Iluzja – rozdział 1

Iluzja – rozdział 1WCZEŚNIEJ

Od samego rana byłam w pracy, ale uparcie nie mogłam się rozbudzić. W nocy deszcz zbyt głośno stukał o dach, poruszał gałęziami, które zaczepiały o dachówki i sprawiały wrażenie, jakbym znajdowała się w horrorze. Zasnęłam dopiero nad ranem, a budzik zadzwonił stanowczo zbyt szybko. Nie mogłam podarować sobie choćby pięciu dodatkowych minut snu, bo musiałam szykować się do pracy na poranną zmianę.
Teraz, gdy podłączałam wszystko do prądu i ustawiałam na witrynie ciasta, niebo zaczynało robić się różowe, zza chmur nieśmiało wychodziło słońce. Tak jakby ta okropna noc nawet nie istniała. Uwijałam się szybko, by zdążyć na czas ze wszystkim, choć tak naprawdę marzyłam, by usiąść i wypić w spokoju kawę. Nie miałam jednak na to czasu, bo ósma zbliżała się zbyt szybko, a ja musiałam jeszcze posegregować produkty z porannej dostawy.
Drzwi otworzyły się, stanął w nich mój szef, Darren i omiótł lokal krytycznym wzrokiem.
– Już wszystko powinno być gotowe – powiedział zamiast powitania.  
– Zaraz skończę – mruknęłam, rozdzierając pokaźny karton z mlekiem.
– Mam nadzieję.
Nie lubiłam Darrena. Był zbyt pewny siebie, narcystyczny, zadufany w sobie. Uważał, że skoro otworzył swój własny lokal niebędący sieciówką, to mógł wszystkich rozstawiać po kątach i każdym dyrygować.  
Oczywiście, miał prawo do dumy. Jego kawiarnia była bardzo przytulnym miejscem. Swego czasu marzyłam, by tu pracować. Podłogę pokrywały drewniane panele, blat był wysadzany włoskimi kafelkami, które zdobiły czarno–białe ornamenty. Drewniane stoliki miały za towarzystwo wzorzyste krzesła i głębokie fotele. Po lewej stronie blatu zawsze prezentowały się świeże owoce i rośliny, przezroczysta witryna ukazywała aktualną ofertę ciast, które można było kupić całe lub w kawałku. Otoczone drewnianą ramą szafki w środku chowały szklanki i kubki, a na zewnątrz miały coś w rodzaju tablicy, na której było wypisane menu – herbaty, kawy, oferty śniadaniowe i lunche. Po prawej stronie znajdowała się kolejna tablica ze śmiesznymi rysunkami lub cytatami – w zależności od pory roku – i imponująca biblioteczka z książkami. W tle zawsze grała spokojna muzyka. Człowiek jako klient czuł się tu bardzo przyjemnie. Nie spodziewałam się jednak, że po przejściu na drugą stronę lady sytuacja diametralnie się zmienia.
Dobrze pamiętałam mój pierwszy dzień tutaj. Byłam przekonana, że znalazłam pracę marzeń – tymczasem przez sześć godzin nie miałam czasu usiąść czy iść do toalety. Zamówienia ciągle napływały, a ja dopiero się uczyłam, więc potrzebowałam czasu, by wszystko zapamiętać. Spodziewałam się też, że Darren będzie obecny chociaż przez kilka godzin – jako klientka często widziałam, jak pracował – ale jego nie było, co dało pozostałym dziewczynom sposobność do opowiedzenia mi paru rzeczy o pozornie miłym szefie. Po wszystkich ich opowieściach byłam lekko przerażona tym, gdzie trafiłam. Moja ulubiona kawiarnia jawiła mi się teraz jako miejsce do bycia codziennie upokarzanym przez szefa.
Z czasem jednak nauczyłam się go znosić. Miał dni, kiedy czepiał się absolutnie wszystkiego i wszystkich, jednak po paru miesiącach wiedziałam już, co robić, by go nie wkurzać. Nie mogłam sobie pozwolić na stratę tej pracy. Obiecałam sobie, że wytrwam, nieważne, jak będzie mi ciężko.
I wytrwałam – aż do dziś. Chwilami tęskniłam za czasami, kiedy byłam jedynie klientką i gdy zamawiałam kawę, nie musiałam sobie jej robić. Teraz mój czas był wypełniany pieczeniem ciast, robieniem śniadań, kawy, koktajli. Szło mi to już bardzo sprawnie, a Darrena słuchałam tylko jednym uchem. W trakcie pracy tutaj wyszkoliłam już jedną dziewczynę, którą Darren wcisnął mi któregoś dnia na dzień próbny. Nigdy mi tego nie powiedział, ale chyba był zadowolony z mojej pracy, bo często dawał mi zmiany, mimo że pracowało tu jeszcze parę innych osób. Nie zamierzałam narzekać. Potrzebowałam pieniędzy.
Darren poszedł na zaplecze do swojego mini biura, a ja otworzyłam drzwi i zmieniłam wywieszkę na drzwiach na „Otwarte”.
Kawiarnia nie była duża, ale od początku cieszyła się dużym powodzeniem. Niektórzy wpadali już od rana po kawę na wynos i szybkie śniadanie. Na szczęście nie byłam sama, przyszła też moja koleżanka Julie – nieco spóźniona, czego Darren nie omieszkał kąśliwie skomentować.  
Przyjmowałam właśnie zamówienie od pierwszego klienta, kiedy Julie w pośpiechu zawiązywała w pasie czarny fartuszek z logo kawiarni, które znajdowało się też na kubkach.
– Nienawidzę go – szepnęła do mnie tak, żeby klient nie słyszał. – Cholerny buc. Przecież wie, że poranne zmiany mi nie pasują, odwiedzam babcię w szpitalu, a on zachowuje się tak, jakbym specjalnie została dłużej w łóżku!
– Ciszej – odszepnęłam jej i zwróciłam się z powrotem do klienta: – Duże latte macchiato na wynos, to wszystko?
Facet skinął głową, a ja wydrukowałam rachunek i ruszyłam do pokaźnego ekspresu kolbowego. Julie zajęła się kolejnym klientem. Powoli wytwarzała się kolejka, w kawiarni zaczynał panować ruch i zgiełk, do dźwięków muzyki dołączał mały gwar. Darren wyszedł z zaplecza i świecił uśmiechem w stronę każdego klienta, jednocześnie poprawiając ciasta, choć ustawiłam je dokładnie tak jak zawsze.
Zrobiłam kawę i wręczyłam pierwszemu klientowi, który odebrał ją z uśmiechem i wyszedł. W międzyczasie Julie przyjęła zamówienie na śniadanie. Poszłam szybkim krokiem do kuchni, wiedząc, że szybko nie napiję się tej jednej darmowej kawy, która mi przysługiwała – zapowiadał się ciężki dzień.
Gdy wracałam za ladę z tacą, na której zaniosłam smoothies paru dziewczynom, Darren pociągnął mnie za łokieć.
– Paula nie może przyjść na popołudniową zmianę – zaczął bezceremonialnie. – Mogłabyś ją zastąpić?
Pilnowałam się, by się nie skrzywić. Byłam dziś zmęczona i marzyłam o powrocie do domu. Nastawiłam się już tylko na poranną zmianę. Nie chciałam dziś zamykać. Nie miałam sił na sprzątanie.
Ale nie mogłam odmówić, więc opanowałam westchnięcie i powiedziałam:
– Jasne.
– Dzięki – rzucił Darren, nawet nie próbując okazać wdzięczności. – A teraz idź zrobić frappuccino.
Gdy stałam przy blenderze, poczułam szturchnięcie w żebra.
– Zobacz, kto przyszedł – szepnęła do mnie Julie konspiracyjnym tonem.
Podążyłam za jej spojrzeniem i zobaczyłam, że przy okiennym blacie z wysokimi barowymi hokerami usadowił się postawny mężczyzna w garniturze. Dobrze go znałam – a przynajmniej z widzenia. Wyglądający na biznesmena niebieskooki brunet przychodził zawsze w czwartki, zawsze o tej samej porze, około południa, po czym siedział w kawiarni przez następne parę godzin i zawzięcie pracował, przykuty do laptopa. Zawsze zamawiał to samo – podwójne espresso i sałatkę z kurczakiem. Nie dało się nie zauważyć schematu. Dziś jednak przyszedł później niż zwykle. Dochodziła czternasta.
Zostawił teczkę z laptopem na siedzeniu i swobodnym krokiem podszedł do kasy. Nawet nie zerknął na tablice z wypisanym menu. Spojrzał na mnie swoimi intensywnie niebieskimi oczami i jak zwykle zamówił to samo. Szybko wystukałam wszystko na kasie i odeszłam w stronę ekspresu, zastanawiając się, co się dziś zmieniło – dlaczego przyszedł dwie godziny później? Nie powinno mnie to interesować, ale miałam nawyk zastanawiania się nad rzeczami kompletnie nieistotnymi. Lubiłam obserwować ludzi przychodzących do kawiarni, lubiłam się zastanawiać, dlaczego przychodzili sami, kim byli, co robili w życiu. Na przykład ten mężczyzna – zapewne pracował w jakiejś korporacji, bo ciągle siedział z nosem w laptopie. Niekiedy widziałam, jak jego skrzynkę mailową zalewa tona wiadomości. Często odbierał telefony, zawsze rozpoczynając je od powiedzenia swojego imienia i nazwiska: Gavin Myers. Mógł mieć trzydzieści, trzydzieści parę lat. Nigdy nie widziałam go z dziewczyną czy rodziną, zawsze był sam. Rozmyślałam, czy kogoś miał, czy był może kolejnym ambitnym pracoholikiem, dla którego liczyła się tylko praca.  
Zaniosłam mu espresso, ale nawet na mnie nie spojrzał, wobec tego poszłam do kuchni, gdzie Julie właśnie kończyła robić mu sałatkę. Wyczyściłam papierem brzegi talerza, zgarnęłam sztućce i znowu ruszyłam w kierunku Gavina. Tym razem rozmawiał przez telefon i mówił:
– Osiemnasta, nie wcześniej.
Julie skończyła swoją zmianę i wyszła przez drzwi, machając do mnie zawzięcie. Odmachałam, godząc się z faktem, że ja spędzę tu jeszcze kilka godzin. Miejsce Julie zajął nasz kolega Brian, który właśnie stanął na kasie. Razem z nim przyszło sporo ludzi, więc ruszyłam z powrotem do kuchni.
Czas mijał mi strasznie wolno. W pewnym momencie zamieniłam się z Brianem, który zastąpił mnie w kuchni, a ja wyszłam przyjmować zamówienia i przygotowywać napoje. Zaczynało się ściemniać. Ze zdziwieniem zauważyłam, że Gavin zmienił miejsce. Ze środka przeniósł się na zewnątrz, do małego ogródka przy kawiarni, nad którym wisiały migoczące lampki. Zastanawiałam się, czy nie było mu za zimno – w końcu był początek jesieni, wieczorem było już chłodno. Darren miał postawić na zewnątrz kilka grzejników promiennikowych, ale oczywiście było mu szkoda pieniędzy i ciągle to odkładał.
Nagle Gavin schował laptopa i zawrócił do środka. Przez chwilę stał przy witrynie, podziwiając ciasta. Naprawdę ciekawiło mnie, skąd wzięły się te zmiany. Najpierw zmienił godzinę przyjścia, teraz najwyraźniej zmieniał też preferencje żywieniowe.
W końcu powiedział:
– Poproszę dwa desery tiramisu w pucharku.
– Jasne. – Już zaczęłam wystukiwać odpowiednie komendy na kasie, gdy nagle Gavin dodał tonem nieznoszącym sprzeciwu:
– Czy mogłaby pani ustawić je na talerzach i na jednym z nich zrobić wzorki z czekolady?
Nieco zdziwiła mnie ta prośba, ale odparłam:
– Jasne. Jakieś konkretne?
– Ma pani dowolność, jedynie proszę uwzględnić tam jakieś ozdobne kółko tak, by… – Nagle wyjął z kieszeni charakterystyczne czerwone pudełeczko i wyjął z niego okazały pierścionek. – …zmieściło się w nim to małe cudo.
Coś ścisnęło mi żołądek. Powoli przejęłam od niego pierścionek, jednocześnie kiwając głową. Oto był powód zmiany harmonogramu Gavina. Oświadczał się. Dlaczego akurat tutaj? Czy to było jakieś ważne miejsce dla niego i jego dziewczyny? Nigdy nie widziałam ich tu razem. Nie do mnie jednak należała ocena. Udałam się na zaplecze z nowo narzuconym zadaniem. Gdy tworzyłam na talerzu rozmaite wzory, tworząc w środku małe kółko, nie mogłam pozbyć się wrażenia, że mnie nigdy nie spotka coś takiego.
Zaniosłam oba talerze na zewnątrz, ale Gavin nadal był sam. Gdy postawiłam naczynia na stoliku, obrócił je tak, by nie było widać pierścionka z perspektywy siedzącego naprzeciwko niego. Wróciłam do środka, czując w żołądku dziwne ssanie.
Mimo woli obserwowałam scenę odbywającą się na zewnątrz. W końcu do Gavina podeszła jakaś wysoka dziewczyna. Nie widziałam jej twarzy, było za ciemno. Jedyne, co mogłam dostrzec, to kaskada długich blond włosów. Usiadła i zaczęli rozmawiać. W pewnym momencie Gavin obrócił talerz w jej stronę, tak, aby zobaczyła pierścionek. Po sekundzie uklęknął na jedno kolano, wziął pierścionek do ręki i wyciągnął w jej stronę. Dziewczyna pisnęła, pokiwała głową i rzuciła mu się na szyję, tak, że o mało co oboje się nie przewrócili. W końcu wstali. Gavin cały czas ją przytulał. W pewnym momencie spojrzał przez szybę do środka. Jego niebieskie oczy posłały mi porozumiewawcze spojrzenie.
Czym prędzej zajęłam się przecieraniem blatu, choć serce biło mi mocno. Nie mogłam odwrócić wzroku.
Zazdrościłam im. Pragnęłam takiej miłości, ale nic nie zapowiadało na to, że będzie mi dane taką mieć.
– Aurora, nie gap się w niebyt, tylko wracaj do pracy – usłyszałam szorstki głos Darrena.  
Cicho westchnęłam.  
Podczas gdy inni nie posiadali się ze szczęścia, ja musiałam wracać do rzeczywistości.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 2163 słów i 12553 znaków, zaktualizowała 10 gru 2020.

2 komentarze

 
  • lolowiec

    Masz wspaniały warsztat pisarski. Jestem pod wrażeniem. Aż zazdroszczę niektórych sformułowań (w pozytywnym sensie). Naprawdę.
    W zasadzie nie czytam literatury obyczajowej ale Ciebie czytam dla samej przyjemności czytania i uczenia się. Brawo!

  • candy

    @lolowiec wow, ten komentarz autentycznie poprawił mi humor :) bardzo, ale to bardzo dziękuję!  :redface:

  • lolowiec

    @candy  
    Proszę :)
    Komentarz jest w pełni zasłużony.

  • agnes1709

    Wredny szef, dobrze znane zjawisko. Czekam na więcej, jak zawsze :p

  • candy

    @agnes1709 taaak, ale tutaj nie będzie przemiany z wrednego szefa na rozjuszonego seksualnie przystojniaka z metrowym sprzętem xdd

  • agnes1709

    @candy Ale musowo jakieś :bitka: od czasu do czasu:D Znasz przecież mnie, sadystkę :devil:

  • candy

    @agnes1709 cierpliwości :D