Empiria — rozdział 24

Empiria — rozdział 24Te trzy cudowne słowa rozbrzmiewały w mojej głowie niczym piękna piosenka.  
Nigdy nie przestałem.
Nie chciałam pytać, czy mnie kochał, bo to słowo wydawało się zbyt poważne, zważywszy na naszą obecną sytuację i wszystko, co się między nami wydarzyło. Nie obchodziło mnie to. I nie obchodziło mnie, że w jego opinii nie był dla mnie odpowiedni. Już kiedyś mi to powiedział, a ja mu nie wierzyłam — i nie wierzyłam też teraz. To z nim zawsze byłam najszczęśliwsza i teraz, gdy powiedział, że nadal mu na mnie zależało, ciężar w mojej piersi nagle zniknął. Nieświadomie zrobiłam krok w jego kierunku, wyciągając rękę, za którą mnie chwycił, przyciągnął do siebie i pocałował. Nie pamiętałam, kiedy ostatnio czułam smak jego ust. Delikatnym ruchem położył rękę na mojej szczęce, a ja objęłam go w pasie i przylgnęłam do niego mocno. Położyłam rękę na jego policzku i rozkoszowałam się dotykiem jego ust, aż w pewnym momencie przypomniała mi się Sheila i jej wyraz twarzy. Oderwaliśmy się od siebie, ale Harvey nie puścił mojej dłoni. Uniósł nasze splecione ręce i kciukiem pogładził mnie po policzku.
— Przepraszam, że tyle mi to zajęło… po raz kolejny — dodał, szeroko się uśmiechając. — Rany… tęskniłem za tym.
— Przecież chciałeś być tylko moim przyjacielem — powiedziałam żartobliwie, też się uśmiechając.
— Próbowałem nim być, ale to nie oznacza, że chciałem. Gdy byliśmy na tej podwójnej randce, myślałem, że wybuchnę. Zwłaszcza że patrzyłaś na Kyle’a, jakbyś świata poza nim nie widziała.
Parsknęłam urywanym śmiechem.
— Bo go polubiłam. Ale potem nawet mu nie odpisałam na smsa, więc… pewnie myśli, że jestem niezłą suką.
— I dobrze. Niech tak myśli i da ci spokój.  
Nagle poczułam się dziwnie, tak jakbyśmy tym jednym pocałunkiem wrócili do bycia razem, a przecież nadal mieliśmy całe morze niewyjaśnionych spraw, więc lekko się odsunęłam.
— Czy od tej pory możemy być już ze sobą całkowicie szczerzy? — zapytałam. — Ale tak naprawdę szczerzy, bez ukrywania szczegółów czy ważnych informacji. Bo inaczej zwariuję. Proszę.
— Możemy. Oczywiście. Nawet powinniśmy. — Chyba chciał mnie znowu pocałować, ale ja pokręciłam głową.
— Co z Sheilą?
— A co z nią?
— Jak to: co z nią? Ledwo co z nią zerwałeś.  
Znowu westchnął.
— I wcale nie jestem z tego dumny. Nie zrozum mnie źle, to nie tak, że ją rzuciłem i zaraz lecę do ciebie. I to wcale nie tak, że zerwałem z nią tylko z twojego powodu. Nasza relacja od początku była specyficzna. Było nam razem dobrze, ale to nie było to. Nie mogłem dłużej jej zwodzić. Nie chciałem być dupkiem, który był z nią, a myślał o innej. — Pociągnął mnie w stronę kanapy, żebyśmy mogli usiąść. — Ale już od jakiegoś czasu nam się nie układało. Ona na pewno też to widziała, ale nic nie mówiła. Próbowała maskować problemy śmiechem i pączkami, co, szczerze mówiąc, już mnie irytowało. O problemach trzeba rozmawiać, a nie zamiatać pod dywan i udawać, że nie istnieją. Zaczęliśmy się ostro kłócić, a wtedy ona stwierdziła, że była głupia, zgadzając się na nasz układ, bo to oczywiste, że jej nie kocham. — Bawił się moimi palcami. — Więc… nie wyszło tak jak chciałem.  
— A czego chciałeś?
— Sam nie wiem. Pokojowego rozstania. Myślę, że ona też wiedziała, że nie byliśmy dla siebie, ale postanowiła to po prostu ignorować. Miałem nadzieję, że się dogadamy… że zakończymy to polubownie. Ale ona usłyszała tylko, że nie chcę z nią być i koniec. Sama dośpiewała sobie powód.
— Ale ze mną też nie chcesz — powiedziałam ostrożnie.
Chyba się zmieszał.
— To nie tak, że nie chcę — powiedział po chwili poważnym tonem. — Oczywiście, że chcę. Próbowałem sobie wmawiać, że mogę być tylko twoim przyjacielem, ale sama widzisz, jak mi to wyszło. Tylko że…  
— Że co? Że mam problemy? Masę spraw na głowie? Ty nie jesteś jakąś… sprawą. I nie jesteś problemem. — Czułam się dziwnie, mówiąc wprost takie rzeczy po takim długim czasie, ale jednocześnie chciałam już wszystko z siebie wyrzucić. — Problemem było… życie bez ciebie.
Miałam wrażenie, że zaszkliły mu się oczy, ale pokręcił głową.
— Gdybym teraz od razu do ciebie wrócił, byłbym samolubny. Powiem szczerze, nie uważam, żeby to był dobry pomysł. — Nadal trzymał mnie za rękę, ale brzmiał dziwnie stanowczo. — Bo mógłbym cię tylko bardziej skrzywdzić. Masz tyle do przepracowania…  
Chciałam zaprotestować, powiedzieć, że nie mógłby mnie skrzywdzić i że niczego bardziej nie pragnę niż z nim być, ale… nie odezwałam się. Bo nagle zrozumiałam, o co mu chodziło. Bał się. Bał się ze mną być, ponieważ mój ostatni związek niemal mnie zabił. Mój ostatni partner zniszczył mi życie. Miałam teraz beztrosko wejść w nowy związek, kiedy jeszcze nie pozbierałam się po poprzednim? Tym bardziej że Harvey i ja nie umieliśmy być razem. Nie teraz. Nie było sensu porównywać obecnej chwili z czasami, gdy byliśmy razem, choćby i przez tak krótki okres. Zmieniliśmy się. Ja przeszłam przez piekło. Byliśmy dla siebie praktycznie jak nieznajomi. Już nie byliśmy tymi niewinnymi dzieciakami, które piły whisky, piekły babeczki i zanosiły je sąsiadce, by ściszała telewizor. Miał rację. Nie powinniśmy od razu rzucać się na głęboką wodę. On chyba też uważał, że potrzebowałam terapii. On też musiał wiedzieć, jak miał się teraz zachowywać w stosunku do mnie, bo już nie byłam tą samą osobą. Może… może bał się, że gdy wykona gwałtowny ruch albo podniesie na mnie głos podczas zwykłej kłótni, ja od razu będę spodziewała się ciosu. Że zobaczę w nim Gavina. Ta myśl zasmuciła mnie tak bardzo, że poczułam pieczenie nosa i łzy napływające do oczu. Harvey nie wiedział, jak ze mną być, bo niby skąd? Ja sama nie wiedziałam, jak być ze samą sobą. Przeżyłam traumę, z którą nic nie zrobiłam, bo życie wcale się nie zatrzymało, tylko pędziło do przodu, w dodatku niewyobrażalnie szybko. Zresztą… jak sobie to wyobrażałam? Przecież byłam w ciąży. To nie był jakiś problem, o którym można było porozmawiać i zapomnieć. To było zobowiązanie na całe życie. Chwilowa radość ustąpiła miejsca rozpaczy. Nie byłam już tylko sobą. Teraz byliśmy w pakiecie — ja i dziecko. Nic dziwnego, że Harvey nie wiedział, co miał robić. Nie było nawet szansy, byśmy spróbowali być razem, bo ja musiałam myśleć o tym, że za parę miesięcy zostanę mamą. Mój czas był ograniczony. Nie mogłam też wymagać od Harveya tego, by zajmował się moim dzieckiem. Dzieckiem Gavina. Nawet nie mieliśmy szansy zobaczyć, jak by nam było znowu razem, bo teraz było nas troje. Nie mogłam prosić go, by został dla dziecka zastępczym ojcem. Nie na to się pisał.
Czyli co? Zależało nam na sobie, ale nie mogliśmy być razem, bo życie stało nam na przeszkodzie? Bo tu nie było miejsca na błędy? Bo ja musiałam pójść na terapię i jakoś poukładać swoje życie? Nawet jeśli to zrobię… co będzie potem? Co będzie, gdy będę miała brzuch wielkości arbuza, w którym będzie dziecko mojego byłego męża… kim będzie dla niego Harvey? Kim będzie dla mnie? Dlatego mówił, że był nieodpowiedni? Bo wiedział, że nie pokocha mojego dziecka, jeśli miało ono w sobie cząstkę Gavina?
Przypomniałam sobie słowa, które powiedziałam do niego już kiedyś… gdy się rozstawaliśmy. Kiedy pękło mi serce.
Nikt… nikt nie jest lepszy od ciebie. Na pewno nie dla mnie.
I jego słowa, tak stanowcze, tak zdecydowane… kiedy to ja chciałam odejść od niego.
Ale jeśli chcesz dać mi jeszcze jedną szansę, przysięgam na Boga, Aurora, że… Naprawię to wszystko, co spieprzyłem. Jeśli tylko tego chcesz.
Atmosfera znacznie się pogorszyła. Nie wiedziałam, co powiedzieć, co on chciał mi przekazać. Miałam w głowie zbyt dużo przytłaczających myśli. Chyba to wyczuł, bo przyciągnął mnie do siebie i zmusił, bym na niego spojrzała.
— Ja też nie znam odpowiedzi na wiele pytań — powiedział cicho, trzymając mój podbródek. — I nie chcę na szybko ich wymyślać. Chcę po prostu zobaczyć, co będzie. Ale mam nadzieję, że wiesz, że cię nie zostawię.
— Tak to zabrzmiało — wymamrotałam, a on aż się zaśmiał.
— Żartujesz? Po tym wszystkim? Po tym, jak nawet będąc w nowym związku, oświadczyłem mojej nowej dziewczynie, że absolutnie muszę mieć kontakt z moją byłą? — Wyciągnął ramię i mnie objął, przyciągając do swojej klatki piersiowej. — Oczywiście, że cię nie zostawię. Cały czas będę obok ciebie. Mogę nawet biegać do sklepu po Nutellę i ogórki, czy na co tam mają ochotę kobiety w ciąży…
Mimo wszystko parsknęłam śmiechem.
— Jeszcze nie miałam żadnych dziwnych zachcianek. Chyba po prostu… zbyt dużo się działo.
— Pamiętaj, że moja oferta nadal jest aktualna. Jeśli będziesz miała dość miasta, po prostu mi powiedz, a ja zawiozę cię do domu ciotki. Myślę, że dobrze by ci to zrobiło.  
Przez głowę przemknęła mi nagle myśl, że gdybyśmy byli razem, nie miałabym już problemu z wyprowadzką, bo wtedy w tym domu po cioci moglibyśmy mieszkać razem i nie byłabym już sama… ale to nie wchodziło w grę.
— Będę pamiętać. — Odsunęłam się odrobinę, by na niego spojrzeć. — Harvey… proszę, powiedz, że nie robisz tego tylko dlatego, że jestem kolejną byłą z problemami, jak Kira — powiedziałam, a on zmarszczył brwi. — Że nie pomagasz mi tylko dlatego, żeby być w porządku i nie mieć wyrzutów sumienia.
— Cholera jasna. — Westchnął ciężko. — Nie słuchasz mnie.
— Po prostu… muszę się upewnić.
— A ja byłem pewien od momentu, gdy wybiegłaś za mną z kawiarni — oświadczył, wwiercając we mnie spojrzenie, przez co natychmiast umilkłam. — I gdy potem przyszłaś z zalanym sokiem laptopem. — Uśmiechnął się lekko. — Już wiedziałem, że ciężko będzie o tobie zapomnieć. — Zerknął na moje włosy i wyciągnął rękę, by je pogładzić. — Czasem tęsknię za twoimi włosami.
Niemal przeniosłam się w czasie, przypominając sobie nasze pierwsze spotkania.
Niewiele osób wygląda tak jak ty. Twoje włosy… są dość charakterystyczne.
— Ja też — przyznałam, niejako ignorując resztę jego wypowiedzi, po której zaparło mi dech. — Myślałam, czy znowu nie zrobić w nich refleksów… w końcu to był pomysł Olivii… ale uznałam, że to za bardzo przypominałoby mi dawne życie.
— Nigdy nic mi o niej nie mówiłaś.
Spojrzałam na niego z zaskoczeniem.
— O Olivii?
Skinął głową.
— Wiem, że to dla ciebie bardzo trudne, ale zastanawiałem się… może jednak byłoby ci lepiej, gdybyś zaczęła o niej opowiadać. Zwłaszcza komuś, kto jej nie znał.  
Przez chwilę przetwarzałam jego słowa. Miał rację. Nigdy nie rozmawiałam z nim o Olivii, nie pokazywałam mu żadnych zdjęć. To bardzo bolało, ale jednocześnie… rozmawianie z kimś, kto jej nie znał, rzeczywiście mogłoby pomóc. Bo wtedy musiałabym przywołać wszystkie wspomnienia, opisać ją jak najdokładniej. Może choć na chwilę sprawiłabym, że znowu byłaby żywa. Minęło już sporo czasu.
— Przemyślę to — powiedziałam delikatnie, a on skinął głową.
— Jesteś głodna? — zapytał nieoczekiwanie.
— W sumie to… tak. — Niby dopiero wróciłam z obiadu, ale chyba dla dziecka to było jeszcze za mało.
— Pizza? Chyba że bardzo się gdzieś spieszysz.
I nagle to do mnie dotarło — nie musiałam się spieszyć. Nie musiałam się już bać. Nie ukrywałam się już przed Gavinem, a do Harveya nie miała zaraz przyjść Sheila. Byliśmy tylko my dwoje, jak kiedyś. Mogłam tu zostać… mogłam znowu się nim nacieszyć.  
— Nigdzie się nie spieszę — odparłam, uśmiechając się. — Chyba że już chcesz mnie wygonić.
— W ogóle nie chcę cię stąd wypuszczać — przyznał nagle, a mnie aż przeszył dreszcz. — Zbyt wiele czasu spędziłem bez ciebie, a nawet jak byłaś blisko… to i tak daleko.  
— Nie chciałam ci się narzucać, bo myślałam, że z Sheilą jesteś szczęśliwy.
— Bo byłem… — Przez chwilę szukał w głowie słowa. — Sam nie wiem… zadowolony? Bo to był dobry związek, ale nie szczęśliwy. Zależało mi na niej, ale wiedziałem, że nigdy się w pełni nie zaangażuję, bo uczucia do ciebie mi na to nie pozwalały.  
Czyli jednak przez cały ten czas Julie miała rację. On też nadal coś do mnie czuł. Przepełniona nieoczekiwanym szczęściem, pochyliłam się w jego stronę, by delikatnie go pocałować. On przyciągnął mnie jeszcze bliżej i już po chwili delikatny z pozoru pocałunek przerodził się w dużo bardziej namiętny, po którym wkrótce brakowało nam tchu i musieliśmy to przerwać, bo było jasne, do czego to prowadziło, a ja… nie wiedziałam, czy w ogóle pamiętałam, jak to było iść z kimś do łóżka. Ciężko też było czuć się seksownie, będąc w ciąży. Niby nie miałam jeszcze ogromnego brzucha, ale jednak był on zdecydowanie mocno zarysowany i samo to mnie stresowało. Nadal czasami zapominałam o dziecku. Może dlatego, że wolałam o nim nie pamiętać. Nie czułam się do niego przywiązana. Coś się we mnie zmieniło, gdy oglądałam ubranka, ale oprócz tego… działo się zbyt dużo, bym mogła w pełni skupić się na ciąży, która do tej pory kojarzyła mi się tylko ze stresem i strachem.
— To co z tą pizzą? — wydusiłam po chwili. — Zamawiamy?
Harvey nagle uśmiechnął się szeroko, przez co na chwilę mnie zatkało. Tak dawno nie widziałam u niego tego uśmiechu… Będąc z Sheilą, zawsze był raczej zdystansowany; jak to raz powiedziała Julie — „neutralny”. Nie wyglądał ani na szczęśliwego ani na załamanego. Ale na pewno nie uśmiechał się tak jak teraz. Nie żartował tak jak kiedyś. Sądziłam, że zachowywał się tak ze względu na mnie. Emanował stoickim spokojem, bo wiedział, że właśnie tego potrzebowałam. Chyba jednak mimo wszystko ten dawny Harvey nadal gdzieś się krył.
— Nie, już nie zamawiamy. Robimy.
— Naprawdę?
— Chodź. — Pociągnął mnie za rękę, bym wstała z kanapy i przeszliśmy z powrotem do części kuchennej. — Dostałem to od rodziców na urodziny. — Wyciągnął z jednej z szafek mały okrągły piecyk w czerwonym kolorze. — Mama stwierdziła, że skoro ciągle obżeram się pizzą, to mogę chociaż robić ją sobie sam. Z początku byłem mocno sceptyczny, ale to super sprawa. Pizza stąd wychodzi lepsza niż w niejednej knajpie. No i robi się dużo szybciej. Teraz mam drożdży pod dostatkiem, cały czas, choćby nie wiem co. Ostrzegam, że ten smak uzależnia. To jak? Masz ochotę? — Znowu posłał mi szeroki uśmiech, który odwzajemniłam, po raz pierwszy od dawna nie przymuszając się do tego.
Szczęście. Znowu zaczynałam je czuć.  

Do mieszkania wróciłam dużo później niż zakładałam, a Julie wyglądała, jakby zaraz miała wybuchnąć.
— Możesz mi powiedzieć, co się dzieje? — zaczęła, ledwo przekroczyłam próg. — Zostawiłaś mnie umierającą z ciekawości, po czym wróciłaś sześć godzin później.
Sześć godzin? Czułam się, jakby minęła maksymalnie godzina. Czas spędzony z Harveyem leciał zdecydowanie zbyt szybko. Po zjedzeniu pizzy, która była absolutnie przepyszna, zrobiłam się trochę senna, ale nie chciałam jeszcze wracać do domu, więc poszliśmy się położyć. Dziwnie leżało mi się w łóżku Harveya ze świadomością, że leżała tam Sheila i że najprawdopodobniej uprawiali tam seks, ale nie czułam jej zapachu ani nie widziałam innej oznaki, że była tam niedawno, więc w końcu wyrzuciłam ją z głowy. Leżeliśmy, na wpół śpiąco, przytulając się i to było absolutnie wspaniałe. Czułam się… jak w domu. Tak jak zawsze z nim. Przez głowę przemknęła mi myśl, że nawet gdyby Gavin nie okazał się tym, kim się okazał — okrutnym, agresywnym socjopatą — to i tak nigdy nie poczułabym się przy nim jak przy Harveyu. Owszem, kochałam go na tyle, by wziąć z nim ślub, ale nigdy nie czułam się przy nim tak swobodnie. Nawet, gdy miał lepsze dni, gdy jeszcze ukrywał prawdziwego siebie. Nawet wtedy w górach, wywalając się na nartach na puchatym śniegu. Przy nim byłam inna. Kochałam go inaczej. Moją prawdziwą miłością był Harvey i nawet po wszystkim, co przeszłam, to się nie zmieniło.  
— Harvey zerwał z Sheilą — zaczęłam. Próbowałam to powiedzieć bez głupkowatego uśmiechu, ale chyba mi nie wyszło. Julie aż pisnęła.
— O mój Boże, nareszcie!
— A więc cieszymy się teraz z czyjegoś nieszczęścia?
— Sama się prosiła. No dobra, ale co z wami? Zerwał z nią dla ciebie? Co ci powiedział?
Była chyba jeszcze bardziej podekscytowana niż ja. Streściłam jej te parę godzin, wspominając o tym, że tak naprawdę to Harvey nie powiedział mi nic i musiałam dowiedzieć się od Sheili. Powiedziałam też, że nie chciał od razu rzucać się w związek, a wtedy Julie pokiwała głową.
— Moim zdaniem ma rację. Ciężko mu przychodzi podejmowanie decyzji, ale jak w końcu to zrobi… — Uśmiechnęła się. — Czy teraz w końcu rozważysz pójście na jakąś terapię? Skoro ja cię nie przekonałam, może Harvey to zrobi.
— Pójdę, Julie, jasne, że tak, ale gdy ostatnio o tym rozmawiałyśmy, miałam co innego na głowie… teraz sytuacja diametralnie się zmieniła.
— Fakt. Ale możesz być już spokojna. Gavin wyjechał.
— Albo nie żyje — powiedziałam ponuro, na nowo tracąc humor. Powrócił stres i ogarnęło mnie zimno. Wyciągnęłam z kieszeni komórkę i wpisałam jego nazwisko w Google, ale nie wyskoczył mi żaden nekrolog, żadna wiadomość… ale to nic nie zmieniało. Nadal nie byłam pewna.  
— To zabrzmi brutalnie, ale byłoby lepiej, gdyby nie żył.
— Julie!
— No co? Taka prawda, tylko nikt nie chce powiedzieć tego głośno. Wtedy nie musiałabyś już się bać, a tak… ryzyko zawsze będzie. Minimalne, ale jednak. — Westchnęła. — A tak chociaż już nikogo by nie skrzywdził.
— Nie chcę życzyć mu śmierci. — Skrzywiłam się. — Chciałabym tylko…  
— Żeby nie był potworem. Wiem. Ale to się już nie spełni. Skupmy się na tym, że po prostu go nie ma, ty możesz tu zostać, nie musisz się wyprowadzać… — Spojrzała zmieszana na nasze mieszkanie. — Choć właściwie możemy się zastanowić nad zmianą mieszkania, bo właściwie nie ma tu miejsca na pokój dla dziecka. Mogłybyśmy co prawda zrobić go tu, w saloniku, ale przydałyby się drzwi… chyba że już wprowadzasz się do Harveya?
— Tak, zwłaszcza że on nie chce ze mną być.
— Nie powiedział, że nie chce.
— Nie wprowadzam się do niego. — Też spojrzałam na mieszkanie i westchnęłam. — Masz rację z tym pokojem… wcześniej w ogóle o tym nie pomyślałam.
— Bo nie zamierzałaś tu zostać.
— To prawda. Ale teraz zostaję, więc… — Wzięłam głęboki oddech. — Na początku dziecko i tak będzie spało ze mną. Później… coś wymyślimy. Najwyżej ja będę spała w salonie, a swój pokój przeznaczę dla dziecka.  
— O, i to jest plan. Na pewno coś wymyślimy. Już nie mogę się doczekać — przyznała Julie, uśmiechając się szeroko. — Zawsze chciałam być ciocią, ale nigdy nie miałam okazji. Teraz wreszcie się nadarza.
Nie mogłam się powstrzymać i też się uśmiechnęłam.
— Będziesz najlepszą ciocią pod słońcem. — Telefon zawibrował, więc podniosłam go do oczu, by odkryć wiadomość od Harveya:
HARVEY: Słodkich snów. Mam nadzieję, że w nich będę.
Zaczerwieniłam się jak nastolatka. Wciąż nie docierało do mnie to, jak szybko zmieniła się nasza sytuacja… i że jemu naprawdę nadal na mnie zależało. Musiałam się na nowo do tego przyzwyczaić.

Może była to kwestia tego, że nagle wszystko się wyciszyło i wyjaśniło, ale chyba powoli odzyskiwałam spokój ducha. Dokładnie tak to odczuwałam — jakby wszystko się uspokoiło, jakby w końcu było tak, jak miało być. Wróciła mi chęć do życia i apetyt. Ciągle jadłam i stopniowo się zaokrąglałam — nie tylko mój brzuch, ale cała ja. Piecyk do pizzy Harveya stał się moją nową obsesją i faktycznie, już nie chciałam zamawiać pizzy z pizzerii, bo nie smakowała tak dobrze. Mówiłam, że jeszcze nie miałam zachcianek, ale nagle bardzo często miałam ochotę na winogrona i babeczki jagodowe. Te trzy rzeczy mogłam jeść bez końca. Fakt, nie mogłam jeść tylko ich, starałam się też odżywiać zdrowo. Dbała o to najbardziej moja mama, która chyba też dopiero doszła do siebie po wszystkim, co się stało i zaczęła gotować. Dużo, bardzo dużo — przeróżne zapiekanki, zupy, ciasta w odchudzonej wersji. Ponieważ był koniec maja, było jasno i ciepło i w tym momencie świat nie wydawał mi się już taki przerażający. Gavina nie było. Przestałam wnikać, gdzie był. Czasem nadal sprawdzałam nekrologi, ale nie znalazłam tam żadnych informacji o Gavinie. Mimo wszystko czułam względny spokój. Strach nie zniknął, ale chwilowo dałam mu odejść. Musiałam, bo inaczej bym zwariowała.
Julie i Brian w końcu oficjalnie zostali parą. Bardzo się cieszyłam, widząc, jacy byli szczęśliwi i nadal ciężko było uwierzyć, że stało się to właściwie dzięki mojemu niewinnemu kłamstewku. Resztę załatwił los. Teraz Brian często wpadał do nas do mieszkania, gdy akurat wszyscy troje mieliśmy wolne, a czasami szliśmy gdzieś we trójkę po pracy. Pewnego wieczora wyszliśmy nawet w czwórkę, razem z Harveyem. Trochę się ociągał, ale w końcu go namówiłam. Brian zmierzył go tylko bacznym spojrzeniem i wyglądał, jakby chciał mu coś powiedzieć, ale ostatecznie tylko się uśmiechnął i zaczęli gadać o komputerach. Czułam się prawie jak na podwójnej randce, tylko że ta była dużo bardziej udana niż poprzednia.  
W końcu poszłam porozmawiać z Darrenem o ciąży. Wydawał się mocno zdziwiony. Nie zapytał, czy to dziecko Gavina, ale właściwie nie musiał, bo miał to wymalowane na twarzy. Nie odpowiedziałam jednak na to niezadane pytanie; oświadczyłam tylko, że będę pracować, dopóki mój stan mi na to pozwoli, ale później będę musiała zostać w domu z dzieckiem przez dłuższy czas, bo nie będę miała nikogo do pomocy. Nawet nie skłamałam, bo przecież nie miałam żadnego partnera, a przynajmniej takiego stuprocentowego, bo nadal nie wiedziałam, jak miały się sprawy ze mną i z Harveyem. Było za wcześnie, byśmy mogli o tym decydować. Darren tylko pokiwał głową i wymamrotał gratulacje. Już miałam wychodzić, ale jeszcze się odwróciłam, by powiedzieć stanowczo:
— Mam nadzieję, że pamiętasz o tym, żeby nikomu nie podawać tej informacji. — Mówiąc „nikomu”, miałam oczywiście na myśli byłego męża.
Darren skrzywił się wtedy potwornie.
— Będziesz mi to wypominać do końca życia?
— Prawdopodobnie — odparłam, zdziwiona tym, że w ogóle zaczął ten temat. — Ujawniłeś poufne dane pracownika. Czego się spodziewałeś? Powinieneś się cieszyć, że nie odeszłam.
— Przecież wiesz, jaki jest Gavin. Jemu nie sposób odmówić.
Zamilkłam, bo właściwie nie wiedziałam, co powiedzieć. Tak naprawdę nie miałam pojęcia, co łączyło Gavina i Darrena. Wiedziałam tylko, że się znali. Gavin chyba mówił, że się kolegowali… ale on mówił wiele rzeczy. Wiele z nich było kłamstwem.  
— Co to znaczy? — zapytałam w końcu.
— Pożyczył mi trochę pieniędzy na otwarcie kawiarni — mruknął Darren, nie patrząc na mnie, a wtedy wszystko stało się jasne. — I twierdził, że mam mu ich nie oddawać. Potem jednak użył tego argumentu, by zmusić mnie do podania mu twojego adresu.  
Nawet mnie to nie zdziwiło. Już nie. Gavin był zdolny do dużo gorszych rzeczy.
— Zrozum, miałem nóż na gardle, a to był tylko adres. Gdyby chciał zadać sobie nieco więcej trudu, pewnie sam by go znalazł, innym sposobem. Nie sądziłem, że to coś wielkiego. — Wzruszył ramionami. — Zresztą, wzięliście potem ślub, więc…  
— Oglądałeś nagranie, o które prosiła cię Julie? — zapytałam głosem tak delikatnym, jakbym mówiła do dziecka.
— Znaczy to, którego kategorycznie zażądała, wygrażając mi? — poprawił mnie ironicznie.
— Oglądałeś?
Westchnął ciężko.
— Być może na nie zerknąłem.
— Więc wiesz, że byłam wtedy pokryta siniakami. Jak myślisz, skąd się wzięły? — Darrenowi chyba odebrało mowę, a ja dodałam: — Tak, zrobił mi to twój wspaniały kumpel Gavin. Być może mogłabym tego uniknąć, gdybyś nigdy nie podał mu mojego adresu. — To pewnie była nieprawda, Gavin z łatwością mógłby inaczej do mnie dotrzeć, ale bardzo chciałam, by Darren zrozumiał, że już nigdy więcej ma się nie zachować w podobny sposób. — Więc chyba rozumiesz, że informacja o mojej ciąży…  
— Nawet gdybym chciał mu powiedzieć… a nie chcę — dodał szybko, widząc moją minę. — To i tak bym nie mógł. Zapadł się pod ziemię. — Wzruszył ramionami, a mnie zmroziło.
— Co to znaczy?
— Wyjechał, nie? Nie mam z nim kontaktu, ale coś słyszałem. Ponoć zostawił wszystko, rzucił pracę i gdzieś wyjechał. Nie wiem dokąd, nie interesuje mnie to. — Wstał z fotela, na którym siedział. — Gdyby teraz chciał mnie szantażować, mam już kasę, by spłacić tego kretyna, więc niczego więcej ode mnie nie usłyszy. Możesz być spokojna. Coś jeszcze?
— Nie. To wszystko.
— W takim razie wracam do pracy. — Minął mnie, wychodząc z biura. Stałam tam jeszcze przez chwilę, przetwarzając informacje, po czym też wyszłam. Darren instruował właśnie Pam, jak miała zrobić mrożoną kawę, choć ona doskonale to wiedziała, bo sama ją tego nauczyłam. Pomachałam jej i wyszłam na zewnątrz, gdzie czekał na mnie Harvey. Podniósł głowę, gdy mnie zauważył.  
— Załatwione? — zapytał pogodnym tonem, pochylając się, by pocałować mnie w czubek głowy.
— Tak. Nawet wydusił z siebie gratulacje. — Lekko się uśmiechnęłam. — Nikomu nie powie.
— To dobrze. Wracamy?
— Tak.
Poszliśmy na przystanek, bo z wiadomych względów nie chciałam jeździć już motocyklem. To znaczy, chciałam, bo ciąża nadal była wczesna, a Harvey zawsze jeździł wolno i bezpiecznie, ale on wyczytał w Internecie, że i tak nie powinnam tego robić, bo podczas jazdy macica była narażona na wstrząsy, wibracje, a ja sama na stres i ryzyko uszkodzenia ciała. Stanowczo powiedział, że nie będzie ryzykował. Wiedziałam, że miał rację, więc odpuściłam, mimo że tęskniłam za jazdą na motocyklu. Powiedziałam, że odbiję to sobie, gdy będzie już po wszystkim.  
Tym razem pojechaliśmy do mojego mieszkania. Julie była u Briana, więc było pusto i cicho. Odgrzałam nam na obiad zapiekankę od mamy, po czym poszliśmy się położyć, tak jak robiliśmy to na samym początku — Harvey ułożył głowę na moich udach, a ja wplotłam palce w jego włosy i zaczęłam je przeczesywać.  
I było prawie jak kiedyś.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 5013 słów i 27737 znaków.

1 komentarz

 
  • sylwinka

    Super. Może w końcu będą szczęśliwi, ale czuję, że jeszcze coś się wydarzy nieoczekiwanego, co znów zakłóci ich spokój

  • candy

    @sylwinka zapewne tak będzie... :D