Empiria – rozdział 21

Empiria – rozdział 21Papiery rozwodowe. Prawdziwe. Podpisane przez Gavina, czekające tylko, aż i ja złożę swój podpis — i będę wolna. Czy to się działo naprawdę? Byłam tak zmęczona, że przez dłuższą chwilę obracałam papier w dłoni, by poczuć jego teksturę, upewnić się, że to nie były halucynacje. Dopiero po chwili zaczęłam się zastanawiać, dlaczego były akurat tutaj. Przecież Gavin mówił, że wyśle je na adres rodziców. Skąd wiedział, gdzie teraz mieszkałam? Strach chwycił mnie za gardło, ale tylko na chwilę. Tym razem nie kłamał. Naprawdę zgadzał się na rozwód. Bez orzeczenia o winie, ale to już nie było w tym momencie najważniejsze. Najważniejsze było to, że nie mieliśmy wspólnych mieszkań, kredytów, działek, nieruchomości, niczego. Jeden podpis dzielił mnie od wolności, od tego, by pójść w swoją stronę i już nigdy się nie wrócić.
Stałam tak przez parę minut, aż nagle otworzyły się drzwi i do środka weszła Julie. Widziałam po jej twarzy, że była zmęczona, ale uśmiechnęła się na mój widok.
— Na śmierć zapomniałam ci powiedzieć! Twój tata to przyniósł, gdy byłaś w pracy. Powiedział, że nie mógł czekać, aż ty do nich wpadniesz, trzeba to podpisać jak najszybciej.
— Nie wierzę, że Gavin faktycznie je wysłał — przyznałam. — Byłam przekonana, że skłamał i będzie chciał znowu mnie oszukać.
— Może też ma już tego dość. Mniejsza o powód, najważniejsze, że w końcu się rozwiedziecie. Ale mów, jak było na randce.
Julie poszła zrobić herbatę, a ja opadłam na fotel i cichym głosem wszystko jej opowiedziałam, włączając w to reakcję Harveya. Myślałam o Kyle’u. Był naprawdę sympatyczny. Czułam się niejako rozdarta, ale nie miałam ku temu powodów, bo przecież związek z Harveyem nawet nie wchodził w grę.
— Był zazdrosny — stwierdziła przyjaciółka, gdy skończyłam mówić, a ja prychnęłam.
— Na pewno.
— Mówię ci. Bo jaki miałby inny powód, by się tak zachowywać?
— Nie wiem. Może po prostu go nie lubi, bo Sheili też się podobał. Gdyby był o mnie zazdrosny, zerwałby z nią.
— Chyba już wiemy, że Harveyowi ciężko przychodzą takie rzeczy. On się budzi zawsze, gdy jest już za późno. — Julie wzniosła oczy do sufitu. — Tak samo było z Gavinem.  
— Niech się zachowuje jak chce — stwierdziłam. — Polubiłam tego Kyle’a. Naprawdę.
— To dobrze. Bardzo dobrze. — Julie wyciągnęła nogi przed siebie. — Tylko co z tym teraz zrobisz?
Dobre pytanie. Nie oczekiwałam, że ta randka tak się zakończy. Nie chciałam nikogo specjalnie lubić, skoro przecież się wyprowadzałam. Nie szukałam chłopaka, nie chciałam związku, bo miałam na głowie masę innych spraw. Nowe mieszkanie, nowa praca, dziecko… nauczenie się żyć na nowo. Musiałam tyle jeszcze wymyślić… nie potrzebowałam nowego faceta. Westchnęłam ciężko.
— Nie wiem, co z tym zrobię — powiedziałam po chwili. — Może nic nie będę musiała. Może Kyle się nawet do mnie nie odezwie.
— Zobaczymy. — Julie dopiła herbatę, a ja zapytałam:
— Jak było w pracy po takiej przerwie?
— Ciężko. W dodatku Brian… chyba mnie unikał.
— To znaczy?
— Sama nie wiem. Takie odniosłam wrażenie.
— Na pewno tak nie było. — Zanotowałam w głowie — po raz kolejny — by napisać smsa do Briana i w końcu powiedzieć mu, co się święciło i co powiedziałam Julie. — Obrazisz się, jeśli pójdę już spać? Jestem wykończona.
— Ja też. Idziemy.
Papiery rozwodowe zabrałam ze sobą do pokoju. Przyciągały mój wzrok nawet gdy położyłam je na biurku. Przebrałam się w piżamę i ułożyłam na łóżku, ale mój mózg nie chciał się wyłączyć. Z jakiegoś powodu przez głowę przemykały mi urywki wspomnień. I to wcale nie tych złych.
— I… co ja mam z tym zrobić? —  wymamrotał.
— Rozwałkować — odpowiedziałam, starając się powstrzymać śmiech.
— Takie wielkie coś?
— Zobacz, staraj się wciskać foremki zawsze przy krawędzi, żeby zostało jak najmniej ciasta, bo potem znowu trzeba będzie formować je w kulę i… — Nie dokończyłam, bo Gavin z miną zbuntowanego dziecka wcisnął renifera w sam środek masy. — Co ty robisz?
— Powiedziałaś, żebym nie był taki sztywny. — Wyszczerzył się jak nastolatek. — Zaczynam się wczuwać w swoją rolę.

Dlaczego tak nie mogło być zawsze? Dlaczego? Tak mogłyby wyglądać każde nasze Święta jako rodzina…  
— Popełniłem błąd. Kilka błędów… czego więcej nie zrobię, bo już poznałem ich cenę. Utratę ciebie. — Odstawił pusty kieliszek na stolik, który przypominał pień drzewa. — Nadal mi na tobie zależy. Wierz lub nie, ale taka jest prawda. — Spojrzał mi prosto w oczy.
Po co w ogóle o tym myślałam? Nie wiedziałam, ale nie potrafiłam przestać. Może to papiery rozwodowe sprawiły, że zaczęłam na nowo przypominać sobie czasy, gdy jeszcze byłam szczęśliwa. Nie chciałam do tego wracać, bo to przecież nigdy nie wróci. Zaledwie jeden podpis dzielił mnie od wolności. Dlaczego więc przypominałam sobie tego Gavina, który nawet nie był prawdziwy?
— Słuchaj, nie chcę, żebyś myślała, że to, co zrobiłem dla twojego taty było podyktowane jakimiś egoistycznymi pobudkami… wiem, że kiepsko zaczęliśmy, ale już ci tłumaczyłem, z czego to wynikało. Naprawdę nie jestem złym człowiekiem.
Uroniłam łzę, potem drugą, kuląc się w pozycji embrionalnej.
Już miałam to, czego chciałam. Dlaczego więc o nim myślałam? Dlaczego myślałam o czasach, kiedy jeszcze wierzyłam, że dostanę szczęśliwe zakończenie?
Tak bardzo chciałam, by ta wersja Gavina, w której się zakochałam, była prawdziwa. Wtedy moje życie nie musiałoby wywrócić się do góry nogami. Nie musiałabym się przeprowadzać, szukać nowej pracy, ukrywać się i zamartwiać o to, czy poradzę sobie sama z dzieckiem… niby Julie oferowała swoją pomoc, ale już się nauczyłam, że teoria bardzo często różniła się od praktyki.
Na koniec w moje myśli wkradł się jeszcze Kyle, potem Harvey. Może Julie miała rację, może faktycznie był zazdrosny. Ale jeśli coś do mnie czuł, dlaczego mi tego nie powiedział? Gdybym dowiedziała się, że jemu też na mnie zależało… Fakt, poprosiłam, by nie odpowiadał, bo bałam się, że jego odpowiedź mnie zrani, ale jeśli się myliłam? Dlaczego milczał po raz kolejny? Znowu czekał, aż będzie za późno?
Albo po prostu mnie nie kochał, tylko nie wiedział, jak mi to powiedzieć. Byłam po prostu kolejną byłą, której czuł się w obowiązku pomóc. Nic więcej.
•  
Wstałam dziwnie wyspana. Nie miałam żadnej zmiany, więc mogłam na spokojnie wziąć prysznic, wysuszyć włosy, zrobić sobie placki jabłkowe na śniadanie i poukładać w szafce rzeczy dla dziecka, które zdążyłam kupić do tej pory. Szłam później na wizytę do lekarza, ale chciałam zahaczyć po drodze o jeszcze jeden przystanek. Spakowałam do małego pudełeczka mój pierścionek zaręczynowy oraz obrączkę, z którymi planowałam pójść do skupu srebra i złota. Te rzeczy nie miały dla mnie już żadnej wartości. Otrząsnęłam się ze wspomnień, które nawiedzały mnie w nocy i dziś na powrót byłam zdeterminowana, by robić to, co konieczne. Potrzebowałam pieniędzy, a mogłam łatwo je zarobić, oddając biżuterię, która i tak do niczego mi się nie przydawała, leżąc w szufladzie. Jedynie przypominała mi o tym, co przeszłam, a nie potrzebowałam kolejnego przypomnienia. W tym momencie cieszyłam się, że Gavin miał tendencję do wybierania wszystkiego, co najdroższe, bo teraz miałam okazję na zyskanie choć odrobiny pieniędzy, którą przeznaczę na wychowywanie dziecka. Serce ściskało mi się na myśl, że miałoby cierpieć tak jak ja, ciągle pracować, byle tylko pomóc opłacić rachunki i zrobić zakupy. Nie wiedziałam jeszcze, jak to zrobię, zwłaszcza będąc samotną matką, ale obiecałam sobie w duchu, że nie pozwolę, by mojemu dziecku czegokolwiek brakowało.
Podpisałam też papiery rozwodowe. Złożyłam podpis niemal automatycznie, nie myśląc. Nadal nie docierała do mnie myśl, że podpisując zwykły papier sprawię, że nie będę już żoną Gavina. Spodziewałam się, że i tak nadal jego cień będzie mi stale towarzyszył, ale to był potężny krok naprzód.
Wizyta u ginekologa przebiegła dobrze. Dziecko rozwijało się poprawnie i choć było jeszcze za wcześnie na poznanie płci czy zobaczenie go w pełni, ja i tak się cieszyłam. Perspektywa poznania go przysłaniała mi wszystkie problemy. Patrząc na ekran z obrazem z USG wierzyłam, że wszystko się jakoś ułoży. Szkoda tylko, że to przeczucie trochę słabło, gdy tylko wychodziłam z gabinetu, ale przynajmniej było to jakieś światełko w tunelu. Poszłam na zakupy, czując się prawie jak normalna dziewczyna z normalnym życiem. To było miłe. Chyba podświadomie ciągle spodziewałam się, że moje życie już nie będzie takie samo, że wszystko zawsze będzie źle, a dziecko stanie się koszmarem, w dodatku ciąża będzie zagrożona lub będą komplikacje… tymczasem wszystko zmierzało w dobrym kierunku i to było bardzo dziwne. Odzwyczaiłam się od szczęścia.  
Czułam się trochę zmęczona, ale byłam umówiona z rodzicami. Dawno ich nie odwiedzałam i brakowało mi rozmów z nimi. Teraz, gdy papiery rozwodowe zostały oficjalnie podpisane, wstąpiła we mnie jakaś nowa energia i odwaga. Nadal jednak czułam się cholernie niepewnie, bo nie wiedziałam, co przyniesie przyszłość i nie wiedziałam, jak miałam sobie ze wszystkim poradzić. Perspektywa wyprowadzki do innego miasta nie napawała mnie entuzjazmem. Nawet jeśli Julie miała być ze mną — rodzice nie. Musieliby zmienić całe swoje życie, sprzedać dom, znaleźć nową pracę, a przecież mieli w miarę dobre posady. O ile mama mogła znaleźć pracę w każdej szkole, tata mógł już nie mieć tyle szczęścia. Gavin może nie pomógł mu bezinteresownie, ale tata wyszedł na tym naprawdę dobrze. Nadal zaciskał zęby, że musiał codziennie widywać mojego męża, ale teraz to on był górą. Gavinowi nie udało się go zwolnić. Próbował mnie zaszantażować, próbował pokazać, że to on tu rządził, podczas gdy wcale tak nie było. Nie chciałam, by z mojego powodu rodzice rzucali całe swoje dotychczasowe życie. Chciałam im to wszystko powiedzieć, ale nagle odezwał się mój tata:
— Czekałem z tą wiadomością, bo to jeszcze nie było nic pewnego, ale dziś rano się upewniłem. To wszystko zmienia. — Chwycił mnie za rękę i uśmiechnął się. Miałam wrażenie, że jego oczy się zaszkliły. — Nie musisz nigdzie wyjeżdżać. Nie musisz się wyprowadzać.
— Co? — zapytałam ze zdumieniem, a w tym samym momencie mama pisnęła:
— Jak to: nie musi?  
— Gavin wyjeżdża.
To były zaledwie dwa słowa, a jednak sprawiły, że gwałtownie wciągnęłam powietrze.
— Już od jakiegoś czasu krążyły plotki, że odchodzi z firmy, ale dopiero dziś rano złożył wypowiedzenie. Słyszałem, jak umawiał się z kimś na wynajem swojego apartamentu. Nie wiem, dlaczego to robi, co go do tego popchnęło, ale to nieważne. Najważniejsze jest to, że to on się stąd wynosi, tak jak powinien zrobić już dawno temu. On, nie ty. — Mocniej ścisnął moje palce. Siedziałam jak porażona piorunem, przyswajając to, co mówił. — Ty możesz zostać. Nie musisz się wyprowadzać, nie musisz szukać nowego mieszkania ani nowej pracy. Możesz wychowywać dziecko tu, bo tu jest twój dom. Nie wiem, czy przeżyłbym, jeśli byłabyś tak daleko od nas… To nie byłoby w porządku. Jesteśmy rodziną, mamy tylko siebie. Olivia… — Głos lekko mu się załamał. — Byłaby wściekła, gdyby tu była. Pewnie wyprowadziłaby się razem z tobą. Wtedy byłbym spokojniejszy, ale nie puszczę cię samej, córeczko. Razem z mamą ci pomożemy. Gavin już nie będzie przeszkodą. Udało nam się, przysłał papiery rozwodowe, a teraz wyjeżdża. Choć tyle mógł zrobić po tym, jaki los ci zgotował.
Spojrzałam na mamę, która płakała i wychyliła się, by mnie przytulić.
— Boże, to wspaniała wiadomość. Kamień spadł mi z serca. Nie mogłam spać… na samą myśl, że będziesz gdzieś daleko, sama… Możesz tu zostać, kochanie. Możesz wprowadzić się z powrotem do domu, albo możesz dalej mieszkać ze swoją koleżanką, ale najważniejsze, że będziesz tutaj.
Nie wiedziałam, co im powiedzieć. Nie wiedziałam, co myśleć. Chciałam się cieszyć, ale nie mogłam oprzeć się myśli, że to była jakaś gra, jakiś podstęp.
— Nie byłabym tego taka pewna — powiedziałam przyciszonym głosem. — A co, jeśli to jakaś pułapka? Jeśli Gavin wyjedzie i wróci za parę miesięcy? Zobaczy mnie przypadkiem na ulicy z niemowlakiem i od razu będzie wiedział, że dziecko jest jego? Bezpieczniej by było, gdybym to ja się wyprowadziła, bo nie wiemy, co siedzi w jego chorej głowie…  
— Aurora — przerwała mi mama. — Masz rację, nie wiemy tego. Ale może choć ten jeden raz szczęście nam sprzyja i los jest po naszej stronie. Zresztą, zastanówmy się. Nawet jeśli by tu wrócił i spróbował walczyć o prawa do dziecka, naprawdę sądzisz, że by wygrał? Przecież tak bardzo zależało mu na tym, byś wycofała pozew. Bał się tego, co mogłaś mu udowodnić. Nie chciał iść do sądu, bo wiedział albo choćby podejrzewał, że masz wystarczające dowody, by go obciążyć.  
Cholera. Mama miała rację. Dlaczego wcześniej nie spojrzałam na to w ten sposób? Cała ta sprawa z dowodami, pozwami, sądem… Nie potrafiłam już patrzeć na to obiektywnie, dlatego na to nie wpadłam. Kira mówiła mi coś podobnego, ale chyba wyparłam to z pamięci. Byłam tak strasznie zagubiona, że nie myślałam już jasno. Boże, jak ja się cieszyłam, że w końcu przestałam ukrywać prawdę i nie byłam z tym wszystkim sama.  
Ale… bałam się. Nawet teraz. Nawet po podpisaniu papierów, nawet po informacji, że Gavin wyjeżdżał. To chyba nie było jakieś chwilowe widzimisię, skoro wynajmował mieszkanie i wypowiedział umowę o pracę. Ale czy miałam jakiekolwiek pojęcie o tym, co on robił i z jakich powodów? Był socjopatą, nie myślał jasno. Tak bardzo chciałam wierzyć, że po prostu miał dość tego życia i chciał zacząć od nowa. Że może czuł się jak ofiara, wiedział, że mogę zniszczyć mu karierę i reputację, więc postanowił wyjechać i być może krzywdzić innych ludzi w nowym miejscu. To było rzeczywiście najlepsze, co mógł teraz zrobić — nie krzywdzenie innych, ale wyjechanie gdzieś daleko, skąd nigdy nie wróci. To on powinien się stąd wynieść, nie ja. Teraz to mnie powinno być łatwiej. Perspektywa zostania blisko domu, rodziny i przyjaciół była tak strasznie kusząca. Zdjęłoby mi to z barków ogromny ciężar. Nie byłabym sama. Miałabym pomoc. Ale czy przestałabym się bać? Skąd mogłam wiedzieć, że to było rozwiązanie na zawsze?
— Aurora?
— Muszę to przemyśleć — powiedziałam automatycznie.  
— Ale…  
— Proszę. Nie mogę podjąć decyzji tak od razu. Potrzebuję chwili… od tego, co teraz postanowię, będzie zależało już nie tylko moje życie. Muszę to przemyśleć — powtórzyłam.
Tata odwiózł mnie do mieszkania i już nic nie mówił, bo widział, że byłam zamyślona. Robiło się już ciemno, cały dzień gdzieś mi uciekł. Wspinałam się po schodach tak wolno, jakbym ważyła tonę. Potrzebowałam ciepłej herbaty i przyjaciółki obok, żebym mogła to z nią obgadać. Julie jednak nie było w środku i przez chwilę poczułam się tak jak wtedy, gdy była w szpitalu. Wydawało mi się, że szła na poranną zmianę, więc dlaczego jej jeszcze nie było? Przestraszyłam się, że historia się powtórzy. Że znowu nie wróci na czas i znowu okaże się, że Gavin maczał w tym palce. Od razu się zdenerwowałam, ale musiałam przecież się opanować. Wyciągnęłam komórkę, by do niej napisać, ale w tym momencie przyszła wiadomość od Kyle’a. Nieco się zawahałam przed jej otwarciem. Kolejna pozycja na mojej i tak długiej liście problemów.
KYLE: Cześć. Pamiętasz mnie jeszcze? :) jutro lecę do Kalifornii, ale szybko wracam i mam parę dni wolnego. Chciałabyś może wyjść na kawę?
I co miałam mu teraz powiedzieć? Z jednej strony bardzo chętnie bym się zgodziła, ale z drugiej… miałam się teraz z nim spotykać? Chodzić na randki? I niby kiedy miałabym mu powiedzieć o ciąży — teraz czy dopiero gdy zrobi się między nami poważnie? I jak by na to zareagował? Pewnie by się wkurzył, że nie powiedziałam mu wcześniej. Albo by uciekł. Czy był w ogóle sens mu to mówić? Nie szukałam dla dziecka zastępczego ojca, a z boku mogłoby to właśnie tak wyglądać. Nie, to od początku było bez sensu. Dla Sheili to mógł być jeden niewinny wieczór, ale on miał swoje konsekwencje. Co ja sobie myślałam? Że nagle zacznę od początku z kimś nowym, jak gdyby nigdy nic? Przecież byłam w ciąży i to o dziecku musiałam teraz myśleć. Całe swoje życie musiałam podporządkować pod tę małą istotkę, a szukanie nowego partnera nie było żadnym priorytetem. Prawdę mówiąc, chyba potrzebowałam odpocząć od mężczyzn. Byłam zmęczona ciągłym życiem obok nich. Byłam zmęczona sobą i tym, co czułam do Harveya, tym, że w kółko analizowałam jego zachowanie. To wszystko było bez sensu. Przetrwałam piekło, które zgotował mi mój własny mąż — powinnam się teraz skupić na sobie oraz na dziecku. I to właśnie musiałam mu powiedzieć, może niekoniecznie zdradzając wszystkie szczegóły.
Zaczęłam się zastanawiać, co odpisać, ale nagle usłyszałam, jak coś walnęło o drzwi wejściowe. Serce od razu podskoczyło mi do gardła. Czy to był jakiś pijak, który nie trafił do swoich drzwi? Czy może… Gavin? Moje myśli nie zdążyły się aż tak rozpędzić, bo po chwili usłyszałam brzęk kluczy i wkładanie ich w zamek. Julie weszła do środka, a raczej potknęła się o próg i przez to wytrzeszczyłam na nią oczy.
— Co ty wyprawiasz? Wystraszyłaś mnie… — urwałam, by lepiej przyjrzeć się przyjaciółce. — Czy ty jesteś pijana?
— Lekko podchmielona — wymamrotała, zamykając drzwi. — To był mój pierwszy alkohol po lekach, więc…  
— Gdzie byłaś?
— W tym barze niedaleko kawiarni.
— Sama?
— Nie. Z Brianem. — Chyba poczerwieniała.
— Poszliście sobie walnąć drinka po pracy? — zapytałam zdezorientowana, bo nic nie rozumiałam. Brian i Julie nie chodzili przecież ot tak na drinki.  
— Pocałowałam go — wymamrotała nagle Julie, a ja wytrzeszczyłam oczy jeszcze bardziej.
— Co??  
— Jestem taka głupia! — jęknęła głośno i upuściła torebkę, po czym usiadła na podłodze jak małe dziecko. — Odkąd mi powiedziałaś, że chyba mu się podobałam, ale się z kimś spotyka… sama nie wiem, nie mogłam przestać o nim myśleć! Wcześniej mi się nie podobał, to znaczy, uważałam, że jest przystojny, ale nie tak, żeby mi się podobać, rozumiesz? Ale później coś przestawiło mi się w głowie i… nie wiem, wyciągnęłam go na obiad i drinka, a potem… — Zakryła oczy. — Jestem taka głupia — powtórzyła.  
Próbowałam zdusić śmiech. Byłam słabym kupidynem, ale jak widać — skutecznym. Przez moje małe kłamstwo Julie zaczęła patrzeć na Briana inaczej i posunęła się aż do pocałunku. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw.
— Wcale nie jesteś głupia. A, hm… co na to Brian?
Odsłoniła oczy i westchnęła dziwnie.
— Cóż… to było… — Zarumieniła się. — Intensywne…  
Parsknęłam krótkim śmiechem.
— To znaczy?
— Wydawało się, jakby tylko na to czekał. Chciałam się odsunąć, ale on jakoś tak przyciągnął mnie bliżej i…  
— No dobra, nie potrzebuję wszystkich szczegółów. — Usiadłam obok niej na podłodze. — Czyli jednak ci się podoba.
— I pokazałam to w iście subtelny sposób.  
— Sama mówisz, że Brian jakby tylko na to czekał. — Lekko ją szturchnęłam. — Chyba jednak zacznie się spotykać z tobą.
— Nie wiem… — Pokręciła głową. — Ja i Brian? To… dziwne. Wcześniej nigdy nie myślałam o nim w ten sposób.
— Najwyższy czas zacząć, skoro już go pocałowałaś.
Znowu jęknęła, jak na zawołanie.
— Jak napalona fanka na koncercie swojego idola.
Pomarudziła jeszcze chwilę, aż w końcu wstała z podłogi i poszła pod prysznic. Mnie uśmiech nie schodził z twarzy. Ostatecznie nie powiedziałam Brianowi o jego zmyślonej dziewczynie, ale Julie chyba się nie wygadała. Odszukałam przyjaciela w kontaktach i kliknęłam na słuchawkę. Odebrał niemal od razu.
— Podejrzewam, że miałaś z tym coś wspólnego — powiedział od razu, a po głosie słyszałam, że był rozemocjonowany.  
— Być może.
— Cholera, Aurora, w życiu bym się tego nie spodziewał. Mało nie zszedłem na zawał.
— Julie chyba też. — Po czym dodałam ściszonym głosem: — Mogłam jej lekko skłamać, że się z kimś spotykasz…
— Ja? — parsknął śmiechem. — A to dobre.
— Jak widać podziałało, bo nagle zaczęła o tobie myśleć. Dość obsesyjnie, jak widać.
— Nadal nie wierzę, że to się stało. Mówiła coś więcej?
— Że się jej podobasz.
Wypuścił powietrze z ust.
— I to nie jest sen? To się faktycznie dzieje?
— Żaden sen. To znaczy, może o tym śniłeś, ale teraz już na pewno nie śnisz. Chcę być świadkową na waszym ślubie.
Mówiąc to, czułam delikatnie szpileczki wbijające się w moje serce. Cieszyłam się, że Julie w końcu zaczęła coś czuć do Briana i że była szansa, że będą razem, ale… ta mała egoistyczna część mnie podsuwała mi obrazy ich jako szczęśliwej pary… i mnie obok — całkiem samej. No, może nie całkiem, bo przecież będę zapewne opierała na biodrze dziecko — ale nagle poczułam się z tym źle. Dotychczas Julie była ciągle obok i wspierała mnie na każdym kroku, nawet z wyprowadzką. Teraz pojawiła się szansa, że będzie z Brianem i to on będzie dla niej na pierwszym miejscu. Harvey dalej będzie z Sheilą, a ja… zostanę sama.
— Czyli co, mam teraz przestać się spotykać z tą wymyśloną dziewczyną?
Szybko otrząsnęłam się z mini transu.
— Dobrze by było. Daj jej trochę czasu, a później gdzieś ją zaproś. Na trzeźwo.
— Ile to jest “trochę czasu”?
— Dzień, może dwa. Ale nie przesadź, żeby nie pomyślała, że jednak nie jesteś zainteresowany.
Porozmawiałam z nim jeszcze chwilę, a później się rozłączyliśmy. Patrzyłam się w ciemne okno, czując pustkę. Zastanawiałam się, czy powinnam odpisać na smsa Kyle’a, czy może zachować się kompletnie po chamsku i po prostu go zignorować.  
On nie jest dla ciebie odpowiedni.
Westchnęłam cicho.  
Wyglądało na to, że nikt nie był.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4204 słów i 23264 znaków, zaktualizowała 19 wrz o 13:51.

2 komentarze

 
  • aile

    Trochę brakuje mi dłuższej rozmowy Aurory z Harveyem. Mało go w tej części, jednak myślę, że wszystko to jest po coś :smile: Zastanawia mnie jego relacja z Sheilą. Nie wydaje się zbyt... prawdziwa

  • candy

    @aile Harvey milczy, a Aurora nie ma zamiaru odzywać się pierwsza :D ale spokojnie, jeszcze się pojawi :) a co do Sheili... wszyscy od początku piszą, że to jest dziwne :rotfl:

  • sylwinka

    super, ale czuję niedosyt

  • candy

    @sylwinka dziękuję, następny rozdział już się pisze ;)