Empiria – rozdział 19

Empiria – rozdział 19— O matko! Jesteś wreszcie! — Aż zapiałam, gdy zobaczyłam Julie przed drzwiami, obładowaną torbami. Nie mogłam się powstrzymać i mocno ją przytuliłam, choć widziałyśmy się zaledwie parę dni wcześniej. Nie miało to jednak znaczenia, bo w końcu wróciła do mieszkania, w którym tak naprawdę nie zdążyła pomieszkać. Już nie musiałam dłużej być sama. — Daj mi torbę, nie powinnaś nic dźwigać. Mama cię podwiozła?
— Tak, a potem praktycznie wykopała z samochodu — zaśmiała się przyjaciółka, wchodząc do środka. — Już miała mnie dość. O rany, już zapomniałam, jak to mieszkanie wygląda! Jak dobrze znowu tu być. Mamy kawę?
— Mamy — zaśmiałam się, czując taką lekkość ducha, jakiej nie czułam od dawna. Bliskość Julie działała na mnie niesamowicie kojąco. — I mamy nawet obiad. Czeka w piekarniku.
— No to nakładaj, bo zaraz umrę z głodu, a później nadrobimy zaległości.
Wyciągnęłam na wierzch zapiekankę składającą się z filetów z kurczaka oraz kremowo-śmietankowego sosu, a Julie aż westchnęła.
— Nie wiedziałam, że potrafisz robić takie dobre rzeczy.
— Jeszcze nie wiesz, czy jest dobre. I sama nie wiem, czy potrafię, ale coś przecież muszę robić. — Ukroiłam dwa spore kawałki, wyłożyłam je na talerze, jednocześnie włączając czajnik i sypiąc do kubka kawę z odrobiną cukru. — Wiesz już, kiedy wracasz do pracy?
— Darren wspaniałomyślnie dał mi jeszcze tydzień wolnego, ale widziałam, że cały aż się gotował. Myślę, że Paula zrezygnuje, więc chyba będzie szukał kogoś nowego. Mam nadzieję, że nie da mi nikogo do wyszkolenia. A ty? Powiedziałaś mu już…?  
— Nie. Jeszcze nie. — Woda się zagotowała, więc zaczęłam zalewać kawę. — Jest za wcześnie, więc to bez sensu. Dopóki brzuch nie zacznie być widoczny, nie chcę nikomu mówić. Poza tym… kto wie, może od razu poleci z tą informacją do swojego kumpla. — Skrzywiłam się na samą myśl.
— Nie poleci. Wystarczy, że zagrozisz mu odejściem. Albo samym faktem, że już pogwałcił twoją prywatność, dając Gavinowi twoje dane osobowe na samym początku. Odpowiedni ludzie na pewno by się tym zainteresowali…  
Boże — już prawie o tym zapomniałam. To było tak dawno… Wtedy jeszcze zaoferowanie przez Gavina pieniędzy wydawało się najgorszym, co mógł zrobić.
Odwróciłam się do Julie z talerzem i kubkiem kawy w ręku i zobaczyłam, że mierzyła mnie wzrokiem.
— Czemu wyglądasz inaczej? — zapytała podejrzliwym tonem.
— Nie za bardzo nadążam za twoim tokiem myślenia. Co znaczy “inaczej”?
— Sama nie wiem. — Przyjęła z wdzięcznością talerz z zapiekanką. — Masz inne ciuchy, ale to nie to… Wydajesz się po prostu inna. Szczęśliwsza.
— To źle?
— Zastanawiam się, co albo kto… — Zaakcentowała mocno ostatnie słowo. — Wywołało taką zmianę. Siadaj i opowiadaj.
Nie wiedziałam, jak miałam odpowiedzieć na to pytanie. Fakt, czułam się inaczej, ale czyja to była sprawka? Harveya? Raczej nie. Dziecka? Być może… A może po prostu moja psychika powoli się zmieniała, delikatnie sugerując, że już czas na zmiany.  
— Chyba po prostu zaczynam się mimo wszystko cieszyć z tego dziecka — powiedziałam w końcu. — Wiadomo, nie skaczę z radości, bo to cholernie skomplikowane… Nie mam pojęcia, jak sobie poradzę, ale to jednak dziecko. Moje dziecko. Jeśli tylko Gavin się o nim nie dowie, nie mam się czego bać. Prawda? — Spojrzałam na przyjaciółkę, jakby jej potwierdzenie miało mi zagwarantować bezpieczeństwo, ale ona zajadała się zapiekanym kurczakiem. Uśmiechnęłam się lekko i też zaczęłam jeść. Byłam piekielnie głodna.
— Cieszę się, że tak uważasz. Jasne, będzie trudno, ale ci pomożemy. — Nagle jednak spoważniała. — To znaczy… jeśli będziemy mogli. Wyprowadzasz się?
Stres od razu chwycił mnie za gardło.
— Będę musiała — powiedziałam cicho. — Nie mogę ryzykować, że Gavin zobaczy mnie z brzuchem, albo co gorsza z dzieckiem. Od razu domyśli się, że jest jego. Nie wyobrażam sobie, co wtedy zrobi…  
Julie zrobiła zbolałą minę.
— Cholera. Dopiero zaczęłyśmy mieszkać razem…  
— Wiem i przykro mi. — Zwiesiłam głowę. — Nie chcę zostawiać cię samej.
— A jednak chcesz się wyprowadzić gdzieś na koniec świata.
— Muszę, Julie, przecież o tym wiesz.
— I nie chcesz, żebym pojechała z tobą?
— Kto mówił, że nie chcę? — zdziwiłam się. — Po prostu nie mogę cię o to prosić…  
— O nic mnie nie prosiłaś. — Nagle się wyprostowała. — Ale jeśli chcę wyprowadzić się razem z tobą?
— Julie… — Pokręciłam głową. — Przestań. Nie możesz. Masz tu swoje życie.
— Ty też.
— Tak, ale ja nie mam wyboru. Ty go masz.
— A co mnie tu trzyma? Praca? Marzę, żeby uwolnić się od Darrena, ale jest mi po prostu za wygodnie, żebym coś zmieniła. Gdybym się wyprowadziła, nie miałabym wyjścia. A przecież nie zostawię cię samej z dzieckiem.
Wzruszenie ścisnęło mi gardło. Czy ona naprawdę oferowała, że się ze mną przeprowadzi do innego miasta? Że zostawi wszystko, co tu ma, i będzie mnie wspierać?
— Nie zasłużyłam na ciebie — wykrztusiłam.
— A przestań. Skoro decydujesz się na macierzyństwo, ja decyduję się na bycie ciocią Julie. — Uśmiechnęła się nagle szeroko. — I we dwie jakoś damy sobie radę. A później… kto wie, może w nowym miejscu zamieszkania spotkasz jakiegoś faceta, który pokocha ciebie i dziecko. I nie będzie taki jak Gavin.
— Nie wybiegajmy tak daleko — powiedziałam lekko, ale w duchu cieszyłam się jak wariatka. Perspektywa samotnej wyprowadzki i zostania samej z dzieckiem przerażała mnie jak diabli. Teraz, gdy Julie zaoferowała swoją pomoc, strach nieco zelżał. Właściwie jej się nie dziwiłam — ona na pewno też po części chciała stąd uciec. W końcu została potrącona przez samochód, najpewniej na rozkaz Gavina. Przeżyła traumę, choć radziła sobie z nią całkiem nieźle. Musiałam się jej odwdzięczyć, zaczynając od nienarażania jej na kłopoty. Może to naprawdę był dobry pomysł. Zaczęłybyśmy od nowa — razem.  
— Jakieś wieści od Briana? — zapytała nieoczekiwanie Julie, a ja zmarszczyłam brwi.
— W jakim sensie?
— No, mówiłaś, że z kimś się spotykał.
A, racja. Już zdążyłam zapomnieć o tym małym kłamstwie. Ale skoro Julie o tym pamiętała i pytała, to był dobry znak.
— Nie, nic mi nie mówił. Pewnie nie chce zapeszać. Ale to chyba dobrze, że sobie kogoś znalazł. — Podniosłam się i zaczęłam zbierać naczynia ze stołu.
— Byłoby jeszcze lepiej, gdyby mi o tym powiedział — mruknęła Julie. Nie widziałam jej twarzy, bo się odwróciłam, ale ton głosu miała markotny. — Od kiedy mówi coś tylko tobie, a mnie nie?
— Sama nie wiem. Może mu głupio?
— Niby czemu?
— Bo… — Nadal się nie odwracałam, bo uśmiechałam się pod nosem. — Wydaje mi się, że mu się podobałaś.
— Podobałam? W czasie przeszłym? Skąd to wiesz?
— To tylko przeczucie. — Zaczęłam myć talerz, jakby od tego zależało moje życie. — Mam wrażenie, że był w tobie zauroczony, ale chyba uznał, że nie ma szans, więc… dobrze, że sobie kogoś znalazł.
Zapadło milczenie, podczas którego Julie chyba przetwarzała moje słowa. Czułam się jak kupidyn.
— Gdyby zapytał, to by się przekonał — powiedziała w końcu.  
— Przekonał o czym?
— Nie wiem. Nie mówię, że od razu bylibyśmy razem, ale kto wie, może coś by z tego było?
— A więc go lubisz. — Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
— Lubię jako kolegę. I jest niebrzydki. Tak czy inaczej, nic mi nie powiedział, więc co za różnica.
Nic już więcej nie powiedziałam, by nie kusić losu, ale uzyskałam cenne informacje — najwyraźniej Julie też lubiła Briana, i to w ten szczególny sposób. Wcale nie był taki bez szans, jak się spodziewał. Dokończyłam mycie naczyń, zrobiłam sobie bezkofeinową kawę, podczas gdy Julie kończyła swoją. Ledwo zdążyłam usiąść przy stole, zaczął dzwonić mój telefon. Mało nie wywróciłam kubka, gdy zobaczyłam, że dzwonił Harvey. Od razu odrzuciłam połączenie i odwróciłam komórkę ekranem do dołu.
— Co ty wyprawiasz? Czemu nie odbierasz?
— Nie chcę z nim gadać.
— Od kiedy? Właśnie powinnaś z nim gadać, jak najwięcej, bo wtedy może szybciej zrozumie, że ta cała Sheila… — Julie urwała, patrząc na moją twarz, która zapewne była cała czerwona. — Coś się wydarzyło. Co?
— Powiedziałam mu, że nadal go kocham — jęknęłam głośno, nie mogąc już dłużej dusić tego w sobie.
— Że co?!
W końcu mogłam opowiedzieć Julie to, co stało się parę dni temu — o tym, jak Kira mi pomogła, jak wspólnie załatwiliśmy Gavina, który wyraził zgodę na rozwód, ale nie omieszkał wbić ostatniej szpilki i powiedział, że nadal kocham Harveya, a przecież on siedział tuż obok, więc wszystko słyszał. Wspomniałam też o tajemniczej Isobel, ale Julie chyba nie była tym zainteresowana. Siedziała z szeroko otwartymi oczami.
— Powiedziałaś mu, że go kochasz? Jednocześnie dodając, żeby nie odpowiadał? A nie przyszło ci do głowy, głuptasie, że może on dzwoni powiedzieć, że też cię kocha i zerwał z Sheilą?! Musisz do niego natychmiast oddzwonić.
— Na pewno nie o to chodzi.
— Tego nie wiesz.
— Julie… on jest z nią szczęśliwy — powiedziałam zbolałym tonem. — Nie chcę tego psuć.
— Szczęśliwy? Z tego co mówisz, jest raczej neutralny. Widziałaś go kiedyś szczęśliwego?
Dobre pytanie — zapewne było retoryczne, ale ja nagle zaczęłam się nad tym poważnie zastanawiać. Czy Harvey kiedykolwiek był szczęśliwy? Smutek w jego oczach rzadko ustępował. Miał swoje lepsze chwile, kiedy uśmiechał się łobuzersko i żartował, ale potrafił też nieźle się wkurzyć — tak jak wtedy, gdy pokłóciliśmy się o Gavina. Teraz przez większość czasu był stoicko spokojny, to właściwie się nie zmieniało. Ale czy to było szczęście?
— A czemu miałby nie być szczęśliwy? — Usłyszałam swój własny głos. — Ma piękną, radosną dziewczynę, która przynosi mu pączki.
— I właściwie na tym zdaniu można skończyć opisywanie. Jej cała osobowość to przynoszenie pączków.
— Myślę, że Harvey jednak zna ją lepiej niż my — rzuciłam ironicznie.
— Naprawdę nie chcesz wiedzieć, co on na to? Ok, jeśli powie, że on cię nie kocha, zaboli. Ale co, jeśli powie coś innego? Nie chcesz być szczęśliwa? Przecież kochasz go od tak dawna…  
— Co mam ci powiedzieć? Jestem tchórzem. Nie chcę w dodatku rozbijać związków. Bardziej ciekawi mnie, kim jest Isobel i czemu na wzmiance o niej Gavin nagle zmienił zdanie… Kira nic mi o niej nie mówiła.
Julie chyba wyczuła, że usilnie próbowałam zmienić temat i westchnęła.
— No to jej zapytaj, bo to faktycznie ciekawe. Pytanie tylko, czy mówił prawdę.
— No właśnie… — Bałam się, że jednak nie, a jeśli tak faktycznie było, to już nie miałam czym go szantażować. Część mnie obawiała się, że rzeczywiście pozostanę jego żoną już do końca życia. To jednak nie było największym problemem. Bałam się, co zrobi z dzieckiem, gdy się o nim dowie. Nie mógł nawet wiedzieć o jego istnieniu. Niby miałam jeszcze czas, ale wiedziałam też, jak szybko sprawy mogły przybrać kompletnie inny obrót. Tak samo było z nami, z naszym małżeństwem — w jednej chwili wychodziłam za kochanego, troskliwego mężczyznę, a w następnej byłam uwikłana w związku z potworem.
Posiedziałyśmy jeszcze trochę, a potem Julie poszła się położyć. Ja nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Siedziałam na łóżku i obracałam komórkę w dłoni. Chciałam usłyszeć głos Harveya, ale nie miałam na tyle odwagi, by do niego zadzwonić. Zamiast tego zadzwoniłam do Kiry, ale odrzuciła połączenie. Po chwili przysłała wiadomość:
KIRA: Dopiero uśpiłam małą.
AURORA: Przepraszam, nie chciałam jej obudzić.
KIRA: Na szczęście nie obudziłaś, bo gdyby tak było, to w tym momencie ty byś ją ponownie usypiała. O co chodzi?
AURORA: Chciałam Ci jeszcze raz podziękować…
KIRA: Już mi dziękowałaś, starczy.
AURORA: I zapytać, kim jest Isobel. Czemu wcześniej mi o niej nie powiedziałaś?
KIRA: Bo nie musiałaś wiedzieć.
AURORA: Teraz już wiem, więc powiedz mi resztę.

Czekałam na wiadomość, która nie nadchodziła. Po paru minutach na ekranie pojawiło się połączenie. Odebrałam.
— Wyszłam do łazienki — powiedziała Kira przyciszonym głosem. — Za dużo pisania.
— No więc kim jest Isobel?
— Kolejną ofiarą Gavina.
— Tyle się domyślam…  
— Był z nią przede mną. Nie wiem, czy ci to mówił, ale znaliśmy się długo przed tym, jak byliśmy razem, więc miałam dość obszerny wgląd w jego życie. To była wesoła dziewczyna. Nie cierpiałam jej.
Zakasłałam cicho, bo “wesoła dziewczyna” brzmiało jak komplement, albo po prostu dobra rzecz, która mocno kontrastowała z następnymi słowami Kiry.
— Bo była wesoła?
— Mniejsza o większość — mruknęła. — Tak czy inaczej, chyba nie trzeba mówić, że Gavin zabił całą tę wesołość. Nie wiem, co dokładnie jej zrobił, bo potem już tak chętnie mi się nie zwierzał. Tak czy inaczej, wylądowała w zakładzie zamkniętym.
— Co? — Przerażenie zdusiło mi gardło.
— Czy raczej ośrodku zdrowia psychicznego, jak zwał tak zwał… nieważne, chodzi po prostu o to, że Gavin zmanipulował ją tak, że sama uznała, że jest wariatką. Tak przekręcał rzeczywistość, że w końcu uwierzyła, że nie jest normalna i poszła się leczyć. Kochany chłopak załatwił jej miejsce w ośrodku i miał czekać, aż z niego wyjdzie, ale, jak się domyślasz… nie czekał. Zostawił ją tam, by wierzyła, że jest chora.  
— I powiedział ci to wszystko?
— Mnie? Oczywiście, że nie. Przedstawił mi swoją wersję, czyli taką, że Isobel była psychiczna, a on, dobra dusza, w porę zauważył jej chorobę i chciał jej tylko pomóc… — Każde jej słowo było przesiaknięte goryczą. — Bo przecież to taki dobry samarytanin. Pewnie uśmiechnął się ładnie do jakiejś pani z zakładu i wrzucił tam Isobel jak zużytą chusteczkę.
Dziwna metafora, ale nie zwracałam na nią uwagi. Wierzyłam w każde jej słowo. Gavin był zdolny do dużo gorszych rzeczy.
— Wpadłam na nią, gdy zaczęłam spotykać się z Harveyem. Z początku jej nie poznałam, bo była dosłownie cieniem dawnej siebie. Zniknęła ta wesoła, irytująca dziewczyna. Wyglądała okropnie… Już wtedy przeczuwałam, że Gavin wcale nie był taki dobry, na jakiego pozorował, więc zmusiłam ją do rozmowy. I wiesz, co się okazało? Nigdy nie miała problemów z psychiką — prychnęła. — Potwierdzili, że jest całkiem zdrowa na umyśle. Oczywiście, zanim to wyszło, wcisnęli w nią tysiąc tabletek, przeprowadzili setki rozmów i badań, podczas których musiała roztrząsać cały ten popieprzony związek. Może to i dobrze, bo przynajmniej zrozumiała, że to Gavin wpędził ją w taki stan. Ale zdrowia, które straciła, już nie odzyska. Nie zamierzałam o niej wspominać, ale uznałam, że jeśli Gavin pomyśli, że coś mu grozi także z jej strony…
— A faktycznie tak jest?
— Nie wiem. Isobel nigdy nie była skłonna do walki z nim. Stwierdziła, że woli po prostu o nim zapomnieć i żyć dalej.
Kolejna kobieta skrzywdzona przez Gavina. Jak ten człowiek mógł w nocy spać? Dlaczego tylko ja byłam tak głupia i dałam mu się zaciągnąć aż pod ołtarz?
Przyłożyłam rękę do brzucha i poczułam w oczach łzy.
Moje dziecko miało potwora za ojca.  
— Cóż, miejmy nadzieję, że Gavin mówił prawdę… — Zawahałam się. — Masz jakiś kontakt z Isobel?
— Nie kontaktujemy się za często i raczej tak pozostanie. Nie szukaj jej — dodała ostrym tonem. — Nie założymy we trzy antyklubu Gavina, nie licz na to. Ona nie chce o nim pamiętać. My też nie powinnyśmy. Muszę kończyć.
Połączenie szybko się skończyło, a ja czułam dziwną pustkę. Opuściłam komórkę i odetchnęłam cicho, myśląc o Isobel. O kolejnej kobiecie, która uwierzyła, że spotkała dobrego faceta.
Tej nocy nie spałam spokojnie i nie mogłam przestać myśleć o bezpiecznych, znajomych ramionach Harveya, które prawdopodobnie otulały inną.
•  
Słowa Julie się potwierdziły — Paula faktycznie złożyła wypowiedzenie, o czym Darren poinformował mnie następnego ranka, zaciskając zęby. Zapowiedział też, że przyjdzie dzisiaj chłopak na dzień próbny i że mam go szkolić. Niezbyt mi się to spodobało.
— A czy Paula nie może tego zrobić, skoro już tu jest i to przez nią w ogóle musimy uczyć kogoś nowego? — rzuciłam, krzyżując ręce na klatce piersiowej.  
Darren chyba się zdziwił; ja zresztą też. Nieczęsto mu się stawiałam. Szkoliłam już parę osób, zwykle przyjmowałam wszystkie zadania potulnie.  
— Paula nie zrobi tego tak dobrze jak ty — odparł w końcu.  
Wow, komplement. To też była nieczęsta sytuacja.
— W porządku — przyznałam niechętnie. — Ale…  
— Ale co? — Też skrzyżował ręce.
Nagle mnie olśniło.
— Chcę podwyżkę — oświadczyłam, a on parsknął śmiechem. O dziwo, wcale mnie to nie speszyło.
— Serio?
— Serio — potwierdziłam. — Już dawno temu powinnam odejść. Ujawniłeś swojemu koledze moje poufne dane. Taka sytuacja nigdy nie powinna mieć miejsca. Dodatkowo, często zmieniasz grafik i czasem każesz mi zostawać na dwie zmiany, w dodatku to zawsze ja wszystkich szkolę. Jeśli sprawy się tak mają, chcę podwyżkę. Albo możesz poprosić Paulę.  
Mierzyliśmy się spojrzeniami przez parę długich chwil, aż w końcu Darren wymruczał:
— Zgoda.
Miałam ochotę podskoczyć z radości. W najśmielszych snach nie podejrzewałam się o to, że tak po prostu poproszę go o podwyżkę. Ja nie byłam takim typem osoby, która stawiała się szefowi. Dziś jednak coś we mnie wstąpiło i jak widać — opłaciło mi się.  
— A ten chłopak przyjdzie za pięć minut. Ja wychodzę — rzucił Darren i już go nie było.
To było typowe, zostawić nową osobę pracownikom, by nie musieć się z nią użerać, ale właściwie mi to pasowało. Ustaliłam z Paulą szczegóły dnia i ustawiałam ciasta na witrynach, kiedy nagle wyrósł przede mną wysoki chłopak, powodując, że odskoczyłam do tyłu.
— Hej. Jestem Marco — powiedział, uśmiechając się szeroko i odsłaniając rząd równych śnieżnobiałych zębów. — Ja na dzień próbny.
— Cześć. Jestem Aurora. — Pokazałam mu gestem, że może wejść za kontuar. — Chodź, dam ci fartuch.
Wczułam się w rolę, ale na szczęście to był jeden z lepszych dni, więc nawet ciągła bieganina nie męczyła mnie aż tak bardzo. Najpierw pokazałam Marco całe zaplecze, objaśniałam, co znajduje się w każdej z lodówek; potem przeszliśmy do kuchni, gdzie miałam wrażenie, że stał trochę za blisko mnie. Więcej swobody mieliśmy z przodu, gdzie pokazywałam mu, jak obsługiwać ekspres i blender. Wkrótce ktoś zamówił latte macchiato na wynos i chciałam, by to Marco zrealizował zamówienie, ale on był zbyt zajęty… gapieniem się na mnie. Rozsypał kawę, którą miał zmielić, a później wcisnął kolbę do złego wylotu. Czułam się dość niekomfortowo, zwłaszcza że musiałam wszystko po nim poprawiać. Miałam wrażenie, że w ogóle mnie nie słuchał. W pewnym momencie zapytał:
— To już?
Założyłam, że mówił o kawie, więc powiedziałam:
— Nie, musisz teraz wcisnąć ten przycisk, żeby zrobić espresso…
— Nie o tym mówię.
— A o czym?
— Już wpadłem ci w oko czy mam przejść jeszcze raz? — rzucił szelmowsko, a mnie zatkało. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć, bo w ogóle nie spodziewałam się usłyszeć czegoś takiego. Marco miał może z dziewiętnaście lat, więc było to jednocześnie słodkie i śmieszne.  
— Skup się może na robieniu kawy, co?  
— No tak, kawa. Jaką lubisz najbardziej?
Zaczynało mnie to śmieszyć.
— A co, chcesz mi jakąś kupić? — zapytałam, po raz kolejny zaskakując samą siebie.
— No pewnie.
— To może najpierw ją zrób. Klient czeka.
— Oczywiście, ale… masz może mapę? Bo zgubiłem się w twoich oczach.
Zaczęłam się śmiać na całego. Dawno — albo nawet nigdy — nie słyszałam równie tandetnych tekstów na podryw. Niebywałe, ale w obliczu całej mojej tragicznej sytuacji — socjopatycznego męża stosującego przemoc fizyczną i dziecka, które spłodził — Marco i jego tanie teksty wydawały się być zbawieniem. Rozśmieszył mnie, a to już było coś. Ciekawe, jak by zareagował, gdybym powiedziała mu, że byłam w ciąży.
— Przesuń się i tym razem patrz, jak to się robi — powiedziałam w końcu.
Dzień był długi, a Marco wcale nie zrażały moje śmiechy — wręcz przeciwnie. Uznałam, że wcale nie mówił serio i był nieszkodliwy. Spodobało mi się jego towarzystwo, bo wciąż mnie rozśmieszał, ale niestety, do tej pracy się nie nadawał. Czułam się jednak jak ktoś inny; nagle już nie byłam tą Aurorą, która ciągle płakała, była cicha i nieśmiała. Cieszyłam się z podwyżki, bo przecież potrzebowałam pieniędzy. I czułam się… doceniona? Nie wierzyłam, że Marco serio chciał się ze mną umówić, ale przez to, co mówił, poczułam się jak normalna dziewczyna, która komuś się spodobała — tak po prostu. W dodatku był to ktoś inny niż Harvey i Gavin, ktoś, kto mnie nie znał, nie był częścią mojego skomplikowanego życia. To było fajne uczucie.
Wróciłam do mieszkania dość zmęczona, ale dziwnie usatysfakcjonowana. Nie zdążyłam nawet zdjąć butów, kiedy mój telefon zaczął wibrować. Ze zdziwieniem odkryłam na ekranie imię Sheili. Poważnie rozważałam, czy odbierać. Przez chwilę myślałam nawet, że może Harvey faktycznie z nią zerwał i dzwoniła, by na mnie nawrzeszczeć. Ciekawość wygrała, w końcu wcisnęłam zieloną słuchawkę.
— Halo?
— Hej! Co robisz w sobotę?
— Hm… — Nie brzmiała, jakby miała do mnie pretensje. — Idę do pracy na poranną zmianę, a co?
— A wieczorem masz wolne?
— Tak.
— To idealnie się składa, bo idziemy na podwójną randkę.
— Co? — Mocniej przycisnęłam komórkę do ucha. — My, to znaczy kto?
— Ja z Harveyem, a ty… tajemnica. Ale wiedz, że znalazłam dla ciebie kogoś idealnego.
— Ale ja nie…  
— Proszę! Będzie super! Co ci szkodzi pójść na jedną randkę? Musisz w końcu zapomnieć o tym dupku, który jest twoim mężem. To nie musi być nic poważnego, jeden wieczór, żebyś się rozerwała. No, nie daj się prosić!
To było bardzo dziwne i naprawdę chciałam odmówić. Nie miałam najmniejszego zamiaru iść na podwójną randkę z Harveyem po tym, co mu powiedziałam, ale… właściwie dlaczego nie? Może to było dobre rozwiązanie. Mogłabym wtedy pokazać, że moje życie nie kręciło się tylko wokół niego. Mogłabym się rozerwać, czuć tak jak dzisiaj, gdy Marco mnie podrywał. W końcu miałam jeszcze czas, a pragnęłam odrobiny normalności, rozrywki, zanim dziecko się urodzi i wtedy moje życie zmieni się już na zawsze. Musiałam oderwać swoje myśli od Gavina i tego życia, które chciałam zostawić za sobą. Nawet jeśli kosztem była podwójna randka z Sheilą i Harveyem…  
— Zgadzam się. — Usłyszałam własny głos.
— Super! Nie pożałujesz!
Rozłączyła się, a ja próbowałam ochłonąć po tym, co się właśnie stało. Trochę żałowałam swojej impulsywnej decyzji, a trochę byłam ciekawa, co z tego wyniknie. Ten telefon tylko potwierdzał, że Harvey wcale nie zerwał z Sheilą, jak sugerowała Julie. Mało tego, szli na randkę i wciągali w to mnie.
Jeśli miałam się jakoś odbić od dna po tym, co mu powiedziałam, to póki co to był najlepszy sposób.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4332 słów i 24321 znaków, zaktualizowała 26 sie o 15:55.

1 komentarz

 
  • Xcm

    Już się pogubiłam 🤭🤭 W poprzedniej części wszystko wskazywało na to że tych dwoje nareszcie ma szansę na powrót do siebie,w tej jakaś podwójna randka.??? O nieeee,nie podoba mi się to 🙈🙈 Proszę to jakoś odkręcić 🤣🤣 Oni muszą być razem i to jak najszybciej ☺️🤭❤️❤️  
    Jak zwykle świetna część 🥰🥰

  • candy

    @Xcm straszna niemoc mnie dopadła, ale w końcu wymęczyłam rozdział :D dziękuję! Postaram się następny dodać szybciej niż za trzy tygodnie 😃🙈🤣