Iluzja – rozdział 5

Iluzja – rozdział 5Wracałam do domu cała we łzach, czując się upokorzona.
Zdradzona.
Rozżalona.
Właściwie wszystko naraz.
Jak Darren mógł rozpowiadać o mnie takie rzeczy? Nie obchodziło mnie, że Gavin niby był jego znajomym. Powinnam teraz rzucić mu w twarz wypowiedzeniem.
Ale nie mogłam pozwolić sobie na utratę pracy i długi proces szukania nowej. Nie mogłam zrobić tego rodzicom – ani sobie.  
W głowie mi się nie mieściło, jak Gavin mógł być tak obcesowy, arogancki i bezczelny, dając mi pieniądze w środku dnia w kawiarni, jak gdyby nigdy nic. Naprawdę sądził, że je przyjmę? Że każdy człowiek w gorszej sytuacji finansowej od razu da się przekupić? Równie dobrze mógł strzelić mnie w twarz. Nie byłam jakąś naciągaczką. Nie rzucałam się po nie swoje pieniądze, tylko uczciwie je zarabiałam. A już na pewno nie zamierzałam przyjmować łapówki, by okłamać innego człowieka.
Musiałam się uspokoić, bo czułam, jak rośnie mi ciśnienie i pojawia się ból przy skroniach. Poszłam prosto na cmentarz, by przynajmniej wyobrazić sobie, że rozmawiam z siostrą. Wyrzuciłam swój żal i złość w nicość, która mi nie odpowiedziała, ale przynajmniej zrobiło mi się odrobinę lżej, gdy powiedziałam to wszystko na głos.
Zaczynało się robić ciemno, więc wróciłam do domu z zamiarem natychmiastowego usunięcia Gavina ze znajomych. Wiedziałam, że pewnie jeszcze nieraz spotkam go w kawiarni, ale zamierzałam udawać, że absolutnie nic nas nie łączyło i że był tylko kimś, kogo od czasu do czasu obserwowałam. Odkrycie jego prawdziwej twarzy było szokiem, zresztą bardzo niemiłym.
Robiłam herbatę i wpatrywałam się w gwiżdżący czajnik, gdy nagle usłyszałam głos mamy za plecami:
– Wszystko w porządku?
Nawet nie usłyszałam, kiedy weszła do kuchni. Odwróciłam się z bladym uśmiechem.
– Tak, jak najbardziej.
Nie zamierzałam jej martwić i mówić jej o sytuacji z Gavinem. Nasze sprawy były wystarczająco skomplikowane i bez bogatych, roszczeniowych facetów bez skrupułów.
Poszłam na górę, do swojego pokoju, mijając po drodze salon, w którym tata nieobecnym wzrokiem wpatrywał się w telewizor. Zamknęłam drzwi, postawiłam kubek z herbatą na szafce nocnej i opadłam na łóżko, mając w głowie natłok myśli. Sięgnęłam po telefon, by wejść na Facebooka i wyrzucić Gavina ze znajomych. Widziałam wiadomości od dziewczyn, które pytały, jak poszło spotkanie. Nie zamierzałam im odpisywać. Żołądek jednak skręcił mi się gwałtownie, gdy nagle wyskoczył mi dymek czatu z Gavinem. Czerwona jedyneczka patrzyła na mnie kpiąco. Nie chciałam na to klikać, ale w końcu to zrobiłam.
GAVIN: Przykro mi, że uciekłaś i że źle mnie zrozumiałaś. Jestem tylko facetem poszukującym prawdy i mogę Ci pomóc. Nie musisz wstydzić się swojej sytuacji finansowej, zwłaszcza że możesz ją naprawić.
Zabrakło mi powietrza. Co za arogancki dupek. Wpatrywałam się w wiadomość i już zabierałam się za wystukiwanie agresywnej wiadomości, ale odpuściłam. Zamknęłam czat, zostawiając Gavina bez odpowiedzi.
W tej samej chwili komórka zawibrowała, a na ekranie wyświetliła się wiadomość:
NIEZNANY: Twój laptop jest gotowy do odbioru.

Chociaż chciałam jak najszybciej odebrać laptop, postanowiłam poświęcić jeszcze kilka chwil, by się uspokoić, zanim wyjdę. Nie chciało mi przebierać i zmywać makijażu, ale zrobiło się zimno, więc zarzuciłam na sukienkę dużą dżinsową kurtkę. Nic mnie nie obchodziło, jak wyglądało to połączenie. Wypiłam herbatę i gdy uznałam, że byłam już wystarczająco opanowana, wyszłam z domu. Zastanawiałam się, czy na miejscu znowu spotkam Harveya czy może kogoś innego.
Gdy otwierałam drzwi od zakładu naprawczego, zastanawiałam się, czy Gavin albo ktoś z jego otoczenia znowu obserwował mnie i zakład Harveya. To było przerażające, jego obsesja – była rozdęta do tego stopnia, że wiedział, że to akurat ja oddawałam mu laptopa do naprawy. Gavin na pierwszy rzut oka nie wydawał się niebezpieczny, ale po tym, co mi powiedział, nagle czułam się nieswojo.
Weszłam do środka i zobaczyłam Harveya, który siedział przy biurku i klikał coś w komputerze.
– Cześć, Aurora – powiedział, nawet nie odrywając wzroku od ekranu.
Nie kryłam zdziwienia.
– Skąd wiesz, że to ja? – zapytałam, zsuwając kaptur z włosów.  
– Widziałem, jak idziesz chodnikiem. – Spojrzał na mnie i posłał mi delikatny uśmiech. Przyjrzałam mu się i w duchu lekko odetchnęłam z ulgą. Limo pod jego okiem nieco się zmniejszyło.
Nadal czułam się dziwnie.
– To mógł być każdy – powiedziałam w końcu.
– Niewiele osób wygląda tak jak ty – powiedział, odjeżdżając fotelem od biurka, a ja poczułam delikatne łaskotanie w środku. Co to miało znaczyć? To był komplement? Powiedział to tonem tak neutralnym, jakby mówił o pogodzie, jednak zauważyłam, że przez chwilę mi się przyglądał. W końcu dodał: – Po prostu… twoje włosy. Są dość charakterystyczne.
No, może i tak. Odruchowo je przygładziłam. Miałam naturalnie czarne włosy, ale jakiś czas temu dodałam do nich delikatne czerwone refleksy. W nocy były całkiem ciemne, ale w dzień, w zależności od słońca, mieniły się tak, że czasem były różowe, a czasem ciemnobordowe. Olivia mnie do tego namówiła. Efekt końcowy tak mi się spodobał, że postanowiłam, że stanie się to moją nową długoterminową fryzurą.
– Przyszłam po laptopa – powiedziałam w końcu, choć dobrze to wiedział.
– Jasne. – Poszedł na zaplecze i wrócił po paru sekundach, trzymając laptopa, na widok którego aż zaświeciły mi się oczy. Wyglądał jak nowy. Trochę się bałam ceny, jaką miałam za chwilę usłyszeć. – Mam dobre wiadomości. Wszystko udało się wyczyścić i nie musiałem nic wymieniać. Dorzuciłem ci jeszcze mały rabat pracowniczy.
– Za co? – zdziwiłam się i jednocześnie speszyłam. – Nie musiałeś…
– Żaden kłopot. – Machnął ręką. – Chociaż tyle mogłem zrobić, po tym, co musiałaś oglądać w kawiarni. – Skrzywił się, a ja zastanawiałam się, czy powinnam podłapać ten temat. Czy powinnam powiedzieć mu o Gavinie? To by było uczciwe, ale w sumie to go nie znałam. Nie chciałam się wtrącać.
Płacąc, zastanawiałam się, co powinnam teraz zrobić. Obserwowałam Harveya ukradkiem i myślałam o tym, że potrzebowałam kogoś bliskiego. On wyglądał, jakby też chciał pogadać. Coś mnie do niego ciągnęło. Chciałam się do niego zbliżyć, sama z siebie – jednak nagle się bałam. Problem leżał w Gavinie. A jeśli mnie obserwował? Lub jego? Jeśli uzna, że robię to tylko ze względu na jego „prośbę”? Nie zamierzałam być śledzona i wypytywana o to, kto kłamie, a kto mówi prawdę. Czy przyjaźń z drugim człowiekiem musiała być tak skomplikowana?
Chciałam mu coś zaproponować. Cokolwiek. Wyjście na kawę, na spacer, ale wydawało mi się to zbyt dziwne. Przerażała mnie myśl, że mógłby odmówić. Nie byłam najlepsza w kontaktach towarzyskich. W dodatku do namysłu miałam coraz mniej czasu, bo Harvey drukował właśnie rachunek i za chwilę już nie miałam po co tu być.
– To wszystko – powiedział po chwili, wyciągając w moją stronę rachunek i uśmiechając się. – Następnym razem nie pij niczego w pobliżu laptopa, dobrze?
– Dobrze. – Odpowiedziałam mu bladym uśmiechem i przytuliłam laptopa do piersi jak dziecko. – Dziękuję za naprawę.
– Cieszę się, że mogłem pomóc.
I już. Nie miałam tu nic do roboty. Mogłam iść. Posłałam w stronę Harveya jeszcze jeden niemrawy uśmiech, po czym wyszłam na zewnątrz, mając ochotę zdzielić się w czoło.
Ależ byłam tchórzem.

Płaciłam właśnie za prezent dla mamy, ciesząc się laptopem, który wyglądał i chodził jak nowy, kiedy ktoś zapukał do moich drzwi.
– Proszę – rzuciłam, nie odrywając oczu do ekranu.
Poczułam, jak mama podchodzi i wyciąga rękę w moją stronę.
– Właśnie przyszedł tu jakiś mężczyzna i powiedział, że mam ci to przekazać – powiedziała tonem, w którym kryło się pytanie.
To sprawiło, że na nią spojrzałam – i na kopertę, którą trzymała.
Szybko ją przechwyciłam, mając niemiłe przeczucie, co może być w środku.
– Kto to był?
– Skąd mam wiedzieć? – zapytałam, starając się nie dać nic po sobie poznać. – To ty go widziałaś.
– I niczego się nie domyślasz?
– Nie. Może to pomyłka. – Bardzo chciałam, żeby mama już wyszła z pokoju, a ona wyraźnie chciała zostać. Przez chwilę mierzyłyśmy się spojrzeniami, aż w końcu westchnęła i wyszła, zamykając drzwi. Od razu otworzyłam kopertę, która aż się uginała od – jak się okazało – ciężaru kilkudziesięciu spiętych banknotów. Odrzuciłam je na biurko, jakby parzyły. W środku była jakaś kartka. Wyciągnęłam ją, czując, jak napawa mnie obrzydzenie.
Przemyśl to jeszcze. G  
Nawet nie chciałam się zastanawiać, skąd miał mój adres. Był bezczelny do granic możliwości, nie znał zasad, nie znał moralności. Miałam ochotę napisać do niego na Facebooku i wszystko mu wygarnąć, ale zamiast tego włożyłam pieniądze z powrotem do koperty i mocno ją zakleiłam.
Jeśli sądził, że dam się przekupić, to grubo się mylił.

Pieniądze non stop przyciągały mój wzrok, jakby były jakimś magnesem. Wciąż się zastanawiałam, co z nimi zrobić. Oddać mu je? Ale jak? W biały dzień, w kawiarni? Wyglądałoby to mocno podejrzanie. Nie znałam jego adresu, a na pewno nie chciałam po raz kolejny się z nim spotykać sam na sam. Może mogłam przeznaczyć te pieniądze na cele charytatywne? Wydawało się to dobrym pomysłem. Wtedy nie czułabym się winna, że wzięłabym pieniądze od Gavina – przeznaczyłabym je na szczytny cel, a Gavin może w końcu ruszyłby głową i zrozumiał, jak bardzo jego zachowanie było nieodpowiednie.
Marzenie ściętej głowy. Tacy ludzie jak Gavin najwyraźniej załatwiali pieniędzmi absolutnie wszystkie problemy. Żałowałam tylko, że uwziął się akurat na mnie.
Póki co, postanowiłam zostawić kopertę w spokoju.  

Szłam do pracy dosyć zdenerwowana. Zastanawiałam się, czy Gavin tam będzie, by dalej mnie prześladować i próbować zmusić do jego chorego pomysłu. Cholera wie, co był w stanie jeszcze wymyślić. Bałam się, że powie coś Darrenowi, który… no co? Zwolni mnie? Zacznie inaczej traktować? On też nie był do końca normalny. Nic dziwnego, że byli kumplami.
Julie zauważyła, że byłam nieco zestresowana, ale nie chciałam jej mówić, o co chodziło. Ta sprawa, wypowiedziana na głos, brzmiałaby idiotycznie. Starałam się większość czasu spędzać w kuchni, z tyłu, ale co i rusz wychodziłam na przód, kierowana niezdrową ciekawością. Bałam się też, że Gavin mógłby przyjść i zacząć rozpowiadać o mnie różne rzeczy, a za bardzo zależało mi na tej pracy, by ją stracić przez jakiegoś bogatego idiotę.  
Dzień mijał jednak bez większych rewelacji i z godziny na godzinę robiłam się spokojniejsza. Być może Gavin dał mi spokój. Być może faktycznie mogłam przelać te pieniądze na chore dzieci lub ginący gatunek zwierząt i zapomnieć o całej sprawie.
Wtedy jednak pojawił się – na dwie godziny przed zamknięciem. Gdy tylko zobaczyłam, jak wchodzi do środka, uciekłam jak tchórz na zaplecze. Julie musiała go obsłużyć, a ja plułam sobie w brodę, że tak się zachowywałam. Zwykle nie unikałam konfrontacji, ale może to dlatego, że rzadko ich doświadczałam. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tyle rozmawiałam z kimś nieznajomym, kto nie byłby klientem.
W końcu odważyłam się wyjść do przodu. Gavin siedział odwrócony do mnie plecami i – jak zwykle – pisał coś zawzięcie na klawiaturze laptopa. Był sam. Wydawał się nie zwracać uwagi na swoje otoczenie, co właściwie mi odpowiadało. Miałam zamiar czmychnąć z powrotem do kuchni, bo właśnie wpłynęło zamówienie na sałatkę – ale nagle zabrzęczał mały dzwoneczek u drzwi i do środka wszedł Harvey.
Od razu na mnie spojrzał, a ja lekko zmarszczyłam brwi. Zbliżył się do lady pewnym krokiem.
– Cześć, Aurora – powiedział, pochylając się lekko w moją stronę.  
Policzki pokryło mi gorąco, a stojąca obok Julie patrzyła to na mnie, to na Harveya.
– Cześć – powiedziałam, starając się mówić w miarę spokojnie, choć serce biło mi szybko. Zerknęłam na Gavina, ale dalej był odwrócony plecami.
– Chciałem cię o coś zapytać.
– Słucham. – Nagle zaschło mi w gardle. Popatrzyłam znacząco na Julie, która odchrząknęła i mruknęła pod nosem:
– Taaak… to ja pójdę zrobić tą sałatkę.
Wycofała się, a ja spojrzałam z powrotem na Harveya. Dziś wyglądał w połowie jak pracownik naprawiający laptopy, w połowie jak on – skórzana czarna kurtka niesamowicie do niego pasowała. Jego oko wyglądało już prawie normalnie. Ciemnoczekoladowe tęczówki wpatrywały się we mnie intensywnie.
– Może to głupie, ale… – Zawahał się, ale tylko na chwilę. – Zastanawiałem się, czy chciałabyś może… wyjść któregoś dnia na kawę? Albo herbatę. Co wolisz.
Serce fiknęło mi koziołka. Momentalnie ulżyło mi, że on to zaproponował – widocznie też chciał poznać mnie bliżej i nie był tak tchórzliwy jak ja. Ucieszyłam się, że to zrobił. Tak, miałam ochotę wyjść z nim na kawę. W odróżnieniu od tej z Gavinem, ta zapewne miałaby bardziej normalny przebieg. W Harveyu było coś charakterystycznego – niby zawahał się przy swoim pytaniu, ale biła od niego dziwna pewność siebie. Nie zakładał, że od razu się zgodzę, tylko po prostu wiedział, czego chce.
Już miałam odpowiedzieć, ale coś kazało mi spojrzeć na Gavina. Motylki w brzuchu zniknęły. Już nie siedział do nas plecami – przeciwnie, obrócił się na krześle tak, że znajdował się dokładnie naprzeciwko mnie. Wbijał w nas natarczywy wzrok, a ja nagle zorientowałam się, że wszystko słyszał. I czekał na moją odpowiedź.
Zaczęłam panikować. Nie chciałam odmówić Harveyowi, ale nie chciałam też, by Gavin pomyślał, że zgadzam się na spotkanie tylko po to, by wyciągnąć z Harveya prawdę o Kirze. Patrzył na nas, słuchał każdego słowa, znowu nas śledził. Gdybym wzięła ze sobą kopertę z pieniędzmi, wcisnęłabym mu ją dyskretnie i powiedziała, że nie będę postępować według jego widzimisię.  
Ale nie wzięłam jej, więc wyglądało to tak, jakbym przyjęła jego ofertę i umawiała się z Harveyem tylko dla kasy.
Nienawidziłam Gavina tak mocno, że mogłabym w tym momencie dać mu w zęby.
Za długo milczałam i Harvey nagle odchrząknął.
– Zastanawiasz się, jak mi odmówić?
– Nie. – Pokręciłam gwałtownie głową. – Przeciwnie, chętnie umówię się na kawę. Tylko że… – zawahałam się. Powinnam powiedzieć mu o Gavinie? Nie powinnam? Nie chciałam kolejnej kłótni w kawiarni. Nie chciałam wszystkiego robić na oczach Gavina.  
Harvey patrzył na mnie podejrzliwie.
– Tylko że co?
Do diabła.
– Masz mój numer komórki – powiedziałam cicho, pochylając się w jego stronę, tak, by Gavin nie usłyszał, o czym mówiłam. – Zadzwoń do mnie wieczorem. Wtedy się umówimy. Dobrze?  
Miał zagubiony wzrok, ale po chwili lekko zesztywniał i odwrócił się, patrząc prosto na Gavina. Nie miałam pojęcia, czy domyślał się, o co tu chodziło, ale spojrzał w końcu na mnie i powiedział głośno:
– W porządku. Skoro nie chcesz… – Wzruszył ramionami i odepchnął się od lady, jednocześnie puszczając do mnie oczko. – Nie będę cię zmuszał.
Wyszedł gwałtownie z kawiarni. Widziałam, jak Gavin odprowadza go wzrokiem, marszcząc brwi, po czym z powrotem patrzy na mnie. Szybko poszłam do kuchni, gotowa zastąpić Julie, nagle rozbudzona. Usta same mi się uśmiechały. Co się właśnie stało? Ciężko to było jednoznacznie określić, ale Harvey chyba domyślał się, co kierowało Gavinem i mogłam mu spokojnie powiedzieć o jego szantażu, nie narażając przy tym swojej wiarygodności.  
Kończyłam zmianę dużo weselsza.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 2968 słów i 16488 znaków.

2 komentarze

 
  • Iga21

    Ciekawe czy powie Harveyowi o propozycji Gavina czy znowu będzie się wahać?  
    Chociaż moim zdaniem powinna być szczera od początku.
    A jeśli chodzi o kasę jak ją parzy, to po co ją trzyma?  Oddać mu ją powinna w towarzystwie swojego szefa- kretyna i Harvea też.  
    Ma masę własnych problemów.  
    To tylko dokładnie nowych.  
    Wylać kawę na ławę.  
    Opierniczyć równo ich.  
    Ale nie zrobi tego bo strach jej nie pozwala, że straci robotę.  
    Albo w tym momencie niech składa wypowiedzenie i zacznie szukać nowej.
    Bogaty idiota sam jej ułatwił dając jej pieniądze chociaż wyraźnie odmówiła.
    Także na to w międzyczasie akurat jej wystarczy i rodzice się nie dowiedzą.

  • candy

    @Iga21 no właśnie, ona jest spętana strachem i w sumie nadal zagubiona po śmierci siostry, ciężko jej w ogóle cokolwiek rozsądnie tutaj postanowić

  • Iga21

    @candy wieżę, że ją rozsądnie poprowadzisz :)
    Wiadomo, że będzie na to trzeba poczekać ale z Harvejem powinna być szczera w ten sposób udowodni o wartościach jakimi się kieruje

  • candy

    @Iga21 też w to wierzę! :D

  • agnes1709

    :dancing: Za miękka jest, ja bym krótko z nim pojechała. Albo bym wydała tą kasę, bo co by mi zrobił? Sam przyniósł, nie rozumiejąc słowa "nie", więc niech ciśnie na bambuko :D

  • candy

    @agnes1709 no jest miękka, w żałobie, która ją osłabiła, a nie wzmocniła