Empiria – rozdział 9

Empiria – rozdział 9Moją pierwszą myślą był Gavin — bo kto inny mógł tutaj przyjść? Kto inny wiedział, że tu byłam? Nikomu nie podawałam tego adresu. Całe ciało natychmiast pokryło mi się gęsią skórką, ale odważyłam się wstać. Dzięki Bogu, drzwi miały judasza. Przyłożyłam do nich oko i natychmiast zalała mnie fala ulgi — to nie był Gavin. Za drzwiami czekała wysoka brunetka, donośnie tupiąc nogą. Żołądek od razu skręcił mi się z nerwów. Czy… to była dziewczyna Harveya? Na pewno. Ale dlaczego przyszła teraz? Na pewno wiedziała, że Harvey był w pracy. Miałam ją zignorować czy jednak wpuścić do środka? Co sobie pomyśli, gdy zobaczy mnie w progu?
Zapukała po raz kolejny, aż podskoczyłam. W końcu postanowiłam otworzyć. Uchyliłam drzwi tylko na kawałek, jakby miała rzucić się na mnie z nożem. Nie wiedziałam, co powiedzieć, ale nawet nie zdążyłam otworzyć ust, kiedy rzuciła:
— Cześć! Jestem Sheila. Mogę wejść?
— Ja… hm… — Oblała mnie panika. — Nie wiem, czy…
— Och, no tak, przepraszam, moje imię zapewne nic ci nie mówi. Spotykam się z Harveyem. Powiedział mi o tobie. Postanowiłam sprawdzić, czy niczego nie potrzebujesz.
Poczułam się jeszcze gorzej niż przed chwilą. Sheila… była miła. Chyba podświadomie spodziewałam się, że nowa dziewczyna Harveya będzie kimś pokroju Kiry — czyli fałszywą, wredną suką. Tymczasem ta dziewczyna nie tylko znała moją sytuację, ale nie wściekła się, że przebywałam w mieszkaniu jej chłopaka i jeszcze do mnie przyszła. Zauważyłam, że przez rękę miała przewieszoną foliową torbę, a w ręku trzymała kartonik z dwoma kawami na wynos.
— Oczywiście, że możesz wejść. — Odsunęłam się, robiąc jej miejsce. — Właściwie z nas dwóch to ty masz większe prawo tu przebywać…
Patrzyłam, jak wchodzi do środka i poczułam ucisk w brzuchu. Była naprawdę piękna. Miała na sobie dżinsy z wysokim stanem, biały crop top i szary żakiet w sportowym stylu. Na szyi błyszczał złoty naszyjnik. Wysoka, smukła, z nosem usianym piegami, świetlistą cerą i brązowymi loczkami, które okalały jej szczupłą twarz. Przy niej poczułam się jak mała smarkula. Zastanawiałam się, co takiego Harvey jej powiedział. Niby sam określił tę relację jako „nic poważnego”, ale chyba jednak było inaczej. Opowiedział jej o swojej byłej dziewczynie. Ile wiedziała? Szczelniej owinęłam się kocem, patrząc, jak Sheila wyjmuje z torby rogaliki i dżem wiśniowy, potem truskawkowy, potem malinowy.
— Nie wiedziałam, jaki lubisz — powiedziała, napotykając mój wzrok. — A rogaliki są jeszcze ciepłe, koniecznie musisz spróbować. Sama je piekłam.
Piękna, niebywale miła dziewczyna, która piekła rogaliki. Musiałam przyznać, że tym razem Harvey naprawdę dobrze trafił.  
— Nadal nie rozumiem, dlaczego tu jesteś — powiedziałam, obserwując, jak wprawnie porusza się po mieszkaniu, wyjmuje talerz, kładzie na nim rogaliki i wyjmuje łyżki do dżemu. Nadal wydawało mi się to cholernie dziwne. Przyszła do nieznajomej dziewczyny z rogalikami i kawą.  
— No tak… muszę ci się wydawać strasznie bezpośrednia, przepraszam. — Przeniosła wszystko na stół i usiadła, patrząc na mnie wyczekująco, więc też usiadłam. Przesunęła jedną z kaw w moją stronę. — No więc… Harvey trochę mi o tobie powiedział. Nie chciał, ale ja jestem taką osobą, która musi wiedzieć wszystko, więc oczywiście pociągnęłam go za język. Jest mi bardzo przykro z powodu tego, co cię spotkało. — Jej wzrok na chwilę zatrzymał się na mojej szyi. — Oczywiście, nie mam nic przeciwko, że wziął cię do siebie. To chyba najlepsze rozwiązanie w tej sytuacji, zwłaszcza jeśli twój mąż nie zna tego adresu. Wiedziałam, że pewnie siedzisz tu sama, bo Harvey wyszedł do pracy, więc pomyślałam, że wpadnę i… — Wzruszyła ramionami. — Sama nie wiem. I pogadamy? Nie chciałam, żebyś siedziała tutaj sama jak palec.
Pogadamy? Chciała być moją przyjaciółką czy co? Z jednej strony byłam wzruszona jej niezapowiedzianym pojawieniem się z rogalikami i kawą, ale z drugiej czułam, że to jakaś zasadzka.
— Wiesz, że byliśmy kiedyś parą? — zapytałam ostrożnie.
Sheila potwierdziła skinieniem głowy.
— Więc… czemu jesteś dla mnie taka miła?
Zmarszczyła lekko brwi.
— Mam nie być miła?
— Przepraszam. Nie o to mi chodziło. Po prostu nie przywykłam do uprzejmości.
— To niedobrze. — Podsunęła mi talerz z rogalikiem. — Fakt, może to dziwne z mojej strony, ale taka już jestem. Każdy z nas ma przeszłość. Mam się wściekać na Harveya, że pomaga swojej byłej dziewczynie? Wściekłabym się, gdyby tego nie zrobił. Co prawda, ja chyba nie pomogłabym żadnemu mojemu byłemu, ale tylko dlatego, że sobie na to nie zasłużyli. Czemu nie jesz?
Zerknęłam na rogalika i zmusiłam ręce do ruchu. Przekroiłam miękkie ciasto i posmarowałam połowę dżemem wiśniowym. Ugryzłam kawałek.
— Pyszny. — Postanowiłam w końcu zaakceptować fakt, że ta nieco dziwna dziewczyna przyszła dotrzymać mi towarzystwa i już tego nie roztrząsać. To było miłe z jej strony. — Naprawdę sama piekłaś?
— Tak, razem z mamą prowadzimy piekarnio-cukiernię. Kawa też jest nasza. — Popukała w logo wydrukowane na kartoniku. — Nie lubię się chwalić, ale mamy całkiem niezłe rzeczy. Jak kiedyś najdzie cię ochota na coś niebywale dobrego i pełnego glutenu, to zapraszam.
O dziwo, sprawiła, że się uśmiechnęłam, choć gdzieś głęboko byłam rozdarta. Chciałam ją znienawidzić, tak jak Kirę. Wtedy byłoby łatwiej. Fakt, że spotykała się z Harveyem, bardzo mnie bolał, ale to, że była taka miła, było denerwujące. Nie chciałam jej lubić.  
— No więc… jak poznaliście się z Harveyem?
Byłam w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach przekonana, że nie chciałam słyszeć tej historii, ale nie mogłam się powstrzymać.
— Och, zabawne, że o to pytasz, bo właściwie wiąże się to właśnie z naszą piekarenką. Wpadł tam któregoś ranka, strasznie zaspany. Kupował kawę. Był tak uroczo nieogarnięty, że nie mogłam oderwać od niego wzroku. — Uśmiechnęła się szeroko. — Gdy płacił, ktoś do niego zadzwonił i biedak po prostu tak skupił się na tej rozmowie, że wyszedł bez kawy! Musiałam za nim biec. — Zaśmiała się, a mnie jakby coś zmroziło w środku. Musiałam przycisnąć mocno dłonie do ciała, by powstrzymać ich drżenie. Swoimi słowami przypomniała mi moją pierwszą rozmowę z Harveyem.
Gavin i jego narzeczona wpatrywali się z pogardą w stojącego przed nimi mężczyznę, który nagle warknął:
— Pierdolcie się oboje.  
Gwałtownie odepchnął się od blatu i skierował się do wyjścia, przepychając się przez ludzi. Stałam tam jak rażona piorunem, niepewna, co teraz robić. Nie wziął kawy, ale przecież za nią zapłacił. Przykryłam ją wieczkiem i wypadłam zza blatu, by dogonić tajemniczego mężczyznę, który zdążył już wyjść na zewnątrz i oddalał się szybkim krokiem.
— Proszę poczekać! — zawołałam, a on się zatrzymał i odwrócił. Dobiegłam do niego, nieco zdyszana. — Pańska kawa…

Jakie były szanse? Dlaczego, dlaczego musiał poznać Sheilę akurat w ten sam sposób co mnie? Świat chciał dokopać mi jeszcze bardziej? Wytrąciło mnie to z równowagi i musiałam wziąć parę głębszych oddechów, bo nie chciałam tłumaczyć się brunetce z mojego nagłego spadku nastroju.
— Typowy Harvey — powiedziałam w końcu, czując się, jakbym się nim z nią dzieliła, jakbyśmy znały sekret, którego nie zna reszta świata. Obydwie znałyśmy teraz Harveya, zwłaszcza w ten szczególny sposób. Obydwie byłyśmy z nim związane. Czy już ze sobą spali? Po mieszkaniu poruszała się swobodnie, na pewno była tu już wiele razy. Czy leżała z nim w tym samym łóżku, w którym ja dzisiaj spałam? Na samą myśl, że Harvey jej dotykał, czułam niemal fizyczny ból. Nie było w tym oczywiście nic dziwnego. Na pewno pięknie razem wyglądali. Gdy Sheila o nim mówiła, od razu się uśmiechała. Dlaczego Harvey twierdził, że to nie było nic poważnego? — Ja też musiałam raz za nim wybiegać.
— Tak? A gdzie pracujesz?
— W kawiarni, ale właściwie nie podajemy tylko kawy, mamy też ofertę śniadaniową, ciasta… Tam właściwie poznałam Harveya. I… Gavina. — Jego imię ledwo przeszło mi przez gardło.
Sheila spoważniała.
— To twój mąż, tak?
— Tak.
— Harvey wspominał mi o tym typie i o całej sprawie z Kirą… — westchnęła ciężko. Wyglądało na to, że Harvey dość dużo jej powiedział. — Naprawdę mam nadzieję, że uda ci się od niego uwolnić. Żadna kobieta nie powinna być narażona na coś takiego.
— To prawda. — Upiłam łyk kawy. — Byłam głupia. To tylko i wyłącznie moja wina.
— Bo nie widziałaś, że tak naprawdę jest damskim bokserem? Daj spokój. Przecież nie zakochałaś się w nim, wiedząc, jaki był. Zakochałaś się w nim, bo był czarujący i miły, mam rację? Dopiero, gdy już byłaś jego, pokazał swoje prawdziwe oblicze.  
Spojrzałam na nią pytająco, bo w jej głosie było coś takiego… Brzmiała tak, jakby mnie rozumiała. Bardziej niż ktoś inny. Dopiero, gdy na mnie spojrzała, zrozumiałam.
— Czy ciebie też bił jakiś facet? — zapytałam cicho.
Skinęła powoli głową.
— Choć może „bił” to za duże określenie… Uderzył mnie tylko raz. To wystarczyło. Powiedziałam mu, że spłonie za to w piekle i odeszłam. — Wyprostowała się. — Nie zamierzałam pozwolić się tak traktować. — Jej wzrok nagle złagodniał. — Oczywiście, nie chcę przez to powiedzieć, że ty na to pozwalałaś… wiem, jak trudno jest odejść. U mnie to był tylko paromiesięczny związek, ty wyszłaś za niego za mąż. Na pewno chciałaś to ratować.
Nie zamierzałam tego komentować. Sheila mówiła dalej:
— Ale potem… ciężko było mi zaufać jakiemuś mężczyźnie. Dopóki nie spotkałam Harveya. On jest taki… spokojny i delikatny. Przy nim czujesz, że nie spotka cię nic złego.
Byłam już o krok od łez. Nienawidziłam świata i środkowego palca, który właśnie mi pokazywał. Dlaczego akurat Sheila musiała przeżyć to, co ja? Zdążyłam już ją polubić, poczuć z nią nić porozumienia. Byłaby dobrą przyjaciółką, była miła, serdeczna, pomocna… idealna. Ale wypowiadała się o Harveyu tak, jakby go kochała. Gołym okiem było widać, że jej na nim zależało. Był pierwszym, komu zaufała po tym, jak mężczyzna ją uderzył. To nie było „nic poważnego”. Ona go potrzebowała. Miała to, czego ja też pragnęłam, ale to straciłam.
— Cieszę się, że się wam układa — powiedziałam w końcu, choć czułam pieczenie w kącikach oczu.  
— Cóż… tak naprawdę nie jesteśmy oficjalnie razem — mruknęła, wbijając wzrok w stół. Czyli Harvey mówił prawdę. — Ale ja czuję, jakbyśmy byli, wiesz? Stwierdziłam, że może on po prostu nie czuje potrzeby nazywania tego. Spotkamy się i jest dobrze. Nie muszę wkładać tej relacji do specjalnej szufladki, jeśli jestem szczęśliwa.  
Serce pulsowało mi bólem i czułam się tak cholernie niepotrzebna. Chciałam stąd zniknąć. Zniknąć z życia Harveya, bo wbrew temu, co mówił, wprowadzałam w nim spory zamęt swoją obecnością. Sheila była dla niego idealna. To na niej powinien się skupiać, a nie na mnie.
— Gdybyś czegoś potrzebowała, czegokolwiek… Możesz do mnie zadzwonić. To mój numer telefonu. — Podsunęła mi nagle jakąś kartkę. — Zawsze mogę przynieść kawę albo pączki. To jeden z plusów przyjaźni ze mną.
Czyli byłyśmy teraz przyjaciółkami? Przyjaźń z nią była ostatnim, czego chciałam.
Mimo wszystko wzięłam karteczkę.
— Dziękuję. — Niby to było miłe, ale zaczynałam mieć dość tego, że wszyscy wokół traktowali mnie jak ofiarę i kogoś, kto nie umiał sobie sam radzić. — Wpiszę go, gdy już załatwię sobie nowy numer. — Właśnie. Musiałam jak najszybciej to zrobić. Musiałam też założyć nową pocztę. Wolałam dmuchać na zimne.  
— No tak, jasne.
Zapadła niezręczna cisza. Zastanawiałam się, jak grzecznie powiedzieć Sheili, że jednak chciałabym zostać sama. Chyba nie było na to sposobu. To nie było moje mieszkanie, tylko Harveya, a to ona się z nim spotykała. Tak jak jej powiedziałam na początku, to ona miała większe prawo tu przebywać.  
W końcu sama załapała aluzję, bo powiedziała:
— To będę się już zbierać. Wyrwałam się tylko na chwilę.
— Jasne. Dziękuję, że wpadłaś.  
Zostawiła mi resztę rogalików, choć miałam powiedzieć, żeby je zabrała. Ona jednak od razu poszła do drzwi i po chwili niezręcznie się pożegnałyśmy. Gdy wyszła, odczułam ulgę. Oparłam czoło o drzwi, zbierając przez chwilę myśli. To była jedna z najdziwniejszych wizyt, jakich doświadczyłam w całym swoim życiu i naprawdę mnie wykończyła. Nie chciałam polubić Sheili, ale teraz już nic nie mogłam na to poradzić. Nie miałam pojęcia, jak spojrzę Harveyowi w oczy, gdy wróci po pracy.

Przez resztę dnia nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Zjadłam parę rogalików Sheili, a resztę zostawiłam. Dawno się tak nie nudziłam, bo dawno też nie przebywałam sama. Smakowałam wolności bez Gavina. Trochę posprzątałam, choć w mieszkaniu i tak było czysto, a gdy wybiła szesnasta, przeszukałam lodówkę Harveya i jego szafki, by zorientować się, co miał i z czego mogłam zrobić mu obiad. Czułam się jak intruz, ale chciałam też jakoś mu się odwdzięczyć. W końcu zrobiłam makaron z warzywami, którym chyba niedługo kończyła się data przydatności do spożycia, do tego dorobiłam sos pomidorowy. Miałam nadzieję, że nie będzie miał mi tego za złe.
Akurat gdy mieszałam wszystko na patelni, szczęknęły drzwi. Niemal odzwyczaiłam się od tego dźwięku, tak przywykłam do windy w apartamencie. Obejrzałam się, nagle sztywniejąc. Miałam mu mówić, że jego… dziewczyna złożyła mi wizytę czy już o tym wiedział?
— Cześć — powiedział Harvey, zamykając drzwi i zerkając na mnie w przelocie. — Co robisz?
— Pomyślałam, że… zrobię ci makaron. Nie masz nic przeciwko?
— No co ty. Jestem cholernie głodny, a to pachnie super. — Zdjął torbę z ramienia i położył na podłodze. Przyglądałam mu się kątem oka. Miał na sobie te same spodnie co wczoraj, beżową koszulkę i czarną bluzę. Trochę tęskniłam za jego skórzanymi kurtkami. Zastanawiałam się, czy nadal w nich chodził i czy nadal jeździł motocyklem.  
Podszedł do mnie i postawił coś na blacie.
— Proszę. Gaz pieprzowy. Obyś nie musiała go użyć, ale lepiej mieć go pod ręką.
— Dziękuję, nie musiałeś.
— Musiałem. Zapewne Gavin nie przepuści okazji, by złapać cię w pracy. Tak jak mówiłaś, nie zrobi ci nic przy ludziach, ale lepiej, żebyś w razie czego mogła się obronić.
Spuściłam wzrok na makaron, bo bliskość Harveya mnie rozpraszała. Stał tak blisko, że czułam jego perfumy. Chciałam zanurzyć rękę w jego gęstych czarnych włosach i się w niego wtulić tak jak wczoraj — ale teraz, mając świadomość, że w jego życiu była Sheila, nie chciałam tego robić. Nie byłoby to na miejscu.  
W końcu zsunęłam makaron na głęboki talerz i podałam Harveyowi. On uniósł tylko brwi.
— A ty?
— Nie jestem głodna.
— Chyba żartujesz. Oczekujesz, że sam to zjem, a ty będziesz tylko patrzyła?
— Naprawdę nie jestem głodna…  
— Mhm. — Postawił talerz na stole, po czym spojrzał na mnie, krzyżując ręce na klatce piersiowej. — Chcesz się zagłodzić na śmierć?
Zaskoczył mnie jego wrogi ton.
— Nie.  
— Myślisz, że nie widzę, jak schudłaś? Wyglądasz, jakbyś miała zaraz tu upaść.
— Dzięki — powiedziałam ironicznie.  
— Proszę. Rozumiem, że mogłaś nie jeść ze stresu, ale Gavina już tu nie ma. — Minął mnie, wziął z szafki drugi talerz i zaczął przekładać połowę makaronu. — A ja nie będę się przyglądał, jak robisz się coraz chudsza. Nie obchodzi mnie, że nie jesteś głodna. Jeśli trzeba, będziemy tu siedzieć do wieczora, aż wszystko zjesz.
Ponownie poczułam się, jakby był moim tatą, a ja — niesforną córką. Znowu byłam ofiarą, nad którą trzeba było się litować. Miałam dość. Może i wyglądałam jak ofiara, ale nie chciałam, by Harvey mnie tak traktował. Jakbym była obowiązkiem do odhaczenia.
— Przestań. Po prostu… przestań. — Narzuciłam swojemu głosowi ostry ton, który sprawił, że Harvey na mnie spojrzał. — Nie musisz się mną opiekować. Nie musisz wciskać mi jedzenia na siłę. Udzieliłeś mi dachu nad głową i jestem za to wdzięczna, ale… nie jesteśmy parą.
— Wiem o tym. — Uniósł brwi.  
— Więc nie zachowuj się, jakbyśmy byli.
— To ty zrobiłaś mi obiad — rzucił, a ja gwałtownie poczerwieniałam. Ta rozmowa zmierzała w złym kierunku.
— Bo chciałam być miła!
— A ja nie chcę, żebyś umarła z głodu. To czyni mnie twoim chłopakiem?
— Nie, ale… nie chcę, żebyś mnie tak traktował! Jakbyś był moim ojcem albo chłopakiem, który ma obowiązek o mnie dbać! — W końcu wybuchłam. Miałam dosyć jego litościwego spojrzenia. Sheila też tak na mnie patrzyła, podobnie Julie i moi rodzice. Już dla nikogo nie byłam tą samą dziewczyną co kiedyś. — Patrzysz na mnie jak na ofiarę. Jak na kogoś, kto nie umie sam sobie poradzić. Wciąż jestem tą samą Aurorą, którą kiedyś poznałeś. Tak, przeszłam przez coś okropnego, ale to nie czyni mnie kimś innym. Widzę, jak się nade mną litujesz, a ja… potrzebuję być traktowana normalnie.
Po moich słowach zapadła cisza. Zastanawiałam się, czy to, co mówiłam, w ogóle brzmiało racjonalnie. Przecież wiedziałam, że byłam niestabilna psychicznie i emocjonalnie. Pragnęłam jednak, by ludzie z mojego otoczenia zachowywali się tak, jakby nic się nie zmieniło, potrzebowałam jakiejś stabilizacji, namiastki dawnego życia.
— Dobrze — powiedział w końcu Harvey łagodniejszym tonem. — Nie zmuszam cię do niczego. Jeśli nie jesteś głodna, w porządku. Ale byłoby mi miło, gdybyś zjadła razem ze mną.
Przez chwilę stałam w miejscu, aż w końcu usiadłam na krześle, on też. Zaczęliśmy jeść. Przez chwilę słychać było tylko szczękanie sztućców. Po chwili Harvey zapytał:
— Włączyłaś już telefon?
— Nie. — Potrząsnęłam głową. — Chciałam przełożyć do niego kartę z tego telefonu od ciebie, ale boję się.  
— Chcesz zrobić to teraz?
Od razu zaschło mi w gardle.
— Najpierw zjedzmy.
Ponownie przenieśliśmy się na kanapę, odsunięci w dwa jej kąty. Gdy w końcu chwyciłam za komórkę, czułam się, jakbym trzymała bombę, która zaraz wybuchnie. Gdy ją włączyłam, przez chwilę nic się nie działo, a potem nagle zaczęły przychodzić powiadomienia o nieodebranych połączeniach od Gavina, za chwilę smsy. Bałam się na nie spojrzeć.
GAVIN: Ty dziwko. Jak mogłaś mi to zrobić? Po tym, co ja zrobiłem dla ciebie?!
GAVIN: Nie ukryjesz się przede mną. I tak cię znajdę.
GAVIN: Pożałujesz tego, co mi zrobiłaś. Wrócisz do mnie na kolanach i będziesz błagać, bym cię przyjął.

Te trzy wiadomości wystarczyły, bym zaczęła trząść się jak osika. Drżącymi palcami zaczęłam wyjmować kartę.
— Nie wyrzucaj jej tylko. Przyda się do materiałów dowodowych.
Fakt. Gavin chyba był tak wściekły, że nawet nie pomyślał, że te smsy będą mogły stanowić dowód. Nie poprawiło mi to jednak humoru, nawet gdy włożyłam do telefonu nową kartę i mogłam w końcu swobodnie używać komórki.
— Zdjęłaś obrączkę — powiedział nagle Harvey.
— Tak. — Spojrzałam na swój palec serdeczny, który był dziwnie pusty. — Nie chcę jej dłużej nosić. — Zdjęłam ją wczoraj, przed spaniem i wrzuciłam głęboko do torby. Nie chciałam nawet na nią patrzeć.  
Odruchowo chciałam wpisać do komórki numer Sheili, ale przypomniałam sobie, że Harvey chyba nadal nie miał świadomości, że tu była. Postanowiłam mu powiedzieć.
— Twoja dziewczyna wpadła tu dziś z wizytą — powiedziałam spokojnie, przenosząc wzrok na Harveya, który lekko pobladł.  
— Sheila tu była?
— Przyniosła mi rogaliki i kawę.  
— No tak. — Potarł czoło. — Właściwie nie jestem zaskoczony. Powinienem był się spodziewać, że tak zrobi. Jest bardzo serdeczna. Lubi pomagać.
— Zaskoczyło mnie, że tyle wie. Że wszystko jej powiedziałeś. O mnie, o Kirze, o Gavinie… — Nagle zdałam sobie z czegoś sprawę. Bałam się zapytać, ale musiałam. — Czy wie też o twojej tajemnicy?
Dobrze wiedział, o czym mówiłam. Nie musiałam precyzować swojej wypowiedzi.  
Harvey powoli pokręcił głową.
— Nie. Nie powiedziałem jej.  
Ulżyło mi, choć starałam się tego nie okazywać. Gdyby okazało się, że powiedział Sheili, ale mnie nie… To by bardzo bolało. Za bardzo.
— Powiedziałem tylko Kirze i szybko tego pożałowałem. — Z jego głosu bił żal i ból, który chciałam otulić, by dłużej go nie słyszeć… Ale nie miałam już do tego prawa.
Postanowiłam wrócić do tematu Sheili.
— To była dziwna wizyta, ale polubiłam ją. Tak jak powiedziałeś, jest bardzo serdeczna i miła. Rozumiem, dlaczego jesteście razem.
— Mówiłem ci już, że tylko się spotykamy. Nie jesteśmy razem.
— Może powinniście. — Wypowiedzenie tych słów wiele mnie kosztowało, ale przecież mówiłam prawdę. — Jest naprawdę świetna i zależy jej na tobie. Dała mi nawet swój numer. — Wyjęłam z kieszeni dżinsów karteczkę.
— Zamierzasz z niego skorzystać?
— Nie wiem. A powinnam?
Wzruszył ramionami.
— Jeśli chcesz, to oczywiście.  
Prawdę mówiąc, kusiło mnie, by faktycznie zapisać jej numer. Była jedyną znaną mi osobą, która też doświadczyła przemocy ze strony mężczyzny. Była jedyną, która rozumiała mnie bardziej niż ktokolwiek inny, bo też w jakiejś mierze to przeżyła. Była przesympatyczna. Chętnie porozmawiałabym z nią po raz kolejny.  
Jedynym problemem było to, że spotykała się z mężczyzną, którego kochałam.  
Nagle, po tylu miesiącach, znowu byłam w tym samym miejscu co kiedyś — rozdarta między dwoma mężczyznami. Czułam coś do obydwóch i nie wiedziałam, co z tym robić. Teraz przybrało to nieco inną formę — byłam mężatką, a mąż, w którym niegdyś się zakochałam, być może nigdy nie istniał. Kochałam wspomnienie — i kochałam też tego, który siedział przede mną, wpatrywał się we mnie swoimi smutnymi brązowymi oczami. Kochałam go już od dawna, mimo że nigdy nie miałam szansy w pełni wyrazić swojej miłości, bo gdy to zrobiłam, było już za późno.
A teraz miał dziewczynę — wspaniałą, miłą, wesołą Sheilę. Nawet, jeśli nie byli oficjalnie w związku, nie dało się zaprzeczyć, że coś ich łączyło. Widziałam, jak Sheila cała aż promieniała, opowiadając o Harveyu. Był pierwszym, któremu zdołała zaufać po tym, jak inny mężczyzna ją pobił. Miałam to zepsuć? Jak mogłam wchodzić między nich? Dlatego chciałam stąd zniknąć — jak najszybciej. Ale jeśli zaprzyjaźniłabym się z Sheilą, to Harvey cały czas byłby w moim życiu. Czułam, że patrzenie na nich razem będzie stopniowo wypalało mi bolesne dziury w sercu.
Po raz kolejny nie wiedziałam, co robić. Moje życie nadal nie było moje.
— Pójdę pozmywać — mruknęłam, ale Harvey zatrzymał mnie słowami:
— Co dokładnie powiedziała ci Sheila?  
— O czym?
— O… o nas.
Przez chwilę milczałam. Miałam ochotę zapytać, czy mówiąc „nas” miał na myśli siebie i mnie, ale to było raczej oczywiste, że mówił o sobie i o Sheili.
— Że się spotykacie, że jest szczęśliwa — powiedziałam w końcu. Nie byłam pewna, co mogłam mu zdradzić. Może Sheila nie chciałaby, żebym powtarzała Harveyowi każde słowo naszej rozmowy. — I opowiedziała mi, jak się poznaliście.
— Słuchaj, nie chciałbym, żebyś pomyślała… że w jakiś sposób zamieniłem ciebie na nią.
— Nie pomyślałam tak — zaprzeczyłam, choć serce pulsowało mi boleśnie na myśl o tym, jak się poznali — dokładnie w taki sam sposób jak my. Nie znałam całości historii, ale mogłam się domyślić, że Harvey znacznie częściej zaczął odwiedzać piekarenkę po tym, jak zobaczył jej śliczną pracownicę. — Byliśmy razem tylko dwa miesiące. Dawno temu.
To nie były tylko dwa miesiące i dobrze o tym wiedziałam. Nasza historia zaczęła się dużo wcześniej — i później wciąż trwała.  
Wpatrywał się we mnie tak intensywnie, jakby chciał coś powiedzieć i zbierał na to siły — ale ja ich nie miałam. Za dużo rewelacji jak na jeden dzień. Nie chciałam już więcej słuchać o Sheili. Miałam wystarczająco dużo myślenia.
Wstałam, ruszając w stronę kuchni, ale Harvey wstał razem ze mną i przytrzymał mnie za rękę, którą wyciągnęłam w stronę płynu do naczyń.
— Daj spokój. Zrobiłaś obiad, więc chociaż pozwól mi posprzątać.
— Chcę się na coś przydać… Użyczyłeś mi swojego mieszkania. — Objęłam się ramionami, bo dłuższy czas siedziałam bez koca i ciało znowu pokryło mi się gęsią skórką.
— Zanim po raz setny powiesz, że mi przeszkadzasz, uprzedzę cię i po raz dziewięćdziesiąty dziewiąty powtórzę, że tak nie jest. — Zauważył mój gest i dodał: — Zimno ci?
— Trochę…
— Dlaczego nie powiedziałaś? Albo nie wzięłaś sobie jakiejś mojej bluzy?
Milczałam. Bo co miałam powiedzieć? Że już nie czułam się, jakbym miała prawo zakładać jego ubrania? Brzmiało to dość głupio, nawet jeśli faktycznie tak uważałam.  
Harvey od razu zdjął bluzę, którą miał na sobie i mi podał. Mimo że chciałam znowu zaprotestować, przyjęłam ją. Była ciepła i… pachniała nim.  
— Dziękuję.
— Proszę. W takim razie… ja pozmywam, a ty możesz zrobić herbatę. Potem… sam nie wiem, może obejrzymy jakiś serial?
Skinęłam głową z wdzięcznością. Namiastka normalności. Postanowiłam cieszyć się nią — i nim — dopóki tu byłam.  
Na chwilę zapomnieć o tym, że już nie mogłam go mieć.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4768 słów i 26671 znaków.

Dodaj komentarz