Iluzja – rozdział 8

Iluzja – rozdział 8Spędzałam w domu dość mało czasu, głównie dlatego, że nadal starałam się brać jak najwięcej zmian, by wyjść z pieniędzmi na plus – jednak patrzenie na tatę, ślęczącego nad ogłoszeniami było dobijające. Wiedziałam, że się starał. Trzymałam za niego kciuki. Był na kilku rozmowach kwalifikacyjnych, jednak żaden potencjalny pracodawca nie oddzwaniał; przez to tata miał coraz gorszy humor i razem z mamą starałyśmy się schodzić mu z drogi.
Byłam zmęczona. Ciągła praca w kawiarni była męcząca, ale powtarzałam sobie, że jeśli teraz się postaram, potem wszystko będzie łatwiejsze. Znalazłam sobie drugie zajęcie – nie mogłam nazwać tego pracą. Było to po prostu rozkładanie i metkowanie towaru w sklepie przed otwarciem, wcześnie rano. Kolejna rzecz, z której nie było dużo pożytku, ale zawsze to było więcej pieniędzy niż mniej. Byłam co prawda przemęczona, ale mimo wszystko czułam się lepiej, gdy miałam wypełniony cały dzień i nie starczało mi czasu na myślenie – a miałam o czym myśleć.
Harvey nie zadzwonił. Po raz kolejny obiecał, że się spotkamy, ale się nie odzywał. Zastanawiałam się, czy jego ostatnie słowa były tylko tekstem na zbycie i już nie chciał się ze mną widzieć, czy może to była moja kolej? Nie byłam dobra w te klocki. Nie umiałam być flirciarą. Głupio było mi napisać do Harveya pierwszej, choć to przecież nie było nic takiego. Nie chciałam być tą, której duma nie pozwala czasem odezwać się jako pierwsza, ale coś mnie powstrzymywało. Może to, że już przed pierwszym spotkaniem wyraźnie się ociągał z telefonem; a może to, jak opowiadał o Kirze. Zastanawiałam się, jaki charakter miały dla niego nasze spotkania, nasz kontakt. Może byłam tylko kimś do pogadania? Prawda, ja też tego chciałam. Przynajmniej na początku. Chciałam jednak być kimś znaczącym, a nie prowadzić rozmowy od święta, tak jak miało to miejsce w przypadku moich konwersacji z Kelly, Danielle i Emily. My… nie rozmawialiśmy. Zarówno przed pierwszym spotkaniem, jak i po nim, była cisza. Tak jakbyśmy nie mogli być zwykłymi znajomymi, którzy codziennie ze sobą piszą.  
Nie pojawiał się w kawiarni, Gavin zresztą też nie, choć za jego widokiem nieszczególnie tęskniłam. Cieszyłam się, że miałam spokój. Krok po kroku odkładałam do koperty pieniądze, które zabrałam. Zamierzałam nosić ją ze sobą, gdy tylko uzbieram całą kwotę. Chciałam ją oddać Gavinowi, gdy tylko go zobaczę. Nie obchodziło mnie już, jak będzie to wyglądało. Te pieniądze spędzały mi sen z powiek i ciążyły jak fizyczny ciężar.
Zamykałam dziś kawiarnię i choć chciałam zrobić to jak najszybciej, oczy same mi się zamykały. Byłam głodna, ale sen w tym momencie był na pierwszym miejscu. Chciałam szybko wrócić do domu i położyć się spać. W drodze wyjątku postanowiłam wrócić autobusem, bo tak było po prostu szybciej.
Gdy weszłam do domu, rodzice siedzieli nadal w salonie. Oboje spojrzeli na mnie nieodgadnionym wzrokiem.
– Cześć – powiedziałam zmęczonym tonem, zdejmując buty.
– Cześć, kochanie – odparła mama, przyglądając mi się uważnie. – Jesteś głodna? Zostało trochę kolacji w kuchni…
Choć wizja jedzenia mnie kusiła, potrząsnęłam głową.
– Dzięki, ale chyba wezmę szybki prysznic i położę się spać. – Zaczęłam wchodzić po schodach, a gdy byłam już na piętrze, usłyszałam przyciszone głosy:
– Tom…
– Wiem, o czym mówisz. – Tata westchnął głośno. – Przecież wiesz, że gdybym otrzymał jakąś ofertę, natychmiast bym wam powiedział. Mnie też to dobija.
Zeszłam parę stopni w dół, starając się zrobić to jak najciszej. Przycupnęłam, słuchając rodziców.
– Nie mogę na to patrzeć. Widziałeś, jaka jest zmęczona? – Mama brzmiała, jakby miała się zaraz rozpłakać. – Ona tyle pracuje… tylko dlatego, że my nie jesteśmy w stanie zarobić wystarczająco pieniędzy… Jest taka młoda. Powinna się tym cieszyć, a nie harować od rana do nocy! – Usłyszałam, jak mama cicho płacze i serce ścisnęło mi się z żalu. – To my powinniśmy pracować i utrzymywać ją…
– Nie płacz. Jakoś sobie poradzimy. Jeśli będzie trzeba, zatrudnię się choćby przy sprzątaniu ulic. – Tacie też łamał się głos, ale starał się być twardy. – Masz rację. To nie w porządku. Aurora nie powinna się tak zamęczać. – Na chwilę zamilkł. – Pogadam z Benem. Powiem mu co i jak. Pomoże nam.
– Wiesz, że nie chcę prosić nikogo o darowizny… Zwłaszcza twojego brata. To takie upokarzające.  
– To nie darowizna. To chwilowa pomoc, dopóki nie staniemy na nogi. Ben jest rodziną, zrozumie. Zresztą, co innego nam zostało? Nie mogę wziąć kolejnego kredytu… nawet mi go nie przyznają.
Nie mogłam dłużej tego słuchać. Poszłam do łazienki i zamknęłam za sobą drzwi, a spod zaciśniętych powiek wypłynęły mi gorące łzy.
Wszyscy robiliśmy co tylko się dało, a i tak to nie wystarczało.

Choć byłam wykończona, nie mogłam spać. Wciąż słyszałam łkanie mamy i łamiący się głos taty. Serce ściskało mi się z żalu i poczucia niesprawiedliwości. Nie chciałam, by rodzice musieli się dodatkowo obwiniać za to, że dużo pracowałam. Podobnie jak mama, nie chciałam prosić o pomoc wujka Bena, ale tata miał rację – nie mieliśmy innego wyjścia. Wciąż spłacaliśmy kredyt zaciągnięty na leczenie Olivii, nie było sensu zaciągać kolejnego – zresztą, wątpiłam, byśmy mieli w tym momencie jakąkolwiek zdolność kredytową. Musieliśmy schować dumę do kieszeni i poprosić kogoś o pomoc.
To wszystko nie tak miało wyglądać.
Najbardziej w tym wszystkim wkurzał mnie fakt, że podczas gdy my walczyliśmy o każdą złotówkę, ktoś taki jak Gavin w ogóle nie doceniał wartości pieniądza i dawał je przypadkowym ludziom – takim jak ja.
Zasnęłam może na dwie godziny, a rano nie mogłam wstać. Miałam podpuchnięte i ciężkie oczy, które same się zamykały. Resztkami sił zmusiłam się, by się podnieść, choć za oknem było ciemno i to tylko sprawiało, że miałam ochotę na nowo zakopać się pod kołdrą. Nie chciało mi się nawet malować, choć wory pod oczami przybierały niebezpiecznie fioletowy odcień. Wmusiłam w siebie dwie kanapki i musiałam szybko zbierać się do sklepu.
Wykładałam towar niczym automat, próbując się rozbudzić, ale wiedziałam, że to stanie się dopiero wtedy, gdy zacznę biegać po kawiarni. Gdy wyszłam na zewnątrz, nieco otrzeźwiło mnie chłodne powietrze, ale nadal czułam, że mam półprzymknięte oczy i nijak nie mogłam ich do końca otworzyć. Musiałam się pospieszyć i dotrzeć do kawiarni na czas. Stałam przy przejściu dla pieszych i niecierpliwie czekałam, aż światło dla pieszych zmieni się na zielone. Powieki co chwilę mi opadały. Mogłabym położyć się tu i teraz, na tej zimnej kostce, i zasnąć.
Zamrugałam. Czy to już zielone? Widziałam jak przez mgłę. Głowę miałam ciężką jak na kacu. Wydawało mi się, że światła w końcu się zmieniły, a mnie się spieszyło, więc wystawiłam nogę, gotowa zrobić krok do przodu.
Chyba już nawet weszłam na pasy, ale nagle ktoś krzyknął. Usłyszałam gwałtowny i głośny pisk opon i w tej samej chwili coś szarpnęło mnie do tyłu. Po paru sekundach zorientowałam się, że ktoś chwycił za moją kurtkę i pociągnął, bym nie została rozjechana przez samochód. Światło wcale nie zmieniło się na zielone. Prawie weszłam pod koła pędzącego samochodu.
Automatycznie się rozbudziłam, serce zaczęło mi bić tak szybko, że aż musiałam wziąć parę głębszych oddechów. Uświadomiłam sobie, że mało nie zginęłam.  
Uświadomiłam sobie także, że to Harvey chwycił mnie za kurtkę i powstrzymał od wejścia na ulicę.
Skąd się tu wziął? Akurat teraz? Akurat w takim momencie?
Wciąż oddychałam nieznośnie szybko i głęboko, oswajając się z myślą, że mogło się to skończyć dużo gorzej.
Spojrzałam na Harveya, który miał na twarzy autentyczne przerażenie.
– Chryste – wykrztusił, puszczając mnie. – Ale mnie wystraszyłaś. Nie widziałaś czerwonego światła?
– Myślałam, że jest już zielone… – Przymknęłam oczy ze wstydu, bo brzmiało to jak wymówka małego dziecka. – Jestem cholernie zmęczona, co wpływa na mój wzrok – dodałam po chwili. – Dziękuję, że mnie złapałeś. – Podniosłam na niego wzrok i spojrzałam mu prosto w oczy. – Uratowałeś mi życie.
W tym momencie przypomniało mi się, że czekałam na telefon od niego, a on się nie odezwał. Chyba pomyślał o tym samym, bo zapadła niezręczna cisza. W końcu powiedział:
– Nie miałem czasu się spotkać. Dlatego nie dzwoniłem.
– W porządku – odparłam słabym głosem, czując, że kłamie. Uciekł wzrokiem gdzieś w bok. Nie brzmiał przekonująco. Czemu nie mówił mi prawdy? Zrozumiałabym. Wolałam brutalną szczerość od takiego wodzenia za nos. – Nie ma problemu. – Światło tym razem naprawdę zmieniło się na zielone. Ludzie dookoła nas weszli na pasy i bardzo chciałam do nich dołączyć, by nie czuć się dłużej jak ostatnia idiotka. – Muszę iść…
– Aurora, poczekaj. – Złapał mnie delikatnie za nadgarstek i wziął głęboki oddech. – Nie wiem, czy nadal masz ochotę się ze mną spotykać, ale chciałbym cię gdzieś zabrać.
Brzmiał tak szczerze. Jego ciemne oczy wpatrywały się we mnie z oczekiwaniem, a ja nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Przed chwilą mnie okłamał, czułam to w kościach. O co mu chodziło? Chciał się spotykać czy tylko zachować twarz, skoro już się przypadkiem zobaczyliśmy? Jego zachowanie przeczyło słowom. Nie wiedziałam, czego się po nim spodziewać i czy powinnam się zgodzić.
– Myślałam, że nie masz czasu.
– Znajdzie się. Pytanie, czy tego chcesz.
Zerknęłam na zegarek na lewym nadgarstku.
– Nie wiem, Harvey – powiedziałam, wzdychając. – Wysyłasz mi mylne sygnały. – Nie miało to zabrzmieć jak wyrzut, ale chyba go uraziłam.  
– Chcesz? – powtórzył.
Czy chciałam? Oczywiście, że tak, ale jeśli on traktował to jako zabawę, nie zamierzałam poświęcać na to swojego czasu. I tak miałam go zdecydowanie za mało, nawet na sam sen. Chciałam po prostu być traktowana poważnie.
A może przesadzałam? Może rzeczywiście nie miał czasu. Nie mogłam tego wiedzieć. I może tylko wydawało mi się, że kłamał. Przecież przed chwilą prawie weszłam na jezdnię, bo wydawało mi się, że światło było zielone.
– Tak, chcę – potwierdziłam w końcu, a on się uśmiechnął.
– Podejrzewam, że znowu masz napięty grafik, więc może… napiszesz mi, kiedy będziesz miała wolny dzień? – Pokiwałam głową, a on dodał: – Tylko się wyśpij, dobrze? Będziesz potrzebowała energii.
Uniosłam lekko brwi.
– To znaczy… mówisz, że już tak bardzo po mnie widać zmęczenie?
Uśmiechnął się szeroko.
– Nie śmiałbym powiedzieć tego kobiecie. Ale przed chwilą prawie weszłaś na pasy. Widzę, że dużo pracujesz, a ja chcę, żebyś się trochę rozerwała.
Brzmiało to ciekawie, ale nie mogłam zostać i pytać o szczegóły, bo byłam już praktycznie spóźniona do pracy i wiedziałam, że Darren mnie zabije.
– Dobrze. Napiszę do ciebie, ale teraz naprawdę muszę już iść…
– Tylko uważaj na siebie! – zawołał za mną Harvey, gdy puściłam się biegiem przez ulicę – tym razem w dozwolonym momencie.
Oczywiście, spóźniłam się i nie otworzyłam kawiarni na czas. Darren, na moje nieszczęście, akurat dzisiaj postanowił się zjawić w pracy i gdy zziajana dobiegłam przed drzwi, z zaciętą miną czekał na mnie w środku.
– No, dzień dobry – wycedził, patrząc na mnie z wściekłością. – Zmieniliśmy godziny otwarcia? Nie przypominam sobie. Sama prosiłaś o więcej zmian, więc byłoby miło, gdybyś stawiała się na nie punktualnie!
Normalnie przeprosiłabym go i uwijała się jak mrówka, by jednak ze wszystkim zdążyć, ale dziś nie miałam na to siły, zwłaszcza po niedoszłym spotkaniu z jadącym autem.
– Może ten jeden raz uznasz okoliczności łagodzące – rzuciłam, zdejmując płaszcz.
– Niby jakie?
– A takie, że prawie przejechał mnie samochód. – Z mojej własnej winy i głupoty, ale nie musiał tego wiedzieć. – Więc…
Zawiesiłam głos i patrzyłam, jak Darren usiłuje powiedzieć coś miłego, co wyraźnie przekraczało jego możliwości.
– Jesteś cała? – zapytał w końcu, a ja ledwo powstrzymałam się, by nie wywrócić oczami.  
– Przecież tu stoję – mruknęłam. Chciałam, żeby już sobie poszedł. Zapewne normalny pracodawca po czymś takim wysłałby pracownika do domu, ale Darren… nie był normalny. A ja nie chciałam iść do domu, skoro już tu dotarłam w jednym kawałku. – Już się zabieram za robotę.
Na porannej zmianie była ze mną dziewczyna, której nie lubiłam, więc starałam się jak najmniej wchodzić jej w drogę, by nie musieć z nią rozmawiać. Myślałam o Harveyu i o jego propozycji „rozrywki”. Jednocześnie zastanawiałam się, czy moje złe przeczucie było prawdziwe czy może tylko wynikiem zmęczenia. Naprawdę czułam, że nie mówił prawdy. W sumie nie powinno mnie to interesować, tylko że coś mnie do niego ciągnęło i pragnęłam szczerości. Tylko tego.
Nawet Gavin był szczery, nawet jeśli jego szczerość była aż za brutalna.
W końcu podjęłam decyzję o opuszczeniu jednej zmiany, by przeznaczyć ją na sen i spotkanie z Harveyem. Ostatecznie życie nie kręciło się tylko wokół pracy. Potrzebowałam też oddechu.
Poinformowałam o tym Darrena, który się skrzywił, ale nic nie powiedział. Wobec tego napisałam Harveyowi, że mogę spotkać się pojutrze po południu. Byłam ciekawa, co takiego zaplanował, że musiałam się na to wyspać.  
Zamierzałam iść na to spotkanie uśmiechnięta, a złe przeczucia zostawić w domu.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 2547 słów i 14202 znaków.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    Dawaj kolejny, nie ma na co czekać:D