać. Gdy człowiek ma w sobie tyle złej energii, zmienia się. Uwierz, wiem, co mówię. Próbowałem z tym walczyć, ale co miałem zrobić? Kochałem ją, a ona kłamała mi w twarz, raz za razem, bez mrugnięcia okiem… a ja nie jestem głupi. Wiedziałem, że kryje się za tym coś więcej. To przysłoniło mi wszystko. – Podniósł na mnie udręczone spojrzenie. – Może ciężko ci w to uwierzyć, ale kiedyś taki nie byłem. A Kira… – Westchnął ciężko. – Już kiedyś mnie zdradziła. Oczywiście, nie było to tak poważne jak teraz. Byliśmy jeszcze nastolatkami, dopiero zaczynaliśmy się przyjaźnić, żadne z nas nie miało pojęcia o tym, jak powinien wyglądać związek. Tak czy inaczej, prześladuje mnie to do teraz. Pocałowała innego na moich oczach. Z pełną premedytacją. Z perspektywy czasu nie wydaje się to tak bolesne, jak powiedziałem, byliśmy nastolatkami, ale już wtedy w głowie zapaliła mi się czerwona lampka. Oczywiście, płakała, przepraszała, obiecywała, że to się już nigdy nie powtórzy. Na jakiś czas się rozstaliśmy, a potem spotkaliśmy się ponownie, już jako dorośli. Łatwo było zapomnieć o dawnym błędzie z przeszłości. Jednak już wtedy zasiała to małe ziarnko niepewności…
Boże, jak ja nienawidziłam tej kobiety. Z tego, co widziałam w smsach i słyszałam zarówno od Harveya, jak i teraz od Gavina, była po prostu potworem. Z premedytacją raniła mężczyzn, którzy ją kochali. Choć nie żywiłam do Gavina absolutnie żadnych uczuć, współczułam mu wyboru takiej kobiety, która jak widać tylko zabawiła się jego kosztem. Po co były te wszystkie kłamstwa? Skoro kochała Harveya i to z nim chciała być, dlaczego po prostu nie rozstała się z Gavinem? Bo on miał pieniądze?
– Dlaczego po prostu nie odszedłeś? – zapytałam zduszonym głosem. – Skoro tak cię to wyniszczało…
Zaśmiał się gorzko.
– Bo widzisz, mój ból tylko pogłębiał miłość do niej. Ciągle ją kochałem. – Spojrzał mi prosto w oczy. – I jestem pewien, że Harvey mimo wszystko też nadal ją kocha.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3570 słów i 20069 znaków.

2 komentarze

 
  • agnes1709

    Popieram. Jak nie działają rozmowy, trzeba uderzyć z innej strony. Tylko nie rozumiem - skoro kochała tamtego, kiego groma polazla do Gavina? Żądam wyjaśnień numer dwa! :lol2: Nadal jestem za opisaniem z perspektywy tej suczy, może to przemyśl? Musiał być powód, dla którego w ogóle zaczęła ten związek i ja chcę wiedzieć, jaki. No!:D

  • Speker

    Wiele nie wniosę, miłość ślepa jest...