Iluzja – rozdział 19

Iluzja – rozdział 19Wracałam z pracy, będąc w dość kiepskim humorze. Nienawidziłam nieuprzejmych klientów, którzy uważali, że mogli wszystko – a zwłaszcza być niemiłym dla obsługi. Facet wydzierał się na mnie przez parę minut za to, że jego sałatka miała za dużo pomidorów, a za mało oliwek. Darren mnie dodatkowo ochrzanił, w dodatku dobrze wiedząc, że to nie była moja wina. Nikt normalny nie zwróciłby uwagi na taki szczegół. Zawsze dodawaliśmy dodatków „na oko” i zawsze były w mniej więcej takiej samej ilości – ale akurat mnie musiał trafić się fan oliwek. Pocieszało mnie tylko to, że byłam umówiona z Harveyem i mieliśmy iść do kina, a później na kolację. Szłam do niego, poczekać, aż wyjdzie z pracy. Często tak robiliśmy, mimo że nie miałam własnego klucza – wcale go jednak nie potrzebowałam, uważałam, że było na to za wcześnie. Korzystanie z jego zapasowego klucza, który chował pod wycieraczką, nie umniejszało mojej godności. Lubiłam siedzieć u niego sama. Parę razy nawet rozmawiałam z jego sąsiadką, gdy akurat mijałyśmy się na klatce. Okazało się, że wcale nie była tak okropna, jak Harvey ją przedstawiał – tylko samotna.  
Zamierzałam poszperać w Internecie i znaleźć jakiś prezent dla Harveya, bo wiedziałam, że w kwietniu miał urodziny. Wciąż nie znaliśmy się aż tak dobrze, więc musiałam poświęcić chwilę na poszukiwanie prezentu. Nie wiedziałam, czy to miało być coś dużego czy symbolicznego. W Internecie zwykle dominowały zabawne acz nikomu niepotrzebne prezenty, ale miałam nadzieję, że znajdę jakąś inspirację.
Myślałam nad tym, by wyznać mu w urodziny miłość. Nie byłoby to jakieś duże, łzawe wyznanie, ale chciałam po prostu powiedzieć, co czułam. Zakochiwałam się w nim, każdego dnia coraz mocniej. Często łapałam się na tym, że chciałam powiedzieć te dwa słowa – kiedy odgarniał mi włosy z czoła i całował w czubek głowy albo kiedy robił dla mnie kolację. Wbrew temu, co mówił, umiał przyrządzać dobre jedzenie. Powstrzymywałam się jednak, bo miałam wrażenie, że było jeszcze dużo za wcześnie, ale poczekanie do jego urodzin wydawało się dobrym pomysłem.
Włożyłam w uszy słuchawki i starałam się nie myśleć już o pracy. Myśli o kinie i potajemnym dotyku w ciemności były dużo przyjemniejsze. Po raz pierwszy od dawna miałam normalne życie poza kawiarnią, mimo że pójście do kina nie było niczym nadzwyczajnym – ja jednak byłam wniebowzięta. Głównie tym, że miałam z kim to robić. Już nie byłam sama.
Gdy przechodziłam obok parku, w którym po raz pierwszy zobaczyłam Harveya i Kirę, zalała mnie fala wspomnień. To wydawało się tak odległe… prawie jak w innym życiu, a nie minęło nawet pół roku. To były intensywne miesiące. Na szczęście skończyły się dobrze.
Nagle gwałtownie się zatrzymałam i zamrugałam, chcąc się upewnić, że dobrze widzę. Czy to wyobraźnia płatała mi figle? Zobaczyłam to, o czym myślałam? Nie. To działo się naprawdę. Zobaczyłam Kirę, która weszła do parku i po dłuższej chwili kręcenia się w miejscu usiadła na najbliższej ławeczce. Rozglądała się dookoła, jakby na kogoś czekała. Od razu przeszedł mnie zimny dreszcz. Miałam złe przeczucia. Nie… przecież nie mogła czekać na Harveya. Harvey był w pracy. Zerwał z nią. Powiedział, że jej nie kocha. Nie miał po co tu przychodzić.
Nogi jakby wrosły mi w ziemię. Nie mogłam się ruszyć. Złe przeczucie nie odpuszczało. Modliłam się, by nie czekała na Harveya. By przyszedł ktokolwiek inny. Może znowu omamiła Gavina swoimi kłamstwami? Może to z nim miała się spotkać? A może dała sobie spokój z nimi obydwojgiem i chciała się spotkać z kimś nowym?
Cała moja nadzieja runęła, gdy nagle zobaczyłam Harveya idącego chodnikiem i skręcającego w park. Miał na głowie kaptur, ale poznałabym go wszędzie. Poznałam jego czarną kurtkę, która, rozsunięta, odsłaniała ciemnogranatowy sweter, który tak lubiłam. Podszedł do niej szybkim krokiem. Boże…
Oczy automatycznie wypełniły mi się łzami, choć próbowałam je powstrzymać. Może to było jakieś nieporozumienie. Może to było coś ważnego.  
Serio? Kogo ja próbowałam oszukać? Po raz kolejny poczułam się jak idiotka. Może spotykali się cały ten czas, a Harvey znowu kłamał. Powinnam mu ufać… i ufałam. Wcześniej takie coś nawet nie przyszło mi do głowy – ale teraz? Miał być w pracy. Na pewno nie miał spotykać się z Kirą. Gdyby nie miał nic do ukrycia, powiedziałby mi…
Nie słyszałam, co mówili, ale widziałam, że Harvey był zdenerwowany. Mocno gestykulował i gwałtownie coś mówił. Kira za to odpowiadała mu spokojnie, a na jej twarzy nie było śladu niepokoju. W końcu Harvey wziął ją pod łokieć i wyprowadził z parku. Skręcili w przeciwną stronę i zniknęli mi z oczu.
Czułam, że zbladłam. Nie mogłam zrozumieć, co się właśnie stało ani co powinnam zrobić. Miałam iść do niego do mieszkania jak gdyby nigdy nic? Poczekałam, aż szalejące myśli się uspokoją i westchnęłam. Stwierdziłam, że pójdę i poczekam na niego. Zobaczę, czy wszystko mi powie.
Czas leciał przeraźliwie wolno. Nie mogłam się na niczym skupić. Robiłam sobie herbatę za herbatą i czekałam, czy Harvey wróci o tej godzinie, którą mi powiedział, czy jego spotkanie z Kirą się przedłuży. Nosiło mnie i chodziłam po jego kawalerce w kółko. Co Kira mogła mu powiedzieć, że był tak zdenerwowany? Po co w ogóle się z nią spotkał? Dokąd oni poszli?
Miałam wrażenie, że minęły całe godziny, zanim w końcu usłyszałam otwierane drzwi. Wzięłam głęboki oddech, starając się nie dać nic po sobie poznać. Przyjrzałam mu się uważnie. Wyraźnie był wkurzony, choć próbował się opanować.
– Cześć. – Podszedł do mnie i pocałował. Pocałunek był dłuższy i bardziej zachłanny niż zwykle i samo to sygnalizowało jakiś problem. – Przepraszam za spóźnienie, musiałem coś dokończyć w pracy. Gotowa? Idziemy?
Zawrzało we mnie. Tak jak myślałam – nie zamierzał się przyznać. Zasłonił się pracą.
– Nigdzie nie pójdziemy, dopóki nie powiesz mi prawdy – powiedziałam zimno i zrobiłam krok w tył, uwalniając się z jego objęć. Widziałam, jak gwałtownie pobladł.
– Jakiej prawdy?
– Nie kłam, Harvey. Wszystko widziałam. – Głos zaczął mi się łamać. – Sądziłam, że gdy przyjdziesz, wszystko mi powiesz. Bo nie masz nic do ukrycia. Ale mówisz, że musiałeś zostać w pracy, a dobrze wiem, że tam nie byłeś…
– Skąd wiesz? – wydusił z siebie, wyraźnie przerażony.
– Widziałam was. Ciebie i Kirę. – Objęłam się ramionami, jakby to miało mnie ochronić przed nadchodzącym bólem. Czułam w kościach, że zaraz usłyszę coś złego. Że znowu zaleje mnie ta fala rozpaczy, którą nagminnie od siebie odganiałam. – Dlaczego mnie okłamałeś?
– Nie planowałem się z nią spotykać – powiedział szybko. – Zmusiła mnie.
– Ona ciebie? Niby czym?
Nie odpowiedział. Wyraźnie nie chciał tego mówić. Po raz kolejny coś przede mną ukrywał.
Spróbowałam inaczej.
– Co ci powiedziała?
Patrzył na mnie rozpaczliwie. Cały czas milczał.
– Dlaczego nic mi nie mówisz? – szepnęłam płaczliwie. – Nie ufasz mi? Czy… – Nagle coś przyszło mi do głowy. – Czy ona wie o tym, o czym mi nie mówisz? Nie jestem idiotką, Harvey. Wiem, że coś przede mną ukrywałeś. I nie chciałam naciskać, ale teraz… – Pokręciłam głową. – To już zaszło za daleko. Powiedziałeś jej, a ona cię skrzywdziła. Dlaczego nie chcesz powiedzieć mnie? Bo się boisz, że ja też cię skrzywdzę tak jak ona?
– Nie mogę – wyszeptał, a w jego brązowych oczach szalała rozpacz. – Boję się.
– Czego? Czego się tak boisz? Że będę cię oceniać? Sama nie jestem ideałem…
– Po prostu nie mogę! – przerwał mi gwałtownie. – Znienawidzisz mnie za to!
Jego słowa były jak kubeł zimnej wody. Zszokowały mnie i nie mogłam wydusić z siebie słowa. Tak bardzo chciałam go przytulić, ale nie mogłam zmusić mięśni do ruchu. Byłam rozdarta. Widziałam, że to, co ukrywał, było najwyraźniej czymś strasznym, ale cholernie bolało mnie, że nie chciał mi o tym powiedzieć. Nie ufał mi. Nie tak jak Kirze. Mimo tego co zrobiła, nadal była na pierwszym miejscu.
– Harvey… – Wyciągnęłam rękę i dotknęłam jego dłoni. – Proszę cię. Myślisz, że tylko ty jeden masz swoją ciemną stronę? Ja też ją mam. Nie znienawidzę cię. Nic, co zrobiłeś, nie sprawi, że to zrobię. Ale musisz mi zaufać. – Dotknęłam delikatnie jego policzka, a on przymknął oczy. – Dlaczego nie chcesz się przede mną otworzyć?
Przez chwilę nic nie mówił, a potem gwałtownie strącił moją rękę. Nie spodziewałam się tego. Zapiekła mnie żywym ogniem.
– Dziwisz się? – zapytał oschłym tonem, otwierając oczy i patrząc na mnie ze złością. – Sama zataiłaś przede mną sprawę z Gavinem.
– To było co innego i dobrze o tym wiesz – syknęłam, nie wierząc, że mi to wypominał. – Powiedziałam ci całą prawdę, jak tylko sam przestałeś mnie okłamywać.  
– Widzisz? Okłamaliśmy się nawzajem. I okłamywaliśmy siebie samych przez ostatnie tygodnie… nie jesteśmy dla siebie odpowiedni.
Nie. Nie. Chciał to skończyć. Chciał się poddać. Nie mogłam mu na to pozwolić.
– To nieprawda. Mieliśmy tylko burzliwe początki. – Gdzieś w środku czułam ziejącą rozpacz. Miałam wrażenie, że jestem krok od katastrofy. – Żaden związek nie wychodzi, jeśli się nad nim nie pracuje. Może… terapia dla par? Może byśmy na taką poszli? Spróbowalibyśmy chociaż i…
– Terapia po dwóch miesiącach? – W jego głosie słychać było kpinę pomieszaną z bólem. – Wspaniały start, nie sądzisz?
– Musimy po prostu popracować nad zaufaniem, szczerością i będzie dobrze…
– Nie, nie będzie! – przerwał mi krzykiem, który niemal mnie ogłuszył. Zamilkłam, przestraszona. Harvey głęboko odetchnął, przetarł oczy i spojrzał na mnie z bólem. – Może masz rację. Może nie jestem w stanie ci tego powiedzieć, bo nie ufam ci aż tak. – Przełknął z wysiłkiem ślinę, tak jakby mówił to wbrew sobie. – Zasługujesz na kogoś lepszego. Ja od początku byłem dla ciebie nieodpowiedni. Zmarnowałem kolejną szansę, choć obiecałem ci, że tego nie zrobię…
– Zakochałam się w tobie – szepnęłam nagle. Nie planowałam tego mówić. Nie chciałam. Zrywał ze mną. Moje wyznanie miłości tego nie zmieni. Te słowa wyleciały ze mnie same. Wiedziałam, że mu ich nie podaruję na urodziny, bo już mnie tu nie będzie.
Po jego policzku potoczyła się łza, gdy dotknął dłonią mojej twarzy.
– A ja w tobie. Ale to chyba nie wystarczy… – Zabrał rękę i westchnął ciężko. – Sama to powiedziałaś. Nigdzie nie dojdziemy bez zaufania. A gdy na ciebie patrzę, widzę Gavina. Widzę Kirę i cały ten pieprzony bałagan… Przypominasz mi o nim. O niej. O największym błędzie mojego życia.  
Jego argumenty nie miały dla mnie żadnego sensu, ale zrozumiałam, że sprawa jest przegrana. Harvey nie chciał ze mną być. Nie chciał się postarać, nie chciał spróbować mi zaufać. To moja wina? To ja za mało się starałam? Byłam niewystarczająca?  
A może jak zwykle chodziło o Kirę. Bo to ona wciąż liczyła się dla niego najbardziej.
Otarłam policzki z łez, które wypłynęły.
– A więc to koniec – stwierdziłam bez żadnych emocji w głosie. Nie zamierzałam go dłużej błagać, by dał nam kolejną szansę. Niemal wyśmiał mój pomysł z terapią, choć miałam wrażenie, że robił to celowo, byle tylko mnie od siebie odepchnąć. By mrok w jego oczach nie pochłonął także mnie. Mogłam zostać i nalegać, ale… po co? Nie dało się pomóc komuś, kto tej pomocy nie chciał.
Jego dolna warga zadrżała. Wziął głęboki oddech.
– Może miałaś rację. Może z nas dwóch to faktycznie Gavin jest tym lepszym.
Każde jego słowo było przesycone bólem, który tak bardzo chciałam zrozumieć – ale on nie dawał mi szansy. Nic tu było po mnie. Mogłam iść. Byłam wolna.
– Nikt… nikt nie jest lepszy od ciebie – szepnęłam. – Na pewno nie dla mnie.
Mówiłam prawdę. Z nikim nie byłam tak szczęśliwa jak z Harveyem. Victor był błędem, ale nigdy też nie czułam, że był dla mnie odpowiedni. Zbyt wiele nas dzieliło. Gavin był chwilowym uczuciem, będącym bardziej pożądaniem – ale to Harvey o mnie dbał. To dzięki niemu byłam szczęśliwa. To on starał się dla mnie gotować, mimo że tak często podkreślał, że nie umie tego robić. To on przykrywał mnie kocem, gdy zasypiałam. Odgarniał mi włosy, gdy opadały mi na czoło, śmiał się i przytulał mnie, gdy dostawałam czkawki. Nasz związek nie był długi, ale składał się właśnie z takich małych, czułych momentów. To on sprawił, że czułam się doceniona i… kochana.  
Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Wiedziałam, że muszę iść, ale nie mogłam się zmusić do ruchu. Nie byłam gotowa wyrzucić Harveya z mojego życia. Nie mogłam zaakceptować, że najpiękniejsze, co mnie ostatnio spotkało, właśnie się kończyło.
Musiałam go poczuć po raz ostatni. Musiałam go pocałować. Choćby później miało boleć jeszcze bardziej. Nie mogłam odejść bez tego ostatniego wspomnienia.
Chyba myślał o tym samym, bo przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Czułam słony smak łez na jego wargach. Rozpięłam jego spodnie, a on moje. Zdjął z siebie sweter, a ja przylgnęłam do niego, starając się zapamiętać to uczucie – jego skórę na mojej. Nasze ruchy były rozpaczliwe, bo oboje wiedzieliśmy, że to już ostatni raz. Nie chciałam płakać, by nie psuć tego momentu, ale z każdym ruchem Harveya coraz bardziej pękało mi serce.
Kochałam go. Ale on chciał, bym odeszła.
Może też mnie kochał, a może nie – ale widziałam, że sprawiałam mu ból. Może miłość jednak nie była wszystkim.
Chciałam zatrzymać na sobie jego usta jak najdłużej, ale w końcu musiałam się podnieść i ubrać. Choć dopiero co odwlekałam wyjście, teraz ubierałam się jak najszybciej, by stąd uciec. Nie miałam pojęcia, co powiedzieć. Czy w ogóle powinnam coś mówić? Wszystko już powiedzieliśmy.
Nagle spojrzałam na jego mieszkanie. Było pełne moich rzeczy – drobiazgów, ale jednak. Szczotka do włosów. Szczoteczka do zębów. Bluzka na zmianę. Suchy szampon do włosów. Nie czułam się na siłach, by teraz to zabierać.
– Któregoś dnia… przyjdę po swoje rzeczy – powiedziałam cicho, wstając z łóżka.
– Dobrze.
Nie byłam w stanie na niego spojrzeć. Czułam, jak ogarnia mnie na nowo wstyd i rozpacz. Musiałam się wypłakać – sama.
– To… cześć. – Ruszyłam szybko w stronę drzwi, ale zatrzymał mnie jego cichy szept:
– Aurora…
Powoli się odwróciłam. Leżał nadal w łóżku, przykryty kocem do pasa. Przez chwilę patrzyłam na jego klatkę piersiową, w którą tyle razy się wtulałam.  
– Tak?
– Ja… naprawdę…  
Przez chwilę myślałam, że powie, że mnie kocha. Że naprawdę mu na mnie zależy. Że jakoś to naprawimy.
– …naprawdę mi przykro – dokończył.  
Przygryzłam wargę.
– Tak… mnie też.
Tym razem już się nie zatrzymywałam.

Po raz kolejny wzięłam zwolnienie z pracy, ale jeśli miałam z tego powodu jakiekolwiek wyrzuty sumienia, to szybko zniknęły. Już nie byłam osobą, która musiała zapieprzać, by starczyło na rachunki. Mogłam mieć chwilę oddechu. I tak nie nadawałam się do absolutnie niczego.
Miałam ochotę tylko spać – czasem wstawałam tylko po jedzenie. Zaniepokojeni rodzice próbowali się dowiedzieć, o co chodziło, ale nie chciałam opowiadać im o Harveyu. Opowiedzenie naszej historii na głos spowodowałoby tylko kolejne łzy.  
Było mi tak cholernie smutno. Czułam się pusta. W kółko odtwarzałam nasze ostatnie spotkanie, nasz ostatni seks. Wiedziałam, że to sprawi, że będzie tylko bardziej bolało, ale i tak to zrobiłam. Czy żałowałam? Może trochę. Jeśli byśmy tego nie zrobili po raz ostatni, nie miałabym teraz przed oczami jego zrozpaczonego wyrazu twarzy. Nie wspominałabym jego zachłannych ruchów i pocałunków. Nie byłabym wypełniona przeczuciem, że to ten ostatni raz.
Przez większość czasu leżałam zakopana w pościeli, spałam, płakałam lub zabijałam czas oglądaniem beznadziejnych seriali. Były absolutnie kiczowate i tandetne, ale pomagały odciągnąć myśli. Potrzebowałam rozpraszacza, czegoś, co pozwoliłoby mi nie myśleć w kółko o Harveyu. Ciągle analizowałam ostatnie dwa miesiące. Czy robiłam coś źle? Powinnam była bardziej się starać? Powinnam była naciskać na niego, by mi powiedział? A może mogłam dać mu więcej czasu? Obwiniałam siebie i jego, ale w końcu zawsze sobie przypominałam, że to by nic nie dało. Przypominałam mu o Kirze i Gavinie. Tego nie dało się wymazać. Jakimś cudem zostałam wplątana w ich trójkąt miłosny i teraz byłam z nim kojarzona. Dla Harveya to wyraźnie było już za dużo. Nic nie mogłam na to poradzić.
Ale tęskniłam. Tak cholernie tęskniłam. Za wspólnym zasypianiem. Za leniwymi porankami w łóżku. Za gotowaniem w jego małej kuchni i chodzeniem na długie spacery. Do nikogo nie czułam tego, co do Harveya. Nawet Victor odszedł w niepamięć. Mimo dłuższego związku nigdy nie był dla mnie tym, kim Harvey stał się w zaledwie kilka tygodni.  
Ktoś zapukał do moich drzwi, ale nie chciałam po raz kolejny mówić mamie, że zejdę coś zjeść, kiedy zgłodnieję, więc mruknęłam tylko:  
– Daj mi spokój.
Pukanie powtórzyło się. I jeszcze raz. Wkurzona, już odrzucałam kołdrę, gdy nagle drzwi stanęły otworem i zobaczyłam Gavina.  
Jeszcze tylko tego mi tu brakowało.
– Co ty tu robisz? – Odruchowo zasłoniłam się kołdrą, bo miałam na sobie tylko piżamę. Wyglądałam jak siedem nieszczęść – nieumyte włosy upchnęłam w koka, pewnie miałam pod oczami wory ze zmęczenia i opuchliznę od płaczu. Widok Gavina był ostatnim, czego potrzebowałam. Domyśliłam się już, skąd się tu wziął.
– Twoja mama do mnie zadzwoniła. – Śmiało wszedł do środka i rozglądał się dookoła.
– Oczywiście, że tak – burknęłam. Ta kobieta była niereformowalna.
– Kazała mi wyciągnąć cię z łóżka.
– Jakżeby inaczej – mruknęłam. Dla mojej mamy Gavin był jakimś ideałem i niezastąpioną pomocą w każdej sprawie. Zaczynałam mieć tego dość. W głowie już układałam sobie kazanie, które chciałam jej potem wygłosić – żeby przestała traktować Gavina jak członka rodziny. Nie chciałam go w swoim domu. Nie chciałam, by do mnie przychodził i wyciągał mnie z łóżka. Chciałam po prostu odrobiny spokoju. – W takim razie uznaj swoją misję za wykonaną i wracaj do siebie. – Na nowo zakopałam się pod kołdrą. – Ja nigdzie nie idę.
Nie sądziłam, że sobie pójdzie, ale i tak mnie zaskoczył, podchodząc bliżej i siadając na moim łóżku. Niebieskie oczy prześwietlały mnie dokładnie.
– Co się dzieje? Dlaczego zalegasz w tej pościeli od paru dni?
– Nie twoja sprawa.
– Możesz mi powiedzieć.
– Nie chcę.
– Aurora…
– Co? – przerwałam mu gwałtownie. – Nie mogę leżeć w łóżku, jeśli mam na to ochotę? Muszę się każdemu ze wszystkiego tłumaczyć? Dajcie mi spokój! Jestem dorosła! Jestem u siebie w domu, w przeciwieństwie do ciebie! Mogę leżeć tu nawet do przyszłego roku, jeśli właśnie tego chcę!
Umilkłam, sama zaskoczona swoim wybuchem agresji. Gavin nawet się nie poruszył. Przyglądał mi się, aż poczułam się niezręcznie i nie miałam już ochoty krzyczeć. Potem nagle powiedział:
– Pakuj się.
– Że co?
– To co słyszałaś. Nie będziesz zalegać w łóżku. Nie na tym polega życie. – Wstał gwałtownie i zerwał ze mnie kołdrę. – Cokolwiek ci jest, o czym nie chcesz mi powiedzieć… pogódź się z tym, ale nie użalaj się nad sobą, jakbyś była bohaterką jakiegoś łzawego filmu. – Podszedł do okna i odsłonił rolety, wpuszczając do środka światło. Momentalnie zasłoniłam sobie oczy. – Rusz tyłek pod prysznic, a potem się spakuj.
– Niby dokąd?
– Dokądkolwiek. Zabieram cię z tego ciemnego, zatęchłego pokoju.  
– Zwariowałeś? Nigdzie z tobą nie jadę. – Zaczęłam się obawiać, że postradał zmysły. – Po tym, jak mnie potraktowałeś?
– Nie każę ci znowu dawać mi szansy. Chcę tylko, żebyś się ruszyła z łóżka. Pomyśl o tym jak o weekendowym wypadzie za miasto z przyjacielem.
Był tak nieugięty, że nawet nie wiedziałam, jakich argumentów mam użyć, by go od tego odwieść.
– Nie chcę nigdzie z tobą wyjeżdżać.
– Trudno, nie masz wyboru. Znamy się już na tyle długo, że mogę nazwać się twoim dobrym znajomym, mimo że na stopie romantycznej nam nie wyszło. Tak czy inaczej, jako twój dobry znajomy, czuję się w obowiązku wyciągnąć cię z tego dołka, w którym tkwisz po uszy.
– Nie mam czasu na jakieś podróże! Muszę wracać do pracy.
– Wystarczy jeden telefon do Darrena i da ci urlop. Zresztą, to tylko na weekend. – Wpatrywał się we mnie intensywnie, aż się zaczerwieniłam.
– Czy ty siebie słyszysz? – burknęłam w końcu. – Przecież to szalone! Mielibyśmy gdzieś razem wyjechać? Ty i ja? Nawet ze sobą nie rozmawialiśmy od dwóch miesięcy!  
– A więc czas to zmienić.
– A jeśli nie chcę?
– To trudno. – Złapał jakąś poduszkę i rzucił nią we mnie, a na jego twarzy zagościł ten łobuzerski uśmieszek, który po raz pierwszy zobaczyłam, gdy z pełną premedytacją wcisnął foremkę renifera w sam środek ciasta na pierniczki. – Masz piętnaście minut na prysznic. Czekam.
Nie przyjmował do wiadomości żadnych argumentów, a ja nie miałam siły się z nim kłócić. Skoro chciało mu się gdzieś mnie zabierać – jego sprawa. Gavin nie był najlepszą odskocznią, ale może pomysł z wyjazdem nie był taki zły. Szkoda tylko, że w jego towarzystwie, ale wcale nie musiałam spędzać z nim czasu.
Wciąż uważałam, że to szalone, ale było mi już wszystko jedno.
– Powiedz chociaż, dokąd chcesz mnie zabrać – powiedziałam, wstając z łóżka i łypiąc na niego podejrzliwie.
– Niespodzianka.
– Jeśli mi nie powiesz, nigdzie się nie ruszę. – Skrzyżowałam ręce na piersi.
– Negocjatorka. Podoba mi się to. – Uśmiechnął się jeszcze szerzej. – Śnieg jeszcze leży, przynajmniej w górach. Twoja mama mówiła mi już, że umiesz jeździć na nartach, więc nie będzie problemu. No, chyba że zechcesz nauczyć się jeździć na snowboardzie.
Tak bardzo tęskniłam za Harveyem. Chciałam się do niego przytulić. Patrzyłam na Gavina i nie czułam nic. Minęła mi nawet złość. Wyglądało na to, że po prostu zwariował. Chciał mnie zabrać na narty? Skoro tak… Nie zamierzałam protestować. I tak nic do niego nie docierało – a mogło to być całkiem niezłym rozpraszaczem.  
– Cóż… w takim razie pójdę się umyć – powiedziałam, wzruszając ramionami.
– Będę tu czekał. Nie spiesz się. – Posłał mi kolejny uśmiech, a ja powoli wyszłam z pokoju, czując absolutną pustkę.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4290 słów i 23694 znaków.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    O co tu chodzi, Harvey kogoś zamordował? Lipa, że tak wyszło, i oczywiście Kiła znowu maczała w tym palce. Niech jedzie na narty i korzysta. Jak stawiają...:D

  • candy

    @agnes1709 Kiła jest nieuleczalna, nigdy nie odejdzie  :rotfl:  dokładnie, jak stawiają, to trzeba brać XD