Empiria – rozdział 16

Empiria – rozdział 16Nadal wstrząśnięta po naszej rozmowie, robiłam herbatę. Z powrotem byliśmy w mieszkaniu, ale tutaj klimat był zdecydowanie gorszy, więc zaraz wracaliśmy z kubkami na dach. Zaproponowałam herbatę, bo to było jedyne, co przyszło mi do głowy. Mama w dzieciństwie mówiła mi, że z kubkiem ciepłej i dobrej herbaty wszystko jest zawsze odrobinę łatwiejsze. Chciała dobrze, ale nie sądziłam, że herbata mogła pomóc w tej sytuacji. Było jednak chłodno, a Harvey oddał mi swoją kurtkę, więc chciałam podarować mu choć odrobinę ciepła w innej formie.
Odkąd siedzieliśmy przytuleni, nie odezwał się ani słowem. Nasze łzy już wyschły, ich miejsce zastąpił ból. Głowiłam się, co mogłam więcej powiedzieć, jak mogłam mu pokazać, że to naprawdę nie była jego wina. Od jak dawna dusił to w sobie? Jak Kira mogła mu powiedzieć coś takiego? Otworzył się przed nią, bo ją kochał, a ona nazwała go…  
Harvey jakby odgadł, że to o tym myślałam, bo nagle powiedział:
— Kira nie była wtedy w… najlepszym momencie swojego życia. Nie powinienem jej o tym mówić,  gdy sama była niestabilna. Sam się prosiłem o takie słowa.
— Nie broń jej — powiedziałam ostro. — O nic się nie prosiłeś. Nie powinna tak do ciebie mówić.
— Nawet jeśli w tamtym momencie tak uważała?
— Nawet wtedy.
— Zabiłem tego człowieka. Jestem mordercą. Miała rację.
— Przestań to powtarzać! — Znowu byłam wściekła. Wściekła, że tak o sobie mówił. Że takie coś musiało się przydarzyć akurat jemu. — Naprawdę, przestań. Jesteś jednym z najlepszych ludzi, jakich znam. Domyślam się, że to właśnie dlatego jesteś taki dobry. Próbujesz zadośćuczynić. I nie ma w tym nic złego. To był wypadek, okropny wypadek, ale myślę, że właśnie on uczynił cię tym, kim jesteś dzisiaj. A jesteś wsparciem dla wielu osób. Pomogłeś Kirze, choć absolutnie na to nie zasłużyła. Pomogłeś Sheili. Pomagasz mi. Nie chcę już ani razu słyszeć, jak nazywasz siebie mordercą. Jeśli jeszcze raz to powiesz, naprawdę się wkurzę. — Wzięłam głęboki oddech. — A wiesz, że ja nie wkurzam się zbyt często.
Ku mojemu zdumieniu, Harvey lekko się uśmiechnął.  
— Faktycznie. Może lepiej przestanę, kto wie, do czego jesteś zdolna. Walniesz mnie poduszką?
Zawahałam się, bo żarty o wściekłości i jakiejkolwiek formie przemocy miały teraz drugie dno… ale przecież wciąż były żartami. Harvey próbował rozluźnić atmosferę. I mówił o uderzeniu poduszką. Przecież zdawał sobie sprawę z tego, że te tematy były delikatne. Pewnie nigdy nie będą już zwykłymi żartami, ale musiałam w końcu zacząć normalnie żyć. Nie mogłam wiecznie bać się własnego cienia.
— Nawet dwoma — odparłam w końcu. Czajnik pyknął cicho, więc wzięłam go do ręki i zalałam torebki herbaty. Wręczyłam Harveyowi jeden kubek, zamknęłam mieszkanie i z powrotem poszliśmy na dach. Para unosząca się z kubków zaczęła gwałtownie wirować dookoła, smagana wiatrem, ale mi było automatycznie cieplej. Z powrotem usiedliśmy na leżakach. — Chodziłeś na jakąś terapię po wypadku?
Nie wiedziałam, czy powinnam kontynuować ten temat, ale czułam, że chyba powinnam.
— Tak, ale krótko. Nie widziałem w tym sensu.
O tyle spraw chciałam zapytać. Uderzyło mnie to, że tak właściwie wcale go nie znałam. Nie wiedziałam, kim był przed wypadkiem, jak bardzo go on zmienił, jak zareagowali na to jego rodzice? Nawet nie wiedziałam kim byli, gdzie mieszkali. Ta wiedza nie była mi do niczego potrzebna, ale wydawało mi się nie w porządku, że w końcu poznałam jego tajemnicę, a nadal nie wiedziałam o nim podstawowych rzeczy.
— Dlaczego nie powiedziałeś Sheili? — wyrwało mi się i zaraz się zmieszałam. Głupie pytanie. Przecież nawet mi nie chciał tego powiedzieć, a z nią był od niedawna.  
— To nie jest coś, czym chętnie się dzielę. Chyba już to zauważyłaś.
— Ale powiedziałeś Kirze…  
— Bo naprawdę mi na niej zależało. Desperacko chciałem zatrzymać ją przy sobie. Nie widziałem, że nasza relacja była toksyczna. Byłem zaślepiony. Szybko tego pożałowałem. — Poprawił pozycję na leżaku. — Byłem głupi. Nigdy nie powinniśmy być razem i teraz to wiem. Tylko skrzywdziliśmy się nawzajem. Cieszę się z tego, co jest teraz. Pomogłem jej i mimo wszystko wiem, że ona pomogłaby mi. Tak jak tobie. — Zerknął na mnie. — Mówiłaś jej o wycofaniu pozwu?
— Nie plotkujemy co wieczór przez telefon. — Sama ta wizja wydawała mi się śmieszna. — Wyraziła chęć pomocy, ale przecież nie jestem dla niej priorytetem.
— Mogę jej to powiedzieć, jeśli nie chcesz z nią rozmawiać.
— Nie trzeba. — Upiłam łyk herbaty. — Mogę cię o coś zapytać?
— Możesz mnie pytać o wszystko.
Miałam ochotę prychnąć, bo to wcale nie była prawda. W głowie miałam milion pytań, ale na pewno nie mogłam zadać każdego z nich.
— O co chodzi z tobą i Sheilą? — zapytałam w końcu. — Bo ja już nic z tego nie rozumiem. Najpierw mówiłeś mi, że to nie było nic poważnego, choć ona zachowywała się inaczej. Później się okazało, że jesteście już oficjalnie parą, ona stara się być moją przyjaciółką i nie ma nic przeciwko temu, że ty tak często się ze mną widzisz… Po co w ogóle mówiłeś jej, że chcesz mieć ze mną kontakt? Ona się na to zgodziła? Tak po prostu? Nie jest zazdrosna?  
Harvey tylko westchnął.
— Rzeczywiście z boku to może wyglądać trochę dziwnie. No więc… Gdy się poznaliśmy, tak naprawdę nikogo nie szukałem, ale ona miała w sobie coś, co mnie przyciągało. — Spojrzał na mnie ukradkiem, a ja próbowałam zachować kamienną twarz. Już zaczęłam żałować, że zadałam mu pytanie o Sheilę. — Ale nie byłem gotowy na związek i powiedziałem jej to. Zrozumiała i nie naciskała. Wtedy się do mnie odezwałaś i… Po prostu musiałem ci pomóc. Nawet nie wiesz, ile razy się zastanawiałem, co u ciebie. Jak żyje się z Gavinem pod jednym dachem. Liczyłem na to, że się myliłem, że on wcale nie zrobi ci krzywdy. Gdy do mnie zadzwoniłaś i usłyszałem, jak płaczesz, poczułem się tak jak tamtej nocy w lesie. — Widziałam, jak zacisnął szczękę. — Bo to znowu była moja wina. Przeze mnie z nim wylądowałaś. Odepchnąłem cię, bo byłem tchórzem, a on tylko na to czekał. Czułem się… Ciężko to nawet opisać. Po raz kolejny w swoim życiu spieprzyłem sprawę, która w dodatku nie dotyczyła tylko mnie. Musiałem ci pomóc, a nie chciałem tego ukrywać przed Sheilą, więc powiedziałem jej, że jeśli chce ze mną być, musi pogodzić się z twoją obecnością w moim życiu. Ona nie jest typem zaborczej dziewczyny. Od razu to zrozumiała. Sama wiesz, jaka jest…  
— Więc musisz być w moim życiu, bo czujesz się odpowiedzialny za to, co się stało — podsumowałam bezbarwnym tonem.
— Nie tylko dlatego — odpowiedział krótko, ale ja już nie miałam ochoty ciągnąć tego tematu.
— Kochasz ją? — wyrwało mi się i natychmiast chciałam zatkać sobie usta. Nie chciałam znać odpowiedzi na to pytanie. To nie była moja sprawa. Jeśli Harvey odpowie twierdząco… Po co dokładałam sobie bólu? Czemu to sobie robiłam? Zacisnęłam mocno palce na kubku i spuściłam wzrok na herbatę. Czekałam na odpowiedź, która nie nadchodziła.
— Zależy mi na niej — powiedział w końcu. — Bardzo.
To była niejednoznaczna odpowiedź, ale i tak zabolała.
— Chcę, żebyś był szczęśliwy, Harvey. Zasługujesz na to.
— Tak samo jak ty. Mogę też ci zadać pytanie?
— Oczywiście.
— Dlaczego nikomu nie powiedziałaś o ciąży?
Potrząsnęłam głową.
— Poproszę inne pytanie.
— Nie możesz ukrywać tego w nieskończoność.
— Myślisz, że tego nie wiem? — Podniosłam na niego wzrok, który o dziwo nie był pełen łez. Z jakiegoś powodu nie wypłynęły. Może już mi się skończyły, może wypłakałam już wszystko, co miałam. — Ja… nie potrafię się do tego zmusić. Nie mogę tego przyjąć do wiadomości. Wiem to, ale czuję się, jakbym to nie była ja. Jestem otumaniona. Jestem… przerażona. Na samą myśl, że rośnie we mnie jego dziecko… — Wzięłam głęboki oddech. On był ze mną szczery. Ja też powinnam być. — Skłamałam wcześniej. On wcale nie dostał już wszystkiego, czego chciał. Powiedział, że się rozmyślił i nie da mi rozwodu.  
— Że co?
Mam nadzieję, że podoba ci się życie jako moja żona, bo tak łatwo się z niego nie wywiniesz — zacytowałam słowa Gavina wypowiedziane przed szpitalem, a potem nagle się roześmiałam. — A później dodał, że nadal mnie kocha. Dasz wiarę? — Znowu zachichotałam. Czułam się, jakbym traciła zmysły. — Dasz wiarę, że on myśli, że byłabym w stanie do niego wrócić?
— Nie wrócisz do niego. Nigdy. — Głos Harveya nagle zrobił się niższy. — Musisz wykorzystać dowody, które masz, choćby i bezpośrednio w konfrontacji z nim. Powiesz, że udostępnisz to nagranie, jeśli nie da ci rozwodu. Że udostępnisz obdukcję, pokażesz wszystko jego szefowi, cokolwiek, ale musisz to zrobić jak najszybciej. Zanim dowie się o dziecku.
Przestałam się śmiać.
— I tak się dowie — powiedziałam po chwili. — Ciąża w końcu zacznie być widoczna i będzie jasne, że dziecko jest jego. Będzie… — Nagle otworzyłam szeroko oczy. — O mój Boże. Będzie ubiegał się o prawa do tego dziecka. — Istynktownie zakryłam rękami brzuch. — A ja wycofałam pozew! Wszyscy myślą, że on jest aniołem, więc odebranie mu praw rodzicielskich każdemu wyda się śmieszne! — Poderwałam się gwałtownie z leżaka, zapominając o herbacie. Kubek spadł, rozbijając się pod moimi stopami, ale miałam to gdzieś. Byłam tak zdenerwowana, że aż zrobiło mi się niedobrze. — A on na pewno będzie wnioskował o przyznanie mu pełnej opieki! Zrobi ze mnie wariatkę, która uciekła od dobrego męża, bo przestraszyła się ciąży albo coś sobie ubzdurała! — Ledwo zarejestrowałam, że Harvey też wstał i trzymał mnie za ramiona. — Harvey, muszę uciekać! — jęknęłam, przykładając do ust drżące dłonie. — Muszę się wyprowadzić, muszę przenieść się do innego miasta, byle dalej od niego, on nie może się dowiedzieć, że to jego dziecko!
— Uspokój się! — Nie krzyknął, ale musiał powiedzieć to głośniej, bo ja powoli wpadałam w histerię. Objął mnie ciasno i przycisnął do swojego ciała. Próbowałam się szarpać, ale czułam, że opuszczają mnie siły. W końcu się poddałam i niemal zawisłam w jego ramionach. Gdy się upewnił, że się już uspokoiłam, odsunął mnie od siebie, położył mi dłonie na barkach i powiedział stanowczo: — Panika nic tu nie pomoże. Masz rację, przeprowadzka byłaby najrozsądniejszą opcją, bo jeśli on będzie blisko, nigdy się od niego nie uwolnisz. Ale nie możesz tak podejmować decyzji. Będę cię wspierał, nieważne, co postanowisz, ale powinnaś powiedzieć Julie i twoim rodzicom. Musisz to z nimi omówić, nie możesz decydować sama, bo to za dużo. Rozumiesz?
Miał rację. Wiedziałam, że ją miał, ale ja nie potrafiłam w ogóle myśleć o tym dziecku — tyle że musiałam zacząć. Do tej pory myślałam o nim jak o dziecku Gavina, ale przecież ono było też moje. Nie mogłam się go pozbyć. Nie chciałam mu zaszkodzić.  
Musiałam je ratować przed jego ojcem.
•  
Zapadł wieczór i byłam już sama. Harvey wrócił do siebie, upewniwszy się wcześniej, że mój atak paniki minął. Mimo zrobienia zupy zostało mi sporo warzyw, a nie chciałam, by się popsuły, więc robiłam leczo, po raz kolejny przekonując się, że precyzyjne krojenie mnie uspokajało i pozwalało się skupić. Z telewizora sączyła się delikatna muzyka, której potrzebowałam, by zagłuszyć dojmującą ciszę. Nie lubiłam być sama. Bardzo chciałam, by Julie wróciła już do mieszkania. Mimo że wychodziła dziś ze szpitala, wracała do rodzinnego domu. Nie dziwiłam jej się, potrzebowała pomocy i na pewno wolała, by to rodzice jej pomagali. Rozumiałam, ale nie zmieniało to faktu, że czułam się samotna. Gdy byłam sama, nikt nie rozpraszał moich myśli, a ja nadal nie czułam się na siłach, by się z nimi zmierzyć. Wyprowadzka. To był chyba najskuteczniejszy sposób ucieczki przed Gavinem, ale absolutnie mnie przerażał. To nie byłaby tylko zmiana mieszkania, musiałabym zmienić miasto, by mnie nie znalazł. Musiałabym znaleźć nową pracę. W dodatku zostawiłabym rodziców, przyjaciół, Harveya. Nikt nie przeprowadziłby się razem ze mną, musiałabym zrobić to sama. Ale co potem? Miałabym sama wychowywać dziecko? Jak? Przecież byłam wrakiem. Ledwo potrafiłam ogarnąć siebie, a co dopiero drugiego człowieka. Byłoby wspaniale mieć przy sobie Julie, ale to nie było takie proste. Miała tu całe swoje życie, podobnie jak ja. Na pewno nie chciałaby go zostawić.  
Zsunęłam warzywa do wysokiego garnka. Musiałam w końcu umówić się do lekarza. Harvey miał rację, tak nie mogło dłużej być. Nieważne, jak bardzo nienawidziłam faktu, że byłam w ciąży — stało się. Nie mogłam tego odwrócić. Czy to dlatego Gavin nie chciał dać mi rozwodu? Podejrzewał, że mogłam być w ciąży, bo sam się o to postarał? To dlatego sądził, że do niego wrócę?
Przez resztę wieczora popijałam herbatę i siedziałam przed laptopem, przeglądając listę dostępnych ginekologów w okolicy i usiłując wybrać najlepszego. Zastanawiałam się też, czy Gavin dowie się o mojej ciąży w jakiś tajemniczy sposób, tak jak dowiedział się o ciąży Kiry. Nie wiedziałam już, jak daleko sięgały jego macki, gdzie miał kontakty, a gdzie nie — ale przecież nie mogłam uniknąć lekarza. Nie miałam nawet pojęcia, w którym tygodniu byłam, a to była podstawa. Musiałam iść się zbadać, a później… Przez myśl przemknęła mi myśl o psychologu, ale to był dodatkowy koszt, a przecież od tej pory wszystkie pieniądze musiałam przeznaczać na dziecko. Gdzieś w środku czułam rozpacz. Nie widziałam się w roli matki. Nie byłam na to gotowa. Nie miałam nikogo, kto mógłby mi pomóc, nie miałam chłopaka. Musiałam uciekać przed psychopatycznym mężem. Co mogłam dać od siebie temu dziecku, skoro w środku byłam pusta?

Rozglądałam się po jasnokremowym wnętrzu i zastanawiałam się, po cholerę tu przyszłam. Nie zamierzałam zaglądać do piekarenki, w której pracowała Sheila — nigdy — a jednak tu przyszłam. Może chciałam zobaczyć, gdzie poznała Harveya, a może już po prostu mi odbijało. Stanęłam w kolejce, przesuwając wzrokiem po szklanych witrynach. Miałam ogromną ochotę na bułkę z budyniem. Skoro i tak już tu byłam…  
Gdy Sheila mnie zobaczyła, wydała z siebie cichy okrzyk radości.
— Aurora! Nie spodziewałam się ciebie. Super, że przyszłaś. Czym mogę służyć?  
— Hej. Ja tylko po bułkę z budyniem. — Wskazałam na konkretny wypiek.  
— A może kawę?
— Dzięki, spieszę się. — Uśmiechnęłam się przepraszająco. — Ale tak zachwalałaś to miejsce, że musiałam wpaść.
— Nie jestem zbyt skromna, co? — zaśmiała się i pochyliła, by wyjąć szczypcami bułkę. Dziś swoje bujne włosy miała związane w wysokiego kucyka, odsłaniając smukłą szyję. — Jak się czujesz?
Czemu o to pytała?
— Dobrze, a co? — Przekrzywiłam nieco głowę.
— Och, nic. Pytam, bo ostatnio wydawałaś się… zdenerwowana.
Skwitowałam jej wypowiedź milczeniem. Zapłaciłam i powiedziałam:
— Dzięki. Muszę już iść.
— Poczekaj chwilę! — Wyszła zza lady, nie zważając na następnego klienta. Podeszła do mnie, nachyliła się i powiedziała cicho: — Potrzebuję twojej pomocy.
Uniosłam pytająco brwi. W czym ona mogła potrzebować mojej pomocy?
— Harvey ma niedługo urodziny i… — Zawiesiła głos. — Jeszcze nie znamy się tak dobrze, nie wiem, co mu kupić. Ty znasz go dużo lepiej, więc pomyślałam…  
Powinnam odmówić. Powinnam. To ona była jego dziewczyną, nie ja. Dlaczego miało mnie obchodzić, że nie wie, co mu dać? Dlaczego miałam jej pomagać?
Nigdy nie byłam dobra w odmawianiu.
— No jasne — powiedziałam, próbując się uśmiechnąć. — Pomogę ci.
— Super! Dzięki! Naprawdę, ratujesz mi tyłek. Zadzwonię do ciebie później. — Posłała mi buziaka w powietrzu i pędem wróciła za ladę, a ja, kompletnie skołowana, wyszłam na zewnątrz.
Co to miało być?
•  
Szłam do pracy, bo Darren nie zamierzał mi odpuścić kolejnych dni, skoro i tak wzięłam już trochę wolnego, a Julie nadal nie było. Właściwie cieszyłam się, że wyjdę do ludzi. Siedzenie w mieszkaniu mnie dobijało. Szłam, w głowie powtarzając słowa, które nie sądziłam, że kiedykolwiek wypowiem.
Siódmy tydzień.
Pani ginekolog była bardzo miła i ciepła. Z miejsca ją polubiłam. Sprawiła, że nawet taka cicha i nerwowa osoba jak ja, przemieniła się w odrobinę bardziej towarzyską. Widziała, że byłam zdenerwowana i świetnie sobie z tym poradziła. Miała uspokajający głos, tak jak Harvey. Tłumaczyła mi każdy krok, a później… Sprawiła, że usłyszałam bicie serca dziecka. Na ten dźwięk zachłystnęłam się powietrzem. W moich oczach pojawiły się łzy, ale nie byłam w stanie określić, czy były to łzy szczęścia czy może wręcz przeciwnie.
Miałam w torebce zdjęcia z USG i zestaw leków dla ciężarnych. Musiałam natychmiast zacząć je brać — i więcej jeść. Byłam za chuda. Mimo że brzuch jeszcze się nie odznaczał, moja waga była stanowczo poniżej normy. Nie chciałam tłumaczyć, dlaczego ważyłam tak mało. Obiecałam, że postaram się przytyć. Wciąż jednak byłam oszołomiona.
Siódmy tydzień.
Jak w ogóle do tego doszło?
Byłam rozdarta. Miałam ochotę płakać — długo i głośno. To bicie serca było cudem… ale też jednocześnie przekleństwem. Bałam się, że nie będę w stanie pokochać tego dziecka, bo już na zawsze będzie mi przypominało o mężczyźnie, który skrzywdził mnie najbardziej na świecie. Sprawi, że już nigdy się od niego nie uwolnię. A jeśli będzie do niego podobne? Jeśli będzie miało brązowe włosy i to samo zimne, niebieskie spojrzenie? Czy będę w stanie to wytrzymać?
Musiałam jednak odsunąć od siebie te myśli, bo dotarłam do pracy. Na zmianie byłam z Brianem, dzięki czemu humor od razu mi się poprawił. Krążąc między stolikami, pomyślałam o prośbie Sheili i… o urodzinach Harveya. Ja też powinnam coś mu kupić, ale takiego, by nie przyćmiło prezentu od Sheili. Co niby miałam jej doradzić? Szczerze mówiąc, wątpiłam, że byłam do tego odpowiednią osobą. Wbrew temu, co myślała Sheila, Harvey i ja wcale nie znaliśmy się tak dobrze. Fakt, wiedziałam, że lubił whisky, czekoladowe rzeczy, wiedziałam, jakie oglądał filmy i że nie czytał dużo książek, chyba że trafiał na wybitny kryminał, ale… to było mało. Zbyt mało. Ciężko było też powiedzieć, czy spędzanie czasu z Sheilą było dobrym pomysłem. Prawdopodobnie nie, ale już się zgodziłam, głupio było odmówić.
Miałam dosłownie trzy minuty przerwy i jadłam szybko kanapkę, ale wtedy moja komórka zaczęła wibrować. Dzwoniła Julie. Od razu odebrałam.
— Nudzę się! — jęknęła przeciągle, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. — Obejrzałam już całą Plotkarę, a charakterem zbliżam się powoli do Jenny Humphrey — i to nie tego z pierwszego sezonu. Nienawidzę być przykuta do łóżka. Wpadniesz do mnie wieczorem?
— Bardzo chętnie. — Od razu się uśmiechnęłam. Tęskniłam za przyjaciółką. — Twoi rodzice nie będą mieli nic przeciwko?
— A skąd. Już mają mnie dość. Poczują ulgę, jak na trochę zniknę im z oczu. Mam szykować wino?
Zawahałam się, zastanawiając się, jak jej powiedzieć, że nie mogę pić alkoholu, kiedy ona znowu jęknęła:
— A nie, nie mogę pić. Nadal biorę leki. Ciężko zmienić przyzwyczajenia.
— Mogę kupić bezalkoholowe wino — zaoferowałam.  
— Tak! Dlatego się przyjaźnimy. Napisz, jak będziesz blisko.
— Ok. Do zobaczenia.
Może dobrze, że do niej szłam — i że miałam przy sobie zdjęcia z USG. Musiałam jej w końcu powiedzieć. Chyba łatwiej było podać zdjęcie, które samo w sobie miało jasny przekaz. Musiałam też powiedzieć Brianowi, żeby znowu nie poczuł się pominięty. I rodzicom… Westchnęłam cicho, a wtedy do głowy przyszedł mi pewien pomysł.
AURORA: Nie masz nic przeciwko, że przyjdę z Brianem?
JULIE: Oczywiście, że nie. Wpadajcie.

Natychmiast wstałam i poszłam złapać Briana za łokieć.
— Chcesz iść ze mną wieczorem do Julie?
— Do jej domu? — Odwrócił się od kasy i uniósł brew.
— Tak. Powiedziała, że strasznie jej się nudzi.
— No nie wiem… — zawahał się, ale widziałam, że chciał. — A nie zaprosiła przypadkiem tylko ciebie?
— Nie, no co ty. Nie marudź. Kupimy tylko jakieś bezalkoholowe wino po pracy.
— Bezalkoholowe? Zapowiada się świetna impreza — rzucił ironicznie, ale uśmiechał się od ucha do ucha. — Dobra, to w takim razie musimy szybko się uwinąć ze sprzątaniem.
— Damy radę — zapewniłam go, choć czułam zmęczenie i miałam ochotę się położyć. Teraz już wiedziałam, że było to winą ciąży, co wcale nie poprawiało mi humoru. Zamierzałam skupić się na czymś innym, a tym czymś było połączenie Julie i Briana. Jeśli on bał się wykonać w tym kierunku jakiś ruch, zamierzałam go wyręczyć — przynajmniej częściowo. Musiałam się też przekonać, czy Julie także lubiła Briana w ten sposób. Ale poza tym — oboje byli moimi przyjaciółmi i zasługiwali na prawdę.  
•  
Pokój Julie wyglądał, jakby eksplodowała w nim kolorowa bomba — znajdowały się w nim dosłownie wszystkie kolory świata. Po wejściu do środka przeżyłam lekki szok, a moje oczy musiały się przyzwyczaić do tej tęczy na sterydach. Miała też bardzo duże łóżko z ogromnym stelażem i materacem, na którym zmieściliśmy się całą trójką. Ona opierała się o różową ramę, ja i Brian siedzieliśmy naprzeciwko niej. Pośrodku leżały dwa pudełka z pizzą, a każde z nas trzymało kieliszek bezalkoholowego wina. Była już północ, ale wszyscy byliśmy rozbudzeni. Julie wydawała się być w doskonałym humorze, Brian aż się rozpromienił, gdy ją zobaczył, a ja… Próbowałam wyczuć moment, kiedy mogłam się wtrącić w rozmowę i przekazać im ważne nowiny. Zawsze, gdy nabierałam już powietrza, coś mnie powstrzymywało. W końcu stwierdziłam, że muszę przestać myśleć i po prostu to z siebie wykrztusić.  
— Muszę wam coś powiedzieć.
Oboje zamilkli i na mnie spojrzeli. Sięgnęłam po torebkę i wygrzebałam z niej zdjęcia USG, które położyłam obok pizzy, bo mogli mu się przyjrzeć. Brian zmarszczył brwi, a Julie przycisnęła dłoń do ust i spojrzała na mnie zszokowana.
— Nie — wykrztusiła.
— Tak — mruknęłam, kurcząc się w sobie.  
— Od kiedy…?  
— Zorientowałam się dopiero niedawno. Przepraszam, nie byłam w stanie powiedzieć wcześniej. Dopiero dziś byłam u lekarza.
— To Gavina? — Brian w końcu na mnie spojrzał.
— A czyje? — Nieco się obruszyłam. — Masz mnie za puszczalską?
— Hej, spokojnie. Nie to miałem na myśli. — Uniósł ręce do góry. — Po prostu… rany, dziecko? Po tym wszystkim…  
— Nie wiem, co mam robić — powiedziałam cicho. — Gavin odmówił rozwodu.
— Jak to: odmówił? — Julie aż machnęła nogą, która była w gipsie i jęknęła. — Kiedy?!
— Spotkałam go w szpitalu po twojej operacji…  
— Żartujesz?!
— Nieważne. — Wzięłam głęboki oddech. — Teraz muszę zrobić wszystko, by nie dowiedział się o dziecku. To dopiero początek, więc jeszcze nie widać ciąży, ale wkrótce będzie widoczna, a on nie może się dowiedzieć. Będzie walczył o prawa rodzicielskie i nie mogę do tego dopuścić. Chciałam wam po prostu powiedzieć, bo jesteśmy przyjaciółmi…  
— Chodź tu, bo nie mogę cię przytulić. — Julie wyglądała na złą. Przysunęłam się bliżej, by mogła mnie objąć. — Cholera jasna! Nie mogę w to uwierzyć…  
— Myślałam o wyprowadzce do innego miasta. — Przygryzłam wargę. — Bo to chyba jedyny sposób, żeby nie wpadać na Gavina, żeby nie widział, że jestem w ciąży i że to jego dziecko… Ale mi głupio. Dopiero wprowadziłyśmy się do naszego mieszkania…  
— Daj spokój, to akurat najmniejszy problem. Jeśli będziesz zdecydowana, zawsze możemy wypowiedzieć umowę wcześniej. Jest tylko miesiąc wypowiedzenia, więc…  
— Nie chcę zostawiać cię na lodzie.
— Nie zostawiasz. Teraz i tak mieszkam z rodzicami, nie? Po prostu będą musieli pomęczyć się ze mną trochę dłużej. To prędzej ja ciebie zostawiłabym na lodzie. — Przygryzła wargę. — Naprawdę tego chcesz?
— Nie. — Pokręciłam głową. — Ale jakie mam inne wyjście?
Jej milczenie oraz wymowny wyraz twarzy Briana pokazał, że go nie miałam.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 4568 słów i 25478 znaków.

1 komentarz

 
  • Xcm

    - zależy mi na niej, bardzo.?? Nie podoba mi się to 🙈🙈🤣🤣🤣Zrób coś żeby zaczęło zależeć mu coraz mniej na Sheili a serce zaczęło bić tylko dla Aurory 🤣🤣😘😘😘

  • candy

    @Xcm ja naprawdę nie wiem, dlaczego nikt jej nie lubi  :rotfl:

  • Xcm

    @candy nieee,ja ją lubię 🤣🤣🤣 Tylko nie lubię jej u boku Harveya 🤣🤣🤣

  • candy

    @Xcm hahahhaa, mistrzowska odpowiedź! <3