Iluzja – rozdział 10

Iluzja – rozdział 10Po spotkaniu z Harveyem zasnęłam z uśmiechem na ustach. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam wyjścia do ludzi, odrobiny rozrywki, przypomnienia sobie, że byłam młoda, że nie mogłam wiecznie pracować i skupiać się tylko na tym. Harvey mi o tym przypomniał i byłam mu za to niesamowicie wdzięczna. Miałam wrażenie, że od tego momentu nagle zaczęło się układać.  
Tata poprosił swojego brata o pomoc finansową, a wujek oczywiście się zgodził. Dzięki temu mogliśmy choć odrobinę odetchnąć. Przyznałam się rodzicom, że sama pożyczyłam pieniądze od przyjaciela – choć Gavina ciężko było nim nazwać – i bardzo chciałam mu wszystko zwrócić. Z tego, co zarobiłam, udało mi się zwrócić ponad połowę, a różnicę pokryły pieniądze od wujka Bena. Wiadomo, jemu też musieliśmy wszystko oddać, gdy już odbijemy się od dna, ale przynajmniej te pieniądze nie były zbrukane. Koperta od Gavina wyglądała znowu tak jak na początku i bardzo chciałam mu ją oddać, by zakończyć ten etap, więc darowałam sobie wszystkie wymówki i po prostu do niego napisałam, prosząc o spotkanie. Nie zamierzałam znowu umawiać się z nim w jakiejś kawiarni, wyznaczyłam miejsce na rynku przy fontannie, razem z datą i godziną. Nic nie odpisał, ale miałam przeczucie, że i tak się pojawi. Ktoś taki jak Gavin nie mógł po prostu zignorować spotkania, nawet jeśli jego moralność pozostawiała wiele do życzenia; pracował jednak w korporacji – przynajmniej tak to wyglądało – więc musiał mieć jakieś poczucie obowiązku.
Swoją drogą, dziwiło mnie, że nagle zapadł się pod ziemię. Dał mi pieniądze i nie pytał, czy w końcu zdecydowałam się na wyciągnięcie z Harveya prawdy. Nie upominał się o nie, nie pojawiał się w kawiarni, nie śledził, co robiłam. Wyglądało na to, że pieniądze naprawdę nie miały dla niego dużego znaczenia, skoro tak łatwo o nich zapomniał.
Ja jednak nie zapomniałam. Ciążyły mi każdego dnia i chciałam się już ich pozbyć. Cieszyłam się, że w końcu udało mi się oddać zabraną kwotę i mogłam zakończyć ten rozdział.
Tata znalazł w końcu pracę. Nie była zbyt ambitna, jak sam wielokrotnie podkreślał jakby ze wstydem, ale ja cieszyłam się, że w ogóle coś znalazł, tak samo jak mama. Praca ochroniarza w galerii handlowej może nie przynosiła kokosów, ale przynajmniej był z niej jakikolwiek zysk. Trochę było mi szkoda taty – był naprawdę mądrym człowiekiem, równie dobrze mógł zajmować wysokie stanowisko w jakiejś firmie, gdyby tylko miał szczęście i gdyby pewne sprawy ułożyły się nieco inaczej.  
Wszyscy się jednak już przekonaliśmy, że życie nie zawsze układało się tak jak chcieliśmy, więc trzeba było zacisnąć zęby, przetrwać i poczekać na lepsze czasy.
W piątek byłam w kawiarni na popołudniowej zmianie i zastanawiałam się, czy powinnam napisać do Harveya. Miałam wrażenie, że po tym, jak zawiózł mnie do swojego mieszkania nasza relacja weszła na trochę inny poziom, bardziej osobisty. Tym razem to ja chciałam wyjść z inicjatywą spotkania i planowałam do niego napisać, gdy tylko będę miała wolną chwilę. Niestety, nie miałam czasu usiąść, bo spływała masa ludzi i choć byliśmy we trójkę – ja, Brian i Darren – to momentami nie wiedziałam, w co włożyć ręce. Klikałam przyciski na kasie jak szalona i biegałam między nią, mikserem, ekspresem do kawy i sokowirówką. W pewnym momencie, gdy utworzyła się pokaźna kolejka, musiałam porzucić układanie czystych sztućców i zająć się klientami.  
Zaniosłam do kuchni zamówienia na sałatkę i kanapkę na wynos, po czym wróciłam do kasy i zobaczyłam przy ladzie Harveya.
– Hej – powiedziałam ze zdziwieniem, ale mimowolnie ucieszyłam się na jego widok. – Co tu robisz? – Wydawało mi się, że nie będzie chciał tu przychodzić po tym, jak potraktowali go tu Kira i Gavin.
– Szukam cię. – Uśmiechnął się lekko. – Pisałem do ciebie, ale nie odpisywałaś, więc domyśliłem się, że jak zwykle jesteś zajęta bieganiem.
Pisał do mnie?
Od środka rozgrzało mnie nagłe przyjemnie ciepło.
– Zgadłeś – powiedziałam, modląc się, by Darren nie zobaczył, że gawędzę z klientem, zamiast przyjmować zamówienia. – W jakiej sprawie pisałeś?  
Harvey nagle przeniósł wzrok na kogoś za mną i powiedział głośno:
– Poproszę espresso. Na miejscu.
Na sekundę ta nagła zmiana tematu zbiła mnie z tropu, ale domyśliłam się, że to Darren wyszedł ze swojego biura i właśnie wbijał we mnie nienawistny wzrok. Wdzięczna za to, że Harvey uratował mi skórę, wstukałam odpowiednie wartości na kasie, a on pochylił się i szepnął:
– Chciałem zapytać, czy masz dziś wieczorem wolne. Po pracy. Chciałabyś coś zjeść przy akompaniamencie telewizora sąsiadki?
Podałam mu cenę, a potem kątem ust dodałam:
– Jasne, tylko skończę dość późno. Muszę posprzątać i zamknąć kawiarnię. Kartą? – dodałam głośniej.
– Tak. – Wyciągnął portfel, a ja podsunęłam mu terminal. Płacąc, pochylił się i powiedział: – Nie ma sprawy. Rób, co musisz, a ja po ciebie przyjadę.
Niesamowicie podobała mi się ta wymiana zdań, „przykryta” zamówieniem kawy, by Darren nie zorientował się, że prowadziłam prywatną rozmowę. Prawie jakbyśmy rozmawiali szyfrem, którego nikt inny nie znał.  
Poszłam zrobić espresso, uśmiechając się do siebie szeroko. Spotkanie z Harveyem, kolejne, dzisiaj. Mimo że miałam co do niego wątpliwości, teraz wszystkie się rozwiały. Gdyby nie chciał się ze mną spotykać, nie fatygowałby się do kawiarni. Myślałam, że byłam beznadziejna w relacjach międzyludzkich, ale z Harveyem osiągnęłam pewne porozumienie. On mnie rozumiał, nie naciskał. Łatwo mi się z nim rozmawiało, mimo że sądziłam na początku, że nie będę w stanie, bo bardzo dawno nie miałam nikogo bliskiego.
Najbliżej zawsze byłam z Olivią, a później umarła i zostałam sama. Przez pierwsze tygodnie czułam się tak zagubiona, że zamknęłam się na rozmowy nawet z rodzicami.
Espresso już się zrobiło. Zaniosłam je Harveyowi, który usiadł przy małym stoliczku przy oknie.  
– Dolicz godzinę do godziny zamknięcia kawiarni – rzuciłam, kładąc delikatnie filiżankę na blacie. – Postaram się szybko uwinąć ze sprzątaniem.
– Będę czekał – powiedział z szelmowskim uśmiechem, na widok którego coś zatrzepotało mi w brzuchu. Wróciłam do obowiązków z uśmiechem, którego nie poznawałam.
Dawno takiej siebie nie widziałam.

Jeszcze nigdy nie zależało mi, by tak szybko posprzątać kawiarnię i faktycznie, uwijałam się całkiem sprawnie. Wciąż rozpamiętywałam rozmowę z Harveyem i próbę jej ukrycia przed Darrenem. Podobało mi się, że Harvey rozumiał wiele rzeczy po prostu… bez słów. Od razu załapał, że nie chciałam umawiać się z nim przy Gavinie. Domyślił się, że Darren był szefem i specjalnie zamówił kawę, by nie wyszło na jaw, że urządzałam sobie w pracy prywatne pogaduszki. Większości facetów wszystko trzeba było mówić wprost. Harvey… po prostu sam rozumiał pewne sprawy.
Trochę żałowałam, że nie założyłam dziś ładniejszej bluzki, ale i tak nie miałam co z tym zrobić, wobec tego wyrzuciłam tę myśl z głowy i tylko zawzięcie szorowałam półki, blaty, myłam podłogę, sprzątałam kuchnię, chcąc jak najszybciej stąd wyjść. Dobrze, że nie byłam sama, inaczej długo by się z tym zeszło. Brian dużo mi pomógł, wyjątkowo nie zadając żadnych pytań. Gdy w końcu wyszłam przed kawiarnię i zamknęłam ją, w mroku dostrzegłam Harveya opierającego się o motocykl. Podeszłam do niego z drżącym uśmiechem.
– Jesteś zmęczona? – zapytał, przyglądając mi się uważnie.
Potrząsnęłam głową.
– Wręcz przeciwnie – powiedziałam, a w myślach dodałam: dawno nie byłam tak rozbudzona.
Podał mi kask i chwilę później wokół mnie śmigało chłodne powietrze, orzeźwiając mnie jeszcze bardziej. Gdy dojechaliśmy, dopadł mnie głód. Przez praktycznie całą zmianę nie zdążyłam nic zjeść. Harvey od razu to usłyszał.
– Jesteś głodna?
– Trochę – odparłam, nie do końca zgodnie z prawdą. Byłam bardzo głodna. – To była intensywna zmiana.
– Możemy coś zamówić. Chyba że nie pogardzisz resztą makaronu, który jadłem na obiad.  
– Jakiego makaronu? – zapytałam, wchodząc po schodach, podczas gdy Harvey otwierał drzwi.
– Z sosem pomidorowym. Nie jestem zbyt wybitnym kucharzem, ale w tym daniu nie da się niczego zepsuć. Ja się już najadłem, więc mogę ci dać to, co zostało.
Nie chciałam wyjadać mu obiadu ani jeść sama, ale mój żołądek mocno się skręcał, więc uśmiechnęłam się i powiedziałam:
– Bardzo chętnie zjem ten makaron.
Chwilę później znowu czułam się tak jak poprzednim razem, gdy tu byłam – swobodnie, przyjemnie… tak jakbym była we właściwym miejscu. Harvey włączył jakąś muzykę w laptopie, odgrzał mi makaron, który posypał obficie parmezanem. Po raz kolejny dostałam sok jabłkowy. Gdy jadłam, włączył telewizor i puścił jakąś składankę, by coś grało w tle. Było prosto, pysznie i… cudownie. Tak, było w tym coś cudownego. Czułam się prawie że dumna z siebie, że otworzyłam się na ludzi, że przełamałam swoje irracjonalne lęki i zapomniałam o uprzedzeniach. Cieszyłam się, że tu byłam. Mimo że dalej nie wiedziałam za dużo o Harveyu, wiedziałam, że w końcu przełamiemy pierwsze lody i poznamy się lepiej.
– To był bardzo dobry makaron – powiedziałam, gdy zjadłam ostatni kawałek. – Nie powiedziałabym, że nie jesteś wybitnym kucharzem.
– Kiedyś spróbuję zrobić przy tobie jakąś zupę, to sama się przekonasz. – Chciał zabrać ode mnie miskę, ale pokręciłam głową.
– Daj spokój. Dałeś mi swój obiad, więc to umyję. Choć tak mogę się odwdzięczyć. – Ruszyłam w stronę zlewu, dziwiąc się, jak swobodnie się tu czułam. Szorując szeroką miskę, zastanawiałam się, kiedy ostatnio była tu jakaś kobieta. Idiotyczna myśl, nie powinnam takich mieć, a jednak Kira cały czas wpraszała się do mojej głowy.  
Odstawiłam umyty talerz na suszarkę i wróciłam do Harveya, który wyglądał, jakby intensywnie nad czymś myślał.
– Co robimy? – zapytałam, sadowiąc się obok niego na łóżku. Każde z nas usiadło po turecku, w pewnej odległości od siebie.
– Mam pewien pomysł, ale nie wiem, czy nie uznasz mnie za wariata.
– Zaryzykuj – powiedziałam z lekką ciekawością.
Harvey sięgnął ręką za siebie i z jakiejś półki obok łóżka wydobył coś, co wyglądało na grę. Podał mi ją, a ja, nieco zaskoczona, przeczytałam napis: On/ona. Jak dobrze znasz swoją drugą połówkę? Gra dla par chcących poznać się lepiej, dobrze się przy tym bawiąc.
Lekko spłoszona spojrzałam na Harveya z uniesionymi brwiami. Gra dla par? Jak dobrze znasz swoją drugą połówkę? Czemu wyciągnął coś takiego?
– To nie to co myślisz – rzucił, widząc moją minę. – W środku jest po prostu dużo kart z różnymi pytaniami, które ułatwiają poznanie drugiej osoby. – Przejął ode mnie pudełko, otworzył je, wyjął przykładową kartę i wyciągnął ją w moją stronę, tak, bym mogła przeczytać pytanie: Jak sądzisz, jaki/jaka będziesz, gdy się zestarzejesz? – W mojej opinii czasem nawet się nie myśli o większości tych spraw, a one są tu poruszane, więc może wyjść z tego całkiem ciekawa rozmowa – mówił, a ja przetwarzałam to w milczeniu. – Jasne, niektóre są typowo związkowe lub zbyt osobiste, więc możemy je pominąć, ale…
– Bardzo dobry pomysł – przerwałam mu z uśmiechem. Miał rację. To była po prostu gra na poznanie się. Faktycznie, sama nie wpadłabym na to, by zapytać kogoś, jak wyobraża sobie siebie za czterdzieści lat. To mogło pomóc odkryć takie cechy drugiej osoby, o których nawet się wcześniej nie myślało. – Jestem jak najbardziej za. Zaczynajmy. – Głupia gra, a czułam się naprawdę podekscytowana.  
Harvey uśmiechnął się i zerknął na tył pudełka.
– Są cztery rodzaje kart: zielone, żółte, niebieskie i różowe. Zielone to pieniądze i praca, żółte: przeszłość i przyszłość, niebieskie: dom i relacje, a różowe… no cóż, miłość i seks. – Spojrzał na mnie uważnie, a ja powoli skinęłam głową. Nie miałam zamiaru rozmawiać z nim o seksie, więc te można było spokojnie pominąć. – Ale z tego co wiem, niektóre są dość neutralne. Zobaczymy. Zaczynamy od tej karty? – Pokazał głową na tę, którą wyciągnął przed chwilą.
– Możemy – zgodziłam się, nagle mając pustkę w głowie. Jak wyobrażałam sobie siebie w starości? Musiałam się nad tym chwilę zastanowić. – No więc… – zawahałam się. – Szczerze, nigdy nad tym nie myślałam – powiedziałam po chwili, z nerwów obracając kartę w dłoniach. – Ale myślę, że będę taką babcią, która wyczekuje rodzinnych obiadów i piecze dla wnuków same dobre rzeczy. Rodzina… jest dla mnie wszystkim. – Spuściłam wzrok, bo bałam się, że Harvey zaraz zobaczy łzy w moich oczach. Nie chciałam mu mówić o Olivii. Było za wcześnie. – Ale równocześnie nie chcę być typową starowinką, która chodzi z koczkiem na głowie i narzeka na reumatyzm. Chcę być babcią na czasie. – Uśmiechnęłam się lekko, wyobrażając sobie siebie z siwymi włosami, za wszelką cenę starającą się pozostać cool. – A ty?
Harvey też przez chwilę nic nie mówił.
– Chciałbym mieć dużą rodzinę – powiedział w końcu. – Być z każdym blisko, na swój sposób. Chciałbym czuć, że im na mnie zależy. Byłbym fajnym dziadkiem, który wędkuje i wcale nie jest zacofany w kwestii Internetu. Mógłbym pokazywać dzieciakom informatyczne rzeczy, o których nawet im się nie śniło. – Pchnął pudełko w moją stronę. – Masz, teraz ty wylosuj.
Posłusznie zanurkowałam ręką do pudełka i wyciągnęłam różową kartę. Przez chwilę obawiałam się, co na niej zobaczę, ale tak jak powiedział Harvey – to pytanie było neutralne.
– Jaki jest twój pogląd na temat instytucji małżeństwa? – zapytałam, patrząc na niego.
Nie mogłam nie zauważyć, że lekko się skrzywił.
– Szczerze? – odezwał się. – Nie widzę w tym sensu. To tylko formalność. Wywalenie masy pieniędzy na imprezę. Jeśli dwoje ludzi chce być razem, to będzie, bez względu na to, czy noszą obrączki na palcu i czy mają na to papierek. – Podniósł na mnie wzrok. – A twój?
– Ja… – zaczęłam, czując się głupio, ale nie chciałam kłamać. – Ja myślę odwrotnie. Masz rację, to tylko formalność, ale jeśli dwoje ludzi chce podzielić się swoim szczęściem z innymi, czy jest to coś złego?  
Pytanie było retoryczne, ale Harvey chyba naprawdę się nad tym zastanawiał, podczas gdy ja spuściłam wzrok na resztę kart. Osobiście zawsze lubiłam śluby i wesela, samą ideę. Wyobrażałam sobie siebie w białej sukni, z policzkami bolącymi mnie od uśmiechu i szczęścia, gdy szłabym do ołtarza i otaczałaby mnie rodzina i przyjaciele. Zamierzałam bawić się do rana. Przecież życie przez większość czasu było po prostu przykre. Dlaczego więc mielibyśmy sobie go choć trochę nie poprawiać? Nie dawać sobie samemu powodów do radości?
Atmosfera zrobiła się nieco cięższa. Harvey wyciągnął kolejną kartę – niebieską.
– Co znajduje się w twoim barku? – przeczytał, a ja mimowolnie parsknęłam śmiechem.
– Naprawdę?
– Przysięgam, tak jest tu napisane. – Pokazał mi kartę i sam się zaśmiał. – No dobra, ciężko mówić o barku w kawalerce, ale… – Wstał z łóżka i podszedł do jednej z szafek w kuchni, skąd wyciągnął średniej wielkości butelkę z ciemnobrązowym płynem. Whisky. – Osobiście jestem wielkim fanem. Lubisz?
Nie przepadałam za whisky, ale w sumie…
– Niezbyt – przyznałam. – Ale wszystko może się zmienić.
– Ja chętnie bym się napił. – Wyciągnął dwie szklanki i spojrzał na mnie pytająco. – Nalać ci? Nie zmuszam.
Też mogłabym się napić. Ostatnio często wychodziłam ze swojej strefy komfortu; nagle jednak zadałam sobie pytanie, jak wrócę do domu, jeśli Harvey się napije. W końcu mnie tu przywiózł, a mieszkałam zbyt daleko, by iść na pieszo.
Jakby czytał mi w myślach, bo nagle powiedział:
– Wiem, nie będę prowadził po alkoholu, ale i tak odstawię cię do domu. Złapiemy taksówkę albo jakiś autobus. W porządku?  
Uspokojona, skinęłam głową.
Nalał whisky do szklaneczek i podał mi jedną z nich. Uderzył mnie jej ostry zapach. Wypiłam tylko odrobinkę, podczas gdy Harvey jednym haustem opróżnił połowę.  
– A co z twoim barkiem? – zapytał po chwili.
Wzruszyłam ramionami.
– Nic nadzwyczajnego. Wino, piwo. Nie przypominam sobie żadnej whisky. Ja i moja rodzina… – Przełknęłam ślinę, przypominając sobie, jak często od śmierci Olivii tata sięgał po alkohol. – Raczej stronimy od alkoholu. – By uciąć temat, sięgnęłam po kolejną kartę. – Gdybyś znalazł się w finansowym dołku, na czym zaczniesz oszczędzać w pierwszej kolejności? – Boże, jakim cudem te wszystkie pytania odnosiły się w jakiś sposób do mojego życia? Najpierw rodzina, później alkohol, teraz to… Przecież właśnie byliśmy w finansowym dołku. Choć chciałam być w stu procentach szczera, nie potrafiłam. Ta znajomość była zbyt świeża na opowiadanie o długach po śmierci siostry.  
– Cóż… – Spojrzał wymownie na brązowy płyn w szklance. – Myślę, że na alkoholu. Boże, to zabrzmiało, jakbym był jakimś pijakiem… Chodzi mi o to, że whisky jednak trochę kosztuje. Mogę mieć kilkuletnie ubrania, ale z jakiegoś powodu lubię ten alkohol. Wolę trochę zaoszczędzić i kupić jedną taką butelkę, niż masę taniej wódki. – Wzruszył ramionami. – A ty?
– Cóż… sama nie wiem. Może na kosmetykach. I ubraniach. I… na wszelkich przyjemnościach, na które czasami nie można sobie pozwolić… na przykład obiad w restauracji czy kawa na wynos. – Czułam wstyd, mówiąc o tym, mimo że Harvey nawet nie wiedział, że to była prawda. Pociągnęłam duży łyk whisky.
Z czasem się rozluźniłam. Dawno nie piłam alkoholu, więc zadziałał dość mocno. Nie miałam zamiaru wymiotować ani się zataczać, więc się pilnowałam, by pozostać jedynie w stanie dobrej zabawy i częstszego śmiechu. Pytań w grze było bardzo dużo, ale i tak zdążyliśmy przerobić część, a one już tak mnie nie przerażały: czy wiedziałbyś, jak wytłumaczyć dziecku, czym jest seks? Na pewno nie tak, jak mnie to tłumaczono, powiedział Harvey z sarkazmem w głosie. Metafora pszczółki, która zapyla kwiatek nie była zbyt trafiona; czy kiedykolwiek leczyłeś kaca „klinem”?; O jakim ubiorze na pewno nie da się powiedzieć, że jest sexy? Kalesony u facetów i te dziurawe skarpetki u kobiet… jak one się nazywały?
– Mówisz o kabaretkach? – wydusiłam między śmiechami. Harvey też był podchmielony, śmiał się z byle czego, a swoje „dziurawe skarpetki” musiał sprawdzić w Internecie.
– Tak, to to! Powiedz, dlaczego kobiety z własnej woli to wkładają? Wygląda się w tym jak szynka obwiązana sznurkiem.
Czas mijał, nawet nie zauważyłam, gdy wybiła północ. Zaniepokojona mama dzwoniła z pytaniem, gdzie jestem, a gdy powiedziałam, że u kolegi, wydawała się mocno zaskoczona. Prawdę mówiąc, ja sama też byłam sobą zaskoczona. Jeszcze niedawno takie swobodne spotkanie nie wchodziło w grę.
Zapach whisky przestał być tak intensywny jak na początku, ale nagle wydał mi się bardzo pociągający, choć nigdy go nie lubiłam. Gdy w pewnym momencie Harvey usiadł bliżej mnie, a jego oddech pachniał alkoholem, miałam ochotę posmakować go z jego ust.
Ta myśl trwała ledwie parę sekund, ale i tak mnie przeraziła. Przecież nie o to mi chodziło. Nie mogłam zakochać się w jakimś kolesiu po zaledwie trzech spotkaniach.
W pewnym momencie Harvey poszedł do łazienki, a ja zostałam na łóżku i patrzyłam, jak ściany lekko wirują. Wtedy poczułam wibracje i spojrzałam w dół, na telefon Harveya, który rozświetlił się, ukazując imię „Kira” przy połączeniu przychodzącym. Imieniu towarzyszyło zdjęcie pięknej blondynki, uśmiechającej się szeroko do aparatu.
Motylki w brzuchu natychmiast opadły. Alkohol jakby wyparował. Wpatrywałam się w ekran, zastanawiając się, dlaczego Kira dzwoniła do Harveya o… pierwszej w nocy. Widać nadal nie dawała mu spokoju, choć z początku sytuacja przedstawiała się tak, że to on nie chciał pozwolić jej odejść. Połączenie w końcu się skończyło, a Harvey wyszedł z łazienki.
– Ktoś do ciebie dzwonił – powiedziałam bezbarwnym tonem, wstając, by napić się wody. Widziałam, jak podszedł – niemal podbiegł – do komórki i rzucił na nią okiem. Przez chwilę na jego twarzy zagościła radość, ale zaraz rzucił:
– Nieważne. Jest za późno na rozmowy. Gramy dalej?
Atmosfera znowu zrobiła się cięższa. Piłam wodę, by jak najszybciej wytrzeźwieć i nagle chciałam wrócić do domu. Przyglądałam się Harveyowi, który wyraźnie był już myślami gdzie indziej. Nagle poczułam zazdrość. O Harveya? Nie, to było coś głębszego. Widziałam tę nadzieję i radość na jego twarzy, gdy zobaczył, że to ona dzwoniła. Mimo tego, że go zraniła i zrobiła z niego wariata, jemu nadal na niej zależało. Tak silne było jego uczucie. Byłam zazdrosna o to, ile ona dla niego znaczyła. Nagle zdałam sobie sprawę z tego, że zainteresował się mną prawdopodobnie tylko dlatego, że nie mógł mieć tej, której naprawdę chciał.  
Być może pierwsza w nocy to był dla niektórych normalny czas na rozmowy, ponieważ parę minut później dostałam wiadomość od Gavina:
GAVIN: Dobrze. Ja też chętnie się z tobą spotkam. Do zobaczenia.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3956 słów i 22401 znaków.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    :eek: Ładnie. Ale co, jak może kocha? To nie tak hop, siup - wziął i zapomniał. Zazdrosna jak trzeba, tylko jeszcze to do niej nie dociera:tadam: Ale czego dzwoni, raszpla? Swędzi ją? Czyżby Gavin drapać nie umiał? A może drapie po kątach i jak wraca do domu, to już pazury przetarte i nie daje rady?:lol2: Żądam wyjaśnień!:D

  • candy

    @agnes1709 no nie hop siup, ale nie ma co tu liczyć na racjonalne uczucia  :rotfl: a raszpla jak zwykle wciska się tam gdzie jej nie chcą 🤣

  • agnes1709

    @candy Taki obowiązek raszpli. To ich znak firmowy, muszą więc trzymać poziom i wkurwiać odpowiednio (choć uroda z zachowaniem nie zawsze idą w parze, tak mają najczęściej panie LaRóż) :D