Empiria – rozdział 13

Empiria – rozdział 13Stałam w poczekalni szpitala, niezdolna usiąść, a ręce trzęsły mi się tak bardzo, że byłam o krok od upuszczenia kawy. Był środek nocy, praktycznie rano, ale nie mogłam przecież spać. Musiałam pozostać przytomna, kiedy moja najbliższa przyjaciółka walczyła o życie.
Kiedy Harvey do mnie przyjechał, liczyłam po cichu, że Julie nagle magicznie pojawi się w drzwiach i będzie się śmiała z mojej paniki — ale tak się nie stało. Mało tego, Harvey przyjechał z Sheilą. Nawet nie wzięłam tego pod uwagę i na jej widok poczułam skurcz żołądka i chęć wymiotów. Pragnęłam, by Harvey mnie uspokoił, a zamiast tego byłam jeszcze bardziej zdenerwowana.
— Przepraszam — powiedział cicho, gdy znalazł się obok mnie. — Akurat była u mnie, gdy zadzwoniłaś.
Dlaczego mnie przepraszał? Wiedział, że wolałabym nie oglądać Sheili, a i tak zabrał ją ze sobą?
— Co się dzieje? — zapytała Sheila, rozglądając się po mieszkaniu.
— Moja przyjaciółka nie wróciła do domu. Miała przyjść od razu po pracy. Skończyła zmianę już parę godzin temu.
— Może poszła gdzieś na drinka?
Poczułam wzbierającą złość.
— Nie poszła na drinka. Powiedziała, że zobaczymy się w domu. Na pewno nie miała żadnych planów, a nawet gdyby miała, napisałaby mi wiadomość. Albo odebrała cholerny telefon. — Spojrzałam na Harveya z rozpaczą. — Wiesz, że nie panikowałabym bez powodu.
— O rany… — odezwała się Sheila, tak jakby dopiero to zrozumiała. — Myślisz, że twój mąż mógł jej coś zrobić?
Sztywna ze strachu, skinęłam głową.
— Och! Teraz mi głupio. Nie pomyślałam. — Sheila natychmiast do mnie podeszła i mocno przytuliła. Miałam ochotę ją odepchnąć. — Ale może to po prostu zbieg okoliczności.
— Może. Wszystko mogło się stać, a ja nawet nie wiem, gdzie ona jest.
— Byłaś już w kawiarni? — odezwał się Harvey. — Może… może nadal tam jest.
— Niby po co miałaby nadal tam być? — zapytała Sheila powątpiewająco.
— Nie wiem. Może zasłabła, zemdlała? Nie mam pojęcia. Ale skoro nie wiemy, co się z nią dzieje, to chyba kawiarnia jest pierwszym punktem, od którego należy zacząć poszukiwania.
— Nie wychodziłam. Zbytnio się boję.
— W takim razie pójdziemy tam we trójkę. Może coś się wyjaśni.
Wizja spaceru z Harveyem i Sheilą nie napawała mnie entuzjazmem, ale Harvey miał rację — może rzeczywiście coś się stało w kawiarni. Musiałam tam pójść, choćby po to, by sprawdzić, czy Julie tam nie było. Wzięłam klucze i wyszliśmy. Niemal całą drogę pokonaliśmy w milczeniu, bo ja byłam zbyt zdenerwowana i nie wiedziałam, co miałabym powiedzieć. Żałowałam, że Sheila tu była. Gdyby przyjechał tylko Harvey… Może jakoś by mnie uspokoił. Obecność Sheili tylko bardziej mnie denerwowała.
W końcu dotarliśmy pod drzwi, które były zamknięte i wyglądały tak jak zawsze. Mimo wszystko wsunęłam w zamek klucze i otworzyłam. Wyłączyłam alarm i zapaliłam światło, podczas gdy Harvey i Sheila stali w progu. Szybko omiotłam wzrokiem kawiarnię. Wyglądała dokładnie tak, jak powinna — wszystkie urządzenia były wyłączone, witryna z ciastami pusta, wszystkie ozdobne owoce schowane, podłoga umyta, krzesła i fotele położone na stołach. Julie na pewno tu była i wyszła, tak jak zawsze. Zajrzałam jeszcze do łazienki — zarówno tej dla pracowników, jak i tej dla gości. Obszukałam każde pomieszczenie, ale Julie tu nie było. Nic dziwnego, skoro drzwi były zamknięte.  
— Wszystko jest w porządku — powiedziałam, choć ze zdenerwowania plątał mi się język. Chyba wolałabym, żeby Julie tu leżała, nieprzytomna — bo wtedy bym ją znalazła i wiedziałabym, gdzie była. Teraz wpadałam w jeszcze większą panikę. — Boże, gdzie ona może być? Ktoś ją porwał albo…  
— Nie nakręcaj się. — Harvey podszedł do mnie szybko. — Jest ze sto powodów, dla których mogła nie wrócić…
— Naprawdę? To może mi je podaj, a najlepiej te dobre, bo póki co do głowy przychodzą mi same złe! — Starałam się nie krzyczeć, bo przecież to nie była jego wina, ale chyba niezbyt mi to wychodziło. — Dlaczego żadne z was nie chce mi uwierzyć, że to sprawka Gavina? — Spojrzałam na Sheilę, a potem znowu na Harveya. — Naprawdę uważacie, że to przypadek, że najpierw mi grozi, a parę dni później Julie nie wraca do domu i nie wiadomo, co się z nią stało?
Obydwoje zamilkli i widać było, że nie wiedzieli, co powiedzieć. Byłam o krok od płaczu, ale nagle ciszę wypełnił dzwonek mojej komórki. Niemal zemdlałam, gdy zobaczyłam na ekranie imię Julie.
A później odebrałam i wcale nie usłyszałam jej głosu. Usłyszałam za to jej mamę, która przedstawiła mi się drżącym głosem i niemal szeptem wyjaśniła, że jej córka jest w szpitalu. Ktoś potrącił ją samochodem.
Wypiłam całą kawę, ale nadal miętosiłam w ręku papierowy kubek, nie mogąc zmusić się, by go wyrzucić. Harveya już ze mną nie było. Chciał zostać i być może przystałabym na jego propozycję, ale sam fakt, że Sheila była z nim, wszystko utrudniał. Jak musiałam wyglądać w jej oczach? Powtarzałam, by nie traktować mnie jak ofiarę i sierotę, ale cały czas na taką pozorowałam. Sama się prosiłam, by tak mnie traktowano. Zadzwoniłam po Harveya tylko dlatego, że był jedyną osobą, która była w stanie mnie uspokoić. Nadal traktowałam go jako swojego chłopaka albo jako równie ważną osobę, a przecież już nie miałam do tego prawa. Nie mogłam oczekiwać, że będzie wiecznie mi pomagał i że będę mogła do niego dzwonić za każdym razem, gdy będę miała problem. Nawet jeśli Sheila rozumiała naszą relację, wolałam nie wchodzić na terytorium, które teraz było jej. Nieważne, jak bardzo bolał mnie brak Harveya w moim życiu, musiałam radzić sobie sama.
Mama Julie wyglądała dokładnie jak jej córka, jedynie nieco starsza. Bardzo doceniałam, że do mnie zadzwoniła i że w ogóle poinformowała mnie, co się stało — bo przecież nie miała żadnego obowiązku tego robić. Jej córka właśnie wylądowała w szpitalu. Wiedziała jednak, że byłam przyjaciółką Julie i na pewno odchodziłam od zmysłów. Gdy dotarłam do szpitala, uścisnęła mnie krótko, mimo że widziała mnie pierwszy raz w życiu. Wyjaśniła, że zadzwonili do niej ze szpitala, ale nie widziała Julie, bo od razu zabrano ją na salę operacyjną. Tomografia głowy wykazała krwiak podtwardówkowy. Ledwo powstrzymywałam łzy, bo byłam przekonana, że to wszystko było moją winą.
— Kto zadzwonił po pogotowie? — zapytałam cicho.
— Przechodzień. To była późna pora, ludzi dookoła było niewielu… Zadzwonił też po policję, ale nie zdążył spisać tablicy rejestracyjnej. Ktokolwiek ją potrącił, uciekł.
Siedziałyśmy obok siebie w poczekalni, ale nie rozmawiałyśmy. Zastanawiałam się, czemu mama Julie była tu sama. Co z jej ojcem? Julie nigdy o nim nie wspominała. W głowie miałam mętlik. Żelazny strach ściskał mi gardło i wnętrzności. Czy operacja się uda? Czy Julie… umrze? Nie, nie dopuszczałam do siebie tej myśli. Ona nie mogła umrzeć. Musiała żyć. Była moją najlepszą przyjaciółką. A jeśli to przeze mnie… jeśli Gavin miał coś wspólnego z tym wypadkiem… umrę. Nie będę chciała dalej żyć. Nie, jeśli zabiłam Julie swoim uporem.
Uspokój się, powtarzałam sobie w myślach. Może to naprawdę był tylko przypadek.
Minęło parę godzin, ale w końcu zobaczyłam, jak w naszą stronę kieruje się lekarz. Mama Julie od razu poderwała się na równe nogi, ale ja nie byłam w stanie się ruszyć. Wpatrywałam się intensywnie w ubranego na niebiesko mężczyznę, a w momencie, gdy powiedział, że operacja się udała, uszło ze mnie całe powietrze. Prawie zwymiotowałam wypitą kawę. Ogromny stres w sekundę opuścił moje ciało i zrobiło mi się niedobrze. Julie przeżyła. To było najważniejsze.
Nie mogłam jej zobaczyć, bo leżała na OIOM-ie, a tam wpuszczano tylko członków rodziny. Słabym głosem poprosiłam jej mamę, by mnie informowała o jej stanie. Jeszcze się nie obudziła i nie wiadomo było, kiedy to nastąpi, więc nie mogłam jeszcze całkiem się rozluźnić. Widziałam chodzącą policję, która zapewne już chciała szukać sprawcy, ale co tak naprawdę mogła zrobić? A jeśli w okolicy nie było kamer? Sprawca uciekł. Jedyną nadzieją był ten przechodzień, ale podobno nie widział tablic rejestracyjnych.  
Napisałam wiadomość do Harveya, że Julie jest już na oddziale intensywnej terapii i że operacja się udała. Dochodziła czwarta rano. Nie mogłam tu dłużej siedzieć, i tak nie mogłam wejść na oddział. Postanowiłam wrócić do mieszkania i czekać na wiadomość. Gdy Julie się obudzi, będę mogła ją zobaczyć. Nie “jeśli” — gdy. Nie było innej możliwości.
Było jeszcze ciemno, ale na szczęście tuż obok szpitala znajdował się postój taksówek. Wiedziałam, że sporo zapłacę, biorąc taksówkę z postoju, ale miałam to gdzieś. Przystanęłam, obserwując, który z kierowców nie przysypiał i wyglądał na całkiem przytomnego, kiedy nagle usłyszałam głos:
— Jak się czuje twoja przyjaciółka?
Cała zdrętwiałam. Przez chwilę miałam nadzieję, że to omamy. Odwróciłam się, drżąc i spojrzałam prosto w te niebieskie oczy, które będą mnie prześladować do końca moich dni.  
— Co ty tu robisz? — zapytałam cicho, choć w mojej głowie szalała burza.
Gavin wcale nie wyglądał na niewyspanego. Mimo że była pieprzona czwarta rano, był w garniturze. Na jego widok poczułam zastrzyk adrenaliny, który nakazywał mi uciekać, ja jednak stałam w miejscu, a serce biło mi nieznośnie szybko. Miałam rację. To była moja wina. To była jego wina, jego sprawka.
— To ja zadzwoniłem po pogotowie.
Chyba się przesłyszałam.
— Ty?  
— Co cię tak dziwi, kochanie?
— Nie nazywaj mnie tak — syknęłam. Przerażenie zaczynało ustępować miejsca wściekłości. — Ty zadzwoniłeś po pogotowie? Bo jesteś takim dobrym samarytaninem i akurat byłeś w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie? Nie rób ze mnie idiotki! To twoja sprawka!
Gavin tylko się roześmiał, jakbym była dzieckiem, które powiedziało coś zabawnego.
— Sugerujesz, że to ja ją potrąciłem? Nie wiedziałem, że opanowałem umiejętność bycia w dwóch miejscach naraz…
— Może zapłaciłeś komuś, żeby ją potrącił i poszedł za ciebie do więzienia! Przecież to twój ulubiony sposób — przekupić kogoś. — Zacisnęłam zęby, walcząc ze łzami. Znowu czułam się bezsilna. Nie miałam żadnego dowodu, choć byłam przekonana, że to on. To tak chciał mnie zmusić do wycofania pozwu. Ostrzegał mnie. A ja nie posłuchałam. — Jak mogłeś, Gavin? Jak… Przecież ona mogła umrzeć!
— Nie będziesz mnie oskarżać o coś, czego nie zrobiłem — powiedział na pozór spokojnym głosem, choć ja już wiedziałam, co się za nim kryło — gotowość do walki. — Przypadkiem byłem świadkiem zdarzenia. Zadzwoniłem po pogotowie. Pomogłem jej. Sugerując, że to ja stałem za tym wypadkiem, brzmisz jak wariatka. Przykro mi, ale to prawda. — Wsunął ręce w kieszenie spodni. — Chcesz wyjść na niepoczytalną? Policji się to nie spodoba. Chyba zaczną kwestionować prawdziwość twoich zeznań. Oczywiście, zawsze możesz… wycofać pozew. Wtedy wszystko samo się rozwiąże.
— Jesteś chory! — syknęłam. Oczy wypełniły mi się łzami, zamazując obraz. — Chciałeś zamordować moją przyjaciółkę! Tak właśnie chcesz mnie zmusić do uległości? Zabijając tych, na których mi zależy?
— Przecież Julie żyje. Operacja się udała — ciągnął tym samym spokojnym głosem. — To był tragiczny wypadek, ale na szczęście nic się nie stało.
A więc to była jego taktyka. Gdybym chciała dalej upierać się przy swoim, zamierzał zrobić ze mnie wariatkę — bo nikt nie weźmie moich przeczuć za dowód, że to Gavin stał za wypadkiem Julie. Uwierzą jemu, bo to on zadzwonił po pogotowie. Nie on prowadził samochód. Sam zbieg okoliczności nie wystarczy. Miał rację, naprawdę brzmiałam jak wariatka — a zwłaszcza dla policji. Nie miałam z nim szans. Gavin był potworem — bezdusznym, zdolnym absolutnie do wszystkiego. Myślałam, że jego okrucieństwo ograniczało się tylko do bicia mnie.  
Pomyliłam się.
Zorientowałam się, że szlochałam jak dziecko, a on przyglądał mi się z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.
— Wygrałeś — wyszeptałam w końcu, ocierając łzy z mokrej twarzy. Spojrzałam mu prosto w oczy. — Słyszysz? Wygrałeś! Zrobię co chcesz. Wycofam pozew. Błagam. Nie krzywdź już nikogo więcej… proszę!  
Uśmiechnął się szeroko, tak jakby tylko na to czekał.
— Wspaniale. Wiedziałem, że się dogadamy. W takim razie nic już nie stoi mi na przeszkodzie, by oddać ci to… — Wyjął z kieszeni mój złoty łańcuszek z kolibrem. Automatycznie wyciągnęłam po niego rękę, ale Gavin cisnął go na ziemię, trafiając w małą kałużę. Łańcuszek wylądował prosto w brudnej wodzie. — A więc czekam na telefon, że zarzuty wobec mnie zostały wycofane. Lepiej, żebym nie czekał długo. A ty… powinnaś się przespać. Wyglądasz okropnie.
Jak kiedykolwiek mogłam go kochać? Jak mogłam myśleć, że będę z nim szczęśliwa? Jak on mógł aż tak doskonale grać? Uwierzyłam, że mnie kochał. Uwierzyli w to moi rodzice. Widzieli w nim ideał, tymczasem on był najprawdziwszym diabłem.
Zaczął powoli odchodzić. Mimo że niczego nie chciałam bardziej, niż żeby zniknął, nagle wyrwały się ze mnie słowa:
— A rozwód?
Zatrzymał się i odwrócił, patrząc na mnie z uniesioną brwią. Dopiero teraz zobaczyłam, że nadal nosił obrączkę. Zachciało mi się śmiać. Chyba byłam już w kompletnej rozsypce. Albo na skraju załamania nerwowego.
— Powiedziałeś, że wycofam pozew, a ty dasz mi rozwód — dodałam.
— Za późno — powiedział krótko, a mnie zrobiło się nagle bardzo zimno. — Ta oferta jest już nieaktualna. Rozmyśliłem się.
— Gavin…  
— Mam nadzieję, że podoba ci się życie jako moja żona, bo tak łatwo się z niego nie wywiniesz. A jeśli znudzi ci się jakiekolwiek miejsce, w którym teraz mieszkasz… zawsze możesz do mnie wrócić. Bo ja nadal cię kocham. — Uśmiechnął się szeroko, patrząc na moje niedowierzanie i znowu zaczął odchodzić.  
Poczułam, jak moje wnętrzności gwałtownie się zaciskają.
Zgięłam się wpół i obficie zwymiotowałam.

Udało mi się zasnąć tylko na dwie godziny. Gdy się obudziłam, poczułam, że chyba w całym swoim życiu nie czułam się gorzej. Nawet, gdy umarła Olivia, mój ból był inny. Czułam się, jakby ktoś po kawałku rozrywał całe moje ciało na strzępki, ale chociaż wiedziałam, że moja siostra była w miejscu, w którym nie musiała już cierpieć.
Wiele bym dała, by też trafić do takiego miejsca, zamiast przebywać w tym piekle na ziemi.
Głowa niemiłosiernie mnie bolała. Nie byłam w stanie myśleć czy choćby się ruszyć. Przez głowę przelatywały mi myśli kompletnie ze sobą niepowiązane. Nie potrafiłam ich uchwycić ani połączyć.
Wypadek. Gavin. Szpital. Julie. Rozwód. Harvey. Samochód. Sheila.  
W dłoni wciąż ściskałam naszyjnik z kolibrem, choć patrzenie na niego samo wyciskało mi z oczu łzy. Nie był już taki sam. Teraz był brudny, skażony. Był czymś, co Gavin zbezcześcił.  
Wciąż nie dowierzałam, że posunął się aż do tego. Że naprawdę był w stanie skrzywdzić Julie, by zmusić mnie do wycofania pozwu.  
Nie miałam już siły z nim walczyć. Nie obchodziło mnie, co się teraz stanie. Nie obchodziło mnie, że nie da mi rozwodu. Chciałam tylko ochronić najbliższych — dlatego podźwignęłam się na nogi, poszłam do kuchni, by napić się wody i połknąć dwie tabletki przeciwbólowe, a później wybrałam numer komisarz Fox. Do rozprawy jeszcze nie doszło, więc miałam nadzieję, że uda mi się załatwić to szybko.
Kobieta nie była zachwycona. Prawdę mówiąc, wydawało mi się, że była zszokowana. Próbowała wyciągnąć ze mnie powód tak nagłej decyzji, ale stanowczo ucięłam wszystkie jej pytania. Mój mąż był psychopatą, z którym nie należało walczyć — to był powód. Niby jak miałam go jej przedstawić tak, by nie wyjść na wariatkę?
Musiałam jeszcze potwierdzić wycofanie pozwu u prokuratury, ale sprawa była już załatwiona. Komisarz zgodziła się bardzo niechętnie, choć przecież sama ostrzegała mnie, jak to może się skończyć.
Przegrałam. Tak jak sądziłam.

Nie wiedziałam, co miałam zrobić jako pierwsze. Musiałam zadzwonić do Darrena i powiedzieć mu o wypadku Julie. Nie wiedziałam, czy jej mama miała do tego głowę. Ja też nie powinnam w tym stanie iść do pracy. Powinnam poinformować o całej sprawie rodziców. Harveya. Kirę. Oni wszyscy byli gotowi mi pomóc, a ja nikomu nie powiedziałam, że wycofuję pozew. Zapewne będą wściekli. Czy w ogóle mi uwierzą, gdy powiem, że to Gavin stał za tym wszystkim? Chciał, bym czuła się jak wariatka i udało mu się to. Zaczynałam wątpić nawet w samą siebie.
W końcu nie zrobiłam żadnej z tych rzeczy. Zamiast tego zadzwoniłam do Briana i poprosiłam, by do mnie przyjechał. Podałam mu nasz nowy adres. Miałam wrażenie, że zgodził się raczej niechętnie, ale powiedział, że będzie za godzinę. Niestety, nie miałam wiadomości od mamy Julie, co oznaczało, że przyjaciółka nadal się nie obudziła.  
Harvey dzwonił do mnie parę razy, ale nie odebrałam. Zamiast tego poszłam pod prysznic, by poczuć się choć trochę jak człowiek. Miałam wrażenie, że włączył mi się tryb przetrwania, bo choć byłam śmiertelnie zmęczona, działałam jak na autopilocie. Nie mogłam nic przełknąć, więc tylko piłam kawę, by nie zasnąć w najmniej odpowiednim momencie. W końcu usłyszałam pukanie do drzwi. Wpuściłam Briana do środka. Nie miał najweselszej miny.
— A więc się przeprowadziłyście? Ty i Julie? I nie powiedziałyście mi? Sympatycznie. — Rozglądał się dookoła, aż w końcu jego wzrok spoczął na mnie. — A dlaczego kazałaś mi tu przyjechać bladym świtem? Gdzie Julie?
— Usiądź — powiedziałam cicho, wskazując mu fotel.  
Usiadłam obok niego i opowiedziałam wszystko to, co dusiłam w sobie przez ostatnie miesiące. Ze łzami w oczach wyznałam, że mąż mnie bił, a ja usiłowałam to ukrywać. Że Julie wszystkiego się domyśliła, próbowała mi pomóc, a ja ją odtrącałam. Później opowiedziałam, jak uciekłam, jak się ukrywałam, jak Gavin mi groził… Brian wyglądał, jakby chciał mnie przytulić, ale gdy dotarłam do wydarzeń z wczorajszej nocy, poderwał się na równe nogi, a jego twarz wykrzywiły szok i wściekłość.
— Ty chyba żartujesz!
— Nie. — Pokręciłam głową. — Brian, tak strasznie mi…
— Przykro? Nie, tylko nie mów, że ci przykro! Nie masz prawa tego mówić, jeśli to przez ciebie Julie leży teraz w szpitalu!  
Jego głos drżał, usilnie skrywając ból i strach, i gdy tak krzyczał, uświadomiłam sobie nagle…  
Brian był w niej zakochany.
Już dawno temu mówił, że zakochał się w dziewczynie, która traktowała go tylko jak kolegę. Nie przywiązywałam do tego zbytniej uwagi, byłam zbyt zajęta sobą. Teraz to stało się takie oczywiste.
— Nie wiedziałam, co robić! — Też wstałam, a mój krzyk brzmiał bardziej jak płaczliwy jęk. — Wszyscy namawiali mnie, żebym nie wycofywała pozwu, Julie też! Nie sądziłam, że Gavin posunie się do czegoś takiego! Chciałam po prostu, żeby dostał za swoje, rozumiesz? Żeby zrozumiał, jak ja się czułam przez te wszystkie tygodnie, gdy mnie bił, kopał, popychał… — Znowu miałam w oczach łzy. Brian chyba też. Staliśmy naprzeciwko siebie, oddychając szybko. Czułam, jak serce pulsuje mi boleśnie. Brian mnie obwiniał. Uważał, że to, co się stało, było moją winą. Choć sama też tak myślałam, świadomość, że mój przyjaciel prawdopodobnie w tej chwili mnie nienawidził, bolała jak sól wysypana na świeżą ranę. Czułam, jak cała nasza przyjaźń momentalnie się spala i zostaje z niej tylko popiół. — Przecież wiesz, że tego nie chciałam… Gdybym sądziła, że Gavin jest do tego zdolny… Brian, proszę, spójrz na mnie — jęknęłam, ale on pokręcił głową.
— Muszę jechać do szpitala.
— I tak nie wpuszczą cię na OIOM. Julie nadal jest nieprzytomna. Czekam na wiadomość od jej mamy…
— A więc muszę stąd wyjść, wszystko jedno dokąd. — Ruszył szybko w stronę drzwi.
— Brian, proszę cię! — zawołałam za nim, czując jeszcze większą rozpacz.
Nie obejrzał się. Trzasnął drzwiami, a ja znowu zostałam sama.
Opadłam na fotel i znowu się rozpłakałam. Miałam tego dość, ale nie mogłam powstrzymać łez. Miałam wrażenie, że cały świat sprzymierzył się przeciwko mnie. Co miałam teraz zrobić? Co mogłam zrobić, skoro wycofałam pozew, moja najlepsza przyjaciółka leżała w szpitalnym łóżku, Brian uważał, że to wszystko było moją winą, Gavin odmawiał mi rozwodu, a mężczyzna, którego kochałam… Był z inną kobietą.
Nie widziałam rozwiązania. Nie miałam siły go szukać. Chciałam po prostu zamknąć oczy, zasnąć i już się nie obudzić.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 3903 słów i 21725 znaków.

Dodaj komentarz