Empiria – rozdział 11

Empiria – rozdział 11Wychodząc z kawiarni, trzymałam w ręku kubek z ciepłą herbatą z oferty zimowej — z pomarańczą i goździkami — bo potrzebowałam czegoś na uspokojenie. Gula w gardle i zaciśnięty na supeł żołądek nie chciały odpuścić. Byłam tak zdenerwowana, że wszystko leciało mi z rąk. Wystarczyło, że Gavin pojawił się dosłownie na pięć minut.
Julie szła obok mnie, nieco zamyślona. Stwierdziła, że odprowadzi mnie do przychodni, w której miałam umówioną wizytę u chirurga. Wątpiłam, żeby Gavin chciał mnie napadać na ulicy — i tak już powiedział to, co chciał — ale i tak z nią u boku czułam się nieco bezpieczniejsza. Chciałam mieć jej odwagę. Chciałam być taka jak kiedyś. Teraz bałam się byle czego. Nienawidziłam tej wersji siebie, ale nie zapowiadało się, że szybko mi to minie.
Poczułam ulgę, gdy szwy w końcu zostały wyjęte. Rana się zrosła. Jeszcze i tak musiałam na nią uważać, ale cieszyłam się, że chociaż o tej sprawie mogłam już zapomnieć. Wyszłam z przychodni i ruszyłam prosto do zakładu Harveya.
Miałam mętlik w głowie. Odmówiłam Gavinowi, ale teraz już nie byłam wcale pewna tego, czy zrobiłam dobrze. Chciałam sprawiedliwości, ale to nie byłby pierwszy raz, gdy i tak bym jej nie dostała. Skoro oferował mi rozwód, chyba powinnam przystać na jego propozycję, odzyskać naszyjnik i zrobić wszystko, by się od niego uwolnić, a wszystko inne zostawić karmie. Odpuścić sobie bieganie po sądach, długie procesy, analizowanie dowodów. Przecież przede wszystkim chciałam być wolna, chciałam, by zniknął z mojego życia. Ale co potem? Znajdzie kolejną dziewczynę, którą skrzywdzi, która będzie uparcie chciała wierzyć w to, że jest dobry? Może ona nie ucieknie. Może będzie dla niej za późno. Nienawidziłam tego, że dla całego świata był ideałem. Chciałam sprawić, że wszyscy zmienią o nim zdanie. Że wyleci z pracy, już nigdy nie znajdzie sobie partnerki, że z szanowanego biznesmena stanie się tylko nędznym agresorem, bijącym kobiety.
Ale to była tylko hipoteza, przypuszczenie, a musiałam przede wszystkim myśleć o sobie. Jak sam powiedział, zamierzał mnie zmusić w inny sposób. Jaki? Co jeszcze mógł mi zrobić? Odpowiedź była prosta — mógł skrzywdzić kogoś, na kim mi zależało. Moich rodziców, Julie… Harveya. Na pewno się domyślał, że przebywałam u niego, nawet jeśli nie znał jego adresu. Aż drżałam na samą myśl, że mogłam stracić kogoś bliskiego. Wystarczyło, że przedwcześnie zabrano mi siostrę. Nie chciałam tracić już nikogo więcej, a już na pewno nie przez Gavina.
Byłam bliska zadzwonienia do niego. Chciałam chwycić za komórkę i zadzwonić, powiedzieć, że wygrał, że wycofam pozew, a on ma oddać mi naszyjnik, najlepiej z podpisanymi papierami rozwodowymi — ale wtedy dotarłam do zakładu, w którym pracował Harvey. Zgniotłam pusty już kubek po herbacie i wyrzuciłam do kosza, po czym weszłam do środka. Harvey już na mnie czekał, powitał mnie ciepłym uśmiechem, który od razu zgasł, gdy zobaczył moją twarz.
— Widziałaś się z nim, prawda?  
Potwierdziłam skinieniem głowy. Harvey zacisnął usta, wyraźnie rozdarty — chciał o coś zapytać, ale nie byliśmy sami, a jednak ten temat był wrażliwy.
— Wszystko w porządku — powiedziałam w końcu. — Porozmawiamy w domu. — To zdanie zabolało, bo zabrzmiało tak, jakbyśmy mieszkali razem, a przecież… To już nie było możliwe.  
Dał mi klucze i po minucie wyszłam, kierując się do jego bloku. Strach puścił, a jego miejsce zastąpiła ponura rezygnacja — w tym momencie pojęłam, że i tak nie wygram z Gavinem. Myślałam, że byłam sprytna, zdobyłam dowody przeciwko niemu, ale nie miałam okazji ich zaprezentować. Już znalazł coś, czym mógł mnie szantażować. Nawet jeśli odpuściłabym naszyjnik… Mógł mnie skrzywdzić na sto innych sposobów. Nie mogłam z nim wygrać.  
Po powrocie do mieszkania od razu zaczęłam się pakować, jednocześnie zastanawiając się, jak Harvey zareaguje na to, że się wyprowadzam. Nie, to słowo było nieodpowiednie, przecież nawet tu nie mieszkałam. Po prostu byłam tu gościem. Użyczył mi swojego mieszkania, a ja musiałam mu za to podziękować. Wahałam się chwilę, jak to zrobić. Moją pierwszą myślą było upieczenie ciasta — Harvey uwielbiał czekoladowe — ale teraz już nie ja byłam od zapewniania mu słodkości, tylko Sheila. W końcu jednak wzruszyłam ramionami i porzuciłam pakowanie. Mogło poczekać do wieczora. Wymknęłam się szybko do sklepiku niedaleko bloku, by kupić potrzebne składniki. Później odszukałam w jednej z szuflad zwinięty fartuch, włączyłam cicho muzykę i zabrałam się do pracy. Gdy czymś się w końcu zajęłam, czas płynął szybciej. Harvey wszedł do środka, gdy robiłam polewę, a całe mieszkanie pachniało już czekoladą.  
— Pomyliłem drzwi i jakimś cudem znalazłem się w fabryce czekolady? — zażartował, podchodząc do mnie i wlepiając oczy w polewę niczym dziecko. — Ale ciebie inaczej zapamiętałem, Willy Wonka.  
Udało mu się mnie rozśmieszyć.
— To podziękowanie za to, że przyjąłeś mnie pod swój dach. — Polałam ciasto polewą, czując, jak cieknie mi ślinka.  
— Podziękowanie…? To znaczy, że już odchodzisz?
„Odchodzisz” brzmiało bardzo podniośle, ale on chyba też nie wiedział, jak inaczej to nazwać. Bo przecież się nie wyprowadzałam. Nie mieszkałam tutaj. I nie mogłam wrócić „do siebie”, bo nie miałam swojego miejsca.  
— Tak. I tak nie mogę dłużej zawracać ci głowy. — Polewałam ciasto tak uważnie, jakby od tego miało zależeć moje życie. Nie byłam w stanie spojrzeć mu w oczy. — Za parę dni będziemy mogły się przenieść z Julie do nowego mieszkania.  
— Więc gdzie będziesz przez te parę dni?
— U rodziców.
— Ale przecież chyba już uzgodniliśmy, że tam…
— Tak, Gavin mnie znajdzie. I co z tego? — Polewa gotowa. Dalej unikając wzroku Harveya, zaczęłam sprzątać brudne miski i sztućce. — W pracy też mnie znalazł.
Poczułam, jak zesztywniał.
— Po co przyszedł?
— Żeby mnie szantażować. Chce, żebym wycofała pozew. Zabrał mój naszyjnik, który dostałam od Olivii… Tak czułam, że czegoś zapomniałam, ale nie sądziłam, że właśnie jego. Gavin już wcześniej musiał mi go zabrać i ukryć. Wie, jak dużo dla mnie znaczy, dlatego…  
— Uważa, że dzięki temu do wszystkiego cię zmusi — dokończył za mnie Harvey. W końcu podniosłam na niego wzrok. Miał zaciśnięte mocno szczęki i wściekłe spojrzenie. — Wiem, co ci chodzi po głowie. I rozumiem to. Ale myślisz, że Olivia chciałaby, żebyś narażała swoje życie i zdrowie dla naszyjnika?  
— Nie chodzi tylko o nią. Odmówiłam mu. Choć złamało mi to serce, odmówiłam… — Z każdym słowem mówiłam coraz ciszej. — Ale powiedział, że zmusi mnie w inny sposób. Tego już nie mogę zignorować. Wiem, do czego on jest zdolny, nie mogę ryzykować…  
— Przecież sama mówiłaś, że nic ci nie zrobi przy ludziach. A nie dorwie cię samej.
— Nie chodzi o mnie. Myślę, że skrzywdzi kogoś innego. Już wcześniej groził, że zrobi coś złego osobom, na których mi zależy… rodzicom, Julie… i tobie.
Zapadła cisza. Dopiero po sekundzie uświadomiłam sobie, co powiedziałam — że mi na nim zależy. Nie „zależało”. Powiedziałam to w czasie teraźniejszym. Przyznałam, że coś do niego czuję. Serce skurczyło mi się gwałtownie, bo nie chciałam, by o tym wiedział. Nie, kiedy w jego życiu była Sheila.
— O mnie się nie martw — powiedział w końcu Harvey. — Umiem o siebie zadbać. O Julie i twoich rodziców też zadbamy.
— Jak? Wynajmiemy ochroniarzy, którzy będą za nimi podążać?
— Nie wiem. Ale pomyśl: jak Gavin może im coś zrobić? Wpadnie im do domu? Zaatakuje w pracy? Nie jest głupi. Sama mówiłaś, że lubił… — Zazgrzytał zębami. — Bić cię w domu. W samotności. Specjalnie wmanewrował cię aż w małżeństwo, żebyś była pod ręką. Nie ryzykowałby atakowania kogokolwiek, jeśli nie miałby tego pod kontrolą.
Jego słowa miały sens, ale i tak nie chciałam im się poddać. Pokręciłam głową.
— I tak z nim nie wygram, Harvey.
— Mogłabyś. Wiem, że to długi, bolesny i cholernie stresujący proces, ale myślę, że by ci się udało. Masz dowody. Masz nagranie z kawiarni, nagraną waszą kłótnię i odgłosy walki z nim, zdjęcia obrażeń, obdukcję lekarską. — Zaczął wymieniać. — I masz zeznania. Julie zezna, jak widywała cię pobitą w kawiarni. Twoi rodzice może i nie wiedzieli wszystkiego, ale i tak mogą powiedzieć…
— Nie będą kłamać pod przysięgą — rzuciłam ostro. — Nawet, jeśli miałoby mi to pomóc.
— Masz mnie — kontynuował, jakbym wcale się nie odezwała. — Jeśli sędzia będzie dociekliwy, to może nawet wezwać na świadków wszystkich gości ze ślubu, którzy widzieli mnie w kościele i widzieli, jak próbowałem cię powstrzymać od poślubienia go. Znam go od dawna. Też wiem, do czego jest zdolny. I z przyjemnością opowiem sędziemu, jakim Gavin jest chujem. — Umilkł na chwilę. — Oczywiście, w bardziej cenzurowanych słowach.
— To brzmi wspaniale, Harvey, ale…
— I masz jeszcze kogoś.
— Niby kogo?
— Kirę.  
Poderwałam gwałtownie głowę, unosząc brwi ze zdumienia.
— Kirę? Chyba żartujesz.
— Nie. Chciałem dziś z tobą o tym porozmawiać. Ją też możemy wezwać na świadka. Nie wiem, co tak naprawdę działo się, gdy ona i Gavin byli razem, ale jeśli ją też bił, musimy to z niej wydusić. A nawet jeśli nie, będzie pierwszą chętną do zniszczenia go.
Fakt, Kira na pewno nienawidziła Gavina i chciałaby zniszczyć mu reputację, ale…  
— Wszystko świetnie, ale nie jest na pewno pierwszą chętną do pomagania — powiedziałam powątpiewającym tonem. — Zwłaszcza mi.
— Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale zmieniła się.
— Zmieniła? Kira? — powtórzyłam kpiąco.
— No dobrze, nie zmieniła się aż tak, ale gwarantuję, że ci pomoże. Jest mi coś winna.  
Wciąż nie chciało mi się wierzyć, że Kira mogłaby pomóc, choć sama zastanawiałam się kiedyś, czy ona też była bita przez Gavina i to dlatego tak desperacko chciała od niego uciec. Z drugiej strony, nie tylko jego traktowała okropnie, Harveya też. Nie była miłą osobą, ale jeśli chodziło o świadków, którzy mogli poświadczyć, że Gavin nie był dobrym człowiekiem… Nie miałam tutaj za dużego wyboru. Może Harvey miał rację. Może mogła mi pomóc. Nie wierzyłam w to, że się zmieniła, ale skoro Harvey powiedział, że jest mu coś winna — to była moja szansa.
— Najpierw musimy do niej zadzwonić — powiedziałam po chwili.
Harvey skinął głową.
— Zadzwonię.
Na samą myśl o spotkaniu z Kirą czułam ssanie w żołądku, bo do tej pory nasze spotkania nie należały do najmilszych. Za pierwszym razem widziałam ją, gdy dawała Harveyowi w twarz; potem, jak razem z Gavinem zaatakowała go w kawiarni… Jeszcze później widziałyśmy się, gdy Harvey z nią zrywał, a ona twierdziła, że jeszcze tego pożałujemy. Nasze ostatnie spotkanie miało miejsce w kawiarni, gdy była jeszcze w ciąży, a ja byłam świeżo po ślubie z Gavinem. Powiedziała mi wtedy, że jestem taka nijaka, a jednak zdołałam zabrać jej ich obydwu. Cztery spotkania, każde gorsze od poprzedniego. Ciekawe, jak miało wyglądać to kolejne.  
— Myślę, że wydrapie mi oczy — rzuciłam.  
— Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie jest do tego zdolna, ale musisz mi zaufać. Wiesz, że nie narażałbym cię na spotkanie z nią, gdybym sądził, że źle się to skończy. Chcę dla ciebie jak najlepiej.
W głowie odbiły mi się echem jego słowa z tego wieczoru, gdy siedział w moim domu i razem z rodzicami słuchał mojej opowieści o Gavinie i o piekle, które przeszłam.
I moja była dziewczyna. I ja też chcę dla niej jak najlepiej.
Była dziewczyna — jedyne, czym teraz byłam. Chciał dla mnie dobrze, tak jak ojciec życzył tego swojej córce. On już dawno ruszył naprzód, zapomniał o mnie. Dlaczego ja nie potrafiłam?
— Wiem.
— No więc… zjemy to ciasto czy będziemy tylko na nie patrzeć? — Spojrzał na czekoladę, znowu z tym uśmiechem godnym głodnego dziecka, więc wyciągnęliśmy małe talerzyki, a ja zaczęłam kroić czekoladową masę. Usiedliśmy z talerzami na kanapie, a ja byłam zatopiona w myślach. Nie wiedziałam już, co robić. Harvey kompletnie zaskoczył mnie tematem Kiry. Dopiero co chciałam się poddać, a teraz nagle miałam się z nią spotkać, by wybadać, czy mogłaby zeznawać przeciwko Gavinowi. Harvey miał rację w tym, co mówił — że Gavin potrzebował znajdować się ze swoją ofiarą sam na sam i czuć, że ją kontroluje — ale ja i tak nadal się bałam. Jego już raz pobił. A jeśli zrobi to ponownie, tym razem bardziej dotkliwie? Jeśli zaatakuje w jakiś sposób moją mamę, gdy będzie wracała z pracy? A jeśli faktycznie zwolni tatę? Nie rozmawiałam za dużo z rodzicami, bo dużo się działo. Nie wiedziałam, jaka sytuacja była teraz w firmie — czy Gavin był świadomy, że mój tata wiedział o wszystkim? Kręciło mi się w głowie od tych wszystkich pytań i nawet ciasto nie pomagało tego załagodzić.
Z zamyślenia wyrwał mnie głos Harveya:
— Przestań się martwić.  
— Nie potrafię.
— Dobrze, w takim razie możesz się martwić, ale dopiero potem. Spotkasz się z Kirą i wtedy postanowisz, co dalej. Może tak być?
— To chyba najrozsądniejszy plan — westchnęłam. — Dzwoń do niej.
Poczułam się dziwnie, gdy Harvey wyciągnął z kieszeni komórkę i wybrał numery Kiry. Przez chwilę czekał, aż odbierze. W końcu usłyszałam jej głos:
— A to niespodzianka. Sheila już ci się znudziła?
Pilnowałam się, żeby nie wytrzeszczyć oczu. Kira wiedziała o Sheili? To znaczy, że ona i Harvey mieli ze sobą stały kontakt? Kolejne ukłucie zazdrości. Dlaczego nadal z nią rozmawiał? Ta kobieta zadała mu tyle bólu. Próbowała wrobić w ojcostwo. Czemu pozostawali w kontakcie?
— Nie znudziła mi się. Mam do ciebie prośbę.
— Nuda.
— Kira…  
— Dobra — fuknęła. Żałowałam, że telefon Harveya był ustawiony na taką głośność i musiałam słyszeć każde słowo Kiry. — Jaką prośbę?
— Chciałbym, żebyś spotkała się z Aurorą.
Chwila ciszy, a potem — śmiech.  
— To żart?
— Nie. To poważna sprawa, więc przestań.  
— Poważna sprawa? — prychnęła, a potem w jej głosie coś się zmieniło. — Chodzi o Gavina?
— Tak — powiedział Harvey, patrząc na mnie.
Przez chwilę panowała cisza. W końcu usłyszałam:
— Jutro w południe, kawiarnia Corvo d’oro. I lepiej, żeby się nie spóźniła. — Usłyszałam dźwięk kończącego się połączenia.
Szczerze mówiąc, byłam przerażona — głównie tym, jak obcesowo się zachowywała. Nie miałam nawet szansy wtrącić, że szłam do pracy. Na szczęście dopiero na drugą zmianę, więc teoretycznie miałam czas… Choć ciężko było przewidzieć, czy dwie godziny wystarczą. Równie dobrze to spotkanie mogło trwać dwie minuty.
— No więc… słyszałaś — mruknął Harvey po chwili, blokując komórkę. — Spotka się z tobą.
— By poderżnąć mi gardło.
— Nie. Sama słyszałaś, że zmieniła ton, gdy domyśliła się, o co chodzi.  
— Dlaczego w ogóle utrzymujesz z nią kontakt? — prawie jęknęłam. — Dlaczego… ona wie o Sheili? I co to za dług, który u ciebie ma?
Harvey westchnął ciężko.
— Nie wiem, czy chcesz o tym słuchać.
— Chcę. Bo nic nie rozumiem. Ona cię skrzywdziła.
— Owszem. Ale zapomniałem o niej. I byłem na nią naprawdę wściekły, gdy próbowała wrobić mnie w ojcostwo, ale musisz pamiętać, że znamy się ładnych parę lat. Byliśmy kiedyś przyjaciółmi. Jest jaka jest, ale właściwie jej się nie dziwię. Ma bardzo rygorystycznych rodziców. Dorastała bogata, więc jest teraz księżniczką, która nie umie radzić sobie sama. To brutalne słowa, ale prawdziwe. — Na chwilę umilkł. — Gdy zaszła w ciążę, wyrzucili ją z domu. Nie miała gdzie się podziać, nie miała pieniędzy. Potrzebowała mieszkania i kogoś, kto jej pomoże.
— I… ty jej pomogłeś?
— Tak mnie wychowano — stwierdził oschłym tonem. — Nie mogłem zostawić jej na pastwę losu, nawet mimo tego, co zrobiła. Gdyby tylko sytuacja była inna… ale była w ciąży. Bez dachu nad głową, bez środków do życia, a przecież musiała je mieć. Pomogłem jej, bo tak należało zrobić. Chciałem móc spokojnie spać w nocy. To dlatego za późno dowiedziałem się o twoim ślubie. Pomagałem Kirze i całkiem mnie to pochłonęło.
W milczeniu przetwarzałam jego słowa. Nie wiedziałam, jak na nie zareagować. Nie spodziewałam się takiego wyznania. Z jednej strony — Harvey postąpił niebywale szlachetnie. Pomógł osobie, która go zraniła. Nie zważał na przeszłość. Był po prostu dobrym człowiekiem. Nic dziwnego, że Kira zgodziła się na jego prośbę. Musiałaby być kompletnie zadufana w sobie, by tego nie zrobić po tym, co on zrobił dla niej. Ale z drugiej strony…  
Byłam taka głupia. Sądziłam, że Harvey pomagał mi choćby po części dlatego, że nadal coś do mnie czuł. Myślałam, że była dla nas jakaś szansa. On był… uosobieniem mojego bezpiecznego miejsca. Tylko przy nim czułam się bezpiecznie.  
Ale potem dowiedziałam się o Sheili. Ona też czuła to samo względem niego. Potrzebowała go. Wyglądało na to, że Harvey po prostu przygarnął kolejną ze swoich byłych dziewczyn, gdy ta była w potrzebie — pomagał, bo taki już był. Już niczego do mnie nie czuł.
— Mówiłem, że nie chcesz o tym słuchać.
— Nie, ja… Po prostu mnie zaskoczyłeś. — Spojrzałam na niego, próbując przyjąć stosowną minę. — To bardzo szlachetne. I zdecydowanie więcej, niż zasłużyła. Wygląda na to, że opiekowanie się byłymi idzie ci… bardzo dobrze.
Spojrzał na mnie ostro.
— Opiekowanie się byłymi? — powtórzył. — Co to, nowy zawód?
— Nie! Ale trudno nie zauważyć schematu.  
— To nie schemat. Obie miałyście kłopoty. To źle, że pomagam?  
— Nic takiego nie powiedziałam. — Czułam, jak gwałtownie poczerwieniałam. Podniosłam się szybko z kanapy i zabrałam puste już talerzyki, by wstawić je do zlewu. — Zapomnij, że cokolwiek mówiłam.
Harvey jednak poszedł za mną.
— Wyjaśnijmy sobie coś: jesteś wkurzona, bo pomogłem Kirze?
Z hukiem wstawiłam talerzyki do zlewu i odwróciłam się w jego stronę. Nie zamierzałam się kłócić, ale on wyraźnie tego chciał.
— Uważam, że to, co zrobiłeś, jest godne podziwu.
— Ale i tak jesteś wkurzona.
— Nie jestem wkurzona! Po prostu… nie rozumiem tego. Ona cię skrzywdziła. Pamiętam, jak przez nią cierpiałeś.
— To oznacza, że mam być złym człowiekiem? — Skrzyżował ramiona.
— Harvey, źle mnie zrozumiałeś…
— A może uważasz, że zrobiłem to, bo wciąż ją kocham i wykorzystałem sytuację?
— Nie! — Było mi tylko przykro, że najwyraźniej byłam dla niego tylko kolejną byłą, której pomagał, ale przecież nie mogłam powiedzieć tego głośno. — Przestań już. Źle mnie zrozumiałeś. — Wyminęłam go, by pójść do sypialni. — Pójdę się spakować.
— Nie chciałaś, bym traktował cię jak ofiarę, więc dlaczego sama się tak zachowujesz? — rzucił, dalej idąc za mną. Serce mnie zabolało po jego słowach, ale nie odwróciłam się. Zapaliłam lampkę i rzuciłam torbę na łóżko. — Nie kazałem już ci się pakować. Nie musisz specjalnie jechać do rodziców. Mówiłem tysiąc razy, że mi nie przeszkadzasz, ale ty uciekasz, co najmniej jakbym coś ci zrobił. Hej! — Złapał mnie za rękę, ale gdy to zrobił, odskoczyłam gwałtownie do tyłu, niemal zataczając się na szafkę. Przycisnęłam ręce do siebie, a Harvey wyraźnie był przerażony. Nie pomyślał. Oczywiście, że nie pomyślał, bo nie chciał zrobić mi krzywdy. Chciał tylko mnie złapać, bym przestała się pakować i na niego spojrzała, ale ja… Ja już nie reagowałam w normalny sposób. Na te parę sekund stał się Gavinem, który ciągnął mnie za rękę, by wbić w nią palce, które pozostawią sińce; by mnie przewrócić lub popchnąć. Przez te kilka sekund znowu byłam ofiarą, która bała się, że zostanie uderzona.
— Boże. Aurora. Przepraszam… — Cofnął się i uniósł lekko ręce w geście kapitulacji. — Cholera, przepraszam. Nie chciałem.
— To nie twoja wina — wydyszałam, przyciskając dłoń do serca, które powoli się uspokajało. — To ja przepraszam.
Staliśmy tak przez chwilę, która wydawała się wiecznością. W końcu Harvey powiedział cicho:
— Jeśli chcesz już wrócić do rodziców, nie ma sprawy. Ale już ci powiedziałem, że lubię mieć cię tutaj. Przede mną nie musisz uciekać.
— Nie ma tu dla mnie miejsca. Masz Sheilę i to oczywiste, że mieszam wam w życiu. Przeze mnie jest niezręcznie. Nie uciekam. Dawno nie widziałam się z rodzicami i chcę z nimi pomieszkać chociaż te parę dni… Jutro spotkam się z Kirą i postanowię, co dalej. Naprawdę ci dziękuję. — Wzięłam głęboki oddech. — Jesteś dobrym człowiekiem, Harvey.
Tak dobrym, że aż bolało. Kompletnym przeciwieństwem Gavina. Jak mogłam wybrać jego?
— Rozumiem — stwierdził w końcu. — W takim razie nie będę cię zatrzymywał.
Zabolało. Myślałam, że mi ulży, gdy w końcu stąd wyjdę, ale wcale tak nie było.
Harvey wyszedł do kuchni i mył talerzyki po cieście. Ja po cichu się pakowałam. Opróżniłam całą sypialnię i łazienkę ze śladów mojej obecności. W końcu zadzwoniłam po taksówkę — miała być za pięć minut. Z ciężkim sercem wyszłam do kuchni, by pożegnać się z Harveyem.  
— Wezwałam już taksówkę — odezwałam się, a on odwrócił się w moją stronę, wycierając ręce. Ciężko było mi określić, co myślał.
— Ok… Powiesz mi, jak przebiegło spotkanie z Kirą?
— Jeśli przeżyję. — Usiłowałam zażartować, ale głos mi drżał. Nie sądziłam, że znowu będę musiała się z nim żegnać. I że to będzie tak bolało.
— Przeżyjesz. — Zerknął na moją torbę i szybko ją wziął. — Chodź, odprowadzę cię.
Gdy wyszliśmy przed blok, akurat podjechała taksówka, uniemożliwiając nam długie pożegnanie. Może tak było lepiej. Uścisnęłam go krótko, szepcząc mu na ucho podziękowania, po czym szybko wsiadłam do taksówki, by nie widział moich łez.
Wracałam do domu.

Kilkanaście minut później otwierałam drzwi od domu, przy okazji kompletnie zaskakując tym rodziców. Mama niemal krzyknęła na mój widok i szybko porwała mnie w objęcia. Cieszyłam się, że zaczekałam z tym powrotem do czasu, aż ślady na szyi zbladły — nie chciałam, by mnie taką widziała. Nie wytrzymałaby tego. Zanim w pełni odetchnęłam z ulgą, musiałam najpierw zamknąć szczelnie drzwi na wszystkie zamki, wzdrygając się na myśl, jak jeszcze niedawno Gavin swobodnie przez nie wchodził. Dopiero wtedy poczułam się bezpieczna. Poczułam, jak kot ociera się o moje łydki i wzięłam go na ręce, czując w oczach łzy. Tak dawno mnie tu nie było. Nie było mnie tu w pełni. Pojawiałam się tu jako gość, żona Gavina, kobieta, która mieszkała w apartamentowcu i odeszła z tego domu. Teraz w końcu wróciłam.
Poszliśmy do salonu, a mama zrobiła herbatę. Widziałam, jak rodzicom ulżyło, że mimo wszystko byłam cała i zdrowa. Zaczęliśmy rozmawiać, a mama nie wypuszczała mnie z ramion. W końcu zrelacjonowałam im wszystko, czego nie mogłam przez telefon, opowiedziałam o wizycie na policji, o pobycie u Harveya i na końcu… o wizycie Gavina w kawiarni.  
— Otwarcie ci groził?
— Tak — westchnęłam, w myślach rugając się po raz kolejny, że byłam zbyt przerażona, by na przykład włączyć nagrywanie w komórce. — Ale nie udało mi się tego nagrać. To była… krótka i intensywna wizyta. Ale mam stare nagranie z kamery w kawiarni. I smsy, które do mnie wysyłał, gdy się dowiedział, że złożyłam pozew… Chyba zapomniał, że to może być wykorzystane przeciwko niemu. Nie wiem. Jak wygląda sytuacja w pracy? — Spojrzałam na tatę.
— Próbowałem udawać, że o niczym nie wiem, ale chyba mi nie wyszło. Domyślił się, że skoro powiedziałaś policji, to nam też. Próbował mnie zwolnić. — Ze zdziwieniem zauważyłam, że tata się uśmiechał. — Ale nie mógł.
— Jak to?
— Zapomniał o jednym ważnym szczególe — to nie on mnie zatrudnił, więc nie mógł mnie zwolnić. Oczywiście, próbował do tego nakłonić swojego szefa, coś sugerował, ale na szczęście ten człowiek był mądrzejszy i go nie posłuchał. Nawet nie wiesz, jaką przyjemność mi to sprawiło… Myślał, że jak zwykle wszystko pójdzie po jego myśli. Nieźle się zdziwił.
Ulżyło mi, ale jednocześnie gdzieś w środku czułam… złość? Rozczarowanie? Wobec samej siebie. Tak, wszyscy o tym zapomnieliśmy — to nie Gavin zatrudniał tatę. Sam mi to powtarzał, gdy pytałam, czy przyjął tatę tylko ze względu na naszą sytuację finansową. Powiedział mi wtedy, że nie zatrudnia ludzi dla zasady i że rozmowę przeprowadzał jego kolega. Jak mogłam o tym zapomnieć i dać się nabrać na jego groźby? Gdybym miała tę świadomość… Mogłabym od niego odejść już dawno temu. Zostałam ze względu na to, że bałam się o pracę taty. Bałam się, że Gavin zrujnuje nam życie.
Mogłam uciec już wcześniej. Ta świadomość była bolesna, ale teraz i tak już nie mogłam z tym niczego zrobić. Wobec tego powiedziałam rodzicom o spotkaniu z Kirą — przy okazji musiałam im nieco naświetlić sytuację. Wciąż zapominałam, że rodzice nie znali całej prawdy i mojej historii z Harveyem. Widziałam, jak mama już nabiera powietrza, by coś powiedzieć na jej temat. Ostatecznie wybuchła, gdy powiedziałam, że mam się z nią jutro spotkać.
— Z tego co mówisz, to ta dziewczyna nie jest normalna. Można jej ufać?
— Jest po prostu wredna, a to co innego. Nienormalny to jest Gavin — zauważyłam. — Ją też skrzywdził. Muszę się dowiedzieć, czy w taki sam sposób, co mnie.
Mama nadal protestowała, ale w końcu dała sobie spokój. Przeprosiłam rodziców, mówiąc, że muszę się już położyć. Byłam strasznie zmęczona. Upewniłam się jeszcze raz, że drzwi wejściowe były zamknięte i poszłam na górę, do swojego pokoju. Zapaliłam w nim światło i odkryłam stojące na podłodze kartony pełne moich rzeczy — te, które przyniósł kurier. Westchnęłam cicho i zaczęłam je rozpakowywać. Byłam wykończona, ale chciałam w końcu poczuć się jak w domu. Mój pokój, ogołocony z wszystkich rzeczy, wyglądał dziwnie obco. Zaczęłam wyjmować ubrania, osobiste rzeczy. Po godzinie poczułam się znowu jak u siebie. Jakby nic się nie zmieniło.
Zmieniłam jeszcze pościel, bo ta, która leżała na łóżku, wydawała się odrobinę zatęchła. Potem poszłam się umyć. Nalałam wody do wanny, ciesząc się, że w końcu miałam możliwość poleżeć w wodzie. Nalałam jej całkiem sporo, by mnie zasłoniła, bo nie mogłam patrzeć na swoje wychudzone ciało. Musiałam w końcu wziąć się za siebie. Nie wiedziałam, czy najbardziej bolał mnie kontrast między mną a Sheilą, czy po prostu desperacko chciałam odzyskać dawną wersję Aurory — z czasów przed Gavinem. Miłość zraniła mnie już po wielokroć. Straciłam zbyt wiele. Nie chciałam stracić także siebie.  
W końcu wyszłam z wanny, bo czułam, że zaczynałam zasypiać. Przebrałam się w piżamę i powlokłam do łóżka. Nastawiłam budzik na dziewiątą rano i powoli opadłam na poduszki. Nie przypuszczałam, że tak szybko będę znowu spała sama, w dodatku w swoim własnym łóżku — w domu, w którym od tak dawna mnie nie było.
A potrzebowałam dużo snu, jeśli miałam spotkać się jutro z Kirą.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 5137 słów i 28451 znaków.

1 komentarz

 
  • Agaaa

    Aż nie chce się oderwać wzroku od czytanego rozdziału. Wciągający jak każdy inny.
    Ale przeczuwam ciszę przed burzą. Pewnie będzie się działo.
    Aż zaczynam się zastanawiać co Gavin wymyśli i na co naprawdę go stać. 🙂

  • candy

    @Agaaa bardzo mi miło <3 czasem w ogóle żadnych komentarzy nie ma i myślę, że nikt nie czyta :sad: a co do dziania się - obiecuję, że będzie się działo :D

  • Agaaa

    @candy w takim razie już nie mogę się doczekać 🙂 Jak to nikt nie czyta? Tak świetną historię! Niemożliwe!  
    Oczywiście że czytają tylko komentować się nie chce! 🙂

  • candy

    @Agaaa dziękuję <3