Empiria – rozdział 12

Empiria – rozdział 12Zdenerwowana jak diabli, stałam przed wejściem do kawiarni „Corvo d’Oro”, przestępując z nogi na nogę, próbując zebrać się na odwagę. Do dwunastej brakowało tylko dwóch minut, ale nadal nie docierała do mnie myśl, że tam w środku czekała na mnie Kira, kobieta, która absolutnie mnie nienawidziła — z wzajemnością. Nie sądziłam, że wyląduję w takim miejscu.
W końcu wzięłam głęboki oddech i pchnęłam drzwi. Nigdy tu nie byłam, ale wnętrze było ładne — ściany wyłożone cegiełkami, stoliki i krzesła wykonane z jasnobrązowego drewna. Z sufitu zwisały duże ozdobne żarówki. Po jednej stronie znajdowała się duża czarna półka z książkami i zielonymi roślinami. Niektóre szyby były pokryte białymi napisami, na które składały się nazwy kaw. Chwilę podziwiałam to wszystko, aż zobaczyłam Kirę siedzącą przy jednym ze stolików… i bawiącą dziecko, na oko półroczne. Był to cholernie dziwny widok, mimo że ona sama zdawała się być perfekcyjna jak zawsze — miała jedynie trochę krótsze włosy, związane teraz w koński ogon. Wydawała się… inna. Szczęśliwsza? Podeszłam do niej ostrożnie, jakby miała zionąć na mnie ogniem.  
— Cześć — powiedziałam, siadając naprzeciwko niej. Nawet nie myślałam, by coś zamawiać. Przed Kirą stała już filiżanka kawy.
— Cześć — odparła wyniosłym tonem — to akurat się nie zmieniło. Macierzyństwo nie zmiękczyło jej aż tak.  
Spojrzałam na jej dziecko. Z bliska zobaczyłam, że była to dziewczynka. Patrzyła na mnie ogromnymi niebieskimi oczami i obficie śliniła sobie kciuk. Króciutkie blond włoski miała związane malutką różową gumką.
— Masz śliczną córeczkę.
— Wiem — powiedziała Kira takim tonem, jakby to było oczywiste. Dała małej smoczka, po czym przeniosła na mnie wzrok. — Więc co to za super poważna sprawa? Lepiej się streszczaj, nie mam za dużo czasu.
Boże, od czego miałam zacząć? Jej wrogie nastawienie nie było czymś, czego się nie spodziewałam, ale i tak na jej widok z głowy wyparowało mi wszystko, co miałam przygotowane. Od czego miałam zacząć? Że Gavin mnie bił? Miałam tak po prostu zapytać, czy ona przeszła to samo? Kawiarnia nie wydawała się dobrym miejscem na rozmowę o przemocy domowej. A jeśli mnie wyśmieje? Jeśli powie, że zmyślam? Jeśli powie, że mi nie pomoże?
— No, nawijaj — rzuciła ostro, gdy zamilkłam.
— Chcę rozwieść się z Gavinem — wymamrotałam szybko i cicho.
— A to niespodzianka — stwierdziła sucho. — I tak długo wytrzymałaś. Ale co mi do tego?
— Bił mnie.
Dopiero te słowa sprawiły, że spojrzała na mnie inaczej — jej oczy lekko się rozszerzyły, przez jej twarz przebiegł cień… przerażenia? Nie odpowiedziała od razu, mimo że zaciskałam palce z nerwów i na pewno widać było zdenerwowanie w moim spojrzeniu. Spojrzała z powrotem na swoją córeczkę, która wyraźnie robiła się śpiąca. Powoli odłożyła ją do wózka stojącego obok i zaczęła go delikatnie kołysać. Upiła łyk kawy i dopiero spojrzała na mnie.
— Cholera — powiedziała cicho, dużo łagodniejszym tonem niż przed chwilą. — A to ciężka cholera.
Nie takiej reakcji się spodziewałam, ale ulżyło mi, bo jej wrogie nastawienie jakby zniknęło. Uwierzyła mi. Może nawet nie była zaskoczona.
— Czy… ciebie też bił?  
— Masz teraz nadzieję, że odpowiem, że tak? — zapytała ironicznie. — Bo zakładam, że o to ci chodzi. Że szukasz potwierdzenia, że nie byłaś jedyna. Po co? Wytoczyłaś mu proces?
Gardło od razu mi się ścisnęło i zdołałam tylko pokiwać głową.  
— No więc przykro mi, że cię rozczaruję, ale… nie. Nigdy mnie nie uderzył. Choć na pewno o tym myślał. — Niemal widziałam, jak wraca myślami do czasów związku z Gavinem. — Zwłaszcza gdy odkrył, że go zdradzałam. Wtedy była taka chwila. Pamiętam ją dokładnie. Jego oczy pociemniały. Krzyczał na mnie, szczęki miał zaciśnięte. W oczach miał chęć mordu. Przysięgam, że gdybym patrzyła w nie dłużej, zabiłby mnie samym spojrzeniem, jak pieprzony bazyliszek. Pakowałam się jak szalona, pragnęłam od niego uciec. Chciałam, by to się w końcu skończyło. Gdy byłam już przy windzie, nagle szarpnął mnie za rękę i… wyrwałam się, ale mogło się to skończyć dużo gorzej. Wtedy wiedziałam, że źle wybrałam, że jego pieniądze i pozycja nie są tego warte. Tak, to mnie skusiło i nie ukrywam tego — dodała ostro, jakby myślała, że zaraz zacznę ją oceniać. — On nie jest normalny. Nie jest bezpieczny. Dzieciństwo go zniszczyło. Wyrósł na patologię, której niestety nie widać z zewnątrz. Był cholernie zazdrosny i zaborczy, nawet gdy nie miał ku temu powodów. Czułam, że zamyka mnie w klatce i musiałam się z niej wyrwać. Nie byłam idealną dziewczyną, ale i tak nie zasłużyłam na to, co mi robił, co mógł mi zrobić… I ty też na to nie zasłużyłaś. Gavin jest popieprzony. — Wzięła głęboki oddech. — I bardzo bym chciała widzieć jego minę, gdy zrozumie, że został pokonany przez kobiety, nad którymi sądził, że zapanował.
W tym momencie miałam ochotę ją uściskać. Nieważne, co zrobiła, jaka była — teraz chciała mi pomóc. Może Harvey miał rację. Może faktycznie się zmieniła.
— Będziesz zeznawać?
— Będę. — Skinęła głową. — Nie jestem kompletnym potworem, wiesz?
— Nigdy nie twierdziłam, że…
— Daruj sobie. Dobrze wiem, co ludzie o mnie myślą. Nie jestem ideałem i nigdy tego nie ukrywałam, ale staram się. Dla niej. — Spojrzała na wózek, a jej spojrzenie od razu złagodniało. — Bo ona zasługuje na najlepszą mamę, jaką tylko może mieć. Zwłaszcza że nie ma ojca.
Nie wiedziałam, czy miałam zadać jakieś pytanie, czy w ogóle coś mi powie — nie byłyśmy przecież przyjaciółkami. Ba — nawet koleżankami. Ale skoro sama zaczęła ten temat…  
— Harvey opowiedział mi, co się stało. — Bardzo się starałam, by w mojej głosie nie dało się wyczuć oceniającego tonu.
Spojrzała na mnie, jakby sobie coś uświadomiła.
— No tak. To naprawdę musisz mnie nienawidzić. — Poprawiła się na krześle. — Wiedz, że nie chciałam rozdzielać ciebie i Harveya. To znaczy, chciałam, ale tylko na początku. Potem zaszłam w ciążę… I miałam co innego na głowie. Rodzice wyrzucili mnie z domu. Nie miałam co ze sobą zrobić. Nie miałam przyjaciół, do których mogłam się zwrócić. Było mi ciężko. Ojciec dziecka zwiał, jak tylko się dowiedział, więc byłam z tym wszystkim sama. Wtedy Gavin dowiedział się o mojej ciąży. Nie mam pojęcia jak, przecież to był początek, nie było nawet widać brzucha. Może przekupił mojego lekarza, cholera wie. Ale zaoferował mi pieniądze w zamian za wrobienie Harveya w ojcostwo.  
Poczułam się, jakby mózg mi wybuchł. Gavin… nakłonił Kirę, by rozdzieliła mnie z Harveyem? Zachęcił ją pieniędzmi, no jasne — jego ulubiony sposób. Czułam, jak wzbiera we mnie ogromna, niepohamowana wściekłość. On naprawdę nie znał granic. Julie miała rację — wszystko zaplanował. Użył Kiry, by sprawić, że Harvey mnie zostawi — że będę samotna i będę cierpiała, a wtedy on wkroczy w moje życie po raz kolejny, tym razem w roli rycerza na białym koniu.  
— Naprawdę nie chciałam tego robić, ale byłam zdesperowana — ciągnęła Kira. — Potrzebowałam pieniędzy. Musiałam coś jeść. Może i wpadłam, ale nie chciałam stracić dziecka. Normalnie rzuciłabym mu tymi pieniędzmi w twarz, ale w tamtej sytuacji… Wzięłam je.
Po raz kolejny w mojej głowie rozbrzmiały echem słowa Gavina, wypowiedziane tak dawno temu, że prawie o nich zapomniałam.
Każdego da się kupić. Zaufaj mi. Nigdy nie wiesz, co życie przyniesie. W pewnych drastycznych sytuacjach życiowych ludzie uciekają się do drastycznych środków.
Nienawidziłam tego, że miał rację — bo przecież ją miał. Ostatecznie ja też przyjęłam od niego pieniądze, nawet jeśli później wszystkie mu oddałam. Zmusiły mnie do tego piętrzące się rachunki, które już dłużej nie mogły czekać na spłatę. Gdybym nie wzięła jego pieniędzy, do drzwi zapukałby nam komornik. Pogrążylibyśmy się jeszcze bardziej. A Kira? Będąc w ciąży, miała jeszcze gorzej. Nie dziwiłam się, że przyjęła jego ofertę, bo w końcu co miała do stracenia?
— Ale później wszystko się skomplikowało. Harvey jest za inteligentny, od razu zorientował się, że to nie jego dziecko. Musiałam improwizować, bo bardzo chciałam dostać te pieniądze. Szantażowałam go. Ostatecznie chodziło tylko o to, by z tobą zerwał, nie było powiedziane, w jaki sposób i dlaczego. Potrzebowałam pieniędzy, nic więcej mnie nie obchodziło. Ale Gavin mnie oszukał. — Zacisnęła zęby. — Mimo że zrobiłam, co chciał. Harvey z tobą zerwał, prawda? — Spojrzała na mnie pytająco, a ja powoli kiwnęłam głową. — Ale na wzmiankę o pieniądzach Gavin tylko roześmiał mi się w twarz. Powiedział, że jestem idiotką, bo dałam się nabrać, i niewdzięczną dziwką, która na nic nie zasługuje. — Wzruszyła lekko ramionami. — I tym sposobem znowu byłam w kropce. Kombinowałam, co ze sobą zrobić. Miałam ze sobą jedną jedyną kartę, na której miałam oszczędności, których rodzice nie zdołali mi zabrać, ale to było za mało. Wystarczyło tylko na jakiś czas. Udało mi się wynająć pokój, żeby mieć jakikolwiek dach nad głową, ale był obskurny, a właściciel stary i ewidentnie zboczony. Bałam się tam przebywać, ale nie miałam wyjścia. Szukałam pracy, ale nikt nie chciał mnie zatrudnić, skoro zaraz i tak wyskoczy ze mnie dziecko. W tamtej chwili nie chciało mi się żyć, serio. Bo niby dla kogo? Byłam sama. Wcześniej miałam cudowne życie, z którego nic nie zostało. Rodzice odcięli mnie od pieniędzy, odwrócili się ode mnie, Gavin zmienił mi życie w piekło, a Harvey… — Westchnęła, wbijając wzrok w filiżankę. — On jako jedyny był dla mnie dobry, a ja traktowałam go okropnie.
— Owszem. — Odważyłam się wtrącić. — Skrzywdziłaś go. I to potwornie.
— Mam tę świadomość.
— No to super, że ją masz. — Mimo że wcześniej nie zamierzałam się odzywać, teraz nie mogłam się powstrzymać. — Wiesz, że go skrzywdziłaś i na pewno wiedziałaś to wtedy. Jak mogłaś mu to zrobić?
Przyszpiliła mnie takim spojrzeniem, że od razu zamilkłam.
— Nie każdy rodzi się taki moralny i dobry jak ty — warknęła. — Niektórzy mają trudniej. Niektórzy muszą walczyć o to, by utrzymać się na powierzchni. Nie znasz mojej historii, więc się nie wtrącaj.
To było chyba najlepsze rozwiązanie w obecnej sytuacji. Ponownie zamilkłam. Miała rację, nie znałam jej historii, a przynajmniej nie całej. Jej bogata przeszłość była tylko maską. Teraz wydawała się równie zagubiona, co reszta z nas.
— Masz rację. Przepraszam. Nie mam prawa cię oceniać.
Wyraźnie się uspokoiła. Odchyliła się na oparcie i kontynuowała:
— Wiedziałam, że mnie nienawidził za to, co mu zrobiłam, ale nie miałam nawet szansy go przeprosić. W końcu wpadliśmy na siebie w sklepie. Był w szoku, gdy mnie zobaczył, widziałam to w jego oczach. Nieźle się zdziwił. Zawsze widywał mnie w najmodniejszych ciuchach, zrobionej fryzurze… Wtedy byłam na dnie. To też zobaczył. I wyciągnął do mnie rękę. — Miałam wrażenie, że zaszkliły jej się oczy. — Po tym wszystkim, co mu zrobiłam, mimo wszystko mi pomógł. Wyciągnął mnie z tamtego mieszkania. Dał mi pieniądze na wszystko, czego potrzebowałam. Wszystkie rzeczy dla dziecka — wózek, ubranka, wanienka, smoczki… Nie miałam pojęcia, ile to wszystko kosztuje. Wiele razy zastanawiałam się, dlaczego to robi, dlaczego mi pomaga, ale zawsze ucinał temat. Myślę, że po prostu…
— Taki już jest — dokończyłam cicho, a ona skinęła głową.
— No właśnie. Więc na zawsze będę mu dłużna. Załatwił mi nawet pracę, dzięki której mam w miarę rozsądną pensję i ubezpieczenie zdrowotne, a to najważniejsze. To cholernie dobry człowiek, więc lepiej się go trzymaj.
Ja miałam się go trzymać? O czym ona w ogóle mówiła?
— Przecież jest z Sheilą.
— Och, Sheila. — Kira wywróciła oczami. — Taka słodka, aż do porzygu.
— Skąd w ogóle ją znasz?
— Och, nie myśl sobie, że Harvey i ja urządzamy sobie plotki co wieczór i wszystko mi opowiada. Po prostu raz na siebie wpadliśmy, całą trójką. Niecelowo, oczywiście. Siedzieli w restauracji, w której czasami jem lunch. Zobaczyłam go, on zobaczył mnie, no i głupio było tak po prostu się olać. Ta jego Sheila… Nie powiedziałabym, że jest w jego guście. To nie potrwa długo.
— Wątpię. — Powrócił znajomy ból w podbrzuszu, jak zawsze, gdy myślałam o Sheili. — Rozmawiałam z nią. Jest bardzo miła. I widać, że jej na nim zależy.
— Co wcale nie musi znaczyć, że jemu zależy na niej.
— Dlaczego tak mówisz? Jest… wspaniała. Troszczy się o ludzi.
— No właśnie — prychnęła. — Trochę za bardzo.
Spojrzałam na nią pytająco, a ona rozszerzyła oczy.
— Błagam, nie mów, że jesteś aż tak naiwna — powiedziała kpiąco. — Naprawdę myślisz, że istnieją ludzie, którzy są po prostu dobrzy? Cały czas? Bez żadnych ukrytych motywów?
— A jaki ona może mieć motyw? Nie znam jej, ale…  
— Każdy z nas ma swoją ciemną stronę — przerwała mi. — Nawet ona, mimo tryskania entuzjazmem i pączkami na lewo i prawo.
Zamilkłam, rozmyślając nad jej słowami. Fakt, Sheila od początku wydawała mi się nieco dziwna ze swoją serdecznością, ale uznałam, że taka po prostu jest. Wzruszyło mnie, że tak się przejęła losem dziewczyny, której nie znała. Kurczowo chciałam się jej trzymać, bo ona mnie rozumiała. Wiedziała, przez co przeszłam. Ale słowa Kiry były sensowne. Pytanie tylko, czy jej punkt widzenia był obiektywny.
— Pójdę już — odezwałam się w końcu, po dłuższej chwili milczenia. — Dziękuję, że się ze mną spotkałaś. Że zgodziłaś się zeznawać. I… że powiedziałaś mi prawdę. Dobrze było ją w końcu poznać.
— To nie ja powinnam ci ją mówić. Harvey powinien był ci wszystko powiedzieć.
— Wiem. Dlatego dziękuję, że mimo wszystko ty to zrobiłaś. — Wstałam, zakładając pasek torebki na ramię.
Przyglądała mi się uważnie, wyraźnie walcząc ze sobą. W końcu odezwała się:
— Czy Harvey wspominał ci o… — zawiesiła głos, ale ja już wiedziałam, o co jej chodziło. O tę cząstkę prawdy, której nadal nie poznałam.
— Nie. Powiedział tylko, że właśnie tym go zaszantażowałaś, by ze mną zerwał.
Skrzywiła się.
— Nie jestem z tego dumna. Ale… gdy w końcu ci to powie… pamiętaj, że nie mówiłam serio. Naprawdę nie miałam tego na myśli. Pamiętaj o tym i on też niech o tym pamięta.
Nawet nie zapytałam. Wiedziałam, że niczego mi to nie rozjaśni. Miałam dość upominania się o prawdę.
Pożegnałam się z Kirą i wyszłam. Byłam dziwnie otępiała. W głowie dudniła mi myśl — dlaczego ja? Dlaczego tylko ja byłam ofiarą Gavina? Dlaczego bił tylko mnie? Przecież Kira go zdradzała. Ja nic takiego nie zrobiłam. Taka byłam wyjątkowa? Bo zostałam jego żoną i chciał założyć ze mną rodzinę?
„Wyjątkowość” nigdy nie smakowała gorzej.

Gdy dotarłam do pracy, miałam jeszcze chwilę na przebranie się i przygotowanie, więc zrobiłam sobie kawę i usiadłam przy ścianie obok naszych trzech lodówek. Moje myśli od razu uciekły w stronę Harveya. Prosił, bym dała mu znać po spotkaniu z Kirą. Bardzo chciałam do niego zadzwonić, usłyszeć jego głos, ale pewnie też był w pracy i… pewnie nie powinnam do niego dzwonić. Mogłam przecież napisać mu wiadomość. Właśnie to zrobiłam, napisałam, że spotkanie przebiegło dobrze i że Kira zgodziła się zeznawać. Nie wiedziałam, co więcej mogłabym powiedzieć. Zablokowałam komórkę i gapiłam się w podłogę, popijając kawę. Zastanawiałam się, czy Gavin postanowi mi złożyć wizytę także dziś. Nadal czułam rezygnację, która rozprzestrzeniła się w moich żyłach wczorajszego dnia. Częściowo zajmowała miejsce strachu, ale nie do końca. Nadal nie wiedziałam, co zrobić. Teraz miałam jeszcze jedną osobę po swojej stronie, a i tak skłaniałam się bardziej ku opcji wycofania pozwu. Chyba spodziewałam się, że Kira odmówi. Na pewno nie oczekiwałam, że opowie mi całą historię swojej ciąży i będzie chciała mi pomóc. Chyba naprawdę się zmieniła. Nie do końca, bo nadal w większości była tą powierzchowną i wredną wersją siebie, ale chyba powoli zaczynałam dostrzegać, co zobaczył w niej Harvey. Pod tą niedostępną maską prawdopodobnie była… ludzka. I dało się ją lubić, tylko trzeba było ją poznać.
Pokręciłam głową i prawie się roześmiałam. Teraz zaczynałam lubić Kirę. Świat naprawdę stawał na głowie.
W końcu podźwignęłam się na nogi i zaniosłam pustą szklankę do zlewu. Dziś pracowałam z Paulą, więc dzień nie zapowiadał się przyjemnie. Tak bardzo przyzwyczaiłam się do pracy z Julie lub Brianem, że bez nich czułam się obco. Humor poprawił mi się jednak na myśl, że już niedługo przeprowadzimy się do nowego mieszkania i być może wszystko zacznie wyglądać nieco lepiej, a ja w końcu poczuję, że mam stabilny dach nad głową — i że naprawdę do niego przynależę.

— Więc… nie wycofujesz pozwu? — Julie siedziała po turecku na moim łóżku i oglądała mój pokój, jakby był najciekawszą rzeczą na tej planecie.
— Nie wiem — westchnęłam ciężko, klęcząc na podłodze i na nowo zapełniając kartony moimi rzeczami. Teraz zaczęłam żałować, że je w ogóle rozpakowałam. — Gdybym dostawała dolara za każdym razem, gdy o tym pomyślę…
— Nie powinnaś go wycofywać. Gavin w końcu musi dostać za swoje.
— Moi rodzice powiedzieli to samo — przyznałam. — Gadaliśmy o tym wczoraj wieczorem. Przekonali mnie, żebym tego nie robiła. Chyba.
— Chyba? Albo cię przekonali, albo nie.
— A jak Gavinowi całkiem odbije? A jeśli skrzywdzi jakoś rodziców? Albo ciebie? Albo… Harveya?
— Nic nam nie zrobi. To tylko czcze pogróżki. Rozumiem, że się boisz, ale sama widzisz, jak to było z groźbami, że zwolni twojego tatę. Uwierzyłaś w nie, a on nawet nie mógł tego zrobić — zauważyła Julie, całkiem rozsądnie. — On tylko dużo gada, ale pewnie połowa jego gróźb nie ma pokrycia. Harvey dobrze ci powiedział — on musi mieć nad kimś kontrolę. Nie wycofuj pozwu, bo wtedy on wygra. A naszyjnik? Kupię ci nowy. Taki sam. Wtedy będzie ci się kojarzył i z siostrą, i ze mną, twoją najlepszą przyjaciółką. — Uśmiechnęła się szeroko, odchylając się do tyłu i wiążąc swoje blond włosy.
— Jesteś dobra, a byłabyś najlepsza, gdybyś mi pomogła — wytknęłam jej, też się uśmiechając. Powoli przypominałam sobie, jak się to w ogóle robiło. Miałam wrażenie, że za każdym razem, gdy moje usta rozciągały się w uśmiechu, wyglądało to sztucznie.
— A jak myślisz, czemu wiążę włosy? — Energicznie zeskoczyła z łóżka. — Już nie mogę patrzeć, jak wolno to robisz, a chcę już jechać do nowego mieszkania.
Dwie godziny później tata parkował przed nowocześnie wyglądającym blokiem i pomagał nam wnosić pudła na górę. Mieszkanie znajdowało się na trzecim piętrze i było jeszcze ładniejsze niż na zdjęciach — wchodziło się do małego przedpokoju, który przechodził w kuchnię i mały salon z telewizorem i dwoma fotelami oraz balkonem; po lewej stronie mieszkania znajdowały się dwa osobne pokoje, rozdzielone łazienką. Były mniej więcej tej samej wielkości, ale wybrałam ten, który znajdował się dalej, na samym końcu, bo jego okno wychodziło na park. Widok zieleni za szybą w pewien sposób mnie uspokajał. Pokój nie był duży, ale miał wszystko, co potrzebne — na środku stało duże małżeńskie łóżko, obok znajdowała się szafka nocna z dużą lampą, jedna spora roślina w doniczce, obok brązowa szafa, a z drugiej strony łóżka stała komoda. Ściany były białe, podobnie jak dywan, tylko meble i podłoga były brązowe. Podobało mi się tutaj. Nie był to najniższy standard, ale też nie najwyższy, co czyniło pokój idealnym. Tata chodził po mieszkaniu i przyglądał mu się badawczo, ale nic nie mówił, więc chyba nie miał uwag. Też poszłam się rozejrzeć. Łazienka bardzo mi się podobała, była biała, z jedynym wyjątkiem — szafka, na której była umieszczona umywalka, była wykonana z jakiegoś ciemnego granitu, co tworzyło ładny kontrast. Pokój, który wybrała Julie, wyglądał podobnie jak mój, ale dywan miał jasnozielony, podobnie jak łóżko. Podłoga w kuchni i salonie była ciemniejsza niż te u nas, ładnie kontrastowała z brązowo-czarną kuchnią i stolikiem.
Przelotnie zerknęłam na komórkę i serce od razu podskoczyło mi do gardła, gdy zobaczyłam na ekranie nieodebrane połączenie od Harveya. Czego mógł chcieć? Nie odpisał mi na smsa, więc może chciał się dowiedzieć czegoś więcej o spotkaniu z Kirą, ale byłoby to dziwne, bo minęły już dwa dni. Przez chwilę rozważałam oddzwonienie do niego, ale w końcu wsunęłam komórkę z powrotem do kieszeni dżinsów i poszłam z tatą przynieść resztę pudeł.
Nigdy wcześniej nie mieszkałam z przyjaciółką, więc zapowiadała się całkiem nowa era mojego życia. Gdy Julie była obok, czułam się… lżej. Bezpieczniej. Była kimś, komu mogłam zaufać. Tyle dla mnie zrobiła. Obiecałam sobie w duchu, że jakoś jej to wynagrodzę.
Gdy tata w końcu pojechał, zamknęłyśmy drzwi i zaczęłyśmy rozpakowywać rzeczy kuchenne. Każda przyniosła to, co miała, niektóre sprzęty były już na wyposażeniu, ale okazało się, że i tak wielu rzeczy nam jeszcze brakowało, a zwłaszcza jedzenia. Lodówka była nowa i przerażająco pusta, więc gdy ją myłam, Julie robiła listę zakupów. Co jakiś czas dorzucałam swoje sugestie. W końcu byłyśmy gotowe; poszłyśmy do supermarketu niedaleko osiedla. Wróciłyśmy po godzinie, obładowane niczym konie pociągowe. Byłam cholernie zmęczona, ale czekało nas dalsze rozpakowywanie. Gdy kuchnia w końcu zaczęła przypominać kuchnię i trochę się zapełniła, zapadł już wieczór. Nie miałam siły na rozstawianie rzeczy — wyciągnęłam tylko te najpotrzebniejsze, bo jutro szłam na pierwszą zmianę. Julie szła na drugą.
— Darren chyba się wkurzył i postanowił nas rozdzielić, tak jakbyśmy były niegrzecznymi dziećmi w klasie i musiał nas rozsadzić.
— Przynajmniej wysłał nagranie.
— I do tego prawidłowe. Musiałam sprawdzić, bo nie do końca mu ufałam. — Julie wyciągnęła nogi na fotelu. — Naprawdę nie wiem, dlaczego on taki jest. Z jednej strony zachowuje się, jakby lubił ludzi, tworzy dla nich kawiarnię i w ogóle… a z drugiej jest takim cholernym dupkiem.
— Ale dobrze sobie z nim poradziłaś. Naprawdę masz kuzynkę, która pisze recenzje takich miejsc?
— Naprawdę. Choć, prawdę mówiąc, niezbyt się lubimy. Na pewno by nie napisała żadnej recenzji, tym bardziej złej, gdybym to ja o to poprosiła. Ale Darren nie musiał o tym wiedzieć. No i chyba się przestraszył. Perspektywa utraty ciebie, Briana i mnie musi być przerażająca.
— A co tam u Briana? Dawno go nie widziałam. — Objęłam rękami ciepły kubek. — Musimy go koniecznie zaprosić, jak już się urządzimy.
— Tak, faktycznie, ja ostatnio też mało z nim gadałam. — Julie zmarszczyła brwi. — Masz rację, trzeba go zaprosić. On chyba nawet nie wie, że się przeprowadziłyśmy.
— O wielu rzeczach nie wie. Może… może poczuł, że się od niego odsuwamy, że czegoś mu nie mówimy?  
— I co, obraził się na nas? Bo jeśli tak, to szybko się odbrazi. Nie porzuci nas. — Julie wstała i przeciągnęła się. — Która pierwsza idzie eksplorować nasz nowy prysznic?
— Możesz iść. Ja jeszcze trochę tu posiedzę.
Po chwili zostałam sama, gapiąc się w okno, przez które świeciło światło latarni. W końcu podniosłam się i otworzyłam okno prowadzące na balkon. Było trochę chłodno, więc wróciłam się po koc, którym się otuliłam. Z kubkiem herbaty stanęłam przy barierce, wdychając zapach drzew i patrząc w dół, na przechodzących ludzi. Ta okolica wydawała się taka… spokojna. Jakby nic złego nie mogło się tu stać.  
Miałam wielką nadzieję, że przeczucie mnie nie zwiedzie.

Idąc do pracy, zastanawiałam się, czy powinnam oddzwonić do Harveya. Nie zadzwonił drugi raz, a ja byłam zbyt zmęczona i zajęta, by się przejmować tym, czego mógł ode mnie chcieć. Wczoraj padłam na nowe łóżko, przekonana, że zasnę od razu, ale przez jakiś czas kręciłam się i przewracałam z boku na bok — jak zawsze w nowym miejscu. Mimo że było spokojnie i cicho, musiało minąć trochę czasu, aż się przyzwyczaję. Gdy wychodziłam, Julie jeszcze spała, a każdy mój krok wydawał się strasznie głośny. Miałam nadzieję, że jej nie obudziłam.
Po raz kolejny na zmianie towarzyszyła mi Paula i naprawdę zaczynało mi brakować przyjaznej twarzy Briana. Było mi wstyd, bo byłam zbytnio zajęta sobą, by interesować się przyjacielem. Może naprawdę było mu przykro, że go olałam. Julie tak zaangażowała się w pomaganie mi, że właściwie też nie zajmowała się niczym innym… Musiałyśmy jak najszybciej to zmienić. Postanowiłam, że powiem mu o wszystkim, jak tylko go zobaczę. Powiem mu, co działo się u mnie w domu i przeproszę za swoje zachowanie. I znowu wszystko będzie dobrze.
Gavin nie pojawił się w kawiarni po raz kolejny, więc właściwie nie miałam czym się denerwować, choć część mnie była przerażona, że w południe wejdzie przez drzwi i oświadczy, że czas na wycofanie pozwu minął i że tego pożałuję. Nic takiego się jednak nie stało. W spokoju skończyłam zmianę, a gdy wychodziłam, minęłam się z Julie. Posłała mi uśmiech i rzuciła:  
— Do zobaczenia wieczorem w domu.
W domu. To brzmiało tak dobrze. Uspokajająco. Miałam swoje miejsce i miałam przyjaciółkę. Miałam przeczucie, że teraz już poradzę sobie ze wszystkim.
Wróciłam do mieszkania i wzięłam się za porzucone wczoraj rozpakowywanie rzeczy. Stopniowo opróżniałam kolejne kartony, aż pokój wydawał się odrobinę mniejszy, nagle zastawiony rzeczami; później złożyłam pudła i wyniosłam je do piwniczki, przysługującej każdemu mieszkańcowi. Gdy wróciłam na górę, czułam się trochę obco, będąc sama. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Miałam zamiar zabrać się za przygotowywanie obiadu, ale byłam zmęczona po nieprzespanej nocy i stwierdziłam, że w drodze wyjątku coś sobie zamówię. Włączyłam laptopa i następne dwadzieścia minut spędziłam na przeglądaniu ofert. Gdy godzinę później odbierałam jedzenie od dostawcy i włączałam telewizor, czułam się prawie jak normalna osoba. Zjadłam frytki, fileta z kurczaka i sałatkę; poczułam, jak wracają mi siły. Skupiłam się na filmie, który leciał w telewizji i na parę ładnych godzin zapomniałam o bożym świecie. Później chyba przysnęłam. Ocknęłam się dopiero, gdy było już ciemno. Przez chwilę mrugałam, próbując rozeznać się w sytuacji. Spojrzałam na komórkę, mrużąc oczy. Dwudziesta trzecia. O rany. Powoli wstałam i zapaliłam światło, po czym zamknęłam okno, żeby do środka nie wleciało żadne robactwo. Wokół mnie panowała cisza. Zastanawiałam się, gdzie, do licha, była Julie. Już dawno powinna być w domu. Sprzątanie kawiarni trwało maksymalnie półtorej godziny. Gdzie ona się podziewała?
Zadzwoniłam do niej, ale nie odebrała. Za drugim razem też nie. Za trzecim czułam już nerwowe ssanie w żołądku. Przy czwartym nieodebranym połączeniu wpadłam w panikę. Stało się coś złego. Czułam to. Nie miała żadnego innego powodu, by nie odbierać. Przecież powiedziała, że zobaczymy się w domu. Gdyby miała inne plany po pracy, powiedziałaby mi. Dlaczego nie odbierała? Co się stało?
Próbowałam oddychać miarowo, ale miałam mroczki przed oczami. Trzęsącymi się dłońmi wybrałam numer Harveya. Potrzebowałam go. Był jedyną osobą, która mogła mnie uspokoić.
— Harvey, Julie nie wróciła do mieszkania — powiedziałam drżącym głosem, gdy tylko odebrał. Zaciskałam mocno kciuki, aż mi zbielały. — Nie ma jej. Nie mogę się do niej dodzwonić. Coś musiało się stać. Coś złego. — Wzięłam głęboki oddech, ale łzy i tak potoczyły mi się po policzkach. — Boję się, że to Gavin coś jej zrobił.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 5317 słów i 29209 znaków, zaktualizowała 25 cze o 0:17.

2 komentarze

 
  • Pani123

    Dobrze, że okazało się Kira posiada jednak bardziej "ludzką" twarz. Podejrzewam, że jeszcze nie wszystko w jej historii zostało odkryte. Tak jak w życiu - nie ma ludzi tylko złych albo tylko idealnych. Każdy ma jakieś dobre i mroczne strony. I każdy jest jaki jest z jakiegoś powodu.  Ciekawe co też dla odmiany ukrywa panienka od pączków  
    :D  
    Fajnie prowadzisz całą akcję. Zdecydowanie jedno z lepszych opowiadań na tej stronie. Jest po co tu wchodzić ;) i duży plus za regularne dodawanie kolejnych odcinków, kolejny zapewne gdzieś za dwa dni  ;) Oby  :D

  • candy

    @Pani123 bardzo dziękuję za tak miły komentarz <3 staram się dodawać regularnie, ostatnio miałam zastój i sesję, ale wróciłam na dobre tory :D jeszcze troszkę do odkrycia jest, choć może niekoniecznie miłego :)

  • Wer...

    Dziewczyny piszcie szybko kolejne części bo opowiadanie jest mega i teraz jeszcze zaczyna się rozkręcać 😬 robi się coraz ciekawiej 😃

  • candy

    @Wer... to akurat piszę tylko ja :D tylko #Nayley piszemy razem. Ale bardzo dziękuję! Staram się ❤️