Iluzja – rozdział 16

Iluzja – rozdział 16Co ja zrobiłam?
W głowie miałam mętlik.
Czy ja właśnie pocałowałam Gavina?
I to jak.
Pocałunek z Harveyem był z początku delikatny, ostrożna namiętność przyszła po chwili – tutaj jednak ogarnęło mnie jakieś dzikie pożądanie i przyciągałam go do siebie, by był jak najbliżej, całowałam tak zachłannie, jakby od tego miało zależeć moje życie. Nie poznawałam siebie w tej chwili. Czułam, że to było złe i jednocześnie… cholernie dobre. Miałam wrażenie, że odżyłam. Tak cholernie dobrze było czuć na sobie męskie dłonie, dotykające mnie z zapałem i pożądaniem.
Gavin nie był tak ostrożny jak Harvey. Gavin wyleczył się z Kiry. Gavin był zdecydowany. Może właśnie to tak mi się podobało?
W końcu odzyskałam rozum. Oderwałam się od niego, ciężko dysząc. Natychmiast zrobiło mi się głupio, czułam, że na twarzy mam wypieki. Zrobiłam wręcz piękne przejście od „nie wiem, czy ci ufam” do szaleńczego całowania się z nim na stole bilardowym.
– Wow. To było… – Gavin też miał urywany oddech. Wyciągnął rękę i delikatnie pogłaskał mnie po policzku.
– Nie wiem, czemu to zrobiłam. – Od razu zaczęłam się tłumaczyć. – Przepraszam. Nie powinnam była… to skomplikowane…
Nagle urwałam.  
Czy właśnie powiedziałam Gavinowi tę samą wymówkę, którą uraczył mnie Harvey?
Kiedy i jak wplątałam się w ten popieprzony trójkąt miłosny?
– Muszę iść – powiedziałam szybko i wybiegłam do salonu, jakby gonił mnie sam diabeł. Szybko zgarnęłam torebkę, ale Gavin zdążył mnie dogonić.
– Nie idź. Ja też chciałem cię pocałować. Już od dawna. – Nachylił się, chyba by zrobić to ponownie, ale ja się odsunęłam.  
Faktycznie byłam tchórzem.
– Do zobaczenia na kolacji wigilijnej – wypaliłam i poszłam szybko do wyjścia – które w tym przypadku było windą.
– Poczekaj. Odwiozę cię!
– Nie trzeba! – Już byłam jedną nogą w otwartej windzie. Na szczęście szybko się zamknęła, pozostawiając Gavina z rozczarowaną miną i mnie – kompletnie rozpaloną oraz z pustką w głowie. – Jesteś głupia – jęknęłam do samej siebie. – Coś ty zrobiła?

Do domu wróciłam taksówką, co w obecnej sytuacji wydawało się najlepszym rozwiązaniem. Odpychałam od siebie wszelkie myśli o tych dwóch mężczyznach, którzy zajęli mi myśli. Kiedy to się stało? Kiedy wdałam się w takie relacje z jednym i drugim? Kiedy zaczęło mi zależeć na nich obojgu?
Już nic nie rozumiałam. Nawet samej siebie. Czy to ja bawiłam się ich uczuciami, czy oni moimi? Czy cały ten bałagan był przez Kirę? Ona wszystko zaczęła. Bawiła się nimi, chodziła od jednego do drugiego. Tak samo jak ja teraz.
Na myśl o porównaniu siebie do niej poczułam obrzydzenie. Nie. Nie byłam taka. Nie zależało mi na pieniądzach Gavina. Nie wmówiłam Harveyowi, że nic między nami nie było. Nic z tego wszystkiego nie zrobiłam specjalnie, a jednak moja obecna sytuacja wyglądała nieciekawie.
Nie miałam nawet czasu wszystkiego sobie ułożyć i przemyśleć, bo już jutro Gavin przychodził do nas na kolację.  

Czułam na sobie jego cholerny wzrok od momentu, kiedy wszedł do nas do domu. Uparcie go jednak unikałam. Panika jednak pojawiła się w momencie, gdy wniósł do salonu trzy paczki, owinięte charakterystycznym świątecznym papierem. Jak pieprzony Święty Mikołaj przynoszący prezenty dzieciom. Miałam mu coś kupić? Nawet o tym nie pomyślałam. Nie powinno go tu być. Miałam tylko skromne prezenty dla rodziców, dla niego nic. Rany, jakie to było niezręczne.
Moja mama oczywiście zaczęła protestować, gdy podał jej paczkę owiniętą papierem we wzór reniferów – i nie dziwiłam jej się, bo znając Gavina, w środku było coś drogiego. On jednak z uśmiechem nalegał, by przyjęła prezent, bo choć tak może odwdzięczyć się za zaproszenie go. W końcu uległa i z uśmiechem zaczęła delikatnie rozrywać papier. Druga paczka powędrowała do mojego taty, a ostatnia, najmniejsza – do mnie.  
– Ja nic dla ciebie nie mam – powiedziałam cicho, czując się jak idiotka.
– To nic. Wystarczy mi twoja obecność. – Schylił się i delikatnie pocałował mnie w policzek. – Rozpakuj.  
Z wahaniem rozdarłam papier, by odkryć pudełeczko od jubilera. W środku były kolczyki – najpiękniejsze, jakie w życiu widziałam. Krótkie, wiszące, prawdopodobnie z białego złota, z kryształem w kolorze ciemnego granatu. Oszołomiona, wpatrywałam się w nie, jakby były nie z tego świata. Przerażało mnie, ile musiały kosztować.
– Nie mogę tego przyjąć – wyjąkałam, nieświadomie przesuwając pudełeczko w stronę Gavina. I mówiłam prawdę. Kolczyki były przepiękne, ale zapewne kosztowały fortunę i obawiałam się, że będę się bała je nosić, by przypadkiem ich nie zgubić.
– Możesz i przyjmiesz. – Odsunął się z uśmiechem. – Są Święta. Poza tym, nie wypada nie przyjmować prezentów.
Czułam na nas wzrok mojej mamy, więc czym prędzej podziękowałam i zaproponowałam, byśmy usiedli do stołu. Nie mogłam dłużej znieść tego napięcia.
Przy jedzeniu trochę się rozluźniłam. Rozmowa jak zwykle toczyła się bez mojego udziału i byłam za to wdzięczna. Zerkałam ukradkiem na Gavina i starałam się odzyskać swój zdrowy rozsądek. Myślałam też o Harveyu – czy mówił prawdę o Kirze? To był już koniec między nimi, czy może też była z nim, u jego rodziny? Czy pili razem whisky, tak jak niegdyś my? To było cholernie przykre – to, że mu nie wierzyłam. Nie wiedzieć czemu, nie potrafiłam mu w pełni zaufać. On też nie starał się tego zaufania zdobyć. Gavin, jakimś cudem, zapracował na nie. Był tu, cały czas, starał się, o co nigdy bym go nie podejrzewała. Role się odwróciły, a ja nie poznawałam samej siebie.  
W końcu dopadły mnie też wspomnienia z zeszłego roku. Powinnam się cieszyć z tej kolacji, ponieważ rok temu takiej nie mieliśmy. Było to jednak niemożliwe. Rok temu mimo wszystko nadal byliśmy rodziną.
Nie sądziłam, że którekolwiek Święta będziemy zmuszeni spędzać w szpitalu, ale nie obchodziło mnie to. Byłam zbyt zajęta próbami utrzymania na twarzy miernego uśmiechu, który był w stu procentach fałszywy. Nie chciałam jednak, by Olivia wiedziała, jak bardzo się martwię. Jej stan się pogarszał. Lekarze dawali jej miesiąc, może dwa.
Nie mogłam przyjąć tego do wiadomości. Nie chciałam. Nie potrafiłam. To była moja siostra! Moja przyjaciółka. Nawet w dzieciństwie mało się kłóciłyśmy. Nie byłyśmy typowym rodzeństwem, które walczy ze sobą o najmniejszą rzecz. Od początku się przyjaźniłyśmy. Byłam jej starszą siostrą, opiekowałam się nią, czesałam jej włosy. Później role się odwróciły – to ona, mimo że młodsza, zachowywała się, jakby była starsza i często dawała mi różne rady. Była wybuchowa, energiczna, odważniejsza niż ja, co często powodowało, że w pewnych sprawach była mądrzejsza i bardziej doświadczona. Potrzebowałam jej jak powietrza. A ona miała mnie zostawić? Nie zasługiwała na to. Nie zasługiwała, by zachorować, by walczyć z rakiem, a na koniec i tak przegrać.
Chyba wypłakałam już wszystkie łzy, a oczy i tak ponownie mnie zapiekły.  
– Powinniście jeść w tej chwili dobre i niebywale kaloryczne rzeczy, a nie siedzieć tu i wdychać te chemikalia – wychrypiała nagle Olivia. Popatrzyłam na nią z rozpaczą. Jasnobrązowe włosy, niegdyś długie i puszyste, teraz zwisały żałośnie po obu stronach jej twarzy. Nie zostało ich już za wiele. Radio i chemioterapia zrobiły swoje.
– Nigdzie nie idziemy. – Chwyciłam ją za przeraźliwie zimną rękę, starając się odepchnąć od siebie myśl o tym, jaki apetyt miała kiedyś Olivia i jak uwielbiała Święta – teraz prawie nic nie jadła. Była tak chuda, że można było ją uznać za anorektyczkę. Samo patrzenie na nią bolało. – Będziemy tu z tobą. Cały czas.
Pokiwała głową i przymknęła oczy, a ja w końcu pozwoliłam sobie na łzy. Nie szlochałam jednak, płakałam najciszej, jak się dało. Nie chciałam dobijać siostry jeszcze bardziej.  
Umówiłam się wtedy na cytologię i przyrzekłam sobie, że będę ją robić regularnie. Już nigdy nie zapomnę. Nie chciałam dołączać do Olivii. Nie chciałam umierać.

Chciałam tylko, żebyśmy obydwie żyły.
Zamrugałam gwałtownie, odganiając łzy. To nie był dobry moment na takie wspomnienia.
Zwłaszcza że Olivia ochrzaniłaby mnie solidnie za to, co teraz wyprawiałam ze swoim życiem.
Rodzice chyba domyślili się, że myślałam o siostrze, ale nie wyrywali mnie z zamyślenia i pozwolili, bym siedziała cicho. Na pewien czas kompletnie się wyłączyłam. Ocknęłam się dopiero wtedy, gdy mama zarządziła, że czas na wspólne zdjęcie. Mogłam się domyślić, że to zaproponuje – kiedyś miała obsesję na punkcie fotografii. To było jej pasją. Urywek został do dziś. Wstaliśmy od stołu i ustawiliśmy się przy choince, a mama włączyła aparat i ustawiła samowyzwalacz. Przez parę następnych minut musieliśmy się uśmiechać i patrzeć w obiektyw, a mój uśmiech po raz kolejny był sztuczny. Czułam złość. Nie wiedziałam tylko czemu.
Miałam dość tej niezręcznej kolacji, dlatego ulżyło mi, kiedy jedzenie się skończyło. Rzuciłam się, by pomóc mamie sprzątać, a tata z Gavinem schowali się w salonie i o czymś zawzięcie rozmawiali. Przez chwilę im się przyglądałam. Chyba gadali o inwestycjach. Śmiali się jak najlepsi przyjaciele. Ten widok wywoływał u mnie dziwne uczucia. Gavin wcale nie wyglądał, jakby był u obcych ludzi. Pasował do tego obrazka, pasował do tego domu. Wyglądał, jakby był tu od zawsze.
W pewien sposób mi to przeszkadzało.
– Kolacja się udała, prawda? – zapytała mnie mama z obawą, gdy wróciłam do kuchni. – Bałam się, że coś źle zrobiłam… a ta ryba była trochę przesolona…
– Wszystko było dobre – zapewniłam ją. – Gavin na pewno się nie rozczarował.
– Dowiem się w końcu, co was łączy?
Dobre pytanie.
– Nic nas nie łączy – odparłam po chwili. – Po prostu… znamy się. I tyle. To wy zaprosiliście go do naszego domu. To on zajął miejsce… – urwałam. Nagle zrozumiałam, dlaczego wcześniej czułam taką irytację i złość. Tak jakby mama na siłę chciała zapchać Gavinem to nieszczęsne puste miejsce przy stole.  
– Nie zajął jej miejsca, Aurora. Nikt nigdy go nie zajmie. – Łamiący się ton mamy złamał mi serce. Czym prędzej wyszłam do jadalni przynieść resztę naczyń. Chciałam już położyć się do łóżka.  
Nagle ktoś pociągnął mnie lekko za łokieć. Nawet nie zauważyłam, kiedy Gavin wyszedł z salonu. Zdążył się już pożegnać z moimi rodzicami i wychodził.
– Wyjdziesz ze mną na chwilę na zewnątrz? – szepnął mi do ucha, aż poczułam ciarki na całym ciele. Nie chciałam tak na niego reagować, ale stało się. Teraz ciężko było to zmienić.  
W milczeniu ubrałam buty i kurtkę i wyszłam z nim do naszego małego ogródka. Przy furtce stał zaparkowany jego samochód, ale domyślałam się, że nieprędko tam wsiądzie. Zapewne czekała mnie długa rozmowa o tym, co stało się wczoraj.
– No więc… – zaczął, obracając się do mnie przodem. – Zamierzasz ze mną porozmawiać o wczorajszej sytuacji?
– Nie – powiedziałam natychmiast, a on roześmiał się krótko.
– Daj spokój, nie zachowuj się jak dziecko.
– Po prostu nie wiem, czego oczekujesz. Powiedziałam ci, że to był błąd…
– Dlaczego? – przerwał mi. – Tylko dlatego, że uparłaś się, by zaszufladkować mnie jako tego złego?
– To nieprawda…
– Prawda, prawda. Wciąż patrzysz na mnie tak, jakbyś tylko czekała, aż znowu walnę jakąś gafę. – Podszedł bliżej i ujął moją twarz w dłonie, aż zadrżałam. – Nie udawaj. Nie uciekaj. Nie zaprzeczaj. Ten pocałunek… to była magia. Nigdy nie czułem czegoś takiego. Wiem, że ty też to czułaś.  
Jak mogłam zaprzeczyć? Miałam wrażenie, że nagle byłam sparaliżowana przez jego dotyk.
– Czułam – powiedziałam cicho. – Ale… to nie znaczy, że chcę to powtórzyć.
– Daj mi szansę – powtórzył, już nie wiedziałam po raz który. – Odpuść mi w końcu trochę. Pozwól sobie na chwilę nieostrożności. Myślisz, że po naszych początkach znowu zrobiłbym jakieś głupstwo, żeby cię rozczarować? Stracić cię całkowicie?  
Po krótkiej chwili potrząsnęłam głową.
– Nie. Widzę, że jesteś inny. Widzę, że się starasz – powiedziałam szczerze.
– Więc daj mi szansę – powtórzył. – Chodź ze mną na randkę.
Randka. To słowo brzmiało tak dziwnie w jego ustach – ale i tak poczułam podekscytowanie.
– Dobrze – powiedziałam od razu, a Gavin jakby się zdziwił moim brakiem wahania. Uśmiechnęłam się delikatnie. – Ale tym razem ja wybieram miejsce. W porządku?
Uśmiechnął się szeroko.
– Jasne. Pójdziemy gdzie tylko chcesz.
Randka z Gavinem – to brzmiało niemal nierealistycznie.  
Ale mimo wszystko czułam podekscytowanie.

Umówiliśmy się na randkę po Sylwestrze. Widziałam to jako pewną metaforę zaczęcia nowego etapu w życiu w nowym roku. Dałam sobie parę dni na myślenie o tym, gdzie mielibyśmy iść. Przeszukiwałam Internet, aż w końcu… znalazłam. To zdecydowanie było dobrym pomysłem na randkę – eliminowało ryzyko tego, że po raz kolejny rzucimy się na siebie i zaczniemy bez pamięci całować. Trzymałam ten plan w tajemnicy przed Gavinem, bo chciałam zobaczyć jego minę. Widać było, że się tego nie spodziewał.  
– Kolacja w ciemności? – powtórzył.
– Tak – odparłam z uśmiechem.
– To… ciekawe.
– Owszem. Nawet bardzo. Nie rób takiej przerażonej miny. Najwyżej się ubrudzisz. – Parsknęłam śmiechem na widok jego twarzy. – Dobrze, że nie włożyłeś garnituru.
Właśnie dlatego wybrałam taką, a nie inną atrakcję – chciałam ponownie zobaczyć tę mniej poważną stronę Gavina; taką, jaka ujawniła się podczas robienia ciasta na pierniczki. Lubiłam, gdy zrzucał swoją poważną maskę i momentami zachowywał się jak dziecko. Czułam, że podczas tej kolacji możemy się nieźle bawić.
Na samym początku zgromadziliśmy się z innymi ludźmi, którzy zrobili rezerwację na tę samą godzinę i usłyszeliśmy parę słów na temat kolacji – potrawy zostały przygotowane tak, by można było spożywać je w ciemności, bez udziału wzroku. W miejscu, do którego zostaniemy zaraz wprowadzeni, nie będzie nawet odrobiny światła. Wyostrzą nam się zmysły słuchu oraz smaku. Menu owiane jest tajemnicą. Będziemy musieli zgadnąć, co będzie znajdowało się na naszych talerzach, co wcale nie będzie łatwym zadaniem.
Musiałam przyznać, że bardzo się na to cieszyłam.
Kelnerzy z noktowizorami poprowadzili nas do stolików. Dawno nie znajdowałam się w takiej ciemności, ciągle się bałam, że się potknę i wywalę. W końcu jednak wylądowałam przy stoliku. Nic nie widziałam. Z jednej strony to dobrze – właśnie o to mi chodziło, by wyeliminować bodźce wzrokowe i skupić się na Gavinie, a nie na tym, jak wyglądał – ale z drugiej strony czułam się idiotycznie.  
– Jesteś tam? – usłyszałam jego głos, zaskakująco blisko.
– Jestem. Choć to trochę dziwne.
– Trochę? Nawet w nocy jest jaśniej.
– Ćśśś. O to chodzi. Skupmy się na pozostałych zmysłach. – Akurat poczułam jakiś piękny zapach i ruch obok siebie. Kelnerzy zaczęli już roznosić jedzenie. – Jestem strasznie ciekawa.  
Zaczęliśmy od przystawki; później pojawiło się danie główne i zimne napoje. Musiałam przyznać, że to było kompletnie nowe i zaskakujące doświadczenie. Byłam wdzięczna, że nikt oprócz kelnerów mnie nie widział, bo zapewne jadłam jak małe dziecko, które dopiero odkrywa i wykształca u siebie zdolności manualne. Starałam się jeść tak, by się nie pobrudzić i niczego nie przewrócić. Definitywnie zwiększało to świadomość swoich ruchów przy stole.
Przez większość czasu nie miałam pojęcia, co jadłam, ale wszystko było przepyszne. Ta ciemność chyba sprawiła, że bardziej się otworzyłam, bo po raz pierwszy mówiłam więcej niż Gavin. Rozmawialiśmy o Świętach, o mojej pracy – Gavin opowiadał, że poznał Darrena na studiach i choć niespecjalnie lubił jego, to lubił jego kawiarnię – ale ja chciałam dowiedzieć się czegoś o nim. Chciałam zapytać o jego życie, a skoro mnie nie widział, a ja nie widziałam jego, to była idealna okazja. Nie chciałam go zawstydzać.  
– Moja mama powiedziała mi… że twoi rodzice nie żyją.  
Nie widziałam jego reakcji, co było frustrujące, ale po chwili usłyszałam:
– To prawda.  
– Chcesz o tym porozmawiać?
– Nie ma o czym. Byli alkoholikami. Woleli wspólnie się upijać niż wychowywać dziecko. W końcu wątroby im się za to odwdzięczyły.  
Zmartwiałam. Współczucie ścisnęło mi serce. Biedny Gavin. To wszystko wyjaśniało. Był dobrym człowiekiem; dostał tylko złe karty i musiał teraz nimi grać.  
Odruchowo chciałam złapać go za rękę, ale jej nie widziałam. Minęła chwila, zanim wymacałam jego dłoń w tym przerażającym mroku.
– Przykro mi – wydusiłam.
Miałam wrażenie, że jego oczy prześwietlały mnie nawet teraz.
– Nie ma sprawy. Nie potrzebuję litości.
Zabrzmiało to dość oschle. Wyrwał rękę spod mojej. Miałam wrażenie, że atmosfera zrobiła się dużo cięższa.
Może nie powinnam była poruszać tego tematu, ale… On wiedział o Olivii. Pytał mnie o nią. Ja też chciałam poznać jego i jego życie.
Resztę kolacji zjedliśmy w kompletnej ciszy.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3232 słów i 17995 znaków.

3 komentarze

 
  • Mysza

    Jestem za tym aby dała mu szansę. Czekam na dalsze części bo jestem taka ciekawa jak ułożysz ich życie 😊

  • candy

    @Mysza rozdziały cały czas się piszą, a ja zacieram ręce :D

  • agnes1709

    Daj mu szansę, daj mu szansę! :dancing: :danss: ;)

  • candy

    @agnes1709 #teamGavin

  • HeheheCO

    Super,  gratuluję talentu

  • candy

    @HeheheCO dziękuję :)

  • HeheheCO

    @candy  nie ma za co  🐭