Empiria – rozdział 3

Empiria – rozdział 3Nie mogłam spać. Znowu.  
Słuchałam oddechu Gavina i leżałam sztywno jak kłoda, podskakując, ilekroć zaczynałam przysypiać. Nie mogłam zasnąć. Nie po tym, co się stało. Jeśli zasnę, stracę kontrolę. Mogę obudzić się pobita. Może duszona.  
A może nie obudzę się wcale.
Choć powiedziałam rodzicom, że Gavin nie posunie się za daleko, bo byłam jego ulubioną zabawką, to kiedy zapadała noc, wcale nie byłam tego taka pewna. Skąd mogłam wiedzieć, co kryło się w jego chorym umyśle? Skąd mogłam mieć pewność, że nad sobą zapanuje? A może któregoś razu nie będzie w stanie i wyrządzi mi krzywdę, której nie będzie się dało już odwrócić?
Ilekroć przewracał się na bok lub głośniej oddychał, moje serce od razu przyspieszało. Dzieliłam łóżko z potworem. Było to o tyle przerażające, że nie zorientowałam się na samym początku. Pozwoliłam, by za mną chodził, by wkradł się w moje życie, by mnie pokochał i pozwoliłam sobie pokochać jego. Teraz było tak, jakby obok mnie nie leżał Gavin, tylko jego sobowtór o skrajnie innej osobowości.  
Ale tak nie było. To był on. Mój mąż, człowiek, którego poślubiłam mimo wątpliwości, który tak idealnie mnie okłamał, że nie wiedziałam już, czy cokolwiek z tego, co mówił, było prawdziwe.  
Zabrał całą mnie. Zabierał mnie po kawałku, aż w końcu stałam się jego własnością, jego zabawką. Nie wiedziałam już, kim jestem. Przez niego straciłam zdolność racjonalnego myślenia. Straciłam odwagę, godność, szczęście, spokój. Straciłam wszystko. To on odebrał mi wszystko, ale ja jeszcze nie zamierzałam się poddać.
Wspominałam ostatnie tygodnie, które były udręką. Czułam się, jakbym żyła z dala od innych ludzi, jakby rozdzielała mnie od nich niewidzialna zasłona, za którą byłam tylko ja i Gavin. Zasłona była utkana z kłamstw i zaprzeczeń. Choć Julie próbowała się przez nią przebić, nie pozwalałam jej. Widziałam, jak na mnie patrzyła, a ja zakrywałam ręce i nadgarstki długimi rękawami, naciągałam je, by nie było widać sinych śladów po palcach Gavina. Wspominałam, jak pewnego razu Brian sięgnął ręką, by sprzątnąć owoce, z których robiłam świeżo wyciskany sok, a ja od razu pomyślałam, że jego ręka wymierzona jest we mnie i odskoczyłam, przyciskając ręce do siebie i chowając głowę między ramiona. Wytrzeszczył na mnie oczy, a ja na szybko wymamrotałam przeprosiny i jakieś kłamstwo. Nie uwierzył mi. Nikt mi nie wierzył. Ale ja dalej kłamałam.
Raz Julie przyszła do naszego mieszkania. Siedziałyśmy na kanapie w salonie i rozmawiałyśmy. Otworzyłam czerwone wino, które wlałam do kieliszków. Czułam się prawie jak za dawnych czasów, ale wtedy otworzyły się drzwi windy i do środka wszedł Gavin. Od razu się wyprostowałam i mało co nie upuściłam kieliszka na jasny dywan. Nie musiałam nawet patrzeć na Julie, żeby widzieć, że całkiem zesztywniała. Rzuciła w stronę Gavina jakieś powitanie, a gdy on zniknął w łazience, chwyciła mnie mocno za nadgarstek.
– Aurora, proszę, daj sobie pomóc – wyszeptała z determinacją i przerażeniem w oczach. – Wiesz, że możesz mi zaufać. On… z nim jest coś nie tak. Jest niebezpieczny. Błagam cię…
Zbyłam ją. Po raz kolejny. Bo co miałam zrobić? Przytaknąć jej, kiedy Gavin był tuż obok? Myślałam, że jak przykryję siniaki pudrem i fluidem, to wszystko będzie dobrze. Nikt niczego nie zauważy.
Aż zadrżałam na wspomnienie tego wieczora, kiedy przyszedł odebrać mnie z pracy. Kończyłam swoją zmianę. Brian był ze mną. Sprzątaliśmy kawiarnię, śmiejąc się z czegoś. Nie wiedziałam, że Gavin obserwował nas przez okno. Gdy wszedł do środka, mój śmiech od razu zamarł. Błagałam go w myślach, by nic nie robił. By ten jeden raz zachował się jak normalny człowiek. Nic z tego. Przy Brianie nie mógł nic zrobić, ale gdy tylko znaleźliśmy się sam na sam…  
– Pieprzysz się z nim, prawda? – wydyszał, patrząc na mnie z furią.
– Nie, przysięgam! Gavin, przecież ja bym nie…
– Myślisz, że nie widziałem, jak blisko jesteście? Zachciało ci się skoku w bok?! Harveya nie ma, więc pocieszyłaś się koleżką z pracy? – Przyparł mnie do ściany tak, że nie mogłam uciec. W środku czułam panikę i potrzebę ucieczki, ale nie mogłam się ruszyć.
– Gavin, proszę – pisnęłam. – Nie zdradziłabym cię.
– Oczywiście, że nie. Bo masz tu wszystko, czego potrzebujesz – warknął, a jego palce znalazły się tuż pod moją szczęką, uciskając szyję i tchawicę. Powoli, tak, bym z każdą sekundą czuła, jak braknie mi powietrza. – Może przemyśl, czy wasza zażyłość jest tego warta.
Puścił mnie gwałtownie i odszedł. Ja dalej stałam pod ścianą, odzyskując oddech. Niby nic nie zrobił. To nie było nawet duszenie. Jego ruchy były powolne… ale zrobił to w sposób tak przerażający, że czułam się gorzej, niż gdyby zrobił to tak jak zwykle.
Ale potem rzucił mną tak, że wylądowałam plecami na rogu szafki. Dawno nie czułam takiego bólu – a może i nigdy. Nie mogłam chodzić, wyprostować się, obrócić. Wzięłam na parę dni zwolnienie z pracy, ale gdy wróciłam, i tak krzywiłam się z bólu, chodząc po kawiarni w tempie dużo wolniejszym niż zwykle.  
A jednak, mimo tego całego okrucieństwa… Próbowałam go usprawiedliwiać. Nie, nie usprawiedliwiać – po prostu zrozumieć. Dlaczego? Dlaczego to robił? Czy to przez jego rodziców? Czy jego ojciec bił matkę? Bił jego? Dorastanie z alkoholikami go zniszczyło? W jakiejś mierze na pewno. Może to stąd wzięła się obsesja kontrolowania i niemal desperacka potrzeba stworzenia rodziny. Może, gdyby wcześniej zajął się swoimi problemami, nie stałby się taki… Może mogłabym się od tego uchronić.
Ale nie było już żadnego „może”, bo rzeczywistość była taka, że Gavin nie potrafił panować nad swoimi emocjami i nie dało się go kontrolować. A ja byłam jego żoną. Na dobre i na złe. W tym momencie nie widziałam już sensu w naszej przysiędze – zło działo się właśnie teraz, ale było zbyt duże, bym mogła zostać. Musiałam uciec. Czy Bóg to obserwował? Miałam to gdzieś.  
Bo gdyby patrzył, to może by mnie uratował.
Może uratowałby Olivię i wtedy w ogóle bym się tu nie znalazła.

Komórkę od Harveya ukryłam w pudełku z bielizną „na okres”. Nie sądziłam, żeby Gavinowi chciało się tu zaglądać. Było to chyba najbezpieczniejsze miejsce, ale i tak drżałam ze strachu. A jeśli jakimś cudem ją znajdzie? Co mu powiem? A jeśli zacznie dzwonić? Nie, musiałam się opanować. Nie zacznie dzwonić. Przecież Harvey wiedział, co by się mogło stać, gdyby zadzwonił. Ten telefon był tylko po to, żebym ja mogła wykonać jakieś połączenie – gdy będę sama i bezpieczna.
Przed tym, jak tata odwiózł mnie z powrotem do mieszkania, dałam rodzicom ten numer, wyjaśniając sprawę. Mieli przysłać wiadomość, gdy przyjdzie paczka. Wolałam nie ryzykować. Jeśli moja komórka naprawdę była na podsłuchu, Gavin mógł od razu zorientować się w sytuacji. Bo niby dlaczego zamawiałabym coś do domu rodziców, a nie tutaj? Myśl, że mógłby odkryć prawdę, dręczyła mnie niemal cały czas. Co wtedy zrobi? Zamknie mnie tutaj? Już nigdy nie wypuści samej na zewnątrz? Pobije tak, że odechce mi się mówić prawdę komukolwiek?
Sprawdzałam telefon parę razy dziennie, bo był ustawiony na wibracje, ale w końcu dostałam wiadomość od taty – przyszła paczka. Od razu wyszłam z mieszkania i pojechałam do domu. Ze zdenerwowania plątały mi się nogi. Rodziców nie było, ale paczka leżała na kuchennym stole. Wepchnęłam ją do torebki i czym prędzej wróciłam do mieszkania. Już chciałam rozciąć karton i zobaczyć, co było w środku, gdy nagle zdrętwiałam – a jeśli już były tu jakieś kamery? Jeśli Gavin zamontował jakieś kamery wyglądające tak niepozornie jak te, które zamówił tata i przez to się nie zorientowałam, czym tak naprawdę były? Mógł zrobić to tysiąc razy, choćby po to, by sprawdzać, czy byłam w mieszkaniu i czy mówiłam prawdę. Cholera. Jeśli tak było, to wiedział wszystko i nic nie mogło się przed nim ukryć.
Nie wiedziałam, co robić. Odruchowo chciałam złapać za komórkę i przeszukać Internet, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam, przypominając sobie, że Gavin może zobaczyć każde moje wyszukanie w Google. Boże, nienawidziłam tego. Nienawidziłam jego. Nienawidziłam tego, co ze mną zrobił. Pozornie normalne czynności nie były już normalne. Musiałam się kontrolować, by przypadkiem nie dać mu broni do ręki. Musiałam być tak ostrożna jak jeszcze nigdy.
Jeśli były tu kamery, to nie mogłam wykonać praktycznie żadnego ruchu, żeby się nie zdradzić, ale to oznaczałoby też, że nie zrobię nic, by się uratować. Nie mogłam przecież nic nie robić tylko z powodu możliwości, hipotezy, której nie mogłam potwierdzić.
Chwilę stałam w miejscu, po czym ruszyłam do garderoby. Wyciągnęłam komórkę od Harveya i od razu wepchnęłam ją do kieszeni dżinsów. Weszłam do windy i zaczęłam zjeżdżać na sam dół budynku. Gdy już byłam na parterze, minęłam portiernię i udałam się w najmniejszy kąt, jaki udało mi się znaleźć. Usiadłam w fotelu obok wielkiej zielonej monstery, upewniając się, że nikt mnie stąd nie usłyszy. Weszłam w kontakty i natychmiast wybrałam numer Harveya, zaciskając kciuki, by szybko odebrał.
– Halo?  
Gdy usłyszałam jego głos, natychmiast zalała mnie fala ulgi.
– Harvey, to ja. Odebrałam paczkę od rodziców, ale boję się ją rozpakować. Co, jeśli Gavin pierwszy zainstalował jakieś kamery i będzie widział, co robię? – Szybko szeptałam, chcąc wyrzucić z siebie wszystko za jednym razem. – Chciałam sprawdzić w Internecie, jak można wykryć kamery, ale to także zobaczy, jeśli włamał się na mój telefon…  
– Rozumiem. Daj mi chwilę – przerwał mi i usłyszałam szybkie klikanie w klawiaturę. Cierpliwie czekałam. Po chwili westchnął. – Cholera. To nie takie proste. Są do tego jakieś aplikacje, ale niezbyt polecane, bo mogą wcale nie wykryć żadnej kamery, nawet jeśli tam są. Najlepiej byłoby kupić wykrywacz kamer, ale to sporo kosztuje.  
– Nie ma jakichś tanich? – jęknęłam.
– Są, ale one wykrywają sygnał nadawany przez kamery, a problem w tym, że nie każda musi nadawać sygnał bezprzewodowo… – powiedział przepraszającym tonem, tak jakby to była jego wina. – Najbezpieczniej byłoby chyba zlecić przeszukanie jakiejś ekipie, która się tym zajmuje, ale to za duże ryzyko.
– Więc co mam zrobić? – wyszeptałam.  
– Przeszukaj mieszkanie. Szukaj takich niepozornych przedmiotów, jak ten zegarek, który zamówił twój tata. Odłącz od kontaktu wszystkie elektroniczne rzeczy, jakieś lampy, zegarki… Możesz zajrzeć w kratki wentylacyjne. Ciężko będzie mieć pewność, ale musisz rozstawić swoje kamery i się zabezpieczyć.
– Wiem. Popatrzę… może coś znajdę. – Choć starałam się brzmieć pewnie, bałam się, że moje poszukiwania nic nie dadzą. Nie znałam się na kamerach, a tym bardziej na ich wykrywaniu. W końcu zostały zaprogramowane tak, by ich nie zauważano. – Dziękuję. – Rozłączyłam się szybko i wróciłam na górę.
Nie wiedziałam, od czego zacząć. W końcu poszłam najpierw do kuchni. Cholera, kamerą mogło być cokolwiek – długopis, kubek… Zaczęłam przeszukiwać całe pomieszczenie, czując się jak idiotka. Chowałam do szafek lub szuflad wszystkie przedmioty, które wydawały się podejrzane. Najwięcej było ich w salonie – kable, powerbanki, kubki, piloty… Nagle na każdą z tych rzeczy patrzyłam inaczej. Zachowywałam się jak maniaczka porządku. W pewnym momencie przestałam szukać i zaczęłam się zastanawiać – czy Gavin otaczałby się takimi przedmiotami, które można tak łatwo schować lub odłączyć od kontaktu? On miał pieniądze, mógł zainwestować w dużo lepsze kamery niż ja. Nie musiał ograniczać się do takich, które wyglądały jak zwykłe przedmioty. Mógł kupić kamerę światłowodową, która była maleńka i ukryta w miejscu, do którego zapewne nigdy nie dotrę.
Ogarnęła mnie rozpacz. Nie wiedziałam już, co powinnam zrobić. Nie wiedziałam, czy kiedy nie postawię zegarka, on od razu nie domyśli się, co to jest i nie ukarze mnie za to… ale na chwilę obecną to była moja jedyna szansa i jedyne rozwiązanie. Nie mogłam z niego zrezygnować.
Dałam sobie spokój z szukaniem i otworzyłam paczkę. Zdziwiłam się, bo były tam dwie rzeczy – jedną z nich był zegarek, a druga wyglądała na zwykłą listwę zasilającą. Znalazłam dołączoną kartkę i przeczytałam ją. W listwie znajdował się dyktafon. Najwyraźniej tata zamówił od razu te dwie rzeczy, by mieć pewność, że zdobędę jakiekolwiek dowody. Po chwili namysłu podłączyłam listwę do kontaktu w salonie. Zegarek zaniosłam do sypialni, na szafkę nocną. Miałam wątpliwości, czy wszystko sprawnie działało, więc po raz kolejny wyjęłam komórkę od Harveya, zjechałam na sam dół do lobby i ponownie usiadłam w oddalonym fotelu, wybierając numer taty. To on miał mieć u siebie podgląd z kamery.
– Hej. Podłączyłam wszystko. Sprawdzisz, czy działa?
– Daj mi sekundę. – Słyszałam, jak klika coś w tle. – Tak, wszystko działa. Obraz mógłby być lepszy, ale to szczegóły. Jest na tyle wyraźny, że w razie czego na pewno nie będzie się dało pomylić osób.
– To dobrze. Może wszystko się uda…
– Nie mogę na niego patrzeć – przerwał mi cichym rozedrganym głosem. – Staram się nie dać po sobie niczego poznać, bo wiem, że to tylko pogorszy sprawę, ale… Nie mogę go znieść. Chodzi i się uśmiecha. Tak niewinnie. Naprawdę ledwo się powstrzymuję…
– Tato…
– Wiem. Oczywiście, że wiem. Nic nie zrobię. Ale to nie znaczy, że aż mnie nie mierzi. – Wziął głęboki oddech. – Nie mogę sobie tego wybaczyć. Niczego nie zauważyłem. Pozwoliłem ci za niego wyjść.
– Tato, przestań. To nie twoja wina. Jeśli już ktoś powinien coś zauważyć, to ja. Ja jestem tą osobą. – Nie chciałam, by i on zaczął się obwiniać. Nie na tym powinniśmy się teraz skupiać. – Pokonamy go, zobaczysz. Muszę kończyć.
Wróciłam z powrotem na górę. Trzęsły mi się nogi. Raz po raz zerkałam na listwę i na zegarek, zastanawiając się, czy wyglądają niepozornie, czy może jednak mają jakiś szczegół, który mi umknął, a który pomoże Gavinowi zorientować się, czym naprawdę są te przedmioty. Bałam się, że gdy wróci, to od razu będzie wiedział. Żałowałam, że nie miałam pieniędzy na lepsze kamery i większą ich ilość. Nie mogłam przecież skorzystać z pieniędzy Gavina. Wtedy od razu bym się zdradziła.
A może to nie miało żadnego sensu? Może to on cały czas mnie nagrywał i już wiedział, co zrobiłam?
Tak wielu rzeczy teraz żałowałam…
Poszłam do pokoju z bilardem i biblioteką. Było tu chłodniej niż w pozostałych pomieszczeniach, bo nieczęsto tu przebywaliśmy. Było to jednak plusem całej sytuacji – przez rzadką obecność Gavina w tym pokoju czułam się tak, jakby był niejako odizolowany od naszego mieszkania. Nieskażony tym, co się działo za drzwiami.
Osunęłam się w wielkim fotelu i na chybił trafił wyjęłam z półki jakąś książkę. Usiłowałam skupić wzrok na literach, oderwać się od ponurych myśli, ale czułam, że i tak nie dam rady. Trzęsłam się jak osika, wyobrażając sobie powrót Gavina z pracy i jego wściekłość, gdy odkryje, co zrobiłam.
Drżałam przed ciosem, który jeszcze nawet nie nadszedł.  

Zasnęłam. Obudziłam się gwałtownie, gdy usłyszałam szczękanie sztućców w kuchni i otwieranie szafki. Podskoczyłam, nagle zlana potem. Musiałam szybko doprowadzić się do porządku. Wzięłam głęboki oddech i chwiejnie wstałam z fotela. Poczekałam chwilę, aż krew z powrotem spłynie do odpowiednich miejsc i będę mogłam się ruszyć, po czym podeszłam do drzwi. Ostrożnie się wychyliłam. Gavin krzątał się w kuchni, otwierając butelkę czerwonego wina. Gdy wyszłam, podniósł na mnie wzrok.
– Już myślałem, że cię nie ma.
– Poszłam czytać książkę i… zasnęłam. – Przypomniałam sobie o listwie. Zerknęłam na nią ukradkiem, chcąc się upewnić, że nadal była tam, gdzie ją położyłam. Powinna nagrywać zaraz po wykryciu dźwięku. Ale czy miała co? Czułam się dziwnie słaba i przestraszona. Sama świadomość, że muszę mu się podłożyć, by mieć dowody… Miałam ochotę uciekać. Jak najdalej. – Jak było w pracy? – Usiłowałam mówić normalnym tonem.
– Dobrze, ale nie miałem czasu nic zjeść. Wziąłem kolację na wynos. Mam też dla ciebie. Chcesz? – Przesunął w moją stronę pudełko. Otworzyłam je, by zobaczyć smacznie wyglądający stek z masłem ziołowym. Obok leżały smażone ziemniaki, które wydzielały niesamowicie intensywny zapach. Poczułam, jak żołądek niemal wyrywa mi się w górę ciała. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jaka byłam głodna. Przez cały dzień nic nie jadłam, bo byłam zbyt zestresowana.  
– Chętnie. – Usiadłam przy blacie, starając się zachowywać normalnie. – Podasz mi sztućce?  
– Oczywiście. – Wyjął z szuflady widelec i nóż i przesunął w moją stronę, następnie usiadł obok mnie ze swoim daniem. O mało co nie wrzasnęłam. Mój instynkt krzyczał, nakazując mi uciekać, ale przecież nie mogłam. Musiałam to wytrzymać. – Hej… – Poczułam, jak ujmuje mój podbródek. – Wszystko dobrze? Jesteś blada.
– Słabo się czuję. Nie wiem czemu.
– Może to ci poprawi nastrój… – Obrócił hoker tak, że siedziałam teraz naprzeciwko niego i pocałował mnie. Miałam wrażenie, że ze strachu zbladłam jeszcze bardziej. Próbowałam oddać pocałunek, ale chyba zapomniałam, jak to się robiło. – Lepiej? – zapytał, odrywając się ode mnie.  
– Lepiej – przytaknęłam, odsuwając się i czym prędzej łapiąc za widelec. – Nalejesz mi wina?
Skinął głową i wstał. Obserwowałam go, gdy nalewał wina do kieliszków. Był tak cholernie przystojny – to właśnie mnie zwiodło. Przyćmiło jego nieco dziwny charakter. Przy nim czułam pożądanie i zapominałam o całym świecie. Pożądanie mnie zgubiło. Wmówiłam sobie, że to mi wystarczy.
Pomyślałam o Harveyu, o jego bezpiecznych ramionach. Ileż bym dała, by się teraz w nich znaleźć… myślałam, że jeśli doświadczę przemocy ze strony mężczyzny, to będę się bała także i jego, ale tak się nie stało. Mimo że odsunęłam się, gdy wyciągnął ręce, nie bałam się go. To był odruch, choć wiedziałam, że z jego strony nic mi nie groziło.
– Proszę. – Gavin postawił przede mną kieliszek. – Smacznego.
– Dziękuję. I nawzajem.
Zaczęliśmy jeść. Panowała cisza. Zastanawiałam się, czy widział, jaka byłam sztywna – i co go, do cholery, ugryzło, że był taki miły. Chętnie zachowałabym taki system na dłużej, ale… Musiałam spróbować. Musiałam go sprowokować. Chciałam jak najszybciej się stąd wydostać. To, co działo się teraz, przerażało mnie chyba jeszcze bardziej niż bicie. Wtedy przynajmniej był szczery. Robił, co chciał, niczego nie planował i niczego nie ukrywał. A teraz? Uśmiechał się i mnie całował. To nie było normalne. Knuł coś, ale udawał miłego, bym umierała ze strachu i niepewności, zastanawiała się, co czeka mnie tym razem.
Ale nie tylko on to potrafił. Ja też mogłam udawać.
– Jutro po pracy chciałabym spotkać się z Julie – powiedziałam, obserwując bacznie jego reakcję. – Mogę? – dodałam.
Uniósł brew i spojrzał na mnie przenikliwie. Chyba był zdziwiony. Zachowałam się jak nastolatka, pytająca rodzica, czy może wyjść wieczorem na imprezę. Zrobiłam to specjalnie. Musiałam połechtać jego ego. Musiał myśleć, że ma nade mną władzę.  
– Przecież zobaczycie się w pracy.
– Wiesz, że to nie to samo… w pracy nie ma czasu na rozmowy, a dawno nie gadałyśmy tak od serca. Nie pójdziemy na żadną imprezę, co najwyżej na kawę. – Położyłam dłoń na jego ręce, w której ściskał nóż. – Proszę.
Nie byłam w stanie powiedzieć, co myślał, zwłaszcza że zaciskał pięść na nożu tak mocno, że mu zbielała. Wyobrażałam sobie, jak nagle go podnosi i we mnie wbija.  
Nic takiego się jednak nie stało. Skinął głową, jak gdyby nigdy nic.
– Oczywiście, że możesz iść. Nie musisz się mnie pytać o zgodę. – Kolejne kłamstwo.
– Dziękuję. – Uśmiechnęłam się z wdzięcznością, tak jakby rzeczywiście wyświadczał mi przysługę. Kpina. Ledwo się powstrzymywałam, by nie uciec. Strach nieco zelżał, ale nadal czułam potworną sztywność w mięśniach. Mógł nie zauważyć listwy, ale co powie, gdy znajdziemy się w sypialni i zauważy nowy zegarek na szafce nocnej?  
Obserwowałam męża, który po zjedzeniu wyrzucił oba pudełka do kosza i przetarł blat, po czym znowu mnie pocałował. W tym momencie wyglądał jak ideał. Chciało mi się płakać. Takiego Gavina pragnęłam. Takiego kochałam. Tego, który się o mnie troszczył. Przystojnego, czarującego mężczyznę, jakim był w górach. Zbierało mi się na płacz, bo choć go nienawidziłam, jednocześnie za nim tęskniłam. Chciałam, by było jak kiedyś. To mogło być udane małżeństwo, gdyby tylko Gavin nie miał swojej mrocznej strony. Nawet gdyby tylko wyglądała ona inaczej… Mogłam dużo wybaczyć. Zniosłabym kłótnie. Zniosłabym gorszy czas, gdybym tylko wiedziała, że Gavin mnie kocha i że mam o co walczyć. Ale to?
Tego nie mogłam wybaczyć.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 4000 słów i 22137 znaków.

1 komentarz

 
  • AlexAthame

    Z jednej strony współczuję głównej bohaterce z drugiej nie wiem dlaczego wybrała taką drogę( wiem że opisałaś) Ten stres ją zabija w równym stopniu co jej miły mąż. Nie wiem czy masz pomysł na później ale pewnie coś wymyślisz.Pozdrawiam. :smile: