Empiria – rozdział 6

Empiria – rozdział 6Z całych sił usiłowałam nie dać po sobie poznać, jaki szok przeżyłam po słowach Gavina. Wyrzucił zegarek, bo mu się „nie podobał”. Myślał, że mu uwierzę? On wiedział. Nie wiedziałam, skąd i jak się domyślił, ale teraz to było jasne. Bałam się sprawdzić, czy listwa w salonie jeszcze tam była — nawet jeśli, to była tylko dyktafonem, więc nie mogła za wiele zarejestrować. Dźwięk połączony z obrazem stanowiłby niepodważalny dowód, a w tym momencie to już nie wchodziło w grę. Gavin o to zadbał.
Chyba spodobała mu się moja reakcja, nawet jeśli usilnie starałam się ją ukryć. Nic mi nie zrobił. Cofnął się, jakby nic się nie stało, a ja poszłam do kuchni, by napić się wody. Ręce mi drżały i w panice zastanawiałam się, co powinnam teraz robić. W głowie miałam głos Harveya, który mówił mi stanowczo: „uciekaj”.
Co było ze mną nie tak? Dlaczego nie potrafiłam tego zrobić? Tak bardzo chciałam mieć dowody, by się od niego uwolnić. To był mój cel, ale mimo wszystko wciąż tu trwałam. Jeśli wyrzucił zegarek… Harvey miał rację. Powinnam jak najszybciej się spakować i wynieść. Tylko dokąd? Do domu rodziców? Tam mnie znajdzie. Będę zbyt łatwym celem.
Z transu wyrwało mnie powiadomienie z aplikacji bankowej — przychodzący przelew od Julie. Nieco się zdziwiłam, że nie wysłała smsa, ale pewnie nie chciała, by Gavin go zobaczył. Jeśli miał dostęp do mojej komórki, to zapewne widział też powiadomienie, dlatego szybko je skasowałam, patrząc tylko na kwotę. Nie miałam pojęcia, ile te kolczyki były warte, ale przelew od Julie był spory. Odczułam pewną ulgę. Przynajmniej kolczyki od Gavina w końcu na coś się przydały.
Gdy wróciłam do łóżka, leżał bez koszulki, odwrócony do mnie plecami. Nie zamierzałam mówić mu „dobranoc”. Położyłam się obok, bojąc się, czy zacznie kontynuować poprzednią rozmowę. Czy zapyta, dlaczego rozstawiłam po mieszkaniu kamery. Czy zaraz zaciśnie rękę na mojej szyi i poddusi, jednocześnie mówiąc, że przecież mnie kocha.
On jednak powiedział tylko:
— Powinnaś iść jutro na zakupy.
— Co?  
— Na zakupy — powtórzył. Poczułam, że się do mnie odwraca. Ja leżałam na wznak ze wzrokiem wbitym w sufit. — Musisz kupić sobie jakąś ładną sukienkę.
— Po co? — Od razu zdjął mnie strach.
— Bo za trzy dni idziemy na przyjęcie. Organizujemy je, żeby naprawić to, co Malcolm zepsuł. Musimy jakoś przekonać tych inwestorów. A ty, jako moja żona, będziesz mi towarzyszyć.
Szlag. Tylko tego mi brakowało — kolejnej wystawnej kolacji. Wiedziałam, że się od tego nie wymigam, że znowu będę się dusiła tak jak w Sylwestra.
— A nie mogę założyć sukienki z Sylwestra?
— Chyba żartujesz. Chcesz, żeby wszyscy moi wspólnicy uznali, że moja żona nie ma ciuchów i ciągle chodzi w tych samych? — Czułam na sobie jego spojrzenie, ale uparcie patrzyłam w sufit.
— Dobrze — powiedziałam w końcu. — Kupię nową sukienkę.
— Byle jakąś ładną, bo większość tych, które masz, to jakieś stare szmaty. Nie możesz się w takiej pokazać.
Poczułam ból w podbrzuszu, tak jakby mnie tam uderzył, do oczu napłynęły mi łzy. Stare szmaty. Tak, moje sukienki nie były z najwyższej półki, najczęściej kupowałam je na wyprzedażach lub w lumpeksach, bo na nic więcej nie było mnie stać. Gavin wiedział, gdzie uderzać, by mnie zabolało.
— Dobrze — wykrztusiłam.
Nie powiedział już nic więcej, a ja odwróciłam się do niego plecami i pozwoliłam, by łzy w końcu spłynęły mi po policzkach.

Obudziłam się nad ranem, gdy było jeszcze ciemno. Otworzyłam gwałtownie oczy pełne łez, próbując uspokoić galopujące serce. Śniło mi się… sama nie wiedziałam co. Wiedziałam tylko, że był tam Gavin. Że był szalony, jeszcze bardziej niż do tej pory. Byłam w domu. On przyjechał i zaczął… Był tam samochód. Mój samochód. Nie miałam żadnego na własność, ale takie właśnie rzeczy dzieją się w snach — pojawia się jakaś rzecz i automatycznie wiesz, czy jest twoja czy nie. Gavin zaczął w niego uderzać, rozwalać go. Później mocno chwycił mnie za ramię. Coś bełkotał pod nosem. Błagałam, by mnie zostawił, ale on nie słuchał. Jego palce zostawiały na mojej skórze sine ślady, podczas gdy drugą ręką zdzierał ze mnie ubrania. Łapał za materiał i ciągnął, aż zaczynał się rwać. Wkrótce stałam przed nim w samej bieliźnie, zapłakana, obolała. Czułam cholerne przerażenie i bezradność. Kiedy spojrzał na mnie ciemniejącymi gwałtownie oczami i uniósł rękę, obudziłam się, ale mój koszmar wcale się nie skończył. Wręcz przeciwnie — on nadal trwał, tylko że na jawie. I nie mógł się zakończyć tak prędko.
Zerknęłam na Gavina, który chyba się nie obudził. Mogłam iść spać dalej, ale teraz wątpiłam, że zasnę, zwłaszcza w tym łóżku, obok Gavina. Podniosłam się cicho i złapałam koc, z którym poszłam do pokoju z bilardem. Było tu ciemno, cicho i chłodno. Ułożyłam się w zimnym skórzanym fotelu i szczelnie przykryłam kocem. Dopiero teraz mogłam uspokoić oddech. Kark miałam zlany potem. Powtarzałam sobie, że jestem bezpieczna, że nic się nie dzieje, ale dobrze wiedziałam, że przecież to nie było prawdą.
Dwie godziny spędziłam w letargu na granicy snu, ale lęk nie pozwalał mi w pełni odpłynąć, więc w końcu odrzuciłam koc i wyszłam z pokoju, zamykając drzwi. Poszłam pod prysznic, zastanawiając się, co mam teraz zrobić. Nie uśmiechało mi się wydawanie pieniędzy na szykowną sukienkę tylko po to, żebym mogła trwać obok Gavina niczym jakieś pieprzone trofeum, ale nie miałam wyjścia. Musiałam zrobić to, czego ode mnie oczekiwał, żeby nie nabrał jeszcze większych podejrzeń.  
Przyglądałam się swojemu odbiciu w lustrze i już nawet nie miałam sił czuć się smutna. Ponoć stres powodował większe wydzielanie się kortyzolu — hormonu stresu — a przez to skłonność do tycia była większa. Może u innych tak, ale u mnie chyba się to nie sprawdzało. Nigdy nie byłam gruba, ale teraz byłam wręcz przeraźliwie chuda, ubrania na mnie wisiały. Nic dziwnego. Nie miałam ochoty jeść ani nawet żyć. Czasami. Wiedziałam, że muszę o siebie dbać, by mieć siłę, ale to nie zawsze było proste.
Po śniadaniu Gavin wyszedł, a ja chwilę po nim. Pojechałam do centrum handlowego, nie mając właściwie pojęcia, gdzie szukać wystawnych, szykownych sukienek, których Gavin nie określi mianem „starej szmaty”. Nie gustowałam w takich sklepach. Gdyby tylko powiedział mi o tej imprezie wcześniej… Sukienkę na Sylwestra kupiłam przez Internet, ale tym razem miałam za mało czasu. Pewnie doszłaby dopiero za parę dni.
Wobec tego błąkałam się po sklepach kilka ładnych godzin — w końcu poczułam się zmęczona, ale szukałam dalej, zdeterminowana, by wyrobić się do czternastej, bo wtedy zaczynała się moja zmiana w kawiarni. Przejrzałam dziesiątki modeli, ale żaden mi nie pasował, nawet jeśli miłe sprzedawczynie podsuwały mi coraz to nowsze sukienki w różnych fasonach. Musiałam wyglądać na cholernie niezdecydowaną i musiały mieć mnie dość, chociaż niczym się nie zdradzały. Miały na twarzach te same uprzejme uśmiechy co na początku, zapewne myśląc, że byłam jedną z tych dziewczyn, które nigdy nie mogą się zdecydować, co kupić. Żadna z nich nie wiedziała jednak, jakie myśli przelatywały przez moją głowę. Wciąż zastanawiałam się, która sukienka będzie odpowiednia dla Gavina, którą pogardzi, którą zaaprobuje, która będzie wystarczająco szykowna na jego kolację z inwestorami. Przecież byłam jego żoną, nie mogłam go zawstydzić. Nie bardziej niż do tej pory.  
W końcu wybrałam sukienkę, która była choć trochę w moim stylu; miałam nadzieję, że Gavin też będzie usatysfakcjonowany. Kończyła się przed kolanem, była dość prosta, w kolorze czerwonego wina, miała lekki dekolt, ale zakrywała to, co trzeba; uwagę zwracały bufiaste rękawy, co tworzyło sukienkę idealną na bardziej szykowne wyjścia. Do tego była pokryta delikatnym brokatem. Zapłaciłam niemało, ale i tak wyszłam ze sklepu z poczuciem wykonanej misji.  
Gdy dotarłam do kawiarni, zostawiłam zakupy w swojej szafce i od razu poszłam się przebrać. Na tej zmianie pracowałam z Brianem, więc musiałam się pilnować, by nie zdradzać się twarzą. Choć część mnie chciała mu o wszystkim powiedzieć, wiedziałam, że to niebezpieczne — zarówno dla mnie, jak i dla niego. Musiałam się powstrzymać.  
Nie miałam za dużo czasu, by zerkać na telefon, ale w pewnym momencie wyjęłam komórkę od Harveya, gdzie widniały nieodebrane połączenia od mamy i taty, który zapewne zorientował się, że coś jest nie tak, bo zniknął obraz z kamery. Wymknęłam się na parę sekund do łazienki, by zadzwonić i powiedzieć, że wszystko jest w porządku, że Gavin po prostu wyrzucił kamerę, ale wymyślę coś innego. Tata od razu zaczął protestować, ale nie miałam siły ani czasu tego słuchać. Nie potrzebowałam kolejnej osoby, która by na mnie krzyczała. Przecież wiedziałam, że to, co robiłam, było idiotyczne i niebezpieczne. Ale nie mogłam uciec ot tak —  musiałam przygotować grunt.
Po powrocie do domu pokazałam Gavinowi sukienkę, starając się nie drżeć przy tym ze strachu. Na tym etapie byłam pewna, że jeżeli sukienka mu się nie spodoba, to za to odpowiem. Teraz już nie było kamery, która by to nagrała. Pozostawała tylko ukryta listwa w salonie — sprawdziłam, nie wyrzucił jej — ale wciąż pozostawała tylko dyktafonem. Czy sam dźwięk uderzeń wystarczyłby? Byłby wystarczającym dowodem? Sędzia mógłby uznać, że sama się biłam, tylko po to, by mieć jakiś dowód. Na tę myśl ogarniała mnie rozpacz.  
Na szczęście Gavin powiedział, że sukienka jest w porządku. Teraz pozostawało mi tylko poczekać do imprezy — i przetrwać ją.

Gdy się ubierałam, Gavin musnął ustami mój przypudrowany policzek i powiedział spokojnym tonem:
— Wyglądasz pięknie.
— Dziękuję.
— Może włożysz te kolczyki ode mnie? — rzucił, a ja zamarłam. Cholera. O tym też wiedział? Wiedział, że je sprzedałam? Wcześniej o nich nie wspominał. Serce od razu rzuciło mi się do galopu.
— Nie wiem, gdzie je mam — odparłam, choć usta miałam suche.
— To musisz je koniecznie znaleźć. Ale nie teraz, bo się spóźnimy.
Odetchnęłam, choć do katastrofy było blisko. Zasuwając suwak sukienki, czułam, że moje serce długo już tego nie wytrzyma. Malując się, widziałam, jaką okropną mam cerę. Zaczynałam przypominać chodzącego trupa.
Byłam przekonana, że szliśmy na zwykłą kolację, ale wyglądało to bardziej jak jakiś bal. Ogromna sala, ogromne stoły z mnóstwem jedzenia i alkoholu. Był nawet parkiet do tańczenia. Wokół mnie kręciło się dużo zapewne ważnych ludzi, ale i tak nie wolno było mi na nich patrzeć. Musiałam trzymać się blisko Gavina. Gdzieś w tłumie ludzi zobaczyłam mojego tatę, chyba był sam. Posłał mi blady uśmiech, a ja odpowiedziałam mu niezgrabnym machnięciem ręki. Nie mogłam się rozpraszać. Tutaj nie byłam jego córką, byłam żoną Gavina i musiałam grać określoną rolę.  
Rozpoznałam Malcolma i paru innych wspólników, do których musiałam się uśmiechać, ale niezbyt miło, żeby Gavin nie pomyślał, że z którymś flirtuję. Przez większość czasu byłam nieobecna myślami, siedząc lub stojąc obok Gavina niczym jego cholerna ozdoba. Usiłowałam coś jeść, bo jedzenie było pyszne, ale żołądek miałam maksymalnie zaciśnięty. Zastanawiałam się, ilu z ludzi tutaj obecnych podziwiało Gavina, polegało na nim, lubiło go, nie mając przy tym pojęcia, co robił własnej żonie, która była jego marionetką, zwłaszcza w tym momencie. Nagle wszystko stało się jasne. To dlatego mnie ostatnio nie bił. Nic mi nie robił, bo nie chciał zostawiać śladów, które być może byłyby widoczne w sukience. Na pewno wiedział o tej uroczystości od dawna, tylko nic mi nie mówił. Naiwnie myślałam, że może się zmienił, że może zrozumiał swoje błędy — ale, jak zwykle, była to tylko gra.
Gdy Gavin rozmawiał z jakimiś mężczyznami, nagle poczułam na ramieniu czyjąś dłoń. Myślałam, że to mój tata, ale gdy się odwróciłam, zobaczyłam nieznajomą twarz. Mężczyzna miał nieco rzadkie blond włosy i szeroki uśmiech. Dłoń Gavina nagle ścisnęła mnie mocno w pasie — szybko zrozumiałam, że był to jeden z potencjalnych inwestorów.  
— Chyba niezbyt dobrze się pani bawi — stwierdził wesoło, patrząc na mnie. — Całe te rozmowy o interesach… potrafią być wykańczające, prawda? Panie Myers, czy pozwoli mi pan na taniec z małżonką?
Spojrzałam na Gavina, będąc naprawdę ciekawa, co zrobi. Nie dawał niczego po sobie poznać, ale ja widziałam, że był rozdarty — z jednej strony nie mógł podpaść inwestorom; z drugiej sama myśl, że inny mężczyzna miałby położyć na mnie swoje dłonie, była dla niego nie do zniesienia. W dodatku przez jakiś czas znajdowałabym się z dala od niego, więc nie mógłby mnie kontrolować.
Przez chwilę obserwowałam jego wewnętrzną burzę. W końcu rzucił mi ostrzegawcze spojrzenie, które wyraźnie mówiło „nie próbuj zrobić niczego głupiego”, a później powiedział swobodnym tonem:  
— Ależ oczywiście. Nie mam nic przeciwko. — Puścił moją talię, dając mi złudne poczucie wolności. Zamierzałam się nią w pełni nacieszyć.
Odeszłam z blondynem w stronę parkietu.
— Jak pani na imię? Proszę wybaczyć, jeśli zachowuję się zbyt bezpośrednio. Po prostu nienawidzę tych sztywnych imprez i zwracania się do wszystkich per „pan”, „pani”. Wolę zachowywać się, jakbym był tu z dobrymi znajomymi.  
Miałam ochotę powiedzieć mu, że mogę być dla niego kim tylko zechce, zwłaszcza po tym jak uratował mnie od Gavina. Zaczęliśmy się powoli kołysać w rytm spokojnej muzyki.
— Aurora.  
— Piękne imię. Tim — przedstawił się. — Jadła pani już ten hummus z pieczonym batatem? — zapytał tak nieoczekiwanie, że aż się roześmiałam.  
— Jeszcze nie miałam okazji. Ale to, czego spróbowałam, było pyszne. Myślę, że pana nie otrują.  
— Jeszcze nie wiem, czy chcę w to zainwestować — przyznał nagle. — Zwykle mam nosa do ludzi. A gdy przebywam wśród niektórych ludzi z tej firmy, intuicja podpowiada mi, że nie wszyscy są dobrzy.
Nawet nie wiedział, ile miał racji.  
Czy gdybym powiedziała mu teraz, że mój mąż, jedna z ważniejszych osób na tej sali, krzywdził mnie fizycznie i psychicznie — uwierzyłby mi?
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę o nieistotnych sprawach, ale nagle piosenka się skończyła. Stanęliśmy w miejscu, a ja nie byłam pewna, co robić. Czy powinnam już wracać do Gavina? Obserwował mnie czy bardziej skupiał się na zabawianiu towarzystwa rozmową?  
— To co, Aurora, jeszcze jeden taniec? — zapytał Tim, a kiedy już miałam skinąć głową, nagle obok nas wyrósł jak spod ziemi Gavin. Na twarzy miał uśmiech, które na pozór był łagodny, ale wiedziałam, że nie wróżył niczego dobrego.  
— No, Tim — odezwał się nieznoszącym sprzeciwu głosem. — Chcesz mi ukraść żonę? Bo jeszcze się zagalopujesz, a wtedy będę musiał zrobić krzywdę.
Cała aż zesztywniałam na te słowa, ale Tim tylko się zaśmiał, choć chyba był urażony tym, że Gavin zwrócił się do niego po imieniu. Podejrzewałam, że z nim nie przeszedł na „ty”.
— Proszę mi wybaczyć, ale pańska żona jest po prostu niezwykle interesującą kobietą. —  Posłał mi szeroki, wesoły uśmiech.
— To prawda. — Gavin zmierzył mnie ostrym spojrzeniem. — Jeśli nie chce pan przerywać tej interesującej konwersacji z Aurorą, proponuję jej kontynuację przy winie. Właśnie otworzono bardzo dobry rocznik, którego grzech nie spróbować.
Czyli chciał urabiać Tima z moją pomocą. Nie byłam nawet zaskoczona. Zobaczył okazję i postanowił ją wykorzystać. Zeszliśmy z parkietu i we trójkę udaliśmy się do stołu z alkoholami, gdzie Gavin napełnił trzy kieliszki ciemnoczerwonym płynem — mnie nalał najmniej.  
— Czym się pani zajmuje, Aurora? — Tim ponownie zwrócił się do mnie, co najwyraźniej nie spodobało się Gavinowi. Już nabierałam powietrza, by mu odpowiedzieć, ale Gavin mnie uprzedził:  
— Aurora pracuje w kawiarni, ale jest to tylko tymczasowe. Przerwała studia ze względu na śmierć siostry, ale teraz je wznawia. Ma tylko problem z wyborem kierunku, bo, jak sam pan zauważył, interesuje się wieloma rzeczami. Ale ostatnio rozmawialiśmy o prawie, prawda, kochanie?  
Zacisnęłam tylko wargi, by przypadkiem nie powiedzieć czegoś, za co potem będę musiała odpokutować. Co on wygadywał? Naprawdę aż tak się mnie wstydził, że musiał wymyślać mi życiorys? Czuł się upokorzony, że jego żona pracuje w kawiarni i musiał przykleić mi łatkę poważnej studentki prawa? Czułam się zraniona i upokorzona, ale przecież nie mogłam tego sprostować. Wyszłabym na wariatkę.
— Tak, to prawda — wycedziłam przez zęby. — Wybór jest tak duży, że ciężko się zdecydować.
— Moje najszczersze kondolencje z powodu pani siostry. — Tim lekko skinął mi głową. —  Bardzo dobrze wspominam swoje studia — uśmiechnął się, podnosząc kieliszek. — Proszę korzystać, póki ma pani szansę.
Znowu mówił do mnie per „pani”. Może przy Gavinie było mu dziwnie zwracać się po imieniu. Nie dziwiłam mu się.
— No właśnie, à propos szans… teraz jeszcze ma na to czas, ale za maksymalnie rok chcemy już założyć rodzinę. — Gavin spojrzał na mnie z błyskiem w oku, a ja zamarłam. — Choć z drugiej strony, studia można zacząć w dowolnym momencie, bo nie ogranicza ich zegar biologiczny. Może zaczniemy się starać już teraz? — zaśmiał się niewinnie, a ja czułam, że brakuje mi powietrza. Seks i mówienie o rodzinie to jedno, ale to? Udawanie przed ludźmi, że jestem kimś innym i że planujemy zakładać rodzinę? Poczułam zalewającą mnie panikę. Co miałam na to odpowiedzieć? Chciałam na niego wrzasnąć, że wcale tak nie jest, że niczego nie planujemy, że nigdy w życiu nie chcę mieć z nim dzieci. To była manipulacja na najwyższym poziomie. Aż odebrało mi dech z oburzenia.
— Myślę, że Tima nie interesują nasze plany i prywatne sprawy — odezwałam się po chwili, gdy już panowałam nad głosem.  
Wyraźnie chciał jeszcze coś dodać, ale Tim po raz kolejny mnie uratował i zmienił temat. Byłam mu wdzięczna, ale wiedziałam, że kara i tak mnie nie ominie. Że po powrocie do domu moje ciało przybierze taki sam kolor jak moja sukienka — a ja nie będę mogła w żaden sposób tego uwiecznić.

— Poważnie, Gavin? — Dawno nie byłam taka wściekła. Z furią rzuciłam torebkę na kanapę w salonie i odwróciłam się do męża. — Za rok chcemy założyć już rodzinę? Studentka prawa? Co to miało być, do cholery?
— Trochę podkoloryzowałem sprawę. O co się wściekasz?
— To nie jest podkoloryzowanie sprawy! To same kłamstwa! Moja praca nie jest tymczasowa, nie zamierzam wracać na studia… — Zaczęłam wyliczać na palcach. — I nie planujemy dzieci. O czymś takim najpierw się rozmawia!
— Chcesz rozmawiać? — Jeszcze przed chwilą wyglądał na zmęczonego, ale nagle znalazł się przy mnie tak szybko, że automatycznie odskoczyłam do tyłu, cofając ręce i przyciskając je do siebie z cichym piskiem. — To porozmawiajmy o tym, jak flirtowałaś z Timem.
— Co? Gavin, proszę cię… przecież to nie było tak.
— Nie? Twierdzisz, że jestem kłamcą?
— Nie! — Nagle znowu miał nade mną przewagę, a ja mogłam tylko się cofać, aż w końcu natrafiłam plecami na nasz wysoki blat i nie miałam drogi ucieczki. Gavin stał przede mną, a jego oddech cuchnął alkoholem. Nie wypił dużo, bo musiał się kontrolować — i mnie także —  ale to wystarczyło, żebym bała się go jeszcze bardziej niż zwykle. — Tylko z nim rozmawiałam!
— I tańczyłaś. Widziałem, że miałaś ochotę na więcej. — Przycisnął swoje ciało do mojego, a ja cała zesztywniałam ze strachu. Nagle obleciał mnie strach, że on znowu mnie zgwałci. Znowu zatka mi usta, by nie słuchać moich krzyków. — Podobają ci się blondyni, hm? Twój mąż ci nie wystarcza?
— Przysięgam, że nie flirtowałam — wyszeptałam. — Po prostu z nim rozmawiałam, bo to było ważne.  
— I jakimś cudem zdążyłaś go totalnie oczarować w zaledwie parę minut. Mam uwierzyć, że rozmawialiście o pogodzie?! — Nagle strącił z blatu szklankę, która została po śniadaniu, a on rozbiła się obok moich stóp w drobny mak. Drżałam tak, że aż szczękały mi zęby. Bałam się, bałam się cholernie, ale nagle przypomniałam sobie o listwie. Gavin najwyraźniej nie miał pojęcia o jej istnieniu, a jego głos i to, co wyprawiał, właśnie się nagrywało. Zalała mnie fala ulgi. To nie był obraz z kamery, ale mimo wszystko to, czego potrzebowałam — dowód. Teraz wręcz chciałam, by zrobił coś więcej, by mnie uderzył, bo od najbliższych paru minut zależały moje dalsze losy.  
— Nie o pogodzie. Ale najwyraźniej zaciekawiła go moja osobowość, a nie ta wymyślona przez ciebie — powiedziałam odważniej.  
Widziałam, jak jego oczy się rozszerzają, jak świerzbi go ręka, by uderzyć mnie w twarz, ale wyraźnie się hamował, chciał zrobić to tak, by nie było śladów. Ścisnął mocno moje ramię, niemal tak samo jak w moim śnie. Czułam, jak jego palce zostawiają siniaki. Przez chwilę patrzył mi w oczy, po czym gwałtownie pociągnął mnie za ramię w dół. Straciłam równowagę i upadłam na rozbitą przed chwilą szklankę. Większość odłamków była gruba, ale parę było cieńszych i mniejszych. Jeden z nich wbił mi się w udo — niezbyt głęboko, ale wystarczająco, bym poczuła ostry ból i by z nogi pociekła mi krew. Podniosłam na Gavina zszokowany wzrok, jednocześnie zastanawiając się, ile z tych dźwięków się nagrywało. Byliśmy dość blisko listwy, więc może wszystko? Nawet nie śmiałam marzyć.
— Zapamiętaj — wysyczał, gdy podźwignęłam się chwiejnie na nogi. — To, jaka jesteś, świadczy o mnie. Więc jeśli trzeba, będę zmyślał tysiące rzeczy, jeśli dzięki temu staniesz się choć odrobinę bardziej godna mnie.
Już odchodził. Widziałam jego plecy. Mógł dać mi spokój, ale ja chciałam to zrobić raz, a dobrze.
— Cholerny dupek — powiedziałam cicho, choć wiedziałam, że to usłyszy.
Zamarł i powoli się odwrócił.  
—  Piękny prezent na urodziny —  wycedził.
Starałam zachowywać się tak, jakbym zapomniała, niestety dobrze pamiętałam tę datę. Myślał, że coś mu kupię? Że przygotuję tort? Że ucałuję go, wdzięczna, że był moim mężem? No to się pomylił. Żałowałam, że gdy rok temu kazał tacie zanieść dla mnie kawałek tortu, nie wiedziałam, jakim tak naprawdę był skurwysynem.
Tylko rok. A tyle się zmieniło.
—  Taki, na jaki zasłużyłeś —  odpowiedziałam.  
W następnej chwili był już obok mnie, popychał mnie wściekle na kanapę, aż przesunęła się o dobre parę centymetrów do tyłu z okropnym zgrzytem. Przygniótł mnie swoim ciałem i myślałam, że zaraz zedrze ze mnie sukienkę, ale jego ręce odnalazły moją szyję i zaczęły dusić. Przełyk od razu zaczął mnie piec żywym ogniem. Walczyłam o każdy haust powietrza, mózg krzyczał. Próbowałam walczyć, drapać go po twarzy, ale bez tlenu to było na nic. Panika, która we mnie szalała, krzyczała, że nie było warto, że byłam głupia, prowokując go. Ledwo docierały do mnie jego słowa:
—  Naprawdę nie zasłużyłem na nic więcej? Już zapomniałaś, ile zrobiłem dla ciebie i twojej rodziny? —  Potrząsał mną jak lalką, podduszając i jednocześnie uderzając moją głową o miękką kanapę, która nagle wydawała się strasznie twarda. Z mojego gardła wydobywały się charczenia, łzy zamazywały mi obraz. Powietrza! Miałam wrażenie, że cała się kurczę, że zaraz umrę. Próbowałam go kopnąć, ale byłam za słaba. Miałam za mało siły, był za ciężki. —  Nigdy więcej nie waż się mówić, że na coś nie zasłużyłem, bo beze mnie już dawno byście zbankrutowali, a ty dalej byś była zwykłą baristką, ledwo wiążącą koniec z końcem! Ja oferuję ci szansę, by być kimś więcej! —  W końcu mnie puścił, a ja zaczęłam jednocześnie kasłać i za chwilę nabierać gwałtowne hausty powietrza, płacząc i skomląc niczym mały zwierzaczek. Spadłam z brzegu kanapy na podłogę, pochylając się w dół, oddychając urywanie. Przyłożyłam dłoń do serca, bo nawet nie byłam pewna, czy jeszcze biło. Ból w nodze stał się rwący. Musiałam jak najszybciej wyjąć ten odłamek, ale przed oczami miałam mroczki.  
Nie wierzyłam, jak kiedykolwiek mogłam go kochać.
Poczułam, jak Gavin odchodzi. Na koniec rzucił jeszcze do mnie:
—  Cóż, to chyba oczywiste, że musisz jutro wziąć wolne.
Może dla niego było oczywiste. Zapewne myślał, że dalej będę się ukrywać, za wszelką cenę chowając ślady jego palców na moim ramieniu i szyi, ale właśnie nadszedł całkowity koniec ukrywania. Koniec naszego małżeństwa. Koniec Gavina.
I koniec mojej miłości.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 4616 słów i 25838 znaków, zaktualizowała 26 maj o 19:26.

1 komentarz

 
  • Agaaa

    A to s........! Inaczej chyba nazwać go nie można.  
    Cieszymy się bardzo, że wena wróciła. Świetny rozdział, zresztą jak zawsze. Człowiek czytając tak się wczuwa że aż chciałby Jej pomóc i coś zrobić. Brawo🙂

  • candy

    @Agaaa ogromnie mi miło czytać takie komentarze, bardzo dziękuję <3