Empiria – rozdział 20

Empiria – rozdział 20— Aurora, poznaj Pablo. — Sheila uśmiechała się tak, jakby co najmniej przeprowadzała ceremonię zaślubin. — Pablo, to Aurora.
Spojrzałam na Pablo, który z uśmiechem schylił się, by pocałować mnie w policzek. Nie był najgorszy, jeśli chodziło o wygląd i chyba miał też odpowiednie maniery. Przynajmniej teraz, gdy już tu byłam, stres zelżał. Poszliśmy w stronę stolika, a ja z całych sił próbowałam nie patrzeć na Harveya, który, mimo że szedł obok, nie zaszczycił mnie nawet jednym spojrzeniem. Nie przeszkadzało mi to jednak, bo mogłam skupić się na tym, po co tu przyszłam.
Sheila zaczęła dyskutować z kelnerem o menu. Chciałam zamówić sobie bezalkoholowego drinka, ale tak zagadałam się z Pablo, że po chwili już o tym zapomniałam. Albo to on był wyjątkowo zabawny, albo ja bardzo zestresowana i w tym momencie śmieszyło mnie już wszystko. Nawet nie musiałam się bardzo wysilać, by ignorować Harveya, bo rozmowa, którą prowadziłam, była dużo ciekawsza. Nie pamiętałam, kiedy ostatnio miałam tak dobry humor. Policzki bolały mnie od uśmiechu. W końcu musiałam iść do łazienki, bo pęcherz dawał o sobie znać, więc przeprosiłam towarzystwo i skierowałam się w stronę toalet. Poprawiłam makijaż i przez chwilę podziwiałam swoje odbicie w lustrze. Szczęście dziwnie na mnie wyglądało. Miałam wrażenie, że nie uśmiechałam się w ten sposób od dawna. Dziwna randka zaczęła się przeistaczać w coś naprawdę interesującego.
Wychodząc z łazienki, zaczęłam niemalże nucić piosenkę, która dobiegała ze środka lokalu, gdy usłyszałam głos:
— Dobrze się bawisz?
Uśmiech od razu zniknął mi z twarzy, serce rzuciło się do dzikiego galopu. Obróciłam się w stronę Gavina, który opierał się o ścianę i uważnie taksował mnie wzrokiem. Jak zwykle był w garniturze. Dookoła panował półmrok, nadając mu groźny wygląd. Miałam ochotę wiać, ale jakbym wrosła w ziemię.
— Pięknie wyglądasz — kontynuował. Odepchnął się od ściany, podszedł do mnie i chwycił w palce kosmyk moich włosów. Nie mogłam się ruszyć, zdrętwiało mi całe ciało. — Ale czy on jest tego wart? — szepnął, pochylając się.
— Zostaw mnie — szepnęłam, dalej stojąc w miejscu jak kołek.
— Myślisz, że jak pomigdalisz się z innym facetem, to Harvey nagle będzie o ciebie zazdrosny? — szeptał dalej. — Nie starczyło mu nawet odwagi na to, by cię zatrzymać poprzednim razem. Wolał oddać cię mnie.  
— Zmusiłeś go. Zmusiłeś Kirę…  
— Myślisz, że on cię kocha? — zapytał, jakbym wcale się nie odezwała. — Że pewnego dnia zostawi Sheilę i stwierdzi, że zadowoli się tobą? Spójrz na siebie i… na nią. — Jego wzrok podążył w stronę Sheili, która akurat z czegoś się głośno śmiała. — Ona cieszy się życiem. Jest radosna i piękna. Zawsze się śmieje. W tobie jest mrok. Wiecznie tylko płaczesz i się nad sobą użalasz. Naprawdę sądzisz, że on cię taką zechce?
Jego słowa zapiekły mnie do żywego. Skąd to wszystko wiedział? Skąd znał moje myśli? Czy to było aż tak oczywiste?
— Ja pokochałem cię od razu. I nadal kocham, mimo tego, co mi zrobiłaś. — Przesunął kciukiem po mojej dolnej wardze. — I nie pozwolę ci odejść.
— Zgodziłeś się na rozwód… nie wykręcisz się teraz tak łatwo. — Wcale nie brzmiałam przekonująco. Gavin tylko się zaśmiał.
— A ty zgodziłaś się być ze mną do końca życia — powiedział lodowatym tonem. — Z tego też się tak łatwo nie wykręcisz. — Nagle przyparł mnie do ściany, jednocześnie zatykając mi usta dłonią, zanim zdążyłam wrzasnąć. — Nie tęsknisz za mną, żono? — wydyszał, patrząc mi w oczy i przyciskając swoje ciało do mojego. — Nie tęsknisz za mężem?
Poderwałam się do góry i otworzyłam gwałtownie oczy, całe wypełnione łzami. Przycisnęłam rękę do serca, które chciało wyskoczyć z klatki piersiowej. Cała drżałam i potrzebowałam chwili, by uzmysłowić sobie, że to… był tylko sen. Cholernie realistyczny. Zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki, bo nadal czułam na ustach jego rękę i miałam ochotę wymiotować. Łzy dalej leciały i nie zamierzały przestać. Mój własny umysł mnie zdradził. Fakt, bałam się, że gdy wyjdę z domu, faktycznie spotkam Gavina, który być może cały czas śledził każdy mój krok. Nie sądziłam jednak, że Gavin ze snu weźmie wszystkie moje obawy i rzuci mi je prosto w twarz.
Myślisz, że on cię kocha? Naprawdę sądzisz, że cię zechce?
Gwałtownie pochyliłam się nad muszlą klozetową i zwymiotowałam.
•  
Dochodziła piąta rano, więc nie było sensu kłaść się do łóżka, skoro i tak szłam na poranną zmianę. Uspokoiłam się dwoma kubkami gorącej herbaty i już zaczynałam żałować, że zgodziłam się na idiotyczny pomysł Sheili. Nie miałam jednak odwagi odwołać całego “przedsięwzięcia”. Może gdybym nie miała rąk pełnych roboty, denerwowałabym się jeszcze bardziej, ale Darren wcisnął mi kolejną osobę do wyszkolenia. Powiedziałam mu szczerze, że Marco nie nadaje się do tej pracy, a Darren miał już w zanadrzu parę innych chętnych osób. Dziś szkoliłam dwie dziewczyny, które były swoimi absolutnymi przeciwieństwami — jedna była cichutka jak mysz pod miotłą i właściwie ledwo się odzywała, a druga nie mogła przestać gadać. Upilnowanie jednej i drugiej graniczyło z cudem, dlatego musiałam poprosić Paulę, by mi trochę pomogła. Żałowałam, że nie było ze mną Julie albo Briana, ale obydwoje szli na popołudniową zmianę.
Zeszłego wieczora Julie pomagała mi wybrać strój i chyba też nie wiedziała, co myśleć o tej całej podwójnej randce.  
— A może ona specjalnie ci kogoś podstawia? Żebyś odczepiła się od Harveya?
— Wcale nie jestem do niego przyczepiona.
— Wiesz o co mi chodzi. Może jednak on jej coś napomknął, a ona chce bronić swojego terytorium?  
— Sheila taka nie jest.
— Nie wiesz, jaka ona jest.  
— Fakt, nie wiem. Ale dlaczego już dopatrujemy się w tym ukrytego motywu? — Grzebałam w szafie, starając się nie myśleć o poprzednim razie, kiedy szłam na randkę — z Gavinem. I o śnie, który zburzył cały mój spokój. — Może po prostu chce mi kogoś znaleźć, żebym nie myślała o Gavinie i całej tej sprawie…  
Słowa “ta sprawa” były dużym uproszczeniem, ale przecież Julie wiedziała, o co chodziło.
— Jakoś nie wierzę w te jej dobre intencje, ale to może być całkiem ciekawe. — Nagle wskazała na coś ręką. — Te buty. Będą pasować.
— Nie za wysokie?
— Nie, są idealne. Dodadzą ci ledwie paru centymetrów.
— To znaczy, co może być całkiem ciekawe? Potencjalny facet?
— To też… ale najbardziej jestem ciekawa reakcji Harveya. Nie odzywał się już po tym, jak olałaś jego telefon?
— Nie. — Przymierzyłam na próbę jednego buta. — No dobra, chyba będą w porządku. Jesteś pewna, że nie widać brzucha?
— Chyba jesteś jedną z tych szczęściar, którym nawet brzuch ciążowy ledwo rośnie. Obróć się jeszcze w tę stronę… nie, nic nie widać.  
— To dobrze. — Przejrzałam się w lustrze i westchnęłam. — Czy to się dzieje naprawdę? Idę na randkę z kimś, kogo wybrała dla mnie dziewczyna Harveya, który, notabene, też tam będzie, a ja muszę ukrywać fakt, że jestem w ciąży i to z dzieckiem męża socjopaty, od którego uciekłam? — Obróciłam się i spojrzałam na przyjaciółkę z lekkim uśmiechem. — Już nawet nie chce mi się płakać. Pozostało tylko się śmiać.
— I dobrze. Nadal masz prawo do rozrywki, nawet na takim dziwnym wyjściu jak to. Mam nadzieję, że Harvey zrozumie, co stracił.
Naprawdę sądzisz, że on cię zechce?
W końcu moja zmiana dobiegła końca. Zobaczyłam, jak przez drzwi wchodzi Julie, a zaraz za nią Brian. Uśmiechnęłam się lekko, bo wyglądało to tak, jakby przyszli razem. Musiałam w końcu powiedzieć Brianowi o moim małym kłamstwie, ale wyglądało na to, że Julie o nic go nie zapytała.  
— Ale dziwnie znowu tu być — jęknęła Julie, stając obok mnie. Od razu zauważyła moje podkrążone oczy. — Wyglądasz jak wampir.
— Dzięki — odparłam ironicznie. — To bardzo pomocne.
— Co jest pomocne? — Brian wcisnął się obok nas.
— Idę dziś na randkę, a Julie uważa, że wyglądam jak wampir.
— Na randkę? — Wydawał się zaskoczony. W sumie mu się nie dziwiłam. — Z kim?
— Nie mam pojęcia. To randka w ciemno.
Brian zmarszczył lekko brwi.
— To na pewno dobry pomysł? — zapytał z wahaniem, a ja miałam ochotę go przytulić. Wiedziałam, o co pytał.
— Nie będę tam sama. To podwójna randka.
— A, to w porządku. — Zerknął na dwie dziewczyny, teraz odpoczywające w kącie. — I jak sobie radzą?
— Jedna jest zbyt zajęta gadaniem, by robić to, co należy, ale ta druga chyba się nada. Sumienna. Tylko ktoś musi nauczyć ją głośniej mówić.
— Nikt normalny nie chce tu pracować — prychnęła Julie, zawiązując w pasie swój fartuszek. — I w sumie się nie dziwię. Najlepszego na świecie szefa jak zwykle nie ma?
— Jak zwykle — potwierdziłam.
— No cóż, przynajmniej nie muszę oglądać jego gęby. Leć już do domu i przygotuj się — poradziła mi. — Jakby co, dzwoń, a jakoś cię stamtąd wyciągnę.
— A ja mogę komuś przywalić, jeśli zajdzie taka potrzeba — wtrącił się Brian, a po chwili zrobił przerażoną minę, bo uświadomił sobie, że jego słowa tyczyły się przemocy.
Mimo wszystko uśmiechnęłam się szeroko, bo wiedziałam, że to wynikało z jego troski o mnie.
— Dzięki. Będę o tym pamiętać.
Po powrocie wzięłam długi prysznic, chcąc zmyć z siebie poranną zmianę i nocny koszmar, a później wysuszyłam i wyprostowałam włosy. Gdy zaczęłam się malować, miałam wrażenie, że zapomniałam, jak to się robi, ale cierpliwie wklepywałam podkład w twarz i pomalowałam powieki iskrzącym się cieniem. Usta pomalowałam ciemnoróżową pomadką, a później założyłam to, co wybrałyśmy wczoraj razem z Julie — dopasowaną sukienkę z długimi rękawami w kolorze butelkowej zieleni, do tego cienkie czarne rajstopy, czarne botki na lekkim obcasie, pozłacane kolczyki. Z pewnym wahaniem wyciągnęłam też rekę w stronę złotego naszyjnika z kolibrem. Zastanawiałam się, czy go zakładać, bo przypominał mi Gavina, ale w końcu to był prezent od siostry, której dzisiaj bardzo potrzebowałam. Spakowałam parę rzeczy do czarnej torebki i właściwie byłam gotowa. Starałam się oddychać powoli i głęboko, nakazując sobie nie panikować. Mój sen nie był proroczy. Nie spotkam Gavina. Będę się dobrze bawić. Poczuję się jak normalna, młoda dziewczyna bez problemów, bez ciąży, bez okropnego małżeństwa.  
Mieliśmy spotkać się w pizzerii, którą Sheila strasznie zachwalała. Miałam do niej spory kawałek, ale nie chciałam zamawiać taksówki; wolałam przemęczyć się komunikacją miejską. W torebce miałam schowany gaz pieprzowy, tak na wszelki wypadek. Denerwowałam się, co było głupie — w obliczu tego, co już przeżyłam, jakaś randka w ciemno nie powinna wywoływać u mnie takich uczuć. Może wiązało się to z tym, że miał być tam też Harvey, którego nie widziałam od chwili, w której wyznałam mu swoje uczucia. Na samo wspomnienie czułam wstyd i upokorzenie, ale to była idealna sytuacja, by nabrać trochę dystansu i w końcu dać szansę komuś nowemu.
Powoli zapadał wieczór, który był całkiem ciepły, więc Sheila zdążyła już przysłać mi wiadomość, że zajęli stolik na zewnątrz, w ogródku. Zobaczyłam ich już z daleka i poczułam skurcz w brzuchu na widok Harveya, ale uniosłam głowę i starałam się oddychać normalnie. Sheila, oczywiście, wyglądała olśniewająco w dopasowanych dżinsach i topie, na który narzuciła czarną skórzaną kurtkę. Z bólem zauważyłam, że to była kurtka Harveya. On był ubrany cały na czarno; ciemna koszulka odsłaniała jego ręce i mimowolnie zaczęłam się zastanawiać, czy nie było mu za zimno. Gdy jego oczy napotkały moje, poczułam dreszcz, ale udawałam, że nasze ostatnie spotkanie wcale nie miało miejsca. Przywitałam się z obojgiem i usiadłam naprzeciwko Harveya, rozglądając się po ogródku, w którym były wstawione palmy. Nad nami błyskały rzędy światełek, a gdzieś z boku buchało ciepło od grzejnika promiennikowego. Odłożyłam torebkę i skrzyżowałam nogi. Spojrzałam na Sheilę, ale była jak zawsze wesoła i gadatliwa. Nic nie wskazywało na to, że wiedziała o mojej ostatniej deklaracji.
— Ładnie tu — powiedziałam, a z nerwów plątał mi się język. — Klimatycznie.
— A pizzę mają jeszcze lepszą, ale jeszcze wstrzymajmy się z zamówieniem. Kyle zaraz będzie. — Rzuciła mi szelmowski uśmiech. — Ładnie wyglądasz.
— Ty też.  
— Dziękuję! Naprawdę się cieszę, że się zgodziłaś.
— A ten Kyle… — Dobrze było w końcu poznać jego imię. — Skąd się znacie?
— Ze szkoły, ale straciliśmy kontakt na jakiś czas. — Odrzuciła do tyłu swoje gęste włosy. — Teraz go odnowiliśmy, dowiedziałam się, że jest wolny i stwierdziłam, że muszę was poznać. O, idzie! — Aż wstała i zaczęła machać. — Hej, Kyle!
Nerwy zżerały mnie tak, że miałam ochotę się roześmiać, bo sytuacja była komiczna, ale obróciłam się w stronę, z której miał nadejść ten tajemniczy Kyle. Właściwie chyba nie miałam żadnych oczekiwań, ale nie spodziewałam się, że zbliżający się do nas facet będzie taki… słodki. Dość wysoki, o szczupłej budowie ciała, podszedł do stolika z nieśmiałym uśmiechem. Miał krótkie ciemnobrązowe włosy, które w tym świetle wyglądały na czarne. Nie wiedziałam, jaki miał kolor oczu, ale wystarczyło jedno spojrzenie, by mi się spodobał. Nie spodziewałam się tego, myślałam, że przyjdę i będę się męczyć przez parę godzin, a tu… czekała na mnie miła niespodzianka. Usta same rozciągnęły mi się w uśmiechu.
— Cześć, przepraszam za spóźnienie — powiedział, siadając obok mnie. — Dopiero niedawno wylądowaliśmy.
— Nie szkodzi, Aurora też dopiero przyszła. — Sheila zerknęła na mnie z błyskiem w oku, a Harvey milczał. — No więc… poznajcie się. Aurora — Kyle, Kyle — Aurora.
Wyciągnęłam rękę w stronę Kyle’a i uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił uśmiech i uścisnął moją dłoń.
— Miło mi — powiedział.
— Mnie też. — I mówiłam prawdę.  
Zajęliśmy się przeglądaniem menu. Wybór był spory, a ja nagle zaczęłam odczuwać prawdziwy głód. Sheila twierdziła, że pizze były odpowiedniej wielkości dla jednej osoby, więc każdy zamówił swoją. Chciała też zamówić dla każdego po kieliszku martini, ale ja poprosiłam tylko o mrożoną herbatę. Czułam, że Harvey na mnie zerknął. Bałam się, że Sheila zaraz zacznie pytać, dlaczego nie chcę pić alkoholu, ale na szczęście nic nie powiedziała. Gdy w końcu zamówiliśmy, spojrzałam na Kyle’a z ciekawością.
— Powiedziałeś, że dopiero niedawno wylądowaliście… skąd leciałeś?
— Z Europy. Nie wiem, czy Sheila ci mówiła, ale pracuję jako steward. — Znowu lekko się uśmiechnął.  
— Sheila nie powiedziała mi absolutnie nic. — Odwzajemniłam uśmiech. — Z Europy? Musisz być strasznie zmęczony.
— Przyzwyczaiłem się — zaśmiał się lekko.
— Ile już tam pracujesz?
— Dwa lata. Na początku było dziwnie spędzać więcej godzin w powietrzu niż na lądzie, w dodatku kierunki potrafią zmieniać się tak często, że czasami sam już nie wiem, w jakiej strefie czasowej się znajduję. — Kolejny śmiech.  
Byłam naprawdę zaciekawiona. Sama rzadko w ogóle latałam samolotem, a już na pewno nie rozmawiałam z kimś, dla kogo było to codziennością. Nawet nie zwracałam uwagi na Sheilę i Harveya, byłam zbyt zajęta słuchaniem Kyle’a, który zaczął opowiadać mi o pracy. Podobało mi się, że mówił o tym w raczej skromny sposób, zachowując się, jakby praca wśród chmur była czymś kompletnie normalnym, choć przecież wiele osób nie byłoby w stanie wytrzymać tak paru minut. Było widać, że lubił swoją pracę, opowiadał o tym, że żaden dzień nie jest taki sam i to właśnie uwielbia, nawet jeśli czasami robi się nieco niebezpiecznie. W pewnym momencie wydawało mi się, że usłyszałam, jak Sheila szepcze “mówiłam, że się dogadają”.
W końcu nasze zamówienie dotarło i każdy zajął się jedzeniem, a ja cieszyłam się, że tu przyszłam. Sheili naprawdę udało się nas dobrać. Wiadomo, póki co to była tylko jedna dobra rozmowa, nic więcej, ale i tak dostałam więcej, niż się spodziewałam. Mój sen na szczęście nie był proroczy, Gavina nie było w pobliżu i mogłam odetchnąć. Wszystko było dobrze.
Raz czy dwa zerknęłam na Harveya, który był dziwnie naburmuszony i zaczęłam się zastanawiać, kiedy ostatnio widziałam u niego szczery uśmiech. Powiedziałam Julie, że był szczęśliwy z Sheilą, ale czy to była prawda? Przestał na mnie patrzeć, więc właściwie było tak, jakby go tu nie było. Nie zamieniłam z nim ani jednego słowa. Ciekawe, czy Sheili wydawało się to dziwne. W końcu zwykle byliśmy w dobrych stosunkach.
Minęły chyba trzy godziny i zrobiło się trochę późno. Kyle zapytał, czy nie mielibyśmy nic przeciwko, gdyby już poszedł. Dodatkowo mnie jeszcze za to przeprosił, ale ja uważałam, że i tak dużo się nagadaliśmy, a on musiał być nieźle zmęczony po dziesięciogodzinnym locie z Europy. Wymieniliśmy się numerami, a później cmoknął mnie w policzek na pożegnanie i poszedł. Poczułam dziwną pustkę.
— A nie mówiłam, że znalazłam ci kogoś idealnego? — Sheila była zachwycona. — Ciężko było wtrącić słowo, tak gadaliście.
— Miałaś rację — przyznałam, uśmiechając się. — Jest wspaniały.
— No pewnie! Dlatego super, że się zgodziłaś. Kto wie, może za jakiś czas pójdziecie na randkę już tylko we dwójkę. — Sheila podniosła się i otrzepała spodnie. — Wybaczcie, idę do łazienki.
Tego momentu się obawiałam — Harvey i ja zostaliśmy sami. Zapadło niezręczne milczenie, przerywane tylko odgłosami ze stolików dookoła. Miał skrzyżowane ręce i nie wyglądał, jakby był skory do rozmów, ale ja nie mogłam tak siedzieć i nic nie mówić, więc zapytałam:
— Jesteś na mnie zły?
— Nie, czemu? — odezwał się w końcu.
— Bo nawet na mnie nie patrzysz.
Przeniósł na mnie wzrok, który nie był zbyt szczęśliwy.
— Przepraszam, jeśli czymś cię uraziłam…  
— Nie uraziłaś mnie.
— Więc o co ci chodzi? — Postanowiłam wyłożyć kawę na ławę. — Bo widzę, że masz jakiś problem.
— Od początku mówiłem Sheili, że ta podwójna randka to beznadziejny pomysł.
— Dlaczego? — spytałam zaskoczona. — Przyznaję, nie chciałam iść, ale Kyle jest bardzo fajny…  
— Nie jest dla ciebie odpowiedni — przerwał mi.
— Słucham? Niby dlaczego?
— A chcesz mieć takiego faceta, który wiecznie jest w powietrzu, a nie na ziemi, obok ciebie? Zwłaszcza że… będziesz mieć dziecko — dodał ściszonym tonem. — Myślałem, że chciałabyś kogoś, kto będzie obok i będzie ci pomagał. On przez połowę czasu przebywa w innych krajach.
— Nie lecę od razu do ołtarza — powiedziałam po chwili, kompletnie zbita z tropu. — Poznałam go raptem pięć minut temu. Nikt nie mówi o związku i o tym, czy on będzie mi pomagał… chciałam po prostu spędzić miły wieczór. Nie mam prawa być szczęśliwa?  
— Masz, ale nie z nim.
— Polubiłam go.
Prychnął.
— No tak, potrafi oczarować. Sheila też się w nim bujała.  
Oczywiście. W końcu miałyśmy ten sam gust, jeśli chodziło o facetów. To wyjaśniało, dlaczego Harvey był taki wkurzony.
— Sam chciałeś mieć ze mną kontakt, więc nie powinieneś być zdziwiony, że Sheila wpadła na pomysł podwójnej randki…  
— Nie o taki kontakt mi chodziło. I na pewno nie o taki, w którym ty mówisz coś ważnego, nie dajesz mi dojść do słowa, a później w dodatku mnie ignorujesz.  
Od razu zaschło mi w ustach, bo zorientowałam się, że odnosił się do naszej ostatniej rozmowy.
— To był błąd.
— Co? To, że nadal coś do mnie czujesz czy że w ogóle mi o tym powiedziałaś?  
Nie zamierzałam się z nim kłócić, a już na pewno nie tutaj, ale nagle zirytowało mnie jego zachowanie. Zachowywał się, jakby to była dla niego nowość, jakaś tajemnica, którą skrzętnie skrywałam. Naprawdę nie widział tego, gdy na niego patrzyłam? Nie czuł absolutnie niczego, gdy przez te parę dni byłam w jego mieszkaniu? Tylko ja czułam, że nawet mimo jego związku z Sheilą zbliżyliśmy się na nowo?
Najwidoczniej tak.
— Nigdy tego specjalnie nie ukrywałam — powiedziałam w końcu. — Zawsze byłam z tobą szczera, Harvey, w przeciwieństwie do ciebie. — Wyszło to ostrzej niż zamierzałam. — Zresztą, jakie to ma znaczenie? Jesteś z Sheilą.
— Gdybyś powiedziała mi wcześniej…
— To co? Co by to zmieniło?
Pytanie zawisło między nami, tak jakby miało formę materialną, ale nie doczekałam się odpowiedzi. Harvey po prostu na mnie patrzył — długo i boleśnie. Nagle powiedział:
— Pewnie nic. Nadal jesteś mężatką. — Spuścił wzrok na mój palec serdeczny, mimo że nie było już na nim obrączki. — Kochałaś go na tyle, by wziąć z nim ślub i być z nim do końca życia.
W jego głosie pobrzmiewał… żal? Myślał, że kochałam Gavina bardziej niż jego?  
Cholernie się mylił.
— Pokłóciliście się?
Gwałtownie obróciłam głowę w bok, patrząc na Sheilę, która wróciła do stolika i patrzyła to na mnie, to na Harveya. Musiała zauważyć nasze chmurne miny.
— Nie. — Od razu wstałam i przewiesiłam torebkę przez ramię. — Nie pokłóciliśmy się. Idziemy zapłacić?
— Kyle już za ciebie zapłacił. — Posłała mi triumfalny uśmiech.  
— O rany. — Aż się speszyłam. — Tak szybko? Muszę mu oddać…
— Ani mi się waż. To dobry znak. Chciał to zapłacił, i tyle. Nie ma co gadać. Uważam, że to był bardzo udany wieczór.
— To prawda. — A przynajmniej był, dopóki Harvey nie zaczął się ze mną kłócić. — Jeszcze raz dzięki za wyciągnięcie mnie. Wrócę już do siebie, padam z nóg — przyznałam.
— Może cię odprowadzić? Przydałby mi się spacer po tej pizzy…  
— Nie trzeba, możecie przecież jeszcze chwilę razem posiedzieć, ale ja muszę się już położyć, od rana jestem na nogach. — Wychyliłam się i uścisnęłam ją. — Pa.
Harveyowi posłałam tylko krótkie spojrzenie, a później odeszłam.
W autobusie parę razy prawie przysnęłam. Musiałam się ogarnąć, bo nie powinnam zasypiać w komunikacji miejskiej wieczorem, sama. Mówiłam prawdę, byłam cholernie zmęczona, ale musiałam dotrzeć do mieszkania w jednym kawałku. Mój dobry humor gdzieś prysł. W kółko analizowałam rozmowę z Harveyem. O co mu chodziło? Dlaczego twierdził, że Kyle był dla mnie nieodpowiedni? Tylko ze względu na jego pracę? Julie chyba się myliła, on nic do mnie nie czuł. Gdyby tak było, chyba by coś powiedział… Miał do mnie żal, że nie powiedziałam mu wcześniej, ale co to była za różnica? I dlaczego nadal tak bardzo bolało go to, że wzięłam z Gavinem ślub?
Mylił się, wcale nie kochałam Gavina bardziej. W tamtym momencie był po prostu kimś, kogo potrzebowałam, obok kogo czułam się bezpiecznie. Wszystko bardzo szybko się zmieniło.  
W mieszkaniu było cicho i ciemno, Julie jeszcze nie wróciła. Miałam na tyle paskudny humor, że chciałam po prostu zmyć makijaż i położyć się do łóżka, jednak zauważyłam, że coś leżało na stole w kuchni. Podeszłam bliżej i zobaczyłam dużą kopertę. Serce zabiło mi mocniej, a senność od razu minęła. Szybko otworzyłam przesyłkę i wyciągnęłam na wierzch zawartość. Miałam ochotę krzyczeć ze szczęścia.
Mój bilet do wolności.  
Papiery rozwodowe.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 4404 słów i 24421 znaków.

1 komentarz

 
  • sylwinka

    Bardzo fajnie się czyta i chce się więcej z każdym rozdziałem.

  • candy

    @sylwinka dziękuję, cieszy mnie to <3

  • sylwinka

    @candy a kiedy następne rozdziały?

  • candy

    @sylwinka postaram się niedługo 😊

  • sylwinka

    @candy niedługo to będzie kiedy? bo nie mogę się doczekać

  • candy

    @sylwinka miałam teraz wesele i poprawiny, więc muszę wrócić do życia :D spróbuję się zmotywować w weekend ;)