Empiria – rozdział 15

Empiria – rozdział 15Na blacie czekało kolejne pudełko pączków od Sheili, a ona sama siedziała w mojej kuchni i był to jeden z dziwniejszych widoków, jaki mogłam sobie zaserwować. Chyba uważała się teraz za moją przyjaciółkę, a ja nie wiedziałam, jak miałam wyprowadzić ją z błędu. Milcząco zaakceptowałam fakt, że po prostu przyszła pod moje drzwi, po raz kolejny przynosząc pączki i kawę. Byłam jeszcze w szlafroku, ponieważ była dziewiąta rano, ale ona wyglądała, jakby zeszła właśnie z wybiegu modelek. Mówiła o czymś nieistotnym, czego nawet nie słuchałam, zastanawiając się jednocześnie, czy Harvey powiedział jej o najważniejszym. Jeśli tak, byłam skłonna go zabić. To nie była jego sprawa, a już na pewno nie była to sprawa Sheili. Wystarczy, że wiedziała o moim mężu. Nie musiała też wiedzieć o tym, że byłam z nim w ciąży.
— Jak się czuje twoja przyjaciółka?
— Lepiej — odparłam, choć tak naprawdę nie miałam pojęcia, jak Julie się czuła. Nadal jej nie odwiedziłam. — Jest jeszcze w szpitalu, zatrzymali ją na obserwację po operacji. Ma też złamaną nogę i rękę, jest poobijana, ale najgorsze już za nami.
— Dzięki Bogu. — Zamilkła na chwilę. — Wiesz, chciałam cię przeprosić za moje zachowanie… Miałaś rację, panikując, a ja nie wykazałam się empatią.  
— Nie ma sprawy. Nie przeżyłaś tego co ja — powiedziałam, nawet się nie zatanawiając, czy byłam niemiła. Od wczoraj czułam się jak kompletnie nowa osoba. Od kiedy spojrzałam na te dwa cholerne paski, wszystko się zmieniło. — Nie wiedziałaś, do czego Gavin jest zdolny.  
— To naprawdę potworne. — Z jej wyrazu twarzy wynikało, że wiedziała, co działo się później — wiedziała o tym, że rozmawiałam z Gavinem i że wycofałam pozew. Czekałam, aż się z tym ujawni. — Ale sprawiedliwość go dosięgnie. Jeśli nie w ten, to inny sposób.  
— Może. — Miałam nieobecny ton, z całych sił starając się odepchnąć myśli o tym, co zrobi Gavin, gdy przypadkiem zobaczy mnie gdzieś na mieście, a ja będę miała już duży brzuch. Do czego się posunie, gdy połączy fakty. Gdy odkryje, że noszę jego dziecko, którego tak bardzo chciał. — Najważniejsza jest Julie i to, że już uciekłam od Gavina. Inaczej wykorzystam te dowody, które mam. — Sama nie wiedziałam, czy chciałam z nią o tym rozmawiać. Z jednej strony była dziewczyną Harveya, co czyniło ją osobą, której powinnam unikać, ale z drugiej… ona mnie rozumiała. Przeżyła przynajmniej ułamek tego, co ja. To tworzyło bardzo bolesną mieszankę. Gdyby tylko nie była z Harveyem…  
— No pewnie. Nie trzeba sądu, żeby na niego wpłynąć.  
Czekałam, aż da po sobie poznać, że wie o moim najnowszym odkryciu, ale nic takiego się nie działo. Zaczęła mówić o czymś innym, ale ja przestałam już jej słuchać. Nie chciałam, by tu siedziała. Pragnęłam, by jak najszybciej sobie poszła — choć musiałam przyznać, że całkiem nieźle odrywała moje myśli od tematu ciąży, której póki co nie chciałam do siebie dopuścić. Jeszcze nie.
W końcu oświadczyła, że będzie się zbierać, a ja jej nie zatrzymywałam. Gdy zamknęły się za nią drzwi, poszłam pod prysznic, starając się pod żadnym pozorem nie patrzeć na swój brzuch. Później wysuszyłam włosy, umalowałam się — czego też dawno nie robiłam — i ubrałam dżinsy, podkoszulkę oraz szary rozpinany sweter. Zabrałam pudełko z pączkami, których żadna z nas nie tknęła i wsunęłam je do torby. Wyszłam z mieszkania i poszłam złapać taksówkę. Podałam kierowcy adres, który znałam, choć nigdy tam nie byłam. Miałam nadzieję, że w końcu coś pójdzie dobrze.
Pukałam do drzwi chyba z pięć minut, gdy w końcu szczęknął zamek i za drzwiami pojawił się Brian. Sądząc po jego wyglądzie i rozczochranych włosach, obudziłam go. Przetarł oczy ze zdziwienia.
— Co ty tu robisz, Aurora?
— Musimy porozmawiać. — Nie czekałam na zaproszenie, przepchnęłam się obok niego, nie zważając na to, że nie miał na sobie koszulki. Nie robiło to na mnie wrażenia. Był moim przyjacielem, którego musiałam odzyskać. Nie zwracałam też uwagi na bałagan w kuchni. Wyjęłam z torby pudełko z pączkami i odwróciłam się w stronę Briana. — Bo ja tego tak nie zostawię. Rozumiem, że byłeś na mnie wściekły. Ja sama byłam na siebie wściekła. Obwiniałam się od chwili, gdy Julie nie wróciła do domu i obwiniam się do teraz. Nie wiedziałam, że Gavin jest zdolny zrobić coś takiego, rozumiesz? — mówiłam dalej, mimo że wyraz twarzy Briana się nie zmieniał. Nadal patrzył na mnie posępnie. — Gdybym wiedziała… Nie zrobiłabym nic, co by go rozjuszyło. Ale nie wiedziałam. Nie zrobiłam tego specjalnie. Dobrze wiesz, że nie chciałam, by komukolwiek stała się krzywda! Przeżyliśmy piekło, ale Julie nic nie jest i to najważniejsze. To na niej musimy się skupić, a ja nie będę mogła tego zrobić, jeśli ty nadal… — Lekko zatrzęsły mi się ramiona. — Brian, wybacz mi — powiedziałam cicho. — Nie dam sobie rady, jeśli ciebie też stracę.
Przez bardzo długą chwilę Brian w ogóle się nie ruszał, aż w końcu westchnął, podszedł bliżej i zagarnął mnie ramieniem, przytulając do swojej ciepłej klatki piersiowej. Objęłam go, ponownie porównując w myślach jego posturę do dużego, acz niegroźnego niedźwiedzia.  
— Przepraszam. Zachowałem się okropnie — mruknął nieco niewyraźnie gdzieś ponad moją głową. Musiałam się skupić, by go zrozumieć. — Tak cholernie się wystraszyłem, gdy powiedziałaś mi o Julie. Musiałem kogoś obwinić… i obwiniłem ciebie. Kompletnie niesłusznie. Oczywiście, że to nie twoja wina. To wina twojego psychopatycznego męża. Jedyne, czego żałuję… Mogłaś wcześniej mi o wszystkim powiedzieć. — Odsunął się, by spojrzeć na mnie z żalem. — Przecież ja też widziałem, że coś się z tobą działo. Nawet raz nie uwierzyłem w twoje kłamstwa, ale czekałem, aż będziesz gotowa mi o tym powiedzieć. Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi…
— Brian… — szepnęłam, za wszelką cenę starając się znowu nie rozpłakać. — Jesteśmy! Ja po prostu nikomu nie chciałam o tym mówić. Julie dowiedziała się sama, bo zobaczyła moje siniaki i już nie nabierała się na to, co mówiłam. Później zaczęłam planować, jak się od niego uwolnić i po prostu nie chciałam cię narażać. Sam widzisz, co stało się z Julie… bo Gavin widział, jak bardzo mi na niej zależy…  
— Siadaj, bo wyglądasz, jakbyś miała zaraz upaść. — Niemal siłą posadził mnie na krześle. — Poczekaj, pójdę się ubrać i zaraz pogadamy jak ludzie.
Gdy Brian poszedł do pokoju, omiotłam wzrokiem zabałagnioną kuchnię. Wydawało mi się, że mieszkał z jakimś kolegą, ale chyba póki co byliśmy sami — i dobrze. Przynajmniej mogliśmy spokojnie porozmawiać. Wrócił po dłuższej chwili w dżinsach i czarnej koszulce, z uczesanymi włosami. Pachniał miętową pastą do zębów. Usiadł przy stole i zapytał, czy chcę kawy.
— Nie, dzięki. Już piłam. — Postanowiłam nie wspominać, kto mi ją przyniósł, bo to nie było istotne. Przez głowę przemknęła mi myśl, czy w ogóle powinnam pić kawę w ciąży, ale natychmiast ją od siebie odepchnęłam. — Więc… między nami w porządku?
— Tak. Jeszcze raz cię przepraszam.
— Nie ma sprawy. — Kamień spadł mi z serca, że już nie był na mnie wściekły.
— Byłaś już u Julie?
— Nie. A ty?
— Nie, dlatego pomyślałem, że pojedziemy do niej razem.
Nie odezwałam się ani słowem, ale Brian chyba wyczytał wszystko z mojej twarzy, bo ściągnął brwi.  
— O co chodzi?
— O nic…  
— Przecież widzę. I chyba umówiliśmy się, że masz być od tej pory szczera. — Nagle jakby zrozumiał. — Boisz się, prawda?
Powoli przytaknęłam. Miał rację. Bałam się iść do Julie, czy może raczej — bałam się spojrzeć jej w oczy. Bałam się, że zareaguje tak samo jak Brian, że będzie mnie winiła za swój wypadek. Nawet jeśli nie poniosłam winy bezpośrednio, to wszystko stało się przeze mnie. Myśl, że najlepsza przyjaciółka mogłaby mnie winić — i to zaraz po tym, jak wspólnie wynajęłyśmy mieszkanie — była nie do zniesienia. A jeśli już nie będzie chciała ze mną mieszkać? Jeśli nie wróci? Jeśli spakuje swoje rzeczy i zostawi mnie samą?
— Daj spokój. Julie taka nie jest.  
— Ty też taki nie jesteś, a sam wiesz, jak zareagowałeś — odparłam z żalem. — Może już nie jest tą samą Julie. Przeze mnie miała operację mózgu i leży w szpitalnym łóżku. Mam jej powiedzieć, że to moja wina?
— Nie twoja, tylko Gavina. Przestań się już tym zadręczać. Dobrze wiesz, że musimy do niej iść. — Wzrok Briana przesunął się na przyniesione przeze mnie pudełko. — Co to?
— Pączki. Częstuj się. — Podsunęłam mu je i kontynuowałam: — Wiem, że musimy, ale…  
— Żadnych “ale”. Zjem porcję cukru na śniadanie i idziemy do szpitala. Pewnie niedługo będą już godziny odwiedzin.
— A może powiesz mi, od jak dawna jesteś w niej zakochany?
Brian zamarł, a jego ręka zatrzymała się wpół drogi do pudełka z pączkami.
— Aż tak bardzo to widać? — wymamrotał.
— Nie. Zorientowałam się dopiero, gdy mówiłam ci o wypadku. Szkoda, że wcześniej nie połączyłam faktów. — Zaczęłam kreślić palcem jakieś wzory na stole. — Myślę, że gdybyś powiedział jej, co czujesz, to mogłaby z was być super para.
— Zwariowałaś? W życiu jej tego nie powiem.
— No, Brian, nie bądź tchórzem. — Ku własnemu zdziwieniu, uśmiechnęłam się szeroko. — Jesteście przyjaciółmi, ale to nie znaczy, że nie możecie być kimś więcej. Byłabym przeszczęśliwa, gdybyście byli razem.
— Ona nic do mnie nie czuje. Powiedzenie jej tego sprawiłoby, że już nie bylibyśmy przyjaciółmi, tylko dwójką niezręcznych znajomych. — Wepchnął prawie całego pączka do ust. — I ani mi się waż jej o tym mówić — wymamrotał, grożąc mi palcem.  
— No dobrze — westchnęłam. — Ale ty naprawdę powinieneś. — Zerknęłam na zegarek. — To co, idziemy? — Chciałam mieć to już za sobą, bo wiedziałam, że Brian mi nie odpuści.
— Idziemy.
•  
Pielęgniarka dyżurna powiedziała, że oczywiście, możemy wejść do Julie, że akurat jest sama, ponieważ jej mama musiała w końcu iść do pracy, a Julie czuje się na tyle dobrze, że można ją zostawić na jakiś czas. Nadal się denerwowałam, Brian chyba też, ale na pewno mniej. Po drodze wstąpiliśmy do kwiaciarni i kupiliśmy jej ogromny bukiet kwiatów. Brian wszedł do sali jako pierwszy, a ja za nim, choć bałam się podnieść wzrok. Gdy w końcu to zrobiłam, po raz pierwszy od paru dni ujrzałam przyjaciółkę, choć nie do końca przypominała siebie — była blada, jakby chudsza, miała obandażowaną głowę, wenflon, gips na nodze i ręce… Ale żyła. Patrzyłam, jak ściska Briana i zachwyca się kwiatami. Później obróciła głowę i spojrzała na mnie wzrokiem bez wyrazu.
— Co ty robisz? — zapytała chłodno, a mnie zdjęło przerażenie od jej tonu głosu i spojrzenia. Po chwili jednak uśmiechnęła się szeroko i parsknęła śmiechem. — Nie stój tak, tylko podejdź i mnie przytul!
Też parsknęłam śmiechem, a z oczu poleciały mi łzy — wyjątkowo ze szczęścia. Podeszłam i pochyliłam się, by ostrożnie ją uścisnąć. Mimo wszystko nadal pachniała jak Julie i dawno nie czułam większej wdzięczności.
— Julie, tak strasznie mi… — zaczęłam, ale ona natychmiast mi przerwała:
— Nie. Nic nie mów. To nie twoja wina.
Zaskoczyło mnie, że od razu wiedziała, co chcę powiedzieć.
— Ty… wiesz? — zapytałam, zbita z tropu.
— Trochę ciężko było połączyć fakty, gdy rąbnęłam się w głowę, ale ocknęłam się na chwilę, kiedy przyjechała karetka i nagle zaczęło mnie obmacywać pełno rąk — odpowiedziała pół żartobliwym, pół poważnym tonem, gestem pokazując mi, bym usiadła na fotelu. Zrobiłam to, a Brian usiadł obok. — I zobaczyłam Gavina obok. Gdybym tylko miała na tyle sił, żeby wrzeszczeć, to bym to zrobiła i natychmiast uciekła, ale… No cóż, to nie był mój najlepszy moment.
Żartowała. Ona naprawdę żartowała. Wciąż była tą samą Julie.
— Julie, przysięgam, że gdybym wiedziała… — zaczęłam znowu, ale ona pokręciła głową.
— Przestań, Aurora, serio. Sama cię namawiałam, żebyś walczyła, żebyś nie wycofywała pozwu. Sama się o to prosiłam.
— Nie mów tak! — Podniosłam głos, a Brian w tym samym momencie fuknął:
— Chyba żartujesz.
— No, już się tak nie unoście. Ze mną wszystko w porządku. — Poprawiła się na poduszkach i skrzywiła. — Może będę potrzebowała pomocy, by dojść do siebie, ale i tak mogło się to skończyć dużo gorzej. Szkoda tylko, że temu skurwielowi wszystko ujdzie na sucho… Mama mówiła, że aresztowali tego, który prowadził samochód. Ponoć pracował kiedyś tam, gdzie Gavin, ale został zwolniony. Ciężko stwierdzić, jak Gavin go namówił, by poszedł za niego do więzienia, ale… — Wzruszyła lekko ramionami. — Pewnie się tego nie dowiemy. Ten świat jest popieprzony. Gavin jest popieprzony. Rozumiem, że wycofałaś pozew? — Zerknęła na mnie.
— Oczywiście, że tak. — Niemal się obruszyłam. — Naprawdę myślisz, że szłabym dalej w zaparte po tym, co się stało?
— A co na to Harvey? — zapytała.
— Harvey nie ma z tym nic wspólnego — mruknęłam, zapadając się głębiej w fotel. Nie chciałam o nim rozmawiać. — Skończmy już ten temat. Wycofałam pozew, a Gavin obiecał zostawić mnie w spokoju. — To nie była do końca prawda, ale nie chciałam denerwować Julie, gdy była jeszcze słaba. — Tylko tego chciał, więc powinien się już ode mnie odczepić. — Nie wspomniałam też o tym, że nie chciał dać mi rozwodu. — Więcej go nie zobaczę. — Chyba że on zobaczy mnie, w dodatku z brzuchem ciążowym, w którym będzie jego dziecko.  
Nie, nie mogłam teraz o tym myśleć. Nie byłam w stanie. Mimo że test ciążowy był pozytywny, mimo że czułam to w sobie, nadal to do mnie nie docierało. To po prostu nie mogła być prawda. Dlaczego po tych wszystkich złych rzeczach, spotkało mnie jeszcze to? Jak mogłam być taka głupia i wcześniej tego nie zauważyć? Co miałam teraz zrobić?
Wiedziałam, że wypieranie nie było dobrym pomysłem, ale nie potrafiłam inaczej. Byłam już u kresu wytrzymałości. Część mnie chciała po prostu opuścić to życie, które znałam. Opuścić Julie, Briana, Harveya… wszystkich. Pragnęłam czegoś nieskomplikowanego, choć raz. Pragnęłam zapomnieć o tym, co mnie spotkało.
•  
Kończyłam rozmawiać z rodzicami i czułam się absolutnie wyczerpana. Z początku chciałam pominąć udział Gavina w wypadku Julie, ale wtedy musiałabym też skłamać, dlaczego wycofałam pozew. Moi rodzice nie byli głupi, od razu wyczuliby, że coś nie gra, dlatego musiałam powiedzieć wszystko. Wiedziałam, że mi uwierzą, ale bałam się, że tak tego nie zostawią, że będą próbowali zrobić coś, by Gavin jednak dostał za swoje. Próbowałam im powiedzieć, że postaram się wykorzystać dowody, by wymusić rozwód, ale mama była tak zdenerwowana, że chyba nie docierało do niej żadne z moich słów. Oczywiście, ani słowem nie wspomniałam o ciąży, bo to był tylko gwóźdź do trumny. Wiedziałam, że prędzej czy później i tak wszyscy się dowiedzą, ale nie mogłam się zdobyć na to, by choćby o tym myśleć. Tak cholernie tęskniłam za Olivią. Jej mogłam powiedzieć wszystko, ale już jej tu nie było i byłam sama. Mimo że miałam rodziców, przyjaciół, to nikt nie mógł mi powiedzieć, co mam robić. Olivia wiedziałaby, jak mnie pocieszyć. Może wcale nie znajdowałabym się w takiej sytuacji, gdyby żyła.
Nienawidziłam świata. Nienawidziłam tego, co mi zesłał. Nie miałam już sił na dalszą walkę i nie wiedziałam, skąd miałam je wziąć. Poważnie zaczynałam myśleć nad poszukaniem terapeuty, ale coś czułam, że i przed nim musiałabym ukrywać najważniejsze fakty, bo co, jeśli nawet specjalista by mi nie uwierzył?  
Choć mój apetyt ledwo zdążył wrócić, bardzo szybko zniknął. Nie byłam głodna, ale musiałam jeść cokolwiek. Ugotowałam zupę warzywną, bo krojenie składników wymagało skupienia i pozwalało odtrącić negatywne myśli. Ledwo nalałam sobie parującego wywaru do miski, rozległo się pukanie do drzwi. Już nawet mnie nie przestraszyło — jeśli to był Gavin, co więcej mógł mi zrobić?
Za drzwiami stał Harvey. Nawet nie zapytałam, co tu robił, dlaczego w ogóle tu był. Znudziło mi się ciągłe zastanawianie się nad jego związkiem z Sheilą i nad tym, czy powinien ciągle do mnie przychodzić. Milcząco zaakceptowałam fakt, że stał przed moimi drzwiami — tak jak Sheila dziś rano — i jedynie zapytałam, czy chciałby zjeść zupę. Skinął tylko głową i wszedł do środka. Nalewając mu jego porcję, poruszałam się jak robot. Powoli właśnie tak zaczynałam się czuć — jak kupa złomu bez emocji.
Siedzieliśmy przy stole i w ciszy jedliśmy zupę. Nie zdążyłam się jeszcze przebrać w codzienne ubrania. Harvey znowu miał na sobie czarną skórzaną kurtkę, której tak mi brakowało. Czułam na sobie jego badawcze spojrzenie, ale nie odzywałam się. To on do mnie przyszedł, nie na odwrót.
— Byłaś u Julie? — zapytał w końcu, odsuwając od siebie miskę.
— Tak. Czuje się dobrze. Pewnie niedługo ją wypiszą. — Wstałam i zgarnęłam obydwie miski do zlewu.
— Powiedziałaś jej, że jesteś w ciąży?
Te dwa ostatnie słowa podziałały na mnie jak płachta na byka. Odwróciłam się z furią.
— Nie. A ty powiedziałeś o tym Sheili? — warknęłam, krzyżując ręce na klatce piersiowej. — Bo zdaje się, że mówisz jej wszystko. Tak właściwie to wszystkim mówisz wszystko, tylko nie mi.
Uniósł lekko brwi.
— Nie powiedziałem — rzucił chłodno.  
— Dlaczego nie? Przecież zna każdy szczegół mojego życia.
— Mówiłem ci już, że chciałem mieć z tobą kontakt, więc nakreśliłem jej twoją sytuację.
— No właśnie: moją sytuację! Nie miałeś prawa tak o tym rozpowiadać!
— To też moja historia. — Wstał i zmierzył mnie chłodnym spojrzeniem. — Znałem Kirę i Gavina jeszcze przed tobą. Ty zostałaś w to niefortunnie wplątana.
Miał rację, to było też jego życie — nawet w dużej mierze — ale i tak czułam nieopisaną złość. Na niego, na Sheilę, na Gavina, na cały wszechświat.
— Dobrze. Byłabym w takim razie wdzięczna, gdybyś nie mówił jej już nic więcej. Powinno ci to łatwo przyjść, w końcu mi też za wiele nie mówisz, prawda? — Odwróciłam się i wzięłam głęboki wdech. To nie byłam ja. Ja nie byłam złośliwa. Musiałam się opanować.
Poczułam, jak Harvey bierze mnie za łokieć i mówi:
— Weź klucze od mieszkania i zamknij drzwi.
— Niby po co? — Odwróciłam się, jednocześnie wyplątując z jego uścisku.
— Bo tak mówię.
Nie miałam siły się z nim wykłócać. Zakluczyłam mieszkanie, a on zaczął mnie prowadzić schodami w górę. Nic z tego nie rozumiałam.
— Gdzie idziemy?
— Na dach.
— Na dach? — Ogarnęło mnie poczucie paniki. — A co, chcesz mnie z niego zrzucić?
Obrócił się i posłał w moją stronę lekki uśmiech.
— No proszę, najpierw jesteś wredna, a później żartujesz. Kim jesteś i co zrobiłaś z Aurorą?
— Nie chciałam być wredna, po prostu… — Szłam szybko, by za nim nadążyć. — Dlaczego wychodzimy na dach?
— Bo pod gwiazdami przyjemniej się rozmawia.
Nie wiedziałam nawet, że było tu wyjście na dach ani skąd Harvey o nim wiedział. Posłusznie wchodziłam po kolejnych schodkach, aż w końcu dotarliśmy na samą górę. Harvey otworzył jakieś drzwi i po chwili byliśmy już na dachu, a od wysokości i huczącego wiatru aż zakręciło mi się w głowie. Rozglądałam się dookoła, przypominając sobie dach budynku, gdzie Julie poprzednio mieszkała — gdzie wyszliśmy całą trójką, razem z Brianem, i jeszcze z jej koleżankami. Wyrwałam się wtedy z apartamentu Gavina i czułam się tak wolna jak nigdy.
— Co wy robicie?!
— Titanica!
— Spadniecie stamtąd!
— Z Titanica się nie spada, na Titanicu się tonie!

Uśmiechnęłam się do tych wspomnień, nawet jeśli teraz wyciskały łzy z oczu. Wróciłam do oglądania dachu. Wyglądał całkiem ładnie, choć w ciemności nie widziałam za dużo. Dostrzegłam jednak jakieś kwiaty, rośliny, leżaki. Ruszyłam w ich stronę i usiadłam na jednym z nich. Mimo swetra czułam chłod. Zbliżał się kwiecień, ale i tak nie było zbyt ciepło.
— Proszę. — Zobaczyłam, jak Harvey siada obok i wyciąga w moją stronę swoją kurtkę.
Chwyciłam ją, bo chciałam poczuć jego zapach — chociaż przez chwilę. Otuliłam się nią szczelnie, odchyliłam głowę i spojrzałam na gwiazdy. Niektóre były przykryte chmurami, ale i tak patrzyłam. W porównaniu z nimi czułam się taka mała. Nawet moje problemy były mniejsze.
Chciałam zapytać Harveya, o czym chciał porozmawiać, skoro musiał mnie zaciągnąć aż tutaj, ale on nagle zaczął mówić:
— To było parę lat temu. Nie jeździłem wtedy motocyklem, dopiero zdałem prawo jazdy i kupiłem pierwszy samochód. Moja mama oczywiście strasznie się zamartwiała za każdym razem, gdy gdzieś jechałem — mówił, nie patrząc na mnie. — Ale ja czułem się pewnie, więc to ignorowałem. Aż do czasu… Jechałem przez las, nocą. Droga była ciemna, nie było tam żadnych świateł. Padał deszcz. Możesz sobie wyobrazić, jak ciężko się wtedy jechało, zwłaszcza komuś, kto dopiero zaczynał. Powinienem był zwolnić, ale chciałem być już w domu, więc jechałem szybko, bo myślałem, że byłem sam… — Zacisnął powieki i wziął głęboki oddech. — Ale z lasu wyszedł jakiś człowiek, turysta. A ja nie zauważyłem go, aż było za późno…  
Chyba urwał mi się oddech. Niewyjaśnione obrazy zaczęły przelatywać przez moją głowę. Za późno zrozumiałam, co do mnie mówił — że w końcu wyjawiał mi swoją tak długo skrywaną tajemnicę. Potrącił kogoś samochodem, być może zabił. Patrząc, jak cierpiał, mówiąc o tym, nagle pożałowałam, że tak bardzo chciałam to z niego wydusić. Nie powinnam była naciskać. To było dużo straszniejsze niż sobie wyobrażałam. Wszystko nagle zaczęło mieć sens — to, co mówił o rozprawie sądowej, to, czym szantażowała go Kira… to, co mówił do mnie.
— Dlaczego nic mi nie powiesz? Nie ufasz mi?  
— Nie mogę. Boję się…  
— Czego? Że będę cię oceniać? Sama nie jestem ideałem…
— Po prostu nie mogę! Znienawidzisz mnie za to!

Serce ścisnęło mi się z żalu, gdy przypomniałam sobie ten smutek i pustkę w jego oczach.
— Co było potem? — szepnęłam, ciaśniej owijając się swetrem i jego kurtką.
— Rozprawa w sądzie. Proces wytoczyła rodzina zmarłego. Nigdy tego nie zapomnę. Byli na mnie wściekli. Nie miało znaczenia, że padało, że droga była ciemna, że ten człowiek wyszedł na nią bez kamizelki odblaskowej… ani że był pijany. — Potrząsnął głową. — Nie czekały mnie żadne prawne konsekwencje, właśnie dlatego. Nie było tam przejścia dla pieszych, on był pod wpływem. Próbowali mnie oskarżyć, udowodnić, że zrobiłem coś źle, ale… Jechałem prawidłowo, mieściłem się w limicie, miałem włączone światła. Sędzia mnie uniewinnił ze względu na warunki ograniczonej widoczności i nietrzeźwy stan poszkodowanego. Powiedział, że jako kierowca nie byłem w stanie tego przewidzieć, że to ten facet nie wywiązał się z swoich obowiązków wynikających z zasad bezpieczeństwa, ale… — Dopiero teraz na mnie spojrzał. — Ale to nie zmienia faktu, że go zabiłem.
— Harvey… — Byłam wstrząśnięta. Nie mogłam uwierzyć, że jeszcze parę minut temu na niego krzyczałam. Wyciągnęłam rękę i chwyciłam jego dłoń, zimną jak lód. — Nie możesz tak mówić. Sędzia miał rację. Nie mogłeś tego przewidzieć. To ten facet zrobił źle. Nie uniewinniliby cię bez powodu…  
— Nie obchodzi mnie to — powiedział zdławionym tonem. — Może mnie uniewinnili, ale ja nigdy nie zapomnę tego momentu. Nie zapomnę wyrazu twarzy tego człowieka. Jeszcze nigdy w swoim życiu nie byłem tak przerażony.  
Zorientowałam się, że płakałam, ale po raz pierwszy od dawna nie płakałam ze względu na siebie czy sytuację związaną ze mną. Jeszcze mocniej ścisnęłam jego rękę, ale nie wiedziałam, co mogłam powiedzieć.
— Po tym przestałem jeździć samochodem. Kupiłem motocykl. Stwierdziłem, że w ten sposób zabiję co najwyżej siebie…  
— Przestań! — Po jego słowach zdjęło mnie absolutne przerażenie. Chwyciłam go za twarz i obróciłam ku sobie. — Nie mów tak. Nigdy więcej nie możesz tak mówić, rozumiesz mnie? To był wypadek!
— Powiedziałem o tym Kirze, a ona… nazwała mnie mordercą. — Z każdym słowem mówił coraz ciszej. Spuścił wzrok, a ja nagle wszystko zrozumiałam. Jej słowa w kawiarni… “nie mówiła serio, nie miała tego na myśli”. Cienka nić sympatii, którą do niej poczułam, szybko znikła.  
— Nie jesteś mordercą! — Z oczu wypłynęły mi łzy, ale szybko je otarłam. — To był wypadek — powtórzyłam. — Nie chciałeś tego zrobić. Niczego nie widziałeś, było ciemno. Nie możesz tak… nie jesteś mordercą. Nie jesteś złym człowiekiem. Jesteś cholernie dobry! Pomogłeś mi w potrzebie, nadal mi pomagasz. Gdyby nie ty, już dawno bym oszalała. Pomogłeś nawet Kirze. Pomagasz ludziom czuć się lepiej. — Zarówno ja, jak i Kira, sporo mu zawdzięczałyśmy. Sheila też. — To Gavin jest złym człowiekiem, bo on krzywdził ludzi celowo. Dla własnej korzyści. Ty po prostu byłeś w złym miejscu o złym czasie, tak samo jak ten człowiek. Musisz sobie wybaczyć, Harvey, bo to nie twoja wina. Nie mogłeś tego przewidzieć.
Spuścił głowę i przez chwilę wyglądał jak małe dziecko. Oparł ją na moich ramionach. Poczułam, jak na ramię spada mi coś mokrego. Zorientowałam się, że to była jego łza. Objęłam go mocno i przytuliłam do siebie, żałując, że tak uporczywie chciałam poznać prawdę. Teraz, gdy w końcu ją poznałam, żałowałam, że w ogóle miała miejsce.  
Że Harvey przez cały czas cierpiał, być może bardziej niż ja.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 4901 słów i 26979 znaków, zaktualizowała 17 lip o 1:28.

2 komentarze

 
  • Xdm

    Świetny rozdział ❤️
    Ja też poproszę o połączenie tej dwójki,bo innej opcji tu nie widzę 🙈🙈

  • candy

    @Xdm dziękuję bardzo <3 a ja właśnie nie mam jeszcze pomysłu na zakończenie... coś trzeba wykombinować chyba w końcu  :rotfl:

  • aile

    Tak jak Aurora nie spodziewałam się tego, co powie Harvey. Liczę, że (mimo wszystko) ta dwójka jeszcze będzie razem. Oboje zasługują na szczęście. Super rozdział, powodzenia w dalszym pisaniu <3

  • candy

    @aile dziękuję <3 przyda się, ostatnio wena kapryśna :D