Iluzja – rozdział 18

Iluzja – rozdział 18Mało co nie wrzasnęłam na jej widok. Co ona tu robiła? To ona mnie zwabiła do mieszkania, a nie Harvey? Ukradła mu telefon? Czekała na mnie?
Tysiąc myśli pojawiło się w mojej głowie, kompletnie niedorzecznych – ale wszystkie się rozpłynęły, gdy zobaczyłam, że Kira płakała.
To było wręcz surrealistyczne, patrzeć na jej nieskazitelną twarz, teraz pokrytą łzami. Nie potrafiłam określić czy były szczere – za bardzo zszokował mnie jej widok. Ona też wydawała się zdumiona moją obecnością. Otworzyła szeroko zaczerwienione oczy i wlepiła we mnie nienawistny wzrok. Nic z tego nie rozumiałam. Miałam ochotę wiać.  
Kira pierwsza drgnęła i spojrzała gdzieś w bok.
– To przez nią? – syknęła.  
Nagle Harvey wyszedł z boku, z głębi kuchni i stanął pomiędzy nami. Na jego widok znowu zachciało mi się płakać. Już zapomniałam, jaki był przystojny, jak czarna i gęsta była ta jego czupryna. Gdy na mnie spojrzał, nagle przeszyło mnie takie przeczucie, że teraz już wszystko będzie dobrze – choć sytuacja absolutnie na to nie wskazywała.
– Teraz mi wierzysz? – zapytał cicho.  
Zamrugałam gwałtownie. To wszystko było tylko po to, bym mu uwierzyła?
– Właśnie zerwaliśmy – powiedział z naciskiem, robiąc krok w moją stronę. – Na dobre.
– Czyli to przez nią? – Kira zerwała się z łóżka z zaciętą miną. – Przecież… ona była z Gavinem! Widziałam ich!
– Nie przeszkadza mi to – powiedział Harvey, cały czas patrząc na mnie. – Wiem o Gavinie i nie mam z tym problemu. Oboje popełniliśmy błędy.
W moim podbrzuszu rozlało się dziwne ciepło, gdy usłyszałam, że to zaakceptował i tym samym cofnął wszystkie swoje pretensje – ale Kira nie dawała za wygraną.
– Przecież to mnie kochasz – syknęła, pociągając Harveya za rękaw. – W końcu możemy być razem. Bez kłamstw i uciekania. Serio chcesz to odrzucić?
W końcu na nią spojrzał, ale w jego spojrzeniu nie było już miłości. Było chłodne i stanowcze.
– Nie kocham cię – powiedział, a z ust Kiry wydobył się cichy pisk. Miałam wrażenie, że serce zaraz wyskoczy mi z piersi. – I nie możemy być razem. Nie chciałaś mnie, wolałaś Gavina i jego pieniądze. Okłamywałaś mnie. Zdradzałaś. Zrobiłaś ze mnie wariata. Trzymałem się ciebie, bo przez długi czas byłaś obecna w moim życiu, ale z tym koniec. Nie będę robił niczego wbrew sobie.– Wziął delikatnie jej rękę i odczepił od swojej koszulki. – Jesteś toksyczna. Nie chcę cię więcej widzieć. Jeśli chcesz wrócić do Gavina i błagać go, żeby dał ci kolejną szansę, droga wolna. Możesz już iść. Trafisz do drzwi.
On naprawdę to zrobił. Nadal będąc w szoku, patrzyłam w milczeniu na Kirę, która już nie płakała, za to miała wypisaną na twarzy wściekłość. Gdyby spojrzenia mogły zabijać, Harvey już leżałby trupem, a ja razem z nim.
– Pożałujesz tego – syknęła, przenosząc wzrok z Harveya na mnie. – Oboje tego pożałujecie. – Szybko zgarnęła torebkę, leżącą obok i wyszła, mocno trzaskając drzwiami.
Harvey odetchnął i uśmiechnął się do mnie tym psotnym uśmiechem, który tak lubiłam.
– Nie wiem jak ty, ale ja muszę się napić – rzucił żartobliwie. Widząc, że nie odpowiedziałam, spoważniał. – Jesteś na mnie zła? Może to było trochę… dosadne… ale stwierdziłem, że nie uwierzysz mi na słowo, jeśli dostaniesz tylko to.
Wyglądał na tak przejętego, że nagle parsknęłam śmiechem. Wszystko to było bardzo dziwne i tak jak powiedział, dosadne, ale… Czy mogłam dostać lepszy dowód? Może niekoniecznie chciałam oglądać zapłakaną i wściekłą Kirę, ale nie było też tak, że na to nie zasłużyła.  
– To było szalone – stwierdziłam, uśmiechając się.
Odetchnął z ulgą.
– Wiem. Zastanawiałem się nawet, czy nie za bardzo szalone, ale tylko to przyszło mi do głowy. Tak już mam. – Uśmiechnął się szeroko, po czym delikatnie złapał mnie za rękę. – Przepraszam, że byłem niezdecydowanym dupkiem. Tak jak mówiłem… Kira była tyle czasu obecna w moim życiu, że odcięcie od niej wydawało mi się niemożliwe. W końcu jednak zdałem sobie sprawę… – Spojrzał mi prosto w oczy. – Nie chcę być z nią. Już nigdy więcej. Chcę być tylko z tobą. A więc pozostaje pytanie… czy ty też chcesz być ze mną?
Nie mogłam myśleć. Nie potrafiłam. Przyszłam tu, by mu powiedzieć… już nie pamiętałam co. Ale przecież przyszłam to skończyć – tylko że nie przewidziałam tego, co zrobi. Zerwał z Kirą. Powiedział, że jej nie kocha. Powiedział, że chce być ze mną. Czego więcej mogłam chcieć?
Wzięłam głęboki oddech.
– Zraniłeś mnie – powiedziałam delikatnie.
Lekko posmutniał.
– Wiem.
– Czułam się jak zabawka. Jak pocieszenie po Kirze.
– Nie było tak. Ale przepraszam, że się tak przeze mnie czułaś…
– Nie wiem, czy ci ufam.
– A więc zrobię wszystko, żeby to zaufanie naprawić. – Mocniej chwycił mnie za rękę. – Pytam tylko, czy ty też chcesz ze mną być, czy mam dać ci spokój. Jeśli to drugie… zostawię cię w spokoju. Już więcej o mnie nie usłyszysz. Ale jeśli chcesz dać mi jeszcze jedną szansę, przysięgam na Boga, Aurora, że… Naprawię to wszystko, co spieprzyłem. Jeśli tylko tego chcesz. – Z jego brązowych oczu biła determinacja.
Chciałam. Chciałam z nim być. Właśnie to od początku mówiło mi serce. To on, Harvey, poruszył mnie jako pierwszy. Może uczucia do Gavina rozwinęły się tylko dlatego, że Harvey dotkliwie mnie zranił i chciałam od tego uciec. Na nim jednak zależało mi bardziej. A teraz… mogłam go mieć. Był tu, chciał walczyć; odsłaniał się przede mną i czekał na odpowiedź. Patrzyłam na jego wargi, aż w końcu przeniosłam wzrok na brązowe oczy, wypełnione nadzieją.  
Zamiast odpowiedzieć, przysunęłam się bliżej i delikatnie dotknęłam jego ust swoimi.
Wiele nas jeszcze dzieliło i czekało nas dużo pracy, ale miałam wrażenie, że wróciłam do domu.

Leżeliśmy przytuleni na łóżku, w półśnie, ledwo już mamrocząc, ale wciąż ciasno się obejmując. Było to nowe doświadczenie, bo nigdy wcześniej się nie przytulaliśmy, ale czułam, że mogłabym tu zostać całą wieczność. Rozpoczął się nowy etap w moim życiu.
– Nie spodziewałam się tego – powiedziałam cicho, bawiąc się bransoletką na nadgarstku. – Przyszłam… nawrzeszczeć na ciebie i wyjść.
Uśmiechnął się pod nosem.
– Cieszę się, że tego nie zrobiłaś. – Delikatnie pocałował mnie w czubek głowy. Ten gest był tak czuły, że mało co się nie rozpłakałam. Nie mogłam uwierzyć w to, jak diametralnie zmieniła się nasza sytuacja.
W końcu postawiliśmy na szczerość. Opowiedziałam mu całą historię z Gavinem. Słuchał i ani razu mi nie przerwał. Nie drgnął nawet, kiedy powiedziałam, że byliśmy na randce. Byłam szczera – przyznałam, że zaczęło się od wdzięczności, ale zaczęłam coś do niego czuć, co zresztą zniszczył, stając się z powrotem dawnym sobą, nazywając mnie „córką Toma” i wymieniając się numerami z Danielle.
– Dupek – skwitował Harvey. Cały czas głaskał mnie po włosach. – Nic nowego. Zawsze był cholernym kłamcą. Ale jeśli dzięki niemu twój tata dostał lepszą pracę… chociaż tyle mógł zrobić. Nawet jeśli zrobił to z egoistycznych pobudek.
Pokiwałam głową, a wtedy on zaczął opowiadać o Kirze.
– Byłem głupi. Zaślepiony. Myślałem, że jak w końcu uwolniła się od Gavina to stworzymy wspaniały związek… – Westchnął z irytacją. – Nie wiem, co sobie wyobrażałem. Dopiero teraz zobaczyłem, jaka była toksyczna. Nie mogłem z nią wytrzymać. Próbowałem. Wmawiałem sobie, że tyle na to czekałem, więc teraz muszę się postarać. Bo jak mogłem ją odrzucić, skoro zależało mi na niej od paru lat? Ale okazało się, że to kompletnie inna osoba. Wyidealizowałem ją. Usprawiedliwiałem jej głupie występki czy słowa, bo sądziłem, że się zmieni… że będzie taka, jak ją sobie wyobrażałem… ale nie. Nie mogłem jej znieść. Ciągle myślałem o tobie. – Pogłaskał mnie delikatnie po policzku. – O tym, jak pomogłaś mi z sąsiadką… naprawdę stara się ściszać ten telewizor, wiesz? To wyłącznie twoja zasługa.
Każdy pocałunek był niczym pierwszy; z każdym moje serce wariowało, a ciało chciało więcej. Choć to uczucie było wspaniałe, musiałam zrobić miejsce dla rozumu. Nie spieszyć się.
– Musimy zwolnić – szepnęłam, odrywając się od niego. – Jeszcze niedawno nawet ze sobą nie rozmawialiśmy. Byłam pewna, że jesteś z Kirą, a ja byłam dla ciebie zabawką. Potrzebuję trochę czasu… by się przestawić.
Pokiwał głową.
– Wiem. Tak naprawdę mało się znamy. Ale zamierzam to zmienić. – Odsunął się ode mnie i przesadnym gestem przycisnął ręce do swoich nóg. – Już. Blokada. Nie dotknę cię. Będziemy się lepiej poznawać, prowadzić długie rozmowy o życiu przy whisky i… zobaczymy, jak się to rozwinie.
– Jakiś ty rozważny – powiedziałam pół żartem, pół serio. Cieszyłam się, że mnie rozumiał.
– Ale jest już późno. – Zerknął na zegarek na lewej ręce. – Chcesz wracać do domu?
Nie. Nie chciałam. Nic mnie nie obchodziło, że szłam jutro do pracy. Ani że nie miałam tu piżamy czy szczoteczki do zębów. W ramionach Harveya było ciepło, przytulnie i… o dziwo, bezpiecznie. Chciałam tu zostać. Chciałam zasnąć przytulona do niego.
– Nie. – Pokręciłam głową. – Chcę po prostu zasnąć. Z tobą. Mogę?
Zaśmiał się.
– Oczywiście, że możesz. – Wyciągnął rękę za siebie i zgasił lampkę. Wokół nas zapadła ciemność. Słyszałam i czułam bicie jego serca i choć ta sytuacja była trochę dziwna i nowa, nie wyobrażałam sobie być nigdzie indziej. – Dobranoc, Aurora.
– Dobranoc, Harvey – szepnęłam i zamknęłam oczy.
Zasnęłam natychmiast.

Rano po przebudzeniu nie od razu wiedziałam, gdzie byłam, ale musiałam szybko się ogarnąć i iść do pracy. Harvey jeszcze spał. Przyglądałam mu się przez chwilę z uśmiechem, a później cicho wymknęłam się z mieszkania. Obudziłam się na tyle wcześnie, że miałam czas, by pojechać do domu się przebrać i uczesać.
Nie przewidziałam jednak, że po przekroczeniu progu natknę się na mamę.
– Gdzieś ty była całą noc? – zapytała rozwścieczonym tonem, zanim zdążyłam się odezwać. – Wiem, że jesteś dorosła. Ale mogłabyś chociaż powiedzieć, gdy nie masz zamiaru nocować w domu! Wiesz, jak się martwiłam? Dzwoniłam do ciebie milion razy!
Zerknęłam na komórkę i faktycznie – miałam tam masę nieodebranych połączeń. Ogarnęło mnie poczucie winy. Tak skupiłam się na Harveyu, że kompletnie zapomniałam poinformować mamę o tym, że śpię gdzie indziej.  
– Przepraszam.
– Myślałam, że coś ci się stało!
– Przepraszam – powtórzyłam. – To się więcej nie powtórzy.
W końcu odetchnęła i spojrzała na mnie pytająco.
– Byłaś z Gavinem?
Auć. No tak. Moi rodzice nawet nie mieli pojęcia, że istniał niejaki Harvey. Nie czułam się jednak na siłach, by teraz o tym opowiadać, więc rzuciłam jedynie:
– Muszę się przygotować do pracy. – Wchodząc po schodach, odwróciłam się jeszcze na chwilę. – I… nie. Nie byłam z Gavinem. A on wcale nie jest taki wspaniały, za jakiego go uważasz. – Po czym pobiegłam na górę, a na mojej twarzy ponownie zagościł rozanielony uśmiech.  

HARVEY: Zasnąłem z tobą, a obudziłem się sam. Co mnie ominęło?
AURORA: Praca. Ciężko z tym walczyć. Przepraszam za ucieczkę godną zbiega.
HARVEY: Zobaczę cię dziś?

Na samą myśl o nim znowu chciałam uśmiechać się jak idiotka.
AURORA: Jeśli się postarasz.
HARVEY: O której dziś kończysz?
AURORA: Wieczorem. Dziś zamykam.
HARVEY: Przyjadę po ciebie.
AURORA: Nie mogę się doczekać.

To był dopiero początek – powolny, tak jak sobie obiecaliśmy, ale po raz pierwszy od dawna czułam się… szczęśliwa. Tak, o dziwo tak właśnie się czułam. Nie mogłam też oprzeć się myśli, że Olivia polubiłaby Harveya. I mimo naszych dramatycznych początków, uznałaby go za dobry wybór.
– Możemy porozmawiać?
Gwałtownie podniosłam głowę, by zobaczyć Gavina z lekko podkrążonymi oczami, spoglądającego na mnie zza lady.
– Nie – odpowiedziałam od razu, chowając komórkę.
Czułam na sobie spojrzenie Julie. Gavin w odpowiedzi westchnął przeciągle, jakbym była upartym dzieckiem.
– Po raz kolejny zakończyłaś nasze spotkanie, odchodząc bez słowa.
– A ty po raz kolejny mnie upokorzyłeś, a później nie zatrzymałeś – syknęłam. Wczorajsze wspomnienia znowu zaczynały do mnie wracać.
– Chodź tu i pogadajmy o tym jak ludzie.
– Nie mogę. Pracuję. Poza tym, Darren dzisiaj tu jest i…
– Darren! – zawołał nagle Gavin, wprawiając mnie – i wszystkich klientów kawiarni – w osłupienie. Darren po chwili wyszedł ze swojego biura, też wyraźnie zdziwiony. – Mogę porwać Aurorę na chwilę? Nie będzie to problemem, prawda?
Darren zacisnął zęby, ale wydusił:
– Pewnie, że nie.
Gavin bezceremonialnie wszedł za ladę i pociągnął mnie gwałtownie za łokieć, wyciągając mnie na zewnątrz lokalu. Julie wytrzeszczyła oczy. Poczerwieniałam, widząc zdumione spojrzenia klientów. Musiałam wyglądać jak uprowadzona. Co za wstyd. Gdy tylko uzyskałam władzę nad swoim ciałem, wyrwałam się i stanęłam w bezpiecznej odległości od Gavina.
– Oszalałeś?! Co ty wyprawiasz? Co ty sobie myślisz, wyciągając mnie z pracy wbrew mojej…
– Wyjaśnijmy sobie coś – przerwał mi. – Byliśmy na randce, a potem wszystko się popsuło. Możesz mi powiedzieć dlaczego?
Spojrzałam na niego ze złością.
– Bo flirtowałeś przy mnie z moją koleżanką? A jeśli to nie wystarczający powód, to proszę bardzo: byliśmy na randce, całowaliśmy się, a ty przedstawiłeś mnie jako „córkę Toma”. Wyraźnie wstydzisz się ze mną pokazywać. Zrozumiałam, że nie traktujesz mnie poważnie i nigdy nie traktowałeś! Więc… tak, popsuło się. I to już nie wróci.  
Choć mówiłam prawdę, gdzieś głęboko mnie to bolało. Czułam coś do niego. Chciałam zachować pozytywne wspomnienia, ale on znowu stał się tą odpychającą wersją siebie, tą, której nie cierpiałam.  
– Więc tak po prostu to kończysz? – zapytał chłodno.
Musiałam. Musiałam być silna. Czułam coś do niego, ale to nie było to samo uczucie, które żywiłam do Harveya… poza tym, Gavin był toksyczny – tak samo jak Kira. Mydlili oczy wszystkim dookoła.  
A przecież właśnie zaczynałam być szczęśliwa. Nie potrzebowałam Gavina. Instynkt od początku podpowiadał mi, że to on był tym złym i powinnam się tego trzymać.
– Tak – odpowiedziałam równie lodowatym tonem. – Tak po prostu to kończę. A teraz, jeśli pozwolisz, wrócę do pracy. – Odwróciłam się i weszłam z powrotem do kawiarni, starając się trzymać głowę wysoko.
Tyle, jeśli chodziło o unikanie konfliktów.
Jakoś wytrzymałam do końca dnia, choć sprzątając, nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu pójdę do Harveya. Wyczekiwałam powrotu do naszej rutyny, do naszej gry i whisky. Plus… może czegoś jeszcze. W końcu bez nieporozumień. W końcu bez kłamstw.
Gdy wyszłam wieczorem przed kawiarnię, miałam na twarzy szeroki uśmiech. Chyba jeszcze nigdy mnie takiej nie widział, bo nawet nie odepchnął się od motocykla, tylko przez chwilę po prostu na mnie patrzył. Wykonał taki ruch, jakby chciał mnie pocałować, ale w ostatniej chwili przypomniał sobie o zasadzie powolnych kroków, bo się powstrzymał. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
– W drodze wyjątku… możesz mnie pocałować.
Uśmiechnął się tym swoim psotnym, cwaniackim uśmiechem i łapiąc mnie za talię, przyciągnął do siebie, przyciskając moje biodra do swoich i mocno pocałował, wplatając mi rękę we włosy.  
Czując jego wargi na najróżniejszych miejscach na swoim ciele uznałam, że w końcu wybrałam dobrze.  

półtora miesiąca później

Pociągnęłam łyk whisky, przeglądając jednocześnie Facebooka na telefonie. Czekałam, aż Harvey wróci z pracy. Ja skończyłam poranną zmianę i powiedział, żebym poczekała u niego, to pójdziemy na obiad. Pora była wczesna, ale tak przyzwyczaiłam się do whisky, że zdarzało mi się wypić parę łyków około czternastej.  
Zastanawiałam się, jak to się stało. Przecież byłam szczęśliwa. Jeszcze prawie dwa miesiące temu. Wszystko się ułożyło. A przynajmniej tak sądziłam.
Harvey od początku wydawał się zagadką i niestety – nadal nią był, mimo że starałam się, by w końcu trochę się otworzył.  
Naprawdę byliśmy szczęśliwi. Półtora miesiąca to może nie był oszałamiający staż związku, ale… był tak cholernie intensywny, że motylki w brzuchu towarzyszyły mi niemal zawsze. Czasem z nadmiaru uczuć i emocji musiałam nieco ochłonąć, by móc iść do pracy. Dawno nie byłam w związku. Dawno nie byłam w takim, który byłby szczęśliwy. To była miła odmiana. Harvey zgodził się na to, żebyśmy posuwali się do przodu powoli – przez pewien czas naprawdę się nam to udawało. Pożądanie jednak robiło swoje. W końcu byłam zmęczona rozmowami i chciałam poczuć coś więcej. Trudno było utrzymać ręce przy sobie, dlatego w końcu pękłam – on też. Sąsiadka pamiętała już o ściszaniu telewizora, więc nic nie psuło klimatu. Nawet przerwanie na chwilę obsesyjnego całowania i przesuwania rąk po swoich ciałach, by założyć prezerwatywę, nie mogło tego zepsuć. Miałam wrażenie, że odżyłam – że stałam się z powrotem tą wersją siebie, którą byłam przed śmiercią siostry. Czułam się bezpieczna. Nie musiałam się zastanawiać i analizować. Wiedziałam, że robiłam dobrze. Że on mnie nie skrzywdzi.
Była jednak między nami jakaś przepaść. Czułam, że nie mówił mi o czymś. Nie była to żadna z codziennych spraw, takie omawialiśmy zawsze na bieżąco. Generalnie komunikację mieliśmy na wysokim poziomie, nie mogłam zaprzeczyć. Prowadziliśmy długie rozmowy, dzięki którym w końcu poznaliśmy się lepiej. Przerobiliśmy wszystkie karty z gry. Wiedzieliśmy o sobie tyle, że nikt by nie zgadł, jak krótko się znaliśmy. Widziałam jednak, że coś go dręczyło, coś, o czym nie chciał mówić, jakiś głęboko skrywany sekret. Nie chciałam o tym myśleć. Skoro nie chciał o tym rozmawiać, miał do tego prawo. Męczyło mnie jednak, że Kira o tym wiedziała. Widziałam to w ich wiadomościach. Znała jego, jego sekrety – dlatego uważała, że nigdy jej nie zostawi.
Tłumaczyłam sobie, że potrzebował czasu. Że przecież tak naprawdę wcale nie znaliśmy się tak długo. Wmawiałam sobie, że to wcale nie ma znaczenia – ale dobrze wiedziałam, że tylko się okłamywałam. Ten smutek w jego oczach nie znikał. Miałam nadzieję, że był ze mną szczęśliwy i najczęściej chyba właśnie tak było, ale kryło się za tym coś więcej. Ukrywał coś, co go męczyło i nie dawało spokoju. Nie chciałam naciskać, choć było mi przykro, że nie ufał mi na tyle, by podzielić się swoimi demonami.  
Mój tata ciągle wspominał o Gavinie, co w żaden sposób nie pomagało ani nie było przyjemne – wolałam zapomnieć, że w ogóle był w moim życiu. Przynajmniej tata skorzystał na tej znajomości, miał pracę, w której w końcu dobrze zarabiał. Oddaliśmy całą kwotę pożyczoną od wujka i powoli spłacaliśmy kredyt. Ja w końcu zaczęłam postrzegać pracę jako odskocznię od codzienności, a nie jak jedyne źródło dochodu, będące nieustającym koszmarem. Na szczęście Gavin przestał przychodzić po swoje espresso oraz sałatkę, więc miałam chwilę oddechu od niego.
Jak się okazało, nie na długo.
Trzydziestego stycznia chciałam być sama. Nie chciałam z nikim rozmawiać, z nikim się widzieć. Harvey to rozumiał i nie miał nic przeciwko. Pytał, czy ma pójść ze mną, ale zaprzeczyłam; wobec tego powiedział, że zaczeka, aż będę chciała o tym porozmawiać. Delikatnie pocałował mnie w czubek głowy, tak jak lubiłam, i pozwolił odejść. Poszłam prosto na cmentarz. Całą drogę walczyłam ze łzami, a kiedy usiadłam na ławeczce przy grobie, wybuchnęłam płaczem.
To już rok. Rok, odkąd straciłam siostrę. Były lepsze i gorsze momenty, ale ten ból nie znikał. Rok temu zostawiła mnie moja najlepsza przyjaciółka. Nie sądziłam, że kiedykolwiek się z tego otrząsnę.
Bywały dni, kiedy chciałam dołączyć do niej – ale potem przypominałam sobie, że przecież chciałam żyć. Choćby dla rodziców. Choćby i bez niej.
Nienawidziłam tego dnia. Całą sobą.
W dzień pogrzebu Olivii słońce świeciło mocno i jasno, co było tak ironiczne, że tylko bardziej chciało mi się płakać. Moja siostra umarła, a krajobraz był przepiękny – śnieg iskrzył się w słońcu i byłaby to piękna sceneria na jakąś sesję zdjęciową. Szkoda tylko, że czekała nas najsmutniejsza impreza z możliwych.
Czułam się jak duch. Szłam za trumną, ale jakby mnie tam nie było. Przez głowę przelatywały mi wspomnienia ze wszystkich lat mojego życia. Olivia jako noworodek. Olivia jako wredny bobas, ciągnący mnie za włosy. Olivia jako dziesięciolatka, która podbierała mi kosmetyki i naśladowała wszystko, co robię – później nastolatka, która nigdy nie wstydziła się swoich kobiecych krągłości. W końcu dorosła kobieta. Moja najlepsza przyjaciółka. Osoba, której zawsze mogłam się poradzić. Która kochała mnie bezwarunkowo.
Teraz była tylko zimnym, bladym, martwym ciałem.
Miałam dość kondolencji – zwłaszcza tych od dalszych członków rodziny, którzy ostatni raz widzieli Olivię na jej komunii i nawet jej nie znali. Chciałam tylko wrócić do domu, położyć się do łóżka i wybuchnąć płaczem. A później może przytulić się do Victora. Nie przyszedł na pogrzeb i choć powiedziałam mu, że to rozumiem, to wcale nie rozumiałam. Byłam na niego wściekła. To był najgorszy dzień w moim życiu, a jego tu nie było, by mnie wspierać.
Okazało się jednak, że czekał na mnie przed domem. Na jego widok znowu się rozkleiłam. Chciałam się wtulić w jego ramiona i choć na chwilę zapomnieć o tym, co się stało.
On jednak odsunął się ode mnie, gdy tylko zamknęłam drzwi od pokoju.
–  Przepraszam, że mnie dziś nie było. Chciałem z tobą być, ale…
–  Ale co? – przerwałam mu. – Co mogło być ważniejsze od pogrzebu mojej siostry?
Wydawał się skruszony.
–  Słuchaj… nigdy nie było na to dobrego momentu. Już od dłuższego czasu chciałem to zrobić, ale Olivia była w ciężkim stanie i… –  Zamilkł, a mnie przeszedł okropny dreszcz. – Dostałem dobrą ofertę pracy – powiedział w końcu. – Tylko że… w innym mieście. I… nie chciałem cię zmuszać do przeprowadzki. Teraz też nie chcę. Uważam, że będzie najlepiej, jeśli zaczniemy od nowa. Oboje. Osobno.
Jego słowa dotarły do mnie z opóźnieniem. Czy on właśnie ze mną zrywał? W dzień pogrzebu mojej siostry? Dla… pracy?
–  Chodzi tylko o pracę? – odezwałam się. – Czy po prostu nie chcesz mieć dziewczyny, która będzie w żałobie po siostrze?
–  Ja… –  Na jego twarz wstąpiło zmieszanie.
–  Wynoś się. – Odsunęłam się od niego, jakby zarażał, a ramiona zaczęły mi się gwałtownie trząść. – Nie chcę słuchać twoich żałosnych wymówek. Nie mogę uwierzyć, że…
Nawet nie zdążyłam dokończyć zdania. Nie mogłam uwierzyć, że poświęciłam mu tyle miesięcy życia. Że go pokochałam.
Nie zdążyłam.  
Wyszedł, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.

Victor. Jedna z moich największych, pierwszych pomyłek. Tchórz, który uciekł, gdy zaczęły się problemy.
Zapoczątkował falę cholernego pecha w moim życiu.
Pozostawało tylko mieć nadzieję, że niedługo w końcu się skończy.
–  Cześć.
Gwałtownie podniosłam głowę i podskoczyłam, bo nie spodziewałam się nikogo zobaczyć na cmentarzu – a już zwłaszcza nie Gavina.
–  Cześć – odparłam zaskoczona, nadal w szoku. Nie widziałam go… prawie dwa miesiące. Z jednej strony moja wściekłość przez ten czas trochę zmalała, ale nadal mu nie wybaczyłam tego, jak mnie potraktował. Nie miałam pojęcia, co tu robił. – Co ty tu…
Dopiero zauważyłam, że trzymał kwiaty. Tulipany. Olivia je kochała.
–  Twoja mama mówiła mi… –  Machnął ręką w stronę grobu. – No więc pomyślałem, że przyjdę i okażę trochę szacunku.
On i szacunek. Jakoś ciężko było mi w to uwierzyć – niemniej jednak to było miłe, że pamiętał i tu przyszedł.
Nadal jednak chciałam być sama. Jeśli ktoś powinien być tu ze mną, to Harvey.
Gavin jednak położył kwiaty na zimnym marmurze i usiadł obok mnie na ławce.
–  Co u ciebie? Jak się czujesz?
Przymknęłam oczy. To było najgłupsze pytanie, jakie mógł mi zadać.  
–  Jak się czuję? – powtórzyłam, otwierając oczy. – A jak ci się zdaje?
– Wiem, że to dla ciebie ciężki dzień…
– Gdybyś wiedział, to zostawiłbyś mnie teraz w spokoju. – Czułam, że byłam dla niego niemiła bez powodu, ale dzisiaj… dzisiaj miałam do tego prawo. – Mam uwierzyć, że niby przypadkiem znalazłeś się tutaj dokładnie o tej godzinie, o której ja przyszłam? Dzień ma dwadzieścia cztery godziny. A ty masz przecież doświadczenie w śledzeniu ludzi – dodałam ironicznie.
Ciężko było mi określić, czy się zmieszał, ale przynajmniej nie zaczął żadnej dyskusji. Dziś nie byłam w stanie z nikim rozmawiać.  
– W takim razie już pójdę. – Wstał z ławeczki i spojrzał na mnie ostatni raz. – Wszystkiego najlepszego.
Nie. Nie, do cholery. Nie chciałam tego słyszeć. Nie chciałam słuchać żadnych życzeń. Dlatego nie odpowiedziałam, a Gavin w końcu odszedł, zostawiając mnie samą.
Dzień, w którym się urodziłam i obchodziłam urodziny.
Dzień, w którym umarła moja siostra.
Dzień, w którym moje serce pękło i już na zawsze miało takie pozostać.
Przeklęta data.
Później już go nie widziałam. Starałam się przejść do porządku dziennego. Ciężko mi było stwierdzić, czy Harvey wiedział o moich urodzinach. Nigdy nikomu o nich nie mówiłam, ale przecież mógł się łatwo dowiedzieć, kiedy je obchodziłam. Miałam wrażenie, że wiedział, ale po raz kolejny domyślił się, że nie chciałam słuchać życzeń, bo i tak były dla mnie fałszywe. Nienawidziłam tych kobiet, które „nie znosiły” swoich urodzin, bo dodawały im lat. To ja miałam prawo nienawidzić swoich. I nie chcieć ich obchodzić, być szczęśliwą, kiedy to był ten sam dzień, gdy Olivia umarła.
Harvey jedynie przytulił mnie mocniej wieczorem i mówił dużo mniej niż zwykle. Zrobił mi kolację, o nic nie pytał. Byłam mu za to cholernie wdzięczna – i za to, że to był kolejny moment, gdy nie musiałam mu niczego tłumaczyć.
Uwielbiałam to w nim – Harvey po prostu sam rozumiał pewne rzeczy. Choć nasze początki były burzliwe, teraz nagle jakby wszystko się uspokoiło. Przesiadywanie w jego mieszkaniu stało się moją codziennością. Whisky zaczęło mi smakować. Przyzwyczaiłam się do jego dotyku, jego nagiej skóry na mojej. Po seksie zawsze opierał głowę na mojej piersi, a ja przeczesywałam palcami jego czarną czuprynę. Nasze serca biły w jednym rytmie. Zaczynałam się w nim zakochiwać.
Potem jednak znowu wszystko się popsuło.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 5020 słów i 28068 znaków.

2 komentarze

 
  • agnes1709

    Myślałam, że się panny za łby wezmą, a tu nic? Eee :lol2: Co się popsuło? Ja nie wytrzymam z tymi Waszymi zakończeniami  :smh: Za to kolejna część jutro :D

  • candy

    @agnes1709 bić się miały? O faceta? Eeee, gdzie tam :D

  • agnes1709

    @candy Nie, o honor! Kiła została porzucona, i tak odpuszcza? Trzeba było furiatkę z niej zrobić; jak być durnym, to do końca:D Teraz pewnie zrobi podchody, uwiedzie Harveya (wszelkie wspomagacze dozwolone), Aurora ich nakryje i będzie bal! :dancing: No widzisz? Furtka na wyrywanie kudłów jeszcze jest :tadam:  :danss:

  • HeheheCO

    @agnes1709 zgadzam się w stu procentach ^-^
    <:
    &;)  》    
    ;÷;  

    >,
    ×7




    Nie, nie mam co robić

  • lolissss

    oj coś czuje ze to popsucie będzie związane z tym co aurora przeczuwała albo nie daj boże z kira... już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału żeby się dowiedzieć o co poszło !!

  • candy

    @lolissss jedno z tych przypuszczeń jest prawdziwe :D