Iluzja – rozdział 13

Iluzja – rozdział 13Kiedy Harvey wrócił ze sklepu, ciasto już czekało. Musiałam dodać tylko skórki cytrynowej, sody i nagrzać piekarnik. Podczas gdy wykładał jednorazowe foremki, ja ekspresowo mieszałam ciasto i chwilę później nakładałam je do papierowych pilotek.
– Tak z ciekawości… ile tych babeczek planujesz jej zanosić? – Usłyszałam jego głos nad swoją głową. – Bo to pachnie całkiem apetycznie, więc zastanawiam się, czy zostanie cokolwiek dla nas.
– Nie martw się, dam jej tylko połowę.
– Aż połowę?! – jęknął. – Żeby jeszcze zasłużyła…
– Jak będzie ci za mało, zrobię drugą porcję. W porządku? – Pochyliłam się i zaczęłam wstawiać foremki do piekarnika.
– Drugą porcję w jednorazowych foremkach? Nareszcie mówisz moim językiem. – Harvey też się pochylił i pomagał mi wkładać foremki. Buchało w nas ciepłe powietrze z piekarnika. Dziwnie się czułam, mając go tak blisko. – Na ile nastawić?
– Dwadzieścia pięć minut. Powinno wystarczyć. – Otrzepałam ręce. – Wracamy do kart?

Zdążyliśmy omówić jedynie dwa pytania, podczas gdy babeczki się piekły. Wkrótce piekarnik zaczął wydawać z siebie dźwięki sygnalizujące, że już zakończył swoją pracę. Poczekałam, aż babeczki nieco ostygną, a potem delikatnie odklejałam je od foremek i przekładałam na talerz. Harvey w międzyczasie zdążył już pochłonąć trzy.
– Zaraz nic nie zostanie! – jęknęłam, uderzając go delikatnie w ramię.
– Nic na to nie poradzę. Są pyszne. Zmieniłem zdanie, nie dawajmy jej żadnych. – Sięgał ręką po kolejne, ale zabrałam talerz.
– Nie marudź. Idziemy.
– Musimy? – jęknął, wlokąc się za mną do drzwi. – I niby co jej powiemy? Dzień dobry pani, proszę ściszyć ten telewizor, bo oszalejemy?  
Tak naprawdę sama do końca nie wiedziałam, co mielibyśmy powiedzieć, ale zamierzałam iść na żywioł.
Z burczącym coś pod nosem Harveyem wyszłam na klatkę i zapukałam do drzwi sąsiadki. Telewizor jak zwykle był głośno, więc zeszło się, zanim usłyszała pukanie. Harvey oczywiście chciał już zwiać do siebie, ale nagle drzwi się otworzyły i stanęła w nich na oko sześćdziesięcioparoletnia kobieta z siwymi włosami obciętymi na krótko i ostrym wzrokiem, który jednak złagodniał, gdy spojrzała na babeczki. Obrzuciła nas podejrzliwym spojrzeniem, jednocześnie mocniej zaciskając pasek szlafroka.
– Dobry wieczór – odezwała się ostro.
– Dobry wieczór – odpowiedziałam, czując, jak drżał mi głos. – Przepraszamy za najście, ale upiekliśmy za dużo babeczek i… – Uniosłam do góry talerz. – Pomyśleliśmy, że się podzielimy.
– Za dużo? – burknął cicho Harvey za moimi plecami.
Przez chwilę taksowała nas uważnym spojrzeniem. Przez chwilę byłam pewna, że wyrwie mi talerz z babeczkami i zatrzaśnie nam drzwi przed nosem, ale w końcu przesunęła się i nas wpuściła.
No dobra, może i było trochę niezręcznie, gdy zaczęła krzątać się po maleńkiej kuchni, robiąc nam herbaty. Nikt nic nie mówił. Harvey z miną pełną politowania wpatrywał się w migający i buczący telewizor. Powoli i ja zaczynałam żałować swojego pomysłu. Nie wiedziałam, jak się zachować, zwłaszcza że była sąsiadką Harveya, a nie moją. Mnie jej telewizor aż tak nie przeszkadzał, bo nie musiałam tu spać.
– Pani tu mieszka? – zapytała nagle, taksując mnie wzrokiem znad czajnika. – Nie widziałam pani w okolicy. Spółdzielnia też nie informowała, że wprowadza się ktoś nowy, a znam się z nimi bardzo dobrze.
Poczułam się jak na przesłuchaniu. Na chwilę zabrakło mi słów, a Harvey rzucił mi spojrzenie mówiące „a nie mówiłem?”.
– Nie mieszkam tu – powiedziałam w końcu. – Jedynie odwiedzam kolegę.
– Ach, tak. – Podeszła do stołu z trzema szklankami. – Jeśli by pani szukała mieszkania, to polecam szukać tutaj. To raczej spokojna okolica. I cicha.
Harvey posłał mi kolejne spojrzenie i przewrócił oczami, zapewne reagując na słowo „cicha”.
Wolałam, żeby nie robił tych min, bo sąsiadka jeszcze by to zauważyła, dlatego czym prędzej spytałam:
– Długo już tu pani mieszka?
– Dwadzieścia pięć lat. Najpierw z mężem, ale potem umarł. Zawał. – Przez chwilę patrzyła w swoją herbatę. – Później z psem, ale też umarł. Teraz już nie chcę brać żadnego zwierzęcia. Kręgosłup już nie ten, a przy takim trzeba się namęczyć…
Czyli potwierdziły się moje słowa – była tu sama jak palec. Zrobiło mi się jej żal. Być może właśnie stąd wynikało obsesyjne oglądanie telewizji i jej ostre, nieufne spojrzenie.  
Wyciągnęła rękę po babeczkę i ugryzła kawałek.
– Bardzo dobra.
– Dziękuję. – Znowu zabrakło mi słów. To był jednak głupi pomysł. – My już pójdziemy, nie chcemy przeszkadzać. Ale… Jeśli… – Lekko się zawahałam. – Jeśli kiedykolwiek potrzebowałaby pani pomocy z zakupami czy innymi sprawami… proszę śmiało prosić o pomoc. – Znowu czułam się idiotycznie, ale w jakiś dziwny sposób czułam więź z tą kobietą. Wyszperałam z kieszeni spodni jakąś kartkę – wymiętą, ale starałam się nie zwracać na to uwagi – i dodałam: – Ma tu pani jakiś długopis? Zapiszę swój numer. Na wszelki wypadek.
Spojrzała na mnie z zaskoczeniem, jakby zdziwiona, że oferowałam jej pomoc, ale wstała i poszła do starej komody, która uginała się od różnych pudełek. Podała mi długopis, a ja nabazgrałam cyfry na kartce i podpisałam numer swoim imieniem. Gdy już kierowaliśmy się do wyjścia, nagle padło pytanie:
– Czy… przeszkadza wam mój telewizor? Wiem, że czasem jest dość głośno, ale postaram się go ściszać.  
– Bylibyśmy wdzięczni – powiedziałam z uśmiechem, po czym spojrzałam triumfalnie na Harveya, który wyglądał, jakby trzasnął go piorun. Na pewno nie spodziewał się takiego obrotu spraw.  
– Dobrze. Będę pamiętać. Bardzo ładna z was para – dodała, gdy byliśmy już przy drzwiach, a ja mało się nie potknęłam o próg, słysząc te słowa. Wiedziałam, że po prostu mylnie zinterpretowała fakt, że przyszliśmy razem, ale słysząc to, poczułam się… co najmniej dziwnie. Przecież tu nie pasowałam. Określenie „dziewczyny” należało tutaj do Kiry.
Tylko dlaczego jej tu nie było? A byłam ja?
– No dobra, to było niesamowite – powiedział Harvey po chwili, zamykając drzwi od swojego mieszkania. Podszedł do mnie z uśmiechem. – Chyba po raz pierwszy odezwały się w niej jakieś ludzkie odczucia. Nie sądziłem, że babeczki tyle zdziałają. Dzięki. – Jego uśmiech poszerzał się z każdą chwilą. – Sam bym na to nie wpadł.  
– A widzisz. – Też się uśmiechnęłam. – Wystarczyło zrobić coś miłego. Nie musieliśmy nawet o tym wspominać, sama zapytała.
– Uratowałaś mój słuch – zażartował, po czym pochylił się i krótko cmoknął mnie w policzek. To była chwila, ale moje serce od razu rzuciło się do galopu. Przez sekundę poczułam się, jakbym była wyjątkowa, co było idiotyczne. Pomogłam mu z jedną sprawą. To nie znaczyło, że na stałe zagoszczę w jego życiu. – Mogę zjeść resztę babeczek? – dodał z nadzieją w głosie i wyrazem twarzy podekscytowanego dziecka.
– Jasne – powiedziałam słabo.
Harvey ruszył w kierunku talerza z babeczkami i, mimo że nie prosiłam, podzielił resztę na pół, bym ja też mogła zjeść. Rzucił się łapczywie na swoją połowę, a ja uświadomiłam sobie, że nie trzeba wiele, by coś do kogoś poczuć. Sąsiadka już teraz uznała nas za parę. Dlaczego? Nigdy nie widziała Kiry? Wyglądaliśmy jak para? Przecież powiedziałam, że tylko odwiedzam kolegę. Może doszukała się w nas czegoś, czego nie było… tak samo jak ja.
Mogłam z łatwością wyobrazić sobie siebie w tym mieszkaniu. Podobały mi się te nasze wieczory z kartami, z whisky, choć nadal za nią nie przepadałam. Harvey po prostu miał w sobie coś, co sprawiało, że pragnęłam być bliżej niego.  
Co nie znaczyło, że cała nasza znajomość była idealna. Dzieliły nas niewypowiedziane sprawy. Nie powiedziałam mu o Gavinie, a on okłamywał mnie w związku z Kirą. Może nie chciał być osądzany, tak samo jak ja. Nie czułam się na tyle pewnie, by mu o wszystkim powiedzieć. Sprawa z Olivią sama ze mnie wyleciała, ale co do reszty… wolałam na razie trzymać buzię na kłódkę. On nawet słowem nie wspomniał o Kirze, choć dopiero co przedstawiał mi całą historię ze szczegółami! Chciał, bym wierzyła, że stanęło na tym, że ona go odrzuciła i tak zostało. Mimo wszystko było oczywiste, że to na niej mu zależało.  
To nie było moje miejsce. Nie należałam tu. Nie powinnam tu być. Czułam się obco, jakbym wkroczyła bez pozwolenia na prywatny teren. Włos, który znalazłam w kasku, równie dobrze mógł teraz leżeć w pościeli Harveya. Cokolwiek Kira zrobiła, wybaczył jej i byli razem. Więc co ja tu jeszcze robiłam?
– Wszystko w porządku? – Harvey zerknął na mnie znad trzymanej babeczki.
– Jasne. – Odwróciłam wzrok, szukając swojej torebki. – Cieszę się, że pomogłam z sąsiadką, ale muszę już iść.
– Dlaczego?
Nie odpowiedziałam, zajęta szukaniem wzrokiem torebki. Gdzie ja ją położyłam?
– Hej… – Poczułam, że do mnie podszedł. – Co się stało? Nie musisz jeszcze iść.
– Chyba jednak muszę. – W końcu ją znalazłam i powiesiłam na ramieniu. – Mam coś do zrobienia w domu, więc… – Nawet nie dokończyłam zdania, bo od razu poszłam do drzwi, chcąc jak najszybciej stąd wyjść. Harvey szedł za mną. Nie mogłam uwierzyć, że w ogóle tu przyszłam. Dałam się ponieść chwili. Teraz jednak niemal miałam łzy w oczach. Czułam coś do niego, a on był zakochany w innej. Wiedziałam to, a jednak pozwoliłam sobie na bycie nieostrożną. Jak mogłam wplątać się w coś takiego? – Dziękuję za gościnę – rzuciłam jeszcze przy drzwiach, trzymając już rękę na klamce. – Odezwę się.  
Sam mój ton sugerował, że tego nie zrobię. Musiałam zapomnieć. Przed oczami ciągle miałam Kirę, jej idealnie wyprofilowaną twarz. Musiałam pogodzić się z tym, że to było jej miejsce.  
– Stało się coś? Zrobiłem coś nie tak? – Przytrzymał drzwi, bym nie wyszła, patrząc na mnie pytająco. Czułam, że lada moment się zaczerwienię i powiem coś, czego będę żałowała.
– Nie, naprawdę. Nic nie zrobiłeś. Po prostu przypomniałam sobie, że…
– Kłamiesz – przerwał mi, zanim zdążyłam wymyślić wiarygodną wymówkę. Wytrzeszczyłam oczy. – Powiedz, o co chodzi. Dopiero co piekliśmy babeczki, a teraz nagle chcesz uciekać?
– Wcale nie uciekam – zaprzeczyłam, czując, że nie ma to żadnego sensu. Przejrzał mnie.
Przyglądał mi się przez chwilę, po czym westchnął.
– W porządku. Skoro chcesz iść, nie będę cię zatrzymywał. – Zabrał rękę z drzwi. Byłam wolna. Mogłam iść.  
Jednak nogi miałam jak przyrośnięte do podłogi.
– W takim razie… do zobaczenia. – Nacisnęłam na klamkę i przymknęłam oczy, nienawidząc się za tak płytki tekst, kiedy usłyszałam jeszcze ciche:
– Aurora…
– Tak? – Odwróciłam się lekko w stronę Harveya.
Przez chwilę miał na twarzy zagubienie, a potem szybko przysunął się w moją stronę i delikatnie mnie pocałował – tym razem już nie w policzek, prosto w usta, delikatnie musnął moje wargi swoimi, jednocześnie obejmując mnie ręką w talii. Wszelkie myśli zniknęły. Nie potrafiłam nawet zastanowić się, dlaczego to zrobił, byłam w stanie jedynie odwzajemnić pocałunek, smakować jego wargi, które smakowały teraz whisky i babeczkami. Pocałunek był ostrożny, ale jednak stanowczy. Z początku nasze usta stykały się nieśmiało, aż w końcu wkradła się namiętność, która zaowocowała pulsowaniem między nogami. Wtedy się od niego oderwałam, nadal będąc w szoku. Co tu się, do cholery, odwaliło?
Zanim zdążył coś powiedzieć – i zanim ja zdążyłam pomyśleć – odwróciłam się i tym razem wypadłam gwałtownie przez drzwi, zbiegając w dół po schodach. Nie mogłam teraz spojrzeć mu w oczy.

Boże, co tam się stało? Będąc już na zewnątrz, oparłam się plecami o ścianę budynku i wzięłam kilka głębokich wdechów. Dopiero wtedy mogłam racjonalnie pomyśleć. Czerwień z policzków powoli znikała. Wciąż czułam na wargach jego smak.
Dlaczego mnie pocałował? To przez alkohol? Nie, przecież nie byliśmy nawet pijani. Wyraz wdzięczności za pomoc z sąsiadką? Bzdura. Nic z tego nie rozumiałam. Byłam przekonana, że był z Kirą, że to z jej powodu był tak szczęśliwy. Czy to przez moje wyznanie, że zmarła mi siostra? Byłby w stanie to zrobić z litości?
Miałam w głowie mętlik. Chciałam wrócić do domu. Nie wzywałam taksówki, bo wydałabym na nią majątek. Wolałam się przejść. Było chłodno i miałam do domu spory kawałek, ale potrzebowałam oczyścić myśli.  
Kim dla niego byłam, skoro Kira nadal była obecna w jego życiu? Jaką rolę w nim pełniła, a jaką ja? A może był aż takim playboyem, że jedna dziewczyna mu nie wystarczała i musiał mieć dwie?
Nagle wpadła mi do głowy myśl tak oczywista, że aż przystanęłam na chodniku. To było takie proste. Przecież wiedziałam, co Kira mu zrobiła. Pewnie chciał się na niej odegrać za to, że go okłamywała, zostawiła dla innego, zrobiła z niego wariata, który tylko wymyślił sobie ich związek. Chciał pokazać, że on też może ją zranić. Bo niby w jakim innym celu spotkałby się ze mną, w dodatku tylko wtedy, gdy przypadkiem sobie o mnie przypominał? W jakim innym celu by mnie pocałował, skoro nie mówił mi prawdy? Zamydlił mi oczy kartami, dzięki którym mieliśmy się lepiej poznać, a teraz…
Czułam się jak najgorszy śmieć. Po policzku spłynęła mi łza, ale natychmiast została zdmuchnięta przez ostry podmuch wiatru. Otuliłam się szczelniej kurtką.
Nie mogłam uwierzyć, że wplątałam się w coś takiego.

Odwlekałam to do ostatniej chwili, ale w końcu musiałam to zrobić.  
Wybrałam numer i czekałam.
– Halo?
– Cześć, Darren. – Odchrząknęłam, bo mój głos brzmiał, jakby ktoś zmiksował go z głosem innej osoby. – Przepraszam, że mówię to dopiero teraz, ale nie będę mogła przyjść jutro do pracy. Przeziębiłam się.
Usłyszałam przeciągłe westchnięcie, ale wiedziałam, że raczej nie będzie robił mi problemów. Wiedział, że nie brałabym wolnego, gdybym naprawdę nie była chora. Usiłowałam przegnać przeziębienie, by nie musieć do niego dzwonić, ale nic z tego. Wyglądałam okropnie, a czułam się jeszcze gorzej.
– W porządku. Zadzwonię do Julie. Zadzwoń, jak poczujesz się lepiej.
Koniec rozmowy. Właściwie byłam mu za to wdzięczna, bo nie czułam się na siłach, by z kimkolwiek rozmawiać. Podejrzewałam, że biegnięcie w deszczu do samochodu Gavina, a potem nocny spacer do domu w zimnym wietrze zrobiły swoje. Mój organizm odwdzięczył mi się za to katarem, kaszlem i samopoczuciem tak złym, że miałam ochotę tylko spać – jednak nie mogłam, bo ciągle miałam zatkany nos i kichałam. Nienawidziłam być chora.
Przynajmniej mogłam posiedzieć trochę w domu. Ubrana w grube skarpety, dres i bluzę z kapturem leżałam w łóżku zakopana pod kołdrą i nadrabiałam seriale. Musiałam przyznać, że była to swego rodzaju ulga – nie musieć nigdzie wychodzić, nigdzie się nie spieszyć. Mama ugotowała mi ogromny garnek rosołu i jadłam tylko to, bo na nic innego nie miałam ochoty.
Gdy wieczorem zeszłam zrobić sobie herbatę, mama spojrzała na mnie zmartwionymi oczami.
– Nie wyglądasz dobrze.
– Wiem.
– Chyba powinnaś pójść do lekarza. Przepisze ci jakiś antybiotyk, bo nic innego nie działa…
– Zobaczę. Może mi przejdzie za parę dni. – Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Mama poszła otworzyć, a mnie absolutnie nie obchodziło, kto się do nas dobijał. Zalałam herbatę wrzątkiem, a po chwili usłyszałam stłumiony głos:
– Dobry wieczór. Zastałem Aurorę?
Z wrażenia mało nie przewróciłam kubka. To był Gavin. Co on tu robił, do cholery? Od razu dostałam ataku kichania. Poczułam się jeszcze gorzej, gdy zobaczyłam, jak wchodzi do kuchni razem z moją mamą.
– Aurora, ktoś do ciebie – powiedziała, rzucając mi pytające spojrzenie.
Sama chciałam wiedzieć, co tu się odwalało. Wyglądałam jak gówno i na pewno nie chciałam w tym stanie oglądać jak zwykle eleganckiego Gavina, który tak po prostu przychodził sobie do mojego domu.
Mama poszła do salonu i zamknęła za sobą drzwi, za to ja w bezbrzeżnym zdumieniu wpatrywałam się w mężczyznę stojącego przede mną.
– Co ty tu robisz? – syknęłam, a on uniósł ręce do góry.
– Przepraszam, że niepokoję, ale przychodzę w pokojowych zamiarach. Sprzątałem w samochodzie i znalazłem to. – Wyjął coś z kieszeni i wyciągnął w moją stronę. – Zakładam, że to twoje.
Wpatrywałam się tępo w jego rękę, w której błyszczał mój złoty naszyjnik z kolibrem. Cholera. Moja ręka automatycznie powędrowała do szyi. No tak. Założyłam go na kolację, a później byłam tak zajęta myśleniem o Harveyu, że nawet nie zauważyłam, że go zgubiłam. Poczułam, jak spada na mnie ogromne poczucie winy. Przecież dostałam go od Olivii. Gdyby się nie znalazł, nie wybaczyłabym sobie tego.
Zgarnęłam go z ręki Gavina, jednocześnie patrząc mu przepraszająco w oczy.
– Dziękuję – powiedziałam cicho. – Nawet nie masz pojęcia, ile on dla mnie znaczy.
Jego wzrok nieco złagodniał. Obrzucił mnie taksującym spojrzeniem i powiedział:
– Nie ma za co. W każdym razie, pójdę już. Chyba nie czujesz się najlepiej…
– Przeziębiłam się, więc może masz rację. Idź, jeszcze cię zarażę. – Już miałam zaproponować odprowadzenie go do drzwi, gdy nagle z salonu wyszła mama.
– Już pan wychodzi? – odezwała się.
– Przyniósł mi tylko naszyjnik, który zgubiłam – powiedziałam delikatnie. Mama natychmiast zorientowała się, o który naszyjnik chodziło i jej oczy rozszerzyły się lekko. Wiedziała, jak ważny był dla mnie ten złoty wisiorek. Na pewno zastanawiała się, skąd znam Gavina. Miałam zamiar jej wszystko powiedzieć… ale ona odezwała się:
– Dziękujemy. Ten naszyjnik… znaczy dużo dla Aurory. Proszę, niech pan zostanie na herbatę.
– Mamo – syknęłam cicho w jej stronę. – Gavin ma na pewno coś ważnego do zrobienia w pracy, a zresztą ja jestem chora…
– Aurora, ten miły człowiek znalazł twój naszyjnik, który dostałaś od siostry. – Przyszpiliła mnie ostrym spojrzeniem. – Możesz chociaż odwdzięczyć mu się szklanką dobrej herbaty.
Czułam się pokonana. Gavin chyba zrezygnował ze swojego pomysłu wyjścia stąd, bo stał nieruchomo. Stanowczość mojej mamy potrafiła przekonać każdego.
– Czemu nie – wycedziłam przez zęby, godząc się z faktem, że czeka mnie najdziwniejsza herbata w moim życiu.

Choć nie chciałam kontynuacji tej dziwacznej wizyty, wkrótce okazało się, że niepotrzebnie się stresowałam, ponieważ prawie nie uczestniczyłam w rozmowie – Gavin rozmawiał głównie z moją mamą, która wyraźnie była pod jego wielkim wrażeniem. W sumie nic dziwnego – zobaczyła w drzwiach wysokiego, przystojnego, elegancko ubranego mężczyznę, który przyniósł jej córce zagubiony naszyjnik. Wyraźnie jej zaimponował. Nawet nie wiedziałam, o czym gadali. Wkrótce przeniosłam się z własną herbatą do salonu, gdzie usiadłam przy kominku, marząc o tym, by się położyć. Z kuchni dobiegały rozmowy i śmiechy. Zastanawiałam się, jaki kit Gavin wcisnął mojej mamie, co powiedział o początku naszej znajomości. Gdyby się przyznał, że chciał mnie przekupić, mogłabym dać mu punkty za szczerość, ale było oczywiste, że tego nie zrobi.
Potem jednak przypomniałam sobie, że sama nie byłam szczera w stosunku do Harveya i w duchu westchnęłam. Nikt nie był idealny. Każdy z nas trochę kłamał.
Wkrótce wrócił tata i zapewne był zdziwiony tym, że mama urządzała sobie w kuchni plotki z jakimś facetem, ale miałam to gdzieś. Czułam się cholernie zmęczona, a kominek tak miło trzaskał… było tak przyjemnie ciepło…
Nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam. Obudziłam się zdekoncentrowana, z zatkanym nosem, ale nieco bardziej wypoczęta. Ktoś przykrył mnie kocem. Kominek był już ciemny i zimny. Gdy podniosłam się do pozycji siedzącej, nie słyszałam już Gavina, a jedynie przyciszone głosy rodziców, które brzmiały, jakby byli czymś podekscytowani. Wzięłam do ręki kubek po herbacie i podreptałam do kuchni.  
– Jak się czujesz? – zapytała mama od razu, jak mnie zobaczyła. – Musiałaś być wyczerpana, skoro zasnęłaś, mając gościa…
– To nie był mój gość. Nie zapraszałam go. Jestem chora, to nie moja wina. – Wstawiłam kubek do zlewu i oparłam się o blat, krzyżując ręce na klatce piersiowej. – O czym tak zawzięcie gadaliście?
– Przede wszystkim chciałam się dowiedzieć, skąd się znacie.
Oczywiście.
– I co ci powiedział?
– Że jest klientem kawiarni i stamtąd cię kojarzył, a później prosił cię o przysługę.
Cicho prychnęłam pod nosem. Prosił o przysługę. No, można było to ująć i w ten sposób.
– Można tak powiedzieć – mruknęłam. – Co i tak nie wyjaśnia, dlaczego go zaprosiłaś. Jest dla mnie praktycznie obcy.
– Byłam po prostu uprzejma, ale… – Mama spojrzała z uśmiechem na tatę. – Możliwe, że bardzo nam się to opłaci.
– Nie rozumiem. – Zmarszczyłam brwi.
– Trochę rozmawiałam z Gavinem o naszej sytuacji i… zaoferował, że załatwi tacie pracę w swojej firmie. Mówił, że to bardzo dobra posada, a on ma kontakty. – Mamie aż świeciły się oczy. – Dzięki temu moglibyśmy dużo szybciej wyjść z tego dołka.
Przeniosłam zszokowane spojrzenie na tatę, który też się uśmiechał.  
– I… nie przeszkadza wam to? Że jakiś obcy człowiek „załatwi” ci pracę? – zapytałam z niedowierzaniem.
– Tonący brzytwy się chwyta. – Tata wstał i podszedł do lodówki, z której wyciągnął piwo. – Nie mów tak, jakby to miało być jakieś oszustwo. Pójdę na rozmowę kwalifikacyjną, jak zawsze. Sama jednak dobrze wiesz, że czasem trzeba mieć szczęście i odpowiedniego człowieka, by coś komuś podszepnął.
Nie miałam siły na taką dyskusję. Dalej będąc w szoku, poszłam do swojego pokoju, usiłując sobie to jakoś poukładać. A więc Gavin tak po prostu przyszedł do mnie do domu i już oczarował moją mamę. W dodatku chciał załatwiać tacie jakąś pracę u siebie w firmie. Nie wiedziałam czemu, ale wkurzało mnie to. Zachowywał się, jakby już tu przynależał, a to była moja rodzina, a nie jego.
Z drugiej strony… to bardziej wynagrodziłoby mi jego zachowanie niż jakaś kolacja w wykwintnej restauracji. W końcu tata miał wykształcenie informatyczne, a taka posada na pewno wiązała się z wyższą pensją – dużo wyższą niż tą, którą otrzymywał jako ochroniarz w galerii handlowej. Jeśli by się udało, to naprawdę postawiłoby nas na nogi. Sama nie wiedziałam, co o tym myśleć.  
Dostałam jakąś wiadomość, więc sięgnęłam po telefon.
GAVIN: Powiedz tacie, żeby przyszedł na rozmowę za dwa dni na 12:00. Jestem pewien, że świetnie mu pójdzie. Przepraszam, jeśli się zapędziłem, ale twój ojciec jest za inteligentny, by pracował w galerii na stanowisku ochroniarza. Chcę dać mu szansę na coś lepszego.
Wpatrywałam się w ekran z mieszanymi uczuciami. Nie wiedziałam, jak na to zareagować, dlatego nie odpisałam na tę wiadomość, ale wbrew sobie czułam, jak zmieniają mi się uczucia względem Gavina. Jeśli rzeczywiście dzięki niemu mieliśmy wyjść z tego finansowego dołka… cóż, miałabym już drugą rzecz, za jaką mogłabym być mu wdzięczna.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4324 słów i 24354 znaków.

2 komentarze

 
  • agnes1709

    Dziwnie spokojna część (no, prawie):D Ciekawe, czy ta pomoc z robotą nie ma jakiegoś drugiego dnia (choć myślę, że nie). Harvey sam nie wie, czego chce, taka typowa metka faceta. Na myśl o Kile robi mu się mokro, czego Aurora nie mogła nie zauważyć, a tu jakieś całusy? Ach, chłopy...:smh:

  • candy

    @agnes1709 prawie prawie :D Harvey nie wie czego chce, a jak się dowie, to już mu Gavin zabierze  :rotfl:

  • agnes1709

    @candy To spojler?:lol2: Nie, tylko nie gajer, litości. Pozory mogą mylić, ale wątpię, aby był luzakiem.

  • candy

    @agnes1709 żaden spoiler :D gdzieżbym śmiała

  • aile

    Czytam twoje opowiadanie od początku i z każdym kolejnym rozdziałem zastanawia mnie sytuacja opisana w prologu. Dwóch mężczyzn. Czy to nie skończy się tak, że Aurora będzie musiała wybrać między Gavinem, a Harveyem? A może pojawi się ktoś jeszcze? Czuję, że Kira i Gavin coś tutaj namieszają. A co do Harveya i pocałunku... myślę, że ma szczere zamiary i nie chce wykorzystać ani zranić głównej bohaterki, jednak sam nie jest jeszcze do końca pewien czego chce. Wciąż ma złamane serce. Aurora od razu wyciągnęła wnioski, iż znów związał się z Kirą... jednak to nie było nigdzie powiedziane, prawda?
    Naprawdę fajne opowiadanie, chętnie przeczytałabym coś twojego w papierowej formie ;D

  • candy

    @aile właśnie na tym częściowo polega jej problem, że sama wyciąga wnioski, bo nie pyta wprost - co życia jej nie ułatwia :D co do papierowej wersji to niestety mam już za sobą dwie nieudane przygody z dwoma wydawnictwami, więc chyba na razie zostaje mi tylko Internet 🙃

  • aile

    @candy nawiązując jeszcze do samodzielnego wyciągania wniosków - można przez to mocno skomplikować sobie życie, masz rację. Zastanawia mnie tylko, jak bardzo skomplikuje się ono Aurorze. Sercem jestem za Harveyem 😅
    Mimo wszystko będę trzymać za ciebie kciuki, powodzenia 😉