Iluzja – rozdział 12

Iluzja – rozdział 12Harvey mimo wszystko też nadal ją kocha.
Te słowa były jak policzek w twarz.  
Wiedziałam to, a jednak to stwierdzenie zabolało mnie ponownie, gdy tylko Gavin wypowiedział je na głos.
Po tych słowach znacznie przycichłam. Pozwoliłam Gavinowi mówić, ledwo go słuchając. Odpuścił już temat Kiry, zaczął opowiadać o sobie. Wszystko wpadało mi jednym uchem, a drugim wypadało. Chyba zajmował się czymś związanym z informatyką. Tak, chyba nazywało się to „projektowaniem architektury systemów informatycznych”. Nie miałam pojęcia, co oznaczało to w praktyce, ale jak widać, dobrze prosperowało. Widać było, że Gavin wręcz opływał pieniędzmi. To tylko podsycało ironię sytuacji – siedział w ekskluzywnej restauracji z ledwie kelnerką, baristką.  
Przyniesiona mi zupa pachniała wspaniale i smakowała jeszcze lepiej. Jadłam ją powoli, wiedząc, że zapewne już nigdy nie będzie mi dane skosztować jej po raz drugi. Nawet wino przestało być cierpkie, a wypiłam całkiem sporo, myśląc o Harveyu. Zastanawiałam się też, co Olivia by powiedziała, widząc mnie w takiej sytuacji. Czułam, że ją zawiodłam. Siebie też. To właśnie ona zawsze naprowadzała mnie na właściwą drogę. Bez niej kręciłam się bez celu, kompletnie zagubiona.
– Aurora?
Zamrugałam, wracając do rzeczywistości.
– Tak?
– Pytałem, jak smakuje ci zupa.
Spojrzałam na miskę, która była prawie pusta.
– Och, była przepyszna. Jak pewnie wszystko tutaj. – Zrobiło mi się trochę głupio, że go nie słuchałam. – A twoja pieczona kaczka?
– Uwielbiam ją. To ich specjalność. – Kolejne potwierdzenie, że był stałym bywalcem. – Masz ochotę na deser?
Potrząsnęłam głową.
– Nie, bardzo dziękuję. Myślę, że powinnam już wracać…
Ponownie wyglądał na zawiedzionego. Naprawdę podobała mu się ta kolacja? Nie widział, że trzymałam go na dystans? Może lubił dużo mówić o sobie i nawet tego nie zauważył…
– W takim razie pozwól mi chociaż odwieźć cię do domu. – Przy naszym stoliku ponownie pojawił się kelner – niezauważenie – a Gavin przyłożył lśniącą kartę kredytową do terminalu.  
– Dzięki, to miłe z twojej strony, ale potrafię sama dotrzeć do… – W tym momencie przerwał mi grzmot. Spojrzałam na ogromne szyby, po których spływały długie strumienie deszczu.
– Leje jak z cebra – zauważył Gavin, wstając i zakładając na siebie szary płaszcz. W tym momencie wyglądał jak wycięty z okładki magazynu o modzie. – Proszę, pozwól mi cię odwieźć. Nie puszczę cię samej w taki deszcz.
Czy ludzie dookoła widzieli tę rażącą różnicę między nami? Przyglądali się nam i myśleli, że nie pasujemy do siebie? Co taki bogaty facet robi z taką dziewczyną… ledwie kelnerką. Źle się tu czułam. Chciałam jak najszybciej wrócić do domu.  
Nie odpowiedziałam. W międzyczasie zdążyliśmy wyjść na zewnątrz. Gavin miał rację – ulewa była ogromna. Mina mi zrzedła. Nie wiedziałam nawet, gdzie był najbliższy przystanek. Chyba jednak powinnam dać mu się odwieźć, choćby po to, by nie złapać cholernego przeziębienia. I tak za cienko się ubrałam, czułam chłód na skórze i zaczynałam trząść się z zimna.
– Dobrze – powiedziałam po chwili, bo Gavin patrzył na mnie wyczekująco. – Byłoby mi miło, gdybyś mnie odwiózł. – Pominęłam fakt, że nawet nie musiałam podawać mu adresu, bo już go znał, nie wiadomo skąd. To wszystko było popieprzone.
Poprowadził mnie szybkim krokiem do zaparkowanego nieopodal samochodu – oczywiście, wyglądającego cholernie luksusowo – a gdy wślizgnęłam się do środka, miałam wrażenie, że tylko niepotrzebnie moczyłam mu skórzane siedzenia.
Gavin natychmiast włączył ogrzewanie, które buchnęło mi w twarz gorącym powietrzem. Włączył też radio, za co byłam mu wdzięczna, bo szczerze mówiąc, nie wiedziałam, o czym z nim rozmawiać. Myślałam o Kirze. Co Harvey w niej widział? Gavin zresztą też, ale jemu już chyba otworzyły się oczy…
Jechaliśmy w ciszy. Czułam, że Gavin zerkał na mnie co jakiś czas, jakby czekał, aż się odezwę, ale milczałam. W końcu to była tylko kolacja w ramach zadośćuczynienia. Zjadłam pyszną zupę i byłam gotowa o wszystkim zapomnieć.
W końcu zaparkował pod moim domem. Deszcz nadal siąpił. Chwyciłam ręką za klamkę, jednocześnie odwracając się do Gavina.
– Dziękuję za kolację – powiedziałam delikatnie.  
– Dziękuję, że na nią poszłaś. – Wnikliwie mnie obserwował.
– Nie ma sprawy. – Mocniej ścisnęłam klamkę. – W takim razie… do widzenia.
– Do zobaczenia – poprawił mnie. – Na pewno jeszcze nie raz pojawię się w kawiarni. Kira nie zrujnuje mi tego miejsca. – Uśmiechnął się lekko i zanim zdążyłam zareagować, pochylił się i pocałował mnie w policzek. Serce rzuciło mi się do galopu, bo nie spodziewałam się takiego ruchu z jego strony. Poczułam zapach perfum, zapewne piekielnie drogich. Były ładne, nawet bardzo. Przez chwilę patrzyłam w niebieskie oczy Gavina, starając się wyczytać z nich, jakim tak naprawdę był człowiekiem, ale w końcu pchnęłam klamkę i wypadłam z samochodu na mokrą kostkę.  
Włosy natychmiast mi się zmoczyły i biegłam do domu niemal na oślep. Gdy w końcu dobiegłam do drzwi, otworzyłam je i zamknęłam się w suchym i ciepłym domu. Odetchnęłam z ulgą. Ta kolacja mnie wymęczyła. Ucieszyłam się, że przedpokój był pusty. W salonie też nikogo nie było. Tata pewnie był w pracy. Mama chyba była czymś zajęta. To dobrze, bo nie miałam ochoty rozmawiać o tym, skąd właśnie wróciłam.
Byłam jeszcze trochę głodna, więc po przebraniu się w piżamę zrobiłam sobie kanapki, a potem usadowiłam się w łóżku, do którego wkrótce wskoczył Olivier. Drapałam go lewą ręką za uszami, jednocześnie prawą przewijając myszką Facebooka, jednak bez większego zainteresowania. Nagle jednak coś przyszło mi do głowy. Wpisałam w wyszukiwarkę „Kira” i poczekałam, aż wyświetli mi się odpowiednia osoba. Gavin miał ukrytą opcję pokazywania swoich znajomych, ale od niedawna miałam na Facebooku również Harveya, co pozwoliło mi zlokalizować Kirę. Kliknęłam na jej profil z zaciśniętym gardłem.
O rany. Naprawdę była piękna. W kawiarni nie przyjrzałam się jej zbyt dokładnie, byłam zbyt zajęta tym, jaką scenę przede mną odegrała. Długie blond włosy lśniły blaskiem. Miała miodowe oczy, okalane długimi rzęsami. Na zdjęciu profilowym pozowała na leżaku w kostiumie kąpielowym, za nią jarzyła się błękitna woda w basenie. W ręku trzymała drinka z palemką. Smukłe nogi lekko skrzyżowała i posyłała w stronę aparatu szeroki, biały uśmiech. Zerknęłam na datę. Zdjęcie wstawiono trzy miesiące temu. Chyba była na wakacjach z Gavinem. Kliknęłam na kolejne profilowe. Robione wiosną – Kira pozująca w parku, w czarnych botkach i modnym płaszczu. Na głowie miała czapkę w stylu beret, którą zwykły nosić babcie, jednak jakimś cudem na niej wyglądało to oszałamiająco. Długą nogę wyginała do boku, tak, by na zdjęciu wyszła jeszcze dłuższa.  
Kolejne profilowe – tym razem z Gavinem na nartach. Stali pośrodku stoku, obok siebie, trzymając w rękach kaski, wyciągając szyje, by się pocałować. Zdjęcie było zapewne podkoloryzowane, bo śnieg miał dość nienaturalny kolor. Właściwie nie dziwiło mnie to. Już dostałam dowód, że Kirze zależało tylko na pieniądzach Gavina. Widocznie zwracała uwagę na pozory, a portale społecznościowe i prezentacja na nich były dla niej wszystkim. Co Harvey w niej widział?
Wyłączyłam jej zdjęcia. Miałam dość oglądania jej idealnego życia, idealnej skóry, idealnych ubrań i idealnie pozowanych zdjęć. Złamała serce dwóm mężczyznom, którzy ją kochali. Czego ona tak naprawdę chciała? Kogo kochała? Wyglądało na to, że tylko siebie.
Odłożyłam laptopa i zgasiłam światło. Zasnęłam, przytulona do Oliviera.  



Miałam wrażenie, że w końcu zaczynaliśmy odbijać się od dna. Najważniejsze było to, że tata miał nową pracę i nie chodził już tak przygnębiony, bo znowu zarabiał. Pieniądze od wujka sporo pomogły. Obiecaliśmy, że wszystko mu oddamy, jak tylko spłacimy kredyt i będziemy mogli stanąć na własnych nogach. Ja też mogłam odetchnąć i nie katować się aż tak zmianami w kawiarni. Wracając z porannej zmiany, przechodziłam obok budki z taco. Żołądek skręcał mi się z głodu, a jedzenie tak pięknie pachniało. Zwykle unikałam kupowania takiego jedzenia, wolałam zrobić je sobie sama w domu, ale wręcz nie mogłam się oprzeć. W końcu uległam pokusie. Stanęłam w kolejce i nie mogłam się doczekać, aż w końcu coś zjem. Gdy złożyłam zamówienie i czekałam na jego realizację, nagle za plecami usłyszałam:
– Cześć.
Odwróciłam się gwałtownie, bo od razu poznałam ten głos.  
– Cześć – odpowiedziałam, momentalnie czując, jak znowu robi mi się ciężko na sercu. Harvey wyglądał na szczęśliwego – zupełnie inaczej niż do tej pory. Miał na twarzy szeroki uśmiech, którego jeszcze u niego nie widziałam. To powodowało, że wyglądał jak psotny nastolatek. Wyglądało to uroczo. Niestety, domyślałam się, komu trzeba było przypisać zasługę za jego szczęście i ten uśmiech. – Nie sądziłam, że cię tu spotkam.
– To raczej ja nie sądziłem, że spotkam tu ciebie. Jadam tu regularnie, a ciebie widzę pierwszy raz.
– Pani zamówienie. – Usłyszałam z tyłu i odebrałam od niskiego mężczyzny ciepłe, parujące taco. Żołądek krzyczał, ale nie chciałam jeść sama, zwłaszcza, że Harvey wnikliwie mnie obserwował.  
– Miałam ochotę. Pachniało wspaniale, a ja umieram z głodu. – Stanęłam obok, by Harvey też mógł zamówić. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Patrzyłam, jak wita się z facetem z budki i dalej się uśmiecha. Wyglądał… cholera, wyglądał tak dobrze z tym uśmiechem. Dlaczego musiała go powodować największa suka na tej planecie?
Harvey nagle spojrzał na mnie i zmarszczył brwi. Już myślałam, że gdzieś się ubrudziłam, ale on nagle powiedział:
– Wydajesz się smutna.
Zaczerwieniłam się, bo miałam wrażenie, że rozbierał mnie wzrokiem. Prześwietlał mnie całą. Cholera, aż tak było widać mój nastrój?
– Wcale nie…
– Przecież widzę. – Dostał swoje taco i razem ze mną odszedł na bok. – Dlaczego? Coś się stało? Możesz mi powiedzieć.
On to rozumiał. Rozumiał mój smutek, mimo że nie znał jego przyczyny. Zauważył go od razu.  
Wcześniej pomyślałabym, że to dlatego, że u niego widniał taki sam, przynajmniej wtedy, kiedy go poznałam. Teraz rozpierało go szczęście. Chwilowo.  
Czyli jednak Kira do niego wróciła. Wszystko jej wybaczył.  
Pytanie tylko, czy kochała go bardziej, niż pieniądze Gavina?
– Siadamy? – Wskazał głową na pobliską ławkę. Skinęłam głową, nieco się stresując. Nie uwzględniałam go w moim planie jedzenia taco. Nie wiedziałam, jak się zachować. Czułam się dość głupio. Na szczęście miałam w torebce chusteczki.
Jedliśmy w milczeniu, a ja zastanawiałam się, kim dla niego byłam. Koleżanką, z którą jadł taco, bo akurat się napatoczyła przy jego budce? Dlaczego był sam? Było oczywiste, że zeszli się z Kirą. Dziwne, że nie było jej z nim.
Zdałam sobie sprawę, że zaczynam powoli wpadać w obsesję, i to cholernie niezdrową. Czułam coś do niego – i co z tego? Jak najszybciej musiałam przestać. Nie było tu dla mnie miejsca.
– Co u ciebie? – zapytał nagle Harvey, wytrącając mnie z zamyślenia.
– Właściwie nic nowego – powiedziałam, wycierając usta chusteczką. – Praca i tyle.
– Ciągle tylko pracujesz?  
Właściwie teraz już trochę sobie odpuściłam, ale nie chciałam mówić z jakiego powodu, i dlaczego w ogóle musiałam tyle zapieprzać. Poruszanie rodzinnych problemów finansowych wydawało się nie na miejscu.
– Właściwie tak – odpowiedziałam po chwili i wzruszyłam bezradnie ramionami.
– Nie masz żadnych znajomych? Z nikim nie wychodzisz? – dopytywał dalej, a w jego tonie było coś dziwnego.
Zabolało mnie jego pytanie. Zabrzmiał tak protekcjonalnie. Z góry założył, że byłam kimś nudnym, kto nie miał przyjaciół i to dlatego cały swój czas poświęcał pracy. Nie miał pojęcia o tym, co straciłam. Wzięłam głęboki oddech, bo w końcu to nie była jego wina, że nie wiedział. Nie powiedziałam mu. Nie czułam się jeszcze na tyle bezpiecznie, by to robić. Nie chciałam się też przed nim rozpłakać.
Chyba się zorientował, że jego pytanie źle wybrzmiało, bo pospiesznie dodał:
– Nie o to mi chodziło. Cholera… Przepraszam. Źle to zabrzmiało. Chodziło mi po prostu… Nie można cały czas tylko pracować. Trzeba też żyć.  
Co prawda ostatnio zaliczyłam jedno wyjście – z Gavinem. Ale o tym też nie chciałam wspominać.
Miał rację. Ale co miałam mu powiedzieć?
– Czasami nie ma z kim żyć – powiedziałam ponuro i zabrzmiało to bardzo filozoficznie.
– Daj spokój, na pewno nie jest aż tak źle.
– Wszyscy moi znajomi odwrócili się ode mnie po śmierci mojej siostry. – Usłyszałam nagle swoje własne słowa, choć nie czułam, żebym je wypowiadała. Wyleciały ze mnie automatycznie. Cholera. Spuściłam wzrok na taco, czując, jak oczy wypełniają mi się łzami. Dlaczego to zrobiłam? Dlaczego to powiedziałam? Nie chciałam, by o tym wiedział. Nie chciałam brzmieć jak ofiara losu.  
Zapadła cisza. Bałam się na niego spojrzeć. Przez parę sekund oddychałam głęboko, starając się zapanować nad łzami. Gdy w końcu miałam pewność, że uda mi się na niego spojrzeć bez płaczu, on nagle się odezwał:
– Przepraszam. Jestem idiotą.
– Nie jesteś. – Zdobyłam się na blady uśmiech. – Nie wiedziałeś.
– Przykro mi. – Wyglądał na zawstydzonego. – Chcesz… chcesz o tym porozmawiać?
– Nie. – Potrząsnęłam głową. – Nie chcę. Wolę zajmować się pracą. Wtedy o tym nie myślę. – Skończyłam jeść i wytarłam ręce i usta chusteczką. – Nie musisz się nade mną litować.  
– Wcale się nie lituję.
– Nieważne. – Znowu zachciało mi się płakać. Niekontrolowane wyznanie całkiem wybiło mnie z rytmu. Wstałam i otrzepałam płaszcz. – Powinnam już wracać do domu.
– Poczekaj… – Harvey też wstał. Patrzył na mnie, przygryzając wargę, aż w końcu dodał: – Brakuje mi spotkań z tobą.
Moje serce wywinęło koziołka. Nawet nie wiedziałam, jak bardzo potrzebowałam to usłyszeć. Teraz jednak nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że Harvey litował się nade mną. Ujrzał nową wersję mnie: bez znajomych, po śmierci siostry, żałosną, smutną istotę i chciał w jakiś sposób zadośćuczynić za swoje głupie słowa.
– Nie musisz… – Potrząsnęłam głową. – Naprawdę, jest okej. To nie stało się wczoraj. Nie trzeba się nade mną litować tylko po to, żebym o tym nie myślała…
– Nie dlatego to mówię – przerwał mi. – To prawda. Gdybyśmy na siebie nie wpadli, pewnie bym do ciebie napisał. Teraz mogę winić tylko siebie za to, że jestem idiotą i gadam, jakbym sam miał całą masę znajomych, ale na pewno się nad tobą nie lituję. Po prostu chcę się z tobą spotkać.  
Czerwony rumieniec wykwitł mi na policzkach. Miałam wrażenie, że mówił  serio. Wyglądał, jakby naprawdę zależało mu na naszym spotkaniu. Tylko dlaczego? Czy Kira nie zajmowała pierwszego miejsca w jego życiu?
– A ty? – dodał. – Masz ochotę na karty i whisky?
Jego słowa obudziły przyjemne wspomnienia – zbyt przyjemne, bym w tym momencie przejmowała się Kirą. Nie wpychałam się w cudzy związek. Harvey sam proponował mi spotkanie, a ja chciałam się zgodzić. Chciałam mieć choć jakąś jego cząstkę.
– Tak – potwierdziłam, robiąc to… w jakichś dziewięćdziesięciu procentach zgodnie ze swoją wolą. Dziesięć procent mnie nadal wszystko analizowało i roztrząsało.
– Masz czas teraz?  
Ponownie potwierdziłam.
Harvey uśmiechnął się.
– A więc zapraszam.  



I znowu tu byłam. Znowu zamówiliśmy pizzę. Mimo że zaczęliśmy „imprezę” wcześniej niż zwykle, za oknem szybko zrobiło się ciemno. Napisałam smsa do mamy, że wrócę późnym wieczorem. Siedziałam po turecku na łóżku i wcinałam pizzę. Będąc tu, znowu czułam się inaczej. Harvey znowu wyciągnął karty.
– O, to jest prostsze, chyba prościej się nie da – powiedział, zerkając na trzymaną kartę. – Ulubiony kolor.
– Nie mam – odpowiedziałam od razu.
– Jak to nie masz?
– Po prostu. Kolorów jest zbyt dużo, by mieć jeden ulubiony. – Pociągnęłam ze szklaneczki łyk whisky, która zadrapała mnie w gardle. – To tak samo jak z piosenkami. Jest ich cała masa. Masz ulubioną, myślisz, że nigdy jej nie zmienisz, a potem ktoś wypuszcza nowy singiel i bum – nie możesz przestać słuchać kolejnej piosenki.
– Kolorów wcale nie ma aż tak dużo – wyparował ze śmiechem. – Serio, nad czym tu debatować? Czarny, brązowy, niebieski, czerwony, żółty… standard.
– Każdy kolor ma masę odcieni. Nie możesz tego tak bagatelizować.
– Och, odcienie – jęknął z udawanym dramatyzmem. – Zapomniałem, że rozmawiam z kobietą. No tak, wy widzicie tysiąc odcieni, gdzie facet widzi jeden kolor! A wytłumacz mi, dlaczego kolor miętowy wcale nie ma takiego koloru jak mięta?
Zachichotałam.
– Nie mam pojęcia.
– A kolor granatowy wcale nie przypomina granatu?
– Nie wiem.
– No właśnie. Kompletnie bez sensu. Ktoś, kto nadał nazwy tym kolorom, chyba nie wiedział, na czym powinien je opierać. Czyli lubisz wszystkie?
– To zależy. Lubię wszystkie, ale nie na wszystkim.
Zamrugał.
– Wytłumacz, proszę. Mój męski mózg chyba nie jest w stanie tego pojąć.
– Na przykład… lubię niebieski kolor, niemal turkusowy, ale w życiu nie założę bluzki w tym kolorze, bo uważam, że wyglądam wtedy źle. Nie pasuje do mnie. Ale… gdybym miała sobie pomalować paznokcie na turkusowo, z chęcią bym to zrobiła. – Uśmiechnęłam się na widok miny Harveya, świadczącej o tym, że w życiu nie myślał o kolorach tak drobiazgowo. – Albo… żółta bluzka jest w porządku. Spodnie już niekoniecznie. Rozumiesz?
– Strasznie to skomplikowane – westchnął. – To już lepiej mieć jeden kolor bez żadnych odcieni. Żyje się prościej.
– Zgaduję, że twój ulubiony kolor to czarny.
– Naprawdę? Po czym się zorientowałaś? – parsknął śmiechem, jednocześnie zerkając na swój strój – czarne spodnie i czarną koszulkę.
– Ale czarny też ma odcienie – dodałam.
– O mój Boże.
– Jestem gotowa wyszukać ci w Internecie całą paletę odcieni czerni…
– Podziękuję. Wiesz, jak faceci rozróżniają kolory?
– No jak, mistrzu Yoda?
– Są trzy. Fajny… – Wyciągnął do góry palec wskazujący. – Pedalski… – Wyprostował drugiego palca. – I chujowy. – Uśmiechnął się szeroko na widok mojej miny. – I żyje się prościej.
– To bardzo… ogólnikowe spojrzenie na sytuację – mruknęłam pod nosem.
Chciałam dodać coś jeszcze, ale nagle podskoczyłam, bo zza ściany znowu buchnęły odgłosy telewizora. Przez chwilę była to ogłuszająca muzyka, która po paru sekundach zmieniła się w wiadomości. Dudniący głos dziennikarza był tak głośny, że miałam wrażenie, że wibruje cała ściana.
Harvey westchnął teatralnie.
– Co za baba.
– Nie bądź niemiły – powiedziałam odruchowo. – Może… może to jej pomaga.
– W czym? Chyba tylko w pogłębianiu wady słuchu. I u niej, i u mnie – burknął, zbierając rozwalone karty.
– Wiesz coś o niej? Cokolwiek?
Wzruszył ramionami.
– Tylko tyle, że mieszka tu już jakieś dwadzieścia lat. Wcześniej miała psa, taką miniaturkę, którą można z łatwością zdeptać, jeśli nie patrzy się pod nogi. Irytująco szczekał, ale teraz chyba zdechł…
– Może ten telewizor jest teraz jej jedynym towarzyszem – powiedziałam z lekko zaciśniętym gardłem. – Sam mówisz, że mieszka tu już tak długo, w dodatku sama. Widziałeś kiedyś, żeby przyjeżdżała do niej rodzina?
Zamyślił się na chwilę, po czym potrząsnął głową.
– Chyba nie.
– A więc jest całkiem sama – powiedziałam cicho, za wszelką cenę starając się odepchnąć od siebie myśli o siostrze. – Może ten telewizor, jakkolwiek głośno by nie był, pomaga jej nie czuć się samotną.
Harvey chyba też myślał o moim niedawnym wyznaniu, bo nic nie powiedział – za to mi wpadł do głowy szalony pomysł.
– Wstawaj. – Pociągnęłam go za rękę. – Tak dłużej być nie może. Mieszkasz obok niej, ale dlaczego miała spełniać twoją prośbę o ściszaniu telewizora, skoro w ogóle cię nie zna? Zrobimy szybko jakieś ciasto, pójdziemy do niej i…
– Co? Czy ja dobrze usłyszałem? Chcesz jej piec ciasto i jeszcze do niej iść? O nie, nie ma mowy. Może jak ściszy ten telewizor, to wtedy pogadamy.
– Harvey – powiedziałam z naciskiem, uświadamiając sobie, że to był pierwszy raz, kiedy w rozmowie z nim wypowiedziałam głośno jego imię. – Ona jest starsza i sama. Nie sądzisz, że byłoby jej miło?
– Pewnie tak, ale…
– Żadnego ale. – Mój pomysł coraz bardziej mi się podobał. Może dlatego, że serce ściskało mi się z żalu na myśl o starszej osobie bez żadnej rodziny. Nikt nie powinien być sam. – Jeśli to będzie tragedia, więcej do niej nie pójdziesz, ale chociaż spróbuj. – Spojrzałam na niego błagalnie.
Chwilę mi się przyglądał, po czym westchnął ciężko i uniósł ręce w geście kapitulacji.
– Dobra. Niech ci będzie. Ale przypomnę ci, że zalatuje od nas whisky i wątpię, żebym miał tu coś, co nadaje się do zrobienia ciasta…
– Trudno, nie idziemy na test trzeźwości, a poza tym wcale nie wypiliśmy tak dużo. – Przeszłam do jego kuchni i otworzyłam pierwszą lepszą szafkę, w której znalazłam tylko paczkę makaronu, na wpół otwarte chipsy i mąkę, której prawie nie było. Spojrzałam na Harveya pytająco, a on parsknął śmiechem.
– Mówiłem ci, że nie ma tego za dużo.
– No dobrze… na ciasto raczej tej mąki nie wystarczy, ale możemy zrobić babeczki. – Znowu przeniosłam na niego wzrok. – Znam dobry przepis. Chyba znajdziesz jajka, cukier, jogurt naturalny i masło?
– Powinny być – westchnął. – Co jeszcze?
– Skórka z cytryny. I soda oczyszczona.
– Obawiam się, że tego już nie mam. I wiesz, co jeszcze byłoby nam potrzebne?
– Co?
– Foremki do babeczek – parsknął z rozbawieniem, a ja westchnęłam. Mój pomysł był coraz trudniejszy do wykonania, ale nie zamierzałam odpuszczać.
– W takim razie pójdę do sklepu i kupię jednorazowe…
– Ja pójdę – przerwał mi. – Raczej lepiej się orientuję w tej okolicy niż ty. – Już zakładał kurtkę. – Kupię też to, czego nam brakuje, a ty zaczniesz przygotowywać ciasto na te babeczki, bo obawiam się, że ja bym zaraz coś popsuł.  
Uśmiechnęłam się i skinęłam głową, podczas gdy on podszedł do drzwi. Zdawało mi się, że usłyszałam pomruk:
– Jeszcze tego pożałuję.  
Tylko się zaśmiałam i zaczęłam wyjmować z lodówki potrzebne składniki.
Byłam bardzo ciekawa efektu końcowego swojego szalonego planu.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4134 słów i 23731 znaków.

3 komentarze

 
  • Iga21

    Dobra czas na wyjaśnienia co jest pomiędzy Kirą i Harveyem.  
    Dobry moment na konfortacje, a więc Kiła wpaść na niezapowiedzianą wizyte by mogła.

  • candy

    @Iga21 hahah, Kiła :D nowe przezwisko :D będzie, będzie, może jeszcze nie teraz, ale na pewno się pojawi :)

  • agnes1709

    @candy A co, nie pasuje? Patrz, jak się to rozprzestrzenia. Ile to już było fajnych dziewczyn, które spotkały wenerę na swojej drodze i po "chwili" same chore? Już nie dżinsy, nie bluza, już szpilki i tapeta. LaRóż to niebezpieczna choroba, zapoczątkowana przez kiłę:D

  • Agaaa

    Dostrzegłam Twoje opowiadanie wczoraj i na jednym tchu przeczytałam wszystkie rozdziały które się pojawiły, bardzo wciągające 🙂 świetnie napisane. Sprawia że człowiek chce jeszcze i jeszcze 🙂

  • candy

    @Agaaa wow, bardzo dziękuję <3 od razu mam humor lepszy, jak widzę takie komentarze :)

  • agnes1709

    A potem wpada Kiła i robi im jesień średniowiecza, widząc, jak się ładnie bawią w piekarzy. To byłby strzał! :ciuch:

  • Iga21

    @agnes1709 raczej w cukierników :D

  • candy

    @agnes1709 hahaha, Ty to ją lubisz, bardzo chcesz, żeby się pojawiła :D

  • agnes1709

    @Iga21 Wiem, ale piekarzy lepiej brzmi :lol2:

  • agnes1709

    @candy Bardziej niż bardzo. I teraz narobiłaś smaczku, więc działamy  :dancing: :kiss: A że lubię? Ogólnie takie puste lale działają na mnie destrukcyjnie (dobry humor i wiara w świat). Zacytuję moją bohaterkę: "a tyle się mówi o antykoncepcji". :D Notabene spotkanie Kiły z Darią mogło by być ciekawym doświadczeniem, laska zmiotłaby LaRóż w powierzchni ziemi (autoreklama), rozbiąc to pewnie w bardzo oryginalny sposób :lol2: