Empiria – rozdział 18

Empiria – rozdział 18Po powrocie z porannej zmiany siedziałam przykuta do laptopa, przeglądając strony z ubraniami i usiłując zdecydować, co powinnam kupić, co było mi absolutnie niezbędne, a z czym mogłam się wstrzymać. Nie było to łatwe, ponieważ zakupy kusiły i najchętniej kupiłabym wszystko, ale nie mogłam być tak rozrzutna. Nie miałam nieograniczonych zasobów gotówki, a musiałam oszczędzać na dziecko; co nie znaczyło, że sama miałam chodzić w starych ubraniach, które już do niczego się nie nadawały. Musiałam mieć nowe ciuchy, musiałam też kupić ubrania ciążowe, a ta myśl absolutnie mnie przerażała. Nie wyobrażałam sobie siebie z dużym, odstającym brzuchem, zwłaszcza dlatego, że ostatnio wcale nie tyłam, tylko chudłam. Pracowałam nad tym i widziałam, że powoli zaczynałam nabierać ciała. Moje kości powoli się chowały, z powrotem odzyskiwałam krągłości. Może to była kwestia ciąży, może zmiany psychiki i tego, że wiedziałam, że naprawdę muszę więcej jeść, a może po prostu bycie daleko od Gavina przywracało mi normalne odruchy i potrzeby.  
Niezbyt lubiłam zakupy online, ale przerażała mnie myśl o pójściu samej do centrum handlowego. Niby to nie było nic wielkiego, a nawet gdybym wpadła tam na Gavina, nie zrobiłby mi nic wśród ludzi — ale i tak się bałam. Straciłam poczucie bezpieczeństwa i wcale nie tak łatwo było je odzyskać. Czym innym było wychodzenie z Sheilą, przy której czułam się pewniej, ale sama? Nie mogłabym się skupić na wybieraniu ubrań. Julie nie mogła ze mną pójść, bo nadal leżała przykuta do łóżka. Ostatecznie mogłam poprosić Briana, ale przecież nie doradziłby mi w kwestii ubrań. Wolałam już spędzić parę ładnych godzin przy laptopie. To też miało swoje plusy — nie musiałam się męczyć i chodzić po wielkich sklepach, od razu wrzucałam rzeczy do koszyka i widziałam ostateczne saldo. Na razie mój brzuch nie był widoczny, więc szukałam ubrań, które będę mogła nosić aż do ostatnich chwil, ale i tu miałam dylemat. Chcąc nie chcąc, od razu w myślach porównywałam się z Sheilą i z tym, jak ona się ubierała, jak potrafiła dobierać do siebie ubrania i dodatki, podczas gdy ja wiecznie czułam się jak Kopciuszek. Nie chciałam taka być. Może musiałam wyjść w końcu ze swojej strefy komfortu, nawet jeśli dotyczyła rzeczy tak trywialnej jak ubrania.  
Ostatecznie odważyłam się na kupno paru bluzek w stylu boho, kilku topów, beżowych spodni z wysokim stanem, które bardzo mi się podobały; do tego dorzuciłam parę sukienek i stwierdziłam, że na razie to wystarczy. Większość rzeczy brałam z wyprzedaży, choć rozmiary znikały jak szalone. Ostateczna cena nie była co prawda tak kosmiczna, jak się spodziewałam, ale i tak miałam sporo wydać — zwłaszcza gdy dorzuciłam parę luźniejszych koszulek, w których łatwo można było ukryć brzuch oraz legginsy ciążowe. Widząc je w koszyku, miałam ochotę się roześmiać. Ja i ciążowe ubrania. Nie spodziewałam się tego nawet za parę lat, a co dopiero teraz. Na sama myśl czułam nerwowe ssanie w żołądku. Wiedziałam, że musiałam ochronić to dziecko przed Gavinem. Miałam rozwiązanie — konfrontację, tak jak doradzał mi Harvey — ale wciąż się bałam. Bo co, jeśli Gavin się zemści? Jeśli będzie tylko gorzej? Jeśli zrobi ze mnie wariatkę, odbierze mi dziecko i zostanę z niczym?
Już miałam płacić za zakupy, ale jednak się wstrzymałam. Powoli przesunęłam kursor na kategorię “Dla dzieci”, a później “niemowlęta”. Przez następne pół godziny oglądałam smoczki, body, sukienki dla dziewczynek, tak piękne, że mimowolnie zaczęłam się nad nimi rozpływać. Boże, skoro tak reagowałam na same ubrania, jak zareaguję na dziecko? Bałam się, że je znienawidzę, ale teraz, oglądając te piękne zestawy, już miałam ochotę ubierać w nie moje małe dzieciątko, cieszyć się nim każdego dnia. Ciężko było mi powiedzieć, czy wolałam chłopca czy dziewczynkę. Chłopiec mógłby mieć twarz Gavina, ale… przecież zło nie było dziedziczone. Zadbałabym o to, by moje dziecko miało wszystko, czego potrzebuje, a już zwłaszcza żeby czuło, że jest kochane. Nie miałoby ojca, ale wyszłabym z siebie, byle tylko mu go zastąpić. Byłabym i mamą i tatą. Byłabym…  
Nie rozumiałam już samej siebie. Dopiero mówiłam Julie, że jestem pustym wrakiem, że nie będę w stanie niczego dać dziecku, a teraz nagle czułam się na tyle silna, by ochronić je przed złem całego świata — w tym przed jego ojcem. Ciężko było powiedzieć, która Aurora była prawdziwa. Przecież oto robiłam zakupy w Internecie, by nie iść do centrum handlowego, do ludzi. Westchnęłam cicho. Czy Sheila też tak miała, gdy jej chłopak ją uderzył? Ona wydawała się taka odważna. Niczego się nie bała. Kompletne przeciwieństwo mnie. Nic dziwnego, że Harvey ją wybrał. Ja byłam wiecznie smutna, wiecznie cicha, płacząca. Sheila była jak żywioł. Czasem może nawet zbyt potężny, by go okiełznać, ale widocznie Harveyowi się to podobało. Moje myśli pobiegły w ich kierunku i już nie mogłam ich zatrzymać. Wyobraziłam sobie ich w łóżku i od razu się skrzywiłam, gdy gwałtowny promień bólu przeciął mi brzuch. Dlaczego wciąż to sobie robiłam?
Ponownie skierowałam wzrok na ekran, a usta same rozciągnęły mi się w uśmiechu, gdy zobaczyłam beżowy kombinezon dla niemowląt z nadrukiem i kapturem w kształcie pandy. Nie mogłam się powstrzymać i wrzuciłam go do koszyka. Nagłe wzruszenie ściskało mi gardło.  
Może i nie czułam się gotowa na macierzyństwo, może i miałam setki obaw i może wiązało się to z ogromnym bólem, ale w moim brzuchu rosła istotka, która będzie mnie kochała bezwarunkowo — a ja już zaczynałam kochać ją.
•  
Nagle poczułam się szczęśliwsza — jakby ktoś rzucił na mnie czar. Sama się sobie dziwiłam, gdy wstawałam rano z uśmiechem na twarzy. Nagle uwierzyłam, że ze wszystkim sobie poradzę. Czułam się inaczej. Gdy przyszły ubrania, przymierzyłam je wszystkie i nie żałowałam wydanych pieniędzy. Przez chwilę rozważałam pójście do fryzjera i zrobienie od nowa czerwonych refleksów, ale uznałam, że nie miało to sensu. Fakt, to przypomniałoby mi o moim dawnym życiu, ale może nie chciałam go pamiętać. Nie chciałam znowu być taka jak kiedyś. Już nie byłam tą samą osobą i nigdy nie będę. Co prawda czerwone refleksy wcale tego nie reprezentowały, ale gdzieś z tyłu głowy tkwiła mi myśl, że to właśnie w nich zakochał się Harvey, a to uczucie już dawno się wypaliło i właśnie w przeszłości powinno zostać. O mały włos nie pomyślałam, że Gavin także się w nich zakochał, ale przecież to nie była prawda. On nigdy nie był we mnie zakochany. Byłam dla niego jedynie pionkiem w jego cholernym planie stworzenia dysfunkcyjnej rodziny. Nie zamierzałam dopuścić, by się dowiedział, że ostatecznie dopiął swego. Musiałam w końcu zmusić go do rozwodu. Odwlekałam to, bo się bałam, ale czas nie działał na moją korzyść; wręcz przeciwnie. Nieśmiało chciałam, by Harvey był wtedy ze mną, ale nie wiedziałam, czy wypada mi go o to prosić.
Często rozmawiałam z rodzicami, którzy dopiero zaczęli oswajać się z wiadomością o ciąży. Mama dużo płakała, ale w głębi siebie chyba się cieszyła. Niezależnie od tego, jak zaszłam w ciążę, miała zostać babcią, a wiedziałam, że zawsze chciała nią być. Oboje zapewniali mnie, że zawsze ze wszystkim mi pomogą i dzięki temu też czułam się raźniej.
Czasem wpadałam do Julie, ale niekiedy nie miałam na to siły, więc często gadałyśmy na kamerkach, łączyłyśmy się na stronie, która pozwalała oglądać wspólnie seriale lub filmy. Miała już dość siedzenia w domu i obiecała, że wróci do mieszkania, jak tylko ściągną jej gipsy. Cieszyłam się, bo miałam już dość siedzenia samej. Zdążyłam się już przyzwyczaić do tego mieszkania, ale było zdecydowanie zbyt duże jak dla jednej osoby. Harvey nie odzywał się od czasu urodzin i zastanawiałam się, czy nie powinnam do niego napisać. W końcu to zawsze on przychodził do mnie lub odzywał się pierwszy. Nie wiedziałam jednak, co miałabym mu powiedzieć. Moje myśli wciąż uciekały w stronę Sheili, tego, że chętnie bym z nią porozmawiała o tym, czy po uderzeniu przez mężczyznę też tak bała się ludzi i wychodzenia samej na zewnątrz, ale Sheila… z jakiegoś powodu mnie onieśmielała, a mi było ciężko być z nią szczerą. Sama nie wiedziałam dlaczego. W głowie miałam słowa Julie — że z dwojga złego wolała już Kirę, bo Kira była szczera. Tego nie można było jej odmówić. W dodatku Kira może nie przeżyła tego co ja, ale wiedziała, jak to było być z Gavinem, mieszkać w jego złotej klatce i być od niego całkowicie zależną. Złapałam się na tym, że chciałam z nią porozmawiać. Nadal nie wybaczyłam jej tego, co powiedziała Harveyowi, ale w końcu sama powiedziała, że przecież ma za to u niego dług — do końca życia.  
W końcu nie wytrzymałam i poprosiłam Harveya o jej numer. Wydawał się zdziwiony, ale ostatecznie o nic nie zapytał. Wysłałam Kirze smsa i czekałam na odpowiedź. Nie byłyśmy przyjaciółkami, ale przecież sama powiedziała, że nie skończyłyśmy rozmawiać. Nagle nie postrzegałam jej już jako wroga. Była moją sojuszniczką, czy tego chciała, czy nie.
Zanim się obejrzałam, zapraszałam ją na kawę, a ona — ku mojemu zdziwieniu — zgodziła się. Byłam tak zdenerwowana, że chodziłam i sprzątałam, co najmniej jakby miała odwiedzić mnie sama królowa. Z nerwów upiekłam też ciasto do kawy, żeby mieć co zrobić z rękami. W końcu usłyszałam pukanie do drzwi i chwilę później Kira weszła do środka z wózkiem, w którym spała jej córeczka. Chyba też czuła się dziwnie w tej nowej sytuacji, ale tego nie okazywała. Zrobiłam jej kawę, sobie bezkofeinową — mimo że w teorii mogłam pić normalną, ale wolałam nie ryzykować — i zastanawiałam się, czy powinnam wspomnieć o swojej ciąży. Kolejna rzecz, która mnie z nią łączyła. Z jakiegoś powodu jej było łatwiej o tym powiedzieć. W dziwny sposób… ufałam jej. A Sheili nie.
Podałam jej kubek z napojem, a ona od razu przeszła do rzeczy:
— Czemu tu jestem?
— Bo sama powiedziałaś, że nie skończyłyśmy rozmawiać.
— Nie wiem, o czym tu rozmawiać. Przecież mnie nienawidzisz. — Odrzuciła do tyłu swoje blond włosy.
— Nie nienawidzę cię, a nawet jeśli… ty nienawidzisz mnie. — Uśmiechnęłam się, bo to właściwie było zabawne.
— Kiedyś cię nienawidziłam. Teraz… właściwie jesteś mi obojętna.
— A jednak tu przyszłaś.
Wzruszyła ramionami.  
— No cóż, można powiedzieć, że zmiękłam przez macierzyństwo…  
— Myślę, że nie chodzi tylko o to. Naprawdę chciałaś mi pomóc.
— Czy ja ci wyglądam na Matkę Teresę? — Wywróciła oczami. To było dziwne, ale jej wrogość nie robiła na mnie wrażenia. Przyzwyczaiłam się do niej, ale uważałam, że wcale nie mówiła serio. — Nie rozpływaj się tak. Po prostu wiem, jak to jest, a skoro Harvey poprosił, żebym się z tobą spotkała…
— A więc zrobiłaś to tylko dla niego?
— Co to ma za znaczenie? I tak wycofałaś pozew.
— Posłuchaj. — Pochyliłam się w jej stronę. — Co innego mogłam zrobić? Przez Gavina moja przyjaciółka wylądowała w szpitalu z krwiakiem mózgu. Kto wie, co by zrobił, gdybym go nie posłuchała. Ale… może możemy załatwić go inaczej.
— Niby jak?
— Konfrontując się z nim bezpośrednio. — Wzięłam głęboki oddech. — Zagrożę mu opublikowaniem materiałów, które miały być dowodami w sprawie…  
— I sądzisz, że to wystarczy?
— Dlaczego nie? Skoro chciał mnie zmusić do wycofania pozwu, to znaczy, że czuł się zagrożony. Co za różnica, czy zagrożę mu bezpośrednio czy za pomocą sądu? — Odchyliłam się z powrotem na oparcie. — Boję się, ale to moje jedyne wyjście. A ja muszę go zmusić do rozwodu. Nie chcę spędzać kolejnego dnia jako jego żona, choćby tylko na papierze.
Pomyślałam o obrączce, wrzuconej głęboko do jednej z szuflad, razem z moim naszyjnikiem z kolibrem. Długo myślałam, co z tym zrobić — tak samo jak z pierścionkiem zaręczynowym. Kusiła mnie myśl, by oddać wszystko do skupu złota i mieć chociaż trochę gotówki na czarną godzinę. Nie mogłam się jednak zmusić do oddania naszyjnika. I tak go nie nosiłam, ale nie czułam się gotowa, by się go pozbywać. Tak czy inaczej, na pewno musiałam pozbyć się obrączki i pierścionka — razem z Gavinem. Jak najszybciej.
— Dlaczego nie?
— Co? — Spojrzałam na nią ze zmarszczonymi brwiami.
— Serio, dlaczego nie? Jeśli byś mu pokazała, że masz na niego wywalone, to w końcu by się znudził i sam ci wysłał papiery rozwodowe. Prawdopodobnie żeby móc omamić inną dziewczynę, ale kogo to obchodzi? Jeśli odechciało ci się sprawiedliwości, to po prostu go olej i żyj swoim życiem.
— Nie mogę — powiedziałam cicho.
— A właśnie, że możesz. Mi też było ciężko, ale jakoś przetrwałam. Nie możesz wiecznie chować się po kątach i przed nim uciekać. Chcesz mu dać tą satysfakcję? Chcesz mu pokazać, że wygrał, bo już na amen spieprzył ci życie? Błagam — prychnęła. — Chyba jesteś na tyle ogarnięta, żeby tego nie robić.
— Jestem w ciąży — oznajmiłam, a Kira momentalnie zamilkła. Zacisnęłam mocno palce na kubku, czując, że w tym momencie mogłabym go potłuc. — To dziecko Gavina. Rozumiesz już, dlaczego muszę uzyskać rozwód? Nie mogę tak po prostu sobie żyć. Zrobiłabym tak, gdybym mogła, ale nie mogę ryzykować, że on zobaczy mnie z brzuchem i będzie ubiegał się o prawa do dziecka.  
— Nawet jeśli się to uda… — powiedziała powoli, marszcząc lekko czoło. — I da ci rozwód… I tak zobaczy cię z brzuchem, prędzej czy później. A wtedy wyjdzie na jaw, że to przed nim ukryłaś w trakcie rozwodu. I będzie mógł cię pozwać.
Cholera jasna. O tym nie pomyślałam. Natychmiast zrobiło mi się gorąco.  
— Więc się wyprowadzę — powiedziałam, ale głos mi drżał. — Zdobędę rozwód i się wyprowadzę gdzieś daleko. Załatwię zakaz zbliżania się. Nie musi wiedzieć. Nie może wiedzieć… Nie może nigdy zobaczyć tego dziecka. — Obronnym gestem zakryłam brzuch. — Ty na pewno mnie rozumiesz. Wiesz, że muszę od niego uciec.
— O co mnie prosisz?
— O nic — powiedziałam szczerze. — Naprawdę, o nic. Wycofałam już pozew, więc nie musisz zeznawać. Chyba chciałam tylko… porozmawiać.
— Bo jesteśmy nagle takimi przyjaciółkami? — Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.
— Przyjaciółkami na pewno nie jesteśmy. — Wysiliłam się na lekki uśmiech. — Ale z jakiegoś dziwnego powodu jesteś kimś, kto mnie rozumie, kto ma pojęcie, przez co przeszłam. Niechętnie to przyznaję, ale miałyśmy dwóch tych samych facetów. — W dodatku skrajnie różnych. — To chyba o czymś świadczy. Jesteśmy… podobne.
— Co najwyżej mamy podobny gust w facetach — poprawiła mnie, a kącik jej ust jakby lekko drgnął. — Bo podobne nie jesteśmy. Ani trochę.
Miała rację. Nie byłyśmy w ogóle podobne, ale z jakiegoś powodu Kira nadal tu siedziała. Nie wstała i nie wyszła, nie rzucała mi już tak lodowatych spojrzeń i miałam wrażenie, że jej zimna fasada zaczynała się kruszyć. Już nie była moim wrogiem. Harvey miał rację, naprawdę się zmieniła. Wolałam już nie wchodzić z butami w jej przeszłość, bo na pewno nie była łatwa. Kira też swoje przeszła, ale nagle przestało mi to przeszkadzać. To była dziwna sytuacja — przecież jej nienawidziłam, z wzajemnością, a teraz… łatwo mi się z nią rozmawiało. Mimo że Kira była wredna, a ja byłam jej całkowitym przeciwieństwem, jakimś cudem znalazłyśmy wspólny język. I chyba nawet zaczynałam ją lubić.
Nagle jej głos przywrócił mnie na ziemię:
— Jeśli sprawy się mają tak jak mówisz, musisz zrobić to jak najszybciej. Jeśli uważasz, że najlepiej będzie się z nim skonfrontować, zrób to teraz. Nie ma czasu do stracenia. To właściwie może się udać — dodała, zamyślona. — Jeśli chciałby walczyć o prawa do dziecka, to wtedy on musiałby iść do sądu, a wie, że będziesz miała na niego haki. To dlatego chciał, żebyś wycofała pozew… Najwyraźniej zdawał sobie sprawę z tego, że możesz go tym pokonać.  
Powoli zaczęła wstępować we mnie nadzieja. Kira miała rację — Gavin musiałby wywalczyć prawa do dziecka w sądzie, a przecież właśnie sądu chciał uniknąć. Wtedy ja mogłabym udowodnić, że byłby złym ojcem i że stanowiłby dla dziecka zagrożenie. Fakt, nie miałam za dużo dowodów, ale Gavin i tak się przestraszył. Może miałam szansę.
Pytanie tylko, co było dla niego ważniejsze — dobra reputacja i kariera, czy dziecko, którego tak chciał?

Byłam tak zdenerwowana, że nie mogłam usiedzieć w miejscu. Ciągle miałam sucho w ustach i piłam bardzo dużo wody, przez co ciągle musiałam chodzić do łazienki. Moja komórka leżała na stoliku w salonie, czekając, aż wezmę ją do ręki i wybiorę numer. Ja jednak czekałam. Nie mogłam zrobić tego sama.
Wychodząc z łazienki, w końcu usłyszałam pukanie do drzwi. Wpuściłam Harveya, podrygując dziwnie z nerwów. Tylko szybko obrzuciłam go wzrokiem, zastanawiając się, czy powiedział Sheili, dokąd idzie.
— Zdenerwowana? — zapytał cicho, a ja tylko skinęłam głową. — Nie martw się. Cały czas będę obok.
— Boję się, że tylko pogorszę sprawę — przyznałam. — A jeśli on się zemści?
— Gdyby chciał, zrobiłby to już wcześniej. Dał ci spokój, gdy wycofałaś pozew, tylko o to mu chodziło. Nie będzie mógł nic zrobić, jak się dowie, że masz dowody. Zwiążesz mu ręce.  
— Oby.
— Zaczynamy?
Pokręciłam głową.
— Nie. Jeszcze nie.  
Zrobił zdziwioną minę.
— Na co czekamy?
— Na… — urwałam, bo ponownie rozległo się pukanie do drzwi. Zignorowałam zdumienie Harveya i otworzyłam je, wpuszczając do środka Kirę. Tym razem była bez wózka i bez torby dla dziecka. Skinęła Harveyowi głową, ale on wyglądał na zszokowanego. Patrzył to na mnie, to na nią.
— Czy któraś z was mogłaby mi to wyjaśnić? — zapytał w końcu.
— Pomyślałam, że miło będzie mieć wsparcie — rzuciłam krótko.
— Wsparcie — powtórzył. — Zostałyście najlepszymi przyjaciółkami, a ja przegapiłem ten moment?
— Jak zwykle przesadzasz — prychnęła Kira, mijając go i idąc w stronę foteli. Harvey odprowadził ją wzrokiem, który później skierował na mnie — unosił wysoko brwi i wyraźnie pytał “co ty wyprawiasz?”.
— Miałeś rację, zmieniła się — powiedziałam cicho i spróbowałam się uśmiechnąć. — I pomoże mi.  
Harvey chyba nadal przetwarzał wizytę Kiry, ale ja nie miałam na to czasu. Ruszyłam w jej stronę. Usiadła na jednym z foteli, a ja gestem pokazałam Harveyowi, by usiadł na drugim. Sama usadowiłam się na podłodze i wpatrywałam się w komórkę, jakby miała się zaraz zapalić.
— Boję się — przyznałam, bo serce waliło mi jak nienormalne.  
— To normalne — zaczął Harvey, ale Kira zaraz mu przerwała:
— Jak będziesz się dalej tak bać, to nigdy tego nie zrobisz. Zepnij tyłek i zrób to w końcu. — Zsunęła się z fotela, też siadając na podłodze i patrząc na mnie wyczekująco. Prawdę mówiąc, w tym momencie nie potrzebowałam siły spokoju Harveya, ale właśnie takiej motywacji, jaką dawała Kira. Wzięłam głęboki oddech i odblokowałam komórkę. Odszukałam w kontaktach numer Gavina i nacisnęłam ikonkę słuchawki. Później przełączyłam na głośnik. Prawdę mówiąc, byłam przerażona. Sygnały rozbrzmiewały głośno jeden po drugim, aż nagle rozpoczęło się połączenie. Gavin odebrał. Od razu poczułam skurcz żołądka i chęć wymiotów.
— Wiedziałem, że w końcu zadzwonisz. — Jego głos wybrzmiał z głośnika, powodując u mnie ciarki. Gdybym była tu sama, chyba bym zemdlała. — Tęsknisz za mną, kochanie?
— Daj mi rozwód, Gavin — powiedziałam głosem, który brzmiał bardziej stanowczo, niż się czułam — ale nie mogłam mu pokazać, jak bardzo się bałam. — Już za długo bawimy się w kotka i myszkę.
Zaśmiał się.
— Rozwód? Czyżbym nie był dla ciebie dobrym mężem?
Zacisnęłam mocno zęby.
— Jeśli taka jest twoja definicja dobrego męża, to gratulacje — powiedziałam ironicznie, chyba go zaskakując. — Podpisz papiery rozwodowe. Na pewno masz wtyki u jakiegoś adwokata, jestem przekonana, że da się to zrobić szybciej niż normalnie.
Przestał się śmiać. Oczami wyobraźni widziałam, jak marszczy brwi i zaciska pięści.
— Niby dlaczego miałbym to zrobić? — zapytał po chwili lodowatym tonem. — Próbowałaś wsadzić mnie do więzienia.
— I nadal mogę to zrobić. Wycofałam pozew, ale to nie oznacza, że pozbyłam się dowodów. Mam wszystko, czego mi potrzeba, by cię zniszczyć i jeśli dalej będziesz mi groził, w końcu to zrobię. Oferuję ci umowę. — Głos zaczął mi drżeć, a wtedy poczułam, że Kira chwyta mnie za rękę. Spojrzałam na nią zaskoczona i chyba po raz pierwszy w jej oczach ujrzałam strach. Sam głos Gavina sprawił, że ona też się bała. Ściskała mnie jednak mocno i wiedziałam, że prędzej złamie mi rękę, niż pozwoli się poddać. — Mam nagranie, na którym jest uwiecznione, jak mnie bijesz i jak na mnie krzyczysz. Mam film, na którym widać moje siniaki. Mam setki zdjęć obrażeń. — Kłamstwo, ale nie musiał o tym wiedzieć. — I mam też obdukcję lekarską. Myślałeś, że się wywiniesz? Że niczego nie będzie widać po moim ciele, że nic nie wyjdzie na rentgenie? — ciągnęłam, ale odpowiadała mi cisza. — Jeśli nie dasz mi rozwodu, to…
— To co? — przerwał mi nagle kpiąco. — Upublicznisz to? Gdzie? Może w gazecie? Wrzucisz link do nagrania? Myślisz, że ktokolwiek potraktuje cię poważnie?
— Wystarczy, że wszystko zobaczy twój szef. — Nagle już nie czułam się taka pewna siebie. W końcu Gavin nie był celebrytą. Nie wywołałabym żadnej afery, upubliczniając dowody. Miał rację, nie miałam pojęcia, co mogłabym z nimi zrobić. Jego praca była jedynym, co mogłam zniszczyć. Popatrzyłam na Harveya, który w końcu też zsunął się z fotela i usiadł obok mnie na podłodze. — Chyba by mu się to nie spodobało. To co, mam zniszczyć ci reputację od razu, czy jakoś się dogadamy? A może chcesz się o nią pokłócić w sądzie? Posłuchać wszystkich świadków? Bo to, co robiłeś, wcale nie przeszło niezauważone, Gavin, mogę cię zapewnić, że…  
— A co, namówiłaś Julie, żeby naopowiadała o mnie brzydkich rzeczy? — Jego głos był ostry jak brzytwa. — Bo ja też mogę cię o czymś zapewnić, kochanie, mianowicie o tym, że nikt nie uwierzy dziewczynie, która miała operację mózgu. Wszyscy uznają, że pomieszało się jej w głowie.
Zaczęłam tracić grunt pod nogami. Gavin jak nikt inny potrafił mnie przekonać, że nie miałam żadnych szans w starciu z nim. Mimo że brzmiałam pewnie, zaczynałam odczuwać panikę. Nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. Nagle jednak odezwała się Kira:
— Bardzo przekonywujące, Gavin, ale myślisz, że tylko Julie będzie zeznawać? Że ja nie miałabym nic do powiedzenia?
Gavin znowu zamilkł. Chyba nie spodziewał się usłyszeć głosu swojej byłej dziewczyny. W końcu odezwał się:
— Kira. Jak miło. Nagle zadajesz się z Aurorą? Teraz jej chcesz mieszać w głowie? Myślisz, że ty jesteś bardziej wiarygodna? Z twoją przeszłością…  
— Jestem od dawna trzeźwa, ty pojebany dupku, więc nie waż się mówić o mojej wiarygodności — warknęła Kira, ale za chwilę się uspokoiła i ciągnęła: — Isobel też coś wymyślisz, by nikt jej nie uwierzył?
Isobel? Kim była Isobel? Spojrzałam na Kirę pytająco, ale ona miała wzrok utkwiony w telefonie. Zerknęłam więc na Harveya, ale on też chyba nie wiedział, o co chodziło.  
— Nic nie muszę jej wymyślać, czarno na białym napisane jest, że ma zaburzenia…  
— Jest kompletnie zdrowa na umyśle, ty socjopato, a jedyną osobą z zaburzeniami jesteś ty. Daj Aurorze ten cholerny rozwód. No chyba, że zmieniłeś zdanie i jednak chcesz się kłócić. Wtedy spodziewaj się przemiłego spotkania w sądzie ze mną i Isobel. Osobiście uważam, że łatwiej jest po prostu zadzwonić do prawnika i złożyć jeden głupi podpis.  
— I masz zostawić Aurorę w spokoju — odezwał się nagle Harvey, a ja niemal widziałam, jak Gavinowi podnosi się ciśnienie. — Tak samo jak jej rodziców i przyjaciół. Możemy załatwić zakazy zbliżania się, albo po prostu możesz dać sobie spokój i ratować swoją wspaniałą karierę, póki jeszcze ją masz.  
Zapadło długie milczenie. Gavin chyba rozważał, co powinien teraz zrobić. Usta miałam kompletnie suche, a w głowie pustkę. Bałam się, że obecność Harveya tylko bardziej rozwścieczy Gavina. I kim była Isobel? Dlaczego Kira nie wspominała o niej wcześniej? Z bijącym mocno sercem czekałam na odpowiedź męża. Gdy w końcu się odezwał, myślałam, że się przesłyszałam:
— Zgoda.
Zachłystnęłam się powietrzem i instynktownie ścisnęłam mocniej rękę Kiry, a drugą złapałam Harveya, kątem oka zauważając, że miał na nadgarstku bransoletkę ode mnie. Czy Gavin naprawdę się zgodził? Czy to się działo naprawdę?
— Niestety, kochana żono, nie zależy mi na tobie na tyle, by bawić się w rozprawy sądowe z tobą i innymi sfrustrowanymi życiem kobietami, którym coś poprzestawiało się w głowach. — Miał niemal znudzony ton, ale coś musiało być na rzeczy, skoro nagle zmienił zdanie. — Mógłbym się dowiedzieć, gdzie teraz mieszkasz, ale w sumie mam to gdzieś. Wyślę papiery rozwodowe na adres twoich rodziców. Masz rację, szkoda życia na małżeństwo z kimś takim jak ty.
Początkowa radość powoli ustępowała miejsca panice i uczuciu niepewności. Nie wierzyłam mu. Powiedział, że się zgadza, ale nadal nie wierzyłam, że tak po prostu odpuści. Niczego bardziej nie pragnęłam, niż tego, by być mu obojętną, ale czy naprawdę tak było?
— Próbowałem zrobić z ciebie kogoś lepszego, ale skoro nadal chcesz klepać biedę i być nikim… twoja sprawa.  
— Rozłącz się — syknęła do mnie Kira, ale Gavin ciągnął:
— Życzę ci wszystkiego dobrego. Naprawdę. Mam nadzieję, że będzie ci się świetnie wiodło. Bo czemu miałoby tak nie być? W końcu kochasz kogoś, kto nie kocha ciebie, tylko jest w związku z pewną śliczną, wysoką dziewczyną o kręconych włosach… — powiedział, dobitnie wymawiając każde słowo, a ja zamarłam. — Nawet teraz, gdy jesteś praktycznie wolna. Chyba jednak nigdy mu na tobie nie zależało. Teraz nie zależy nawet mi. Powiedz, jakie to uczucie — mieć nas dwóch, a potem nikogo?
Cała zdrętwiała, usłyszałam dźwięk kończącego się połączenia. Puściłam ręce Harveya i Kiry, jakby mnie oparzyły. Wbijałam wzrok w stół, nie będąc w stanie przenieść go na żadne z nich. Paliły mnie policzki. Nie wiedziałam, co miałam teraz zrobić, co powiedzieć. Gavin skutecznie wbił gwóźdź do mojej trumny. Skąd wiedział o Sheili?
— Cóż… — Po dłuższej chwili wypełnionej niezręcznym milczeniem Kira szybko wstała, jakby nic się nie stało. — Najwyraźniej macie teraz coś do obgadania, więc ja już pójdę.
Też się podniosłam, choć nie chciałam zostawać sama z Harveyem. Nie teraz. Odprowadziłam Kirę do drzwi i choć miałam do niej milion pytań, a po jej twarzy widziałam, że nie miała już ochoty na dobroczynność, przytuliłam ją. Kimkolwiek była Isobel, Kira, i to, co wiedziała, pomogło mi w uzyskaniu zgody od Gavina.  
Po chwili wyszła, a ja usłyszałam, jak Harvey też podnosi się z podłogi.
— To prawda? — zapytał krótko.
Powoli odwróciłam się w jego stronę.  
— Też musisz już iść — powiedziałam, patrząc w podłogę.
— Nie pójdę, dopóki mi nie odpowiesz.
Mogłam skłamać. Mogłam zacisnąć zęby, spojrzeć mu w oczy i powiedzieć, że Gavin kłamał — ale nie potrafiłam. Ale co miałam zrobić? Potwierdzić? Był z Sheilą. Nie chciałam wyznawać mu swoich uczuć.
— A właśnie, że pójdziesz — oświadczyłam, robiąc kolejny unik. Podniosłam na niego wzrok. — Jestem zmęczona i chciałabym się położyć.
— Nie zasługuję na odpowiedź?
— Co to ma za znaczenie? — jęknęłam, z przerażeniem zauważając, że podszedł bardzo blisko mnie.
— Chciałbym po prostu znać prawdę.  
— Proszę, Harvey, odpuść…  
— Dlaczego nie chcesz powiedzieć? — naciskał, robiąc kolejny krok w moją stronę.
— Bo to nie ma nic do rzeczy…  
— Naprawdę? Potraktujesz mnie takim tekstem? — prychnął. — Akurat mnie?
— To prawda! To chciałeś usłyszeć? — wybuchłam w końcu, przyciskając plecy do drzwi. Nie mogłam uwierzyć, że właśnie to powiedziałam. — Gavin powiedział prawdę. Nadal cię kocham. Zadowolony? — Czułam, jak w oczach wzbierają mi łzy. — Nie musisz nic mówić. Dobrze wiem, że jesteś z Sheilą i mam nadzieję, że jesteś z nią szczęśliwy. — Popatrzyłam na niego, na jego nagle zmartwiałą twarz i poczułam, że za chwilę wybuchnę. Musiałam zostać sama. — Proszę, niczego nie odpowiadaj. Nie mam na to siły. Chcę zostać sama.
— Ale…
— Wyjdź, Harvey, proszę. — Minęłam go szybkim krokiem, kierując się w stronę swojego pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi i usłyszałam, że on po chwili zatrzasnął wejściowe.  
Nie wiedziałam, jak teraz spojrzę mu w oczy.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 5516 słów i 30286 znaków.

2 komentarze

 
  • lolissss

    oh mam nadzieje ze na dniach pojawi sie kolejny rozdział!!

  • candy

    @lolissss postaram się niedługo ❤️ niestety pochłonęły mnie inne rzeczy, ale obiecuję przysiąść i się postarać 💪🏻

  • lolissss

    @candy czy będziesz ogólnie kończyła to opowiadanie? czy będzie jakaś inna cześć?

  • candy

    @lolissss będę kończyła, jak tylko wenę odzyskam, dalszych części nie planuję, bo już z tą się nieźle męczę :/

  • Wer...

    Nareszcie oby się wszystko udało i ten dupek dał jej rozwód 😠 A tych dwoje musi że sobą szczerze porozmawiać i wyjaśnić swoje uczucia bo wydaje mi się że Harvey też coś ukrywa a pasują do siebie idealnie ❤️

  • candy

    @Wer... plot twist: Aurora skończy z Kirą  :rotfl: