Iluzja – rozdział 17

Iluzja – rozdział 17Miałam przykre wrażenie, że zepsułam naszą randkę tym jednym małym pytaniem. Gdy wyszliśmy na zewnątrz, w pełne światło, czułam się głupio. Gavin miał zacięty wyraz twarzy, a ja przyglądałam mu się, usiłując zrozumieć, czy przypadkiem przypomniałam mu dzieciństwo, o którym nie chciał pamiętać. Czułam się winna. Tylko dlaczego? On też pytał o moją zmarłą siostrę. Wiedział o mnie dużo więcej, niż ja o nim. Przekraczał granice, łamał zasady. Poznał nawet mój adres – wbrew mojej zgody. Czy to było coś złego, że chciałam go poznać? Dlaczego mojej mamie powiedział o swoich rodzicach, a mnie nie chciał? Ostatnie, czego chciałam, to popsuć mu humor. Liczyłam, że zaraz uśmiechnie się i powie coś w swoim stylu, ale nie – nawet na mnie nie patrzył.  
– Odprowadzę cię – powiedział sztywno, wpatrzony w ulicę.
Wyjątkowo nie przyjechaliśmy jego samochodem, chcieliśmy się przejść – co byłoby miłą odmianą, gdyby nie to, że wyglądało na to, że czekał mnie spacer pełen ciszy. Nie chciałam się odzywać, bo bałam się pogorszyć sytuację. Szliśmy przed siebie, a żadne z nas nic nie mówiło.
Nagle jednak usłyszałam wrzask:
– Aurora! Hej, Aurora! To ty?
Odwróciłam się ze zdumieniem i zobaczyłam machającą do mnie Danielle. Nawet nie pamiętałam, kiedy ją ostatnio widziałam ani kiedy udzielałam się na grupie. Teraz jednak dawna koleżanka szła w moją stronę na wysokich szpilkach i widziałam, jak z ciekawością zerka na Gavina.
– Cześć – powiedziałam, gdy podeszła bliżej, uderzając w moje nozdrza falą tanich perfum. – Dawno się nie widziałyśmy.
– Co tu robisz? – Pochyliła się i cmoknęła mnie w policzek. Nie czekając na odpowiedź, od razu spojrzała na Gavina. – I to z takim przystojniakiem? – Zaśmiała się perliście i puściła mu oczko.
Zerknęłam na Gavina, który miał na twarzy mieszankę zdumienia i zadowolenia. Nic dziwnego. Pewnie lubił, kiedy nieznajome dziewczyny zaczepiały go na ulicy i nazywały przystojnym.
– Gavin. – Wyciągnął do niej rękę.
Widziałam, jak Danielle rozszerzają się oczy, bo właśnie sobie przypominała o tym, jak im mówiłam na grupie, że Gavin prosił mnie o spotkanie. Miałam wrażenie, że to było całe wieki temu.
– Danielle. Ale dla przyjaciół Dani. – Uścisnęła mu rękę, trochę za długo. – Wiesz, mam wrażenie, że już gdzieś cię widziałam.
– Niewykluczone. W mieście jest mnie całkiem dużo. – Jego uśmiech poszerzał się z każdą chwilą. – Jesteś przyjaciółką Aurory?
– Och, jasne. – Spojrzała na mnie z uśmiechem. – Znamy się od liceum.
– To dobrze, że nadal macie kontakt.
– No właśnie, mamy kontakt, a moja tak zwana przyjaciółka nie powiedziała mi o tobie ani słowa! – Obrzucała go ciekawskimi spojrzeniami, aż poczułam, że właściwie mogłabym zamienić się w pień drzewa i żadne z nich by tego nie zauważyło. Danielle była o krok od uwieszenia się Gavinowi na szyi, a i on wydawał się być nią zainteresowany. – Widzę, że byliście na jakiejś randce.  
– Na kolacji w ciemności.
– Och, zawsze chciałam tego spróbować! – Zaśmiała się sztucznie. – To musi być takie ekscytujące. Może następnym razem zabierzesz mnie? – Puściła do niego oczko, a mnie zrobiło się niedobrze. Co ona wyprawiała? Serio próbowała poderwać Gavina, kiedy ja wciąż stałam obok? Poczułam ukłucie zazdrości. Zachowanie Danielle mnie mało dziwiło, ale Gavin… tak chciał pójść ze mną na randkę, a teraz wpatrywał się jak urzeczony w moją dawną koleżankę. No tak, nic dziwnego – jej złote loki i niebieskie oczy potrafiły ująć każdego. – Dasz mi swoją komórkę? Wpiszę ci mój numer. Wiesz, w razie gdyby Aurora była niedyspozycyjna i potrzebowałbyś zastępstwa. – Ponownie się zaśmiała. Miałam ochotę ją zabić. Upokorzyła mnie wystarczająco. Już miałam wydusić przez zęby pożegnanie, ale wtedy zobaczyłam, jak Gavin wyjmuje komórkę z kieszeni płaszcza i jej podaje. Szczęka mi opadła. Czy on naprawdę to zrobił?  
Myślałam, że ze wstydu i upokorzenia zapadnę się pod ziemię. Policzki paliły mnie żywym ogniem i miałam wrażenie, że zaraz popłaczę się ze złości. Wiedziałam, że Danielle była suką, ale aż taką?
W końcu odeszła, cmokając Gavina w policzek. Byłam pewna, że miałam wściekłość wypisaną na twarzy. Gavin jeszcze przez chwilę patrzył za odchodzącą Danielle, kręcącą tyłkiem na wysokich obcasach, po czym przeniósł wzrok na mnie.
– Jeszcze wcześnie – powiedział, jak gdyby nigdy nic. – Chcesz pójść na drinka?
Żartował sobie? Miałam iść na drinka po tym, co właśnie odwalił? I po co? Słuchać dalej tej przeklętej ciszy czy zachwytów nad Dani?  
– Dziękuję, wrócę do siebie – powiedziałam chłodno, patrząc na niego ze złością. Zdawał się tego nie zauważać.
– Dobrze. Odprowadzę cię do domu.
Nie chciałam dłużej znosić jego towarzystwa. Miła kolacja zamieniła się w koszmar. Z Gavina ponownie wychodził uprzywilejowany, protekcjonalny dupek. Nie mogłam uwierzyć, że nie widział tu problemu.
– Wrócę sama – powiedziałam, robiąc krok w tył.
– Dlaczego?
– Och, no nie wiem – rzuciłam ironicznie. – Może dlatego, że przykleiłeś oczy do tyłka mojej koleżanki.
– Naprawdę? – Wywrócił oczami i miałam wrażenie, że powstrzymywał się od parsknięcia śmiechem. – Jesteś zazdrosna?  
Zazdrosna? Owszem, byłam zazdrosna, ale w dużo większej mierze – po prostu upokorzona. Nie zwracał na mnie uwagi, mimo że był tu ze mną, na randce, na którą tak chciał mnie zabrać. Wystarczyło jednak, że pojawiła się długonoga blond diwa, która rzucała mu powłóczyste spojrzenia spod długich rzęs.  
Nie chciałam tracić czasu na tłumaczenie mu tego. Pewnie i tak by nie zrozumiał. Nie widział problemu w swoim zachowaniu.
– Wrócę autobusem. Dobranoc, Gavin. – Odwróciłam się i zaczęłam szybko odchodzić, mając nadzieję, że za mną nie pójdzie.
Nie poszedł. Nic już nie powiedział. Gdy się odwróciłam, szedł w przeciwnym kierunku.

Plułam sobie w brodę, że ponownie dałam się złapać. Ponownie zachowałam się głupio. Poleciałam na inną twarz Gavina, która ewidentnie była tylko maską. Nie mogłam przeżyć tego, jak mnie upokorzył. Do Danielle nie miałam nawet słów. Mimo wszystko, on powinien być mądrzejszy. Dlaczego dał jej swój telefon, by wpisała tam swój numer? Dlaczego był tak zainteresowany jej widokiem i wyraźnie ucieszony z jej prób poderwania go?
Siedząc w autobusie starałam się powstrzymać łzy, ale w końcu wypłynęły. Dyskretnie otarłam je chusteczką i wyciągnęłam komórkę w nadziei, że znajdę tam sms–a od Gavina, w którym jednak mnie przeprosi. Było za to nieodebrane połączenie od Harveya i… wiadomość głosowa.
Musiałam przyznać, że na chwilę całkiem o nim zapomniałam. W końcu zaakceptowałam, że zachował się jak gówniarz, bawiąc się mną i ukrywając związek z Kirą. Uczucia jednak zostały. Próbowałam je przykryć, zdusić tymi uczuciami, które teraz we mnie zakiełkowały po tych dniach spędzonych z Gavinem. Teraz jednak zdawało się, że obydwaj się mną zabawili.
Miałam ochotę jednocześnie płakać, kopać i krzyczeć. Byłam rozżalona, smutna, wściekła, upokorzona. W co ja się wplątałam? Co to byli za chorzy ludzie? Każde z nich było okropne. A ja musiałam w końcu skończyć ten temat. Chciałam im wygarnąć. Chciałam w końcu wykrzyczeć to, co dusiłam w sobie. Unikałam konfliktów i konfrontacji, taka już byłam – ale nie zamierzałam pozwolić, by tak mnie traktowali. Najpierw Harvey, teraz Gavin. Musieli w końcu usłyszeć, jak mnie zranili. Zamierzałam wykrzyczeć im to w twarz i potem odejść. Ostatecznie.
Kliknęłam na wiadomość i przysunęłam telefon do ucha. Na sam dźwięk głosu Harveya zadrżało mi serce.
– Cześć, Aurora. Wiem, że nie chcesz ze mną rozmawiać i pewnie tym bardziej nie chcesz mnie widzieć. Zachowywałem się ostatnio… nie będę tego określał, oboje wiemy, że moje zachowanie nie było najlepsze. Źle zareagowałem na ciebie i Gavina. Przepraszam. Chcę ci wszystko wyjaśnić, tym razem bez kłamstw i niedopowiedzeń. Pewnie mi nie wierzysz, bo… w sumie czemu miałabyś? Ale mówię serio. Mówiłem serio od początku – naprawdę chciałem się z tobą spotykać. Byłaś… jesteś dla mnie ważna. Zgubiłem drogę, bo byłem zaślepiony Kirą, ale to już przeszłość. Ponownie, wiem, że mi nie wierzysz. Dlatego proszę cię o ostatnią szansę. Muszę cię zobaczyć, wszystko wyjaśnić i przeprosić osobiście. Proszę, oddzwoń.
Tak jakbym nie miała wystarczającego mętliku w głowie. Opuściłam komórkę, czując, jak ponownie pieką mnie oczy. O co tu chodziło? Miałam dość tego chorego trójkąta miłosnego. Nawet jeżeli Harvey teraz faktycznie mówił szczerze – a na pewno tak brzmiał – to… co z tego? Okłamywał mnie wcześniej. Może nie tyle okłamywał, ale nie mówił mi prawdy. W dodatku sam zdał sobie z tego sprawę, co w przypadku faceta już było postępem.
Cholernie trudno było mu nie uwierzyć. Nie zignorować znaków ostrzegawczych i po prostu pozwolić sobie sprawdzić, jak to mogłoby być… Ale coś mówiło mi, że to byłby błąd. Już zbyt wiele razy się zawiodłam – na Harveyu, na Gavinie, na… Nie, nawet nie chciałam do tego wracać. Miałam wrażenie, że dla żadnego z nich nie byłam ważna, choć każdy sprawiał takie wrażenie. Czy ja po prostu widziałam to, co chciałam widzieć? Byłam aż tak głupia? Tak desperacko potrzebowałam czyjegoś uczucia, że je sobie wyobrażałam?
Miałam dość. I musiałam powiedzieć „dość”.  
Musiałam się wykrzyczeć.
Odblokowałam ekran i zadzwoniłam do Harveya. Miałam gdzieś, czy było za późno. Odebrał po dwóch sygnałach.
– Nie wierzę, że oddzwaniasz – odezwał się.  
– Ja też nie. – Wzięłam głęboki oddech. – W porządku. Możemy się spotkać. Ostatni raz.
Miałam wrażenie, że nie takich słów się spodziewał, ale po chwili powiedział:
– Dobrze. Cieszę się. Naprawdę chcę ci wszystko wyjaśnić. I sprawić, byś mi uwierzyła.
– Na to chyba za późno.
– Nie mów tak. – Wziął głęboki oddech. – Powiedziałaś, że się ze mną spotkasz. Więc dajesz mi ostatnią szansę. Nie spieprzę jej.  
Przymknęłam oczy. Jego głos brzmiał tak szczerze.
Chciałam mu wierzyć, ale miałam już dość bycia zabawką mężczyzn dookoła.
– Przyjdę jutro wieczorem – powiedziałam. I już. Nie pytałam, czy mu pasuje. Nie pytałam o nic. Oznajmiałam. Tak jak powinnam była już dawno.
– Dobrze. Będę czekał.
Chyba chciał jeszcze coś powiedzieć, ale się rozłączyłam.

Rano wstałam w bojowym nastroju. Musiałam iść do pracy i się uśmiechać, ale w środku nadal byłam wściekła – już sama nie wiedziałam, na co. Odpowiedź jednak uzyskałam, gdy zobaczyłam, jak Gavin zbliża się do lady.
– Czego chcesz? – rzuciłam, nie dbając nawet o pozory.
– Porozmawiać. – Zmierzył mnie oschłym spojrzeniem, jakby miał mi za złe, że byłam na niego wściekła. – Wczoraj… co tam się stało?
– Naprawdę jeszcze pytasz?
– Widziałem twoją koleżankę przez dwie minuty. Nie masz o co być zazdrosna.
– Upokorzyłeś mnie – syknęłam. – Dała ci swój numer, a ty nie protestowałeś.
– A co? Miałem jej powiedzieć, że nie wezmę jej numeru, bo nie jest mi potrzebny? To by było niegrzeczne, a ja… – Chyba zobaczył mój wzrok, bo nagle ton jego głosu złagodniał: – Dobrze. Przepraszam. Nie powinienem był. Chodź dziś ze mną na kawę po pracy. Porozmawiamy o tym.
Dobrze. To była okazja, by jemu też powiedzieć wszystko, co w sobie dusiłam. Mogłam zakończyć to jednego dnia – najpierw z nim, a potem z Harveyem. Potem chciałam się odciąć od nich obydwu.
– W porządku – powiedziałam, wzruszając ramionami.

Mieszałam kawę, czując, jak Gavin nie spuszczał ze mnie wzroku. Nic jednak nie mówił, a moja irytacja rosła z każdą chwilą.
– Chciałeś rozmawiać – rzuciłam w końcu ze złością. – Więc mów.
– Co się z tobą dzieje? – zapytał dziwnym tonem. – Jeszcze nigdy nie widziałem cię takiej złej.
– Tak. Za długo byłam spokojna. – Wzięłam głęboki oddech, bo mnie też nie podobała się taka wersja mnie. Nie byłam taka nerwowa. To do mnie nie pasowało i było niezdrowe. – Naprawdę nie rozumiesz, o co mi chodzi?
– Po prostu byłem miły.
– Dla dziewczyny, której nawet nie znasz – podkreśliłam. – Aż tak ci zależało na jej opinii?
– Nie robię tego, bo mi zależy. Jestem taki, bo tak zostałem nauczony.
– Tak? A jakbym ja dała swój numer twojemu koledze? – rzuciłam zaczepnie. – Stwierdziłbyś, że jestem tylko miła, czy coś się za tym kryje?
Zacisnął szczękę i wbił wzrok w swoje espresso.
– Nie odwracaj sytuacji.
– Dlaczego? Próbuję ci wytłumaczyć, jak się czułam.
– Ale… – Chciał coś powiedzieć, ale nagle zerknął w bok. Nawet nie zauważyłam, kiedy podszedł do nas jakiś facet. – Cześć, Malcolm.
Ze zdziwieniem zerknęłam na wspomnianego Malcolma, który wyglądał jak kopia Gavina – ten sam styl ubioru, ten sam wyraz twarzy poważnego pracownika korporacji. On właśnie zerkał z podobnym zdziwieniem na mnie.
– Cześć. Wyrwałem się na lunch, mam dość tej atmosfery… ta nowa, jak ona miała? Brittany? – Bez żadnego zaproszenia opadł na krzesło przy naszym stoliku. – Zamiast pracować chodzi w kółko i wszystkim truje dupę. – Znowu zerknął na mnie. – Kto to?
– Koleżanka – powiedział Gavin tak szybko, że nawet nie zdążyłam zareagować. – A mówiąc ściślej, to córka Toma.  
– Toma? – powtórzył Malcolm. – Tego nowego?
– Tak. – Gavin zerknął na mnie, spodziewając się zapewne kolejnego wybuchu wściekłości, ale ja już siedziałam spokojnie. Otrzymałam ostateczne potwierdzenie. Gavin jednak był dupkiem. Nie musiał mnie nazywać swoją dziewczyną, nie byliśmy w związku, ale… koleżanka? Córka Toma? Tylko tyle?  
Dopiłam kawę, a później wstałam i wyszłam bez słowa. Czułam na sobie wzrok Gavina, ale nic nie powiedział, gdy zabierałam torebkę i otwierałam drzwi kawiarni. Nie chciałam dać mu satysfakcji ani pokazać, jak bardzo mnie zranił.
Teraz musiałam jeszcze tylko poczekać do wieczora.

Zbliżała się moja „godzina zero” i coraz bardziej odechciewało mi się iść do Harveya. Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że właśnie popełniałam kolejny błąd. Powtarzałam sobie w myślach to, co chciałam mu powiedzieć, ale miałam wrażenie, że i tak wszystko wyleci mi z głowy, gdy go zobaczę.  
Zdecydowałam się iść na pieszo, by uspokoić nerwy. Harvey mieszkał daleko, ale potrzebowałam spaceru, powietrza, oddechu. Myślałam o tym, jak on i Gavin mnie zdominowali. Miałam wrażenie, że biegałam od jednego do drugiego, a obydwaj mnie wykorzystali. Paskudne uczucie, którego chciałam się jak najszybciej pozbyć. Chciałam wrócić do swojej spokojnej pracy w kawiarni. Chciałam przestać w kółko analizować to, co ze mną wyprawiali – i na co ja im pozwalałam. Problem polegał na tym, że zależało mi na nich obydwojgu. Harvey był pierwszy – poczułam to, kiedy tylko spojrzałam w jego smutne oczy. Poczułam z nim więź. Gavin zaczął i skończył jako arogancki dupek. Dałam się zwieść jego chwilowej masce uprzejmości; masce, która wskazywała na dobrego człowieka. Nie chciałam być tak traktowana. Uczucie jednak wszystko mi utrudniało. Zależało mi na nim. Zależało mi na Harveyu. Moje serce przestało być moje.
Muzykę płynącą w słuchawkach przerwał dźwięk wiadomości:
HARVEY: Drzwi są otwarte.
Nie wiedziałam, po co mi była ta informacja. Zbierałam w sobie siły, by się z nim skonfrontować, powiedzieć mu, że za bardzo szanuję siebie i swój czas, by dalej marnować go na kogoś, kto nie jest ze mną szczery, kto nawrzeszczał na mnie za znajomość z Gavinem… na kogoś, kogo nie byłam pewna.
W końcu dotarłam do jego bloku. Wchodząc po schodach, czułam, jak z każdym krokiem coraz mocniej waliło mi serce. Przed drzwiami odchrząknęłam i wzięłam głęboki oddech. Nacisnęłam na klamkę i weszłam do środka. Z wnętrza jarzyło się delikatne światło lampy. Weszłam w głąb mieszkania i poczułam, jak coś przewraca mi się w żołądku.
Na łóżku siedziała Kira.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 2982 słów i 16832 znaków, zaktualizowała 5 lut o 9:44.

2 komentarze

 
  • aile

    Aurora, Harvey i Kira. Wydaje mi się, że to nie może skończyć się dobrze. A może jednak się mylę? Pozostaje mi cierpliwie czekać 😁

  • agnes1709

    TAK, TAK, TAK, czekałam na to! I teraz będą tańce łamańce :dancing:  :bitka: „...mogłabym zamienić się w pień drzewa i żadne z nich by tego nie zauważyło“ - zajebiste!:lol2: Kocham słodką ironię!:ciuch: Więcej, szybciej, dwie części teraz  :ziober:

  • candy

    @agnes1709 ta scena z Kirą to specjalnie dla Ciebie :D

  • agnes1709

    @candy Moja bohaterko!:kiss::przytul:<3 Dziękuję.