Empiria – rozdział 4

Empiria – rozdział 4Gdy zapytałam Julie, czy pójdziemy po pracy na spacer, zrobiła taką minę, że przez chwilę bałam się, że odmówi. W końcu jednak skinęła głową. Poczułam ulgę.
– Dziękuję – powiedziałam tylko i poszłam schować się w kuchni, by uciec od jej badawczego spojrzenia, choć wiedziałam, że później będzie się na mnie patrzeć w jeszcze gorszy sposób. Nie chciałam jednak o tym myśleć. Zamierzałam skupić się na pracy. Często łapałam się na tym, że funkcjonowałam jak robot, odpychałam od siebie wszystkie myśli i mechanicznie wykonywałam wszystkie czynności. Dziś było tak samo. Czas mijał błyskawicznie, a ja uwijałam się jak mrówka, szykując zamówienia, myjąc naczynia, wkładając je do suszarki, później wykładając, sprzątając blaty – i tak w kółko. Nie czułam nawet zmęczenia. W ten sposób łatwiej było przetrwać każdy dzień.
Na chwilę przed końcem zmiany poszłam do łazienki, by rozpuścić włosy i przygotować się psychicznie na to, co miało nadejść. Myślałam, że skoro już przyznałam się do wszystkiego rodzicom i Harveyowi, będzie mi łatwiej powiedzieć to na głos, ale… wcale tak nie było. Oni o niczym nie wiedzieli, nawet nie podejrzewali. Łatwiej było zrzucić na nich bombę prawdy, której się nie spodziewali. Julie jednak od początku podejrzewała, co działo się między mną i Gavinem. Spodziewałam się spojrzenia w stylu „a nie mówiłam?”. Przyznanie się do prawdy po tylu tygodniach kłamstw wydawało się niemal nie do przeskoczenia.
W końcu wyszłam z łazienki i poszłam do przodu. Przy kasie stał już Brian, który przywitał mnie z szerokim uśmiechem. W kuchni krzątała się Paula. Odszukałam wzrokiem Julie, która nagle podeszła do mnie z dwoma wysokimi kubkami na wynos.
– Zrobiłam nam kawę. Możemy iść do parku.
– Dobry pomysł. – Perspektywa mówienia o najgorszej rzeczy w moim życiu wśród budzącej się do życia natury wydawała się lepsza od zatłoczonej kawiarni. – Dzięki. – Wzięłam od niej jeden kubek.
Po założeniu kurtek wyszłyśmy przez drzwi na zewnątrz, kierując się w stronę parku. Było trochę chłodno, ale do wytrzymania. Kawa grzała mnie w rękę. Obie milczałyśmy. Z każdym krokiem atmosfera gęstniała, a ja zaczynałam panikować. Czy przez swoje kłamstwa zniszczyłam przyjaźń z nią? Nie wyglądała już jak moja przyjaciółka, miała pochmurną minę i wyraźnie unikała patrzenia na mnie. Czułam się okropnie, ale przecież na to zasłużyłam. Próbowała mi pomóc, niejednokrotnie, a ja za każdym razem ją ignorowałam i okłamywałam.  
Nie mogłam już tego cofnąć. Mogłam tylko spróbować to naprawić.
W końcu doszłyśmy do jednej z ławek, która była w miarę czysta i sucha. Julie usiadła i pociągnęła łyk kawy z kubka. Usiadłam obok i postawiłam kubek na jednej z desek. Zaczęłam wykręcać sobie palce, bo nie wiedziałam, od czego miałam zacząć. Od przeprosin? Od prawdy? Od zapytania, czy w ogóle chciała o tym słuchać?
– Julie… przepraszam.
Dopiero to słowo spowodowało, że na mnie spojrzała.
– Za co?
– Miałaś rację. Cały ten czas. – Spojrzałam jej prosto w oczy. Wiedziała, o czym mówiłam. Jej źrenice lekko się rozszerzyły. – Naprawdę… bardzo cię przepraszam… – Po zmarzniętym policzku spłynęła mi gorąca łza. Cholera. A miałam nie płakać.
Wbiłam wzrok w swoje palce, ale poczułam, jak Julie też odstawia kawę i chwyta mnie za ręce.
– Jezu Chryste, nareszcie! – W jej głosie pobrzmiewała autentyczna ulga. – Nareszcie przejrzałaś na oczy. Bo przejrzałaś, prawda?
– Tak. Wiem, że to trwało… tak bardzo cię…
– Przestań już przepraszać. Natychmiast mi wszystko opowiedz. Wszystko, rozumiesz? Niczego nie pomijaj.
Tak mi ulżyło, że jednak się ode mnie nie odwróciła, że prawie zaczęłam płakać. Powstrzymałam się jednak. Wzięłam głęboki oddech i wtedy słowa zaczęły same ze mnie wypływać – nie robiłam takich przerw, jak przy opowiadaniu rodziców, kiedy dawałam im – i sobie – czas na przetrawienie tych informacji. Tutaj nie musiałam tego robić. Bo Julie wiedziała.  
Wydawała z siebie jęki, odgłosy strachu i obrzydzenia, ale ani razu mi nie przerwała. Wysłuchała wszystkiego, aż w końcu zamilkłam, by wziąć oddech. Wyrzuciłam z siebie wszystko, tak jak powiedziała. Nie ominęłam niczego. Przecież i tak widziała to na własne oczy.
– Co za skurwysyn! Nie, to słowo nawet nie oddaje tego, kim on jest. – Wściekle zmięła w dłoni kubek po kawie. Moja była już zimna. – Powinno się go związać i wykastrować, a potem pokazać jako przykład! Nie byłam ślepa. Już wcześniej widziałam, że działo się coś złego, ale to… – Wzięła mnie za rękę. Tym razem się nie odsunęłam. – Aurora… – zawahała się. – Jak się czujesz?
Nikt nie zadał mi tego pytania. Chyba dla wszystkich wydawało się zbyt trywialne. Tymczasem sama nie znałam na nie odpowiedzi.
– Nie mam pojęcia – przyznałam szczerze. – W jednej chwili czuję się silna, a w następnej słaba. Jestem przerażona. Nie wiem, do czego on jeszcze jest zdolny. A gdy mówi, że mnie kocha… – Poczułam, jak żołądek mi się zaciska. – Mam ochotę rzygać.
– Zgwałcił cię – powiedziała cicho. – Wiesz o tym, prawda?
– Wiem. Ale nie czuję się… zgwałcona. To znaczy… – Westchnęłam. – Wiem, co to było. I czułam absolutne przerażenie. Ale… to nie był nikt nieznajomy, kto potem zostawił mnie w rowie. To… mój mąż. Tak, wziął mnie siłą. Nie zgodziłam się. – Zawahałam się, przypominając sobie to, jak przesuwał mnie po łóżku. – Ale z dwojga złego… Wiem, jak to brzmi, ale z dwojga złego wolę już coś takiego. Rozumiesz mnie?
– Niezbyt – mruknęła Julie.
– Wiem, że to był gwałt, bo się nie zgodziłam, ale mimo wszystko to był Gavin, a nie jakiś facet z ulicy czy z imprezy… Bałam się, to było naturalne. Ale byłam w mieszkaniu. W swoim łóżku. Z mężem. Nie musiałam się martwić, że zostawi mnie potem samą i…  
– Nieźle namieszał ci w mózgu – przerwała mi. – Rozumiem, co chcesz przez to przekazać, ale w ogóle tego nie popieram. Nie zgodziłaś się. On wziął siłą to, co chciał. Nie powinno być tu żadnego „z dwojga złego wolę to”. Bo to było złe, Aurora.  
– Wiem, ja po prostu… – Skurczyłam się w sobie. – Nieważne. Zostawmy ten temat.
– Zostawmy. – Przypatrywała mi się tak, jakby… jakby zastanawiała się, czy nadal byłam tą samą osobą. Zdrową na umyśle. Czy wciąż byłam w stanie racjonalnie myśleć czy może powinna się do mnie inaczej zwracać, jak do małego dziecka albo wyjątkowo wrażliwej osoby. – Co planujesz?
– Tata zamówił mi kamerę i dyktafon. Zainstalowałam je, ale umieram ze strachu, że Gavin się zorientuje. Że może sam zainstalował wcześniej kamery albo po prostu zobaczy, że to nie są zwykłe przedmioty… Boję się, że wróciłam tam na darmo. Że nie zdobędę żadnych dowodów.  
– Dziwię się, że w ogóle tam wróciłaś. Powinnaś uciekać od niego jak najdalej.
– I zrobię to, ale nie odejdę bez czegoś, co mogę wykorzystać przeciwko niemu.
Julie zamyśliła się, po czym rzuciła:
– Na pewno jest jakiś zapis z naszej kamery. Wtedy, w kuchni, gdy zobaczyłam twoje siniaki, a ty… nieważne, sama wiesz, co powiedziałaś. Trzeba będzie przycisnąć Darrena, ale raczej się zgodzi to udostępnić. Wiem, że to niewiele, ale zawsze to kolejna cegiełka do dowodów. I jeśli dojdzie do procesu, to na sto procent będę zeznawać. Zrobię wszystko, żeby pomóc ci się uwolnić od tego psychopaty.
Uśmiechnęłam się, znowu czując łzy.
– Nie zasłużyłam na ciebie.
– Przestań. Nie powinnam w ogóle pozwolić ci za niego wyjść… a wręcz cię zachęcałam, żebyś dała mu szansę!
Chwilę zajęło mi odkopanie tego wspomnienia z głębi umysłu, a gdy sobie je przypomniałam, ogarnął mnie wstyd i palący ból.
– Dlaczego nie dasz szansy Gavinowi? Wygląda na to, że mu na tobie zależy…
– Nie czuję się przy nim bezpiecznie. Zawsze, gdy jestem z nim, czuję jakieś niebezpieczeństwo…
– To znaczy… myślisz, że mógłby cię skrzywdzić? Fizycznie?
– Nie, no co ty.

To właśnie powiedziałam: nie, no co ty.
Nie sądziłam, że mógłby mnie skrzywdzić, choć wyraźnie czułam, że coś było nie tak. Harvey mnie ostrzegał. Miałam też znaki ostrzegawcze w postaci tego, co robiła Kira. Może próbowała od niego odejść, równie rozpaczliwie co ja. Miałam tyle znaków ostrzegawczych i wszystkie zignorowałam…
– To nie twoja wina. Żadna z nas nie mogła tego przewidzieć. Nie ma co się obwiniać…  
– A Brian? Co z Brianem? Powiesz mu? On też zasługuje na prawdę. Martwił się o ciebie. Pytał mnie, czy wszystko z tobą w porządku…  
Kochany Brian. Znowu poczułam łzy. Byłam wzruszona, że wciąż miałam koło siebie przyjaciół, mimo tego, jak ich traktowałam.
– Wolałabym mu nie mówić. Po pierwsze, chyba wciąż nie jesteśmy aż tak blisko… a po drugie, im mniej osób wie, tym lepiej. Gavin nie może się dowiedzieć, że coś planuję…
– No tak, jasne.
– Muszę zacząć się pakować. Wynosić rzeczy do rodziców. Tam chyba jest najbezpieczniej. Myślę, że nic nie podejrzewa. Tam się spotkałam z Harveyem… Gdyby wiedział, już bym chodziła cała w siniakach.
Julie skrzywiła się, ale zapytała:
– A co z Harveyem?
– Co z nim?
– Nadal go kochasz?
Czy nadal kochałam Harveya? Byłam tak zagubiona w swoich uczuciach, że nie umiałam odpowiedzieć na to pytanie. Byłam zbyt skrzywdzona, by wiedzieć, jakie były moje uczucia. Zbyt przestraszona, by choćby myśleć o innym mężczyźnie.
– Nie chcę tu mówić o miłości – powiedziałam w końcu. – Kochałam Gavina i zobacz, co się z tym stało. Co mi zrobił…
– Harvey to nie Gavin.
– Wiem, ale… trwało, zanim poczułam coś do Gavina, a on i tak mnie rozczarował. Teraz boję się poczuć cokolwiek, bo czuję tylko ból. Nie wiem, czy go kocham – powiedziałam szczerze. – Nie wiem, czy w ogóle potrafię jeszcze kochać. Ale… przy nim czuję się bezpiecznie, a to już coś. Problem jest jednak taki, że Gavina… nadal kocham, mimo tego, co zrobił. – Kolejna łza. Cholera. Julie wyciągnęła z kieszeni paczkę chusteczek i podała mi ją. – Wiem, jakie to popieprzone, uwierz. Ale nic nie mogę na to poradzić. Kocham wspomnienie. Kocham go takiego, jaki był kiedyś. Nie mogę się tego pozbyć. Nie mam już nadziei na to, że on wróci, ale im bardziej mnie krzywdzi, tym bardziej kocham jego wersję, która… Może nigdy nie istniała i była tylko maską.
Wyciągnęłam z paczki chusteczkę i otarłam oczy, czekając na odpowiedź Julie. Wiedziałam, że wszystko przetwarzała. Że zapewne się nade mną litowała, bo padłam ofiarą przemocy domowej, ale także agresywnego człowieka, który zrobił mi pranie mózgu.  
Ale wciąż tu była i to było najważniejsze.
– Cholera, Aurora – westchnęła w końcu. – Wpakowałaś się w niezłe gówno. Ale jakoś cię z niego wyciągniemy. – Wyciągnęła rękę i splotła nasze palce. – Razem.

Wróciłam do mieszkania, które wyglądało dokładnie tak, jak je zostawiłam, wychodząc rano do pracy. Gavina jeszcze nie było. Poszłam prosto do łazienki, by przebrać się w codzienne ubrania i w końcu móc się rozpłakać. Już sama nie wiedziałam, jakie uczucie we mnie przeważało. Z jednej strony po rozmowie z Julie czułam wszechogarniającą wdzięczność i siłę. Wierzyłam, że się uwolnię, że go pokonam. Miałam po swojej stronie osoby, które mnie kochały – ale nieważne, ile razy bym im opowiadała historię swojego małżeństwa, wiedziałam, że nigdy w pełni tego nie zrozumieją. Nie zrozumieją strachu, który odczuwałam każdego dnia. Bólu i masy sprzeczności, które we mnie szalały. Julie patrzyła na mnie ze strachem i litością. Nie rozumiała. Wiedziałam, że nie rozumiała, bo nawet ja nie rozumiałam samej siebie. Bo jak mogłam kochać potwora? Dla innych pewnie brzmiałam jak wariatka, ale nikt nie przeżył tego co ja. Wspomnienia miały potężną moc. Nadal pamiętałam, co czułam, gdy było między nami dobrze. Nadal pamiętałam wdzięczność, gdy uratował nas od bankructwa, rozbawienie i czułość, gdy nieudolnie przygotowywał ze mną pierniczki; pożądanie i rosnącą zażyłość, gdy zabrał mnie w góry. Miał swoje dobre momenty, które przysłoniły nawet nasz fatalny początek. Zmanipulował mnie tak, że nawet mimo tego się w nim zakochałam. To cholernie uczucie nie chciało zniknąć. Gdy zamykałam oczy, przywoływałam wspomnienia tamtego Gavina, by nie zwariować, choć wiedziałam, że to mi nie służyło. Powinnam zapomnieć. Powinnam uciekać. Tyle rzeczy powinnam… I może to było łatwe dla osoby stojącej z boku tego wszystkiego, ale nie dla mnie. Bo ja byłam w samym środku tego pieprzonego bałaganu.
I choć kochałam kogoś, kto już – albo nigdy – nie istniał, nie sądziłam, że tak szybko uda mi się o tym zapomnieć. Nie był pierwszym lepszym chłopakiem czy romansem. Był moim mężem. Zakorzenił się głęboko w moim sercu, a ja kochałam go na tyle, że próbowałam go zrozumieć. Choć nie zamierzałam mu tego wybaczać, choć chciałam uciec, tęskniłam za tym, co było kiedyś i gdzieś głęboko tlił się promyk złudnej nadziei, że ten Gavin, którego kochałam, jeszcze kiedyś wróci.
Wiedziałam, że to się nie stanie, ale pozwalałam sobie na marzenia.
By zatrzymać wspomnienie jeszcze trochę dłużej.

Zbierałam siły przed powrotem Gavina. Wiedziałam, że muszę w końcu coś zrobić. Sprowokować go. Podłożyć się, by zyskać dowody i wynieść się stąd w cholerę. Wczoraj wieczorem, gdy leżeliśmy w sypialni, zerknął na szafkę nocną. Cała się spięłam. Przyglądał się przez chwilę czarnemu zegarkowi i zapytał:
– Nowy?
– Tak – odparłam, próbując nie zemdleć ze strachu. – Brakowało mi tu zegarka. Nigdy nie wiem, która jest godzina.
– Ok – rzucił tylko, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Nieco się rozluźniłam. Chyba gdyby coś zauważył, gdyby coś podejrzewał, od razu by powiedział? W salonie nadal znajdowała się listwa z dyktafonem. Musiałam po prostu go sprowokować, by powiedział lub zrobił coś, co będzie stanowiło niepodważalny dowód.
Nie ugotowałam obiadu. Niby nic takiego, ale czułam, że Gavina może to zdenerwować, gdy wróci zmęczony z pracy i będzie chciał coś zjeść. W kuchni zostawiłam bałagan, a sama poszłam na łóżko, by się położyć i włączyć serial. Nasłuchiwałam, kiedy otworzy się winda i drżałam ze strachu. Co zrobi mi tym razem?
W końcu usłyszałam jego kroki, które na chwilę zamarły, gdy zobaczył kuchnię, a potem skierowały się w stronę sypialni. Patrzyłam, jak uchyla drzwi i patrzy na mnie.
– Co ty robisz?
– Oglądam serial. A co? – Z całych sił starałam się mówić normalnie, nie zerkać w stronę zegarka. – Nie mogę?
– W kuchni jest straszny bałagan.
– Wiem. Nie chciało mi się sprzątać.
– Nie chciało ci się? – Zacisnął usta. – Źle się czujesz?
– Nie.
– A więc dlaczego ci się nie chciało?
W myślach niemal go błagałam, by mnie uderzył. Chciałam tego. Chciałam, żeby wszystko się nagrało i żebym miała w końcu powód, by stąd zniknąć.  
– Po prostu mi się nie chciało. Czy zawsze ja muszę wszystko robić? – Podniosłam się z łóżka i stanęłam naprzeciwko niego. – Jestem żoną, a nie służącą. Też pracuję. Też czasem nie mam siły na gotowanie czy sprzątanie. Może spróbuj sobie przypomnieć, kiedy ty coś sprzątałeś? Albo kiedy zrobiłeś obiad? Bo chyba nigdy – mówiłam dalej, a on patrzył na mnie przenikliwie i unosił brwi coraz wyżej. Na pewno zauważył, że coś było nie tak. Nigdy mu nie pyskowałam, nie stawiałam się. Nauczyłam się, jak być posłuszna – teraz zachowywałam się dokładnie odwrotnie. – Dlaczego to ja zawsze mam się męczyć, a ty przychodzisz na gotowe?
Czekałam na cios. Czekałam, aż podniesie rękę. Czekałam, ale on tylko na mnie patrzył, jakby się nad czymś zastanawiał.  
– Tak, masz rację – powiedział w końcu, a ja musiałam się pilnować, by moja twarz nie wyrażała absolutnego zdumienia. – Nie jesteś służącą. Przepraszam. – Zerknął na swój drogi zegarek na lewej ręce. – Ale jest już dość późno, przyznam, że nie chce mi się nic gotować. Chcesz wyjść gdzieś na kolację? Albo możemy zamówić coś z dowozem i spędzić ten wieczór razem.
Na usta cisnęło mi się milion przekleństw, ale powstrzymałam je i skwitowałam jego słowa uśmiechem. Oddałam pocałunek, którym mnie obdarzył i gdy poszedł się przebrać, dalej stałam w miejscu jak porażona piorunem. Co tu się właśnie wydarzyło? Przecież chciałam, by mnie uderzył. Jeszcze niedawno malutka prowokacja wystarczyła, by wymierzył cios. Dlaczego był taki miły? Dlaczego mnie przepraszał? Czy to była jakaś zagrywka? Może jednak włamał się na moją komórkę, może jednak o wszystkim wiedział, tylko czekał na idealny moment… wykorzystywał nowo zdobytą wiedzę, by mnie torturować, bym zwariowała, zastanawiając się, o co mu chodziło.
Bo przecież to niemożliwe, żeby nagle zrozumiał swoje błędy i postanowił sobie, że więcej tak nie zrobi.
To niemożliwe, by wrócił dawny Gavin.
Musiałam być tak czujna, jak jeszcze nigdy, bo obawiałam się, że gdy dłużej pociągniemy tę grę, a on będzie taki jak teraz, to na nowo się w nim zakocham i o wszystkim zapomnę.  
Bo będę ślepo wierzyła, że to jeszcze da się uratować.

Nie pamiętałam, kiedy ostatnio spędziliśmy taki wieczór – a może nigdy. Gavin zamówił jedzenie z dowozem i wkrótce siedzieliśmy na kanapie w salonie, jedząc krążki cebulowe i burgery, popijając wszystko czerwonym winem. Ze zdenerwowania wypiłam go prawdopodobnie za dużo, na pewno więcej niż Gavin. Wiedziałam, że powinnam się pilnować, kontrolować, ale ciągłe nerwy mnie wykańczały i chyba z tego powodu miałam słabszą niż zwykle głowę. Wciąż roztrząsałam, co się tak naprawdę stało. Wiedział o kamerach? Wiedział o wszystkim? Ale dlaczego w takim razie nie wyrzucił kamery ani dyktafonu, nie zamknął mnie w domu, nie pobił za to, że powiedziałam prawdę i że spotkałam się z Harveyem? Nawet jeśli czekał na odpowiedni moment – to jaki niby on był? Podłożyłam mu się. Sprowokowałam go, byłam pewna, że mnie uderzy, a on okazał zrozumienie i zachował się jak prawdziwy partner. Mąż.  
Teraz obejmował mnie ramieniem, wpatrywał się w telewizor, popijał wino. Nie zauważał, że bardziej patrzyłam na niego, niż na ekran. Czułam, że byłam pijana, powieki mi opadały i byłam bardziej niż kiedykolwiek świadoma tego, że wyprał mi mózg, że nie myślałam jasno. Wiedziałam, że był potworem, że nie miał prawa podnieść na mnie ręki, byłam pewna, że go nienawidziłam i niczego bardziej nie pragnęłam, niż od niego uciec. Ale teraz… pod wpływem wina i tego, jaki był miły… poczułam, że chcę takim go zapamiętać. Nawet, jeśli za chwilę nadejdzie najgorsze. Że powinnam wykorzystać te ostatnie dobre chwile, pozwolić sobie na zapomnienie. Wiedziałam, jakie to było głupie, a i tak nie mogłam się powstrzymać. Chciałam się przekonać, jak to jest, gdy ma się dobrego męża.  
Nie myślałam jasno. Nie myślałam w ogóle. Byłam głupia i miałam tego świadomość. Chciałam po prostu poczuć się dobrze. Choć przez chwilę.
I nawet gdy mnie całował, poruszał się we mnie i szeptał, że mnie kocha, utwierdzałam się w przekonaniu, że i tak go zniszczę – choćby nie wiem co.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 3641 słów i 20145 znaków.

Dodaj komentarz